Za siedmioma górami…

Obrazek użytkownika Bielinski
Kultura

Za siedmioma górami, za siedmioma morzami żyła sobie kiedyś… tak mniej więcej zaczynają się bajki. Wszyscy lubimy bajki. I młodzi i starzy, o dzieciach nie wspominając. W bajce jest dobry, czy dobra bohaterka, i ta zła czarownica, lub inna wredna królowa… Czemu tymi złymi w bajkach, i nie tylko w bajkach, są głównie panie? Nawet w bajkach wiedzą, że kobiety są bardziej zapamiętałe w gniewie i zajadłe w zemście i nienawiści niż mężczyźni. Bajki są odbiciem życia pozostając bajkami. Są tam liczne przeciwności, które bohater(ka) w końcu pokona; jest walka dobra ze złem i odwieczny tryumf dobra. I słowa końcowe, na które czekamy: …wszyscy żyli długo i szczęśliwie. Czyż nie o to chodzi w tym naszym życiu? W tej naszej bajce w realu?

   Wiele jest bajek. Mamy bajki dla dzieci, o czarownicach, o Babie Jadze i domkach z piernika, czy siedmiomilowych butach. Są też bajki dla dorosłych, sprowadzających się do tego, jacy to jesteśmy mądrzy, piękni, dobrzy i wspaniali. A jeśli nie jesteśmy, to na pewno będziemy. Musimy się tylko postarać, bardziej się starać, mocniej wysilić. I będzie dobrze. Wystarczy przestać palić węgiel i uratujemy naszą planetę przed efektem cieplarnianym. Naszą starą Ziemię, która nie takie przeszła terminy, i dla której człowiek mniej znaczy niż… dżdżownica. Albo, że wystarczy zapłacić Żydom za ich urojone, czy prawdziwe krzywdy, a nas pokochają i będą naszymi braćmi w nowym narodzie wybranym. Albo, że jeśli przytulimy Murzyna do (białej) piersi i pogłaskamy go po głowie, to wybaczy i zapomni krzywdy. Będziemy wszyscy żyli razem i szczęśliwie, jak na obrazkach świadków Jehowy: antylopa pasie się ufnie podle lwa, jagnię przytula się do wilka, dziecko usypia bezpiecznie w objęciach jadowitego węża.

    Ale jest, jak jest. Rzeczywistość, ta bajka na żywo, nieco jednak różni się od tej spisanej w pięknie kolorowanych książkach, od wyśnionej, urojonej wizji. Zarówno w wymiarze jednostkowym, osobistym, jak i bardziej ogólnym. Przebudzenie bywa, nie bywa, to złe słowo. Przebudzenie zawsze jest bolesne. Mocno bolesne. Ostatnia epidemia, czy pandemia COVID-19 jest takim przebudzeniem ze snu. Z jednego z naszych snów, czy rojeń, bo jest ich mnóstwo, o naszej wszechmocy. Ale przecież trwają prace w licznych laboratoriach, najlepsi naukowcy pracują ile sił, by znaleźć lekarstwo, by stworzyć szczepionkę. Uda im się! Musi się udać. Co tam jakiś wirus, gdy wysyłamy człowieka na Księżyc! Gdy sięgamy do horyzontu Wszechświata. Gdy tworzymy komputery kwantowe. Wkrótce pandemia przeminie, wszystko wróci do normy i będziemy żyli długo i szczęśliwie, tak jak dawniej. Przecież jesteśmy tak potężni. Tak wiele wiemy. Znamy budowę wirusa i komórki, wiemy jak działają. Mniej więcej wiemy.

   Problemem jest białko, jakie znajduje się na czubku każdego kolca, którym najeżony jest koronawirus. Te białko to jest klucz, którym wirus „otwiera” komórkę, unikalny klucz dla każdego gatunku. Przez te białko komórka, uznaje wirusa za „swego” i pozwala mu robić, co chce, czyli namnażać się w niej. Mutacje międzygatunkowe polegają na naprawdę minimalnej zmianie tego białka. I tak wirus, który zarażał nietoperze, czy ptaki, może teraz atakować komórki człowieka. I co z tego? Czy my, ludzie, nie potrafimy odtworzyć małej cząsteczki białka? Tak, czyli nie. Nie. Nie potrafimy. Odtworzenie tego białka to problem co najmniej o dwa rzędy wielkości, czyli sto, czy tysiąc razy bardziej skomplikowany niż wysłanie człowieka na Marsa. Trzeba stworzyć idealną kopię tego białka, kilkanaście, może kilkadziesiąt tysięcy atomów – każdy musi być dokładnie na swoim miejscu jak we wzorcu. Inaczej nie zadziała. Wirusy dają radę, ale mają za sobą z miliard lat. My ludzie, nie. Jesteśmy, jak złodziej, co przełamał wiele zabezpieczeń, i otworzył wiele drzwi, by dotrzeć do skarbca. I teraz zostało mu „tylko” odtworzenie klucza do skarbca a wówczas skarb będzie jego. Tyle że klucz, który musi odtworzyć, bo inaczej nie dostanie się do skarbu, jest nierównie bardziej skomplikowany niż te wszystkie zamki, które złamał do tej pory. Czy uda się złamać ten zamek? Nie wiem. Może szczęśliwym trafem trafi jedną z miliarda kombinacji i otworzy skarbiec? Może te komputery kwantowe, gdy wreszcie zaczną działać, pozwolą złamać ten szyfr? Podobnie ten, co kupuje los na loterii. Przez kilka dni czuje się (prawie) milionerem. Do losowania. Potem do następnego losowania. I tak dalej. Ale ktoś wygrywa. Więc czemu nie ja?

    Wirus HIV znamy od prawie pół wieki, a nie ma na niego szczepionki. Na żaden z koronwirusów nie mamy szczepionki choć są z nami od zawsze. Ale mamy leki. Coś można zrobić. Wirus HIV daje się kontrolować za pomocą leków. Nie jest tak źle. Dawniej ludzie nie mieli nic i umierali jak muchy. My, urodzeni we właściwym czasie, mamy szczęście. Dobra wiadomość jest taka, że jeśli nam się uda dorobić klucz do komórkowego zamka, to będziemy mogli leczyć nie tylko nowotwory, te i obecnie są w dużej mierze uleczalne, czy dające się kontrolować, lecz o wiele gorsze, a całkowicie nieuleczalne choroby autoimmunologiczne, czy genetyczne, jak stwardnienie zanikowe boczne (SLA). Zyskamy władzę nad komórkami, jaką mają wirusy i oczywiście wykorzystamy ją tylko w „dobry” sposób. Będziemy bowiem mogli dostarczyć do właściwych komórek brakującą informację – wymienić geny wadliwe na prawidłowe – i sprawić, że komórka będzie działała poprawnie. Jeśli uda się „naprawiać” komórki, to nawet starość da się „leczyć”. Piękna i młoda do grobowej deski – czyż to nie marzenie tak wielu pań? I znów będziemy żyli (jeszcze) dłużej i (jeszcze) szczęśliwej. O ile doczekamy tego szczęsnego czasu. Na śmierć nie widać żadnego lekarstwa nawet na horyzoncie. Żadnego, poza Bogiem. Ale w czasach postępu to obciach wierzyć w taki anachronizm, jak Bóg. Zatem Boga nie ma.

    Wracając do tematu i przechodząc do ameryki albo usa. Dlaczego usa? Czyż to nie jest kraj ze snów? Z marzeń? Z bajki? Dziś jesteśmy świadkiem, jak amerykański sen się kończy. Po przypadkowej śmierci Murzyna podczas policyjnej interwencji, przez usa przetoczyła się fala manifestacji i zamieszek. Manifestanci obalają pomniki, rabują i podpalają sklepy i palą samochody. Ciekawe, że pośród manifestantów są nie tylko Murzyni, ale również biali. Są to protesty nie tylko rasowe, ale również przeciwko biedzie i nierównościom społecznym. Pandemia szczególnie ciężko dotknęła kraj z marzeń. Na dzisiaj usa są pierwsze jeśli chodzi o ilość szachrowań i zgonów, ale rychło, myślę, zostaną zdetronizowane przez Brazylię, czy Indie, bowiem koronawirus SARS-CoV-2 lubi ciepło i ciepłe kraje, no i jest rasistą. Ameryka Łacińska, Azja, czy Afryka będą, jeśli już nie są bastionami koroanwirusa SARS-CoV-2. Źle to wróży ciepłym krajom i (rychłemu???) powrotowi globalnej turystyki, ale to inny temat. Murzyni cieszyli się, że to choroba białych, ale to nie jest prawdą. Kolorowi – to jest nie-biali – nie tylko łatwiej chorują, ale ich choroba ma cięższy przebieg i łatwiej umierają na COVID-19. Widać to w usa, gdzie czarni stanowią nieproporcjonalne dużą ilość ofiar, czego nie da sia wytłumaczyć tylko gorszą opieka zdrowotną, jaka mają biedni Murzyni. Podobnie rdzenni Indianie, tam jest tragedia. Nawiasem mówiąc ilość łóżek szpitalnych, czy miejsc na OJOM-ach w usa jest niższa niż w wielu krajów trzeciego świata. Nie ma to znaczenia, bo te łóżka i tak stoją puste. Niewielu w stanach stać na ubezpieczenie, które pokrywa w pełni koszty opieki szpitalnej. Zazwyczaj chory na COVID-19 musi pokryć w części, albo w całości koszy leczenia a są to olbrzymie kwoty, rzędu miliona dolarów dla nieubezpieczonego. Po pokonaniu choroby i szczęśliwym wyjściu ze szpitala, były chory jest zrujnowany: nie ma nic, wszystko, co ma: oszczędności, dom, samochód, musi pójść na spłatę kosztów pobytu w szpitalu a często to za mało. Zostają długi spłacane do końca życia. Bogaci i bardzo bogaci się nie przejmują – ich stać na opłacenie najlepszego szpitala. Biedni też się nie przejmują – i tak nie zapłacą, bo nie mają z czego. W usa ubezpieczenia publiczne, marne, ale jakieś są. Najgorzej mają ci z klasy średniej, co coś mają, czegoś się dorobili, ale za mało. Przez chorobę mogą stracić wszystko. Dlatego nie idą do szpitala, póki są w stanie ustać na nogach. Gdy tam wreszcie trafią są w tak ciężkim stanie, że czeka ich tygodnie walki o oddech na OJOM-ie i gigantyczny rachunek, gdzie uwzględnia się wszystko: od tlenu po waciki i zużyty papier toaletowy. Potem żałują, że przeżyli. Nie ma nic za darmo. Zwłaszcza w amerykańskim śnie.

  Pandemia COVID-19 może stać się gwoździem do trumny amerykańskiej klasy średniej. Nominalne dochody średniej rodziny w usa nie zmieniły się od ponad 40 lat, a po uwzględnieniu inflacji realnie są mniejsze co najmniej o połowę. Jak ci ludzie mogą opłacić koszty leczenia w prywatnym, nastawionym na zysk, szpitalu? Dlatego tak wielu białych również protestuje. Nie maja innego wyjścia. Oni wiedza, że w najwspanialszym kraju świata nie ma dla nich innego miejsca niż prostego robola. Do tego pełno wkurzonych czarnych, którzy uważają, że znów dostali od białych to, co najgorsze. Wystarczyła iskra, śmierć tego Murzyna, przestępcy, dziś kreowanego na czarnego świętego, by wybuchł wielki pożar.

   Koronawirus SARS-CoV-2 drastycznie zaostrzył podziały w już i tak głęboko podzielonym amerykańskim społeczeństwie. Do tego amerykańska policja słynna z brutalności i zdecydowania, o której nakręcono w Hollywood więcej filmów niż liczy funkcjonariuszy. Najpierw policjanci zwalczali zamieszki, dziś kajają się publicznie i przepraszają płacząc; w wielu miastach policja dała wolną rękę szumowinom w rabowaniu, plądrowaniu, obalaniu pomników. Zgodnie z głównymi mediami, liberalnymi, czy lewackimi. Ty rasisto w mundurze! Nie lej Murzyna pałą, nawet gdy rabuje sklep. Jego czarnego pra-pra-przodka w kajdanach przywieziono z Afryki. Niech sobie bierze 100 calowy telewizor, albo kilka smartfonów, czy co tam sobie chce. Niech sobie spali ten samochód. Za szkody zapłaci towarzystwo ubezpieczeniowe, wraży kapitaliści. To nie wina Afroamerykanina! Należy mu się za odwieczne krzywdy. No i policja woli być głucha i ślepa od miana rasistów i oskarżeń o brutalność, bowiem podczas tłumienia zamieszek zawsze są ranni, a często zabici. Słowem, amerykańska policja ma to w d…pie. A zwykli ludzie skrzykują się i sami z bronią w ręku pilnują swoich domów, sklepów, swego biznesu. W usa ludzie mogą mieć broń. U nas byłoby o wiele gorzej. I te głębokie dyskusje: czy lwa głaskać z włosem, czy pod włos? Jak byś nie chciał pogłaskać lwa, to lew i tak odgryzie ci rękę, jeśli tylko będzie miał szansę, i rzuci ci się do gardła. Bo lew pozostaje lewem, a głaskanie nie zmieni drapieżnika w potulnego kotka, cokolwiek by o tym nie pisano w bajkach. 

   U nas też walczą z rasizmem. Nasi postępowcy wszystko małpują, więc czemu to mieli by sobie darować? Manifestacja w stolicy, głownie białych aktywistów tolerancji i walki z rasizmem słowiańskiego rodu i pochodzenia. Ale z kilkunastu Murzynów i Murzynek z transparentem: Do not call me Murzyn. Walka z rasizmem to wyklęcie uroczego wierszyka Brzechwy: „Murzynek Bambo”. Domaganie się usunięcia z listy lektur szkolnych rasistowskiej, podobno, powieści Sienkiewicza: „W pustyni i w puszczy”. No i to żądanie, by Murzyna nie nazywać Murzynem? To jak nazywać Murzyna? Nie-Murzynem? Czarnoskórym? Uśmiałem się zdrowo na ten widok. Od czytania bajek, lepszy jest śmiech. Przecież śmiech to zdrowie.  

   Kiedyś mówiono dużo i z zachwytem o amerykańskim tyglu, gdzie z rozmaitych, gorszego sortu ingrediencji wytapia się nowy, lepszy produkt – amerykański naród. Od lat nie słychać o amerykańskim tyglu. I coraz rzadziej mówią o amerykańskim śnie. Jeśli już, to najczęściej z kpiną. Widać amerykański tygiel przestał działać. Czyżby zabrakło energii? Piec wygasł to i tygiel nie działa. A może tygiel pękł? Albo zabrudził się żużlem? Lub w usa nie opłacono rachunków za gaz, czy prąd? Albo uznano, że już nie warto za to płacić, ani się starać? Jakie by nie były przyczyny, gdy zgaśnie piec, w tyglu zostaje wylewka, półprodukt, ceny metal wymieszany z żużlem, brudem, odpadami. Niby razem, ale osobno. Wielka masa, niejednorodna i groźna, pełna wewnętrznych naprężeń i spękań. Coraz bardziej najwspanialszy kraj na ssiecie przypomina nie produkt z tygla, ale taki odpad hutniczy – żeliwną wylewkę, brudną, bezużyteczną, popękaną, Na górze bardzo bogaci, na dole bardzo biedni, a pośrodku czarna, czy szara, bo we wszystkich kolorach, ale brunatna magma. Kipiąca wewnętrznym ogniem, nienawiścią i gniewem.

  A nasze bajki? Są, a jakże. Właśnie nasz prezydent jedzie do amerykańskiego z usa z czołobitną wizytą wiecznej przyjaźni. Bezustannie słychać gromkie zachwyty. Jesteśmy wreszcie bezpieczni! Mamy nowego, i starego zarazem, najpotężniejszego na Ziemi sojusznika. Nowy a nierozerwalny sojusz. Tym razem usa nas nie zdradzi. Nikt nas nie napadnie. Prezydent usa nas kocha. Prezydent usa dał słowo honoru amerykańskiego skauta, że nas nie sprzeda. A przynajmniej nie odda za dramo, jak kiedyś. Tym razem będzie inaczej! Można w to wierzyć? A czemu by nie wierzyć w bajki? Brak tylko znanych słów: dawno, dawno temu, za siedmioma górami, za siedmioma morzami…

   Takie te bajki są. Jedna bajka się kończy, inna zaczyna. Nie można żyć bez bajek? Można. Ale znacznie przyjemniej, łatwiej i milej jest jednak z bajkami. Dlatego wszyscy tak bajki lubimy: te, czy tamte, czy jeszcze inne.

 

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie tekstu tylko za zgodą autora.

Ocena wpisu: 
5
Twoja ocena: Brak Średnio: 5 (głosów:6)