Złoty pomnik

Obrazek użytkownika Bielinski
Kultura

 „Podobny bądź do skały, o którą się ciągle fale rozbijają. A ona stoi, a koło niej usypiają bałwany wody. … Jakżeż więc? Wolę znasz. Czyż więc to, co ci się zdarzyło, wzbrania ci być sprawiedliwym, wielkodusznym, roztropnym, rozumnym, ostrożnym, szczerym, obyczajnym, wolnym i inne mieć cechy, przy których natura ludzka swą właściwość zachowuje? Pamiętaj zresztą przy każdym zdarzeniu, które cię do smutku przywodzi, o zasadzie: to nie jest nieszczęściem, owszem, szczęściem jest znosić to wzniosie.” (Rozmyślania, IV, 49)

Mąż i ojciec

W „Rozmyślaniach” Marek Aureliusz wspomina o żonie. Dziękuje jej jako ostatniej w jednym zdaniu. Posłuchajcie: „I że mam żonę taką, taką posłuszną, tak kochającą, tak prostą, że mi nie brak dzielnych wychowawców dla dzieci.” (Rozmyślania, I, 17) Jest to jedyne wspomnienie o Faustynie Młodszej – żonie, córce i matce cesarzy. Zdaniem wielu to wspaniałe zdanie, wyraz miłości męża do żony. Doprawdy? Czytam to inaczej. Oschłe to słowa i co najmniej dwuznaczne podziękowania. Żona nie ma nawet imienia. Kilka zdań wcześniej Marek wspomina niejaką Benedyktę i Teodota dziękując bogom, że nie miał z nimi żadnych stosunków seksualnych. Oni byli warci nazwania, a żona, z którą przeżył 30 lat, która urodziła mu wiele dzieci już nie była godna imienia? Poza tym, co to znaczy, że miał tak posłuszną, kochającą i prostą żonę, że nie brakło dzielnych wychowawców dla dzieci? Oczywiste, że dzieciom cesarza nie brakowało najlepszych wychowawców. Czy nie znaczy to, że zdaniem Marka Aureliusza jego żona zaniedbywała dzieci? Że zostawiła ich samych sobie? Wielkie to oskarżenie w ustach władcy, Rzymianina i ojca. Podstawowym, najważniejszym zadaniem rzymskiej żony było urodzić i wychować dzieci. Kobieta, która nie spełniała tych wymogów, nie była nic warta. Podczas 30 lat małżeństwa – od ślubu w 145 do śmierci w 175 roku – Faustyna Młodsza urodziła co najmniej 13 dzieci, może więcej. Dokładana liczba nie jest znana. Wiemy, że Marek Aureliusz miał co najmniej sześciu synów i siedem córek. Spora gromadka, zapewniająca bezpieczną przyszłość państwa. Córki były wykluczone z dziedziczenia władzy, tu liczyli się jedynie chłopcy. Synowie władcy byli kluczowi dla stabilności i spokoju państwa. Lecz wieku dorosłego dożył tylko jeden syn, Kommodus i cztery córki. Jeden syn na sześciu przeżył dzieciństwo! Trochę liczb. W rodzinie cesarskiej wśród chłopców śmiertelność wynosiła 83 %, wśród dziewczynek 43 %. Średnio: 62 %. Dzieci cesarza i Faustyny zapewne było więcej. Nie będzie przesadą stwierdzenie że śmiertelność pośród dzieci cesarza wynosiła 2/3. Ujawnia się tu stara prawda, że fizycznie i psychicznie kobiety są silniejsze od mężczyzn. I kto tak naprawdę jest słabą płcią?

   Inne pytanie: jak to jest możliwe, aby na rodzinę władcy padł taki pomór? Gdyby mowa była o jakimś ubogim Rzymianinie z Zatybrza, jakimś szewcu, garbarzu, czy murarzu, który ma gromadkę dzieci i wrzaskliwą żonę; rodzina żyjąca w nędzy i ciągłym głodzie… to owszem. Taka statystyka byłaby zrozumiała. Lecz tu mowa jest o cesarzu – najpotężniejszej i najbogatszej osobie w imperium. Część dzieci mogła umrzeć albo tuż po urodzeniu, albo na choroby wieku dziecięcego śmiertelnie groźne bez leczenia, a wówczas na te choroby nie było żadnego leczenia. Ale żeby umarło pięciu synów na sześciu! Wyjaśnienie tej strasznej statystyki może być tylko jedno: zaraza. Zaraza w pałacu cesarskim.

   Pisząc o pandemii wymieniłem dwa centra zarazy: wielkie miasta, obozy wojskowe, miejsca ludne, gwarne, ruchliwe. Lecz było o trzecie takie miejsce – pałac cesarski. Pałac był nie tylko miejscem zamieszkania władzy i jego rodziny, lecz także centrum imperium. Tu mieścił się „rząd” imperium i wszystkie „ministerstwa”. Ciągły ruch: delegacje z zagranicy i z prowincji, żołnierze z meldunkami, kręcili się gońcy i posłańcy, przybywały delegacje wojska ze wszystkich garnizonów, petenci z Rzymu, Italii, i z całego imperium, i mnóstwo innych, każdy w swojej sprawie… Do tego urzędnicy wszystkich stopni, trzeba dodać mnóstwo służby i niewolników. Pałac cesarski był jakby odrębnym, bardzo ruchliwym miastem. Idealne centrum zarazy. Dla wirusa, czy bakterii obojętne jest, czy zaraża dziecko niewolnika, czy cesarza. Marek Aureliusz zatrudnił najlepszego lekarza Galena, by leczył jego rodzinę. Galen leczył tez Lucjusza. Cesarz Lucjusz Werus umarł po krótkiej chorobie, zapewne na zarazę. Tak samo umierały dzieci Marka. Tytus Aureliusz, starszy brat bliźniak Kommodusa, umiera w 165 roku, Marek Anniusz w 169. Wiadomo, że Kommodus także chorował na zarazę. Zasługę, że przeżył przypisuje się Galenowi, ale Kommodus pewnie miał silniejszy organizm, albo był bardziej odporny niż jego bracia.

   Kilka słów o Galenie, jest to postać warta pamięci. Galen (około 130 - 210 r.n.e), Grek z pochodzenia, lekarz, na którego dziełach, a przetrwała tylko mała część, uczyły się pokolenia lekarzy po sam koniec XVIII wieku. Dziś jest tak modna „medycyna naturalna”, cokolwiek to znaczy, a Galen był jej mistrzem. Galen wiedział wszystko o ziołach, o roślinach, o ich leczniczych i trujących własnościach, o leczeniu naturalnym, zresztą wówczas nie było innego. Galen badał anatomię człowieka, fizjologię, patologię, farmakologię i inne medyczne …logie. Prawdziwy medyczny geniusz. Przykład cesarskiej rodziny Marka Aureliusza pokazuje, że wobec epidemii wywołanej obojętnie przez wirusy, czy bakterie, cały medyczny geniusz i wiedza Galena i cała ta, tak modna, „medycyna naturalna” okazała się tyle samo warta, co odczynianie uroków, czy „zamawianie” choroby przez znachora.

   Jeśli mowa o rodzinie cesarskiej, znamienne jest jedno wydarzenie. W kwietniu 175 roku Awidiusz Kasjusz, generał dowodzący armią na wschodzie i jeden z autorów zwycięstwa nad Partami, na niesprawdzoną wieść o śmierci cesarza ogłosił się cesarzem. Awidiusz Kasjusz został zamordowany przez własnych żołnierzy, gdy okazało się, że pogłoski o śmierci Marka Aureliusza są mocno przedwczesne, a odciętą głowę pechowego generała odesłano cesarzowi. Ciekawe w tym buncie jest to, że Awidiusz Kasjusz działał podobno z poduszczenia cesarzowej. Gdy Marek Aureliusz zachorował, Faustyna Młodsza miała listowanie zachęcać Kasjusza do buntu i obiecywała poparcie, o ile zaopiekuje się nią i jej dziećmi. Wydarzyło się to kilka miesięcy przed jej śmiercią. Opowieści ta pokazuje, że Faustyna Młodsza śmiertelnie bała się o siebie i o swoje dzieci. Jej dom nie był bezpieczną twierdzą, ani nawet spokojnym schronieniem. Źle się działo w rodzinie cesarskiej. Dzieci Marka i Faustyny umierały. Mąż winił żonę, żona męża i oboje nie mogli sobie wybaczyć. Faustyn umarła wkrótce po nieudanym buncie Awidiusza Kasjusza. Czy była kolejną ofiarą zarazy w pałacu cesarskim?

   Czy to kogokolwiek wina? Przyszła zaraza, ślepy los. Na ospę nie było lekarstwa. Dziś też nie ma, mamy tylko szczepienia. Atoli istniał prosty środek, dostępny średnio zamożnym i bogatym. Po co komu bogactwo i władza, jeśli nie po to by ochronić najbliższych, własne dzieci? Gdy przychodziła zaraza, bogaci ludzie uciekali w jakieś odległe i odludne miejsce, a przynajmniej wysyłali tam najbliższych. Biedni nie mieli gdzie uciec, lecz bogaci znikali w swoich posiadłościach. Galen, jak każdy mistrz, znał ograniczenia swej sztuki. Żadne leczenie nie działo. Był tylko jeden ratunek. Unikać zakażenia, czyli ograniczyć kontakty z ludami. Galen prosił cesarza, błagał by opuścił Rzym. By przynajmniej wysłał dzieci, żonę tam, gdzie zagrożenie będzie o wiele mniejsze. Cesarz miał tyle posiadłości: własne wyspy, majątki na pustkowiach, w górach. Wystarczyło wysłać dzieci po jednym, dwoje, z minimalną służbą przynajmniej na okres szczególnego nasilenia zarazy, jak robili i inni bogacze. Jak czynił każdy, kogo było stać. Zaraza nie trwała ze stałą intensywnością, przychodziła i odchodziła, by wrócić jak fala przypływu. Podobnie Faustyna musiała błagać męża, by pozwolił wyjechać jej i jej dzieciom z Rzymu. „Z jednego względu jest dla nas człowiek istotą najbliższą: o ile należy mu dobrze czynić i znosić go. Ale o ile niektórzy przeszkadzają mi w pełnieniu obowiązków, to staje mi się człowiek jedną z rzeczy obojętnych, tak jak słońce, jak wiatr lub zwierzę.” (Rozmyślania V, 20) Czy także o żonie pisał Marek?

   Na próżno. Błagania, prośby i groźby nie pomogły. Faustyna i jej dzieci miały tego pecha, że jej mąż, cesarz, był niewzruszony na nic poza argumentem rozumu. Marek Aureliusz obmyślał plan i go konsekwentnie realizował. Przerzucał legiony z zachodu na wschód i z powrotem zgodnie z potrzebami wojskowymi. I co z tego, że przenosiły zarazę? Podobnie ucieczka cesarza ze stolicy przed choroba była nie do pogodzenia z logiką. Z obowiązkami cesarza. Z prawem i godnością. Cesarz i jego rodzina musi dawać przykład innym, a nie ulegać panice. „Wypadki zewnętrzne ani troszeczkę nie dotykają duszy ani nie mają wstępu do duszy, ani nie mogą duszy zmienić, ani poruszyć. Zmienia się i porusza ona sama siebie. A do jakich sądów sama się wzniesie, takie wydaje o tym, co się jej zdarza z zewnątrz.” (Rozmyślania, V, 19) Nie znaczy to, że Marek Aureliusz był całkiem nieczuły, czy niewrażliwy. Dziękuje… „Apolloniuszowi, za niezależność sądów i rozważną pewność w postępowaniu. I niezważanie na nic innego, nawet trochę, jak na rozsądek. I stałą równowagę umysłu w cierpieniach dolegliwych, przy stracie dziecka, w chorobie długotrwałej.” (Rozmyślania, I, 8) Marek Aureliusz niewzruszenie trzymał się zasad rozumu (?) mimo bólu, cierpień. „O bólu: jeżeli nie do zniesienia, to uprowadza nas z życia, a gdy potrwa długo, to znośny. Umysł zachowuje swoją pogodę, odgraniczywszy się od niego, i wola nie ponosi szkody. Członki zaś dotknięte bólem niech co do niego objawią swe zdanie, jeżeli mogą.” (Rozmyślania, VII, 33) Poza tym miał samotną wyspę, gdzie mógł się schronić nie ulegając zarazie, czy panice: filozofię. „Cóż więc może posłużyć za ostoję? Tylko jedno: filozofia. A ona zasadza się na utrzymywaniu naszego demona bez zmazy i szkody, aby był silniejszym nad przyjemność i cierpienie, by nic nie czynił bez rozwagi ani w sposób fałszywy i obłudny, by nie pragnął od nikogo niczego. I by wszystkie zdarzenia i losy przyjmował jako pochodzące skądś stamtąd, skąd sam przyszedł. A przede wszystkim, by w każdym położeniu śmierci oczekiwał z otuchą, w przeświadczeniu, że to nic innego jak rozkład pierwiastków, z których każde stworzenie się składa.” (Rozmyślania, II, 17)

   Bez zgody męża Faustyna nic nie mogła zrobić a jej dzieci umierały. Nie mgła nawet wykrzyczeć swoich żalów, czy lęków, jak każda kobieta. Musiała milczeć i być posłuszna. Tak, źle się działo w cesarskim małżeństwie, lecz niekoniecznie winna była żona, Faustyna, zwana Młodszą. Z Faustyną Młodszą związane są uporczywe plotki o jej rzekomej rozwiązłości. Dowodem ma być jej syn, Kommodus. Taki podły człowiek, jak Kommodus, nie może być synem takiego idealnego męża jak Marek Aureliusz. Dlatego Faustyna musiała się puszczać. Zła to była kobieta, zła i rozpustna, wiec spółkowała z najgorszymi: z aktorami – męskimi prostytutkami – i z gladiatorami – niewolnikami, osobnikami z samego dna. Kommodus z jego uwielbieniem igrzysk wrodził się w faktycznego ojca, jakiegoś gladiatora. Zdrada występuje zwykle w kręgu przyjaciół, rodziny, znajomych z pracy, tej samej rangi lub wyższej. Biurwa może bzykać się z kolegą z pracy, z kierownikiem, czy dyrektorem. Ale z portierem, czy sprzątaczem? To się nie zdarza. Cesarzowa winna była zdradzać męża z mężczyznami z jej sfery: z senatorami, namiestnikami prowincji, albo generałami. Chętnych by nie brakło, gdyby tylko dała znak. Nie zabrakłoby także donosicieli. Cesarzowa żyła pod argusowym okiem tłumu dworzan, sług, niewolników. Gdy się jest na samym szczycie, całkowita dyskrecja nie jest możliwa. W tych oskarżeniach nie pada ani jedno nazwisko jej domniemanego kochanka. Czy nie po to wybrano tłum bezimiennych niewolników, gdyż nie było żadnych podstaw do oskarżeń o zdradę? Oskarżenia tym łatwiejsze, że pomówiona nie może się bronić. Faustyna urodziła co najmniej trzynaścioro dzieci, w tym dwa razy bliźnięta. Dołączając poronienia na trzydzieści lat małżeństwa przez kilkanaście lat ta kobieta była albo w ciąży, albo przed porodem, albo po porodzie… I w tym samym czasie miała się puszczać z aktorami i gladiatorami?

   Łatwe i proste wyjaśnienia nie zawsze są prawdziwe. Że jeśli syn różni się od ojca, to winny jest temu sąsiad, czy przyjaciel rodziny, albo listonosz. Tak bywa, i to dosyć często. Każde dziecko to nowe rozdanie genetycznych kart. Nieprzewidywalny wynik genetycznej ruletki. Dzięki temu nie ma takiej zarazy, która wybiłaby wszystkich ludzi. Zawsze znajdą się odporni. Kommodus wygrał w tej ruletce. Zachorował, ale przeżył zarazę. Jego bracia wylosowali gorsze karty. Nie trzeba spotwarzać cesarzowej Faustyny Młodszej. Te oskarżenia są zrzuceniem winy z Marka Aureliusza. Winny nie może być cesarz – filozof, ulubieniec intelektualistów, winny katastrofy jest Kommodus, potwór i zwyrodnialec. Doskonały cesarz nie może być ojcem takiego potwora, wniosek: Faustyna się puszczała z byle kim. Z niewolnikami, aktorami, gladiatorami. Nowe wydanie Mesaliny.

   Stąd bierze się również czarna legenda Kommodusa, oskarżanego o wszelkie potworności przez pokolenia historyków. LUCIUS AELIUS AURELIUS COMMODUS (31 sierpnia 161 – 31 grudzień 192 r.n.e) Panował od marca 180 roku, od śmierci ojca, zresztą oskarżano Kommodusa również o zamordowanie ojca. Urodzić się jako syn cesarza, przeżyć zarazę w pałacu cesarskim jako jedyny syn z sześciu, w wieku 19 lat zostać cesarzem, zawrzeć zwycięski pokój z Markomanani! Czy komuś silniejszemu psychicznie nie mogły się zakręcić w głowie od splotu tak nadzwyczajnych, wręcz cudownych wydarzeń? Czy nie jest to również winą ojca? Często syn usilnie stara się być przeciwieństwem ojca. Jak ojciec stroszył się o moralność, tak Kommodus poświęcił się przyjemnościom władzy cesarskiej. Uczty, orgie, setki kochanek i kochanków, wyścigi i uwielbiane igrzyska, których Marek Aureliusz nie cierpiał. Czy i to nie było psychicznym odreagowanie dzieciństwa i młodości pełnej grozy pod okiem surowego ojca? Później Kommodus uznał się za żywego boga, za nowe wcielenie Herkulesa, za syna Zeusa. Wbrew czarnej legendzie Kommodus nie był okrutnikiem. Skazał na śmierć swoja siostrę, ale stała ona na czele spisku przeciwko niemu. Zamachowiec lekko go zranił. Miał prawo do urazy i podejrzliwości. Jak gladiator zabijał na arenie zwierzęta z duża zręcznością. Groźne drapieżniki, jak lwy, tygrysy, czy słonie uśmiercał miotając pociski z bezpiecznej galerii. Gdyby podobne tchórzostwo wykazał inny gladiator, zostałby bezlitośnie wygwizdany, ale Rzymianie kochali Kommodusa. Lud tak samo mocno kochał syna, jak nie cierpiał jego ojca Marka Aureliusza. Senatorowie, ówczesne i późniejsze elity miały o nim zgoła odmienne zdanie. Czasem Kommodus musiał kogoś uśmiercić, na przykład tych, co spiskowali przeciwko niemu. Ale nie był żądnym krwi tyranem, tyle mu pozostało z ojca. Poza tym na jedną ofiarę Kommodusa przypada co najmniej tysiąc Marka Aureliusza.

    Kommodus spędzał Sylwestra roku 192 w willi swej kochanki Marcji. Marcja podała mu truciznę a jedzeniu. Nadmiar wina sprawił, że Kommodus zwymiotował i trucizna nie zadziała. Wtedy Marcja wpuściła do sypialni gladiatora, czy atletę, który udusił Kommodusa. Tak zginął syn Marka Aureliusza. Pijany, półprzytomny, zarzygany, w brudnym łożu prostytutki, zdradzony przez dziwkę, uduszony przez tępego mięśniaka, niewolnika. Podłą i nędzną śmierć miał cesarz Kommodus, syn boskiego Marka. Ciekawe, co powiedziałby o niej Marek Aureliusz? Wraz ze śmiercią Kommodusa wygasła dynastia Antoninów, pod ponad stu lat rządząca imperium. Odtąd Rzym przez następne, ponad sto lat będzie łupem ambitnych generałów, toczących bezlitosne wojny domowe. Gdyby Marek Aureliusz zamiast troszczyć się o doskonałość swej duszy, więcej czasu i starania poświecił swoim dzieciom, żonie, swemu synowi Kommodusowi, losy imperium i świata potoczyłyby się inaczej. Historycy jeśli już coś zarzucają Markowi Aureliuszowi to właśnie to, że sam będąc adoptowany, nie wyznaczył na następcę kogoś zdatniejszego, ale zostawił państwo swemu nieudanemu synowi. Dla mnie to objaw ludzkiej części natury Marka. Może jego poczucia winy? Nie mógł pozbawić tronu swego jedynego syna, który przeżył. Być może jedynego człowieka, którego Marek Aureliusz szczerze kochał. Historycy z upodobaniem wieszają psy na Kommodusie, zrzucając na niego winę za wszelkie nieszczęścia. A przecież owe bunty, głód, zamieszki jakie wydarzyły się za jego panowania to odłożone w czasie skutki panowania i wielkiej zarazy Marka Aureliusza. Kommodus, przy swoich ułomnościach, był całkiem dobrym władcą. No ale cesarz – filozof musi być bielszy od śniegu i wolny od win, więc wina spada na syna.

   Ciekawym tematem jest stosunek Marka Aureliusza do nowej wiary, do chrześcijaństwa i chrześcijan. Wydawać by się mogło, że dla władcy Rzymu, dla którego tak ważne była moralność, zbożność, czy przynajmniej powściągliwość, chrześcijaństwo z jego ówcześnie bardzo surowymi zasadami moralnymi będzie jeśli nie miłe, to przynajmniej obojętne. Nic podobnego. Cesarz Marek Aureliusz był zdecydowanie wrogi chrześcijaństwu. Za jego rządów nastąpiło przykręcenie śruby: wzrosła ilość procesów i liczba surowych wyroków, w tym kary śmierci za to tylko, że byli chrześcijanami. Apologeci cesarza – filozofa, a tych nie brak zwłaszcza w kręgach akademickich i antychrześcijańskich, uparcie temu przeczą, by nie było najmniejszej skazy na ich ukochanym władcy. W swym pamiętniku Marek Aureliusz wspomina chrześcijan w jednym miejscu. „Jakaż to jest dusza, gotowa, gdy już zajdzie potrzeba odłączenia się od ciała, albo zgasnąć, albo rozprószyć się, albo dalej trwać! Byle ta gotowość szła z własnego postanowienia, nie przez prosty upór, jak u chrześcijan, ale w sposób rozumny i poważny, i tak, by innego mogła przekonać, bez maski tragicznej.” (Rozmyślania XI, 3) Zalety chrześcijan sprawdzają się dlań do prostego uporu. Wyraźne przeciwstawienie rozum – wiara. W filozofii, czy filozofii stoickiej moralne życie wynika z zasad rozumu,; u chrześcijan z wiary, a więc z czegoś nierozumnego. Więcej, czegoś sprzecznego z rozumem: z uporu, przekory i szaleństwa. Co prowadzi do tragedii, jakiej rozumny człowiek unika. Chrześcijanie szkodzą społeczeństwu, są jak rana. Jak lekarz wypala ranę rozżarzonym żelazem, podobnie cesarz troszcząc się o całość społeczeństwa poświęca krnąbrne, uparte jednostki.

   Ten antagonizm: wiara – rozum, ta przepaść nie została zasypana po dziś dzień. Współczesne, zagłaskane chrześcijaństwo, szczególnie katolicyzm, wmawia sobie i innym, że przepaści dawno nie ma, że wszystko wyrównane, i że na miejscu, gdzie ziała pustka, dziś mieści się ogródek i kwietne rabatki i jeszcze stoi szklarenka z ogórkami. Więcej wiary i więcej rozumu, mieli chrześcijanie w czasach prześladowań. Credo, quia absurdum – wierzę, ponieważ to absurd, ponieważ to niemożliwe – to słynne zdanie przypisywane Tertulianowi, około 150 – 240 r.n.e.) chrześcijańskiemu teologowi, którego młodość przypada na panowanie Marka Aureliusza. Nowożytne, skundlone chrześcijaństwo woli fałszywe dowody, miałkie rozumowania, czy płytkie sylogizmy niż wiarę, bo współczesne chrześcijaństwo boi się wiary, wstydzi się wiary i od wiary ucieka, jako czegoś nierozumnego i uwłaczającego. Dlatego przegrywa. Żydzi, czy muzułmanie mają znacznie więcej rozsądku. Nie usiłują podobać się wszystkim i dowodzić swej wiary w kategoriach rozumu, czego w żaden sposób nie da się wykonać. Ale to temat na inne, szersze rozważania. Nowożytna klęska chrześcijaństwa to zwycięstwo „rozumu” nad „zabobonem i ciemnotą”, jak w czasach Marka Aureliusza. Wojna rozumu i wiary trwa.

   Trzeba dodać, że z taką samą niechęcią, z jaką filozofowie stoiccy w tym Marek Aureliusz odnosili się do chrześcijaństwa, z taką samą wrogością chrześcijanie tratowali współczesną sobie filozofię. Chrześcijaństwo w owym czasie prowadziło walkę na wielu frontach. Oczywiście walkę ideologiczną, nie fizyczną. Jeszcze nie fizyczną. Najzajadlejsze spory chrześcijanie wiedli pośród siebie o to, co jest doktryną, a co herezją. Dalej wodzili się z Żydami, kto jest narodem wybranym, a kto nie jest. Spory z poganami były na dalszym miejscu. Lecz tu przeciwnikami byli filozofowie stoiccy. Chrześcijańscy teologowie uznawali, że tradycyjne wierzenia w plejadę rzymskich, czy greckich bogów, którzy oszukują, kłamią, zdradzają i mają wszelkie ludzie ułomności są niczym… bajki dla dzieci. Nie warto z nimi dyskutować. Natomiast filozofowie stoiccy, a wówczas ten nurt był najpopularniejszy, mieli spójny, przemyślany system poglądów i opartej na nim moralności, nie do pogodzenia z aksjologią chrześcijańską. Nie jest dziełem przypadku, że działa wybitnych filozofów stoickich, jak na przykład Chryzypa, zostały tak gruntownie zagubione, iż znamy tylko tytuły, bądź pojedyncze zdania. Wrogość miedzy stoikami i cesarzem Markiem Aureliuszem a chrześcijanami była obopólna. Ale to władze rzymskie skazywały na śmierć i tortury chrześcijan tylko za ich wiarę a nie na odwrót. Prześladowania chrześcijan za cesarza Marka Aureliusza zawiodły. Efekt był przeciwny do zamierzeń. Przerażające rozmiary epidemii Aureliuszowej, która praktycznie nie oszczędziła żadnej rodziny i ogromna ilość ofiar sprawiły, że wielu odeszło od tradycyjnych wierzeń i od tradycyjnej wiary i od filozofii i znalazło spokój oraz wiarę w chrześcijaństwie. Apokalipsa się ziściła, wiara stała się paląco aktualna. Gdy Marek Aureliusz umierał, chrześcijaństwo było silniejsze i liczniejsze niż kiedykolwiek wcześniej. Również na polu walki z chrześcijaństwem cesarz Marek Aureliusz poniósł klęskę.

   Marek Aureliusz marzył o wzmocnieniu cesarstwa, a ogromnie je osłabił. Chciał zniszczyć, a przynajmniej osłabić chrześcijaństwo a ogromnie je wzmocnił. Nic nie wyszło z jego planów. Panowanie Marak Aureliusza przyniosło skutki przeciwne do zmierzonych. Marek Aureliusz poniósł klęskę jako cesarz, jako władca, czy polityk. Polityka bowiem rozlicza się nie z jego planów, czy marzeń, ale ze skutków jego działań. Skutki rządów Marka Aureliusz dla imperium i rzymskiego stylu życia były katastrofalne. Można by rzec, że to nie wina Marak Aureliusz, że za jego panowania wybuchła straszliwa zaraza. Owszem, to prawda. Ale też prawdą jest, że Marek Aureliusz nie uczynił jak się zdaje niczego, aby przeciwdziałać skutkom epidemii, a wręcz jego działania przyczyniały się do rozprzestrzenienia epidemii np. poprzez przerzucanie legionów roznoszących zarazę po całym imperium. Przez trzy czwarte jego panowania, przez całe piętnaście lat szalała zaraza w jego państwie, umierały miliony, a Marek Aureliusz rządził tak, jakby… żadnej zarazy nie było. Bo przecież, biorąc to logicznie, taka pandemia jest bez sensu. Coś takiego nie ma prawa się zdarzyć. A jednak się zdarzyło.

   Ludzie bardzo inteligentni, czy filozofowie uznający jedynie prymat rozumu tak mają. Jeśli rzeczywistość nie zgadza się z teorią, jeśli świat realny odbiega od świata idealnego stworzonego w umyśle, to tym gorzej jest dla… rzeczywistości. Zawsze można przecież zamknąć się w jakiej sali w pałacu i napisać cos takiego: „Człowiek doskonały odchodzi spośród ludzi, nie zmazawszy się ani kłamstwem, ani obłudą, ani rozpustą, ani pychą. Przesycić się tym i ducha wyzionąć - to drugi stopień. A może wolisz trzymać się zepsucia i doświadczenie jeszcze nie skłania ciebie do ucieczki z tej zarazy? Bo raczej to zepsucie umysłu jest zarazą niż jakieś tam zepsucie i zmiana powietrza, które nas otacza. Bo to jest zarazą dla istot żyjących jako istot żyjących, a tamto jest zarazą dla ludzi jako ludzi.”(Rozmyślania, XI, 2) Według Marka Aureliusza nie zaraza, nie choroba, nie śmierć jest złem, ale uszczerbek na duszy człowieka doskonałego jest złem. Ale chyba nie takiej konstatacji oczekiwalibyśmy od władcy państwa w czasie zarazy? Nic dziwnego, że to pod władaniem cesarza wyznającego takie poglądy, pandemia zdziesiątkowała, zabiła co dziesiątego poddanego. Nawiasem mówiąc to jedyny ustęp w Rozmyślaniach, w którym Marek Aureliusz bezpośrednio odnosi się go pandemii, najważniejszego wydarzenia jego panowania.

   Dalej pisze, konsekwentnie: „Śmiercią nie gardź, owszem, niech ci miła będzie, bo i ona jest jednym z objawów woli natury. … A dzisiaj widzisz, ile to zamieszania sprawia niezgodność w sposobie życia, tak że by chciało się powiedzieć: chodźże prędzej, śmierci, bym czasem i sam o sobie nie zapomniał.” (Rozmyślania, XI, 3) Filozofa śmierć bliskich, ani milionów nie powinna obchodzić, o ile nie wpływa na doskonałość jego duszy. Mędrzec nie boi się umrzeć i nie uznaje śmierci za zło, bo wie, że śmierć jest częścią natury. A natura jest dobra z definicji. Ciekawe, że wraz ze śmiercią Marka Aureliusza (17 marzec 180 roku) wygasła wielka zaraza. Nie jest jasne, jaka była przyczyna śmierci cesarza. Jeśli była to zaraza, to śmierć Marka Aureliusz była jedną z ostatnich zgonów wielkiej pandemii trwającej 15 lat. Z odejściem Marka Aureliusza odeszła również zaraza.

Złoty pomnik

Marek Aureliusz to ulubiony władca historyków, profesorów i innych tzw. intelektualistów. Którzy zdają się mówić: i my, jajogłowi, bylibyśmy świetnymi władcami, gdyby tylko dano nam taką możliwość. Marek Aureliusz, jeden z nas, przykładem. Marek Aureliusz był fatalnym cesarzem, był fatalnym mężem i ojcem dla swych dzieci, dla syna Kommodusa. Czasy jego rządów to jedno wielkie nieszczęście i katastrofa za katastrofą, choć osobiście Marek Aureliusz nie popełnił żadnego występku. Był świetnie przygotowany do rządzenia, mądry, zdyscyplinowany, nigdy nie działał pochopnie, zawsze po namyśle, nie nadużył swej absolutnej władzy. W innym czasie byłby świetnym władcą, ale nie w czasie ruchów tektonicznych. Gdy nie ma dobrych wyborów, gdy dobra decyzja obraca się w złą, a zła w katastrofę. Niewiele można mu zarzucić, no może poza ludobójstwem barbarzyńskich plemion, ale bilans panowania Marka Aureliusza jest straszliwy. Nie wystarczy nie kraść, by dobrze się działo. Nie czynić zła, czasem, to o wiele za mało.

Pomnik Marka Aureliusza

   Ocalał po nim pomnik w spiżu: Marek Aureliusz na koniu, wyciągający dłoń w majestatycznym geście imperatorów zwanym adiocutio. Jest to prawzór wszystkich późniejszych konnych pomników królów, wodzów i bohaterów. Ocalał tylko dlatego, bo chrześcijanie mylnie uznali, że to postać Konstantyna Wielkiego. Pierwotnie pomnik był pozłacany, musiał pięknie lśnić w słońcu. Czas i chciwość starły pozłotę. Oryginał znajduje się w muzeum kapitolińskim, na rzymskim placu umieszczono kopię.

    Oby nikomu nie przyszło na myśl ponownie ozłocić posąg cesarza. Stara rzymska legendy mówi, że gdy pomnik Marka Aureliusza znów będzie złoty przyjdzie koniec świata. W XX wieku również mieliśmy rządy filozofów, zrzeszonych w zdyscyplinowane partie, którzy uznali, iż świat trzeba uczynić lepszym a ludzi uformować na nowo. Rządy filozofów skończyły się obozami zagłady, pracy i masowymi grobami, którymi usiana jest Eurazja, od Renu po Władywostok. Panowanie filozofów nie wyszły na zdrowie rządzonym tak w wieku dwudziestym jak drugim. Prosty lud wie lepiej i stąd ta legenda. Jeśli pomnika Marka znów zalśni złotem, jeśli Marek Aureliusz znów przyjdzie nam rządzić i panować, to nastąpi koniec świata. Dla mnie jest to najlepsze podsumowanie rządów cesarza – filozofa Marka Aureliusza.

   Po Marku Aureliusz została nie tylko ponura legenda i odarty z pozłoty spiżowy posąg na koniu. Została po nim książka, wcale nie gruba, ani obszerna. Właściwie książeczka pod tytułem Rozmyślania, albo Do siebie samego. Książka jedyna w swoim rodzaju, tak ze względu na osobę autora, jak na treść. Są to myśli, które Marek Aureliusz spisywał sam dla siebie, aby się pokrzepić, aby się wzmocnić, aby wytrwać. Naczelnym słowem, hasłem, jaki występuje w Rozmyślaniach, jest obowiązek: „Spełniam swój obowiązek, inne sprawy mnie nie obchodzą. Bo albo to bezduszne, albo nierozumne, albo zbłąkane i drogi nie znające.” (Rozmyślania VI, 22) Obowiązek to główna idea Marka Aureliusza. Obowiązek człowieka, filozofa, cesarza, męża i ojca. „Uważaj, abyś się nie scezarzył, abyś się nie zaraził. Zdarza się to bowiem. Utrzymaj się skromnym, dobrym, szczerym, poważnym, naturalnym, w umiłowaniu sprawiedliwości, bogobojności, bądź życzliwy, miły, wytrwały w pełnieniu obowiązków. Staraj się usilnie o to, abyś takim pozostał, jakim cię pragnęła zrobić filozofia. Bój się bogów, otaczaj opieką ludzi. Życie krótkie, a jedyny owoc życia ziemskiego to pobyt na ziemi zbożny i prace obywatelskie.” (Rozmyślania VI, 30) W Rozmyślaniach Marek Aureliusz cytuje ulubiony ustęp z Iliady. Słynne porównanie Homera, gdzie ludzie rodzą się i odchodzą, tak jak liście:

Jako się liście rodzą, tak i ludzkie plemię:

Jako wiatr liście wstrząsa, okrywa nim ziemię,

A w inne, w czasie wiosny, drzewo się przybiera,

Jedno plemię się rodzi, a drugie wymiera.

Iliada, VI, 153-157

   Można Rozmyślania strywializować, czy wyśmiać, jak wszystko zresztą. Lecz dla mnie to piękna myśl, że powinienem się starać. Że choć jesteś tylko drobiną, atomem we wszechświecie, masz swoją w nim rolę do odegrania. Że powinieneś być dobry, szczery, bogobojny, prawy, życzliwy i tak dalej bo tak trzeba. Że można, że warto, że trzeba. Dla innych i dla siebie samego. Jeśli przygina cię ciężar nie do udźwignięcia, jeśli upadłeś, to zbierz siły i wstań. Zrób ten mały krok i następny, a gdy upadniesz znów się podnieś. Bo masz na to siły w sobie. Masz obowiązki, masz zadanie do wykonania, więc się podnieś i rób co należy. Jesteś obywatelem swego państwa i obywatelem wszechświata. Jesteś panem samego siebie. Zło nie ma do ciebie dostępu, póki sam go do siebie nie wpuścisz. I wiele innych, podobnych myśli.

   Jest to etyka wypływająca z rozumu. Filozofii stoickiej, z gruntu agnostycznej, bardzo blisko do ateizmu, choć Marek Aureliusz często wspomina bogów. Lecz czyż nie wystarczy, że ktoś jest szczery, uczciwy, prawy, mniejsza o to z jakich powodów płynie jego postępowanie? Rozmyślania, książka niewielka, lecz rzadkiej piękności. Wydawane jako dzieło filozoficzne, ale Marek Aureliusz nie był wielkiej klasy filozofem. Był władcą imperium, ale brak odniesień do palących problemów politycznych. Był pisarzem, tak. Ta książeczka to pamiętnik, pamiętnik wewnętrzny, zapis duchowych zmagań. Napisana dla umocnienia i pokrzepienia ducha. Gdyby Marek Aureliusz był szczęśliwszym władcą i ojcem, to pewnie ta książeczka by nie powstała. Bo jeśli ktoś jest dobry, prawy i cnotliwy to nie musi o tym pisać. Podobnie nie piszą tego ci, szczęśliwi, lecz nieszczęśliwi.

   Ta książeczka stanie Markowi Aureliuszowi za najpiękniejszy złoty posąg. Nie potrzeba więcej. Tu się udało Markowi Aureliuszowi. Ta książeczką uratował siebie, ocalił swe życie i pomaga innym. Uczynił to w czasie wolnym od obowiązków, w gryzącej samotności, w czasie męczących, bezsennych nocnych godzin. Marek Aureliusz ma prawo powtórzyć, za Horacym (Ody III, 30, tłum. Lucjan Rydel):

Stawiłem sobie pomnik trwalszy niż ze spiżu

Od królewskich piramid sięgający wyżej.

Nie wszystek umrę, wiele ze mnie tu zostanie

Poza grobem. Potomną sławą zawsze młody

Non Omnis Moriar… Prawda. Nie byle jakie to osiągnięcie, cesarza, imperatora Marka Aureliusza.

 

Wszystkie cytaty za:

Marek Aureliusz, Rozmyślania, tłumaczenie Marian Reiter,

 

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie tekstu tylko za zgodą autora.

Ocena wpisu: 
Twoja ocena: Brak Średnio: 3.9 (głosów:3)