Z kart walki o wolne sądy

Obrazek użytkownika Bielinski
Humor i satyra

Ja, Wacek, blogier skromny acz postępowy, niestrudzenie walczący o postęp, o prawa człowieka, prawa geja i lesbijki, i transwestyty, nawet trans-transwestyty, tudzież innych mniejszości seksualnych prześladowanych w naszym kraju; dalej o prawa zwierząt a zwłaszcza królików, i tych, co są odmienni od kato-faszystowskiej normy; wszystkich co są lepsi, mądrzejsi, wrażliwsi, ładniejsi i zdrowsi, nie odtrącając nikogo… Blogier postępowy – zawsze w pierwszym szeregu w ostatnim czasie również ja zaangażowałem się w walkę o wolne sądy. Dziś tutaj najważniejszy front walki o tolerancję i wolność. Wacek, nie unika walki o lepszy świt ludzkości nawet we wskazanym na klęskę boju. Zatem do rzeczy. Oto poufny list, jaki sędziowie naszego W-pół-do-Naj-Wyższego Sądu wysłali do kanclerki Niemiec Pani Angeli – głównej obrończyni i patronki złotej wolności sędziowskiej w Polsce.

„Wielce umiłowana Pani Nasza i dobrodziejko, Angelo umiłowana, zwracamy się do Waszej Kanclerskiej Mości w trosce ostatniej, bo już ten tutejszy reżim obmierzły, populistyczny i faszystowski rząd, chce nam zabrać nasza Złotą Wolność Sędziowską, darowaną nam trzydzieści lat temu szczęśliwym losu zrządzeniem przy zmianie ustroju. Której to wolności zabrać nam się nie godzi, jako, że to są nasze prawa nabyte, niezbywalne i święte. Przez ostanie trzydzieści lat robiliśmy cośmy chcieli; sami się nagradzaliśmy, sami się karali, sami się awansowali i nikt do nas nie wtrącał, chyba po to jedynie by nam dać ordery, albo jakie inne odznaczenia, albo sute nagrody pieniężne. Syn po ojcu, córka po matce, siostrzeniec po ciotce, czy wujku, wnuczek, wnuczka po dziadku, czy innym pociotku na sędziowskim zasiadał stolcu i sędziowski łańcuch wkładał i nikomu było nic do tego. Czysta krew, czystej rasy sędziowskiej. Bo to my się wybierali, my decydowali, kto będzie, a kto nie będzie członkiem lub członkinią najwyższej kasty sędziowskiej. Tak było, tak jest i tak być musi, bo Złota Wolność Sędziowska podstawą jest i opoką wszelkiej wolności, rządów prawa, demokracji i praw człowieka. Teraz reżim wrogi wolności, populistyczny i nacjonalistyczny chce nam ograniczenia wprowadzić, chce odebrać nam naszą wolność sędziowską.

Dlatego zwraca my się do Ciebie, nasza jedyna nadziejo, Wielmożna Kanclerzyno – Angelo, z tym adresem wiernopoddańczym i pokornym, bądź dla nas ratunkiem! Zostań naszym Aniołem Zbawicielem, który ochroni naszą Złota Wolność Sędziowska, bowiem to ty jesteś protektorką naszej wolności. Bez ciebie zginie ta uświęcona tradycja wolność, a z nią padnie demokracja i prawa człowieka. Nastanie reżim faszystowski i znów będą bić Żydów, i Murzynów. Powrócą getta ławkowe, i getta w miastach, i mordy i pogromy.

W tobie Angelo i Anielo nasza jedyna nadzieja. Uczyń to z Berlina, i przez pośredników w Brukseli, a jeśli nie da się inaczej, sprzymierz się z carem Rosji. Uczy historia, że Niemcy i Rosja wspólnie działając nieraz już poskramiały nadmierne zuchwalstwa i swawolę Polaków. Wielkie sąsiednie potęgi ponownie mogą i muszą to uczynić, jeżeli będzie trzeba i reżim rządzący nam nie ustąpi. Dla Niemiec, i dla Polski, dla demokracji i wolności, dla dobra wszystkich. Bądź naszym ratunkiem, Angelo! Nie zostawiaj nas, bo bez ciebie zginiemy. Pozostań nasza opiekunką. Naszym nauczycielem, profesorem srogim lecz sprawiedliwym. Ty, Pani Łaskawa, Kanlerzyni wielkiego Niemieckiego Narodu jesteś opoką naszej Złotej Wolności Sędziowskiej przeciwko polskiej swawoli, wichrzycielstwu i buntowniczej naturze i braku należytej pokory wobec lepszych i mądrzejszych.”

 I tak to mniej więcej szło, ten adres wiernopoddańczy sędziów sądu naszego W-pół-do-NajWyższego bowiem przepisywałem go do komputera ja Wacek – blogier postępowy, lecz kopii nie dostałem, wiec mogłem coś pomylić, lecz niewiele, tego jestem pewny. Myślałem, ze trafiłem na zebranie Sądu Najwyższego, lecz prezeska Enderfina krótko wyjaśniła, że teraz Najwyższy Sąd jest w Brukseli, czy Strasburgu, tam jest ostania instancja, a tutaj tylko krajowy ersatz, więc im przysługuje tylko takie połówkowe miano. Pół Najwyższy Sąd też brzmi dumnie – dodała prezeska z dumą. .Jest wojna, a na wojnie muszą być ofiary. Byłem zatem na zebraniu prezesów trzech izb Sądu Naj(?)Wyższego oraz prezeski tegoż sądu – sędziny Enderfiny. Podpisy pod adresem dziękczynno – błagalnym i wiernopoddańczym złożyli oprócz prezeski Enderfiny, prezes Izby Karnej sędzia Zakapoirek, prezes Izby Cywilnej sędzia Złodziejaczek, oraz prezes izby pracy sędzia Trepski. Prezes Izby Wojskowej Sądu Niby Najwyższego sędzia Pijaczek nie mógł brać udziału, ani złożyć podpisu pod adresem do Kanclerzyny Niemiec, bowiem w sanatorium w Szwajcarii leczył nerwy skołatane straszliwym nieszczęściem jakie go spotkało. Jego żona w ataku szału najpierw zadała sobie szesnaście ciosów nożem, w tym trzy śmiertelne, by następnie wyskoczyć przez okno z szóstego piętra. Źli ludzie, a tych nie brak, oszczerczo lżyli sędziego Pijaczka, że jest alkoholikiem, że przez lata bił, poniżał i gwałcił swoją żonę, również w obecności dzieci. Mieli pięcioro dzieci. Gdy kobieta w końcu odeszła i wniosła sprawę o rozwód, sędzia Pijaczek wpadł pijany do jej mieszkania, zadźgał ją nożem i wyrzucił przez okno. Oczywiście to wszystko pomówienia. Niezłomni sędziowie uniewinnili sędziego Pijaczka od zarzutów uznawszy wyłączną winę kobiety, która perfidnie targnęła się na swe życie, by zaszkodzić mężowi, ale wysłali go na leczenie do cichego sanatorium w Szwajcami specjalizującej się w leczeniu uzależnień, w tym alkoholizmu. Podobno wyciągnęli już sędziego Pijaczka z delirium tremens, ale nie jest jeszcze zdolny do działalności sędziowskiej. Przez ten nieszczęśliwy zbieg okoliczności izba wojskowa Sądu W Pól Najwyższego nie była reprezentowana na zebraniu.

- Ja tam uważam, że to za łagodnie napisane – odezwał się sędzia Zakapiorek – trzeba ostrzej, dobitniej, inaczej nie ma efektu. Z tymi chamami nie ma się co patyczkować.

- Nie, nie, nie. Nie. Jest dobrze napisane, jak należy – powiedział sędzia Złodziejaczek z Izby Cywilnej – Nie za łagodnie, nie za ostro, a w sam raz. Jeszcze oskarżą nas o zdradę, jak się wyda. Będą krzyczeć, ze Targowica, że zdrada, itp. Mnie bardziej martwią diety. Czy dostaniemy jakieś pieniądze za to posiedzenie? W końcu za ekstra zebranie śmietanki prawniczej naszego kraju w obronie niezależności sądów należy nam się odpowiedni pieniężny ekwiwalent…

- Nie możemy brać ekstra pieniędzy za walkę w obronie wolności i niezależności sądów – zaprotestowała prezeska, sędzini Enderfina – Co o nas powiedzą w reżimowej, państwowej telewizji? A to by nas obsmarowali…

- I tak będą nas obsmarowywać, a pieniążki w kieszeni są – odezwał się sędzia Trepski z Izby Pracy – Pieniądz się liczy, nie gadanie rządowych propagandzistów. Nie możemy pracować dla idei. Praca darmo to obraza prawniczego stanu. Jesteśmy prawnikami, i to najlepszymi z najlepszych, prawniczą elitą, sędziami sądu prawie najwyższego. Walczymy o wolne sady. Wielka to sprawa. Uważam, że diety nam się należą.

- Pieniądze są ważne, ale liczy też się praca sędziego, sędziowska niezależność, wolność w orzekaniu - zgodził się sędzia Zakapiorek, z Izby Karnej sądu (prawie) Najwyższego – Miałem kiedyś taki przypadek. Oskarżony o nadużycia gospodarcze. Od razu widać, dęta sprawa. Cwaniacy w państwowej firmie nakradli ile wlezie, a potem wrobili jakiego wiejskiego głupka. Górna granica osiem lat więzienia. Ale jakem spojrzał w tę pustą, typowo polską twarz, te włosy koloru słomy, blade, niebieskie oczęta to wlepiłem mu piętnastkę! A jak! Niech ma, za niewinność. Skazany ryczał. jak baba, gdy usłyszał wyrok, a ja omal nie popłakałem się ze śmiechu. Ale u siebie, w gabinecie. Na sali sądowej kamienna powaga.

- Świetny dowcip, góra osiem, a ty mu piętnaście. Boki zrywać – zaśmiał się sędzia Trepski z Izby Pracy – Ja tam w stanie wojennym to nikomu nie dałem mniej niż pięć lat. Nawet za noszenie ulotek, pięć lat to minimum. Nawet tak mnie nazywali. Piątka, albo Piątek. To były dobre lata, młodości, nadziei, marzeń – zakończył z żalem i nostalgią.

- Ja lubię się zabawić, ale pieniądz też się liczy - sędzia Złodziejaczek nie zamierzał rezygnować z wynagrodzenia za walkę o wolne sądy – Nie będę pracował za dramo…

- Staszek, nie naciskaj. Nie mogę zapłacić dodatkowo, chciałbym, ale nie mogę. Wiesz jak ci nowi sędziowie patrzą nam na ręce. O byle co posądzenia, donosy, dochodzenia… – odezwała się prezeska sędzini Enderfina - Jeszcze postawią mnie przed Izbą Dyscyplinarną. Nie tak jak kiedyś, kiedy robiło się, co się chciało…

- Postawić przed Izbą Dyscyplinarną!?Kogo? Mnie? Już się boję! Równie dobrze mógłbym się stawić przed Klubem Sympatyków Białego Misia – prychnął z pogardą sędzia Trepski z Izby Pracy.

- Staszek zafunduje ci za to służbowy wyjazd. Może być Tajlandia? Dwa tygodnie w pięciogwiazdkowym hotelu?

- Niech będzie. Lubię Tajlandię – zgodził się sędzia Złodziejaczek z Izby Cywilnej – Słonce, ciepło, ciepłe morze no i te dziewczęta. Czekoladki. Cukiereczki, smakołyczki. Im młodsze, tym lepsze. Ostatnio rozłupałem trzynastkę. Teraz mam ochotę na świeższy towar.

- To ja tez pojadę do Tajlandii – zgodził się sędzia Trepski z Izby Pracy – Razem się zabawimy.

- Ja tam wolę pieniążki. Nie chce mi się nigdzie jechać. Wszędzie już byłem – zwierzył się sędzia Zakapiorek z Izby Karnej – Siąść we własnym fotelu przed telewizorem, strzelić lufę pięćdziesięcioletniej whisky. Czego trzeba więcej?

- Jakoś to załatwię. Jestem przecież niezależną prezeską niezależnego sąd najwyższego – z dumą odezwała się prezeska sędzina Enderfina – Musimy walczyć ze wszystkich sił, aby utrzymać niezależność, wolność sądów. Żebyśmy robili, co nam się podoba, i kiedy nam się spodoba. Słowem. I żeby nikt się do nas nie wtrącał. Aby było, jak było. Adres dziękczynno – błagalny do kancleriny Angeli podpisany. Powinien przynieść pozytywny dla nas skutek. Na tym zamykam zebranie sędziów sądu pół-Najwyższego w walce o wolne sądy.

I to właściwie był koniec. Przynajmniej dla mnie Wacka – blogiera postępowego – koniec walki o sądy. Kolejna karta z niezłomnej wali o wolność i niezależność sądów i sędziów. Podobno sędzia Pijaczek z Izby Wojskowej wyszedł ze szwajcarskiego sanatorium i powrócił do orzekania. Cóż, w sądzie liczy się również szczęście. Ale walka o lepsze jutro, o wolność i tolerancję trwa. A nawet się zaostrza. Ale to już temat innej opowieści.

 

  Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie tekstu tylko za zgodą autora.

Ocena wpisu: 
Twoja ocena: Brak Średnio: 5 (1 głos)