„Kondrusevich jest po białej stronie”.

Obrazek użytkownika Husky
Świat

„Poszedłem do kościoła i usłyszałem jego głos - wrócił abp.Kondrusiewicz!” - mówi starszy parafian z Katedry Archikatedralnej. W przeddzień Bożego Narodzenia głowa Kościoła katolickiego Białorusi wróciła do kraju po czterech miesiącach wygnania. Jest mało prawdopodobne, aby miał czas na odpoczynek od drogi: wieczorem odprawił jednocześnie dwie uroczystości. 

Spotkanie Metropolity: długie brawa i łzy abp.Kondrusiewicza

Pada w Wigilię Bożego Narodzenia w Mińsku, a ludzie gromadzą się w kościele katedralnym na placu Wolności. Obsługa o godzinie 19.00 - po polsku, o 21.00 - po białorusku.

- Wchodzę do kościoła i słyszę jego głos - wrócił Kondrusiewicz! - mówi starszy parafianin.

W kościele Tadeusza Kondrusiewicza witany jest długotrwałymi brawami.

Przypomnijmy, że  abp.Tadeusza Kondrusiewicza nie było w kraju od czterech miesięcy. 31 sierpnia na granicy nie pozwolono mu bez wyjaśnienia wjechać na Białoruś - metropolita (obywatel Białorusi) wracał z Polski. Później władze zaczęły mówić o problemach z paszportem, a prawnicy nazwali to bzdurą: zgodnie z prawem Białorusinom nie można odmówić wjazdu na Białoruś. Obecną sytuację wielu uznało za zemstę władz, odpowiedź na wypowiedzi abp.Tadeusza Kondrusiewicza o niedopuszczalności przemocy, która wystarczyła w kraju po wyborach prezydenckich.

Łukaszenka zarzucił szefowi białoruskich katolików wyjazd „na konsultacje w sprawie zniszczenia naszego kraju”. Kondrusiewicz zaprzeczył tym zarzutom. Nawet specjalny wysłannik Papieża przyjechał, by negocjować powrót zesłańców na Białoruś.

- Dziś, gdy przekraczałem granicę, poprosiłem kierowcę o zatrzymanie się, uklęknąłem, podziękowałem Bogu za powrót, pocałowałem ziemię. To moja ziemia! Wychowałem się tutaj! - Tadeusz Kondrusiewicz opowiedział tę historię po powrocie, zarówno na spotkaniu z prasą, jak i na spotkaniu z parafianami. Nie mógł się powstrzymać i płakał, wielu obecnych również otarło łzę.

Boże Narodzenie podczas pandemii

Ludzie spoza kościoła rzucają frazesami o niezwykłych świętach Bożego Narodzenia: długiej nieobecności metropolity, sytuacji politycznej w kraju, pandemii koronawirusa.

Oczywiście nie ma dystansu między ludźmi w kościele: stoją ramię w ramię, zwłaszcza na masowej białoruskiej mszy. To prawda, że wszyscy parafianie, z rzadkimi wyjątkami, noszą maski.

Przy wejściu do kościoła archikatedralnego znajdują się dozowniki ze środkiem antyseptycznym. Kapłani noszą maski na nabożeństwach. Tadeusz Kondrusiewicz, który właśnie wrócił z Polski, stoi przy ołtarzu z otwartą twarzą, ale idąc na dół do ludzi zakłada bandaż.

W odpowiedzi na pytania o ryzyko zachorowania, ktoś odpowiada, że był już chory i nadal znajduje się pod ochroną przeciwciał, inny mówi, że pod ochroną modlitwy, a trzecie uwagi:

- W autobusach jest bardziej niebezpiecznie niż w kościele, ale tu przynajmniej wszyscy noszą maski.

65-letnia parafianka Anna nosi nie tylko maskę, ale także przezroczyste plastikowe rękawiczki. Mówi, że stara się być ostrożna, ale nie może się powstrzymać od chodzenia do kościoła: zawsze chodziła, a teraz również opłakuje swoją niedawno zmarłą córkę, więc potrzebuje wsparcia modlitewnego.

- A mamy wspaniałego pasterza! - chwali Kondrusiewicza. - Nie zrobił nic złego. Powiedział, jak powinien kapłan, że wszystko powinno być zgodne z prawem Bożym. Tyle, że władze musiały od razu iść na ustępstwa wobec ludzi, rozmawiać z nimi.

„Kondrusevich jest po białej stronie”. Co powiedzieli nam ludzie w kościele

W tę niezwykłą wigilię kościół otaczają nie tylko katolicy, ale także prawosławni i protestanci. Jest wielu wierzących, ale są też tacy, którzy nie mogą się im przypisać.

43-letnia Ekaterina mówi, że właśnie przechodziła obok. Kobieta z Mińska trzyma w dłoniach białego szpica Mariusa.

- Wiesz, jestem bardziej niewierzący. Postanowiłem jednak stać i słuchać. Ponieważ zdaję sobie sprawę z całej tej strasznej sytuacji i cieszę się, że abp.Tadeusz Kondrusiewicz wreszcie wrócił. Pozostaje tylko pytanie, jak bezpiecznie jest dla niego tu być 

65-letnia parafianka Anna nosi nie tylko maskę, ale także przezroczyste plastikowe rękawiczki. Mówi, że stara się być ostrożna, ale nie może się powstrzymać od chodzenia do kościoła: zawsze chodziła, a teraz również opłakuje swoją niedawno zmarłą córkę, więc potrzebuje wsparcia modlitewnego.

- A mamy wspaniałego pasterza! - chwali Kondrusiewicza. - Nie zrobił nic złego. Powiedział, jak powinien kapłan, że wszystko powinno być zgodne z prawem Bożym. Tyle, że władze musiały od razu iść na ustępstwa wobec ludzi, rozmawiać z nimi.

57-letni Aleksander i 52-letnia Lina  są odpowiedzialnymi katolikami, często chodzą do kościoła, zwłaszcza w Boże Narodzenie. Należy zauważyć, że po powrocie Tadeusz Kondrusiewicz ma zmęczony głos.

- Oczywiście taki wygnaniec nie może przejść bez śladu. Ale myślę, że Bóg pomoże mu odzyskać siły i dalej służyć - mówi Lina.

W pobliżu kościoła dyżuruje kilku pracowników ochrony. Przed rozpoczęciem nabożeństwa policjant wchodzi do kościoła o godzinie 21.00. Niektórzy parafianie żartują: „Niedozwolone wydarzenie?” Ale ogólnie atmosfera jest spokojna i świąteczna.

Siergiej ma 58 lat, jest prawosławny, katolicy to krewni. Zwykle nie chodzi do kościoła w Boże Narodzenie, ale tutaj, jak mówi, grzechem jest nie wspierać metropolity.

„Przyjechałem, aby wspierać Tadeusza Kondrusiewicza i wszystkich życzliwych, inteligentnych, uczciwych Białorusinów” - mówi energicznie. - Z metropolitą wydarzyła się straszna sytuacja. Ale cieszę się, że ktoś postawił nasze władze na ich miejscu i sytuacja została rozwiązana. - Siergiej jest przekonany, że powrót arcybiskupa do kraju jest całkowicie zasługą negocjatorów.

- Ale niektórzy obawiają się, że Tadeusz Kondrusiewicz poszedł na poważne ustępstwa, żeby móc wrócić ...

„Nie wierzę w to” - mówi Sergey. - Tutaj mam 58 lat i jestem utalentowanym mężczyzną. Jeśli widzę, że biel jest biała, a czerń jest czarna, to nie mogę się już dłużej przekonać. Kondrusiewicz jest oczywiście po białej stronie. Ogólnie życzę nam wszystkim więcej uśmiechu w Nowym Roku. I żeby nie było przemocy.

Z głośnika dobiega kazanie powracającego metropolity. Mówi o Bogu, o miłości do bliźniego, o koronawirusie i - uważaj - o trwającym pięć miesięcy kryzysie społeczno-politycznym w kraju, który wymaga dialogu.

 

 

https://www.tut.by/

Ocena wpisu: 
Twoja ocena: Brak Średnio: 4.7 (głosów:8)

Komentarze

faktycznie, mamy tu paru fanatyków Białorusi. imponują im zbrodnicze dyktatury a w swych marzeniach chcieliby, by Polska była takim komunistycznym skansenem.

Podoba mi się!
5
Nie podoba mi się!
0

„Od rewolucji światowej dzieli nas tylko Chrystus” J. Stalin

#1655986