O jednookim królu ślepych memento... po wyborach

Obrazek użytkownika Krispin
Kraj

Dawno, dawno temu, za siedmioma górami i siedmioma rzekami... a właściwie wcale nie tak dawno, bo około 10 lat temu i nie za daleko, bo właśnie tu, wśród was, był pewien bloger, który napisał tekst „W królestwie ślepców jednooki królem”[1]. Sam przyznał, że miał to być tekst o czym innym, ale wyszło w końcu co innego. Tak się składa, że ja też wpadłem na pomysł (jeszcze zanim zetknąłem się z rzeczonym tekstem) napisania tekstu na temat, który porzucił ów bloger i... nie zamierzam pisać innego. Jest jeszcze jeden drobiazg, który nas różni – on pisał przed, a ja po wyborach.

 

Jeno wyjmij mi z tych oczu
szkło bolesne - obraz dni... [2]

 

..tych dni. Tak, mimo radości ze zwycięstwa prezydenta Andrzeja Dudy, pozostał ból i gorycz po tylu pokazach bezdennej głupoty, arogancji i chamstwa wspierających opozycję ludzi i ludzików. Nie można mieć pretensji do chama, że jest chamski, ale można mieć wiele zastrzeżeń do innych osób – uważających się za persony kultury wyższej (choć nigdy nie precyzują, od czego niby wyższej) lub należące do elit, które często i gęsto nie pozostawały chamom dłużne. Bolesne szczególnie były wypowiedzi osób wierzących (dalibóg nieraz, nie wiem, w co wierzących), które zachęcały do głosowania na Raf-Aua. Wynikiem tegoż bólu jest owo „Aua!” - nie mylić z imieniem znanej rosyjskiej piosenkarki Pugaczowej, ani podobnie brzmiącym okrzykiem islamistów. A wyglądało to tak: kilka dni przed II turą wyborów na YouTube’ie pojawił się film mówcy, nazwijmy go „pierwszym” lub po prostu Jerzym. Powiedział między innymi: 

 

"Chciałbym przestrzec przed głosowaniem na człowieka, który jawnie opowiedział się za tym, co jest domeną królestwa ciemności. (...) Nawet jeżeli zaistnieje coś, z czego Bóg w przyszłości wyciągnie dobro - to nie sądzę, że cokolwiek usprawiedliwia wierzących, którzy podniosą rękę, by przyczynić się do zła jawnego, jakim jest wybranie człowieka, który świadomie opowiada się za potężnymi grzechami, nieprawością i deprawacją. (...) Jestem głęboko zdumiony tym, że można znaleźć polityczne powody i względy, usprawiedliwiające głosowanie za opcją zadeklarowanego grzechu”. 

 

Mocno powiedziane. Konkretnie. Zgadzam z każdym słowem. Wypada pogratulować odwagi i szczerości. To naprawdę pocieszające, że są w Polsce ludzie wierzący, którzy nie wahają się formułować takiego ostrzeżenia wprost, bez owijania w bawełnę. Mówca ten jako kryteria porównawcze wybrał 5 elementów. Nie były to kwestie gospodarcze, programy społeczne, sprawy międzynarodowe, ani problem walki z globalnym ochłodzeniem... wróć, ociepleniem.  Przeciwnie, gorąco zachęcał, aby wziąć pod rozwagę pięć kryteriów ważnych dla każdego wierzącego: Bóg, rodzina, kwestia cudzołóstwa (z dekalogu), kwestia aborcji („nie zabijaj” – z dekalogu) i homofaszyzm (czyli LGTBe). Nie trzeba długo wyjaśniać, że ten zestaw kryteriów wypadł... mało korzystnie dla Raf-Aua, choć żadne nazwisko w tym filmie nie padło. Podsumowanie było druzgocące.

 

„Jeśli my, chrześcijanie, ambasadorzy Królestwa Bożego, kierujący się wartościami Nieba, wartościami Biblii, z jakichś politycznych względów przekonamy siebie do zagłosowania na człowieka, który jawnie zadeklarował swój sprzeciw wobec wartości chrześcijańskich... plamimy naszą duszę występkiem".

 

Rozumiem, że niektórych oburza tak ostre stawianie sprawy. Mogą się znaleźć osoby, które uważają, że Boga nie należy mieszać do polityki, a wiele osób wierzących popiera postulat rozdziału państwa i kościoła, ale... zatrzymajmy się na chwilę i zastanówmy. Co tak naprawdę oznacza „nie mieszanie Boga do polityki”? Czy politykę mają uprawiać jedynie ludzie niewierzący? To absurd. Przecież każdy chce kształtować świat, swój kraj, swoje otoczenie „na obraz i podobieństwo” swojego modelu światopoglądowego. Nie oddajemy władzy tym, którzy mają odmienne poglądy w nadziej, że oni nas zadowolą. Na pewno nas nie zadowolą – właśnie dlatego, że mają inny światopogląd i priorytety. Z kolei kiedy to my rządzimy, nie wolno nam zapomnieć, kim jesteśmy, bo ludzie, którzy nas wybrali oczekują, że będziemy właśnie tacy, jakimi nas znają i będziemy robić to, co zapowiadaliśmy. W końcu dlatego nas wybrali.

 

Z tego powodu zawsze śmieszyło mnie (choć to bardziej żałosne niż śmieszne) twierdzenie, że sędzia ma zostawić swój światopogląd w szatni, bo kiedy zakłada togę ma się stać bezstronny i działać jedynie zgodnie z literą prawa. To twierdzenie zawiera fałszywą tezę jakoby ktoś w todze, posiadający nadal swój światopogląd, nie był w stanie wydawać bezstronnych, sprawiedliwych wyroków. Nie zawsze da się „działać jedynie zgodnie z literą prawa”, bo należy działać z duchem prawa. Jak ma podjąć decyzję sędzia pozbawiony swojego światopoglądu, według jakich kryteriów ma interpretować przepisy prawa, które nie są jasno sprecyzowane? Jest wtedy kimś w rodzaju praworęcznego barmana, który – aby nie urazić ani praworęcznych, ani leworęcznych klientów – obciął sobie obie ręce. Poseł Szczerba pewnie by tak zrobił, ale jeszcze na ten pomysł nie wpadł, za to w poprzedniej kadencji oskarżał prezydenta, że ten... realizuje to, co obiecywał i co obiecywała partia, która wysunęła jego kandydaturę. Zaiste drugiego takiego mędrca ze świecą szukać... nie trzeba, wystarczy wpaść do byle jakiej siedziby Platformy.

 

Ślepi przewodnicy! Przecedzacie komara, a połykacie wielbłąda (Ew. Mateusza 23:24)[3]

 

Wracając do tematu głównego, odpowiedzią na wystąpienie cytowałem wcześniej mówcy pierwszego było nagranie, również opublikowane na YT’ie. Mówca drugi, nazwijmy go „Bogdan”, również powoływał się na Biblię i Ewangelię. To niesamowite, że z Biblią w ręku i oczami utkwionymi w kamerę (czyli niejako patrząc nam prosto w oczy, choć dość często tego unikał, wodząc oczami po ścianach i suficie) można... kłamać bez mrugnięcia okiem.

 

Jak mantrę (może to zwyczaj u „sufistów”, którzy oczami po sufitach surfują) powtarzał, że „nie wybieramy świętego, ale prezydenta świeckiego państwa”. Świeckiego. Owszem, nie jesteśmy państwem teokratycznym, ale czy to znaczy, że poglądy i działania głowy państwa, czyli prezydenta, nie wpływają na sferę duchową (punkt widzenia wierzących), czyli atmosferę panującą w kraju? Czy przyzwolenie na jedno (np. uczestnictwo w tzw. marszu równości bądź w marszu 11 listopada) lub dezaprobata w innej kwestii (np. przekopu Mierzei Wiślanej bądź całkowitej legalizacji aborcji) nie wpływa na działania podejmowane przez obywateli? Nie zachęca lub zniechęca do jednego lub drugiego?

 

Mówca drugi, którego wypowiedź została sprowokowana wypowiedzią mówcy pierwszego (choć zastrzega początkowo, że tak nie jest, i kluczy jak może, aby w końcu przyznać się do tego wprost), zarzeka się, że nie jest to atak personalny, ale już po kilku minutach okazuje się, że i to nie jest prawdą. Pada wyjęty z kontekstu cytat z wypowiedzi Jerzego: Nie wiem, co się dzieje w tym kraju i nawet nie jestem pewien, czy chcę to do końca zrozumieć. Normalny człowiek, podkreślam - normalny, który wysłuchał nagrania pierwszego mówy do końca, odczytuje to tak: nie wiem, co sprawia, że wierzący w Polsce dokonują takich wyborów, co się dzieje, że to jest możliwe, i nie wiem, czy chcę to zgłębiać i poznać dokładną odpowiedź (tym właśnie różni się duchowny od psychologa), co nie znaczy, że nie wiem, co za tym stoi. 

 

Tymczasem Bogdan odczytuje to literalnie (jak dziennikarka TVN-u, niedaleko bowiem pada jabłko od jabłoni – tylko kto tu jest jabłonią, a kto jabłkiem?) i zaczyna pouczać, że „fajnie, żebyśmy wiedzieli, co się w Tymkraju dzieje i fajnie byłoby próbować to zrozumieć (...) nie może nas nie interesować to, co interesuje ludzi”. Manipulacja pierwszej klasy. Wykład w stylu: ja tu z piedestału pouczę cię, drogi koleżko, boś nie dorósł i masz mentalność osoby, której: nie interesuje to, co się dzieje z Polakami(sic!), brak ci intelektualnej uczciwości i chęci dociekania tego, jaka jest prawda. Zaczął od „szanuję cię”, a doszedł już do jesteś nieuczciwy (z całym szacunkiem, kmiotku) i „to, co mówisz jest niespójne z Biblią”. Zaczyna huśtać, więc można mieć tendencje wymiotne, ale płyńmy dalej...

 

Bogdan nigdy nie popierał żadnej formacji politycznej (pewnie podobnie jak Kwaśniewski), tylko ludzi, którzy... akurat byli w jednej formacji (może to skutek reformacji lub zwykły przypadek). Dlaczego? Bo to... „najrozsądniejsza formacja polityczna, która wśród swoich posłów w Sejmie [za czasów księcia Donalda] miała 100 przedstawicieli o poglądach bardziej liberalnych i 100 konserwatywnych”. Mowa oczywiście o PełO. Jak on to policzył? Dla chcącego nie ma nic trudnego – to fakt. To jakieś prehistoryczne bajania z okresu powstania Platformy, którą istotnie współtworzyły takie osoby jak Maciej Płażyński. 

 

Płażyńskiego rzeczywiście można było nazwać konserwatystą – należał do Ruchu Młodej Polski, był współzałożycielem Niezależnego Zrzeszenia Studentów, w 1981 r. koordynował strajk okupacyjny na Uniwersytecie Gdańskim, a potem działał w solidarnościowej opozycji. Na początku 2001 r. (z Olechowskim i Tuskiem) współtworzył Platformę Obywatelską, by w końcu zostać jej pierwszym przewodniczącym. Ale Płażyński odszedł z PełO już w 2003 roku. Odeszło potem wielu konserwatystów zrażonych coraz bardziej postępującą bezideowością tej formacji, a po przegranych w 2005 r. wyborach jej postępującym zacietrzewieniem i pałającą nieustannie nienawiścią do PIS-u. Anty-PIS, czyli wszystko na nie! To ma być ideowy wzór dla wierzącego?

 

Dalej Bogdan wyjaśnia entuzjastycznie, że „za czasów premiera Tuska, i później Ewy Kopacz, nie wprowadzono żadnej ustawy, która dla konserwatywnych katolików czy ewangelicznych chrześcijan byłaby obyczajowo nie do zaakceptowania”. W tym momencie dokonuje rzeczy, którą jeszcze kilka minut wcześniej uznawał za niewłaściwą. Zarzucał mianowicie mówcy pierwszemu, że położył na szali pewne wartości i „wyeksponował je kosztem innych” – jego zdaniem ważniejszych. Tymczasem teraz on sam policzył stosunek „konserwatystów” (naprawdę powstrzymuję się od śmiechu) do liberałów w PełO i wyszło mu 1:1, ale zapomniał wyjaśnić, jak to się przedstawiało w ścisłym kierownictwie partii. Wspomniał o braku „ustaw obyczajowo nie do zaakceptowania”, ale milczeniem pominął inne kwestie, stwarzając wrażenie, że ta nasza prawie „konserwatywna” PełO to fajna partia była, jeno nikt – prócz niego i nielicznych – się na tym nie poznał. Oj, poznał się, poznał, ino widział wszystko. Łącznie z tym, co niektórym zasłaniały klapki na oczach. 

 

Te 100 osób nigdy by się nie zgodziły, żeby pewne liberalne rzeczy przeszły – koniec cytatu i koniec... żartów, To naprawdę bajki dla grzecznych dzieci, które wierzą, że za czasów Tuska nie było dyscypliny partyjnej w głosowaniach. Dziś też pewnie tej dyscypliny nie ma – widać na przykładzie Senatu. Ludzie, trzymajcie mnie, bo pęknę ze śmiechu. I to mówi poważny człowiek. Poza tym, co to wszystko ma wspólnego z dzisiejszym PełO, w którym głównymi macherami stali się ludzie tacy jak Neumann, Nitras i Budka? Sami bezwzględni politykierzy, dla których prawda to kłamstwo, rzetelność to TVN, tolerancja to GieWu, a wierzący to moherowe palanty. Tak, idźmy budować Polskę z tymi ludźmi, bo oni... nie, oczywiście żartowałem. Ale Bogdan mówi poważnie. On twierdzi, że „liberał” tylko w Ameryce jest człowiekiem spod znaku relatywizmu moralnego, bo w Polsce to synonim „wolnościowca”, a „czego jak czego, ale wolności chrześcijanin nie musi się obawiać”. 

 

To prawda, że do wolności powołał nas Bóg, „Ku wolności wyswobodził nas Chrystus”[4], „tam gdzie Jezus, tam jest wolność”[5], „gdzie jest Duch Pański – tam jest wolność”[6], ale nie każdy działa pod natchnieniem Ducha Świętego i nie każdy – nawet wierzący – potrafi tę wolność zrozumieć i wykorzystać w dobry sposób. Mówimy o ludziach wierzących, a co dopiero reszta, która bardzo często przekracza dopuszczalne granice, nadużywając wolności z krzywdą dla siebie i innych. Można mieć obawy, że nie wszyscy rozumieją, gdzie jest ta granica, za którą ich wolność jest już pozbawianiem wolności innych – ostatnie wydarzenia w USA oraz testowanie akceptacji dla „Karty LGTBe” w Polsce wyraźnie to pokazują. 

 

Tam, gdzie nie ma Ducha Świętego, tam zwykle nie ma wolności. Ktoś młody, nieuważny, niedoświadczony, naiwny może się oburzać: jak to, moi bliscy przyjaciele i znajomi to nie ludzie, ale ideologia? A co to znaczy? Tylko tyle, że LGTBe to szyld, pod którym kryje się ideologia, zaciekle walcząca z wiarą, moralnością, prawdą, logiką i porządkiem. Ludzie, czyli m.in. geje i lesbijki byli, są i będą wśród nas, ale to nie oni (jako mniejszość) powinni narzucać reguły pozostałym, a w szczególności zasady wychowania dzieci. Skoro mamy wolność, każdy ma prawo do swojej wolności - słowa, wyznania, poglądów politycznych. Czyjaś wolność kończy się tam, gdzie zaczyna się moja. I na odwrót. Tymczasem przeciwnicy PIS nie respektują tych zasad. Nie wolno mi być przeciw promowaniu ideologii LGTBe i edukacji seksualnej zgodnej ze "standardami" WHO, bo jestem homofobem? To mamy tę wolność, czy jej nie mamy?

 

Liberalizm = wolność? Bogdan przedstawia nam teorie sprzed stu lat. Wtedy rzeczywiści liberalizm mógł kojarzyć się z wolnością. Tylko jaką? W gospodarce z wolnością przepływu ludzi i towarów, równymi szansami każdego podmiotu gospodarczego. Czy tak jest dziś? Czy gigantyczny koncern, dysponujący wielkimi funduszami na reklamę (a przy okazji na korumpowanie urzędników, polityków i... dziennikarzy) ma takie same szanse jak mała firma, produkująca coś wartościowego, nowatorskiego, nierzadko lepszego, tańszego, zdrowszego? Mieliśmy sporo takich firm. Na początku „transformacji” niektóre z nich kupili zachodni inwestorzy i... doprowadzili do upadku. A jak wytłumaczyć, że niektóre rządy wspierały firmy w swoich krajach (tzw. okręty flagowe swoich gospodarek), gdy te wpadały w tarapaty? To jest ta wolność? Ale prawda, nie rozmawiamy o gospodarce i polityce (choć Bogdan na chwilę i o tym zapomniał, kiedy nagle oświadczył, że w tych wyborach: ważne są kompetencje i trzeba wiedzieć: jak sobie radzić z obronnością, jak prowadzić politykę zagraniczną – bo niby Raf-Au to wie?), rozprawiamy tylko o sferze wiary i dylematach ludzi wierzących...

 

Czym zatem jest liberalizm w kwestiach światopoglądowych? Czy ta wolność dla chrześcijan nie jest po prostu... uzależnieniem od woli Jezusa? Słuchając Bogdana, mam wątpliwości, czy Jezus powiedział: Każdego więc, kto tych słów moich słucha i wypełnia je, można porównać z człowiekiem roztropnym”[7], czy też coś w rodzaju: kto sobie słów moich czasem słucha, niech się czuje wolny w wypełnianiu ich, bo wtedy jest najrozsądniejszy[8]? Czy wybranie takich pięciu kryteriów przez pierwszego mówcę było nieuzasadnione lub niewłaściwe? Czy w kazaniu na górze Jezus nie nawiązał do tych samych dwóch przykazań z dekalogu: piątego „nie zabijaj”[9] i szóstego „nie cudzołóż”[10]? Czy powiedział, że mamy się czuć wolni w tych kwestiach, czy też wzmocnił oba nakazy, wyjaśniając, że odnoszą się do szerszego spektrum niż nam się wydawało? Czy liberalizm, a więc wolność w kwestiach światopoglądowych nie prowadzi właśnie co relatywizacji tego, co nakazuje Bóg? Czy jeśli zaakceptuję grzech w sobie będę akceptować dewiacje, bo „kocham bliźniego jak siebie samego”? Chyba nie o to chodziło Bogu. Nie o tym mówił Jezus. 

 

Prawda, cała prawda i tylko prawda. Powtarzam to często. Taki trójnóg. Wszystko wtedy stoi stabilnie. Bez jednej z tych nóg wszystko się chwieje i przewraca. Prawda nie jest już prawdą. Może tylko półprawdą. A może gówno-prawdą. Którą prawdę wolisz? A dokładnie, którą wybierasz, w którą decydujesz się wierzyć? A o której mówi Biblia? Jak wyczytać to ze Słowa Bożego, skoro się tego Słowa nie rozumie, a nawet „fachowcy” wyciągają dwa różne wnioski. Na dodatek różnego sortu „polecacze”, ponoć w Biblii zaczytani, są w stanie pisać coś takiego: 

 

"Film [Bogdana] polecam niezdecydowanym w kwestii obecnych wyborów, ale też wszystkim, którzy zatracili trzeźwość oceny tego, co dla Boga Biblii jest ważne, a co najważniejsze. Okazuje się, że NIE wszystkie przykazania i wartości biblijne są jednakowo ważne, ale też i NIE wszystkie grzechy są przez Boga traktowane z jednakową dezaprobatą". 

 

O, ciekawe! Nie każdy grzech jest tak samo traktowany? To przypomnę: "Każdy, kto grzeszy, dopuszcza się bezprawia"[11], "każde bezprawie jest grzechem"[12], "kto grzeszy, jest dzieckiem diabła"[13], a "zapłatą [żołdem] za grzech jest śmierć"[14]. Ale słowa Bogdana potwierdzają tezę: daj mi hasło, nie ważne jakie, a znajdę jego potwierdzenie w Biblii. Jeden, a nawet kilka wersetów wyjętych z całości i mamy gotowy „boży plan” (piszę małą literą, w odróżnieniu od Bożych planów). Tak mówi pan... pan Bogdan, nie nasz Pan. A co mówi Bóg? Może warto Go zapytać? A jeśli nie usłyszę, albo źle coś zrozumiem? Masz takie wątpliwości? Ale nauczyłeś się jakoś chodzić i mówić? I nie piszesz „bul” tylko „ból”. Zatem i dla ciebie jest jeszcze szansa.

 

Doszliśmy więc, a właściwie mówca drugi doszedł do tego, że PełO nie jest takie złe i „są tam różni ludzie”. A po drugiej stronie nie ma różnych. Tam wszyscy są tacy sami – jak Chińczycy – „w warstwie deklaratywnej to są bardzo moralni ludzie, oni powiedzą wam wszystko to, co chcecie usłyszeć jako konserwatywni chrześcijanie, ale czy taka jest praktyka w ich życiu?”. Ciekawe, że w odniesieniu do „konserwatystów” z PełO nie ma takich wątpliwości, nie pada pytanie o praktyki w ich życiu. Może to i lepiej, po co mielibyśmy się gorszyć? Odnośnie wolt Raf-Aua i obiecanek cacanek też ani słowa. Jakby w cudowny sposób nie widział, że Raf-Au „mówi nam wszystko, co chcemy usłyszeć”, żebyśmy tylko zapomnieli, co mówił wcześniej (to samo dotyczyło i pierwszego bogdanowego faworyta – Szymka24). Tak, wokół Raf-Aua są różni ludzie... niepotrzebnie przypięto mu łatkę, którą niegdyś – niesłusznie zresztą – przypięto PełO... Polska to kraj pełen różnorodności... Mój kubełek na wymioty jest już pełen, więc będę powoli kończyć, pomijając kilka nie mniej finezyjnych manipulacji.

 

Nie wiem, kto i kiedy dokładnie wymyślił ten hejt na Kaczyńskiego: „chory z nienawiści człowiek, który mści się za śmierć brata”. To wyjątkowo podłe i kłamliwe, ale wiele osób w kółko to powtarza. Tu też nie zabrakło podobnego akcentu, bo wszyscy chorzy na antyPIS prędzej czy później coś o Kaczyńskim powiedzieć muszą. Bogdan nie mógł być... lepszy. Komentując wypowiedź z wywiadu, w którym Jarosław w charakterystyczny dla siebie sposób zażartował, że chciałby być „emerytowanym zbawcą narodu”, oburzył się, że „tu powinien się odezwać dzwonek ostrzegawczy!”. Jaki dzwonek? Przed czym miałby ostrzegać? Cóż złego w tym, że ktoś chciałby ocalić kraj i nas wszystkich od czegoś złego? Co trzeba mieć w głowie, żeby doszukać się w tym rzeczy nagannej? Ale dla naiwniaków to dobra sugestia, że prezes chce być bogiem. Naprawdę żałosne. (więcej pisałem o tym tutaj: To ostatnia niedziela>>>)

 

Ślepi przewodnicy ślepych (Ewangelia Mateusza 15:14) [15]

 

Jest jeszcze jedna rzecz, której pominąć nie mogę. Bogdan na koniec wytacza najcięższe działa, przywołując przykazanie „nie będziesz składał fałszywego świadectwa”, i... sam składa takie oto, całkowicie fałszywe świadectwo: Ta władza, ten prezydent, ten pan starszy, który próbuje ustawić cały 38-milionowy naród, kłamstwo uczynił narzędziem sprawowania władzy. Telewizja Publiczna jest najbardziej oszczercza z możliwych.... To dopiero majstersztyk. Tyle pomówień, czyli fałszywych świadectw, i kłamstw na raz. I ta gorycz bijąca z twarzy. Twarzy człowieka, który zdaje sobie sprawę z tego, co właśnie uczynił. Mówca zaraz sam się dobija (to takie publiczne sepuku) pytając: „diabeł jest ojcem czego?”. Tak, Bogdanie, dokładnie tego, co w swoim przekazie uprawiasz – kłamstwa!

 

W Polsce trwa cywilizacyjna wojna. Wojna ideologiczna i światopoglądowa. To wojna o przyszłość, a właściwie o byt naszego Kraju. Perfidna. Bezkompromisowa. Bezpardonowa. Człowiek tu się nie liczy. Tylko interesy ludzi, którzy tracą poparcie - a to roztapia się jak lód na patelni. Ludzie, którzy już raz stracili władzę, bo nie potrafili udźwignąć odpowiedzialności i okazali się - mówiąc bardzo delikatnie - nieudacznikami, teraz nie wahają się zrobić wszystkiego, aby siać STRACH, panikę i dezawuować wszelkie działania rządu. Ludzi zastraszonych łatwo zmanipulować. Dlatego Raf-Au ciągle straszył i nadal straszy. Bogdan w pewnym sensie ma rację, skala hipokryzji i liczba kłamstw przekroczyła w Gazecie Wyborczej i TVN granice przyzwoitości. Ale na wojnie nie ma żartów (choć w tej akurat żart też jest bronią). Na wojnie się walczy i strzela. Obie strony strzelają ostrą amunicją. TVN dokłada do tego łgarstwa. Tak to niestety wygląda. Ktoś kupuje to co mu TVN serwuje, ale żali się, że druga strona też strzela. To prawda, strzela. Ale... NIE KŁAMIE. Trzeba się bardzo starać, żeby tego nie widzieć. (Więcej pisałem o tym tutaj: W poszukiwaniu drugiego DNA>>>)

 

Ktoś zrozpaczony skutkami tej wojny woła: „bądźmy ludźmi Ewangelii!”. Do kogo kieruje ten apel? Warto skierować go do Bogdana – szalonego, samozwańczego, „przedstawiciela ewangelicznych chrześcijan”, który zmierza chyba otwarcie do wojny z Kościołem Rzymsko-Katolickim (będącym „dziełem diabła”), a Raf-Au jako prezydent będzie jego sojusznikiem. Gdy dopełni się dzieło zniszczenia KRK, nadejdą piękne dni - tak sobie ów geniusz pewnie marzy – i ruch ewangelicznych chrześcijan zacznie rozwijać się, rosnąć w siłę, a protestanci (można mylić z protestującymi) będą żyli dostatnio (memento Gierek!). To tak, jakby marzyć o wysadzeniu tamy, bo to pozwoli nam nawodnić nasz mały ogródek, który jest akurat u stóp tej tamy. Co za marzenie! Nie, nie, on wierzy, że tak będzie. Poważnie. Nie Raf-Au jest dla niego zagrożeniem, tylko KRK, który na pewno zniszczy swoich braci w wierze (ewangelicznych chrześcijan), gdy za bardzo urosną w siłę. Czy to skutek oglądania filmów katastroficznych, czy po prostu zbyt długiego przebywania na słońcu?

 

Narzucanie innym swojego punktu widzenia nie jest Ewangelią. A czy głoszenie Ewangelii nie jest manifestacją, która przez wielu jest odbierana jako narzucanie swojego punktu widzenia? Czy druga strona nie narzuca wierzącym swojego punktu widzenia na siłę, bezpardonowo? Akurat wtedy Bogdan ma zamknięte oczy. Jak mamy zareagować? Może w ogóle przestać głosić Ewangelię – dla „świętego spokoju”? Bo niektórym jest niewygodnie, to przeszkadza. Bo są ludzie, którym wadzi krzyż wiszący na ścianie. Szymek24 chciał nawet zdejmować krzyż, gdy choć jedna osoba zaprotestuje - uważał to za przejaw demokracji! Toż to „liberum veto” w najbardziej zdegenerowanej formie! Gdy ktoś mu wyjaśnił, żeby nie zrażał wyborców, to przestał się z tym pomysłem wychylać (na marginesie, cieszę się, że moje nadzieje się ziściły i Szymek24 poległ z kretesem). Niektórym przeszkadza głos dzwonów kościelnych, może niedługo także śpiew ptaków. Wystrzelamy wtedy wszystkie ptaki?

 

Przedstawiciele tzw. nurtu ewangelicznego z zagranicy ostrzegali swoich polskich, wierzących przyjaciół: Nie idźcie naszą drogą. Nie popełniajcie tego błędu. Nie dajcie sobie wmówić, że to normalne, że wolność, miłość, tolerancja... bo znajdziecie się w takiej samej pułapce jak my. Jeśli zostanie uchwalone takie prawo, nie będzie już odwrotu. Będzie za późno na reakcję. Zostaniecie zalani falą zła i grzechu. Będzie po was. I co? Nie poskutkowało. Niektórzy chcą jednak iść tą samą drogą. Może myślą: „nam na pewno się uda”. Na pewno to Kopernik nie żyje, choć są tacy, którzy nie są pewni, czy nie był kobietą.

 

Oto kolejny przedstawiciel tego samego nurtu – inny „polecacz” mądrości Bogdana – stwierdza: Tu trzeba popierania, nie ciągłego buntowania się. Wspierajmy i ograniczmy ten krzyk na ‘nie’ (...) Jeśli dziś pożrecie Szymona, to za rok to samo zrobicie z Rafałem. Oni już wybrali. Będą wspierać Szymka24. A jak jego zabraknie, to Raf-Aua. Dostrzegą w nich jakąkolwiek drobną różnicę i zrobią z niej zaletę: „zmianę pokoleniową”, „świeżość”, „młodość”, którą trzeba wspierać (nauczy się lub ktoś go nauczy). Tak, dobre intencje są dobre. Mówi o nich znane przysłowie... Ale brukowanie dróg na wsi to dobra rzecz, prawda?

 

Patrzę na niektórych wierzących zapatrzonych w Raf-Aua i przypomina mi się scena z filmu „International” z Clive’em Owenem. Gdy dociera do człowieka od „mokrej  roboty”, zatrudnionego przez podejrzany o przestępczą działalność bank, ten były agent STASI wyznaje:

 

„Miałem być szczery, zdecydowany i nieugięty. Łatwiej zachować charakter niż odzyskać utracony. Nie można kontrolować tego, co przynosi nam los. Zmiany następują powoli, niezauważalnie. W końcu stajesz się przeciwieństwem człowieka, którym pragnąłeś być..."

 

Tak, Bogdanie... Tak, letni chrześcijanie... „w końcu stajesz się przeciwieństwem człowieka, którym pragnąłeś być..."

 

Nie! Zawsze mamy wybór. Dokonałeś wyboru i jesteś tym, kim jesteś. Przeznaczenie czeka na drodze, którą chcieliśmy je obejść – odpowiada Owen. Czy to odpowiedź dla niewierzących w Boga? A może także dla wierzących. Najtrudniej zdecydować, który most przekroczyć, a który spalić – to z tego samego filmu. Czy na pewno wiemy, który spalić? Niektórzy nie chcą decydować i marzą, aby pozostać zawsze neutralnymi. Nie da się. Niektórzy wierzą, że nie ma powrotu, gdy zboczyło się z właściwej drogi i spaliło się za sobą mosty. Życie pokazuje, że jest. Bo wiara, bo Bóg w tym pomaga.

 

Chciałoby się żyć ze wszystkimi w zgodzie, ale najwyraźniej nie jest to możliwe. Jezus nie zgrzeszył ani razu, a nie wszyscy chcieli z Nim żyć w zgodzie. Dlaczego nam miałoby się to udać? Podziały były, są i będą. Nie dajmy sobie wmówić, że niezgoda na coś, stawianie granic złu, jest czymś złym. Czy Jezus nie powiedział, że przyniósł miecz i przyszedł „poróżnić syna z jego ojcem, córkę z matką, synową z teściową”[16]? Kto wybiera szatana nie jest naszym bratem, bo nie jest też bratem Jezusa (może kiedyś jeszcze będzie, ale na razie nie jest). Naprawdę wolałbym żyć w przyjaźni z każdym, ale... jeśli ktoś idzie na nas z nożem, mamy nieco ograniczony czas i małą liczbę opcji, prawda?

 

Czas pandemonii covid-19 i ostatnich wyborów prezydenckich był czasem potrząsania. Dzięki Bogu dało się dostrzec to, czego nie widzieliśmy wcześniej i zrozumieć wiele rzeczy. Zobaczyć postawy wielu ludzi. Czasem udało się – dzięki ich wypowiedziom – odgadnąć ich skryte intencje. Bo „z obfitości serca mówią usta”[17]. Kto ma dobry wzrok i słuch, ten to wyłapał. (więcej pisałem o tym tutaj:  Kto dziękuje wirusowi>>>)

 

...przyjdzie czas, kiedy ludzie nie zechcą przyjąć zdrowej nauki, ale według własnych upodobań dobiorą sobie nauczycieli, spragnieni tego, co miłe dla ucha, nie będą słuchać prawdy, a zwrócą się ku baśniom (2 List Do Tymoteusza 4:3-4) [18]

 

Co zapamiętałem z filmu pierwszego mówcy – Jerzego? Autentyczne zatroskanie o to, co z nami będzie i te dwa zdania: „Dobro prawdziwe mamy w Bogu”. „Mamy się modlić o przywódców – kimkolwiek są – błogosławić ich, i walczyć w duchu dalej”. A z filmu drugiego mówcy? Rozbiegane oczy i to zdanie: „Z tego, co ja wiem, ale może się mylę...”. To wiesz, czy nie wiesz, Bogdanie? 

 

 „Jeśli ktoś spostrzeże, że brat popełnia grzech, który nie sprowadza śmierci, niech się modli, a przywróci mu życie” (1 List Jana 5:16) [19]

 

Bogdan. Takie skojarzenie. Bog dan... Bóg dał. „Bóg dał, Bóg wziął”[20]. Dał Bogdanowi mądrość, dał Słowo, ale czy je zabrał? Czy coś przesłoniło ten dar? Pycha zdominowała to, co Bóg dał. Ta pełna pychy i nienawiści mowa – bo jak inaczej można nazwać 50-minutowe „kazanie”, w którym o stronie przeciwnej cały czas mówi się z obrzydzeniem, a „słoneczko” wychodzi jedynie, gdy pojawia się Raf-Au? Raf-Au – ich oblubieniec. Niedoskonały, ale tylko on. Będą nad nim pracować. Jak nad Tuskiem? Może też będą przyjeżdżać do Warszawy, modlić się o niego i... stanie się cud, w końcu się nawróci. Jest nadzieja. Ona ponoć umiera ostatnia. Bardziej prawdopodobne jest to, że przechytrzy ich i wystawi do wiatru – jak Tusk.

 

Zabrakło u Bogdana jedynie hasła „J*bać PIS”. Albo stwierdzenia wprost, że wybór kogoś innego to zwykłe „sk*rwysyństwo” (wbrew pozorom to słowo należy do słownika ludzi wierzących). Tylko oblubieniec. Ten oblubieniec to człowiek wyjątkowy, który ma kompetencje. Czy ktoś jest w stanie wymienić jakie?

 

[1] W królestwie ślepców jednooki królem
[2] Krzysztof Kamil Baczyński "Niebo złote ci otworzę..."
[3] Ewangelia Mateusza 23:24
[4] List do Galatów 5:1
[5] Ewangelia Jana 8:31-32
[6] 2 List do Koryntian 3:17
[7] Ewangelia Mateusza 7:24
[8] tak mógłby brzmieć w/w werset w jakiejś ewangelii szatana
[9] Słyszeliście, że powiedziano przodkom: Nie zabijaj!; a kto by się dopuścił zabójstwa, podlega sądowi. A Ja wam powiadam: Każdy, kto się gniewa na swego brata, podlega sądowi. A kto by rzekł swemu bratu: Raka ["pusta głowo"], podlega Wysokiej Radzie (Ewangelia Mateusza 5:21-22)  
[10] Słyszeliście, że powiedziano: Nie cudzołóż! A Ja wam powiadam: Każdy, kto pożądliwie patrzy na kobietę, już się w swoim sercu dopuścił z nią cudzołóstwa. (Ewangelia Mateusza 5:27-28
[11] 1 List Jana 3:4
[12] 1 List Jana 5:17
[13] 1 List Jana 3:8
[14] zapłatą ["żołdem"] za grzech jest śmierć, a łaska przez Boga dana to życie wieczne w Chrystusie Jezusie, Panu naszym (List do Rzymian 6:23)
[15] Ewangelia Mateusza 15:14
[16] Ewangelia Mateusza 10:34-39 
[17] Dobry człowiek z dobrego skarbca swego serca wydobywa dobro, a zły człowiek ze złego skarbca wydobywa zło. Bo z obfitości serca mówią jego usta (Ewangelia Łukasza 6:45)
[18] 2 List Do Tymoteusza 4:3-4 
[19] 1 List Jana 5:16  
[20] Księga Hioba 1:20

Ocena wpisu: 
5
Twoja ocena: Brak Średnio: 4.6 (głosów:10)

Komentarze

Dobrze, ze totalna opozycja (nie tylko PO) posluguje sie pomowieniami, klamstwem, oszczerstwem, itd.

Dlatego dobrze, ze mozna na oszczerstwa i klamstwa odpowiadac prawda ("prawda nas wyzwoli "- przeciez!!!), tlumaczyc i pokazywac. Wiekszosc wyborcow juz nie bierze  na powaznie oszczerstw i klamstw - nauczeni doswiadczeniem wola swoje "500+ i inne benefity w kieszeni, niz .... co?  PO nie ma nawet "wrobli na dachu". Tak "wpad;i" w bagno klamstw i oszczerstw, ze nie potrafia z niego wyjsc, a jak krorys "spprawiedliwy" wychodzi - sciagaja go na dol - "polski kociol w piekle"?

Wiekszosc obywateli juz nie daja wiary tej opcji (choc trzeba przyznac, ze wielu dalej daje soba sterowac) - i gdy tylko przez nastepne 3 lata opozycja bedzie "walczyc i bic sie" tymi samymi metodami (bez zadnej merytoryki) - o wygrana PiS-u mozna byc spokojnym... chyba, ze Gowin i Ziobro cos znowu namieszaja.

Podoba mi się!
5
Nie podoba mi się!
0

mikolaj

#1639649

W końcu nie bez przyczyny wciąż przypominamy sobie hasło goebelsowskiej propagandy: "kłamstwo wielokrotnie powtarzane staje się w końcu prawdą". Te kłamstwa - te mantry - mielone w mediach i komentarzach na fb sieją zamęt i przerabiają kolejnych niegroźnych początkowo pożytecznych idiotów w fanatyków. "Wiekszość obywateli już nie da wiary" - okazuje się jedynie patrzeniem życzeniowym. 

Jeśli założymy, że o fanatyków, czyli stały elektorat PO nie da się już walczyć (chyba że partia ta przestanie istnieć, co byłoby dla niektórych jak zderzenie ze ścianą i mogliby włączyć wtedy myślenie) i to walczyć skutecznie, bo z różnych powodów nie zrezygnują - ci, którzy profity czerpią dziś, umoczeni w przeszłości, unikający lustracji i dekomunizacji i im podobni, to nadal pozostaje spora grupa, do której można jednak dotrzeć z prawdą w nadziei, że jednak kiedyś załapią i zmienią swoje nastawienie.

Ludzie wierzący stanowią grupę szczególną, bo w stosunku do nich - jak jeszcze niedawno w stosunku do lekarzy, sędziów czy służb mundurowych - obowiązywało domniemanie działania dla dobra ogólnego, nie dla własnych korzyści lub osiągnięcia dziwnych celów. Gdy to zaufanie zostaje podważone, wzrasta liczba osób zagubionych, kompletnie nie wiedzących jak się w sytuacji wyborów zachować. To grupa, na którą łatwo wpływać, bo jesli ktoś nie ma ugruntowanych poglądów, łatwo wpływać na jego emocje.

Merytoryczne argumenty nie docierają ani do takich osób, ani do fanatyków. Osoby takie zachowują się irracjonalnie - co widać dokładnie w dyskusjach internetowych. Nie odpowiadają na pytania - zmieniając temat lub wrzucając głupkowate uwagi (są tacy i tu). Nawet najlepsze opracowanie tematu nie gwarantuje rzeczowej rozmowy. Ktoś się napracuje, poświęci sporo czasu, a i tak zostanie obśmiany, zwymyślany lub po prostu spotka się z milczeniem.

Dopóki w dyskusjach nie nauczymy się przyznawać racji stronie przeciwnej tam, gdzie ją ma, nie zastopujemy potoku kłamstw. Jeśli udowodnię komuś kłamstwo, a on nie przyjmie tego do wiadomości, to te same brednie powtórzy jeszcze wiele razy w innych miejscach i sytuacjach. Tego nie da się dokonać bez powrotu do poszanowania cnót. A to otrzymuje się - lub nie - wraz z wychowaniem. Trudno to "nabyć" w wieku dojrzałym. Nie jest to niemożliwe, ale wymagałoby odpowiedniego poziomu inteligencji. I tu mamy kolejny kłopot.

Podoba mi się!
3
Nie podoba mi się!
-1

Krispin z Lamanczy
PAŃSTWO TEORETYCZNE JUŻ BYŁO
Każdy uczy się na błędach. Niektórzy z uporem maniaka chcą się uczyć na swoich

#1639715

Ciekawe co ma dziś Sławuś N w celi na obiadek?......... może rosołek z oczkami i schabowy

Podoba mi się!
2
Nie podoba mi się!
0

White Lives Matter

#1639689

Ważne jest, czy poczuł strach. I czy ten strach poczuli też jego koledzy.

Nie mniej istotne jest to, żeby zarzuty okazały się dostatecznie udokumentowane i jeśli sąd uzna je za wystarczając, żeby został skazany - i to jak najszybciej. Tylko taki obrót sprawy może działać odstraszająco. 

Zapewne nie zadowoli to NP malkontentów, którzy ciągle pytali, kiedy w końcu PIS zacznie wsadzać aferzystów, ale miejmy nadzieję, że za tą jaskółką polecą następne.

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
0

Krispin z Lamanczy
PAŃSTWO TEORETYCZNE JUŻ BYŁO
Każdy uczy się na błędach. Niektórzy z uporem maniaka chcą się uczyć na swoich

#1639717

Do tych malkontentow naleze i ja i wcale nie oznacza to ze jestem odosobniony w tych pytaniach.Gdyby wladze Ukrainy nie zrobily zadymy z tym zegarmistrzem to napewno w polsce dostalby jakies intratne stanowisko i byla by cisza.On naprzewalal tyle polskich pieniedzy ze dawno powinien juz byc oskarzony,a jedynie ma zarzuty za niegospodarnosc na ukrainie.Jest w jewropie niejaki Lewandowski,ktory doslowniw obsrywa polske i co?I nic zaden polski rzad go nie odwoluje a moze.To tylko jeden z przykladow mowiacych o tym ze chyba jak na razie to tkwimy w jakims marazmie i tyle.Oczywiscie jestem jak najbardziej za PiSem i rzadem ale wiele spraw mi sie nie podoba i mysle ze dlugo jeszcze taki stan rzeczy bedzie istnial bo  ktos cos powie i zostanie jak dotad wszystko na miejscu.Tak na koniec wezmy zachowanie i wypowiedzi slynnego Bolka spawacza bylego kapusia SB i prezydenta Polski.Czyzby on byl nietykalny jak BOG?Opierajac sie na konstytucji jego tez mozna odpowiednio uciszyc a nawet oskarzyc.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
-1

Jeszcze zaświeci słoneczko

#1639847

Może dopóki nie próbują udowodnić całemu światu, że tylko oni mają rację. Kiedy nie mam pewności, zazwyczaj nie używam kwantyfikatorów. Ale oczywiście zaraz możemy zaczac rozmowę o tym, co znaczy "mam pewność".

"Gdyby władze Ukrainy...", "na pewno w Polsce dostałby", "byłaby cisza" - to wszystko DOMNIEMANIA. Zgadza się? Brakuje mi tylko jakiejś sugestii, że jedni z drugimi współpracują. 

"niejaki Lewandowski (...) żaden polski rząd go nie odwołuje"... Hmm... To proszę mi podać sposób "odwołania" tego szkodnika (bo co do tego się zgadzamy) przez polski rząd.

Mnie też "wiele spraw sie nie podoba", ale wciąż wierzę (z premedytacją używam tego słowa, a nie zwrotu "mam nadzieję"), że taki stan rzeczy się zmieni. 

W cytatach zmuszony byłem napisać "Polska" dużą literą. Przepraszam za tę zmianę i poprawę literówek.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Krispin z Lamanczy
PAŃSTWO TEORETYCZNE JUŻ BYŁO
Każdy uczy się na błędach. Niektórzy z uporem maniaka chcą się uczyć na swoich

#1639890