Krótki tekst o dzieleniu, czyli kto dzieli, ten mnoży

Obrazek użytkownika Krispin
Kraj

Co by na to powiedział matematyk? Pewnie byłby skonfundowany. Ale w naszej obecnej rzeczywistości nie z takimi paradoksami przyszło nam się mierzyć. Żyjemy w epoce wielkiego podzielenia i nikt chyba nie ma co do tego wątpliwości. Jednak nie jest to podzielenie, o którym śpiewał Janusz Yanina Iwański, tu o kochaniu „szalenie, szalenie” nie ma mowy. Tu króluje nienawiść, pomówienia, zastraszanie i... szalenie, szalenie często najzwyklejsze chamstwo.

 

Niektórzy kandydaci w ostatnich wyborach prezydenckich uparli się, żeby oddzielać państwo od kościoła. Co oznacza rozdział państwa i kościoła? Przecież w Polsce taki rozdział jest faktem. Kształt stosunków między państwem a Kościołem (związkami wyznaniowymi), przyjęty po 1989 i określony w Konstytucji RP z 1997, to „przyjazny rozdział Kościoła od państwa”. W art. 25 ust. 3 Konstytucja mówi, że „stosunki między państwem a kościołami i innymi związkami wyznaniowymi są kształtowane na zasadach poszanowania ich autonomii oraz wzajemnej niezależności każdego w swoim zakresie, jak również współdziałania dla dobra człowieka i dobra wspólnego”[1]. Czy jest w tym coś złego? Ktoś taki jak Szczerba czy Nitras pewnie nie wie, ale dla większości to raczej oczywiste, że niczego złego w tym nie ma.

 

W Unii Europejskiej funkcjonują 3 modele stosunków między państwem a wspólnotami religijnymi: ostra separacja (jak we Francji), autonomia i współpraca (Niemcy, Austria, Włochy, Hiszpania, Portugalia, Polska), kościół państwowy (w Wielkiej Brytanii i Danii - krajach tradycyjnie protestanckich oraz w prawosławnej Grecji). Podstawą są dwustronne umowy o charakterze konkordatowym, określające stosunki państwa z Kościołami w duchu omówienia zasad współpracy. Państwo, mimo że nie identyfikuje się z żadnym z wyznań, w konstytucji niekiedy zawiera odniesienie do Boga (tzw. invocatio Dei)[2]. W naszej Konstytucji jest takie odniesienie.

 

Gdyby osób wierzących w Boga – w rozumieniu chrześcijańskim, nie takich, które wierzą w jakąś „niezdefiniowaną siłę nadnaturalną czy duchową działającą we wszechświecie (ang. higher power or spiritual force in the universe) – było w Polsce tyle, ile w Hiszpanii, czyli prawie 4 razy mniej (Hiszpania uchodzi za kraj katolicki, ale tylko 22% osób deklaruje tam wiarę w Boga), to pewnie nawet przy obecnych uregulowaniach prawnych nikt by nie kwestionował braku rozdział Kościoła od państwa. Po prostu wierzący nie rzucaliby się tak w oczy i ich udział w życiu publicznym nie byłby tak widoczny. Ale jest inaczej niż w Hiszpanii i dlatego... mamy kontrowersje

 

Kogóż to widzimy na pierwszej linii „walki o prawdę”? Towarzysza Żakowskiego Jacka, który twierdzi, że „bez katolickiej modlitwy i księdza z kropidłem, akt publiczny jest w Polsce de facto nieważny”, gdzie „de facto nieważny” jest oczywiście tylko nadinterpretacją kultywowanych w Polsce tradycji. Inny genijuś, Janusz Palikot – miłośnik bimbru, który powrócił już z salonów do produkcji wódki – twierdził, że brak rozdziału przejawia się m.in. w „finansowaniu Kościoła przez państwo, uczestniczeniu kleru w uroczystościach państwowych i... obecności symbolu religijnego w postaci krzyża w Sejmie”[1]. Niektórzy uważają nawet, że jesteśmy państwem wyznaniowym. No cóż, różne są zboczenia.

 

Swoją drogą ciekawe, czy Kazik myśli o Palikocie, śpiewając: „Produkują wódkę, tak, dużo, dużo, dużo, wódki, bo im tylko o to chodzi, abyś sam sobie szkodził, abyś sam nie mógł myśleć, abyś sam nie mógł chodzić...”[3]? Może już zapomniał, że kiedyś tak śpiewał? A może nie wie, że Palikot połączył siły (na szczęście wątłe) z PełO i był posłem tej partii w Sejmie? To dość skomplikowana łamigówka i pewnie tylko ja na to wpadłem, więc gdyby Kazik tu zajrzał, to: PełO >> Palikot >>> wódka >>> ...o to chodzi, abyś sam sobie szkodził!!! Tak, Kaziku, kiedy następnym razem będziecie z Tomkiem Lipińskim nucili piosnkę „Jeszcze będzie przepięknie”, nie czujcie się wyobcowani. Z wami śpiewać będzie co najmniej 70% osadzonych w zakładach karnych, którzy oddali swój głos na Raf-Aua w II turze ostatnich wyborów prezydenckich. Głowa do góry, nie jesteście sami.

 

Ale wróćmy do dzielenia. Czy da się pójść dalej w rozdziale państwa i kościoła? Czy można jeszcze coś zrobić, żeby zadowolić wysuwających tego typu postulaty? Czy zadowolenie ich jest w ogóle możliwe? Czy chodzi im wyłącznie o zniszczenie kościoła, wykluczenie wierzących, odebranie im głosu, i dopiero wtedy ci „reformatorzy” uznają, że ten rozdział faktycznie nastąpił?

 

Muszę ponownie wspomnieć o Szymku24 Hołowni, który niegdyś z entuzjazmem odniósł się do pomysłu usuwania krzyża z przestrzeni publicznej, gdy choć jedna osoba zaprotestuje przeciw jego obecności w jakimś miejscu (w szkolnej sali, urzędzie, kancelarii prezydenta). Gdy jednej osobie – jakiemuś wojującemu ateiście, feministce czy gejowi – nie spodoba się krzyż, cała reszta ma się podporządkować? Jak nazwać coś takiego? 

 

Szymek24 nazywa to demokracją. Jednak żadne z czterech encyklopedycznych definicji terminu „demokracja” nie daje podstaw do wyciągania wniosku, że jednostka, czy nawet kilkuosobowa grupa ludzi, ma prawo wykrzyknąć: „weto!” i... już. Funkcjonuje wprawdzie instytucja referendum, ale nie o niej przecież mowa – chodzi o sprzeciw jednostkowy. Nawet jeśli byłby to autorytet, darzony powszechnym szacunkiem, to co? Demokracja opiera się na wolności przekonań i wypowiedzi (i wyrażania ich w różnoraki sposób). Dotyczy to zarówno protestującego przeciw czemuś jak i całej reszty. Co znaczy „opiera się”? To, że okazuje się szacunek do osób o innych przekonaniach. Chyba doskwiera nam coraz większy jego deficyt.

 

Kto dzieli, ten mnoży. Ale co mnoży? Dzielący utrzymuje, że mnoży dobro. Właściwie, że ze złego tworzy dobro. Teoretycznie jest to możliwe. Po to udoskonala się i reformuje. Ale czy dobro może powstać ze złego zamysłu? Biblia mówi wyraźnie: „Nie może złe drzewo wydać dobrych owoców” (Ewangelia Mateusza 7:18)[4]. Przecież widzimy, jakie skutki przyniosło tego typu działanie w innych państwach. W przyrodzie nie ma próżni. Kiedy wyruguje się z życia jedno, wchodzi na to miejsce coś innego. Co wchodzi w miejsce usunietej wiary, wyrugowanegho dobra, poczucia bezpieczeństwa?

 

Kto dzieli, ten mnoży. Czy nie mnoży problemów? Ocena nieemocjonalna – przez to bardziej obiektywna – nie zostawia złudzeń. Statystyki pokazują, jak na jakim poziomie utrzymuje się przestępczość, bezrobocie i zepsucie tam, gdzie chrześcijan nie ma. Jednocześnie potwierdza tezę, że liczba przestępstw spada w rejonach, gdzie chrześcijanie stanowią większość. Przykładem jest nie tylko Europa (tym negatywnym), ale choćby takie kraje jak Brazylia. Gdzie nie ma światła, jest ciemność. Gdzie jest światło...

 

Niestety, w życiu nie ma tak dobrze jak w matematyce. Dwa minusy nie „dają” plusa i dlatego mnożenie dwóch wartości ujemnych zwykle nie daje wartości dodatniej. Dwa spalone mosty nie wpływają na polepszenia komunikacji. Dwa błędy zwykle nie kasują się wzajemnie. Drugi błędny skręt nie musi sprawić, że znowu zaczniemy jechać w dobrą stronę. W imię czego więc mnożyć dzielenie?

 

[1] Rozdział Kościoła od państwa w Polsce
[2] Rozdział Kościoła od państwa
[3] KULT "Wódka" 
[4] Tak każde dobre drzewo wydaje dobre owoce, a złe drzewo wydaje złe owoce. Nie może dobre drzewo wydać złych owoców ani złe drzewo wydać dobrych owoców. Każde drzewo, które nie wydaje dobrego owocu, będzie wycięte i w ogień wrzucone. A więc: poznacie ich po ich owocach. (Ewangelia Mateusza 7:17-20)

 

Ocena wpisu: 
Twoja ocena: Brak Średnio: 5 (głosów:7)

Komentarze

Nawet zupełnie po świecku jest oczywiste, jakie zasługi ma Kośćiół ale i jakie korzyści daje dziś. Są uniwersalne zasady moralne, jest nauka religii, jest cały czas kształtowanie społeczeństwa. Ciekawość, jakby spytać osoby z pierwszej linii frontu, od nauczycieli po policjantów, co by się zmieniło ze zniknięciem nauczania "kościelnego", bez stałego tematu grzechu i nieobyczajności, odróżniania co jest dobrem, a co złem. Świeckie systemy etyczne? Zależne od chwilowej chęci, jako usprawiedliwienie wszystkiego? Nie wypaliło i nie wypali. W miejsce religii wejdą najgłupsze zabobony a nową, świecką religią stanie się aktualny ceremoniał państwowy i kod kulturowy z mediów albo i samo państwo. Bez stałej obecności wymagań moralnych nawet dyscyplinowanie prawem będzie słabsze, będzie tylko kwestią kombinowania, czy za coś złapią i ukarzą. Przedsmak takich społeczeństw już oglądamy w różnych wielokulturowych tyglach, gdzie sprawa wspólnych wartości kuleje. Dziś największym wrogiem cywilizacji jest relatywizm moralny, dlatego wszelkie zaścianki, niepostępowi i "radykałowie" są cennym dziedzictwem sami w sobie, choćby się z nimi nie zgadzać.

Podoba mi się!
3
Nie podoba mi się!
0

„Od rewolucji światowej dzieli nas tylko Chrystus” J. Stalin

#1640107

Zgadza się. Kiedy cnota nie jest już cnotą, trudno dobrze wybrać. Kiedy Bóg, jako niezmienny wyznacznik dobra, miłości - "Ja jestem prawdą, drogą i życiem", powiedział Jezus - zaczyna dominować chaos. Niektórzy myslą, że dobro wzięło się z powietrza. Jest jakoś tak (i już). Jedni mają jej więcej, a inni mniej. Może po wielkim wybuchu? Ci ludzie nie rozumieja, że ciemność zapada, kiedy nie ma światła. 

Jakiś młody człowiek na fb napisał ostatnio "nie masz pojęcia o dzisiejszej młodzieży i naszych upodobaniach oraz o tym kim jesteśmy jak się czujemy i co jest dla nas normalne i moralne". To pewnie klasyczny przykład młodzieżowego buntu, który swój brak moralności nazywa nową moralnościa. Zawsze była jakaś antykultura w kontrze do kultury. Dopóki ta ostatnia nie zostanie obalona, jest to tylko margines. Ten margines powiększa się w zastraszającym tempie.

Podoba mi się!
3
Nie podoba mi się!
-1

Krispin z Lamanczy
PAŃSTWO TEORETYCZNE JUŻ BYŁO
Każdy uczy się na błędach. Niektórzy z uporem maniaka chcą się uczyć na swoich

#1640183

I co odpisałeś? Pytanie, jak chce zmienić świat czy za co jest w stanie poświęcić życie? Nie da się udawać nihilizmu, bo jeśli ktoś zagraża naszej rodzinie czy zmusza nas do czegoś, bunt pojawia się jako naturalna rzecz. Tak i polski ruch punk był specyficzny a nie tylko modą. Dziś w miejsce tego jest hip-hop, ale i Wyklęci (wahadło w stronę prawicowych buntowników) czy zaangażowanie społeczne, również lewicowe. Sama antykultura jako alternatywa nie jest zła, bo jest określeniem się wobec norm i zwyczajnym dorastaniem. Co tu ma zagrozić odwiecznym zasadom, szybki numerek w klubowym kiblu czy chęć szybkiej kasy? To drobiazgi, nic nowego pod słońcem. Zły i najgorszy jest relatywizm, który niszczy wszystko, którym można uzasadnić wszystko, choćby zarąbanie staruszki siekierą. Ludzie mogą nie zgadzać się z zasadami ale dalej czują instynktownie, że twarde zasady są lepsze niż ich brak i że osoby bez zasad nie są lepsze. Zasady istnieją, nawet jak ich nie chcemy, bez nich przecież samica nie zechce stworzyć ogniska domowego ani przyjaciele nam nie zaufają. Dopóki ktokolwiek w otoczeniu ma widoczne zasady, dopóty będzie równanie się, bez tego, np. bez kleru (jest to również hamulec moralny polityków!) czy w mieszance kulturowej albo w zastraszeniu polityczną poprawnością mamy rozwalone społeczeństwo ale i różni wchodzą na głowę jednostkom. Margines i rozpasanie mamy spore ale stale rośnie bunt wobec tego, tylko że to już nie paladyni, tylko młodociane śmieszki, które nie chcą poprawnościowego jarzma. Nie przekonamy ich, narzucając im własne jako lepsze, na początek niechże nie chcą być sterowani, wielu trafia na szeroko rozumianą prawicę a to już coś.

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
-1

„Od rewolucji światowej dzieli nas tylko Chrystus” J. Stalin

#1640223

Mam jednak wrażenie, że punkowcy, wśród których byli też zwykli rozrabiacy, a nawet chuligani, mieli więcej świadomości, w czym uczestniczą i co właściwie robią. A teraz przemądrzałe dzieci pouczają świat, jak rozwiązywać problemy (i nie tylko Gretę mam na myśli). 

To prawda, relatywizm jest samym złem. Z niego wynika wiele innych złych rzeczy. W tym brak umiejętności rozmowy.

Niestety wielu tych młodych trafia na ruchy "zbawiające świat" - dając się porwać teoriom tzw. ekoloigów, sprzątaczy świata, feministek, walczących o prawa tych, tamtych i czworonogów - które po czasie okazują się lawackimi przystawkami.

Młodzieńcoiwi na fb odpowiedziałem, że dawno się tak nie uśmiałem. Ale po ataku na mnie musiałem napisać, że moralność jest jedna, więc nie można mieć różnych moralności. Można za to być bardziej lub mniej niemoralnym. A zatem zdanie: "ja i dużo młodzieży także nie jestem wyznacznikiem moralności gdyż nie ma takiego czegoś jak uniwersalny wyznacznik dla każdego" (pisownia oryginalna) jest - delikatnie ujmując - totalnym bełkotem.

Podoba mi się!
3
Nie podoba mi się!
0

Krispin z Lamanczy
PAŃSTWO TEORETYCZNE JUŻ BYŁO
Każdy uczy się na błędach. Niektórzy z uporem maniaka chcą się uczyć na swoich

#1640303

...takie przynajmniej mam wrażenie. Pozostaje odpowiedzieć sobie na pytanie, jak zwalczyć tę postepująca gangrenę, a wstepnie jak zapobiec jej rozprzestrzenianiu się.

Dopóki takie wybryki jak wypowiedź czarnej  kobiety: "White lives don't matter" nie zostaną uznane za rasizm i nie spodkają się ze stanowczą reakcją (do usunięcia tej pani ze stanowiska włącznie), będziemy się cofać w rozwoju. Kto nie idzie naprzód (a więc nawet ten, kto stoi), ten się cofa. 

Podoba mi się!
3
Nie podoba mi się!
0

Krispin z Lamanczy
PAŃSTWO TEORETYCZNE JUŻ BYŁO
Każdy uczy się na błędach. Niektórzy z uporem maniaka chcą się uczyć na swoich

#1640368