Mam bzika na punk(cie) Kazika

Obrazek użytkownika Krispin
Kraj

Reklama dźwignią handlu. Powiedzenie stare jak świat, a może nawet o jeden dzień dłużej (albo o jeden dzień wcześniej – zależy z której strony patrzeć). Taki żarcik, dla zwolenników Jurka O. O kurde, znowu Jurek, a miało być o Kaziku. To jeszcze raz. Reklama dźwignią handlu – stwierdzenie, które było, jest i będzie prawdziwe. „Prawdopodobnie każdy w swoim życiu choć raz spotkał się ze stwierdzeniem, że reklama jest dźwignią handlu”[1]. Powtarzam to jak mantrę, bo chcę, żeby każdy miał to wklepane w pamięć przy dalszej lekturze.

 

Reklama to wydatek, który może przynieść bardzo korzystny zwrot z inwestycji. Jednak źle zoptymalizowana lub stargetowana reklama może być nie tylko wydatkiem, ale także bezpowrotną utratą pieniędzy”[1]. Czyli po naszemu: jak już wydawać, to dobrze, bo inaczej będzie niedobrze i forsa przepadnie. A jak przepadnie, klapa. To znaczy, że trzeba dobrze ruszyć głową. A jak się robi w muzycznym biznesie (sorry, że takich słów używam w odniesieniu do sztuki, jaką jest pieśniarstwo, kompozytorstwo i im podobne), to się wie się co się zrobić się powinno się(!).

 

Zatrudnienie ekspertów do spraw reklamy i marketingu może wydawać się tutaj bardzo słusznym pomysłem, jednak wadą w tym rozwiązaniu są koszta. Każdy przedsiębiorca doskonale wie, ile kosztuje zatrudnienie, dlatego taka taktyka jest wskazana dla nieco bardziej rozbudowanych firm”[1].  Czy firma SP Records jest „firmą rozbudowaną”? Początkowo była to firma jednoosobowa, założona w 1989 roku przez Sławomira Pietrzaka - byłego gitarzystę (1987-1990) „Kultu”[2]. Powód był dość prozaiczny...

 

Duże koncerny, broniąc się przed spadkiem nakładów, a co za tym idzie zysków, zaczęły proces konsolidacji. W efekcie na polskim rynku pozostało czterech tenorów, a dokładniej basów (czytaj gigantów), czyli EMI Music Poland (wszedł na polski rynek zakupując w 1995 roku niezależną wytwórnię Pomaton), Warner Music Poland (który przejął Polton, a w 2015 za „śmiszną” cenę Polskie Nagrania „Muza”), Universal Music Polska (po zakupieniu niegdyś największej polskiej wytwórni niezależnej MJM Music), Sony BMG Music Entertainment Poland (po fuzji Sony’ego z Bertelsmannem, który zakupił wcześniej Zic Zac). Z danych za rok 2008 wynikało, że ta „wielka czwórka” posiada 75% udziału w polskim rynku fonograficznym[3]. „U dużych” trudno było wynegocjować dobre warunki finansowe, ale także mieć większy wpływ na ostateczny kształt płyty. Koszt okładki czy teledysku był horrendalny, co niekoniecznie wiązało się z wysokim poziomem artystycznym. Dlatego niektórzy muzycy zaczęli się buntować.

 

„Kult” był na fali, więc ryzyko ewentualnego nowego "wydafcy" wydawało się niewielkie. I była to słuszna koncepcja. Obecnie S.P. Records ma w swoim katalogu wszystkie płyty Kultu, Kazika i Kazika Na Żywo (łącznie z reedycjami ich starszych wydawnictw). Dobra sytuacja finansowa pozwoliła na „rozszerzenie oferty wydawniczej” (tak to się ładnie nazywa). Znaczek S.P. Records znajduje się m.in. na albumach: Lao Che, Kaliber 44, Elektryczne Gitary, Pidżama Porno, Ethno Elektro, Strachy na Lachy, Happysad.

 

Łatwo określić, co w przypadku naszego biznesu może być najskuteczniejsze (...) Najbardziej optymalnym rozwiązaniem będzie nawiązanie współpracy z freelancerem lub agencją marketingową. Takie osoby i firmy znają się na rzeczy, a koszt ich pracy w większości przypadków jest dużo niższy niż koszt zatrudnienia”[1]. Dobrego freelancera ze świecą szukać nie trzeba. Najskuteczniejszy jest... radiowiec, który puści utwór (lub dwa) parę razy. Kiedyś wystarczyło sprezentować mu płytę. A dziś? Dwanaście groszy pewnie nie wystarczy. Ale jeśli utwór wyląduje na jakieś liście przebojów (nie mam na myśli machlojek, po prostu niektóre wpadające w ucho utwory o ładnych melodiach podobają się słuchaczom i na nie głosują) to już cymes. Inna sprawa, że liczba oddanych głosów czasami jest „śmisznie” niska. Drzewiej wystarczyło skrzyknąć znajomych oraz ich znajomych i znajomych tych znajomych i efekt był murowany. Przypomnę, że w wypadku (to akurat dobre słowo) (a)feralnego utworu „Kultu” liczba głosów wynosiła ok. 1200 – w najpopularniejszej radiowej liście przebojów, w „kultowej” (nomen omen) Trójce, w 38-milionowym kraju.

 

Zaangażowanie na firmowym fanpage’u na Facebooku lub firmowym blogu jest kluczem do efektownych wyników”[1]. I znowu Facebook jest „kluczem”. Do niego trzeba oczywiście dodać YouTube. Razem to taki 30-door-key (gdzie 30 wyrażone jest w tysiącach, a nawet milionach)? Teledysk już nie jest problemem – ani od strony technicznej (nagranie i montaż) ani finansowej. Jednak efekt niekoniecznie musi być lepszy jak ten, na który 30 lat temu nie miało się żadnego wpływy. Tu wpływ się ma i efekt jest taki jak w „Twój ból jest lepszy...”. W tym wypadku (wyjątkowo adekwatne słowo) ból Kazika jest gorszy (czytaj mniejszy) niż oglądającego. Szczęście ma ten, kto wyleczył zęby przed kwarantanną.

 

Marketing szeptany może być korzystnym dodatkiem do reklamy, ale z pewnością nie jej głównym filarem”[1]. Zależy. Nieraz ten szeptany jest jednak nad wyraz skuteczny. Kto go uprawia? Bywa różnie: ideowcy, wielbiciele gatunku, pożyteczni idioci, zaślepieni hejterzy, wynajęci agenci wpływu... Do tego grona dołączają często (w wypadku – sorry, ale nic nie poradzę, że lepszego słowa nie ma – obszarów muzycznych) podstarzali sentymentalni marzyciele. A Facebook, jak kartka papieru, przyjmie wszystko.

 

Trafili mi się tacy znajomi, entuzjaści KaziKultu. Wprost – tym razem nie jest to nawiązanie do szacownego/beznadziejnego (niepotrzebne skreślić) pisma – rozpływa się w zachwytach. Piszą peany, cytują fragmenty tekstów...  

 

Kwarantanna, kwarantanna,
pokój kibel, kuchnia, wanna... [4]

 

Czytając to po raz pierwszy autentycznie myślałem, że to tekst kolegi fejsbukowicza. Czyżby zaczął pisać? Chciałem nieśmiało zachęcić go do szlifowania talentu. A tu „pacze”... to "miszcz": napisał... A jak tak, to nie, to genialne. Serio, serio, nic lepszego nie czytałem od lat. Z poezji zaangażowanej ostatni to Broniewski - Władek, ale on to butów Kazikowi całować nie jest godzien. Prawdziwy rewolucyjny żar. Lenin, Stalin, Kazik. Wreszcie Marks poszedł w odstawkę. A ponieważ znajomy jest zasłużonym i nawet odznaczanym byłym działaczem opozycji antykomunistycznej wykrzyknąłem: „Jesteś na dobrej drodze! Przetop medale na kule. Trzaskowskiemu przydadzą się tacy ideowcy jak wy. Jeszcze zrobisz karierę!”. Ave Kazik!

 

Demokracja, demokracja,
po większości stronie racja...
Parazyty na wakacjach [4]

 

Szkoda, że pasożyty, niestety, nie. Pasożyty to takie parazyty lewoskrętne. Roi się od nich ostatnio, a jeden to nawet roi, że będzie LE ROI. W utworze tym pada też odkrywcze i demaskatorskie „Kontrolują i ciebie, i mnie” (autor zapomniał dodać „i siebie”, bo w końcu jak wszystkich, to wszystkich). Kiedy słucha się tej piosenki przychodzi na myśl „Wódka” (1987) tego samego autora:

 

Produkują wódkę
Tak dużo, dużo wódki
Bo im tylko o to chodzi
Abyś sam nie mógł myśleć
Abyś sam nie mógł chodzić... [4]

 

O ile w warstwie tekstowej są to przekazy zbliżone, o tyle warstwa muzyczna, aranżacyjna i wykonanie utworu sprzed 33 lat bije ostatni „przebój” na głowę. Kazik bije Kazika - taka to taktyka.  W ogóle ten „niezwykle płodny artysta” (nie mylić z Ja.Kur.Pier, bo nie o tego typu płodność chodzi) i jego zespół, mimo sporego grona fanów – lata swojej świetności ma raczej za sobą. Wskazywały na to choćby spadające notowania na OLiS (oficjalna lista sprzedaży detalicznej polskiego Związku Producentów Audio-Video). Wprawdzie kolejne produkcje (głównie te „Kultu”) zyskują nadal miano złotych lub platynowych płyt, ale nie są to bynajmniej sprzedażowe Himalaje.

 

Przypomnijmy, że aktualnie Złotą Płytę otrzymuje się za nakład 15 tysięcy egzemplarzy (wykonawca polski) oraz 10 tysięcy (wykonawca zagraniczny), zaś platynową za 30 i 20 tysięcy sprzedanych egzemplarzy. Dla porównania – w USA miano złotej płyty uzyskuje się przy sprzedaży 500 tys. egzemplarzy, a platynowej - milion. To tylko dane porównawcze, bo wiadomo, że polski i amerykański rynek dzieli przepaść. Tak sobie myślę, że te 15/30 tysięcy to taki sam „wysoki” poziom jak 1 tysiąc głosów oddanych na utwór na LP3.

 

Ale wiadomo, de gustubus non disputandum est. Można się zachwycać nowymi kompozycjami Kazika. „Ta płyta jest naprawdę wyśmienita. Takie lustro, do przeglądania się. Trochę krzywe, ale jednak bardzo prawdziwe”...

 

Noże i pistolety
Co tylko kto tam ma
Na życie, gdy zabraknie
Każdemu wokół nas...
Tłum wyjdzie na ulice
gdy przyjdzie na to czas... [4]

Aż chciałoby się dopisać:

Deszcze niespokojne potargały sad,
a my na tej wojnie ładnych parę lat...

 

...gdyby nie to, że już ktoś (a konkretnie Agnieszka Osiecka) to napisał, więc nie wypada. Niektórzy tak chcieliby wyprowadzić na ulice tłumy. Mój znajomy, demokrata, usuwający komentarze (oczywiście moje komentarze zostały usunięte, ale to nie cenzura, to jego „łol”), nawołuje do wyjścia na ulice? Chodźmy razem z totalnymi i roz..., stop, żeby potem nie było, że wulgarne ...i rozwalmy wszystko. Żeby nie było niczego. Kononowicz na prezydenta!!! Na starość różne takie ludziom krążą po głowach. Może czas się ogolić? Fryzjerzy już działają. A i zimna woda lepiej wtedy zadziała.

 

Bo jak nie poleje głowy zimną wodą, to może wyjdzie z tymi ludźmi na ulice? Miałoby to wyglądać tak, jak w ostatnich dniach w Ameryce? Ta sama osoba pisze na swoim fb: „Pierwszy koncert, na jaki pójdę po pandemii to będzie KAZIK”. Świetnie. Tylko jeśli „Tłum wyjdzie na ulice” i wszystko rozpieprzy, to gdzie pójdziesz na ten koncert? Na cmentarz? Może będzie zamknięty? A to ci bul (Komorowski!).

 

A już do imentu rozwalił mnie tekst z biadaniem, że recenzja płyty „Zaraza” Kazika w Wyborczej nie była entuzjastyczna. Recenzent niezbyt dokładnie wsłuchał się w tekst i wyciągnął wniosek, że Kazik boi się Demokracji. „To trzeba naprawdę nie mieć przeczytanej żadnej książki z zakresu klasyki literatury współczesnej. Tam nawet jest cytat, fakt przetworzony, z Witkacego”! Coś takiego! W Wyborczej to przeoczyli! Może nie czytają wit-KC-go? W sumie szkoda że Wyborcza nie doceniła i nie pochwaliła Kazika. Wszyscy staliby wtedy po jednej, słusznej stronie. Oj, byłoby miło. Jak za czasów okrągłego stolca (trudna sztuka, ale "naszej" komunie wyszła). "Wznieśmy pięść i pieśń niech się niesie, w miastach, przysiółkach i po lesie. Na barykady!” (autor nieznany, ale pewnie z Polesia).

 

Czy to, że Wyborcza nie doceniła Kazika, jest błędem w sztuce czy sztuką wsobna (bynajmniej nie sztuką dla sztuki), czyli majstersztykiem? Oto jest pytanie. Bo gdyby doceniła, mogłoby to zostać odebrane na odwrót. Wiadomo, Polak przekorny jest, stara się czytać między wierszami. Ale w końcu reklama nie polega na tym, że zawsze się chwali. Wystarczy, że się mówi. Dużo mówi. I pisze. W Gazecie, na Facebooku. Taaa... kolejny granat rzucony w... i kolejne linie podziału. Ile jeszcze?

 

To nie z piosenek Kazika, to z wywiadów: „Tyle jest warta partia, ile może dać stanowisk swoim ludziom” [no tak, bo po przegranych wyborach przeciwnicy chcą grzecznie podporządkować się zwycięzcy i realizować jego program], „kupowanie głosów” [nie wolno dawać niczego z „naszych” pieniędzy, lepiej niech kradną swoi], „rozdawnictwo różnych przywilejów” [można tylko artystom i cyrkowcom – takim jak Libicki?], „czy byłem świadom, że będzie jakaś ruchawka? Jasne” [to o aferze Trójkowej], „Duda jest złym prezydentem. To notariusz prezesa” [Bronek to dopiero był samodzielny]. „Mam takiego faworyta, ale podobno jest w Polsce nielubiany i niepopularny. To oczywiście Radek Sikorski” [rzygnałem i z kubła mi się przelało...]. Już posprzątałem. Oni naprawdę niczego nie rozumieją. Nie widzą (lub nie chcą wiedzieć), nie czują [ja nadal czuję, choć posprzątane]. Są jak zaczarowani. Demon jakiś w nich siedzi?

 

Nie sposób wymigać się w tym miejscu od nieco ogólniejszej refleksji na temat stanu umysłów polskiej „elity” artystycznej, tych różnych Sztuhrchniętych, Matołuszów Demenckich, Jand, Lipińskich czy Kaziuków. Dopóki zajęci byli swoimi „rolami” i z nich nie wychodzili, można było podziwiać ich kreacje. Kiedy nagle poczuli się upoważnieni do zabrania głosu w imieniu narodu, kiedy stali się niemal narodowymi wieszczami – jak Seweryn, co nie protestował (a prostatę testował?) – szczęki nam opadły ze zdziwienia, w szoku poznawczym, w bezsilności, w krzyku protestu, co zamarł na ustach... I trudno już strawić te osoby w kolejnej „roli” czy piosence, bo jak cepem wali nas echo tych głupot, które naopowiadali. I nie da się ich już oglądać ani słuchać jak dawniej, bo ten smród, który się za nimi ciągnie, to obrzydzenie, które wywołali... nie mija. Nie chce ulecieć, zniknąć. Nie, nie będzie już tak jak dawniej. Nic już nie będzie jak dawniej...

 

 „Pomimo, że reklama znacząco się zmieniła na przestrzeni ostatnich kilkunastu lat, to stwierdzenie, że jest ona dźwignią handlu jest jeszcze bardziej aktualne, niż było przedtem”[1]. Amen.

 

Odnośniki do tekstów i danych:
[1] https://przedsiebiorcawsieci.pl/pozyskiwanie-klienta/reklama-dzwignia-handlu-stwierdzenie-ktore-nieustannie-jest-prawdziwe/
[2] https://pl.wikipedia.org/wiki/Lista_cz%C5%82onk%C3%B3w_zespo%C5%82u_muzycznego_Kult
[3] http://www.polmic.pl/images/stories/pliki/raport-rynek-muzyczny-polska.pdf
[4] autor tekstu: Kazik Staszewski

Ocena wpisu: 
4
Twoja ocena: Brak Średnio: 3.4 (głosów:13)