Spiskowa teoria dziejów czy może praktyka

Obrazek użytkownika Humpty Dumpty
Kraj

Do wałów, i to często przekraczających wyobraźnię nawet nieprzeciętnego złodzieja, przywykliśmy na razie jedynie w piłce nożnej.

Wczorajszy trumf Stocha, noworoczny, połączony z ustanowieniem nowego rekordu skoczni, Kubackiego w oczach zwolenników spiskowej teorii dziejów jawnie już świadczą o niecnym knuciu niemieckich działaczy sportowych, którzy zrobili bardzo wiele, by polska ekipa przestała się liczyć w Turnieju Czterech Skoczni.

Przypomnijmy.

 

Organizatorzy z Oberstdorfu, Międzynarodowa Federacja Narciarska, niemiecki sanepid - wszyscy wymienieni przyłożyli się do tego, że nasi zawodnicy najpierw długo nie wiedzieli, czy wystąpią w zawodach, a później siedzieli zamknięci w hotelu, gdy na Schattenbergschanze trwały treningi i kwalifikacje. Dopiero we wtorek rano, po kolejnych negatywnych wynikach testów, dowiedzieli się, że będą startować. Że poniedziałkowe kwalifikacje stają się nieważne. Że o 14.30 dostaną specjalną serię treningową tylko dla siebie, że o 15 przystąpią do normalnej serii próbnej ze wszystkimi rywalami, a o 16.30 do konkursu bez tradycyjnego dla Turnieju Czterech Skoczni systemu rywalizacji w parach KO.

Jak to całe zamieszanie wpłynie na formę naszych skoczków? Czwarty w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata Żyła, siódmy Kubacki (zwycięzca TCS sprzed roku) i 10. Stoch (dwukrotny triumfator Turnieju) byli wymieniani wśród faworytów. Czy nadal nimi są?

Tu:

 

Na szczęście ponowne testy wykazały brak jakichkolwiek zagrożeń zdrowotnych. No i po niespełna tygodniu mamy, co mamy – Kamil Stoch zajmuje pierwsze miejsce, tuż za nim uplasował się Dawid Kubacki.

 

Gdyby ten stan utrzymał się do końca, 69 zawody TCS mogły by być nazywane polskimi.

 

Mamy więc powód, dla którego w Obersdorfie wykryto wirusa wśród naszych zawodników.

Spisek wymierzony w Polaków prawdopodobnie przyjmie się w Narodzie jako tzw. nieudowodniony pewnik.

 

Tyle tylko, że nie u całego.

Otóż spora grupa uważa, że testy mające wykryć COVID-19 tak naprawdę pozostawiają wiele do życzenia, a ich margines błędu podobny jest do wszechobecnych jeszcze 10 lat temu na naszym rynku tzw. podzielników ciepła wyparkowych. Temu, kto ma jeszcze piece, albo mieszka we własnym domku, wyjaśniam – to takie małe ustrojstwa zakładane na kaloryfer i wypełnione cieczą. Jej pozostałość pozwalała na oszacowanie zużycia ciepła przez dane gospodarstwo domowe.

Tylko dokładność pomiaru takich urządzeń sięgała… 700%. To tak, jakby ktoś chciał z Gliwic dojechać do Chorzowa, ale trafił do Kielc.

Zatem początkowe stwierdzenie obecności wirusa wśród naszych skoczków jest dowodem na to, że testy należałoby wyrzucić.

Wydaje się, że jak rzadko kiedy udało się dostarczyć argumentów dwóm poważnym grupom – jednej wietrzącej wszechświatowy spisek wymierzony w Polskę, Mesjasza Narodów (takie popłuczyny po Towiańskim, jak się wydaje) oraz niemniej licznej uważającej, że Pandemia to ściema służąca ogłupieniu społeczeństw i zapędzeniu ich w stan niewolnictwa po uprzedniej depopulacji. W tej teorii testy to nic nie znaczące placebo, służące jedynie do drenażu finansowego Państw.

Tymczasem z wielu podobnych spraw najczęściej wynika, że to nadgorliwość jakiegoś poczciwego matołka.

Tylko usunięcie jej skutków wymaga wielu działań.

 

No cóż, w państwie prawnym (pamiętamy, mam nadzieję, że określenie to narodziło się właśnie w Niemczech) odwrócenie nawet najgłupszych działań pojedynczego urzędnika wymaga sporego nakładu pracy.

 

Co innego w minionym na szczęście ustroju, gdzie urzędnik nie odważyłby się na taki krok w obawie, że zostanie oskarżony o sabotaż.

Przecież pamiętamy o XXIX Wyścigu Pokoju (dla młodzieży – taki socjalistyczny Tour de France) i rozegraniu trzech pierwszych etapów (plus Prolog) na ulicach Kijowa tuż obok (110 km) płonącej elektrowni jądrowej w Czarnobylu.

W warunkach tamtego ustroju pewnie wszyscy byliby dopuszczeni do skoków nawet, gdyby stwierdzono u kogoś objawy ospy czarnej.

Ważniejszy bowiem był przekaz dla ludu.

 

Wróćmy do dziś.

Zawinił biurokrata, niedoskonałe testy, pseudopandemia, spisek przeciw Polakom…?

 

Tylko jedno jest pewne na 100%.

Historia uczy, że spiskowa teoria dziejów zbyt często okazuje się spiskową praktyką świata.

 

4.01 2021

 

Ocena wpisu: 
5
Twoja ocena: Brak Średnio: 4.2 (głosów:15)

Komentarze

Towarzysze! Nieważne, kto testuje, ważne kto liczy wirusa! Jakoś tam było ale co do Niemców a zwł. ich firm to wiadomo, że dysponują wielkimi funduszami na łapówy. To, co oczywiste a wcześniej ujawniane gł. o Ameryce, jest już i jawne co do Niemiec. Co więcej, w świecie wielkich korporacji zlewają się interesy państwa z zyskiem firm, do pewnego stopnia jest to normalne, np. kwestia, czy przekazywać swoim firmom dane wywiadowcze w zakresie gospodarki i postępu naukowo-technicznego albo znana historia oferty propagandy dla USA Hollywood. Takie wpływy i praktyki z ustawkami i łapówami wydają się powszechną praktyką, w Europie też. Niewinna Rossijuszka też jest zaangażowana państwowo w skandalu dopingowym. W sporcie i mediach pewnie bagno jest nawet większe niż w biznesie. A czy to pierwszy raz? Już było chociażby, że jednym wolno się podładować lekiem na astmę a innych się czepia. No i przynajmniej w skokach faceci nie muszą udawać kobiet.

Podoba mi się!
6
Nie podoba mi się!
-1

„Od rewolucji światowej dzieli nas tylko Chrystus” J. Stalin

#1657514