Skarpetki

Obrazek użytkownika gps65
Humor i satyra

Problem skarpetek często prowadzi do poważnych konsekwencji - na przykład rozwodu - a to jest zawsze strata tak jak wojna. Otóż kobiety w swojej naturze mają to, że dekomponują parę skarpetek. To wynika z ich wrodzonej złośliwości - czują po prostu genetyczną przyjemność gdy ich mąż w złości szuka brakującej do pary skarpetki. Zawsze się z tego śmieją (czasem w myśli, czasem jawnie) i czują cholerną satysfakcję i zadowolenie.

       W zasadzie każdy to ma gdy widzi, że ktoś bardziej zaradny gorzej sobie z czymś radzi. Kobiety nie doprowadzają do tej sytuacji instynktownie - robią to w sposób zaplanowany, wytrenowany, nauczone przez własną matkę, czyli teściową. Jedna czarownica uczy drugą.

       Dzieje się to tak: gdy mężczyzna poczuje, że jego skarpetki są brudne, to je po prostu jak zwykle wrzuca do kosza na brudną bieliznę - czy jakieś inne stałe miejsce, by zachować ład i porządek. Jego żona tylko na to czeka, by wprowadzić chaos i destrukcję. Już na etapie pobierania tych skarpetek i wrzucania do pralki, starannie je od siebie oddziela i wrzuca osobno. Potem gdy je wyjmuje do suszenia, dba o to, by wisiały jak najdalej od siebie. Na każdym z tych etapów stara się jedną zachować, a drugą zgubić.

       Gdy zgubi, to się cieszy, ale czasem obu skarpetkom uda się przetrwać - choć osobno, w oddaleniu. No to ona (cały czas próbując jedną zgubić) wkłada je na różne półki, do różnych szuflad, czy wręcz do różnych pokoi. Potem siada i czeka na widowisko pod tytułem: „gdzie jest moja druga skarpetka!?”. Tylko to nie jest kulturalny teatr - bo widz dogaduje - krzyczy na przykład: „sam se pierz skarpetki!”. A przecież wiadomo, że kultura wymaga, by mówić „sobie”, a nie „se”. Ale tu kultura nie ma nic do rzeczy - liczy się zew natury, atawistyczna złośliwość, biologiczne zadowolenie z cudzego nieszczęścia - choć zaplanowane.

       Kobiety długo planują to, co czują instynktownie. Ale jest na to rada. A nawet dwie. Jedna indywidualna, a druga zbiorowa. Otóż inteligentny mężczyzna, biały człowiek, który potrafi planować na wiele lat naprzód, po prostu po zdjęciu obu skarpetek, wkłada jedną w drugą, tak by się wydawało, że to jest jedna skarpetka - i taki zespolony duet wyglądający pojedynczo wrzuca do kosza na brudną bieliznę! To jest podstęp, ale szlachetny! Służy zachowaniu harmonii i miłości w małżeństwie. Bo to powoduje, że żona już jest zadowolona na początku tego procesu - już jak wrzuca skarpetki do pralki, to widzi, że jest tylko jedna i czuje podwójną satysfakcję - nie dość, że będzie na końcu tradycyjny teatr, to jeszcze nie będzie miała wyrzutów sumienia, bo przecież głupek sam sobie zgubił skarpetkę!

       Prosty fortel ratuje małżeństwo. Ale dziś żyje coraz więcej głupków, wzorujących się na afroafrykańczykach, którzy nie chcą i nie umieją tworzyć planów przyszłościowych, myślą z godziny na godzinę, wrzucają skarpetki jak popadnie, do miejsca skąd się pobiera pranie. Nie myślą o długofalowych konsekwencjach, czyli rozwodzie. I tu przychodzi w sukurs moda. Otóż nowoczesna moda stawia na szpanowanie tym, że się nosi dwie różne skarpetki. Jak ktoś ma dwie takie same, to widać, że to jakiś oldskulowiec - czyli obciach. Mam dwie różne - ale to nie znaczy, że mi żona je gubi - takie od razu w sklepie sprzedają - ona mi je kupiła, bo widzi, że jestem młody, szalony, znów ją porwę i zbałamucę, tak jak wtedy gdy byłem punkiem czy hipisem i wygląd mi wisiał, choć go wcześniej starannie przygotowywałem!

       Tylko trzeba uważać, bo obie te metody nie dotyczą żeglarzy. Żeglarze już od dawna noszą dwie różne skarpetki - na lewej nodze czerwoną, a na prawej zieloną. Ale nie jest wszystko jedno z tymi kolorami. Liczy się IALA - gdy mieszkamy w A to tak, a gdy w B, to na odwrót. Złośliwa żona żeglarza też potrafi mu nabruździć, choć to jest o wiele trudniejsze. Musi mu pogubić wszystkie czerwone, albo wszystkie zielone! Dlatego u żeglarzy od dawna jest dużo trudniej o rozwód, stąd żeglarz to najlepszy kandydat na męża, o czym pisałem kiedyś tu: Dlaczego żeglarz to dobry kandydat na męża!

Grzegorz GPS Świderski

Ocena wpisu: 
Twoja ocena: Brak Średnio: 2.6 (głosów:8)

Komentarze

To proponuję drugi sposób:

doprowadzać same skarpetki do stanu zaniku barw i takiej sztywności ze będą same stały.

Wtedy najbardziej złośliwa połowica ich nie tknie.

Chba że w OP1.

Podoba mi się!
4
Nie podoba mi się!
0

Brian

#1648574

Tylko że istotą problemu ze skarpetkami nie jest barwa i sztywność, ale małość i bliskość. 

Moja notka to żart, co łatwo można tu poznać po kategorii, ale w ogólności sprawa jest poważna. Te problemy to efekt ewolucji - kobiety setki tysięcy lat wypatrywały jagody - małe i bliskie, a mężczyźni wypatrywali mamuty - duże i dalekie. To dziś powoduje nieustanne spięcia męsko-damskie.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Pozdrowienia,

Grzegorz GPS Świderski

#1648584

Dopiero teraz zrozumiałam czemu mój tata jak kupował skarpetki, to w ilości co najmniej 20 identycznych par, a kiedy się wszystkie zużyły to kupował kolejny analogiczny zestaw. Bez względu na złośliwe zabiegi kogokolwiek, nie było szans, by któraś nie miała "pary".

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
0

Nie minusuję bez uzasadnienia, bo to jak cios po ciemku w plecy.  Komentarze niemerytoryczne i agresywne minusuję bez dodatkowego wyjaśniania. Uwagi osobiste proszę kierować na PW.

#1648605