Konformizm wygrywa z nonkonformizmem
Nauka z natury jest nonkonformistyczna, bo poszukując prawdy, trzeba podważać ustalenia wcześniejszych badaczy, aby do prawdy się przybliżać. Niestety często to nie skutkuje przybliżaniem się do arystokracji akademickiej, a często oddaleniem się od takich kręgów. Kto merytorycznie podważa poglądy „baronów nauki”, musi się liczyć z konsekwencjami. Karcenie typu: „Nie ma pan głosu”, pomijanie w konferencjach, wystąpieniach publicznych to najłagodniejsza forma wykluczenia. Dalej jest pozaakademickie „dożywocie”. Jak przypomniano na konferencji „Silna nauka – Suwerenna Polska” w Bydgoszczy, osiągnięcia Jana Czochralskiego były nie do zniesienia dla profesorów jego uczelni i po tzw. wyzwoleniu nie mógł wykładać. Wolności naukowej nie odzyskał. Genialny informatyk Jacek Karpiński, znany z krytycznego myślenia i nonkonformizmu, zamiast rozwijania swoich projektów utrzymywał się z hodowli świń, bo taki miał zakres wolności. Zresztą – jak mówił – wolał towarzystwo naturalnych świń. A i dziś w domenie akademickiej wolność naukowa jest ograniczana nawet przez samych naukowców. Po prostu boją się mówić prawdę i pisać zgodnie z obserwacjami czy faktami, by się nie narażać i nie spaść z dr(h)abiny akademickiej, o ile ich dopuszczono na jej pierwsze szczeble. Prof. Legutko na konferencji wyraził opinię, że konformizm intelektualny na uczelniach się opłaca, a nonkonformizm – nie. I jest to zjawisko doskonale znane z czasów PRL, które z „sukcesem” przetrwało do dziś. Szkoda, że go filozoficznie nie przeanalizował i nie zsyntetyzował, aby wnioski były przydatne w procesie reformowania nauki. Takie standardy funkcjonujące przez długie lata nie tak łatwo zmienić. Ustawy – także akademickie – tworzą politycy, ale ci nie podejmują problemów, które by ich narażały na obniżanie słupków poparcia społecznego. Zresztą samymi ustawami nie da się wymusić na środowisku rezygnacji z konformizmu, skoro przez lata był on premiowany. Najtrudniej zmienić to, co systematycznie nagradzano. Zwłaszcza gdy nadal się opłaca.
UWAGA: Nowa książka autora pt. „Z akademickiej otchłani” jest już do nabycia https://blogjw.wordpress.com/z-akademickiej-otchlani/
- Blog
- Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz
- 68 odsłon

Komentarze
Plank
7 Maja, 2026 - 22:23
Dzisiaj Nauka po prostu utrwala to, co panuje w niej niestety od wieków - logikę Plankowską.
Innymi słowy, nowe idee dopiero się przyjmują, gdy stare pokolenie - uparte, że ten ich sposób to jedyny słuszny - wymarło.
Gdy pewien Węgierski lekarz w połowie XIX Wieku udowodnił, że mycie rąk pomaga ograniczyć śmiertelność niemowląt, to od razu stare pokolenie kretynów go w zasadzie zniszczyło bezduszną kampanią propagandową. Zrobiono z niego szulera, kobieciarza i analfabetę. I przez to przez kolejne 50 lat umierały dziesiątki kobiet i niezliczone niewinne dzieci, do czasu jak Belzebub zabrał tę bandę szuj i chujów do siebie i ich następcy uznali, że w sumie Doktor z Węgier miał rację, i nagle wyśmiewana teoria stała się oficjalną praktyką medyków na całym świecie.
W Hamburgu w XIX Wieku, gdy chciano zbudować kanalizację aby walczyć z chorobami, "szanowani" "naukowcy" i "lekarze" ciągle krzyczeli, że to strata pieniędzy, że choroby powodują miazmiaty (takie żyjątka w powietrzu, i by się nawet zgadzało, gdyby nie to, że chodziło o WSZYSTKIE choroby). A gdy w tej jednej dzielnicy miasta, gdzie zbudowano kanalizację, nagle te choroby wymarły, to ci sami "racjonalni naukowcy" krzyczeli, że to pewnie Rada Miasta użyła magii czy zamurowała w rurach dziewice czy inne tego typu brednie. Bo przecież to wszystko miazmiaty.
I tak samo jest dziś. Trzeba "cierpliwie" czekać aż stare pokolenie wymrze i przyjdzie nowe.
Problem jest taki, jak Pan tu mówi - że konformizm nie wymrze sam z siebie, i trzeba coś z nim zrobić. Albo, jeszcze gorzej, cytując pewnego ministra Silnych Zwartych i Gotowych dawnej epoki - trzeba czekać aż społeczność się sama zreformuje.
,,Mam z Liberałami i Komunistami poważny zatarg w kwestii agrarnej. Oni chcą mnie w tej ziemi pogrzebać, a ja ich na niej nie chcę"