Ziarno makowe

Obrazek użytkownika Bielinski
Kultura

Początek grudnia. Niedaleko do świat Bożego Narodzenia. Jeszcze bliżej do kolejnej rocznicy urodzin. Tyle tego było. Każda rocznica za, to jedna mniej przed. Czas płynie, dla wszystkich, chodź nie dla wszystkich jednako. Tak. Świat nie jest sprawiedliwy. Aczkolwiek ostatnimi laty jest całkiem niezły. Zamiast pogrążać się w pustych żalach, może czas zrobić bilans tego mojego pisania? Napisać kilka słów od sobie? Odpowiedź na odwieczne pytanie. Jeśli nie teraz, to kiedy? Jeśli nie ja, to kto? Ważne pytanie nie tylko dla rewolucjonistów, co chcą ruszyć z podstaw bryłę świata; dla polityków zziajanych w wiecznej pogoni za władzą, ale też dla pisarzy, że ośmielę się tak nazwać. Dziś tak wielu pisze. W księgarniach pułki uganiają się pod kolorowymi okładkami książek, jak stadami wielobarwnych papug, których nikt nie kupuje i nie czyta. Nasz sławny noblista, poeta eksportowy i postępowy zażartował, że więcej pisze niż czyta. Coś w tym jest. Powiedziano to ze trzydzieści lat temu. Tym bardziej dziś to aktualne. Lecz wydaje mi się, że w tym żarcie wiele jest goryczy utytułowanego i sytego chwały poety, że pospólstwo tak mało czyta i analizuje jego pouczenia moralne ujęte w formy wierszowane. Twórcy od zawsze mają te samo odczucia – wołającego na puszczę. Dosadniej: o rzucaniu pereł przed wieprze.

Wróciłem więc do źródeł, to jest plików, i okazało się, że pierwszy tekst na swoim blog opublikowałem 1 lipca 2009 roku. Był to tekst pt. ”6 028 000, czyli ilu? O liczeniu ofiar II wojny światowej w Polsce”. Ile to czasu? Dwanaście lat. Myślałem, że z dziesięć lat, a tu, proszę, prawie dwanaście się uzbierało. Na początku pisałem jeden tekst tygodniowo, potem co dwa tygodnie, i tego terminu staram się trzymać i dziś. O ile mi się uda. Starczy czasu, sił i nadziei. Szacunkowo, w ciągu tych dwunastu lat napisałem ponad trzysta tekstów na tematy różne. Niechętnie wracam do tych tekstów: część mi się podoba, część mniej, inne wcale. Zdarza mi się powtarzać, bywam monotematyczny i co gorsza nudny i napuszony. Nie patrzę na swoją „twórczość” przez różowe okulary. Ale mam kilka tekstów, z których jestem dumny. Najbardziej zestrzały się teksty, które były pisane na aktualne tematy. Kiedy owe wydarzenia odeszły w niepamięć, to i teksty zbladły, nie dziwota. Dlatego nie piszę teraz komentarzy do bieżących wydarzeń. Przynajmniej staram się nie komentować tego, że jakiś pan A, czy pani Zet, coś tam powiedziała, czy napisała; że partia zła i ohydna znowu czymś skrewiła, a w partii hołubionej sami mędrcy i czyściciele zła i korupcji, itp. Nie warto i za dużo ścisku. Wielu jest takich, co w zupełności pełnią tę rolę i na wyścigi serwują komentarze do wszelkich wydarzeń. Chwaląc, czy gromiąc, ale zawsze naświetlając je zgodnie z upodobaniami swymi i grona swych wielbicieli i politycznych stronników. Jednym z powodów, dla którego warto pisać jest zdziwienie. Mam swoje lata a nie przestaję się dziwić. Ostatnio ukazała się wiadomość, ze niejaki Prisztil, czy Frisztil kupił sobie dom koło Krakowa za siedem milionów. Frisztil (chyba, nie jestem pewien jego ksywy) prowadzi intensywna działalność w Internecie, publikuje zdjęcia, czy filmiki o swoim życiu, „Króla Życia”. Pisać to nie, bo chyba nie umie ani pisać, ani czytać, bo po co mu to? Ma mnóstwo internetowych fanów, i fani złożyli się na ten dom. Teraz Frisztil (?) opublikuje kolejne zdjęcia i filmiki: „Króla Życia” na basenie z panienkami, „Króla Życia” gotuje jajko na miękko, „Króla Życia” się wypróżnia na złotym sedesie… Musi być złoty sedes, bo na co by poszły te miliony? I, nie wątpię, że mu się ten wydatek na dom zwróci. Nie to jest dziwne, że „Króla Życia” kupił luksusową posiadłość za cudze pieniądze, i że jeszcze na tym zarobi, lecz to jest dziwne: ilu idiotów jest na tym świecie? Wręcz nie do wiary.

Zazdrość przeze mnie przemawia? Nie mam milionów fanów, to prawda. Dalej mi do tego niż do Plutona. Ale, nie. Z ręką na sercu - nie. Niech się ten Frisztli wypróżnia do złotego sedesu; niech sobie zalicza kolejne setki kobiet, czy facetów, co tam lubi; niech zarobi sobie następne miliony… Nic mnie to nie obchodzi. Sprawdziłem. Ostanie moje teksty czyta około trzystu czytelników, na dwóch portalach. Gdybym prowadził blog modowy i analizował kolor wstążeczek, czy kształt czubka trzewików, albo kulinarny i rozpisywał się o smażeniu żeberek, o tiramisu i kluskach śląskich, taki wynik byłby katastrofalny. Jednakże biorąc pod uwagę, że piszę niełatwe, gorzkie i często mało przyjemne teksty na tematy, które mało kogo obchodzą – jak wiadomo, jesteś tym co jesz – oraz olbrzymią konkurencję, to całkiem sporo czytelników. Zamiast się użalać, cieszę się że czytelnicy są, i że ich jest tylu. I że to, co piszę, to nie całkiem wołanie na puszczę. Fortuny na tym nie zbiję, lecz już dawno się z tym pogodziłem. Albo piszesz to, ci ludzie chcą czytać, na przykład kryminał, albo półpornograficzna powieść, i zarabiasz pieniądze. Albo piszesz to, co uważasz za słuszne i warte pisania. Co ma swoje konsekwencje. Albo, albo. Wolność kosztuje. „Wolność krzyżami się mierzy, historia ten jeden zna błąd…” z wojskowej piosenki. Dziś, w dobie postępu i tolerancji nie płaci się śmiercią, czy kalectwem, ale i dziś wolność kosztuje. Taki mam plan na wzbogacenie: los na loterii. Przecież każdy los wygrywa. Zbieram się do tego od lat. W końcu kupię los i wygram miliony. I będę bogaty. Albo i nie. Tak czy siak, „Królem Życia” to już nie zostanę… na szczęście.

Nie skarżę się, że mało ludzi mnie czyta. Chcesz? Czytaj! Nie? To nie. Wolność moja, wolność twoja. Masz wybór. Jak każdy. Każdy dziś wybiera, co chce. Idzie do księgarni i kupuje, co mu się podoba. Jak nigdzie, właśnie w strefie ducha panuje współcześnie taki wolny rynek, że Adamowi Smithowi – ideologowi wolnego rynku – taka wolna amerykanka się nie śniła. Mamy Internet i miliony blogów, do wyboru, do koloru: od blogów kulinarnych, przez modowe, podróżnicze, czy polityczne. Miliony blogów, miliony autorów, więc i miliony pisarzy. Pośród tego tłumu moja skromna osoba. Skoro oni są, czy się uznają za pisarzy, to i ja też jestem pisarzem, choć przyznaje, że to zajęcie nie przynoszące chwały, a nawet powiedziałbym przeciwnie, poczucie głębokiego wstydu. Odpowiedz na pytanie: dlaczego piszę, jest banalnie prosta. Jeśli nie ja tego napiszę, to kto to uczyni? Nikt. Zatem muszę. „Nie chcem, ale muszem” jak ktoś kiedyś rozstrzygnął podobny dylemat.

Czy warto zadawać sobie ten trud i pisać? Myślę, że tak. Powodów jest kilka. Pierwszy. Pisze, bo czytam. Kiedyś dużo czytałem, czytałem wszystko. Dziś czytam tylko to, co znam. Co jest godne czytania. Jestem nader wybredny w tej materii. Szkoda mi czasu na głupoty. Wyznaję tutaj utylitaryzm. Dobre jest to, co pożyteczne. Czytanie musi przynieść mi pewna wartość dodaną, dać pewien zysk. Na przykład uświadomić mi coś, o czym nie wiem, czy ukazać znaną rzecz pod innym katem, rozbawić mnie itd. Podobnie jak z zakupem butów. Jedni wpadają do sklepu, w pięć minut znajdują pierwszą jako tako pasującą parę butów, płacą i wychodzą zadowoleni. Dla innych, zwłaszcza pań, to będzie skomplikowany i czasochłonny proces. Taka pani to przez godzinę, ba i dwie, będzie przymierzać, wybierać, odkładać, szperać po pułkach, zastanawiać się zanim cokolwiek kupi. Jeśli się zdecyduje. Ale to już piąty, czy szósty salon z butami; ostatni w granicy godziny jazdy autem. Temat butów: czółenek, kozaków, czy nawet zwykłych letnich, sandałów zaprzątuje jej, że tak powiem, duszę od ponad miesiąca. Ogromny wysiłek, wielkie zaangażowanie, ale i o ileż większa radość z udanego zakupu! Panie nie idą na marne kompromisy. Nie zdają się na przypadek. Nie szczędzą czasu, ani pieniędzy. Nie zadowolą się byle czym. Chcą jak najwięcej radości i satysfakcji z tej… wybranej pary butów. I mają słuszność.

 Buty, czy książka, tu warto i trzeba być wybrednym i wymagającym. Nikt nie kupuje butów dla radości i zysku producenta. Nie pomogą żadne prośby, groźby, czy błagania, jakże częste u literatów, czy innych tak zwanych intelektualistów, Osobnicy owi snują gorzkie żale i lubością rozwodzą się nad ciemnym, głupim społeczeństwem omijający szerokim łukiem cudne wytwory ich wyższego (?) umysłu. Czy to nie dziwne? Produkcja butów daje pracę tysiącom osób. A nikt nie widział choćby kilkuosobowej delegacji załogi fabryki butów – kilku pracownic z dyrektorem na czele – która przed sklepem kaja się i błaga klientów, i klientki, by wybrali właśnie ich produkty. Nie widział, bo byłoby to… całkowicie nieskuteczne. Klienci, a zwłaszcza klientki i tak kupią to, co im się podoba. Na nic prośby i błagania. Zaś tak zwani intelektualiści nie ustają w próżnych żalach, co jeszcze utwierdza ich w lubym przeświadczeniu o własnej wyższości intelektualnej i moralnej.

 Powód drugi: lubię deszcz. Lubię patrzeć na zacinane deszczem korony drzew, na krople deszczu spływające po szybie, na miko wybuchy kropel uderzających w powierzchnie kałuż. Woda paruje. Para wodna unosi się ku górze, a unosząc się stygnie. Jej temperatura spada. Wysoko, na wysokości kilkuset, czy kilku tysięcy metrów, w sprzyjających warunkach ciśnienia i temperatury, cząsteczki wody łączą się. W procesie zwanym kondensacją powstaje kropla wody. I zaczyna opadać pod wpływem grawitacji. Życie kropli wody to czas pomiędzy urodzinami w chmurach a śmiercią po uderzeniem o ziemię, czy wodę. Ich czas życia to kilkanaście, nawet kilkadziesiąt minut. Całkiem długie życie. Kropla umiera, ale cząsteczki wody przetrwają. Znów się unoszą ku chmurom i cykl się potarza. Reinkarnacja, albo metempsychoza, w wydaniu kropel wody, o ile krople wody mają duszę. Prawie nieskończona. Póki jądro Ziemi nie wystygnie, póki Słonce nie zdmuchnie ochronnej tarczy atmosfery, póki oceany nie wyparują…. krople wody będą się rodzic i umierać, by się znów narodzić.

 Gdyby taka kropla wody umiała mówić, to co by powiedziała? Kropla nie jest sama. Jest jedną z milionów, miliardów innych kropel, podobnych do siebie jak… kropla do kropli. A przecież i pośród nich są i lepsze i gorsze. Są „Królowie Życia” i są ci… pozostali. Jest wyścig o majątek, o lepszych partnerów, o szacunek, o pozycję społeczną. Są waśnie i sojusze. Przyjaciele i wrogowie. Może nawet jest i miłość, gdy jedna kropla spotyka drugą kroplę i powstaje miedzy nimi dziwne… przyciąganie. Kto wie, czy i tam nie ma kropel wybranych, obrzezanych i wybranych?! Kto wie? Wiele się dzieje w życiu kropli wody między urodzinami a śmiercią. Ale przecież i tam trafiają się krople, które kręcą się nieco inaczej. Które chcą, czy wypatrują czegoś innego. Które nie całkiem są z tego, co jedzą. I tak miedzy kroplami powstaje poezja, filozofia i wiara. Póki krople nie opadną. Ale powstaną znów, w chmurach. Takie samie, ale inne. Inne, a takie same.

 Kiedy zaczynałem przygodę z pisaniem i publikowaniem na blogu miało to być krótkotrwałe zajecie. Dodatkowe, poboczna i małoznacząca praca. Napisze się coś, byle co, byle jak, byle szybko i… będzie. Tak przecież robią wszyscy, prawie wszyscy. Po dwunastu latach nadal piszę. To co miało być małoznaczącym dodatkiem stało się główną pracą w polu literatury. Mam przecież inne, zawodowe zajęcia. Trzeba zarabiać, aby było z czego płacić rachunki. „Kamień, który odrzucili budowniczowie, stał się kamieniem węgielnym” (Ps. 118) Kolejny powód, dla którego warto pisać. Czytać, myśleć. Pytać i szukać odpowiedzi. Bo jesteśmy z tego świata i zarazem nie jesteśmy z tego świata. Jakaś część nas nie jest. Maleńka, mniejsza niż ziarno maku. Co prawda z maku powstać może pole makowe, którego produkty potrafią nieźle otumanić. Z tymi porównaniami trzeba uważać, by nie zabłądzić w drogę bez wyjścia.  Nawet jeśli to li tylko złudzenie. Cóż. Warto trudzić się dla siebie. Dla innych. Nawet jeśli są nieliczni. Zwłaszcza jeśli są nieliczni. A ci inni? Obojętni, niechętni, czy nawet wrodzy? „Pan jest ze mną, nie lękam się. Cóż mi może uczynić człowiek?” (Ps. 118).

Nawet jeśli byłby to był sen kropli wody. Ostatni powód: jestem uparty. Zawzięty i uparty. Muszę. Nie mam innego wyjścia. Przymus, jak oddychanie. Kropla wody, urodzona w chmurze, spaść musi na ziemię. A obok wody leży wodolejstwo. I taka też bywa prawda, bo lepsze bywa szukanie niźli znajdowanie. 

 

  Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie tekstu tylko za zgodą autora.

 

P.S. Pierwszy raz opublikowałem ten tekst w niedzielę, 6 grudnia. Potem go poprawiałem, i zniknął. Ten serwis działa naprawdę nie - popranie. Dlatego ponownie umieściłem ten tekst.

Twoja ocena: Brak Średnia: 5 (6 głosów)

Komentarze

5 grudnia Pan opublikował, 6 grudnia o 8:52 edytował Pan i odpublikował. Czarno na białym mam to w logach. Proszę uważnie klikać w przyciski pod edycją wpisów.

Vote up!
3
Vote down!
-1

Podczas kryzysów – powtarzam – strzeżcie się agentur. Idźcie swoją drogą, służąc jedynie Polsce, miłując tylko Polskę i nienawidząc tych, co służą obcym.

#1638134