Saksonia-Anhalt. Zielone światło dla Tuska
Niedzielne wybory krajowe w Saksonii przyniosły wynik, którego w Brukseli chyba jednak nikt się nie spodziewał. Oto znienawidzona prawica dosłownie o włos nie uzyskała wyniku pozwalającego na samodzielne rządy w tym landzie.
Polskojęzyczny działacz AfD w Görlitz Martin Poplawski zwycięstwo AfD w landzie należącym ongiś w całości do NRD komentuje skupiając się wyłącznie na polsko-niemieckich stosunkach:
– Zwycięstwo AfD w Saksonii-Anhalt nie oznacza zbyt wiele dla relacji polsko-niemieckich. Rządy landowe nie prowadzą polityki zagranicznej, nie mają więc realnego wpływu na to, jak będą wyglądały stosunki z Polską. Jeśli jednak chodzi o niemiecką politykę, to to, co się stało w Magdeburgu, to jest kosmos. Rakieta AfD wystrzeliła, spowodowaliśmy polityczne trzęsienie ziemi. CDU znalazło się na marginesie.
Tu pełna zgoda. Wasalizm naszego premiera dotyczy bowiem nie tylko Niemiec, ale przede wszystkim Unii Europejskiej.
Paradoksalnie właśnie z tego powodu oszałamiające zwycięstwo wyborcze prawicy w najbiedniejszym landzie RFN (PKB per capita 38.450 euro, dla porównania w Polsce 24.600 euro) nie może być w żaden sposób lekceważone.
Niepodzielnie sprawowane od dekad brukselskie władze, zwące się liberałami, w istocie zaś coraz bardziej zlewaczone, sygnał z Saksonii traktują bowiem wyjątkowo poważnie.
Bo jeśli Marks w połowie XIX stulecia pisał o widmie komunizmu krążącym po Europie to w trzeciej dekadzie XXI wieku krążącym po Europie widmem jest… prawica.
A tego brukselczycy boją się bardziej niż coraz wyraźniej podnoszącego głowę również w Niemczech kolejnego widma – szariatu.
Opowieści coraz bardziej wyglądającego na obłąkanego Tuska o jakoby czekających nas we wrześniu mało sympatycznych zmianach stanowią zapowiedź.
Mamy bowiem do czynienia z „demokracją walczącą”.
Tusk to tylko pionek, jeżdżący w „wagonie bagażowym”, a nie z unijnym jaśniepaństwem.
Ale Polska jest już dużym krajem, w porównaniu z Saksonią – Anhaltem i Bruksela nie może pozwolić sobie na jej utratę.
Wiemy, uzbrojeni nawet w wyroki SN, że po 13 grudnia 2023 roku drastycznie łamano prawo.
To jednak pikuś w porównaniu z tym, co MOŻE nas spotkać w roku wyborczym.
Tusk i bardziej świadoma część jego jaczejki (Żurek, Nowacka i Komiśniak – Kamysz) zdają sobie sprawę z grożącej im odpowiedzialności karnej.
I to nie przed Trybunałem Stanu, ale przed najzwyklejszym sądem karnym powołanym do ścigania pospolitych bandytów.
Dlatego będą gorliwie robić wszystko, aby tylko władzy nie utracić.
Z oczywistych przyczyn parasol ochronny roztoczy Unia, zagrożona prawicowym populizmem.
Po raz kolejny staniemy się poligonem, na którym Bruksela będzie testować ogłupianie społeczeństwa za pomocą posłusznych me(r)diów oraz usłużnym aparatem przymusu.
I co z tego, że to kosztuje?
Utrzymanie władzy nie ma ceny. A poza tym raz-dwa odbiją sobie po wyborach.
Alexis de Tocqueville, francuski myśliciel polityczny etc. w połowie XIX wieku sformułował ważną tezę:
Nie ma takiego okrucieństwa ani takiej niegodziwości, której nie popełniłby skądinąd łagodny i liberalny rząd, kiedy zabraknie mu pieniędzy.
To już widzimy pod dystrybutorami…
Nas jednak przeraża inna aktualna najwyraźniej teza, być może nie do wyobrażenia w XIX wieku:
Nie ma takiego okrucieństwa ani takiej niegodziwości, której nie popełniłby skądinąd łagodny i liberalny rząd, kiedy stanie przed wizją utraty władzy.
Na razie w Berlinie na ulice wyszli liberalni aktywiści pod hasłem PRECZ z FASZYZMEM!
Trawestując troszeczkę słowa lewackiego francuskiego oprawcy z końca XVIII wieku – Luisa Saint – Justa otrzymamy najważniejsze prawo rządzące Unią Europejską:
Nie ma demokracji dla wrogów demokracji!
Bowiem, jak jeszcze w 1945 roku powiedział słynny polski demokrata i antyfaszysta zarazem Wiesław Gomułka:
- Władzy raz zdobytej nie oddamy nigdy!
Co to może oznaczać? Przekręcone wybory, potem zaś kryterium uliczne i wojsko na ulicy?
Wydaje się niemal pewne, że w przypadku powodzenia Bruksela (czyt. Berlin) będzie chwalić Donalda Franciszka czyli człowieka, który uratował demokrację*.
Na szczęście Tusk nie jest pewny, po której stronie stanie armia…
8.09 2026
_______________________________________________________
* Oczywiście taką, jak oni ją rozumieją.
- Blog
- Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz
- 395 odsłon



Komentarze
Czasy wojska komuny, to już brzydka przeszłość
8 Września, 2026 - 17:34
Bez obawy, obecne Wojsko Polskie stanie po polskiej stronie, a nie Berlina. Żołnierze mocno wierzą Prezydentowi Nawrockiemu. Czasy wojska komuny się skończyły, podobnie w Policji, coraz mniej pokoleniowej milicji.
ronin
Bez pracy nie ma kołaczy
9 Września, 2026 - 12:49
Dlaczego Niemcy wybrali, jak wybrali? Bo we współczesnym obrazie polityki niemieckiej wszystkie "normalne" partie przesunęły się bardzo w lewą stronę. Tak więc prawicowy wyborca z braku alternatywy ale także jako oznakę niezadowolenia z rządu i protestu wybrał AfD. Myślę, że krytyka ideologii klimatycznej(wysokie ceny energii, upadek przemysłu, szczególnie samochodowego) i krytyka imigracji odegrały tu największą rolę. Czas przyniesie, czy stosunek AfD do Polski będzie gorszy niż partii rządzącej(CDU). Rządzący wiele obiecywali, mało wypełnili.
Podchodzę do AfD z rezerwą, mogą w ich landzie pokazać, czy umieją rządzić.
Jak wiemy rząd w PL nic nie robi, dlatego mam nadzieję, że też w Polsce prawica wygra.
W Polsce mamy jeszcze prawicę.
Gosia