COMIN HOME

Obrazek użytkownika jazgdyni
Blog

 

 

 

 

 

Mój blogowy Przyjaciel (używam formy przyjaciel prawem kaduka, biorąc wyłącznie pod uwagę jego fenomenalną zdolność do zapładniania mojej umysłowej macicy) ponownie poruszył wrażliwą strunę. Bardzo wrażliwą.

 

 

 

Mówią, że marynarska miłość jest najmocniejsza i najbardziej emocjonalna. To prawda. Pod warunkiem, że faktycznie jest miłość, a nie co panienkom i chłopakom się wydaje, gdy hormony kierują ich życiem.

Zdradzę, wcale nie będąc odkrywczym, bo wielu przede mną to zauważyło, że elementem spajającym na zawsze to wspaniałe wzajemne uczucie, bez którego nie ma co żyć, są ustawiczne rozstania i powroty.

No dobra, powie ktoś, tacy kolejarze, czy kierowcy ciężarówek, też wyjeżdżają i wracają. Ale czy takie rozstanie trwa 17 miesięcy? Podaję taki właśnie okres, bo tyle byłem poza domem i krajem w trakcie jednego, długiego kontraktu.

Po obejrzeniu (parokrotnym, a potem przespaniu się) obliczyłem, że wracałem do domu z rejsów prawie tysiąc razy.
I każdy powrót był wielkim przeżyciem. Nawet, gdy pod koniec mojej morskiej kariery Polaków wreszcie zaczęto traktować, jak równoprawnych pracowników, więc praca na morzu nie była dłuższa niż dwa miesiące i przylatywałem wieczorem, to siedzieliśmy z żoną zazwyczaj do rana, wypełniając wzajemnie utracone momenty rozłąki.

Wyjazdy na kontrakt były straszne. Nienawidziłem ich. Zawsze kombinowałem coś, by uszczknąć dla domu; choćby dzień, lub dwa. Nie było to z mojej strony jakieś świństwo wobec zatrudniającego armatora, bo mieli oni tendencję, by ściągać faceta do portu zamustrowania wcześniej, a potem siedział on, jak głupi w smutnym hotelu gdzieś w Liverpoolu lub Skagen parę dni, gdy statek jeszcze daleko spokojnie sobie płynął. A oni mieli gościa z głowy. Fakt – płacili za te wyczekiwanie, jak za pracę. Ale to nie o pieniądze chodzi. Po wyjeździe cały czas się rozmyśla, co w domu się dzieje. Przynajmniej przez pierwsze parę dni.

Każdy marynarz ma w swojej kabinie duży kalendarz na ścianie. Każdy zawsze jakiś zdobędzie. Kalendarz marynarza wygląda tak, że flamastrem, grubą krechą, zaznaczony jest dzień zamustrowania. Potem kolejne dni są ponumerowane – 1... 2... 3... , a dzień ostatni – wymustrowania i powrotu – zaznaczony jest wyraźnym czerwonym kółkiem. Każdego dnia przed snem, grubą, skośna krechą skreśla się kolejny dzień na burcie.

To, co w czasie pożegnania z domem okropnie ciebie dołuje, w dniu powrotu wspina ciebie na wyżyny rozedrgania i emocji, jakbyś zaraz miał brać ślub w kościele.
Tysiąc razy sprawdzasz, czy wszystko spakowałeś, ostatni prysznic i golenie, odbierasz od kapitana swoje dokumenty (w morzu i portach przechowywane w sejfie) i wreszcie schodzisz po chybotliwym trapie na twardą, nieruchomą ziemię. Tysiąc kroków na kei. Kółka ciągniętej walizki terkoczą po nierównościach. Idziesz, bo taksówka czeka dopiero przy portowej bramie. Tylko gdzieniegdzie taksówkarz ma specjalną przepustkę i może podjechać pod sam trap.
Moją regułą jest, że po wymustrowaniu, jadąc taksówką na lotnisko, czasami nawet ponad 200 kilometrów, już po 10 minutach zasypiam. Staram się z tym walczyć, by cieszyć oko lądem stałym, ale zazwyczaj przegrywam.
Tak już jest... Stara komandoska zasada – śpij, kiedy już możesz. Albo to niezbędne resetowanie przy przejściu z trybu morskiego na tryb lądowy. W trybie morskim, na moim stanowisku, jestem praktycznie 24H na dobę na standby'u. Czyli w gotowości. I dlatego teraz na starość śpię tylko 4 – 5 godzin w nocy.

Lot również staram się przesypiać. Najfajniej było wracać z Morza Północnego. Tylko tu często dochodził lot helikopterem. Na każdym przyzwoitym tankowcu, jak również na statkach badawczych i roboczych jest helipad – lądowisko dla helikoptera z z całym osprzętem – przepisowe oświetlenie, radiobeacon do transmisji danych z kanałem do rozmów i konieczne czujniki. A nawet klasyczny lotniskowy rękaw, by pilot widział skąd i jak silny wiatr wieje.
Ja też, na moim stanowisku, musiałem przejść kurs (Sotra, Norwegia) i zdobyć certyfikat HLO – Helicopter Landing Officer. A już pod koniec morskiej kariery, musiałem jeszcze zdobyć, obowiązkowy na Morzu Północnym certyfikat HUET (Helicopter Underwater Escape Training - Szkolenie podwodne ucieczki ze śmigłowca) (Glasgow, Szkocja).
Powroty z Morza Północnego były takie fajne, bo lot jest krótki, godzinny, tylko z Aberdeen nieco dłuższy. A dawniej powroty miałem z kilkunastogodzinnymi lotami, na przykład z Los Angeles, brazylijskiego Santosu, czy lotniska Narita w Tokio.

Było, nie było – zawsze na końcu jest nasze gdańskie lotnisko Rębiechowo. A jak jest ładna pogoda i nie jest jeszcze ciemno, to ostatnie pół godziny przed lądowaniem, to prawdziwa uczta: - każdorazowe zadziwienie – rany! Ile tych jezior mamy na Kaszubach; dumnie wyrastająca ponad teren Wieżyca, a potem już znaki moich terenów – mrugający komin gdyńskiej elektrociepłowni i maszt radiowy w Chwaszczynie. I lądujemy.
Po odprawie i odbiorze bagażu wychodzimy na zewnątrz. Pierwsze przywitanie, pierwsze uściski i pocałunki. Jeszcze 20 minut samochodem i jestem w domu.

Lecz dzisiaj z większym wzruszeniem wspominam powroty do domu na początku morskiej kariery, pod polską flagą i z polską załogą, gdy nieco na północny – wschód mijaliśmy boję GD1, robiliśmy zakręt w prawo i już prosto pruliśmy do naszego miasta – do Gdyni.
Jak polski statek przybijał po rejsie w Gdyni, władze portu zezwalały rodzinom oczekiwać na samym nabrzeżu, w miejscu cumowania.
Cała załoga nie mająca w tej chwili służby, plus obsada mostka, oficerowie wachtowi i kapitan, odpicowani w kompletne mundury, brygada z kuchni (już nikt dawno nie mówił kambuz) w portkach i białych kurteczkach i reszta w obowiązkowych w tamtych czasach flanelowych, kolorowych w kratę koszulach, wylegała na burtę od strony nabrzeża i w grupie ludzi wyszukiwała swoich.
Są! Żona z córką i synem, mama i tata; już się widzimy, już do siebie machamy ze ściśniętymi gardłami. Stare chłopy wzruszone...

Zwieńczeniem każdego przyjazdu, chwilami najbardziej wyczekiwanymi były te, gdy w końcu zostawaliśmy tylko we dwoje. Kwintesencja powrotu do domu.
Szczęście uwypuklone do granic miesiącami rozłąki i tęsknotą.

Powroty... Spoiwo, które buduje najtrwalszą, wieczną miłość.

Ps. Gdy byłem gdzieś, hen daleko w świecie, żona przysłała mi to nagranie.
Posłuchajcie. Ja z wami nie będę słuchać...

 

 

Ocena wpisu: 
5
Twoja ocena: Brak Średnio: 4.3 (głosów:13)

Komentarze

warto było? na co poszły tamte lata? tam raczej nie była to walka o spełnianie się w pozycji społecznej ani czysta przyjemność a na pewnym etapie to już nie konieczność eko. dom, zabawki, podróże- jak się już ma i przeżyło, to nie bawią. dawniej to jeszcze budowano całe rody, walczono o wpływy w terenie ale jak się zwyczajnie zarabia, by żyć na poziomie, to jest raczej zwykły pęd do aktywności i wygodniejsza alternatywa.

Podoba mi się!
2
Nie podoba mi się!
-2

„Od rewolucji światowej dzieli nas tylko Chrystus” J. Stalin

#1648032

To trudne pytanie. Jeszcze nie jestem w stanie odpowiedzieć, czy warto było. To się dopiero wszystko musi ułożyć. Do tego oczywiście kontekst - Gdynia, morze, polibuda, komuna...

Początkowo praca naukowa - pensja 1500 wówczas, co jest mniej więcej to samo co dzisiaj. To było wyzwanie. Fakt, wysoko zapłacone.

 

Podoba mi się!
3
Nie podoba mi się!
-1

JanuszK

Trolle, agenci i wredni nie mają co liczyć na moją uwagę. Próżne ich wysiłki.

 

 

 

 

#1648036

Super opowieść- i na pewno było warto...bo powroty do najbliższych to najtrwalsze spoiwo...

Podoba mi się!
3
Nie podoba mi się!
0

Yagon 12

#1648076

mi się oczka Januszu, jak małej Nel z nieśmiertelnej "W pustyni i w puszczy".......Czytałem Twój tekst i przypominały mi się moje powroty do domu. Ty Byłeś Marynarzem, ja byłem kolejarzem. Ty Byłeś gdzieś tam, hen daleko, na morzach i oceanach, ja byłem na POLSKICH torach, na mojej maszynie - USP 3000C:

https://www.flickr.com/photos/25841169@N02/14242711295

Twoje powroty do domu były po miesiącach żeglugi. Moje zawsze po tygodniu na polskich torach gdzieś tam. Ciągła delegacja to się nazywało. Jeszcze wtedy nie było wolnych Sobót, ale my kolejarze żyjacy w ciągłej delegacji, już je mieliśmy. W każdy piątkowy wieczór pukałem do drzwi naszego mieszkania na Gwiaździstej w Gorzowie, i Moja Ewa Otwierała mi drzwi....... Dziś nie ma już Mojej Ewy ze mną od lat. Pozostaje tylko pamięć. Ona ze mną - we mnie trwa. Jej nie zniszczy nigdy nic................

Dziękuje Ci Janusz za te moje łzy. 

Pozdrawiam Cię i Piękną Gdynię, gdzie niedawno byłem.

Ahoj ! Marynarzu

AHOJ!

 

Podoba mi się!
6
Nie podoba mi się!
0
#1648229

Witaj

 

My, z Gdyni jesteśmy wrażliwi i uczuciowi. A jak widzę, poznałeś też potęgę powrotów.

Tylko jeden warunek - by to wzruszenie przeżyć, trzeba kochać i być kochanym.

 

Tęsknisz?

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

JanuszK

Trolle, agenci i wredni nie mają co liczyć na moją uwagę. Próżne ich wysiłki.

 

 

 

 

#1649092

Zapisuję sobie adres do "Daj mi znak".

Pozdrawiam

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
0

michael

#1648996

Dobra redakcja techniczna, to znaczy tekst elegancko justowany do obu marginesów: <p style="text-align:justify"> i zupełnie inaczej w komentarzu:  <p align="justify"> no i dobrze dobrana czcionka. Dobra robota, z sercem zrobiona.

Pozdrawiam

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
0

michael

#1648997

Tyle skojarzeń...

Pozdrawiam

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
0

michael

#1648998

Worek wspomnień...

Zbierają się chaotycznie, lecz potem się szufladkują - radosne, nostalgiczne, niedobre, smutne...

Teraz już same się narzucają...

 

Pozdrawiam

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

JanuszK

Trolle, agenci i wredni nie mają co liczyć na moją uwagę. Próżne ich wysiłki.

 

 

 

 

#1649094

Pozdrawiam

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
0

michael

#1648999

Czyli w pełni się rozumiemy. Wielu ludzi nie potrafi rozpoznać i nazwać swoich uczuć i emocji.

A tango jest najwspanialszym tańcem miłosnym. Dla mnie tylko blues może się z tym rytmem i nastrojem ścigać.

 

Serdeczności

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

JanuszK

Trolle, agenci i wredni nie mają co liczyć na moją uwagę. Próżne ich wysiłki.

 

 

 

 

#1649091

Takie są efekty roboty z duszą

Pozdrawiam

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
0

michael

#1649000

To prawda

 

Dziękuję

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

JanuszK

Trolle, agenci i wredni nie mają co liczyć na moją uwagę. Próżne ich wysiłki.

 

 

 

 

#1649095