Media: wolne czy reklamodawców? Cenzura w III RP

Obrazek użytkownika Humpty Dumpty
Kraj

Środa, 10 lutego 2021 roku w zamierzeniu miała wpisać się w historię Polski jako dzień bez mediów. Oczywiście nie wszystkich, bowiem publiczne trwają i dobrze się mają. A i te protestujące podzielić można na takie, które protestują całkowicie oraz na takie mówiące NIE tylko częściowo.

Nie o to jednak chodzi, by rozliczać każdego z udziału w proteście. Dla porządku tylko dodam, że jeśli ktoś miał ochotę po raz n-ty obejrzeć m-ty odcinek polsatowskiego serialu „Świat wg Kiepskich” mógł uczynić to bez problemu. ;)

Ważne jest co innego.

Otóż media używające w stosunku do siebie nazwy „wolne” protestują p-ko planom wprowadzenia daniny od reklam.

Pomińmy bezsporny przecież fakt, iż takie rozwiązanie funkcjonuje w wielu krajach tzw. starej Unii. Polska ma odrębną specyfikę od takich np. Niemiec czy innej Francji – tam mediów innych niż krajowe praktycznie nie ma, więc i nikt nie odważy się podnosić głosu. W Polsce, gdzie jeszcze w rękach zagranicznych grup medialnych pozostaje lwia część publikatorów, wrzask jest słyszalny zastraszająco głośno.

Wolne media skupione w wydawnictwie Axel Springer Polska protestują, bo:

Propozycja nowego podatku od mediów jest kolejnym już w ostatnich latach ciosem zadanym mediom w Polsce. Nowy podatek uderzy w nasze redakcje, już bardzo mocno doświadczone epidemią niszczącą naszą gospodarkę.

Z powodu trwającego już prawie rok lockdownu cierpią nasi reklamodawcy i nasi czytelnicy. Spadają nakłady gazet, maleją wydatki na reklamę. Teraz państwo chce zrzucić na nas dodatkowe, wielomilionowe obciążenia. Nasi wydawcy w liście do polskich władz słusznie ostrzegają, że nowy podatek uderzy w polskiego widza, słuchacza, czytelnika i internautę oraz ograniczy możliwość finansowania treści jakościowych, a także lokalnych, jednocześnie zwiększając i tak już potężny wpływ władzy na rynek medialny w Polsce.

(fragment tekstu ze strony www.Onet.pl)

Przyznam się, że czegoś nie rozumiem. Oto „wolne media” tekstem zupełnie otwartym przyznają, że ich „wolność” (czyt. byt) zależna jest od… reklam. A raczej wpływów z tego tytułu!

Nie od wielkości czytelnictwa, nie od ilości indywidualnych wejść na stronę www, ale od reklam!

Oczywiście istnieje sprzężenie zwrotne – im większa ilość „kliknięć”, tym więcej reklam, bo przekaz trafia do większej grupy docelowej.

A im więcej reklam, tym więcej pieniędzy w kasie. W takim układzie czytelnik spada na dość poślednie miejsce.

Liczy się tylko jako statystyczna pozycja pozwalająca na pomnożenie zysku z reklam. Natomiast indywidualne wpływy czytelnicze często nie wystarczają nawet na koszty redakcyjne (w tym dystrybucja, która to dawnymi czasy przekraczała nawet połowę ceny numeru).

A to już prosta droga do manipulacji. Reklamodawca utrzymuje redakcję, więc... reklamodawca wymaga.

To w prostej linii prowadzi do obniżenia zarówno poziomu przeciętnego czytelnika, jak i… dziennikarza publikującego w danym medium. Praw fizyki pan nie zmienisz - jak ongiś kpiącym tonem aczkolwiek jak najbardziej słusznie zauważył Jan Kobuszewski.

Ludzi o wysokiej inteligencji jest tylko koło 10% w każdym społeczeństwie. Trzeba więc tak formułować przekaz, by jak największa część pozostałych 90% uznała go za swój własny.

A przede wszystkim żadnych tekstów, które mogłyby naruszać interesy reklamodawcy, i to nawet szeroko ujęte.

Przykład z tzw. prasy lokalnej, rzekomo najbardziej teraz zagrożonej projektem nowego podatku.

Ciągle jednak aktualny jak się wydaje. Otóż gdzieś tak na początku lat 1990-tych na Śląsku powstał tygodnik, mający prócz sportu zajmować się także życiem gmin. I to raczej tym ukrytym, niż pokazywanym w wieczornych wydaniach Wiadomości.

I nawet parę numerów udało się zrobić na tip-top tak, że trudno go było dostać. Aż w końcu trafiło na lokalnego kacyka – prezesa największej spółdzielni mieszkaniowej w mieście. Ba, wieloletniego prezesa, co to jeszcze za Gomułki piastował swoje stanowisko.

Zamiast grozić sądami, wyzywać dziennikarza, który aktualnie odebrał telefon, co robili nagminnie inni „bohaterowie”, Prezes przysłał umyślnego, który w biurze ogłoszeń wykupił reklamę. Od razu na całą stronę. I to bez żadnych treści mogących stanowić polemikę z wcześniej zamieszczonym tekstem.

Umyślny odchodząc dodał tylko, że ze względu na poczytność Tygodnika jest zainteresowany stałą współpracą.

W zasadzie to wystarczało. Zapowiadany wcześniej tekst mający ostatecznie obnażyć Prezesa utknął na redakcyjnej półce. Aż w końcu autor zeźlił się do tego stopnia, że trzasnął drzwiami i odszedł z zespołu.

Tak oto mantrowana na wszelkie sposoby przez Michnika i czerskich hunwejbinów „niewidzialna ręka rynku” okazała się o przysłowiowy kant potłuc. Nie liczyła się bowiem dystrybucja, ale wola reklamodawcy.

Czy podobnie funkcjonowały „wolne media” za czasów rządów PO-PSL? Nie tylko moim zdaniem jest to pytanie retoryczne. Rząd wówczas był poza jakąkolwiek krytyką.

Warto zapoznać się z cokolwiek już starszym (6.05.2016 r.) tekstem red. Grzegorza Jakubowskiego opublikowanym w Gazecie Finansowej:

 

1,8 mln zł trafiło w ciągu 4 lat do mediów związanych z Tomaszem Lisem z Narodowego Centrum Badań i Rozwoju. W tym ponad 565 tys. zł do należącej do niego spółki wydającej NaTemat.pl oraz INNPoland.pl, tuż po tym jak ten drugi portal został uruchomiony.

Narodowe Centrum Badań i Rozwoju jest agencją wykonawczą Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego. Do życia powołane zostało u schyłku pierwszego rządu Prawa i Sprawiedliwości, latem 2007 r. Z założenia mało być jednostką realizującą zadania z zakresu polityki naukowej, naukowo-technicznej i innowacyjnej państwa.

(…)

W praktyce NCBR stało się (obok spółek Skarbu Państwa) jednym z największych źródeł finansowania pieniędzmi podatnika prywatnych mediów. O ile w 2011 r. na media wydano „tylko” 367, 6 tys. zł, o tyle rok później kwota ta urosła do 3,51 mln zł. W 2013 r. na media wydano 3,2 mln zł, a w dwóch ostatnich latach rządu PO odpowiednio 4,7 mln zł i 4,6 mln zł.

Tylko w 2015 roku Narodowe Centrum Badań i Rozwoju wydało 412,8 tys. zł na należące do Tomasza Lisa portale INNPoland i NaTemat.pl. Rok wcześniej, na uruchomiony niecały miesiąc przed końcem roku portal INNPoland, wydano z pieniędzy podatnika 153 tys. zł. Absurdalności wykupywania kampanii informacyjnej w dopiero co powstałym medium nie trzeba tłumaczyć. Było to zwyczajne dofinansowanie start-upu Tomasza Lisa pieniędzmi podatników.

https://gf24.pl/18579/za-co-zaplacilismy-tomaszowi-lisowi-ponad-pol-miliona/

 

Ogółem ministerstwa plus wspomniany Instytut w ramach „wsparcia” medialnego wydatkowały 260 mln zł.

Rzecz jasna nie zapomniano o prawicy. Media skupione we Fratrii oraz te od księdza Rydzyka w sumie otrzymały… 430 tys. zł, czyli 1,65%.

Oczywiście w tym samym okresie.

Po 2015 roku państwowy szmal zaczął znikać. To tłumaczy zaciekłość ataku, prowadzonego praktycznie bez chwili wytchnienia p-ko rządowi PiS już drugą kadencję. Tacy żurnaliści, jak Tomasz Lis, za rządów PO-PSL zaliczający się do grupy najlepiej zarabiających dziennikarzy światowych musiał zniżyć się do poziomu, który jemu wydaje się deklasacją, choć ciągle jeszcze jest niedostępny dla dziennikarzy prawicowych.

Axel Springer wcale nie ukrywa tej tęsknoty za szmalem. Otwarcie przecież pisze o ciosie zadanym mediom. Ale taki był tylko jeden – oderwanie od państwowego cycka.

To niestety oznacza jedno - „wolne media” to pojęcie wymyślone całkowicie na użytek pospólstwa.

Czyli ludzi takich jak ja czy Ty, czytelniku. Mamy uwierzyć w szczytne misje, w bajeczki o Czuchnowskim – czerskim Bernsteinie*, o TVN-ie przez całą dobę publikującym tylko prawdę itp.

Tymczasem mamy do czynienia z normalną działalnością rynkową, na którym rządzi zasada płacę, to wymagam.

Zamiast wolnych mediów mamy więc media uzależnione od reklamodawców.

To zaś oznacza, że w miejsce cenzury prewencyjnej rodem z PRL (czy też represyjnej, znanej w Czechosłowacji) mamy chyba najgorszy przypadek z możliwych – autocenzurę.

A zatem pilne baczenie, czy aby przypadkiem reklamodawca (czyt. sponsor) nie poczuje się urażony i nie zakręci kurka z pieniędzmi.

Zamiast prawdy obiektywnej serwują więc nam jakiś jej surogat, będący bardziej lub mniej udaną projekcją oczekiwań reklamodawców.

Oczywiście można, a nawet należy być odrobinę złośliwym, i przypomnieć Michnikowi i innym Lisom ich bajdurzenie, że o pieniądzach będących w dyspozycji poszczególnych redakcji decyduje NRR (niewidzialna ręka rynku). Skoro więc GazWyb pada oznacza to tylko jedno – Michnik i reszta nie potrafili odnaleźć się w kapitalizmie.

To jednak w żaden sposób nie powinno przysłaniać problemu.

A nim jest uzależnienie mediów od ośrodków dysponujących odpowiednio wysokim kapitałem.

W Polsce ciągle jeszcze takim największym ośrodkiem jest Państwo i jego struktury; trzeba też wspomnieć o spółkach Skarbu Państwa, bo to właśnie stamtąd szło największe „zasilanie”.

Ataki na rząd mają więc oparcie nie tyle w faktach (przykład Czuchnowskiego pokazuje, jak łatwo je tworzyć), ale są wyrazem tęsknoty za utraconą kasą. Oraz próbą jej odzyskania.

10.02 2021
 

Ps. O tym, że wbrew demagogicznym zapewnieniom polskojęzycznych mediów należących do zagranicznych właścicieli media lokalne i niszowe będą mogły w ogóle nie zwracać uwagi na projektowaną ustawę upewnia ograniczenie jej do naprawdę dużych grup medialnych. Otóż wg projektu opłatę będą wnosić podmioty, które osiągnęły łączne przychody z tego tytułu ponad kwotę 1 mln zł – w przypadku nadawania reklamy w telewizji i w radiu, wyświetlania reklamy w kinie oraz umieszczania reklamy na nośniku zewnętrznym reklamy i ponad kwotę 15 mln zł – w przypadku zamieszczania reklamy w prasie.

Natomiast w przypadku reklam internetowych płatnikami będą podmioty lub grupy podmiotów, spełniające dwa warunki - globalne przychody na poziomie ponad 750 mln euro a na terenie Polski przekraczające 5 mln euro w danym roku obrotowym.

_______________________________

* Carl Bernstein – dziennikarz. W 1972 r. wraz z Bobem Woodwardem ujawnili tzw. Aferę Watergate, co w efekcie doprowadziło do ustąpienia przez. Richarda Nixona.


 

Ocena wpisu: 
5
Twoja ocena: Brak Średnio: 4.3 (głosów:11)

Komentarze

 

 

Podoba mi się!
4
Nie podoba mi się!
-1

„Od rewolucji światowej dzieli nas tylko Chrystus” J. Stalin

#1661126

Właśnie w tvn24 powiedzieli, że nowy podatek od reklam jest niezgodny z konstytucją.
Stara, dobra konstytucja...

A od godziny ustami różnych „ekspertów” nie mówia o niczym innym, tylko o „zamachu” na wolne media: „Próba uciszenia”, „haracz”, „i tak zapłacą konsumenci”, „zwalnianie dziennikarzy”, „najmniejsze media upadną”, „zamach na demokrację”..

Wyć i płacić, wyjce!

Podoba mi się!
7
Nie podoba mi się!
0

Babies Lives Matter
White Lives Matter

#1661141

Akcja "Menda bez Wyboru" - prawdziwy spot

 

Podoba mi się!
5
Nie podoba mi się!
0
#1661192

Oczywiście Konfa jednym głosem z lewicą i Śmiszkiem. Takie to ich narodowe poglądy, bożek karykatury leseferyzmu dla nich ważniejszy. Kto by pomyślał, że dożyjemy czasów, gdy narodowcy będą bronić GW i TVN czy niemieckiej prasy i portali w Polsce.

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
-2

„Od rewolucji światowej dzieli nas tylko Chrystus” J. Stalin

#1661200

O ileż bliżej świni do baletnicy niż im do Narodowców!

Podoba mi się!
2
Nie podoba mi się!
-1

jan patmo

#1661210

Oczywiście. Swoją droga przyznam, że nawet nie wiedziałem, że reklamy w mediach nie są opodatkowane. Narodowcy tyle gardłowali o opodatkowaniu obcego kapitału, wielkich korporacji, sieci handlowych itp. oskarżali rząd a jak przychodzi co do czego, to nagle neoliberalne gadki w obronie obcego wielkiego kapitału i to jednym głosem z lewicą, która z kolei nawet nie udaje, że broni najsłabszych, wyrównuje szanse tylko również chce walić w rząd

Konfederacja i Lewica przeciwko podatkowi od reklam

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
-1

„Od rewolucji światowej dzieli nas tylko Chrystus” J. Stalin

#1661214

Konfa-bulacja to koszerno-ruska ustawka i każdy normalny człowiek już to rozumie. Wyłażą ze skóry bo poparcie spada, coraz mniej ludzi im ufa. W necie krążą coraz ciekawsze fakty, np. jak to Korwin kombinował na tajnym spotkaniu jak wyprać prawie 8 baniek zdradzieckiej kasy z partyjnych subwencji. To są zwykli, zadaniowani populiści, kryptolewica. W dodatku opłacają zawodowych trolli,którzy dzień i noc pilnują w necie na rząd RP, aby obrzucić gównem każdego kto spróbuje skrytykować tych cwaniaczków.
Kim oni są???
Sośnierz chwalący adopcje homoseksualne, Bosak wychwalający Bideta, Korwin opowiadający jak to w razie konfliktu zbrojnego Polski z Rosją stanąłby po stronie Rosji, brat Bosaka zatrudniony u rosyjskiego oligarchy-oszusta-bandziora, działacze wykrzykujący na ulicy, że oni pilnują swojego interesu, a nie Polski. I teraz te bałwany stają w obronie lewackich mediów!!!
Czy ktoś jeszcze ma wątpliwości kim oni są?

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
-2

Roxas from Palawan

#1661212

Pewnie i to aż niewiarygodne, jak długo się trzymają a mają swój betonowy elektorat. Ja wiem swoje już od czasów, gdy Maniek Kowalski ale i Grzegorz Braun kandydowali. Już wtedy było widać, jak bardzo są ukąszeni korwinizmem i że nacjonaliści zmieniają się w neoliberałów, zresztą to wtedy wielu nacjonalistów nie chciało, by wchodzono w politykę i powstał rozłam. Tam było wielu macherów w tle, ultrakatolicyzmem też wywijano a co chwila wychodziły afery, co prawda mniej niż u korwinistów ale jak to udawać ludzi idei. potem korwiniści pomalowali się narodowo a narodowcy jeszcze bardziej katolicko i znaleźli w końcu wspólny język w dojściu do koryta. ileż to głupich ludzi mamy w kraju i jakże to inni na nich żerują, ja to potrafię być zimnym draniem ale na to nie miałbym sumienia, wolałbym żyć w byle szałasie niż tyle oszukiwac i jeszcze udawać ideową dziewicę by tylko dorwać się do żłobu

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
-2

„Od rewolucji światowej dzieli nas tylko Chrystus” J. Stalin

#1661216