Wróciła stara Iga? 26. mistrzowski tytuł Polki w karierze

Obrazek użytkownika HareM
Sport

 

Prawie rok kazało nam czekać Nasze Dobro Narodowe na ten triumf. Triumf raczej niespodziewany, ale jak najbardziej zasłużony.

Oczywiście. Było momentami gorąco. Najbardziej po pierwszym secie z Kostiuk i po drugim ze Switoliną. Tym bardziej, że poprzednie spotkania z Ukrainkami kończyły się przecież wyraźnymi porażkami, a z Kostiuk w Paryżu to nawet przez nokaut. Mimo to, w obu meczach, Iga potrafiła się wziąć w garść. Co przez ostatni rok było w takich sytuacjach zjawiskiem nader rzadkim, jeśli w ogóle można mówić, że miało miejsce.

Wracała Iga do tych dwóch meczów nie przez błędy rywalek ale, jak to zwykł mówić Dawid Celt, NA SWOICH WARUNKACH. Nie pozostawiając w trzecich setach wątpliwości kto jest w nich lepszy. W pozostałych spotkaniach, a grała ich w końcu w całym turnieju w sumie aż sześć, jej przewaga nie podlegała dyskusji ani przez moment.

Na przykład w finale. Trochę nerwowe pierwsze dwa gemy pierwszego seta, gdzie to rywalka mocno pomogła, ale potem to już można mówić o meczu do jednej bramki. Aż tak wyraźnej przewagi w meczu Igi z Rybakiną jeszcze chyba nie było. Przynajmniej ja nie widziałem. Oczywiście. To nie był najwybitniejszy występ Rosjanki w historii jej startów w turniejach WTA. Ale raz, że gra się tak jak pozwala przeciwnik. Dwa, że to problem Rybakiny, nie nasz. No i trzy. Najważniejsze. Że Iga pokazała w tym meczu, podobnie jak w całym turnieju za wyjątkiem wspomnianych wyżej dwóch setów, niebywałą i niespotykaną u niej od roku (a może z przerwą na zeszłoroczne Wimbledon i Cincinnati od ponad dwóch lat) solidność, dyscyplinę i konsekwencję.

Jeszcze jedna rzecz. Ta skuteczność Świątek jak chodzi o finałowe zwycięstwa jest nieprawdopodobna. To był jej 31. finał. Z tej puli nie wygrała tylko pięciu, co się przekłada na prawie 84% finałowych zwycięstw. Jeśli przegrywała, to głównie turnieje mniejszej rangi (Lugano, Ostrawa i Homburg). Z sześciu finałów wielkoszlemowych wygrała wszystkie. Grając finały w tysięcznikach przegrała tylko dwukrotnie. Nie sięgając w głęboką przeszłość, to w XXI wieku startu do niej nie ma żadna z rywalek. Nawet Williams.

Odżyły szanse na udział NDN-u w WTA Finals. Przy czym łatwo nie będzie. Straty do ósmej zawodniczki rankingu Race, Czeszki Noskovej, nadal są duże. Konkretnie jest to 730 punktów (stan na dzień przed rozpoczęciem turnieju w Cincinnati). Do końca sezonu pozostały Idze (najprawdopodobniej, bo nie podała na razie dokładnych planów w tej mierze) jeszcze cztery duże turnieje. Cincinnati, US Open i dwie lokalizacje chińskie. Może między Nowym Jorkiem a Pekinem będzie chciała jeszcze bronić tytułu w Korei. Wtedy byłoby pięć.

Na razie jednak nie ma co o tym myśleć. Trzeba się cieszyć z tego co tu i teraz. NDN wygrał po dużej przerwie kolejny turniej. Duży turniej. W nowej lokalizacji, gdzie do tej pory nie było go nawet w ćwierćfinale.

Cały czas pisze się i mówi, że królestwo Polki to mączka. Tyle, że parę tytułów więcej Świątek zdobyła na hardzie. A ostatnie zwycięstwo na cegle odniosła ponad dwa lata temu w Paryżu. Mam nadzieję, że najbliższe trzy miesiące oraz styczeń potwierdzą słuszność wniosku, żeby przynajmniej przemyśleć tę nie do końca zasadną już, patrząc na fakty, opinię.

Nie wiem jak po wygranej w Toronto NDN potraktuje obronę tytułu w Cincinnati. Jeśli poważnie, to może mieć, ze względu na potencjalne zmęczenie, kłopot z osiągnięciem dobrego wyniku w Nowym Jorku. Z drugiej strony, jak to mówią, trzeba kuć żelazo póki gorące. Jak jest realna możliwość, to czemu z niej nie próbować korzystać?

Tak czy siak wyjdzie w praniu.

A na razie: Brawo Iga!

PS

Kończy się już następny turniej już następny turniej i, jak chodzi o Igę, też było nie najgorzej. Wygrać go nie wygrała, ale dotarła do półfinału, co zdarzyło jej się dopiero po raz trzeci w tym roku. Wcześniej, po raz drugi w ciągu tygodnia, pokonała Rybakinę. Zwycięstwo nad wracającą do dobrej dyspozycji Sakkari (III runda) też piechotą nie chodzi.

Za tydzień zaczyna się Nowy Jork. Ostatni w roku Wielki Szlem i najważniejszy turniej końcowej części sezonu. Jeśli Iga chce zagrać w listopadzie w mistrzostwach świata (dla niewtajemniczonych: gra tam najlepsza ósemka sezonu), musi tam dojść bardzo daleko. A potem jeszcze poprawić w obu chińskich tysięcznikach. Zadanie niewątpliwe łatwe nie jest.

Miejmy nadzieję, ze Polka podtrzyma formę z ostatnich dwóch turniejów do końca sezonu. Inaczej pozostanie nam już tylko kibicować Zmarzlikowi. Notabene jest powód, bo możemy, i to już w tym sezonie, doczekać się najwybitniejszego żużlowca w historii tego sportu. Ale o tym przy innej okazji.

Twoja ocena: Brak Średnia: 4.6 (6 głosów)

Komentarze

Pamiętam jeden sezon, gdy przeżywał totalny spadek formy. Na treningach OK, w zawodach tak sobie. Idze potrzebna jest praca z psychologiem.

Vote up!
2
Vote down!
0
#1676854

Od początku kariery tego samego.

Z psychologami to nie jest tak jak z milicjantami, że jeden umie pisać, drugi czytać.

Jeśli już, to być może trzeba psychologa zmienić. Ale dokładać drugiego? Przerost formy nad treścią.

Vote up!
2
Vote down!
0

HareM

#1676864

Życzę wielu udanych wpisów i dyskusji ;)

Vote up!
3
Vote down!
0

Podczas kryzysów – powtarzam – strzeżcie się agentur. Idźcie swoją drogą, służąc jedynie Polsce, miłując tylko Polskę i nienawidząc tych, co służą obcym.

#1676901

Dzięks:)

Vote up!
1
Vote down!
-1

HareM

#1676906