Kto obalył komunem?

Obrazek użytkownika Humpty Dumpty
Kraj

Kolejna skręcona przez żurkową prokuraturę sprawa.

Tym razem jednak chodzi o podstawy III RP. Lech Wałęsa, bo to jego sprawa dotyczy, stał się na dekady symbolem Polski Walczącej o wolność od najbardziej w dziejach świata nienawistnej człowiekowi ideologii.

Okazało się jednak, że symbol to cokolwiek koślawy. Prace historyków (przede wszystkim Cenckiewicz) dowiodły, że w przeszłości miał silne powiązania z peerelowską bezpieką.

Myślał Żurek, myślał… aż w końcu wymyślił. Pretekstem do próby oczyszczenia Lecha Wałęsy z zarzutów o wieloletnią agenturalność (TW Bolek) stała się sprawa z zawiadomienia IPN a dotycząca składania przez b. prezydenta fałszywych zeznań (art. 233 § 1 Kodeksu karnego).

Generalnie sprawa powinna być umorzona, albowiem jak słusznie podniosła brona i co znalazło się w uzasadnieniu postanowienia o umorzeniu postępowania:

…prokurator zgodziła się z wnioskiem obrony, że w niniejszej sprawie w ogóle nie można było przedstawić Lechowi Wałęsie zarzutów, gdyż treść jego zeznań – nawet jeśli byłaby nieprawdziwa – była objęta prawem do obrony. Według wieloletniej stabilnej linii orzeczniczej Sądu Najwyższego nikt nie jest w ramach jakiegokolwiek postępowania zobowiązany do faktycznej samodenuncjacji w zakresie żadnego popełnionego przez siebie czynu zabronionego i to nawet w sytuacji, w której organ procesowy nie dysponuje wiedzą procesową uzasadniającą podejrzenie popełnienia przestępstwa przez przesłuchiwanego, a przesłuchanie dotyczy zupełnie innego zdarzenia. Prawo to jest prawem konstytucyjnym i dotyczy także świadków.

Trudno odmówić racji takiemu stanowisku i należałoby jedynie przyklasnąć, gdyby uzasadnienie ograniczało się do tego passusu.

Ale nie. Żurkowa prokuratura „przy okazji” postanowiła za jednym zamachem upiec dwie pieczenie.

Spróbowano rozprawić się z pomawianiem Wałęsy o to, że był tajnym współpracownikiem SB działającym pod ksywą „Bolek”.

Pomińmy rozwlekłą polemikę z opiniami biegłych, zawartą w uzasadnieniu. Skupmy się jednak na najważniejszym.

Otóż zdaniem żurkowej prokuratury Wałęsa „Bolkiem” być nie mógł, gdyż zwyczajnie był na to za głupi.

Prokurator wzięła także pod uwagę, że z całości zebranego materiału dowodowego – depozycji Lecha Wałęsy, ale także zeznań rozlicznych świadków – jednoznacznie wynikało, że Lech Wałęsa nie sporządzał w swoim życiu, a w szczególności w latach 70-tych, długich rękopisów. Niektórzy świadkowie wskazywali wprost, że w tamtym okresie był on wtórnym analfabetą, nie posługiwał się pismem i słabo czytał, a dokumenty, które podpisywał jako przewodniczący Związku Zawodowego "Solidarność", były pisane dla niego przez inne osoby.

Sięgam do Wiki. Lech Wałęsa przewodniczącym NSZZ Solidarność był od 17 września 1980 roku do 23 lutego 1991 r., kiedy to już był Prezydentem.

Czyli co? Pierwszym demokratycznie wybranym prezydentem III RP był wtórny analfabeta, nie posługujący się pismem, za którego dokumenty sporządzali inni?

No bo niby kiedy miał uzupełnić wykształcenie? Kto i kiedy podjął się ponownie trudnej nauki czytania i pisania Lecha Wałęsy?

Tymczasem wysiłki żurkowych śledczych kwituje ulica krótkim wierszykiem:

Zamiast Bolkiem

jest matołkiem!

Jeśli uznamy te wysrywy prokuratury nt. Wałęsy za poważne musimy zadać sobie podstawowe pytanie.

Kto zatem i kiedy obalił komunę? Lech Wałęsa bowiem jako notoryczny przygłup nie był do tego zdolny. Co najwyżej usadzono go w roli niezdającej sobie sprawy z rzeczywistości pacynki.

Kim byli jego animatorzy?

Wbrew intencjom żurkowej prokuratury cytowany tekst wcale nie oddala podejrzeń o agenturalność Lecha Wałęsy, ale ją wręcz uprawdopodabnia w stopniu graniczącym z pewnością.

Skoro Wałęsa był zwykłym durniem, i to do tego stopnia, że nie nadawał się nawet na agenta bezpieki, to oczywistą oczywistością jest, że nie mógł samodzielnie stanąć na czele wielomilionowego związku.

A zatem…

Prokuratura Okręgowa w Warszawie mimo woli otworzyła kolejną puszkę z pandorą, jak to mawiali przed laty komuniści w rodzaju Wołodii Czarzastego.

Implikuje bowiem pytanie o stopień zinfiltrowania tzw. wierchuszki Solidarności przez SB (a także służby innych „bratnich” państw tzw. demokracji ludowej).

Patrząc bowiem na historię umownie zwaną „okrągłym stołem”, gdzie wedle słów Czarzastego komuniści dogadali się z „postępową” częścią Solidarności teza o esbeckiej infiltracji tego środowiska jest praktycznie pewna.

Zresztą pewne sygnały widać było przed „końcem komuny” rzekomo 4 czerwca 1989 r. Oto w nocy z 12 na 13 września 1986 roku we Wrocławiu miał miejsce poważny wypadek. Jadący ulica Legnicką samochód osobowy marki ŁADA wpadł w poślizg i uderzył w jadący naprzeciw autobus.

Kierowca i pasażer osobówki zginęli na miejscu.

Wina kierowcy była bezsporna. Zarówno on, jak i jego pasażer byli nawaleni niczym stodoły po żniwach. Zdarza się nawet teraz. Ale ten wypadek pomimo swoistej trywialności był inny niż wszystkie.

Kierowcą Łady był bowiem podpułkownik SB Anatol Pierścionek, jeden z czołowych funkcjonariuszy dolnośląskiej SB, wiceszef wrocławskiej bezpieki odpowiedzialny za zwalczanie podziemnej opozycji. Pasażerem natomiast był… Edward Majko, prominentny działacz podziemnej Solidarności.

Oczywiście z Majki prędziutko zrobiono alkoholika. Nikt jednak nigdy nie wyjaśnił, dlaczego akurat upijał się z wysoko postawionym esbekiem…

Pamiętacie może jedną z najwspanialszych powieści XX wieku „Lampart” autorstwa Giuseppe’go Tomasi di Lampedusy? Jeden z bohaterów, hrabia Tancredi Falconeri wypowiada słowa pozornie tylko będące paradoksem:

„Jeśli chcemy, by wszystko pozostało tak jak jest, wszystko musi się zmienić.”

To po prostu znany w socjologii i naukach politycznych gatopardyzm.

Najogólniej polega na tym, aby poprzez wprowadzanie pozornych zmian i reform uprzywilejowana warstwa zachować mogła dotychczasowe wpływy. Dla uwiarygodnienia zmian do koryta dopuszcza się wybrana grupę dotychczasowych opozycjonistów, by stali się gorliwymi obrońcami starego porządku.

Tak właśnie to wygląda. Lech Wałęsa stał się po prostu przykrywką. Dla porządku przypominam, że stara betonowa komuna próbowała zastąpić go sprawdzonym towarzyszem. Ale Albin Siwak stał się powszechnym pośmiewiskiem i zwyczajnie nie wyszło.

Dlatego musieli wrócić do Wałęsy.

Uwłaszczenie się partyjnej nomenklatury oraz nielicznych wybrańców z dotychczasowej opozycji to najbardziej widoczny przejaw gatopardyzmu. Dzisiaj zaś prawdziwy komuch jest drugą osobą w Państwie jawnie marzącą o tym, by choć na chwilę móc zastąpić tą Pierwszą. Zatem władzy raz zdobytej ciągle jeszcze nie oddali...

………….

Musimy zrozumieć, że ciągle żyjemy w kraju, którego zręby ustalił Gomułka.

26.09 2026

5
Twoja ocena: Brak Średnia: 5 (7 głosów)

Komentarze

  Nie pisaty, nie czytaty, czyli rządził nami debil. Sąd który to przyklepał, chyba też podobny...ale jaja.

Vote up!
4
Vote down!
0

ronin

#1677398

Warto jednak dokonać pewnych rozróżnień w życiorysie Wałęsy.

A coś o tym wiem jako wieloletni bezpośredni obserwator jego działalność w Gdańsku, w tym w Brygidzie w całym okresie lat '80tych. 

Otóż nie ulega kwestii, że Wałęsa był mało istotnym agentem wspólpracującym z SB do r. 1976.Udowodnił to Cenckiewicz, ale trzeba pamiętać, że Cenckiewicz nie był bezpośrednim uczestnikiem ruchu i jego obserwatorem i jego stwierdzenia mają charakter wybiórczy, ograniczony do dokumentów.

Natomiast udział Wałęsy w Solidarności to już zupełnie inna bajka. Trzeba pamiętać o przestrzeganiu zasady, że działania zbiorowe nie są prostą sumą działań jednostkowych. Z tego wynika, że działalność Wałęsy w okresie Solidarności podlegała nie tyle ewentualnym jego związkom ze służbami, lecz była podporządkowana dynamice ruchu Solidarności, za którą podążał sam Lech Wałęsa. Dynamika działania zbiorowości to zupełnie inna kategoria spraw. Wałęsa miał poważny interes w sukcesie Solidarności i o tej jego motywacji nie można zapominać.

Nie da się też zaprzeczyć, że samo nazwisko ,,Wałęsa" stało się poważnym atutem na skalę globalną jeśli chodzi o poparcie dla Solidarności.

Tak więc nie należy mieszać róźnych porządków dyskursu.

A że Wałęsa był prostym choć sprytnym facetem, to jego poziom intelektualny sprawił, że się wystraszył zarzutów i w obawie o utratę wizerunku wpadł w kanał zaprzeczeń. W ten sposób poświęcił swój ogromny osobisty i Solidarnościowy sukces na rzecz małostkowej motywacji wypływającej ze strachu.

Vote up!
4
Vote down!
0
#1677401

Zbigniew Herbert w jednej z wypowiedzi stwierdził, że pożar lepiej się widzi z oddalenia niż ze środka pożaru.

Zatem widzimy po latach, jak to było. Agentów, informatorów były w "S" całe tabuny. I to oni byli najbardziej widoczni, spektakularni, nadawali ton. Często wręcz zachowywali się prowokacyjnie (bo wiedzieli, że przecież to robią "w imieniu służby"). To samo było w 89'. Teraz to tylko skutki (skutki picia wódki - wręcz dosłownie).

No bo hasłem była "pierestrojka". Więc Polska była w awangardzie  p r z e s t r a j a n i a    s y s t e m u. System się przestroił i trwa w najlepsze. A większość partii to po prostu lewica lewicy i "prawica" lewicy. A nawet i nie lewicy, skoro na topie jest lewackość (czytaj: jakiś trockizm, gramscizm) wymieszane z ukrytym celem spadkobierców Kohla.

Vote up!
4
Vote down!
0
#1677402

Tu jednak muszę zaoponować. Błąd metodoogiczny.

To, że w Solidarności było wielu agentów, nie znaczy, że to oni decydowali o kierunku ruchu. Zbiorowość działa z taką potęzną dynamiką, że garstka agentów nie odgrywa żadnej roli. W końcu to jednak nie gwiezdne wojny Reaqgana zadecydowały o upadku komunizmu, bezpośrenią przyczyną okazała się  własnie systemowa blokada wprowadzona przez Solidarność.

Vote up!
4
Vote down!
0
#1677404

No, tak się wydaje. Wola wielomilonowej  m a s y (wybaczcie, ludzie pracy, że użyłem celowo tego określenia). Ale tę wolę ktoś jednak naginał. 

Myślę, że punktem przełomowym była tragiczna śmierć Księdza Jerzego Popiełuszki. Władza zrozumiała, że tego nie da się wytłumaczyć i zamieść po d dywan, czy zastraszyć ludzi. A co najważniejsze, władze zrozumiały, że odbudowa, choćby częściowa, zaufania społecznego, się nie powiedzie bez poważnych zmian (nie takich tam, że wprowadzamy rogatywki, czy jakiś oddzialik kawalerii, co miało osłodzić tęsknoty do II RP) czyli pierestrojki.

Jeszcze Moskwa rozważała koncepcję wojskowego rozwiązania (runąć na Zachód), ale stratedzy i eksperci doszli do wniosku, że gra nie warta świeczki. 

Społeczeństwo tonęło w marazmie. Trochę zaczęło się ruszać młode pokolenie, więc uznano, że trzeba rzecz rozwiązać po swojemu. I się, towarzysze, udało.

Vote up!
2
Vote down!
0
#1677422

Czym skorupka za młodu, niestety.

Ps. W lipcu 1980 roku miałem praktykę w SZEW-ie w Nowym Sączu. Nawet "gazeta krakowska", organ kw pzpr w Krakowie, pisała o "przerwach w pracy" w Lublinie. I to był zaczyn. 

Vote up!
0
Vote down!
0
#1677432

Pan, z tym ,,marksizmem" popada w lewacką manierę tych wołających ,,faszyzm, faszyzm" na każdym kroku -- bardziej nowoczesna odmiana starodawnego ,,cry wolf".

Vote up!
0
Vote down!
0
#1677434

robotnicz-chłopska. Każdy ruch przeciwko tej władzy nie mógł pochodzić ze środowisk intelektualnych, bo wtedy  byłby to  zamach "klasowo wrogi". Wałęsa  się nadawał, bo reprezentował klasę robotniczą ...a tym samym  miał prawo okazywać publiczne niezadowolenie, bo przemawiał w imieniu klasy  pracującej. 

 

 

Vote up!
1
Vote down!
-1

Anna W. -PK

#1677406

    Tylko trzeba przypomnieć, że ta prawie cała "inteligencja", obnosiła się z legitymacjami PZPR. Bez tego nie było awansu społecznego.

Vote up!
4
Vote down!
-1

ronin

#1677407

A podobno zaczęło się tak: 

Przyszedł  robotnik do kantyny  aby kupić kotlet na 2-gie śniadanie. Tylko, że kotlety już podrożały  przez noc o 100%. Robotnik trzasnął kotletem o ścianę i powiedział: "Chłopaki stajemy..." Tak zaczął się strajk okupacyjny  robotników i reszty.

 Po trzech dniach strajku przyjechało ZOMO. 

 

Vote up!
1
Vote down!
-1

Anna W. -PK

#1677408

Zaczęło się od zwolnienia Anny Walentynowicz i strajku solidarnościowego z nią. Wypada znać abecadło.

Vote up!
4
Vote down!
0
#1677414

Strajk w Wytwórnia Sprzętu Komunikacyjnego „PZL-Świdnik”

rozpoczął się 8 lipca 1980 roku

Anna Walentynowicz

została dyscyplinarnie zwolniona z pracy w Stoczni Gdańskiej im. Lenina

7–8 sierpnia 1980 roku

(podaje się najczęściej 7 lub 8 sierpnia), na pięć miesięcy przed osiągnięciem przez nią wieku emerytalnego. 

Vote up!
2
Vote down!
0

Anna W. -PK

#1677417

Pani raczy żartować...

Vote up!
1
Vote down!
0
#1677419

Lubelski Lipiec  to fala strajków i protestów pracowniczych, która w dniach 8–25 lipca 1980 roku

objęła ponad 150 zakładów pracy

na Lubelszczyźnie (w tym około 90 w samym Lublinie) i ok. 40–50 tysięcy robotników

. Był to największy masowy zryw społeczny w PRL od grudnia 1970 roku i bezpośrednia zapowiedź sierpniowych strajków na Wybrzeżu, które doprowadziły do powstania „Solidarności”. 

Lubelski Lipiec 1980 – Wikipedia, wolna encyklopedia

 

Vote up!
2
Vote down!
0

Anna W. -PK

#1677423

Pytanie, czy lubelskie strajki były spontaniczne, czy jednak ktoś zaczął coś reżyserować. Ja tego nie wiem.

Broń Boże, nie umniejszam tu protestów pracowniczych tej ponad setki zakładów. Odwaga była droga wtedy, pamiętajmy. 

Vote up!
1
Vote down!
0
#1677426

Tak to można dojść do początku świata.

Bo przecież był Radom '76.

Bo przecież był Grudzień '70.

Bo był Czerwiec '56.

Mówimy wyraźnie o Sierpniu '80 i strajkach solidarnosciowych w szerokiej skali. Widziałem to na własne oczy i oberwowałem narastajacą dynamikę powstającego ruchu.

Vote up!
0
Vote down!
0
#1677428

Spacery w porze nadawania głównego wydania „Dziennika Telewizyjnego” – charakterystyczna dla Lubelszczyzny forma oporu społecznego w okresie stanu wojennego. Zainicjowana przez działaczy podziemnej „Solidarności” w Świdniku (pomysł przypisywany Janowi Kaźmierczakowi) jako wyraz protestu przeciwko propagandzie, nierzetelności mediów. Pierwszy spacer odbył się 5 II 1982 w Świdniku: między godz. 19 a 19.30 mieszkańcy – nawet całe rodziny – wyszli na główną ulicę miasta. W oknach na parapetach pojawiły się wyłączone odbiorniki telewizyjne. 13-17 II „spacerowali” mieszkańcy Lublina (jak w Świdniku – nawet około trzy tysiące osób), a 21-26 II – Puław. Podobne akcje od kwietnia odbyły się m.in. w Białymstoku, Bielsku-Białej, Elblągu, Garwolinie i Sochaczewie.

Wojewódzkie władze PZPR oceniły, że ten pokojowy protest to „najbardziej niepokojące zjawisko” na Lubelszczyźnie w tym okresie. Na jego uczestników spadły represje. Masowo legitymowano ich i zatrzymywano (w Lublinie jednorazowo nawet ponad sto osób). Najbardziej dotkliwe spadły na mieszkańców Świdnika: w porze spaceru wyłączano uliczne światła, w domach prąd i wodę. 11 II 1982 lubelski Wojewódzki Komitet Obrony czasowo wprowadził w mieście godzinę milicyjną od godz. 19.00 (wtedy świdniczanie „spacerowali” o godz. 17 i rano o 10), zawiesił planowane imprezy sportowe i kulturalne. Ponownie wyłączono połączenia telefoniczne i teleksowe na terenie miasta i łączność międzymiastową, wprowadzono zakaz poruszania się pojazdów prywatnych i ograniczono liczbę przepustek uprawniających do przekroczenia granicy województwa. Internowani zostali działacze świdnickiej „Solidarności”: Ryszard Krzyżanek, Bronisław Sołek, Leszek Świderski, Stanisław Wocior i Tadeusz Zima. W tej sytuacji 14 II władze podziemnej „Solidarności” w Świdniku za pośrednictwem miejscowego proboszcza zaapelowały o przerwanie akcji. Z tym samych przyczyn spacery zawieszone zostały również w Lublinie i Puławach.

Małgorzata Choma-Jusińska

Region Środkowo-Wschodni, Świdnik

Vote up!
1
Vote down!
0

Anna W. -PK

#1677431