Kto kogo i czego nie rozumie

Obrazek użytkownika Józef Wieczorek
Idee

Kto kogo i czego nie rozumie

Wyniki międzynarodowych badań (OECD) poziomu kompetencji rozumienia tekstu wśród dorosłych winny nas zaalarmować, jako że prawie 40 proc. dorosłych w Polsce ma niskie kompetencje czytania ze zrozumieniem i przetwarzania informacji, co w publicystyce określa się jako analfabetyzm funkcjonalny. Polska wypada wyraźnie gorzej niż państwa rozwinięte. Jesteśmy w ogonie rozumiejących teksty, choć należymy do czołówki najwyżej udyplomowionych i utytułowanych społeczeństw. Dyplomy można wydrukować, ale to nie przekłada się na rozumienie świata, co widać i w naszym życiu publicznym. Co więcej, nastąpiło znaczące pogorszenie wyników względem poprzedniej edycji badań. Mamy paradoks: mimo rekordowej liczby dyplomów poziom kompetencji nie rośnie, lecz spada. Rozumienie dłuższych tekstów, zestawianie faktów, wyciąganie wniosków, odróżnienie tego, co nieistotne, od tego, co ważne –to nie nasza specjalność. Wniosków z wcześniejszych wyników badań nie wyciągnięto, a nowe badania odzwierciedlają niepokojącą rzeczywistość. Rektorzy tzw. szkół wyższych nie widzą swojej współodpowiedzialności za ten stan rzeczy, argumentując, że to szkoły niższe dostarczają na uczelnie „produkt wybrakowany”, niezdolny do myślenia, czytania ze zrozumieniem. I co można z tym zrobić w szkołach wyższych? Zapominają, że nauczyciele szkół niższych formowani są w szkołach wyższych; akademicy piszą podręczniki szkolne i je recenzują, aprobują. Zresztą są dowody, że i rektorzy, „doskonali” profesorowie, nie grzeszą rozumieniem słowa pisanego, kojarzeniem faktów, wyciąganiem wniosków, co nie może się nie przekładać na poziom edukacji. To nienajlepszy stan najwyższych kadr akademickich lepiej tłumaczy, dlaczego mamy dziś więcej ludzi z tytułami niż ludzi naprawdę potrafiących czytać, rozumieć i myśleć. Negatywna selekcja kadr akademickich ostatnich kilkudziesięciu lat, zarówno w PRL, jak i III RP, zrobiła swoje. Jeśli elity zawodzą intelektualnie i moralnie, nie powinny dziwić słabe wyniki społeczeństwa, które same kształcą.

5
Twoja ocena: Brak Średnia: 5 (5 głosów)

Komentarze

To jest skutek tego, że liberalno-konsumpcjonistyczna propaganda zastąpiła naukę i realia iluzjami. Największą niesamowitą iluzją było ekstremalne wywindowanie indywidualizmu (wolność) jako rzekomej istoty bytu, zamiast wspólnoty.

Vote up!
1
Vote down!
-1
#1676016

Rzecz w tym, że - jak stwierdził słusznie Ludvig Wittgenstein z miasta Linz - wszystko, co da się powiedzieć, DA SIĘ POWIEDZIEĆ JASNO. Niestety, dzisiaj często nie tylko publicyści i literaci i tzw. poeci, piszą ciężko i niejasno. Również dotyka ta choroba uczonych i tzw. uczonych. Jeszcze ci starego chowu potrafili/ potrafią wyrażać się w ludzkim języku nawet w referacie czy artykule. Ale różni młodzi, szczególnie "chómanistki" z doktoratami, bełkoczą trzy po trzy. A że nie wiedzą, jak coś wyrazić, to tworzą różne "neologizmy" (cudzysłów dlatego, że niewiele ma to z naturalną derywacją/tworzeniem wyrazów, a jest przekształcaniem znaczeń słów pod kątem ideolo). 

Sensem komunikatu słownego (np. zdania czy szerszej wypowiedzi) nie jest zacieranie sensu rzeczywistości tylko jej przedstawienie/ opisanie. Faktem jest, że polska język jest trudna. I może dlatego obniża się kryteria, żeby - w imię równości - wszyscy sprostali zaniżonym wymogom.

Był tak Damastes zwany Prokrustes, który wszystkich wyrównywał. I do jego "filozofii" nawiązują dzisiejsze szkoły humanistyki, najczęściej z dziś już pretensjonalnym i zafałszowanym znaczeniowo określeniem, krytycznej. 

Vote up!
0
Vote down!
0
#1676086