Konfederacja trzecia, PSL znowu w dół – przetasowania w sondażach

Obrazek użytkownika Dariusz Grudziecki
Kraj

«Prawo i Sprawiedliwość z koalicjantami wygrałoby wybory parlamentarne, gdyby te odbyły się niedzielę 6 października br. Taki jest wynik najnowszego sondażu przeprowadzonego przez Public Opinion Research Center Hilton & Paris.

Do sejmu weszłyby tylko 4 ugrupowania.

W porównaniu do wcześniej prezentowanych sondaży zwraca uwagę spadek poparcia dla Prawa i Sprawiedliwości. I raczej jako zaskoczenie należy traktować wynik PSL. Najprawdopodobniej fiaskiem okazało się oczekiwanie, że przystąpienie do KW PSL Pawła Kukiza wywoła efekt synergii.

Natomiast wynik KW Konfederacja Wolność i Niepodległość pokazuje, że komitet ten zdołał nie tylko przyciągnąć wyborców, którzy poczuli się zdradzeni przez Pawła Kukiza jego przystąpieniem do ugrupowania, które sam wcześniej nazywał "ZSL-em" i "mafią", ale także tych wszystkich wyborców, którzy szukają alternatywy dla formacji od lat "zabetonowanych" w parlamencie.

Na pytanie zadane przez PORC Hilton & Paris:"Na który z komitetów wyborczych oddasz głos w wyborach 13 października?", 18.1% badanych wskazało na Prawo i Sprawiedliwość, co bez uwzględniania osób zdecydowanych nie brać udziału w wyborach, przekłada się na 36,2% poparcia.

W porównaniu do wyniku PIS z wyborów do Parlamentu Europejskiego jest to spadek aż o 9,2% - https://pe2019.pkw.gov.pl/pe2019/pl/wyniki/pl

W tej sytuacji musi pojawić się pytanie, o przyczyny tego zjawiska. Na pewno nie bez znaczenia pozostają zarówno ostatnie głośne afery z udziałem polityków tej partii, np. "afera podkarpacka", "afera Banasia"...( co prawda sprawnie "zamiatane pod dywan" przez upartyjnioną prokuraturę i upartyjnione media publiczne, ale wywołujące przez to duży "efekt podskórny"), jak też liczne wcześniejsze afery, które – jak widać - u coraz większej liczby wyborców muszą nasuwać pytanie: czym Prawo i Sprawiedliwość różni się od Platformy Obywatelskiej?

Jest to tym bardziej zasadne pytanie, że PIS przez cztery lata swych rządów nie potrafił osądzić i skazać żadnego z prominentnych polityków Platformy Obywatelskiej, pomimo wcześniejszych szumnych zapowiedzi w tym względzie.

Bez pogłębionych badńć, trudno jednak sprecyzować, jaki jest procentowy wpływ opisanego powyżej stanu rzeczy na wynik PIS.

Dużo bardziej prawdopodobna jest teza, że wynik PIS w wyborach do Parlamentu Europejskiego był zawyżony w wyniku bardzo silnej polaryzacji społeczeństwa, która została ułatwiona przez obowiązującą w Polsce ordynację wyborczą do tego organu UE; faworyzuje ona największe ugrupowania i faktycznie eliminuje z gry wyborczej mniejsze komitety.

Faktyczny, bardzo wysoki, bo oscylujący w większości okręgów w granicach 16-20%, "próg wejścia" (zdobycia mandatu) był przesłanką powstania Koalicji Europejskiej (PO, PSL, SLD, Nowoczesna, Zieloni), która dzięki temu osiągnęła bardzo dobry wynik - 38,5%.

Jest to wynik aż o 14, 9% wyższy od obecnych notowań KKW Koalicja Obywatelska (PO, Nowoczesna...), jak również o kilka procent wyższy od sumy notowań tego komitetu i PSL, nawet jeśli doliczymy do tego jeszcze jakąś część wyniku KW SLD (część, bo formacja Biedronia startowała samodzielnie w wyborach do PE).

Wynik SLD o 2.8 % wyższy niż wynik KW Wiosna Roberta Biedronia z wyborów do PE, jak też o 2,1% wyższy od wyniku KKW Zjednoczona Lewica z wyborów parlamentarnych sprzed czterech lat (7, 75% - https://parlament2015.pkw.gov.pl/349_Wyniki_Sejm ), pokazuje że elektoraty tych dwóch ugrupowań są w bardzo dużym stopniu tożsame, co determinuje jednocyfrowy wynik.

4,2% KW PSL pozornie może wydawać się zaskoczeniem, bo przecież po deklaracji startu Pawła Kukiza z list tego komitetu powinien nastąpić efekt synergii. Jednak najprawdopodobniej nastąpiły inne procesy.

Z jednej strony elektorat Pawła Kukiza, który możemy opisać jako antysystemowy i domagający się dla siebie faktycznych praw politycznych, nie zaakceptował wolty swojego leadera i nie zamierza głosować na PSL – jedną z czterech formacji od 30 lat "zabetonowanych" w parlamencie, w wyniku układu zawartego w Magdalence i przy "okrągłym stole".

Z drugiej strony, część działaczy PSL, ci którzy musieli ustąpić na listach miejsc "kukizowcom", także poczuli się zdradzeni przez swoją formację. A siłą PSL-u, decydującą od lat o jego wyniku wyborczym, jest przecież rozbudowana w terenie "siatka" wzajemnych powiązań. Teraz część ogniw w tej "siatce" pozostaje bierna.

Wynik Konfederacji Wolność i Niepodległość (16.8%) wydaje się mieć kilka przesłanek. Jedną z nich jest niewątpliwie, sygnalizowane już wcześniej, przejęcie w znacznej części elektoratu, który w poprzednich wyborach głosował na formację Pawła Kukiza.

Największy jednak udział w sukcesie Konfederacji ma, paradoksalnie... Prawo i Sprawiedliwość!

Maksymalne skrócenie kampanii wyborczej miało, najprawdopodobniej, według wyobrażeń "stratega" tej partii, wyeliminować z gry wyborczej oddolne komitety obywatelskie.

W efekcie miało to umożliwić powtórkę sytuacji z wyborów do Parlamentu Europejskiego. Poprzez maksymalne spolaryzowanie społeczeństwa na PIS i anty-PIS formacja ta miała uzyskać dodatkowo co najmniej kilka procent głosów od tych wyborców, którzy poczuliby się zagrożeni zaistnieniem możliwości powrotu do władzy Platformy Obywatelskiej.

Plan ten nie wypalił. Zamiast czterech listy ogólnopolskie zdołało zarejestrować pięć komitetów, w tym właśnie Konfederacja Wolność i Niepodległość. A dodatkowo jeszcze 4 komitety zarejestrowały listy w niektórych okręgach; jeden z nich zarejestrował listy aż w 22 okręgach, co pokazuje, że przy dłuższym okresie na zbieranie podpisów najprawdopodobniej także on zarejestrowałby listę ogólnopolską.

W takiej sytuacji Konfederacja zbiera teraz głosy tych wszystkich środowisk obywatelskich, które z braku czasu nie zdołały zarejestrować list ogólnopolskich. Przy 5-cio procentowym progu wyborczym bowiem tylko ona ma szansę zdobyć mandaty poselskie. I wyborcy to wiedzą.

Na wynik Konfederacji niewątpliwie wpływają jeszcze dwa inne czynniki.

Po pierwsze – Konfederacja Wolność i Niepodległość jest jedynym ugrupowaniem, które nie ma korzeni w układach z Magdalenki. I ten fakt skutecznie wykorzystuje w kampanii, wskazując, że w tych wyborach jedyny faktyczny wybór dokonuje się właśnie pomiędzy Konfederacją, a resztą, nazywaną przez niektórych jej działaczy "bandą czworga".

Po drugie – jawny serwilizm PIS-u wobec środowisk żydowskich powoduje, że środowiska patriotyczne, pro-polskie, tylko w Konfederacji widzą obronę przed bezprawnymi i bezpodstawnymi, idącymi w setki milionów dolarów, uroszczeniami wysuwanymi wobec Polski przez tzw. "przemysł holokaustu".

Wśród tych wyborców istnieje bardzo silna obawa, że wygaszenie tego tematu na czas kampanii wyborczej jest jedynie taktyczną zagrywką, mającą umożliwić PIS-owi zachowanie władzy i... dokonanie wypłaty po wyborach.

 

Udział w wyborach zadeklarowało 50% badanych, co jest wynikiem prawie identycznym, jak w wyborach parlamentarnych cztery lata temu (50,9%) https://parlament2015.pkw.gov.pl/Frekwencja/000000/3

Badanie przeprowadzono w dniach 6-7 października metodą wywiadu telefonicznego wspieranego komputerowo, na zlecenie organizacji Normalna Polska (www.normalnapolska.org)»

.........................................

 

Komentarz:

Różnej maści "autorytety", w tym "autorytety naukowe", wygłaszają rożnego typu "mądrości" o demokracji, jak choćby takie, że "wybory są świętem demokracji".

Gdyby zadali sobie trud i przeczytali (ze zrozumieniem!) publikacje, które są dla nich już dostępne od co najmniej sześciu lat, to nie wygłaszaliby takich bredni, które de facto ośmieszają nich samych.

Wybory w żaden sposób nie definiują bowiem demokracji, ani nie są też jej "wyznacznikiem"!!!.

https://chamo.buw.uw.edu.pl/lib/item?id=chamo:1113672&fromLocationLink=false&theme=system

https://chamo.buw.uw.edu.pl/lib/item?id=chamo:1126620&fromLocationLink=false&theme=system

https://www.salon24.pl/u/grudziecki/588138,tak-zwana-demokracja-najwiekszy-przekret-wspolczesnosci

https://naszeblogi.pl/64869-wojna-mafii

....

Wybory są, tylko i wyłącznie, narzędziem (procedurą), które może być używane zarówno w "demokracji" (jeśli gdzieś ona w końcu faktycznie zaistnieje), jak też w "nie – demokracjach".

Wybory odbywały się przecież w krajach tzw. "demokracji ludowej", a teraz odbywają się w większości państw współczesnego świata, nawet takich jak Białoruś, Ukraina, Rosja, Azerbejdżan, Turkmenistan...

I, oczywiście, wszędzie tam "kwitnie" demokracja!!!

https://www.salon24.pl/u/grudziecki/547199,czy-na-bialorusi-jest-demokracja-oczywiscie-podobnie-jak-w-p

https://naszeblogi.pl/51226-jak-sfalszowano-nie-tylko-te-wybory

https://www.salon24.pl/u/grudziecki/529636,mity-niby-demokracji-demokracja-wladza-ludu

Pomijam tutaj kwestie tzw. "wolności" wyborów, jako kryterium wysoce ocennego, a więc używanego zgodnie z interesami podmiotu dokonującego oceny.

Bardziej miarodajną metodą do analizy (opisu) konkretnych wyborów w konkretnej sytuacji ustrojowej (politycznej), jest odpowiedź na pytanie: kto posługuje się tym "narzędziem" i w jakim celu?

 

Wybory są narzędziem, które POWINNO służyć nam – obywatelom do wyłonienia naszych przedstawicieli (posłańców).

Prawo do pośredniego - poprzez faktycznie naszych posłańców - stałego i ciągłego decydowania o naszym państwie, jest bowiem, obok prawa do decydowania bezpośredniego np. poprzez referendum, naszym podstawowym prawem politycznym!!!

 

Prawo to mamy sami z siebie, z samej naszej istoty osoby ludzkiej.

(https://chamo.buw.uw.edu.pl/lib/item?id=chamo:1031754&fromLocationLink=false&theme=system)

 

Prawo to jest jednak także potwierdzone (deklaratywnie) w "Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka" ONZ z 1948 roku oraz potwierdzone (normatywnie) w art. 25 "Międzynarodowego Paktu Praw Politycznych i Obywatelskich" ONZ z 1966 roku.

Problem w tym, że ani w/w "Deklaracja", ani w/w "Pakt" nie daje nam-obywatelom żadnych narzędzi dochodzenia naszych praw!!!

https://www.salon24.pl/u/grudziecki/526184,polska-lamie-prawa-czlowieka

W efekcie, jaki stan rzeczy mamy w otaczającej nas rzeczywistości?

Na przykład teraz w Polsce, w tych wyborach?

Ano, w ogromnym stopniu wybory zostały już rozegrane!!!

I nie chodzi tutaj tylko o, wskazane w cytowanym sondażu, maksymalne skrócenie okresu wyborczego przez PIS, nakierowane na wyeliminowanie z gry wyborczej komitetów tworzonych oddolnie przez obywateli!!!

 

Od 30 lat wybory są rozgrywane systemowo przed wyborami.

Środowiska (grupy), które za plecami nas – Polaków dogadały się w Magdalence i które efekty swych ustaleń propagandowo sprzedały przy "okragłym stole", zapewniły sobie dominującą pozycję na wiele sposobów: poprzez uwłaszczenie się na majatku narodowym, poprzez zawłaszczenie mediów, poprzez finansowanie partii politycznych (formalnie "partii", a de facto mafii politycznych) z budżetu państwa, poprzez takie sprokurowanie ordynacji wyborczej, że nawet najlepszy kandydat, nawet jeśliby uzyskał 100 tysięcy (a nawet więcej) głosów poparcia od wyborców, nie uzyska mandatu startując samodzielnie, gdy tymczasem miernota wpisana na listę partyjną zostaje "posłem", nawet jeśli zdobędzie kilkadziesiat razy mniej głosów!

I tak dalej.

 

Od 30 lat wybory w Polsce są "narzędziem", które tak jest konstruowane, aby – stwarzając pozory decydowania przez obywateli – faktycznie decydować za obywateli (zamiast obywateli).

Jest to zresztą zgodne z jedną z głośniejszych współcześnie koncepcji "demokracji", sformułowaną przez J. Schumpetera, zgodnie z którą istotą "demokracji" jest możliwość wyboru przez obywateli tych, którzy mają nimi rzadzić ("rządzącej elity").

 

Wybory w Polsce od 30 lat są więc jedynie "narzędziem", które służy - w ramach tego samego post-magdalenkowego środowiska - do wyłonienia grupy, która będzie mieć "pierwszeństwo dziobania".

Nic dziwnego, że wspólnie robią wszystko, aby "zadziobać" tych, którzy by ich tej możliwości mogli pozbawić.

 

Obecna kampania wyborcza jest jednak pod pewnymi względami wyjątkowa.

Po pierwsze, w żadnych poprzednich wyborach media publiczne nie były w takim stopniu wykorzystywane do jawnego szerzenia propagandy partyjnej.

Manipulowanie przedstawieniem wyników sondaży, aby stworzyć u widzów wrażenie, że KW Konfederacja Wolność i Niepodległość nie bierze udziału lub że "nie liczy się" w wyborach, jest tego dobitnym i jednoznacznym dowodem.

 

Paradoks polega na tym, że sondaży, których wyniki zostały potem zmanipulowane przez TVPIS, także nie da się uznać za niezależne i obiektywne.

Sondażownie, tak samo jak media publiczne, stały się bowiem narzędziami do kreowania oczekiwanego wyniku wyborczego.

 

Nie ma, zresztą, co się dziwić – CBOS w całości zależny jest od rządu i od PIS-u, IBRIS, z kolei, powiązany jest z innymi środowiskami, ale także o tych samych korzeniach, co PIS (Magdalenka).

Podobnie jest z innymi, wspieranymi przez układ, "sondażowniami".

Nic dziwnego, że w ich "badaniach" KW Konfederacja Wolność i Niepodległość uzyskiwała wynik albo na granicy 5-io procentowego progu, albo poniżej.

 

Ocena wpisu: 
Twoja ocena: Brak Średnio: 1.6 (głosów:8)