Republika sędziów coraz bliżej
Magister Żurek się doczekał...
Kiedy w czerwcu i lipcu 2016 roku ówczesny Prezydent RP dr Andrzej Duda odmówił powołania sędziowskiego dziesięciu osobom zawrzało. Obecny minister ds. sprawiedliwości Waldemar Żurek pełnił wówczas funkcję rzecznika pasowego Krajowej Rady Sądownictwa i grzmiał:
Postanowienie prezydenta RP nie zawiera uzasadnienia!
Opublikowane mniej więcej w tym samym czasie oświadczenie sędziowskiej quasi partii politycznej Iustitia wskazywało Prezydentowi istniejące zdaniem tej bańki miejsce w szeregu:
Zgodnie z Konstytucją RP Prezydentowi nie przysługuje prerogatywa oceny i wyboru kandydatów na sędziów. Rola głowy państwa ogranicza się do ceremonialnego aktu powołania. Procedura oceny osób zgłaszających się na wolne stanowiska sędziowskie została szczegółowo uregulowana w przepisach ustawy o KRS.
Jak wtedy już pisałem wedle tego środowiska Prezydent pełni podobną rolę do welonu panny młodej na weselu.
Jak zresztą widać po ostatnim „ślubowaniu wobec Prezydenta” mimo braku Jego fizycznej obecności bańka skupiona wokół kompromitacji 13 grudnia jest w tym konsekwentna. Bo przecież do ślubu panna młoda może iść nawet w dżinsach i z gołą głową.
Tak więc ceremonialny prezydent jest niepotrzebny…
W wydanym przez Europejski Trybunał Praw Człowieka wyroku dnia 21 maja 2024 r. (w składzie sędziowskim znajdowała się również Polka, dr Anna Adamska – Gallant. Oczywiście bez wpływu na orzeczenie pozostaje to, że w latach 2009-2013 była prezesem regionalnego oddziału Iustitii zaś w latach 2010-2012 znalazła się nawet w zarządzie krajowym tej quasi partii.) znajdujemy potwierdzenie tych samych zarzutów, jakie ongiś sędzia Żurek artykułował w imieniu Iustitii.
Jak czytamy w komunikacie zamieszczonym na stronie Ministerstwa Sprawiedliwości:
Uprawnienia Prezydenta nie oznaczają, że może on podejmować decyzje w sposób całkowicie dowolny i niekontrolowany: wyrok ETPC ostatecznie potwierdza, że konstytucyjna prerogatywa Prezydenta RP do powoływania sędziów nie ma charakteru absolutnego i nie może być utożsamiana z prawem do niczym nieograniczonej uznaniowości.
- Obowiązek uzasadniania decyzji: nawet w sytuacji, gdy Prezydent rości sobie prawo do odmowy powołania kandydata przedstawionego przez KRS, każda taka decyzja jako akt władzy publicznej, musi zostać szczegółowo i transparentnie uzasadniona. Brak motywów decyzji uniemożliwia jakąkolwiek ocenę merytoryczną i nosi znamiona arbitralności.
- Konieczność kontroli sądowej: każda decyzja o charakterze arbitralnym uderzająca w proces powołań sędziowskich musi podlegać skutecznej kontroli sądowej
- Naruszenie zasad ustrojowych: przypisywanie Prezydentowi kompetencji do jednoosobowego, arbitralnego blokowania karier sędziowskich bez prawa do sądu jest nie do pogodzenia z konstytucyjną zasadą równego dostępu do służby publicznej (art. 60 Konstytucji RP) oraz elementarną zasadą demokratycznego państwa prawnego.
- Kontrola sądowa nad procesem powołań nie tylko nie zakłóca równowagi między władzą wykonawczą a sądowniczą, ale stanowi jej niezbędny bezpiecznik - wzmacnia rządy prawa oraz gwarantuje niezależność sądownictwa od politycznych nacisków organów władzy wykonawczej.
(…)
Międzynarodowe standardy jednoznacznie wymagają, aby proces powołań sędziów był transparentny, oparty na merytorycznych kryteriach i wolny od arbitralności. Choć nie istnieje „prawo do bycia powołanym” na urząd sędziego, to każdy obywatel ma bezwzględne prawo do sprawiedliwej, przejrzystej i wolnej od samowoli procedury urzędniczej, nad którą czuwa niezawisły sąd.
https://www.gov.pl/web/sprawiedliwosc/stanowisko-ministerstwa-sprawiedli...
Co to może oznaczać w praktyce? Diabeł bowiem tkwi w szczegółach. Niedookreślona arbitralność oznacza, że nawet kilkunastostronicowe uzasadnienie może się okazać obarczone taką wadą.
Zatem oczywistą oczywistością jest, że każda niekorzystna z punktu widzenia zgłoszonego przez KRS kandydata decyzja będzie skarżona.
Tym samym Prezydent stanie się jedynie organem pierwszej instancji.
Ale przecież ciągle w obiegu prawnym znajduje się orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego z 3 czerwca 2008 r. (KPT 1/08) rozstrzygające powyższe odmiennie niż ETPCz:
„Nie bez znaczenia dla sposobu funkcjonowania Prezydenta w tym zakresie pozostaje okoliczność, że w świetle art. 144 ust. 3 pkt 17 Konstytucji kompetencja Prezydenta określona w art. 179 Konstytucji traktowana jest jako uprawnienie osobiste (prerogatywa) Prezydenta (a zarazem: sfera jego wyłącznej gestii i odpowiedzialności) oraz że Prezydent jest "najwyższym przedstawicielem Rzeczypospolitej Polskiej" (art. 126 ust. 1 Konstytucji). Wspomniana tu rola ustrojowa Prezydenta, określona w art. 126 ust. 1 Konstytucji, ma istotne znaczenie dla oceny charakteru prawnego i rangi czynności powołania na urząd sędziego. Nadto okolicznością istotną pozostaje brak określenia cech aktu urzędowego powołania na stanowisko sędziowskie w ustawach regulujących ustrój sądów i status sędziów objętych zakresem aktów powołania przez Prezydenta. Konstytucyjna forma "postanowienia Prezydenta", ogłaszanego w "Monitorze Polskim", sprawia, że zewnętrzna postać aktu urzędowego Prezydenta nie obejmuje uzasadnienia podjętej decyzji personalnej" (post. z 3.6.2008 r., KPT 1/08 , OTK-A 2008, Nr 5, poz. 97).
Przypominam, że wówczas prezesem TK był mgr Jerzy Stępień, od lat czołowy krytyk Zjednoczonej Prawicy; dla zatarcia jego wybitnych dokonań na naukowej niwie zwany często „profesorem”, albo też tylko „sędzią”.
Jeśli więc uznać wyrok ETPCz za zgodny z naszą Konstytucją, a zatem doniosły prawnie, dochodzimy do sytuacji, w której zamiast monteskiuszowskiej wzajemnej równowagi trzech władz mamy do czynienia z wyraźną dominacja jednej z nich – sądowej.
W ostatecznym rozrachunku o tym, kto zostanie sędzią decydować będą… inni sędziowie!
I to bez względu na to, czy decyzja odmowna Prezydenta będzie utrzymana w mocy, czy też zmieniona.
Tymczasem już 14 lat temu pisał jeden z naszych najwybitniejszych konstytucjonalistów prof. Bogusław Banaszak (1955-2018):
Odmowa powołania sędziów nie może być uznana za niezgodną z zasadą podziału władz (art. 10 ust. 1 Konstytucji). Z istoty tej zasady we wszystkich państwach demokratycznych wynika właśnie to, by organ nominacyjny nienależący do władzy sądowniczej nie był związany decyzjami personalnymi organów tej władzy. Elementem zasady równoważenia władz jest to, aby sama władza sądownicza nie decydowała o swoim składzie. Gdyby zaś przyjąć, że jedyną możliwą przesłanką odmowy na powołanie na stanowisko sędziego jest negatywna merytoryczna ocena kandydata przez Prezydenta, a to z kolei stanowiłoby już naruszenie kompetencji KRS, wówczas kompetencje Prezydenta zredukowane zostałyby do wykonywania uchwał KRS. W ten sposób KRS - uznana za pozajudykacyjny organ władzy sądowniczej - decydowałaby de facto o powoływaniu sędziów.
Zauważmy jeszcze jedno. Otóż nie budzi wątpliwości, że role pełnione w ramach służby publicznej mogą się znacznie różnić. Porównajmy choćby policjanta i sędziego.
Nie powinno zatem nikogo dziwić, że wymagania stawiane kandydatom się cokolwiek różnią. Wszak od przyszłego sędziego nie wymaga się sprawności fizycznej na jakimś tam poziomie.
Skoro mówimy jednak o jednakowych zasadach dla wszystkich ubiegających się o dostęp do służby publicznej??? 😉
Co ciekawe, konstrukt prerogatywy prezydenckiej z art. 179 Konstytucji był przez ogół polskich prawników uznawany za poprawny. I to pomimo tego, że polski Trybunał Konstytucyjny niespełna osiem miesięcy po wejściu obecnej ustawy zasadniczej w życie stwierdził:
"jeżeli prawo dostępu do służby publicznej na jednakowych zasadach ma mieć charakter realny, to - zgodnie z art. 77 ust. 2 Konstytucji RP - decyzje o przyjęciu do służby i zwolnienia z niej muszą zostać poddane kontroli sądowej" (wyr. z 9.6.1998 r., K 28/97 , OTK 1998, Nr 4, poz. 50).
Oczywiście powyższy wyrok dotyczy żołnierzy zawodowych, ale przecież jakiś punkt zaczepienia powstał!
Ale póki Prezydenci klepali decyzje KRS było w porzo.
Dopiero gdy śp. Lech Kaczyński w styczniu 2008 r. odmówił powołania sędziowskiego osobom wskazany przez KRS zaczęły się schody. Już (!!!) po 18 latach zapadł wyrok.
W kolejce czeka następny.
Tymczasem obecna patowładza usiłuje rozdąć go maksymalnie tak, aby Prezydenta uczynić jedyne swoistym notariuszem czy wręcz paprotką służącą ku ozdobie decyzji podejmowanych przez quasi partię Iustitia.
A wszystko w imię poszanowania Konstytucji.
I praw człowieka… jak oni je rozumieją.
Tymczasem zgodnie z art. 4:
1. Władza zwierzchnia w Rzeczypospolitej Polskiej należy do Narodu.
2. Naród sprawuje władzę przez swoich przedstawicieli lub bezpośrednio.
Natomiast zgodnie z wyrokiem ETPCz z 21 maja b.r. należałoby dopisać jeszcze kolejny ustęp:
3. Od decyzji Narodu przysługuje odwołanie do niezależnego sądu.
Przez lata (konkretnie 29) Konstytucja była zatem zwykłą zasłoną dymną, służącą do zaciemnienia prawdziwego obrazu, jakim jest faktyczny demontaż demokracji i spychanie Narodu z należnego mu miejsca na rzecz jakiejś sędziokracji?
Wyrok z 21 maja wydaje się być tego ukoronowaniem.
Mamy już opanowany przez kompromitację 13 grudnia Sejm… który przyjął rolę swoistego notariusza Iustitii.
Teraz zaś mamy mieć Prezydenta, którego prerogatywy zależeć będą od swobodnej oceny dowodów jakiegoś tam składu sądzącego.
Naprawdę tak mają wyglądać standardy państwa prawnego, jakim to wedle Konstytucji (art. 2) jesteśmy?
A może po prostu przeistaczamy się w państwo sędziów, tyle że nikt jeszcze tego w Konstytucji nie zapisał?
Przypominam, że tylko po polsku różnica pomiędzy tymi określeniami jest spora. W ulubienym języku naszego Ukochanego Przywódcy brzmią o wiele bardziej podobnie - zamiast Rechtstaadt mamy mieć Richterstaadt.
To samo zjawisko narasta w Niemczech. Ale tam za chwilę zacznie już obowiązywać prawo szariatu…
24.05 2026
fot. Szymuś płacze nad Konstytucją - youtube
- Blog
- Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz
- 227 odsłon


