Wzlot i upadek rodziny Sackler

Obrazek użytkownika Bielinski
Świat

Żył sobie kiedyś Izaak Sackler, pobożny, pracowity i uczciwy Żyd. Urodził się w Galicji, może jako Szekler (?) w dawnym cesarstwie austro-węgierskim. W Galicji, jak to w Galicji, bieda była, brud i syf, no i szalejący antysemityzm. Ciężkie warunki dla Żyda. Ale na szczęście jest Ziemia Obiecana, nie ta mityczna, czy opisana w Biblii, lecz ta jak najbardziej współczesna. United States of America – wymarzona kraina wszelakiej szczęśliwości, marzenie wszystkich biednych i uciskanych, oraz Żydów. Szczególnie na początku ubiegłego wieku, przed pierwszą wielką rzezią, oraz przed drugą, jeszcze większą rzezią. Tak więc Izaak Szekler (?) wraz ze swą wierną połowicą Zofią (z domu Greenberg) nawiedził nowy, lepszy świat w poszukiwaniu nowego, lepszego życia. Daleko nie zawędrował. Osiadł w Nowym Jorku, gdzie na Brooklynie Izaak Sackler otworzył niewielki rodzinny biznes: sklep spożywczy. Interes jak interes, raz lepiej, raz gorzej, ale Isaac i Sophie Sackler nie oszczędzali na wykształceniu swoich synów, a mieli ich trzech: Arthur, Mortimer i Raymond, duma i nadzieja rodu. Trzej synowie skończyli studia medyczne i zostali psychiatrami. Tak w życie i biznesu weszło następne, lepsze, o ile to możliwe, pokolenie familii Sackler. Arthur, Mortimer i Raymond, trzech ich było, jak trzy słońca, ani myśleli poświęcać swego lepszego życia na leczenie beznadziejnych przypadków w dodatku za marne pieniądze. Ale nie można powiedzieć, z początku starali się, pisali artykuły, walczyli z rasizmem w bankach krwi (!?). Tak, w usa krwi kwitł rasizm nawet w bankach krwi.Czy były oddzielne półki na czerwoną krew białych, oddzielne na czerwona krew czarnych?  Nie wiem, jak to wyglądało. Ale jak u nas, w zacofanej, ksenofobicznej Polsce, tak w postępowym usa Żydzi nieugięcie walczyli z rasizmem, antysemityzmem, ksenofobią, i w ogóle starali się, jak mogli, o nowe, lepsze jutro. W 1952 roku bracia Sackler kupili małą firmę farmaceutyczną Purdue Frederic. Nie medycyna, nie psychiatria, lecz biznes był przeznaczeniem trzech braci Sackler. Młodsi bracia: Mortimer i Raymond prowadzili firmę, najstarszy Arthur zajął się z reklamą produktów rodzinnego biznesu farmaceutycznego. Wykazał w tej dziedzinie wielką inwencję; Arthur Sackler był jednym z pionierów tzw. marketingu bezpośredniego, który obserwujemy również współcześnie. W Ameryce zaczęło się ponad pół wieku temu. Akwizytorzy różnych firm farmaceutycznych docierają ze swoimi produktami do lekarzy, dokładnie za pośrednictwem lekarzy docierają do pacjentów, którzy chcąc nie chcąc muszą kupować te lekarstwa, które zleci, czy przepisze lekarz. Lekarze otrzymują w zamian luksusowe wycieczki zwane dla niepoznaki konferencjami, albo drobne, ale kosztowne prezenciki; w ostateczności żywą gotówkę. Koncernom farmaceutycznym rośnie sprzedaż i wszyscy są zadowoleni. No wszyscy… może poza pacjentami.

   Arthur Sackler był także wielkim kolekcjonerem sztuki współczesnej. Co oznacza, że braciom Sackler świetnie szło w biznesie farmaceutycznym, wielu bowiem chciałoby być kolekcjonerami sztuki, lecz tylko nielicznych na to stać. Większość swojej kolekcji Arthur Sackler podarował różnym muzeom na całym świecie. Ta „dobroczynność” i „filantropia” stanie się znakiem firmowym rodziny Sackler i ich rodzinnego biznesu, która otworzy im szeroko drzwi pośród najważniejszych elit nie tylko w usa ale i Europie. I stanie się jedną z podwalin ich potęgi finansowej, ich biznesowego imperium. Dziś biznesmen nie tylko ma dorobić się miliardów, musi również umieć się dzielić. Pięknie się dzielić, na przykład sztuką. Arthur Sackler umarł w 1986 roku, Mortimer i Raymond odkupili udziały Arthura w firmie, która od tej pory stała się tylko ich własnością. I wreszcie mogli zacząć działać. Widać starszy brat mocno ich powściągał, gasił ich pomysły. Mimo swego sprytu, bezwzględności w biznesie i marketingowego nosa Arthur Sackler miał jeszcze niejakie skrupuły. Teraz Mortimer i Raymond Sackler mogli pokazać, na co ich stać. Ile i jak szybko da się zarobić w biznesie farmaceutycznym, jeżeli… nie ma się za wielu skrupułów. Oni nie mieli. Odtąd zaczęła się nowe życie odnowionej firmy, bracia zmienili jej nazwę na: Purdue Pharma. W ciągu kilku lat przekształcili rodzinną firmę w jeden z największych koncernów  farmaceutycznych w usa, i na świecie.

    I tu jest koniec wzlotu rodziny Sackler. Przełom stuleci. Pierwsza dekada XXI wieku. Synowie ubogiego rodziny żydowskich imigrantów z Galicji wspięli się na same szczyty. Podobnie dzieci Mortimera i Raymonda, trzecie już pokolenie rodziny Sackler, które przejęło rodzinny koncern. Ich biznes wart był miliardy dolarów. Rodzinna Sackler słynna w była z dobroczynności. Mortimer i Raymond przyjęli pomysł zmarłego brata i stosowali go z wielkim powodzeniem. Umiejętnie umieszczanie i właściwie nagłaśniane datki dawały im wstęp do elity i zapewniały całkowitą bezkarność. Poza tym wydatki dobroczynne odliczali od podatków. Rodzinna Sackler należała do światowej elity. Czuli się jak w domu w Nowym Jorku, w Waszyngtonie, i w Londynie, czy Paryżu. Na ścianie muzeum w Luwrze zawisła tablica z podziękowaniami dla rodziny Sackler za ich dary dla muzeum. W 2015 roku rodzina Sackler została wymieniona pierwszy raz pośród najbogatszych rodzin ameryki przez magazyn Forbes. W gazecie The New Yorker z roku 2017 stwierdzono, że Purdue Pharma jest „własnością jednej z najbogatszych rodzin Ameryki, o łącznej wartości netto wynoszącej 13 miliardów dolarów”. Czyż to nie wspaniała kariera dla synów i wnuków ubogich, żydowskich imigrantów? Ziścił się amerykański sen: od pucybuta do milionera. Czy raczej od pucybuta do miliardera.

    Życie dopisało dalszy ciąg tej historii. W połowie lat 80-tych w miastach ameryki szerzyła się epidemia narkotyków. Kokaina, heroina oraz crack – heroina dla ubogich - stały się istną plagą w Ameryce. Śmierć z przedawkowania narkotyków osiągnęła poziom 2 na 100 000 mieszkańców, jak wówczas uważano poziom nie do zaakceptowania. W tym samym 1982 roku ówczesny vice-prezydent usa George H. Bush zadeklarował, czy też wypowiedział, wojnę z narkotykami, i skierował do walki z narkotykami amerykańskie agencje rządowe, nie tylko policje stanowe, czy policję federalna (FBI), ale również CIA (wywiad amerykanki) i jednostki armii amerykańskiej. Ta wojna z narkotykami (War on Drugs) trwa do dziś, co oznacza, że jest to najdłuższa wojna ameryki. Najdłuższą i kompletnie przegraną wojnę ameryki. W 1997 z przedawkowania narkotyków umarło nieco poniżej 17 tysięcy Amerykanów. W roku 2017 umarło z przedawkowania ponad 70 tysięcy Amerykanów! Co daje współczynnik 23 zgony na 100 000 mieszkańców. Po 35 latach „wojny z narkotykami” współczynnik zgonów z przedawkowania, i proporcjonalnie konsumpcja narkotyków, wzrósł ponad 10 krotnie! Wśród śmierci z przedawkowania drugie miejsce zajmuje przedawkowanie opioidów na receptę (Prescription Opioids) ponad 17 tysięcy, więcej niż przedawkowanie heroiny 15.5 tys. czy kokainy 14 tys. Pierwsze miejsce zajmuje fentanyl. Syntetyczny narkotyk 100 razy silniejszy od morfiny.

    Amerykańscy narkomani bardzo cenią leki opioidowe na receptę za wysoką jakość, stosunkowo niską cenę, no i bezpieczeństwo w kupowaniu. Policja przecież ich nie aresztuje w aptece. Po zakupie bywa gorzej. Leki opioidowe to silne leki przeciwbólowe na bazie morfiny, lecz znacznie od morfiny silniejsze. Silnie uzależniają i grożą śmiertelnym przedawkowaniem. Najsilniejszy, fentanyl, powodował 200 zgonów z przedawkowania dziennie w 2107 roku w usa! W roku bieżącym, jest tego więcej. Leki opioidowe to potężny biznes w Ameryce. Wielki kawał tego toru wykroił sobie koncern Purdue Pharma, własność familii Sackler. W 1996 roku Purdue Pharma wypuścił na rynek lek opioidowy pod nazwą OxyContin, wolno uwalniany, ulepszony Oxycodon. OxyContin i Oxycodon stały się wielkim przebojem w biznesie farmaceutycznym. W latach 1995–2001 OxyContin przyniósł Purdue Pharma 2,8 mld USD przychodów, a skumulowane przychody wzrosły do 31 mld USD w 2016 roku i 35 mld USD do 2017 r. Nieźle jak na firmę założoną przez trzech skromnych lekarzy psychiatrów. Purdue Pharma nie była jedyna. Inne koncerny, jak Johnson and Johnson, także wałczyły o lukratywny rynek leków opioidowych.

   Silne leki opioidowe to idealny produkt dla pozbawionych skrupułów właścicieli koncernu farmaceutycznego. Leki opioidowe nie są to produkty zaawansowane, czy trudne w produkcji, są znane od prawie 100 lat. Co oznacza, że są tanie w produkcji. Alkohol też jest bardzo tani w produkcji. Tania produkcja daje wysoki zysk jednostkowy. Pomnożony przez liczbę sprzedanych opakowań przynosi wielki przychód formy i wielki zysk dla właścicieli. Klienci są wierniejsi niż psy, przyjdą zawsze po nowe opakowanie. Zrobią wszystko, sprzedadzą własną żonę, matkę, czy dzieci na części, by mieć pieniądze na nową porcję „leku”. Problemem jest recepta, są to przecież leki na receptę. Ale metody marketingu bezpośredniego wypracowane przez Arthura Sacklera i armia przeszkolonych akwizytorów – i mocno zdeterminowanych, bo ich zarobki to prowizja od sprzedaży OxyContinu – zrobiły swoje. Nie znaczy to, że bracia Sackler rozszczelnili nieprzemakalny do tej pory system amerykańskiej dystrybucji leków. Ten system i tak był dziurawy jak sito; bracia Seckler i ich akwizytorzy zrobili w nim mnóstwo dodatkowych, małych dziurek, którymi wyciekały na rynek setki tysięcy, miliony opakowań OxyContin’u. Problem recepty da się rozwiązać.

   Przychodzi chory do lekarza w usa: Panie doktorze, boli mnie brzuch! Oj, niedobrze, ale mamy nowy lek przeciwbólowy. Zaraz go panu przepiszę. Przychodzi kobieta: panie doktorze, boli mnie głowa! Przykro mi to słyszeć. Co pani woli? Aspirynę, czy Oxycodon? Poproszę Oxycodon. I to ze trzy opakowania, tak na zapas, na przyszły ból. Inny chory: panie doktorze, źle się czuje, mam dreszcze, katar, chyba grypa. Poproszę OxyContin. Na katar OxyContin nie mogę przepisać, ale skoro źle pan się czuje przepiszą panu opakowanie. Po OxyContin poczuje się pan z pewnością lepiej. Przesada? Wcale nie.

    I tak to szło. Na rynek wypływały miliony opakowań OxyContinu, Oxycodonu, i podobnych leków, na ulicach miast tysiące umierały od przedawkowania tychże leków, w szpitalach brakowało łóżek dla niedoszłych ofiar, a bracia Sackler i ich potomstwo zbijali fortunę. A usa w najlepsze prowadziła wojnę z narkotykami. Bodajże kilka tygodni temu amerykanie importowali z Meksyku kolejnego, tamtejszego barona narkotykowego, tylko po to by go trzymać w więzieniu do końca życia. I po co to robić? Sprowadzać, wytaczać procesy i skazywać baronów narkotykowych z Meksyku, czy Kolumbii, gdy bracia Sackler i ich dziatki w tym samym czasie brylowali na salonach Nowego Jorku czy Waszyngtonu? Bracia Sackler za pośrednictwem sieci tysięcy aptek oficjalnie, na oczach władz, i rozlicznych policji i agencji federalnych, wprowadzali na rynek nie mniej narkotyków niż wszyscy baronowie narkotykowi razem wzięci. Z drugiej strony nielegalny import narkotyków zagrażał legalnej produkcji braci Sackler. Więc ma to jakiś sens.

   Niestety, nic co dobre nie trwa wiecznie. Przyszła kryska i na lukratywny biznes familii Sackler. Pierwszy zwiastun katastrofy przyszedł w 2007 roku, kiedy to w wielkim procesie firma Purdue Pharma musiała się przyznać do wprowadzenia w błąd opinii publicznej o ryzyku uzależnienia Oxycontinem i zgodziła się zapłacić 600 mln USD odszkodowania. Było to jedno z największych odszkodowań w historii sądownictwa usa. Dodatkowo prezes firmy Michael Friedman, główny prawnik (Howard R. Udell) i były dyrektor medyczny (Paul D. Goldenheim) przyznali się do winy i zgodzili się zapłacić wysoką grzywnę. Smaczku wyrokowi dodaje to, że trzech kierowników zostało skazanych na 400 godzin pracy społecznej w programach leczenia uzależnień. 400 godzin prac społecznych z miliony narkomanów to nie jest chyba wysoka kara? Friedman, Goldenheim, Udell to właściwe nazwiska do takiej sprawy, nieprawdaż? Dziś procesy suną jak lawina. Rodziny zmarłych wielbicieli Oxycontinu wytaczają je masowo. Jest ich ponad dwa tysiące, wiele z nich to pozwy zbiorowe. Co gorsza co najmniej cztery stany wytoczyły odrębne procesy Purdue Pharma. Kwoty żądanych odszkodowań idą w miliardy dolarów.

   Ciekawostką jest, że w 2018 roku Purdue Pharma opatentowała nową formę buprenorfiny, która kontroluje apetyt i jest stosowana w leczeniu uzależnienia od opioidów, takich jak OxyContin. Familia Sackler najpierw zarobili miliardy na rozbudzeniu epidemii narkomani, a potem jak gdyby nic się nie stało, chcieli zarabiać na leczeniu chorych z narkomanii. Wielce z nich obrotni biznesmeni. Niestety nic z tych planów nie wyszło, bo źli i głupi ludzie przerwali szczytną działalność koncernu niewczesnymi wnioskami o odszkodowania za śmierć swych bezwartościowych krewnych – ćpunów.

   Co zrobiła wielce szanowna familia Sacklerów wobec nieuchronnej perspektywy bankructwa po wypłacie odszkodowań? We wrześniu tego roku, 2019, Purdue Pharma wystąpiła do sądu w Nowym Jorku o ochronę przed bankructwem. Ten wniosek oznacza w istocie bankructwo koncernu i to, że poszkodowani dostaną tylko to, co zostanie po zaspokojeniu wierzycieli i państwa. Rodzinom poszkodowanych przypadnie mało, albo i nic. Na szczęście familia Secklerów nie zostanie bez grosza przy duszy. W mediach krążą informacje o tajemniczych przelewach milionowych sum do szwajcarskich banków, czy do innych rajów podatkowych dokonanych przed nieuchronną upadłością. Amerykańskie policja i prokuratura, zazwyczaj tak srogie w ściganiu bossów narkotykowych i ich brudnych majątków tu są dziwnie nieruchawe, ślepe i bezradne. Członkowie familii Seckler są mocno źli. Żrą się miedzy sobą. W obliczu bankructwa i tysięcy procesów zawodzi żydowska, rodzinna solidarność. Elizabeth Sackler, córka Arthura Sacklera, jest wielce urażona całą aferą i twierdzi, że JEJ gałąź rodziny ani nie uczestniczyła w sprzedaży narkotyków, ani na tym nie korzystała, i nie mogą także ich, tych „dobrych” Sacklerow wytykać jako handlarzy narkotyków. Nie od dziś wiadomo, że ludzie są podli, i że antysemityzm kwitnie również w Ameryce.

    Niewątpliwie familia Sackler wiele straciła. Ich rodzinny biznes zbankrutował. Skończyły się bale, przedstawienia w operze i przyjęcia dobroczynne. Wyższe sfery wypluły rodzinę Sacklerów traktując ich jak trędowatych. Ze ściany muzeum w Luwrze zniknęła tablica z podziękowaniami dla rodziny Sacklerów. Ale jak wspomniałem, co nieco milioników familii Sackler zostało. Zawsze to pociecha, gdy coś niecoś zostaje na otarcie łez. Starczy na nowy biznes: jakaś drogeria, a może nawet apteka? W ostateczności wyjadą do Izraela, tam ich nikt, żaden wierzyciel, czy komornik, nie dosięgnie.

   Jaki z tej historii płynie morał? Z tych dziejów wlotów i upadków familii Sackler? Pierwszy wniosek te ten, że stary Isaak Sackler miał rację. Koledzy, współbracia w wierze, podśmiewywali się z niego w synagodze nie dlatego, że wysłał synów na studia medyczne – to budziło szacunek - lecz dlatego, że studiowali psychiatrię. Kiedy porządny, żydowski lekarz dorobił się lecząc psychicznie chorych gojów, biednych jak mysz? Stary Izaak Seckler wiedział swoje, że obrotny i sprytny człowiek zawsze zarobi, i że najłatwiej i najwięcej zarabia się na biednych, chorych i bezradnych. Czyż narkoman, człowiek uzależniony nie jest jak chory psychicznie? Narkoman zrobi wszystko, żeby zdobyć narkotyki, żeby kupić kolejne opakowanie OxyContinu, czy Oxycodonu. Naprawdę nie ma nic dziwnego, iż rodzina o takich korzeniach rozwinęła tak dochodowy i jawny interes w narkotykach, to jest przepraszam w opioidowych lekach przeciwbólowych. Drugi wniosek tyczy się prawie dwudziestu lat działalności w biznesie narkotykowym wielkiego koncernu farmaceutycznego. Całkiem legalnej działalności, przerwanej nie przez władze, przez policję czy prokuraturę, lecz przez zwykłych ludzi, którzy poszli do sądów domagając się sprawiedliwości i odszkodowań za śmierć i cierpienie swoich bliskich. Tak powstał hałas, który w końcu zakończył funkcjonowanie koncernu Purdue Pharma i słodkie a luksusowe życie licznych członków i członkiń familii Sacklerów. Walka trwała wiele lat, z początku przypominała walkę z wiatrakami. Ci ludzie mieli przeciwko sobie cały system, który stał za wielkim koncernem farmaceutycznym. Policje, specjalne agencje antynarkotykowe przez te lata pozostawały ślepe i głuche. Ciekawe, czy w Hollywood nakręcą o tym film? Oni uwielbią takie historie. Gdyby właścicielem tego koncernu był Watykan, czy kościół katolicki to już powstałoby ze dziesięć filmów i z pięć seriali pełnych moralnego oburzenia. Ale tak? Będzie cisza, i marzenie o zapomnieniu.

    Podsumowując. Spektakularny wzlot i równie widowiskowy upadek familii Sacklerów dowodzi, że źle się dzieje państwie amerykanskim. Ameryka gnije, gnije od środka. Z daleka potężna i wielka, z bliska czuć woń rozkładu. Ameryka gnije i śmierdzi. Wkrótce znacznie więcej ludzi się zorientuje, że usa to kolos na glinianych nogach. Ale to temat na inną rozmowę.

P.S. Czas dopisał nowe, gorzkie treści. Właśnie podano, że rodzina Sacklerów wytransferowała 10.7 miliardów dolarów z koncernu Purdue Pharma od 2008 do 2017 roku. Oznacza, to że po przegranym procesie w 2007 roku rodzina Sackler zaczęła transfer pieniędzy z własnej firmy i robiła to przez prawie dziesięć lat, kiedy nie było już nic co dało się ukraść. Mój tekst jest jak najbardziej aktualny. Zmiana jest ta, że rodzina Sackler przytuliła nie miliony, lecz miliardy, dokładnie prawie 11 miliardów dolarów. Wiadomość pewna bo oparta na dokumentach sądowych (wg. BBC News). Oznacza to, ze poszkodowani, rodziny narkomanów którym rodzina Sackler zniszczyła życie nie dostaną nic. Bo w firmie nic już nie ma wartościowego. Żydowska rodzina handlarzy narkotyków zniszczyła miliony ludzi a na koniec ukradła co się dało. Tylko, czy to dziwi? 

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie tekstu tylko za zgodą autora.

Ocena wpisu: 
Twoja ocena: Brak Średnio: 5 (głosów:3)