Kompromis aborcyjny + Krótkowzroczność = Degrengolada

Obrazek użytkownika Krispin
Kraj

Przepraszam za przydługi tytuł. Tylko cztery wyrazy, a tak dużo liter. Wyrazy trudne, więc zacznę od objaśnienia, żebyśmy wiedzieli, że mamy to samo na myśli, a nie – jak to zazwyczaj bywa (nie wnikam, czy intencjonalnie, czy przez przypadek, hmm...) tylko myśleli, że mówimy o tym samym. Kompromis to porozumienie osiągnięte w wyniku wzajemnych ustępstw (SJP>>). Niektórym wydaje się, że kompromis to sukces, ale może on być – i często jest - pyrrusowym zwycięstwem. Nieprzypadkowo mówi się o zgniłym kompromisie. Aby osiągnąć wspólne stanowisko, które obie negocjujące strony byłyby skłonne zaakceptować, konieczna jest bowiem rezygnacja z czegoś. To „coś”, będące kością niezgody, nieakceptowalne dla jednej ze stron, dla tej drugiej może być jednak bardzo ważne.

 

Wikipedia definiuje kompromis trzema zdaniami. Wszystkie równie istotne. Trzecie to: Kompromis może być także synonimem oportunizmu, jeżeli jest osiągany kosztem wartości lub celów nadrzędnych dla procesu osiągania porozumienia. To w zasadzie tożsame z drugim znaczeniem, podawanym przez SJP (odstępstwo od zasad, założeń lub poglądów w imię ważnych celów lub dla praktycznych korzyści), choć może nieco bardziej złowieszcze z uwagi na niepokojącą wzmiankę o oportunizmie, a nawet konformizmie. Czy idealnym sposobem radzenia sobie z konfliktem jest współpraca? Być może. Pod warunkiem, że obie strony (lub wszystkie, jeśli jest ich więcej) chcą współpracy. Chcą?

Niektórzy uważają, że nie należało tego (aborcyjnego) „kompromisu” ruszać. Bo jak w istocie wyglądał ten kompromis? Ustawa z dnia 7 stycznia 1993 r. o planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerywania ciąży, zezwala na przerwanie ciąży w trzech przypadkach:

Art. 4a. 1. Przerwanie ciąży może być dokonane wyłącznie przez lekarza, w
przypadku gdy:
1) ciąża stanowi zagrożenie dla życia lub zdrowia kobiety ciężarnej,
2) badania prenatalne lub inne przesłanki medyczne wskazują na duże
prawdopodobieństwo ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenia płodu albo
nieuleczalnej choroby zagrażającej jego życiu,
3) zachodzi uzasadnione podejrzenie, że ciąża powstała w wyniku czynu
zabronionego[1].

W roku 1996 próbowano zmienić brzmienie tego punktu dodając jeszcze czwarty „przypadek”. Sejm II kadencji, zdominowany przez posłów SLD i PSL(może warto przypomnieć sobie niektóre nazwiska[2]), uchwalił ustawę z 20 sierpnia 1996 r. o zmianie ustawy o planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerywania ciąży, w której aborcja byłaby dopuszczalna, dodając: gdy kobieta ciężarna znajduje się w ciężkich warunkach życiowych lub trudnej sytuacji osobistej. Czyli właściwie aborcja na żądanie - dostępna w każdej sytuacji. Jednak Trybunał Konstytucyjny 28 maja 1997 r. orzekł, że ten dodany punkt utracił moc obowiązującą (co ogłoszono w obwieszczeniu Prezesa TK z dnia 18 grudnia 1997 r.). 

Warto zaznaczyć, że niezgodność z Konstytucją RP tego punktu orzekał Trybunał Konstytucyjny w którego składzie zasiadali wówczas m.in. prof. Andrzej Zoll (prezes TK), prof. Wojciech Łączkowski (przewodniczący Państwowej Komisji Wyborczej w latach 1994-98), Ferdynand Rymarz (przewodniczący PKW 1998–2010), prof. Zdzisław Czeszejko-Sochacki (kojarzony ze środowiskiem SLD), prof. Lech Garlicki, Stefan Jan Jaworski (przewodniczący PKW 2010-2014), prof. Janusz Trzciński. Nie byli to zatem „PISowscy siepacze”. Orzecznictwo w kwestii aborcji od lat pozostaje w zasadzie niezmienne - przynajmniej jeśli chodzi o wykładnię TK. Dziwne?

 

"Bezsporne jest, że dziecko poczęte jest człowiekiem. Co do tej kwestii mamy już chyba dyskusję za sobą. Teraz trzeba wyciągnąć z niej odpowiednie konsekwencje. Przepis dopuszczający aborcję w przypadku, gdy dziecko dotknięte jest ciężką nieuleczalną chorobą albo wadą rozwojową jest niezgodny z Konstytucją. Mamy tu do czynienia z klasyczną eugeniką”. (prof. Andrzej Zoll, 2011 r.)

 

2 kwietnia 1997 r. Zgromadzenie Narodowe uchwaliło Konstytucję RP. Wśród posłów uchwalających ustawę zasadniczą znaleźli się ci sami ludzie[2], którzy wcześniej pracowali nad zmianą „ustawy aborcyjnej”. Od tego czasu wiadomo było, że wspomniany wcześniej punkt 2 paragrafu 1 artykułu 4a ustawy stoi w sprzeczności z Konstytucją, ale... nikt nie był w stanie nic z tym zrobić. To właśnie jest – a właściwie był  – ów „kompromis”. Kompromis, czyli nie robimy nic. Zamknijmy oczy i udawajmy, że tego nie ma. Nie ruszajmy. Lepiej nie wiedzieć. Czy lepiej nie ruszać, bo będzie zadyma? No i mamy zadymę. Ale czy warto było dalej trwać z zamkniętymi oczami? Lepiej było nadal udawać, że jest OK? Byłoby teraz ciszej. Ale czy lepiej?

Ktoś pisze na fb: „a mogli po prostu zostawić kompromis. Skrajnej lewicy nie było z nim wygodnie, skrajnej prawicy też nie. Ale postanowili go przepchnąć w prawo i myślę, że jak odbije się ta piłeczka w lewo, to z siłą jakiej wcześniej nie miała”. Ktoś inny odpowiada, że przecież „nie chodzi o kompromis, ale o aborcję do dziewiątego miesiąca i głośno o tym mówią, chodzi im o takie zmiany prawa (...) taka jest dynamika i kierunek”. Czy zatem lepiej było zachować „kompromis”? Fajnie było stać w miejscu... a właściwie cofać się, cofać i cofać pod naporem kolejnych lewicowych postulatów, i akceptować kolejne, kolejne i kolejne kompromisy prowadzące donikąd, a właściwie w jednym kierunku - tym, który znamy z zachodu? Przecież z małżeństwami jednopłciowymi jest tak samo. Najpierw kompromis, że tylko małżeństwa, że równość, odwiedziny w szpitalach. A potem okazuje się, że „dziś nasz kompromis” polega już na czym innym – chcemy adoptować dzieci. Mimo, że „w związkach jednopłciowych rodzi się więcej dzieci”? Czy ktoś ufunduje kiedyś nagrodę „Złota Środa”? Wprawdzie nie ona to powiedziała, ale mogłaby.

 

Często przypomina się słowa Lech Kaczyńskiego, który w 2007 r. powiedział, że „kompromisu aborcyjnego nie wolno naruszać”. Nagle Lech Kaczyński staje się wyrocznią dla środowisk, które zawsze zwalczały jego, PiS i prawicy? Cud jakowyś – powiedziałby ktoś, kto niewiele wie o oportunizmie i konformizmie. Czy PiS istotnie „sprzeniewierza się testamentowi Lecha Kaczyńskiego”, czy też tamta wypowiedź po ponad 13 latach okazała się jednak krótkowzroczna (z całym szacunkiem dla ś.p. prezydenta Kaczyńskiego)? Krótkowzrocznością – i nie chodzi o jedną z najczęściej spotykanych wad wzroku (miopia) – może być brak zdolności przewidywania. Ale możemy mieć też do czynienia z sytuacją, w której zmiana otoczenia i naszej sytuacji powoduje, że pogląd, który nie z naszej winy okazał się krótkowzroczny, obliczony na bliższy czas, w dalszej perspektywie należy jednak zweryfikować. Nie można mieć pewności, czy Lech Kaczyński nie zweryfikowałby dziś swojej optyki. Za to opozycje wie, że trwałby przy swoim. Gdybanie zostawmy fantastom.

Ja twierdzę, że krótkowzrocznością wykazali się sędziowie Trybunału Konstytucyjnego Leon Kieres i Piotr Pszczółkowski, którzy złożyli zdania odrębne do czwartkowego (22.10.2020) wyroku. Według prof. Leon Kieresa „postępowanie przed TK w sprawie aborcji powinno zostać w całości umorzone” i dodaje, że "rota ślubowania, jaką składałem obejmując funkcję w TK nie pozwala mi poprzeć dzisiejszego rozstrzygnięcia". Cóż takiego jest w tym ślubowaniu, co „nie pozwala”? 

 

Art. 4. ...„Ślubuję uroczyście przy wykonywaniu powierzonych mi obowiązków sędziego Trybunału Konstytucyjnego służyć wiernie Narodowi, stać na straży Konstytucji, a powierzone mi obowiązki wypełniać bezstronnie i z najwyższą starannością.”. Ślubowanie może być złożone z dodaniem zdania „Tak mi dopomóż Bóg.”.

 

Teraz chyba wszystko jasne. Powierzone obowiązki „wypełniać bezstronnie i z najwyższą starannością”. Prof. Kieres od dawna ma z tym kłopoty. Jeden raz więcej, nie zrobi żadnej różnicy. A sędzia Piotr Pszczółkowski – wybrany w 2015 z nominacji PiS – też postanowił zabłysnąć: „państwo polskie powinno dbać o kobiety w ciąży”, „wyrok TK przyczyni się do zwiększenia w Polsce podziemia aborcyjnego”, „pomija rolę matek, których ochrona także jest obowiązkiem państwa”... No tak... wieloryby pływają w wodzie. Slogany, slogany, slogany. Ale jest jeszcze perełka: „konstytucja daje gwarancję ochrony życia także kobiety, matki, jej zdrowia psychicznego i planów życiowych”. „Planów życiowych”? Pan sędzia zatrzymał się w czasach rządów SLD/PSL i wspomnianej już przeze mnie „ustawy o zmianie ustawy”. Od 1996 roku minęły 24 lata. Czas leci, można było nie zauważyć. Trybunał Konstytucyjny wypowiedział się już w tej sprawie w 1997 roku, panie sędzio! Odmownie. Halo, pobudka!

Nie wiem, czy te zdania odrębne to tylko próba uratowania własnej skóry, pokazania, że „ja nie z nimi, nie z PISiorami”? Jeśli tak, to mamy do czynienia z wyjątkowo obrzydliwymi oportunistami. W przypadku Kieresa to może być zrozumiałe (co nie znaczy, że akceptowalne lub chwalebne), bo jego kadencja wkrótce dobiega końca i pewnie rozgląda się za kolejną ciepłą posadką. Panowie, co by tu jeszcze... Ale sędzia Pszczółkowski ma przed sobą dobrych kilka lat w Trybunale. Przezorny zawsze ubezpieczony, więc może już się ustawia. To krótkowzroczność, czy wręcz przeciwnie?

Długowzrocznością popisali się za to inni. „Jest wojna, a Kaczyński nas podzielił”. Kaczor w ogóle rzadko kiedy robi co innego – siedzi i dzieli, stoi i dzieli, idzie i dzieli. Dzielny człowiek. „Zmiana przez Jarosława Kaczyńskiego przepisów aborcyjnych to w obecnej sytuacji Polski najgorsze z możliwych rozwiązań” – obie opinie autorstwa Andrzeja Stankiewicza. Dziennikarza „niezależnego” (chłe, chłe). Od kogo lub czego? Szkoda, że Trybuna Ludu już nie istnieje, może zostałby tam naczelnym – należałoby mu się. Kaczor wszedł sobie i zmienił przepisy aborcyjne. To nic, że w Sejmie jest 235 posłów PiS. Każdy z nich myśli i robi przecież to, co myśli i robi prezes. To właściwie takie klony Kaczora – nie fizyczne, rzecz jasna, ale mentalne. Ci, którzy złożyli do TK wniosek o rozstrzygnięcie w sprawie zgodności ustawy z Konstytucją to właśnie takie klony. Kaczory-bis. A kto złożył ten wniosek? Dwaj posłowie PiS, ale podpisało się pod tym ponad stu posłów, w tym wszyscy posłowie Konfederacji: Bosak, JKP (JaKurPier), „Szczęść Boże”, Dziambor... Chciałoby się zakrzyknąć: 

 

Gdzie oni są? 
Ci wszyscy Konfederaci? 
...raci?  ...aci? ...aci? 
Dlaczego nie?     
Poparli swoich w wierze braci? 
...raci?  ...aci? ...aci? 
Dopadły ich!... 
Zaniki dziwne wręcz pamięci?
...ęci ...ęci ...nęci
Przykryła ich!... 
Świadomość, co się teraz święci!
...nęci ...ęci ...ech ci

 

Przypomnę jeszcze, że kiedy na początku tego roku za sprawą Kai Godek temat aborcji wrócił po raz kolejny na wokandę publiczną (poprzednią taką próbę podjął Obywatelski Komitet „Stop Aborcji” w 2016 r.[4]), Konfederaci wydawali się popierać ten projekt („Zatrzymaj aborcję”), mimo że wcześniej Godek opuściła szeregi Konfederacji – jeszcze tej z Liroyem – na znak marginalizacji jej środowiska. Projekt Godek „Zatrzymaj aborcję” dotyczył właśnie uchylenia przepisu dopuszczającego aborcję eugeniczną. Wg Instytutu Ordo Iuris jest on „w pełni zgodny z Konstytucją RP z 1997 r. oraz wiążącymi Rzeczpospolitą Polską umowami międzynarodowymi. Przewidziana w Projekcie intensyfikacja ochrony życia dziecka poczętego jest (...) wręcz pożądana w świetle standardów demokratycznego państwa prawnego i ochrony przyrodzonej i nienaruszalnej godności każdego człowieka”.

 

Za to inna fundacja – Helsińska Fundacja Praw Człowieka – odnosi się dziś negatywnie do wyroku TK, twierdząc, a właściwie powtarzając za Pszczółkowskim, że to „przyczyni się do zwiększenia w Polsce podziemia aborcyjnego oraz turystyki aborcyjnej”. Jak oni się rozumieją, prawda? Mają takie mantry i je sobie powtarzają. Raz po raz, raz po raz, raz po raz, raz po raz, raz po raz, raz po raz, raz po raz... Żeby lepiej zrozumieć tę zbieżność stanowisk warto pamiętać, że do osób związanych z Helsińska Fundacja Praw Człowieka należą... Andrzej Rzepliński i Marek Safjan. Trzeba jeszcze coś dodawać?

Dr Marcin Szwed z HFPC, adiunkt w Katedrze Prawa Konstytucyjnego na Wydziale Prawa i Administracji UW tłumaczy, że wyrok musi być opublikowany w Dzienniku Ustaw. Dopóki to nie nastąpi „nie można nikogo karać za dokonywanie aborcji na podstawie przesłanki, która została uznana za niekonstytucyjną, ale jeszcze nie jest uchylona w skutek nie opublikowania wyroku”. No to, co tu jeszcze robicie panie na tych wiecach? Skoro jest jeszcze czas, warto skorzystać. Bo po opublikowaniu może być za późno. Choć jest iskierka nadziei, bo adiunkt przewiduje rozpoczęcie sporów: „czy ten wyrok wywołuje skutki prawne, czy jest wyrokiem nieistniejącym”.

Pomocną dłoń wyciąga także Zespół ds. Kobiet przy Naczelnej Radzie Adwokackiej w osobie adwokat Moniki Sokołowskiej, która twierdzi, że: „nie można uznać tego orzeczenia za istniejące z uwagi na nieprawidłową obsadę Trybunału, w którym zasiadali tzw. dublerzy. Jako nieistniejący, ‘wyrok’ nie będzie podstawą uchylenia przesłanki ustawowej o dopuszczalności przerywania ciąży z powodu ciężkich uszkodzeń płodu i nieuleczalnej choroby zagrażającej życiu”. Zatem wprost podważa się wyrok Trybunału. Mówi się o jego nierespektowaniu. A jeszcze nie tak dawno Myszka Agresorka grzmiała z trybuny sejmowej, że „wyroki Trybunału Konstytucyjnego są ostateczne i niepodważalne!”. Jak się teraz okazuje nie zawsze, bo zależy kto i co. „Tak zwane orzeczenie” (nie wyrok) „tak zwanego Trybunału Konstytucyjnego” (ale nie grona, które zebrało się na herbatkę) jest przecież bezprecedensowym atakiem „na prawa kobiet, prawa rodziny i wolność jednostki od nieludzkiego i poniżającego traktowania”. A gdzie prawa dziecka? No, tam, tam...

Uderz w stół, a nożyce się odezwą. Długo nie trzeba było czekać. „Ten wyrok nie istnieje i nie obowiązuje. Ludzie, którzy doprowadzili do paraliżu państwa odpowiedzą za to w pierwszym możliwym terminie. Nie mam wątpliwości” – oto stanowisko Cezarego Tomczyka. Platforma już poczuła wiatr w żaglach. I to właśnie ilustruje ostatnie słowo w tytule niniejszego tekstu. Degrengolada. Zupełny rozkład wartości moralnych, czyli upadek moralny, staczanie się... Czy PełO może się stoczyć jeszcze niżej? Ano może. Ale martwi mnie to, że wraz z tą toczącą się formacją stacza się coraz niżej wielu ludzi, którzy uważają się za wierzących.

 

Strach sprawia, że ludzie nie przyjmują do wiadomości, że trwa wojna cywilizacyjna, w której – chcąc nie chcąc – biorą udział. Wydawało im się, że „są dobrzy” i neutralni, kochają bliźnich, więc przejdą suchą stopą przez ten potop. Przejść potop suchą stopą – trzeba mieć nielichą wiarę. A tu nagle „naruszenie kompromisu” sprawiło, że do wojny przystąpili nawet „ludzie środka, którzy kompromis uznawali za właściwe rozwiązanie, ale na zaostrzenie się nie zgadzają”, wspierając tych skrajnych. Ci wierzący, ludzie skądinąd poczciwi i uczciwi, nie rozumieją, że przykładają rękę do tej degrengolady, bo w istocie wspierają tych agresywnych, gotowych na wszystko, zwykle anty-chrześcijańskich działaczy, którzy próbują wymusić na większości (dotąd milczącej i biernej) prawo do aborcji na życzenie. Osiągnęli to już na zachodzie, tak samo w USA i Kanadzie (gdzie aborcja jest dozwolona do dziewiątego miesiąca).

 

Wy jesteście solą dla ziemi. Lecz jeśli sól utraci swój smak [zwietrzeje], czymże ją posolić [nasolą]? Na nic się już nie przyda, chyba na wyrzucenie i podeptanie przez ludzi. (Ewangelia Mateusza 5:13)

 

Jeśli wierzący nie są już solą, to czym są? Kim jest chrześcijan buntujący się (w sposób jaki widzimy w mediach) przeciw tej władzy (na pewno niedoskonałej), polskiemu prawu, Konstytucji RP? Kim jest człowiek wiary, który mówi: „próba pouczania kobiet, że mają kochać swoje dzieci jest ślepą, bezczelną arogancją”. Jaka próba? Jakie pouczanie? Czy przypominanie przykazania „Nie zabijaj” jest bezczelną arogancją? Tak, jest. Ale w czyich oczach? Boga czy szatana? Kompromis plus Krótkowzroczność. A w wyniku dostajemy Degrengoladę, czyli razem KaKaDe, a może raczej KaKaDu. Z przewagą tego ostatniego. KaDuKa.

 

PS PRO-CO? to pytanie o postawę, nie zachęta do wyjścia z procą na miasto.

 

[1] Ustawa z dnia 7 stycznia 1993 r. o planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerywania ciąży

[2] Posłowie na Sejm RP II kadencji (1993–1997) z największych klubów parlamentarnych: SLD (168 mandatów[stan z końca kadencji], w tym m.in. Włodzimierz Cimoszewicz, Jerzy Dziewulski, Adam Halber, Krzysztof Janik, Jerzy Jaskiernia, Wiesław Kaczmarek, Leszek Miller, Józef Oleksy, Longin Pastusiak, Ireneusz Sekuła, Zbigniew Siemiątkowski, Izabella Sierakowska, Marek Siwiec, Jerzy Szmajdziński, Jerzy Wenderlich, Jerzy Wiatr, Janusz Zemke), PSL (132 mandaty), Unia Pracy (41 mandatów, w tym m.in. Ryszard Bugaj, Zbigniew Bujak, Aleksander Małachowski, Tomasz Nałęcz, Marek Pol) oraz Unia Wolności (74 mandaty, w tym m.in. Marek Balicki, Bogdan Borusewicz, Juliusz Braun, Andrzej Celiński, Władysław Frasyniuk, Bronisław Geremek, Olga Krzyżanowska, Jacek Kuroń, Jan Lityński, Tadeusz Mazowiecki, Piotr Nowina-Konopka, Janusz Onyszkiewicz, Jerzy Epaminondas Osiatyński, Jan Rulewski, Hanna Suchocka, Iwona Śledzińska-Katarasińska, Andrzej Wielowieyski, Henryk Wujec, Jerzy Zdrada). 

[3] Ustawa z dnia 30 listopada 2016 r. o statusie sędziów Trybunału Konstytucyjnego, Dz.U.2016 poz. 2073

[4] Obywatelski komitet "Stop Aborcji" złożył 5 lipca 2016 r. w Sejmie pół miliona podpisów poparcia dla projektu nowej ustawy zaostrzającej prawo aborcyjne. Wg nowych regulacji przewidywana była kara pozbawienia wolności za bezprawną aborcję dla matki i lekarza wykonującego zabieg.

Ocena wpisu: 
5
Twoja ocena: Brak Średnio: 5 (głosów:14)

Komentarze

https://wpia.uwm.edu.pl/czasopisma/sites/default/files/uploads/KPP/2016/4/184-189.pdf

Zawiera on rozważania na gruncie orzecznictwa konstytucyjnego dotyczące dyskryminacji płodu upośledzonego poprzez przesłankę eugeniczną aborcji.

Autor podsumowuje:

Na przykładzie Zespołu Downa, widać również jak wiele wątpliwości budzi interpretacja pojęcia „ciężkiego upośledzenia”. W takim przypadku zastosowanie znajduje przywoływana przez TK zasada in dubio pro vita humana, zgodnie z którą wszelkie wątpliwości należy rozstrzygać na korzyść chronionej wartości życia ludzkiego. Obecny stan orzecznictwa Trybunału Konstytucyjnego może więc prowadzić do wniosków, że uzależnienie ochrony życia dziecka w prenatalnej fazie rozwoju od stanu jego zdrowia i prognozy ograniczenia pewnych bliżej nieokreślonych praw i wolności matki, stanowi wyraz dyskryminacji wobec płodu upośledzonego oraz uwłacza jego przyrodzonej godności i pozostaje w sprzeczności z zasadą sprawiedliwości.

Podoba mi się!
4
Nie podoba mi się!
-2

"Trzeba przywrócić ducha miłości wszystkim normom prawnym". /Kardynał Stefan Wyszyński/

#1650097

"Każdy człowiek ma prawo do życia, wolności i bezpieczeństwa swojej osoby" - stanowi Artykuł 3 Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka (uchwalonej w 1948 r. przez ONZ). 

Wszystko rozbija się o to, kiedy mamy do czynienia z człowiekiem. Auror linkowanego artykułu ma z tym problem: "Odnalezienie powszechnie akceptowalnej odpowiedzi na pytanie, kiedy powstaje istota ludzka oraz od jakiego momentu należy jej się prawna ochrona życia wydaje się niemożliwe". A mnie się wydawało, że biologia dała już odpowiedź na to pytanie. To, że niektórzy tę odpowiedź kwestionują nie znaczy, że jej nie ma.

Art 38 Konstytucji RP stanowi, że: "Rzeczpospolita Polska zapewnia każdemu człowiekowi prawną ochronę życia". Gdyby były tam słowa: "...od poczęcia do naturalnej śmierci", nie byłoby wątpliwości.

Podoba mi się!
5
Nie podoba mi się!
-1

Krispin z Lamanczy
Aby czynić dobro, trzeba umieć rozróżniać między dobrem a złem.
Każdy uczy się na błędach. Lepiej uczyć się na cudzych!

#1650177

Napisał, że jest problem z powszechnie akceptowalną odpowiedzią na to pytanie.

I tu ma rację, bo pomimo tego, że współczesna nauka formułuje odpowiedź bez żadnych wątpliwości, to potężna część opinii publicznej nadal nie chce przyjąć tego do wiadomości. Co spektakularnie widać ostatnio na polskich ulicach.

Podoba mi się!
3
Nie podoba mi się!
-3

"Trzeba przywrócić ducha miłości wszystkim normom prawnym". /Kardynał Stefan Wyszyński/

#1650180

Biologia nie na z tym problemu. Problem mają jedynie ci, którym definicja nie pasuje do ich potrzeb. To byłoby "powszechnie akceptowalne", gdyby ta wiedza stała się powszechna i obowiązująca. Teoria Darwina, mimo że jest tylko teorią, jest powszechnie obowiązująca.

Podoba mi się!
6
Nie podoba mi się!
0

Krispin z Lamanczy
Aby czynić dobro, trzeba umieć rozróżniać między dobrem a złem.
Każdy uczy się na błędach. Lepiej uczyć się na cudzych!

#1650182

System edukacji (?)

Media i propaganda proaborcyjna (także ta sączona w filmach i literaturze)

Dotychczasowe przepisy, dopuszczające zabójstwo eugeniczne, które "mieszają" ludziom w głowach

Wypowiedzi proaborcyjnych polityków i celebrytów

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
-1

"Trzeba przywrócić ducha miłości wszystkim normom prawnym". /Kardynał Stefan Wyszyński/

#1650205

Polska konstytucja nie zalegalizuje mordowania własnych dzieci, musieliby wprowadzić poprawkę- a to jest niemożliwe. Politycy PO Budka, Trzaskowski dobrze o tym wiedzą. Im chodzi tylko o zdobycie władzy.

Podoba mi się!
2
Nie podoba mi się!
0

Dodaj własny artykuł do naszego bloga http://bazafirmy.pl/blog/ . Wejdź do wybranej kategorii i kliknij "dodaj tekst"

#1650228

Wszyscy to wiedzieli i wiedzą. Dlatego ten temat był dotąd w cieniu - tak to nazwijmy. Lub w poczekalni. Prof. Zybertowicz twierdzi, że należało zrobić kilka innych kroków przed podjęciem tego tematu. Tak się nie stało. Teraz to już gdybanie, co by było gdyby, bo jedna strona się nie wycofa, z druga nie odpuści.

Może Konfederaci zobaczą teraz, czym mogą się zakończyć inne ich pomysły, bo ten przecież też był w ich planach. Choć oni nie są chyba tak bystrzy, żeby chwycić to w lot.

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
0

Krispin z Lamanczy
Aby czynić dobro, trzeba umieć rozróżniać między dobrem a złem.
Każdy uczy się na błędach. Lepiej uczyć się na cudzych!

#1650265