Olaboga, tu leją tuleję!

Obrazek użytkownika Bogdan Czajkowski
Kraj

Niezłomny rycerz praworządności w Polsce! Ikona sprawiedliwości i prominentny „zagończyk” walki z jej gwałceniem! Aplikant na męczennika opresyjnego reżimu PiS-owskiego, a co za tym idzie – kandydat do wyniesienia na Ołtarze Sprawiedliwości! Etc., etc., etc….

Któż to zacz, ach któż to? Zapewne wszyscy już domyślają się, bo któż inny mógłby nim być? To bohaterski Igor Tuleja; pardon – Tuleya, ma się rozumieć, gdzie arystokratyczne „y” (w nazwisku) ma podkreślać jego szlachetną proweniencję… ubecko-milicyjną; w nietuzinkowej, bo aż pułkownikowskiej randze! Od razu zaznaczę, że zamiast rzeczownika „sędzia”, używać tu będę wyłącznie rzeczownika: przebieraniec, gdyż taką terminologię narzuciły już - w debacie publicznej - dwa nieskazitelne (i niezawisłe, ma się rozumieć!) stowarzyszenia: Iustitia oraz Themis, walczące („ramię w ramię” z Tuleyą) o przywrócenie praworządności. Czyż więc mógłbym ja – jako „szaraczek”, co prawda, ale niezwykle rozmiłowany w praworządności – sprzeciwiać się terminologicznym standardom, stosowanym w debacie publicznej, przez tak poważne stowarzyszenia, także rozmiłowane w praworządności?!

[Skądinąd – właśnie w piątek (20 listopada) obserwowałem – w „Debacie dnia” w Polsacie – spór: Maciej Mitera vs Piotr Gonciarek; przy czym żaden z nich nie jest – broń Boże! - bohaterem mojej bajki. O pierwszym już pisałem i mówiłem w wywiadach - przy innej okazji - relacjonując sposób, w jaki Sąd Rejonowy dla W-wy Śródmieścia (pod prezesurą – i kuratelą! - M. Mitery), ewidentnie łamiąc prawo „zamiótł pod dywan” przestępstwa J. Kurskiego i jego wspólników, wskutek których Kurski został nielegalnie powołany na prezesa TVP. Ten drugi zaś przebieraniec (P. Gonciarek), miotając - pod adresem wrogich jemu przebierańców – inwektywy i obelgi, sprawiał wrażenie wręcz… naćpanego? Doprawdy, aż strach pomyśleć o dostaniu się „w łapki” takiego przebierańca, posługującego się podobnym językiem! Tylko więc tylko czekać na to, gdy obie wojenne strony wyaresztują się nawzajem – niczym w „Policji” Mrożka – co być może byłoby zbawienne dla polskiego „domiaru niesprawiedliwości”, w postaci wymarzonej… „opcji zerowej”?!]

Ale i dla mnie fortuna była niełaskawa, bo około 20 lat temu – u progu błyskotliwej kariery Tulei – dostałem się (w Wydziale Karnym Sądu Rejonowego dla W-wy Mokotowa,) „w łapki” owego przebierańca! Przy czym w jego przypadku określenie: przebieraniec ma dodatkowe – i wręcz dosłowne – uzasadnienie, o czym będzie trochę dalej, w punkcie 3 poniżej…

Zanim jednak opiszę umiłowanie praworządności, przez owego przebierańca Tuleyę, niezbędna jest tu b. ważna dygresja, wyjaśniająca dlaczego - w ogóle - mógł on udzielać mi swoich korepetycji z… praworządności. [A także – dlaczego aż 20 lat zwlekałem z opisaniem tej skandalicznej sprawy; bo mając na względzie dobro mojej nieletniej wówczas córki!] Otóż ok. 36 lat temu popełniłem – jeden jedyny i epizodyczny - ciężki grzech (co stwierdzam zupełnie serio!) z niewiastą, której pomysłem – na życie – było wydanie się za mąż (za mnie), za pomocą… ciąży! Narodzoną córkę uznałem jednak bez wahania (i sprawdzania testem), od początku płacąc na jej utrzymanie (i z własnej woli podwyższając te alimenty), a także – próbując uczestniczyć w wychowaniu córki, zabierając ją – na przykład - na wakacje. Bezskutecznie skądinąd (i raczej wyrywkowo), gdyż moja córka stała się narzędziem wciąż wzrastającego nacisku na mnie (i walki ze mną), w rękach jej matki. Aż wreszcie doszło do przełomu w stosunkach pomiędzy mną i matką córki (o których poprawność dbałem nieustannie, ze względu na dobro córki), gdy oświadczyłem jej (matce córki) kategorycznie – wobec jej nieustannych ingerencji w moje życie - żeby „wybiła sobie z głowy” nadzieję na małżeństwo ze mną, lub choćby zamieszkanie ze mną. [Skądinąd - byłem żonaty, po ślubie kościelnym; zaś ta przysięga, złożona przed Bogiem, jest dla mnie święta do dzisiaj!] Wówczas usłyszałem (w odpowiedzi), że „wykończy mnie” w… sądach! Tu należy dodać, że owa niewiasta (matka mojej córki) jest córką pułkownika SB (wcześniej w UB) oraz pracowniczki biurowej tych samych organów; o czym dowiedziałem się dopiero po poczęciu dziecka. Co – skądinąd – jest szczególnym chichotem historii (i mojego przewrotnego losu), zważywszy na mój opozycyjny (antykomunistyczny) życiorys; i to począwszy od czasu liceum. [Można więc stwierdzić, że jej (matki mojej córki) proweniencja, jest nieomal tożsama z proweniencją Igora Tulei.] Rozpoczęła się wówczas moja 6-letnia gehenna w sądach; gdy bywało, że miałem – w jednym miesiącu – po 8 rozpraw w sądzie! O żadnej więc mojej pracy twórczej nie mogło być już mowy (a więc – także o zarabianiu pieniędzy), bo sprawy mnożyły się niczym „króliki”, a jednocześnie - nie było mnie stać na prawników. W tym czasie otrzymałem też kilka anonimowych telefonów (choć nie całkiem anonimowych, bo rozmówcy przedstawiali się jako funkcjonariusze b. SB, odwołując się do sprawy mojej córki i „haków” na mnie), w których zapowiadano – otwartym tekstem - że „wsadzą mnie do pierdla”!

Nieco wcześniej moja 15-letnia córka – wiedziona jakimś Bożym instynktem? – odwiedziła mnie, prosząc o zamieszkania ze mną. Przyjąłem ją bez wahania i z wielką radością (mając nadzieję na skorygowanie jej dotychczasowego… wychowania); pomimo, że wówczas byłem już praktycznie „spakowany” na emigrację do Australii, do której skłoniło mnie wciąż rosnące prześladowanie w sądach. Córka mieszkała ze mną przez ok. 2 lata – stając się wyłącznym „oczkiem w głowie” mojego życia - zaś sądy niezmiennie i nieustannie ścigały mnie o coraz większe (ponad 2-tysięczne!) alimenty dla… jej matki!

Kilka miesięcy później, wezwano mnie na mokotowską policję, aby przedstawić mi zarzuty karne, o rzekomym… uchylaniu się od płacenia alimentów! Autorem tych zarzutów (oszczerstw) była pani prokurator (działająca - bez wątpienia - „na zlecenie”), która później występowała w sprawie, rozpoznawanej przez… owego przebierańca I. Tuleyę! Odmówiłem podpisania protokołu z owymi zarzutami/oszczerstwami – stwierdzając, że byłoby to pohańbienie mojego autografu - co wprawiło w konfuzję policjantkę. Jednocześnie złożyłem bezzwłocznie (czyli w terminie) wnioski dowodowe, bezspornie (i urzędowo) potwierdzające fakty, czyli: miejsce zamieszkania mojej córki ze mną oraz utrzymywanie jej przeze mnie. [Załączając kilka dokumentów z urzędu W-wa Śródmieście oraz oświadczenie mojej córki.] Po kilku tygodniach braku reakcji (na moje wnioski dowodowe), zadzwoniłem do owej pani prokurator, aby zapytać o los moich wniosków dowodowych. W odpowiedzi usłyszałem od niej, że sporządziła już akt oskarżenia mnie i wysłała go do sądu. Co do moich wniosków dowodowych stwierdziła, że właśnie dopiero dzisiaj dotarły one do niej. Zapytałem więc, dlaczego pozbawiła mnie moich praw procesowych, wysyłając akt oskarżenia do sądu, bez rozpoznania moich wniosków. Odpowiedziała, że taki jest obieg dokumentów (nierychliwy) w prokuraturze, a ponadto – zagroziła mi, że za chwilę oskarży mnie jeszcze o… obrazę funkcjonariusza państwowego!

Trafiłem więc „na wokandę” – w sprawie karnej - przed „oblicze sprawiedliwości”, w osobie przebierańca, Igora Tulei. Poniżej przedstawiam – w punktach - praworządność, w jego wydaniu. [Co ważne - wszystko poniższe potwierdzają dokumenty, posiadane w archiwum. Skądinąd – znajdują się także w archiwum sądu.]

1.  Rozpraw było około 5-6, podczas których I. Tuleya kilkukrotnie je przerywał, biegając do telefonu, po instrukcje od zleceniodawców. Nie mam bowiem najmniejszej wątpliwości co do tego, że otrzymał on „zlecenie na wyrok” na mnie, którego źródłem byli owi grożący mi SB-cy!!!

2.  Na samym początku pierwszej rozprawy usłyszałem od Tulei – przed jakimkolwiek postępowaniem dowodowym - że może on zawiesić postępowanie; pod rygorem nadzoru policyjnego oraz złożenia – przeze mnie - zobowiązania, że odtąd będę terminowo uiszczał alimenty... matce mojej córki! [Pomimo, że w aktach sprawy znajdowały się liczne urzędowe dowody na to, że córka od ok. roku mieszka ze mną; zaś jedynym kontr-dowodem było kłamliwe zeznanie matki dziecka. Skądinąd - ciekawe, czy Tuleya zajrzał w ogóle do akt, przed rozprawą, skoro otrzymał jednoznaczne „zlecenie na mnie” od bliskich mu – politycznie - zleceniodawców?] Taka postawa owego przebierańca, była bezsporną przesłanką do wyłączenia go z postępowania; ze względu na to, że sędzia nie może być przekonany o winie oskarżonego, przed przystąpieniem do postępowania dowodowego (otwarciem rozprawy)! [Wg ówczesnych przepisów KPK, jak i obecnych.] A owa „propozycja” bezspornie oznaczała takie przekonanie przebierańca I. Tulei; oraz - skądinąd - dowodziła także „zlecenia na mnie”!

Odrzuciłem tę oburzającą „propozycję” Tulei i zażądałem procesu (postępowania sądowego); zaznaczając, że nie tylko będę się bronił (co będzie niezwykle proste, w świetle bezspornych dowodów), ale także oskarżał panią prokurator, która - gwałcąc moje prawa procesowe – stała się, niejako, „pogrobowcem” Andrieja Wyszyńskiego, który ogłosił był onegdaj, w Sowietach: „dajcie mi człowieka, a znajdę na niego paragraf”! [Ten mój „atak” na nią jest ważny, z uwagi na jej postawę na końcu procesu...]

3.  Druga rozprawa odbyła się w sali/klitce, o powierzchni około 10-12 m2. Prokurator nie stawiła się na to posiedzenie sądu, zaś moje (oskarżonego) miejsce znajdowało się na ławie (w samym kącie); bez dostępu do stołu, na którym mógłbym rozłożyć jakiekolwiek dokumenty. Dostęp do stołu miała tylko ława prokuratorska, która była pusta; z powodu absencji prokurator. Zaś za stołem sędziowskim zasiadał przebieraniec Tuleya, przy czym – tego upalnego dnia – nie był on już przebierańcem, ponieważ odziany był w złachany, poplamiony i powyciągany sweter (prawdopodobnie z „second hand’u”), zaś jego… toga sędziowska oraz łańcuch z orłem, zwinięte były w kłębek i spoczywały na parapecie okna, za nim! Tuleya siedział rozwalony na krześle, kiwając się na jego nogach i gdyby nawet jego „kopyta” spoczywały wręcz na stole (choć – o dziwo - jeszcze ich tam nie było), to jego nonszalancję – urągającą powadze sądu! - niewiele by to już pogorszyło!

Poprosiłem grzecznie Tuleyę, aby pozwolił mi usiąść przy stole (na miejscu prokurator), bo chciałbym rozłożyć swoje liczne dokumenty; skoro miejsce było wolne. W odpowiedzi usłyszałem – i to podniesionym głosem – następującą odpowiedź: „miejsce oskarżonego jest tam gdzie siedzi, w kącie!” Przypominam tu więc, że sam przebieraniec Tuleya łamał – i to ostentacyjnie! – procedury, siedząc w lekceważącej (obraźliwej) postawie, bez obowiązkowej togi i łańcucha!

4.  Jeszcze tego samego dnia udało mi się dostać na rozmowę z Prezesem Sądu, w której poskarżyłem się na arogancką i nonszalancką (wobec procedur) postawę I. Tulei, a następnie złożyłem oficjalną skargę na piśmie. Nigdy nie otrzymałem odpowiedzi na tę moją skargę!

5.  Podczas trzeciego posiedzenia sądu miałem już pełnomocnika; przy czym wyznaczony adwokat nie zaszczycił mnie obecnością w sądzie, wysyłając swojego aplikanta (dopiero co po studiach), który wówczas – jak i na następnych posiedzeniach – chyba bał się odzywać w sądzie? Zażądałem wówczas od niego, aby złożył wniosek o wyłączenie I. Tulei z postępowania; w związku z jego apriorycznym przekonaniem o mojej winie, przed rozpoczęciem postępowania sądowego! [Vide: punkt 2.] Nie uczynił tego, więc wniosek o wyłączenie Tulei złożyłem sam. Wskutek mojego wniosku, Tuleya bynajmniej nie odroczył rozprawy (co zwykle ma miejsce w takim przypadku), lecz – mając zapewne jednoznaczne „gwarancje bezkarności”!? – ogłosił zaledwie… 10-minutową przerwę! Po 10 minutach „przygalopowała” Przewodnicząca Wydziału, wygłaszając około 10-minutowe uzasadnienie Postanowienia, oddalającego mój wniosek (o wyłączenie „sędziego”)! Odczytała to uzasadnienie w tak zawrotnym tempie, że połowy słów nie zrozumiałem w ogóle. Jednocześnie - nie może to ulegać najmniejszej wątpliwości, że tego postanowienia nie można było ani orzec (rzetelnie), a tym bardziej – napisać jego tak obszernego uzasadnienia, w ciągu 10 minut przerwy (lub choćby w godzinę)! Ergo - był to ewidentny "gotowiec"!

6.  Pierwszą czynnością przebranego – tym razem – Igora Tulei (po jego bezzwłocznym powrocie do postępowania), była napastliwa dezaprobata, wobec mojego „niestosownego” w sądzie odzienia; niepomna tego, w jaki sposób sam był „odziany” na poprzednim posiedzeniu! [No cóż, przebierańcom wolno wszystko! Moja zaś „niestosowność” odzienia polegała na tym, że – nie wiedząc w jakiej klitce będę znów sądzony, bez dostępu do stołu – ubrany byłem w schludną kurtkę, w kieszeniach której umieściłem najważniejsze dokumenty.] Następnie ogłosił decyzję o skierowaniu mnie na… przymusowe badanie psychiatryczne!!! [Co dodatkowo – ma się rozumieć - wzmocniło moje przekonanie o jego niezawisłości, bezstronności, a także - trosce o moje zdrowie…]

Ta okoliczność domaga się tu niezwłocznego komentarza, w związku z dalszą karierą I. Tulei, gdy – niewiele lat później, rozwinąwszy znacznie poziom swej hucpy – zaczął traktować salę sądową, jako miejsce dla swoich niedopuszczalnych występów polityczno-publicystycznych! Tu chciałbym nawiązać szczególnie do tych występów, które dotyczyły „stalinowskich metod”, stosowanych – jego zdaniem - podczas współczesnych przesłuchań (np. w CBA); co jest szczególnie smaczne, w przypadku osobnika o stalinowskiej właśnie proweniencji! (vide: jego rodzice)! Pal sześć jednak jego rodziców i skupmy się na ich latorośli. Jak powszechnie wiadomo, w Związku Sowieckim zaczęto – od lat 70. – stosować zamykanie opozycjonistów w „psychuszkach”, w których diagnozowano im „schizofrenię bezobjawową”; zgodnie z zasadą: „ustrój ci się nie podoba, więc jesteś wariatem!” Dokładnie tę samą, stalinowską właśnie zasadę, zastosował tu ów przebieraniec Tuleya; uznając, że „skoro sąd mi się nie podoba, to niechybnie jestem wariatem”! [Bo nie śmiałbym nawet pomyśleć, że owa ikona praworządności skierowała mnie na przymusowe badanie psychiatryczne, mszcząc się za mój wniosek o jej wyłączenie; i zapewne nikt nie odważy się tak pomyśleć..?]

7.  Wiedziałem - znając już nieźle prawo - że jeśli nie stawię się na wyznaczone mi badanie psychiatryczne (w gmachu sądu, u tzw. biegłych), wówczas Tuleya może mnie skierować na przymusową, 6-tygodniową obserwację w szpitalu psychiatrycznym, w reżimie pozbawienia mnie wolności! Co więcej – nie miałem najmniejszych wątpliwości, że tak właśnie uczyni. Pomimo tego, w pierwszym odruchu, zamierzałem zaryzykować to uwięzienie w „psychuszce”! [A choćby i więzienie, którego zaznawałem już za tzw. pierwszej komuny.]

Odwiodła mnie od tego zamiaru tylko jedna okoliczność – zbliżające się Boże Narodzenie oraz wzgląd na moich wiekowych już Rodziców, z którymi corocznie spędzałem święta. [Musiałbym ich okłamywać, aby nie dowiedzieli się o moim uwięzieniu i powodach sześciotygodniowego braku kontaktu ze mną.]

Udałem się więc na wyznaczone mi spotkanie z „biegłymi”; jednak w jednym wyłącznie celu – aby odnotować swoją obecność. Na wszelki wypadek zabrałem ze sobą świadka, w osobie pełnomocnika (owego aplikanta u wyznaczonego mi adwokata). Na miejscu zastałem dwoje psychiatrów, z których wyłącznie ona (niezwykle nabzdyczona) odpytywała mnie; jej zaś towarzysz sprawił na mnie wrażenie bardzo zażenowanego sytuacją i nie odezwał się ani razu. Na wstępie oświadczyłem, że stawiłem się wyłącznie w celu odnotowania mojej obecności, zaś żadnemu badaniu nie poddam się, traktując je jako oczywisty – i poniżający mnie - odwet Tulei, za mój wniosek o jego wyłączenie. Biegła zignorowała to oświadczenie, odpytując mnie najpierw z danych personalnych i wpisując je do protokołu. Następnie – będąc przekonana o własnym, nadzwyczajnym sprycie – zaczęła mi zadawać „podchwytliwe” pytania… „badawcze”! Zapytałem więc, czy dotarła do niej treść mojego wstępnego oświadczenia. Na to ona: „Ależ dlaczego nie chce pan odpowiedzieć na moje pytanie, o zawód ojca? Wstydzi się pan swego ojca?” Sytuacja powtórzyła się 2-3 razy, po czym – zirytowany – pożegnałem się i wyszedłem.

Na szczęście – żadnych konsekwencji więcej już nie poniosłem. Prawdopodobnie dlatego, że owa „biegła” – z zamiłowania do wyłudzania „kasy” podatników! – sporządziła jednak „ekspertyzę psychiatryczną”, dotyczącą mojej skromnej osoby. Na jakiej podstawie to uczyniła, skoro nie zgodziłem się na poddanie badaniu?! Ano „na podstawie” – uwaga, uwaga! – treści moich… pism procesowych, co - bez wątpienia - było przestępstwem z Art. 231 KK!!! Zaś w tej „ekspertyzie” zdiagnozowała mi „psychozę paranoidalną” (lub tym podobną brednię; bo nie zajrzałem tu do archiwum)! Co usatysfakcjonowało – prawdopodobnie – mściwość przebierańca Tulei?!

Dodam tu jeszcze, że gdy zobaczyłem (w aktach sprawy) ową „ekspertyzę”, wówczas niezwłocznie udałem się na skargę do Prezesa Sądu Okręgowego w W-wie, któremu podlegają biegli sądowi. [A także złożyłem skargę na piśmie.] O ile dobrze pamiętam, Prezes nie dopatrzył się tu żadnych uchybień i nie odpowiedział na moje pismo. [Zaś „biegła” nie poniosła żadnych konsekwencji!]

8.  W kolejnych rozprawach zostali przesłuchani świadkowie, wskazani przeze mnie. Warto tu podkreślić, że jedynym świadkiem oskarżenia była niewiasta, będąca matką mojej córki. [Co istotne – nawet ona nie wskazała żadnego świadka, który mógłby potwierdzić jej kłamliwą wersję, jakoby córka mieszkała z nią; tak bardzo była pewna „wyroku na mnie”, który „zlecono” Tulei!]

Na ostatniej już rozprawie doszło do „cudu”; zadziwiającego nie tylko dla mnie, ale i dla wielu chyba z Czytelników, którzy dotrwali do końca mojej relacji. Zabrała bowiem głos pani prokurator (w swoim końcowym wystąpieniu), która wygłosiła… pochwałę mojej osoby, jako ojca, oraz… wycofała swój akt oskarżenia! [Tu chciałbym wyrazić swoje uznanie, dla pani prokurator. Każdy bowiem może popełnić błąd, a choćby i złamać prawo – jak to ewidentnie miało miejsce – pod naciskiem przełożonych „zleceniodawców”. Bardzo jednak doceniam jej przyzwoitość i zdolność do wycofania się z popełnionych błędów; zgodnie z własnym sumieniem! Tym bardziej, że zdobyła się na to, pomimo mojego „ataku” na nią, podczas pierwszej rozprawy.]

A cóż uczynił wówczas ów przebieraniec Tuleya? Mocno skonfundowany tym załamaniem się... "planu operacyjnego" (wyskokiem pani prokurator i brakiem "zaplanowanego" oskarżenia) - więc po dłuższym milczeniu - ogłosił był przerwę i… pobiegł do telefonu po dalsze … "zadaniowanie operacyjne"! Po kwadransie wrócił i zawyrokował, że „sprawa jest nadzwyczaj skomplikowana, wobec czego nie może wydać orzeczenia w dniu dzisiejszym”! [Co także było naruszeniem prawa.] Zapowiedział wydanie go za 3 lub 6 tygodni (bo w tej chwili nie pamiętam). Tym sposobem dręczył mnie przez kolejne tygodnie i tyle jeszcze było żałosnej satysfakcji owego niezawisłego – ma się rozumieć – acz mściwego przebierańca! [Po upływie tego terminu umorzył postępowanie, bo innego wyjścia nie miał; gdyż na tyle był jeszcze rozgarnięty, że wiedział, iż każde inne – niekorzystne dla mnie orzeczenie – zostanie „wdeptane w glebę” przez każdy sąd II instancji. A przecież w planach miał – niewątpliwie - błyskotliwą karierę, której jesteśmy – niestety – świadkami!]

                                                         *****

Na zakończenie dodam – tytułem podsumowania – kilka jeszcze uwag. Nie wiedząc nic wcześniej o I. Tulei (20 lat temu), zauważyłem od razu, że jest to osoba… nie zanadto rozgarnięta (żeby nie powiedzieć dosadniej)! Obecnie – z perspektywy 20 lat – dodam, że takie osobniki są szczególnie groźne dla „wymiaru sprawiedliwości”, bo – świadome swoich ułomności intelektualnych, a jednocześnie: powodowane bezpodstawnymi ambicjami – są bardzo podatne na naciski polityczne (i inne), więc stają się poręcznym narzędziem do łamania prawa, na zlecenie mocodawców! [Nie mówiąc o tym, że jego upiorna wada wymowy – choć przyznaję, że przez 20 lat znacznie ją złagodził – powinna stanowić nieprzekraczalną przeszkodę do mianowania go sędzią, gdyż to ośmiesza powagę sądów!]

Potwierdzeniem powyższych uwag – o tzw. dyspozycyjności przebierańca Tulei - jest to, co znalazłem w sieci (na jego temat), gdy już wyemigrowałem w końcu (w 2006 r.) do Australii. Dowiedziałem się wówczas, że nie dostałem się – bynajmniej - „w łapki” jakiegoś zupełnie przypadkowego, nierozgarniętego „sędziny”. Zostałem wręcz „wyróżniony”, przez grożących mi telefonicznie SB-eków! Bo ów przebieraniec otrzymywał sprawy z pierwszych stron gazet; orzekając w „niepozornym” Sądzie Rejonowym dla W-wy Mokotowa! Ciekawe, że Wikipedia przemilcza ten mokotowski epizod jego „oszałamiającej kariery”..?! [Podkreślam tu, że wówczas nie istniała jeszcze procedura losowania sędziów do sprawy!] Tak więc to właśnie Tuleya odmówił sądzenia L. Rywina, zwolnił z więzienia J. Kaczmarka oraz sądził (chyba już delegowany do SO?) osławionego kardiologa G. Etc., etc., etc.

Czegóż chcieć więcej?!

 

                                       Bogdan Czajkowski

Ocena wpisu: 
5
Twoja ocena: Brak Średnio: 4.7 (głosów:19)

Komentarze

Tylko współczuć. Dobrze, że znalazła się 1 sprawiedliwa pani prokurator.

Niestety jak wynika z fabularyzowanego serialu "Kasta" nadawanego codziennie wieczorem w TVP-1,  takich Tulei jest w polskich sądach cała masa. Jak się pozbyć - nie mam pojęcia w obecnym systemie prawnym, w którym zapewnili sobie praktycznie nieograniczoną bezkarność. Najprostszym rozwiązaniem byłaby monarchia lub jakaś sprawiedliwa dyktatura przez np. 5 lat i przekazanie sądzenia sądom obywatelskim z odwołaniem do monarchy. A Tuleje? Do zamiatania ulic. Pożyteczna praca. 

Podoba mi się!
10
Nie podoba mi się!
0

Alina

#1652792

Co do pani prokurator, to nie należy zapominać, że zaczęła od zleconego jej łajdactwa, którym był sam akt oskarżenia mnie (bez jakichkolwiek dowodów i z podeptaniem moich bezspornych praw). Zdobyła się jednak - w końcu - na odwagę cywilną, aby zbuntować się wobec "zleceniodawców" i pójść za głosem sumienia; co należy podkreślić i uszanować, więc to uczyniłem powyżej! [Zdarzyło się to po świętach, więc być może skorzystała z Sakramentu Pokuty..?]

Co zaś do oczyszczenia sądów z łajdaków, to odpowiem półżartem, półserio. Może należy mieć nadzieję na wyaresztowanie się wzajemne wszystkich kast i wówczas można by zacząć od "opcji zerowej"..?!

Bo - wbrew publicystyce - kasta bynajmniej nie jest jedna, czego przykładem jest Maciej Mitera (nominant PiS-u), który dopilnował - jako prezes SR dla W-wy Śródmieścia - aby "zamieciono pod dywan" ewidentne przestępstwa Jacka Kurskiego i jego wspólników. I dodam - żeby pokazać, jak bardzo problem jest skomplikowany i niejednoznaczny - że RPO (Adam Bodnar) odmówił mi wniesienia kasacji na to skandaliczne Postanowienie Sądu Rejonowego dla W-wy Śródmieścia!!! [Choć byłem przekonany, że Bodnar skwapliwie wykorzysta tę oczywistą i niezwykle łatwą (prawnie) "okazję", do "zaszkodzenia władzy"!]

Skądinąd - nie mogę się doczekać pozwu Kurskiego (przeciwko mnie), bo byłaby niezła "jazda" - z bezspornymi dowodami przestępstw Kurskiego et consortes - w sądzie powszechnym. Ale to tchórz - mocny tylko "w gębie" - więc nie odważy się na to!

Pozdrawiam Panią serdecznie

Podoba mi się!
8
Nie podoba mi się!
0

Bogdan Czajkowski

#1652796

A co na to Prezydent Duda?

Podoba mi się!
2
Nie podoba mi się!
-1
#1652813

Niczego uczynić nie może, ponieważ:

1. Nie zna tej sprawy,

2. Tuleyę powołał - na przebierańca - jego "towarzysz ideologiczny" (z analogiczną proweniencją), A. Kwaśniewski!

3. Wreszcie -  nie posiada żadnych narzędzi prawnych, w tej sprawie.

Usunąć Tuleyę z zawodu może - wyłącznie - Izba Dyscyplinarna Sądu Najwyższego.

Podoba mi się!
6
Nie podoba mi się!
0

Bogdan Czajkowski

#1652815

Norbert Kowalski  @norkowalski  24 lis

A tymczasem poznańscy sędziowie #3rp stoją murem za sędzią Igorem Tuleyą.
https://twitter.com/norkowalski/status/1331250923205763080?s=20

 

Podoba mi się!
10
Nie podoba mi się!
0


"Jeśli wolność słowa w ogóle coś oznacza, to oznacza prawo do mówienia ludziom tego, czego nie chcą słyszeć"   George Orwell
wilre - "Viva il re"
Niech żyje król

#1652798

Chcą pójść z nim siedzieć? NIE MA TAKIEJ CELI!

Podoba mi się!
3
Nie podoba mi się!
0

Krispin z Lamanczy
Aby czynić dobro, trzeba umieć rozróżniać między dobrem a złem.
Każdy uczy się na błędach. Nie musisz się uczyć na swoich!

#1652974

To wygląda jak zapis "I powraca wiatr" Vladimira Bukowskiego. żeby aż do tego doszło.

Podoba mi się!
5
Nie podoba mi się!
0
#1652814

Być może Pańskie porównanie jest trafne; ale musiałbym sobie przypomnieć tę jego pozycję...

Dodam, że znałem osobiście Vladimira Bukowskiego, którego niezwykle cenię i to o nim właśnie myślałem, pisząc ustęp o zamykanych - w "psychuszkach" - opozycjonistach w Sowietach. Ponadto - to ja przeprowadziłem chyba najważniejszy wywiad z Bukowskim, opublikowany w Polsce (w 1998 r., dla "Życia"), który - między innymi - obnażał łgarstwa Jaruzelskiego, na temat rzekomego zagrożenia zbrojną interwencją sowiecką, w 1981 r. (o którą to właśnie Jaruzel wielokrotnie żebrał)! Wywiad, udokumentowany archiwami KC KPZR, do których dotarł śp. Bukowski, zacytowanymi w jego znakomitej książce: "Moskiewski proces"; skądinąd - wielki przyjaciel Polski! [Ten wywiad ukradł mi pewien palant, o nazwisku Jan Wróbel; podpisując się bezczelnie pod nim!]

Pozdrawiam uprzejmie

Podoba mi się!
8
Nie podoba mi się!
0

Bogdan Czajkowski

#1652816

No wreszcie ktoś to napisał wprost!

"na temat rzekomego zagrożenia zbrojną interwencją sowiecką, w 1981 r. (o którą to właśnie Jaruzel wielokrotnie żebrał)!"

To żebranie słychać nad wyraz wyraźnie w przemówieniu Jaruzela 13.12.1981 roku w dniu ogłoszenia bezprawnego stanu wojennego. Zdałam sobie sprawę z tego dopiero po latach, kiedy jako dojrzały człowiek, a nie początkująca studentka z 13.12.1981, spokojnie wysłuchałam przemówienia Jaruzela powtórzonego w TVP, albo telewizji Puls w dawnych czasach, na początku przemian. Przemówienie Jaruzela jest doskonale napisane. Ktoś, bo nie sądzę żeby sam Jaruzel, zastosował tu technikę dwóch równoległych przekazów w jednym przemówieniu.

To coś jak w "Szreku", kiedy ogląda się go w kinie. Dialogi są tak skonstruowane, że raz śmieją się dzieci, a zaraz potem (albo przedtem) dorośli, z tym, że dzieci nie wiedzą z czego śmieją się dorośli, bo nie rozumieją odniesień dla dorosłych (przeważnie tak sprośnych, że porządne panienki do końca życia nie powinny tego zrozumieć!).

Niestety przekaz Jaruzela nie był rubasznie sprośny, był zdradziecko zbrodniczy. Co ciekawe, od dawna czekam, żeby jakaś tv odtworzyła to przemówienie w całości np 13.grudnia, chciałabym sprawdzić, czy potrafię jeszcze usłyszeć ten apel do towarzyszy radzieckich, to podłe żebranie o interwencję za pomocą TVP.  Ale jakoś tak się składa, że żadna telewizja tego nie puszcza, historycy nie analizują, a młodzież daje sobie robić wodę z mózgów i wierzą Czarzastym i innym podobnym, jaki to Jaruzel był bohater i nie rozróżniają już kto stał po której stronie i jakie to były strony.

 

Podoba mi się!
7
Nie podoba mi się!
0

Alina

#1652818

dostepne bez problemu.

Podoba mi się!
2
Nie podoba mi się!
0

mikolaj

#1652885

Przemówienie Jaruzelskiego z 13.12.1981 jest w kilku wersjach. najczęściej ok. 8 minutowa, czyli mała część. Znalazłam chyba całość ponad dwudziestominutową:

https://www.youtube.com/watch?v=4yUKFzYEFSg

Warto wysłuchać po prawie 40 latach!

Jak on się ładnie zwracał o nieprzelewanie polskiej krwi, ten, który sam wydał rozkaz, żeby strzelać do robotników, stoczniowców, mordować księży! Jeśli świadkowie tamtych czasów będą milczeć, to młodzi łykną jego kłamstwa jak pelikan rybę!

Jedno muszę mu przyznać po ponownym wysłuchaniu (mam nadzieję, że to nie jest przemówienie "uzdatnione" dla potomności): Jaruzelski ANTYCYPOWAŁ dzisiejsze rozruchy wywołane przez Strajk kobiet! Geniusz! I jak potępił!

Podoba mi się!
3
Nie podoba mi się!
0

Alina

#1652977

To nie tylko "przebieraniec" ale facet o esbeckich i komunistycznych korzeniach - a to zobowiązuje...

Podoba mi się!
5
Nie podoba mi się!
0

Yagon 12

#1652848

Mogę tylko dać linki do tej notkio w innych miejscach. To cenna informacja o pieszczochu kasty - Tuleyi. Dziwne, że jak mało kto ma brzydotę umysłu wypisana na twarzy.

Podoba mi się!
2
Nie podoba mi się!
0
#1652870

Nie wiem czy znajdzie się odważny żeby złapać taką mordę. Chyba że widłami albo bosakiem

https://wpolityce.pl/polityka/528399-tuleya-meczennikiem-beda-musieli-wziac-mnie-za-morde

Podoba mi się!
2
Nie podoba mi się!
0

Babies Lives Matter
White Lives Matter

#1652950

Igor Tuleja.

Dlaczego sędzia Tuleja sprzeciwia się jawnie prawicowej demokracji Racji Stanu w Polsce. Ma w genach komunistyczne wychowanie UB ie w PRL

Matka TW Lucyna, pracowała jako funkcjonariusz SB w biurze „B" MSW, rozpracowującym dyplomację. Po przejściu na emeryturę została współpracownikiem SB. Prowadziła 10 agentów. Funkcjonariuszem MSW był także jej mąż Witold Tuleya, który uczył się tego fachu w Moskwie.

Podoba mi się!
4
Nie podoba mi się!
0

Babies Lives Matter
White Lives Matter

#1652955

W Polsce jest praworządność? Sędziowie jeżdżą po pijaku, 100 km/h po mieście, wydaja wyroki za grube koperty (program Kasta). Sędziowie również legalizują przejęcie kamienicy przez 120 latków, a notariusze to potwierdzają. Wstyd.

Podoba mi się!
2
Nie podoba mi się!
0

Dodaj własny artykuł do naszego bloga http://bazafirmy.pl/blog/ . Wejdź do wybranej kategorii i kliknij "dodaj tekst"

#1653999

- tylko trzeba pamiętać że część prawinków robi to pod presją środowiska. Identycznie działała PZPR i socjalizm.

Tego co nie trzymał z nimi i nie należał do partii szykanowali i nazywali bandytą choć to właśnie to czerwone komunistyczne ku*estwo samo było esencją zła które wypadło wprost z czarciego odbytu.

Tyle ile oni zakatowali w okrutnych męczarniach naszych patriotów to tylko sami zamęczeni torturami wiedzą.
Powinnio nastapić rozliczenie dziejowe i kilka tysięcy komunistów z wyroku Sądu powinno zawisnąć na szubienicy.
To dlatego czerwoni z Millerem na czele tak przebierali nogami aby Polska jak najszybciej weszła do UE bo dzięki temu uniknęli kary za zbrodnie i szubienicy.

Dziś już mordy mają uśmiechnięte od ucha do ucha, ochronę w skorupowanych do szpiku kości Sądach i sami jako prezesi w ukradzionych Polakom firmach całkiem nieźle zarabiają.

PS- Bolek ty kanalio ! - to wszystko twoja zasługa.

Podoba mi się!
4
Nie podoba mi się!
0

Polko i Polaku zacznij działać dla Polski zanim znowu obudzisz się na Syberii albo nad dołem Katyńskim.

#1654487