Witajcie w ciekawych czasach

Obrazek użytkownika Bielinski
Świat

Pierwszy maja 2021 – historyczny to dzień. Nie z powodu tzw. Święta Pracy, lecz innego wydarzenie. Pierwszego maja 2021 rozpoczęło się wycofywanie wojsk alianckich, czytaj amerykańskich, z Afganistanu. Od prawie dwudziestu lat w Afganistanie toczy się wojna miedzy armią usa a talibami, głęboko religijnymi i miłującymi niezależność i wolność Afgańczykami. Amerykanie swoim zwyczajem nie walczyli sami: powołali szeroką koalicję państw, które wysłały kontyngenty wojskowe do Afganistanu, od Zjednoczonego Królestwo po Polskę. Nie zmienia to faktu: po dwudziestu latach wojny armia usa przegrała wojnę z talibami! USA przegrała kolejną wojnę. Po klęsce w Iraku, USA ucieka z Afganistanu! Porozumienie wynegocjował z talibami poprzedni prezydent usa. W myśl porozumienia początek wycofania wojsk usa miał zacząć się 1 maja. W zamian talibowie łaskawie zgodzili się, że nie będą atakować wojsk międzynarodowych (amerykańskich) ani ich baz w czasie ewakuacji. Pozycja amerykańska była tak słaba, iż porozumienie nie objęło afgańskich wojsk, ani afgańskiego rządu i jego służb, które talibowie teraz atakują dwakroć intensywniej. Afgański, marionetkowy rząd powołały władze usa. A na stworzenie i utrzymacie tzw. afgańskiej armii i służb bezpieczeństwa – note bene dokładnie zinfiltrowanej przez talibów – w ciagu 20 lat usa wydały nieprawdopodobne kwoty dolarów. Wszystko na nic. Biliony dolarów, wyrzucone w błoto, dokładniej w afgańskich piach. Amerykanie wycofują się, bez skrupułów porzucając swoich afgańskich kolaborantów. Ciężki los ich czeka, chyba że uciekną do ameryki, czy Europy. Nie sądzę, żeby amerykanie ocalili wielu ze swoich afgańskich pomagierów. Dla talibów to zdrajcy. Powywieszają ich, albo rozstrzelają. Bez litości. Kolejny to przykład, jaki los czeka tych naiwnych, co ufają Ameryce. Każdy inwestor na amerykańskiej giełdzie wie, że trzeba się wycofać z nietrafionej inwestycji, a utracone fundusze odpisać od podatków. Prezydent usa, który wynegocjował porozumienie, kilka miesięcy temu przegrał wybory. Nowy prezydent, nienawidzący swego poprzednika, tu całkowicie podtrzymał jego decyzję. Dnia 1 maja rozpoczęło się wycofanie wojsk usa. Wycofanie, czy ewakuacja? Co tam, po prostu ucieczka międzynarodowych, czyli amerykańskich wojsk z Afganistanu po sromotnie przegranej wojnie.

Po dwudziestu latach wojny USA w końcu przyznały, że przegrały wojnę! Obecny prezydent nazwał ją: „the forever war”, wojną na zawsze. Ale ta uprzykrzona, niekończąca się wojną wreszcie się skończy! Zgodnie z porozumieniem, lub kapitulacją przed talibami, do 11 wrześnie amerykańskie wojska opuszczą Afganistan. Talibowie drugi raz pokonali imperium i to w ciągu ostatnich pięćdziesięciu lat. Ponad trzydzieści lat temu wojska sowiecki opuściły Afganistan po dziesięcioletniej krwawej wojnie. Armia sowiecka przegrała wojnę z Mudżahedinami, tak ich nazywano. Dziś historia się powtarza. Armia amerykańska w niesławie przegrywa wojnę z talibami. Synami i wnukami tych, których wspierali przeciwko Sowietom i dotaczali im broń. Jaka jest różnica? Amerykanie przegrali po dwudziestu latach zmagań. Afgańczycy jako jedyni pokonali dwa imperia. Najpierw pokonali imperium sowiecie, dziś zwyciężają imperium amerykańskie. Dziwne, że tak nieliczni zauważają te brzemienne w skutkach wydarzenie. Ale mamy dalej pandemią. Wszyscy skupiają się zna zarazie: kiedy minie, ile osób zaszczepiono, ilu zachorowało, kto zmarł, kiedy mnie zaszczepią, jak jest skuteczność szczepionek, itp.

Skutki tego co się dzieje w Afganistanie są trudne do przecenienia. Nasza stara Ziemia bardzo się skurczyła przez ostanie dziesięciolecia, na przykład na skutek masowego rozwoju lotnictwa. Z Afganistanu, z Azji środkowej, do Europy to kilka godzin lotu. Rakieta balistyczna doleci w dwadzieścia, trzydzieści minut. Nie możemy powiedzieć, że nic nas to nie obchodzi. A zwłaszcza nie mogą powiedzieć tego tak liczni u nas, a szczególnie u władzy ci, którzy całą politykę zagraniczną oparli na bezgranicznym zawierzeniu Ameryce. Duża liczebność nie zmienia tego, że to po prostu głupcy. Powinni starannie przerobić afgańską lekcją amerykańskiej polityki w praktyce. Niech to przemyślą zwłaszcza ci, którzy nie chcą wspominać srogich lekcji z Teheranu, Jałty i Poczdamu jaką na koniec II wojny Polakom, swoim „sojusznikom, przyjaciołom i partnerom” udzielił inny prezydent usa: Franklin Delano Roosevelt, uważany w Ameryce za jednego z największych prezydentów.

 A zaczęło się tak pięknie. 11 września 2001 roku grupki islamskich zamachowców – samobójców z Al Kaidy na rozkaz Osamy Bin-Ladena w skoordynowanym akcie terroru opanowały kilka samolotów pasażerskich w trakcie locie i zaatakowała starannie wybranie cele - budynki w usa rozbijając o nie samoloty zabijając pasażerów samolotów, tych co byli w tych budynkach, no i siebie. Straty to trzy tysiące zabitych o kilka budynków. Niewiele, jak na supermocarstwo w szczycie potęgi. Co zrobiło usa zaatakowanie na swoim własnym terytorium przez terrorystów z Al Kaidy? USA zaatakowała Afganistan i Irak. Irak tutaj pominę, to oddzielna historia. W Afganistanie rządził wówczas reżim talibów, fundamentalistów islamskich pod wodza jednookiego muły Omara, weteran wojny z Sowietami. Po wyjściu sowietów talibowie, na których nikt nie stawiał, ramię w ramię z mudżahedinami obalili postsowiecki reżim pozostawiony przez Armię Czerwoną, po czym w krwawej wojnie domowej pokonali mudżahedinów i objęli władzę w całym Afganistanie. Niemały wyczyn bowiem talibom, jako jedynym w dziejach, udało się zjednoczyć cały, prawie cały Afganistan.

 Jeśli talibowie, byli zdolni do takich osiągnięć militarnych, to raczej nie należało ich lekceważyć? I atakować ich w ich własnym terytorium? Inwazja na Afganistan to kiepski pomysł. Przekonało się o tym imperium brytyjskie; wojny afgańskie i klęska Brytyjczyków w drugiej połowie XIX wieku. Przekonali się Sowieci w latach 80-tych XX wieku. Amerykański rząd, jak zawsze, wiedział lepiej. Miał słuszne powody gniewu. W Afganistanie mieściły się bazy Al Kaidy a sam Osama Bin Laden był pod ochroną rządu afgańskiego. Mułła Omar, weteran dziesięcioleci wojen, był pewny swego. Spokojnie odmówił żądaniom amerykanów wydania Osamy Bin Laden i zlikwidowania baz Al Kaidy. Amerykanie zaatakowali więc Afganistan. Inwazja poszła gładko, lepiej nawet i łatwiej niż się spodziewali amerykańscy planiści, generałowie. Intensywne i celne bombardowanie z amerykańskich samolotów i okrętów z użyciem naprowadzanych laserowo rakiet i bomb dosłownie zmiotły afgańską armię a resztki rozeszły się do domów. Gdy amerykanka armia wkroczyła, nie napotykając praktycznie żadnego oporu zajęła Kabul, stolicę Afganistanu. Amerykanie powinni byli wiedzieć, ze łatwiej zdobyć Afganistan niż się w nim utrzymać. Lepiej by zrobili, gdyby zajrzeli do biblioteki i przeczytali kilka książek na ten temat, bo to żadna wiedza tajemna.

Ale na początku amerykanie ogłosili i wielki sukces współczesnej technologii wojennej. Bo co mieli talibowie? Praktycznie żadnego lotnictwa, stare postsowieckie czołgi, rozstrzeliwane przez amerykańskie śmigłowce i samoloty, i trochę dział. Oraz ogłosili wielki sukces amerykańskiej armii, która praktycznie bez strat własnych obaliła terrorystyczny reżim talibów i podbiła Afganistan! Amerykanie z dumą chwalili się, że pierwsi w dziejach nie podbili… O nie! Amerykanie nigdy nie podbijają. Oni zawsze czynią dobro, niosąc postęp, demokrację i prawa człowieka. Jak powszechnie wiadomo, Ameryka to imperium dobra stające po jasnej stronie mocy. Amerykanie byli dumni, że wprowadzili demokrację w ciemnym Afganistanie! Dokonali tego, co nie udało się Brytyjczykom i Sowietom. Rzeczywiście, z wysiłkiem i ogromnym nakładem kosztów powołali w Afganistanie „demokratyczny” rząd z armią, administracją, służbami specjalnymi. Wybory także się odbywały, a jakże; wybory nieodmiennie wygrywane przez tych, co mieli wygrać.

Obalając wrogich talibów a osadzając powolny sobie i skorumpowany reżim, amerykanie uznali, że problem z Afganistanem jest załatwiony. Ale talibowie, co powrócili do swoich wiosek, wcale tak nie uważali. Przegrali tylko pierwsze starcie. Talibowie mieli czas. Byli u siebie. W terenie, który znali jak własna kieszeń. Talibowie nieśpiesznie wyciągali ze skrytek i czyścili kałasznikowy (AK-47), ręczne granatniki przeciwpancerne (RPG), zbierali niewybuchy, czy inaczej zdobyty trotyl, broń, którą pokonali Sowietów. Dla talibów wojna w Afganistanie dopiero się zaczynała. Nie śpieszyli się, bowiem dla Talibów wojna to nie sprint, jak dla Amerykanów, ale długodystansowy wyścig. Wojna to maraton, w którym wygrywają najwytrwalsi. A wytrwałości i odporności, sprytu i uporu Talibom nie brakowało.

Amerykańscy generałowie jakże grubo się mylili! Popełnili podobny błąd co sowieccy generałowie. Ówczesny gensek (sekretarz generalny) i władca ZSRR Leonid Breżniew ani myślał o podboju Afganistanu. Cele były ściśle ograniczone. 25 grudnia 1979 roku w Kabulu wylądowały sowieckie jednostki wojska specjalne. Specnaz miał obalić nieprzyjaznego Sowietom afgańskiego króla i ustanowić reżim bardziej spolegliwy działając ze wsparciem Afgańczyków. Czysta, chirurgiczna, i krótka, operacja wojsk specjalnych. Operacja się powiodła, a wyszło, jak wyszło. Sowieci ugrzęźli w Afganistanie na dziesięć lat w beznadziejnej wojnie. 15 lutego 1989 roku ostatnie sowieckie jednostki przekroczyły most na Amu-Darii wkraczając do tadżyckiej SRRR. Granicę, jako ostatni przekroczył sowiecki generał Gromow, dowodzący sowiecka 40 armią. Kapitan schodzi ostatni z tonącego okrętu. Pusty gest. Dwa lata później Związek Republik Radzieckich przestał istnieć. Tadżycka SRR stała się samodzielnym państwem, podobnie inne sowieckie republiki. Rosja straciwszy wszystkie zdobycze powróciła do granic z początku XVII wieku. Czego nie może przeboleć obecny car Rosji, w randze prezydenta, nazywając to największym nieszczęściem XX wieku. Z punktu widzenia rosyjskiego, liczącego pięćset lat, imperializmu ma rację. Trzy lata po wycofaniu Armii Czerwonej upadł Kabul i postkomunistyczny reżim ustanowiony przez Sowietów, a mudżahedini na ulicznej latarni powiesili Nadżibullaha, byłego sowieckiego nominata, któremu nic nie pomogło nawrócenie na islamskiego fundamentalistę. Podobny los czeka amerykańskie marionetki, o ile nie uciekną. Nie ma wątpliwości. Talibowie nie znają litości.

Mudżahedinów pokonali talibowie. Potem był 11 września 2011. Potem talibów robili w proch i pył Amerykanie, to znaczy zdawało im się, że ich rozbili. I tak dochodzimy do dzisiaj, to jest do 1 maja 2021, dnia początku wycofania, czytaj ucieczki, amerykańskiej armii z Afganistanu. Armia usa podzieliła los Armii Czerwonej. Mudżahedini pokonali Armię Czerwoną, ich synowie i wnuki - talibowie w 20 letniej wojnie pobili armie amerykańska. W obu przypadkach wygrali Afgańczycy. Afgańczycy pokonali ZSRR i USA, imperium zła i imperium dobra. Niezwykłe w dziejach osiągniecie.

Jest takie sportowe powiedzenie, że pieniądze nie grają. Klęska usa w Afganistanie dowodzi, że pieniądze nie grają i nie wygrywają ani meczy, ani wojen. Walka Dawida z Goliatem ma sens. Z jednej strony najlepsza, najpotężniejsza i najwcześniejsza armia świata, armia amerykańska. Z drugiej talibowie, co w dzień pracowali na roli, w nocy urządzali zasadzki, strzelali i podkładali bomby przy drogach. Amerykanie: świetnie wyszkoleni żołnierze, uzbrojeni w najwcześniejszą broń, ubrani w kewlarowe pancerze, z noktowizorami i całym tym elektronicznym ustrojstwem wspierani w razie potrzeby przez artylerię, drony, łączność satelitarną, satelity i śmigłowce. Wszystko z ameryki, nawet żywność i woda do picia przywożona na śmigłowcach też z ameryki. Z drugiej afgańscy chłopi, w chałatach i w laczkach zrobionych ze zużytych opon uzbrojeni w stare kałasznikowy i granatniki RPG. Zwyciężyli właśnie afgańscy chłopi, a nie podobno świetnie wyszkoleni profesjonaliści. W Afganistanie amerykańskie „psy wojny” dostały łupnia i z podkulonym ogonem uciekają do kraju. Wojny nie wygrywa technika, ani pieniądze, ani elektroniczne gadżety. Wojna to nie gra komputerowa. Gdy dochodzi do walki, gdy żołnierz staje naprzeciwko wroga, wygrywa lepszy. Decyduje odwaga, pomysłowość, wytrwałość, zdolność do poświęceń, do ofiarowania swego życia. Afgańczycy wygrali, bo byli lepsi, odważniejsi i sprytniejsi, niż Amerykanie przy całej ich przewadze materialnej.

Ta wojna każe zweryfikować szereg tez. Jak na przykład ta, że armia amerykańska jest najlepsza na świecie. Że amerykańscy żołnierze to tygrysy, czy lwy uzbrojone w najnowocześniejszą broń. Ani tygrysy, ani lwy, jeśli koty to takie kanapowe: tłuste, śmierdzące, tchórzliwe i leniwe. Z tygrysa mają tylko ryk. Ryczeć to Amerykanie potrafią, to trzeba im przyznać. Albo ta, że najważniejsza jest technika, supernowoczesne samoloty, rakiety, łączność, itp. Jeśli tak, to jaki jest sens kupowania od usa samoloty najnowszej generacji po 100 milionów dolarów za sztukę? Za sto milionów można kupić ze sto tysięcy karabinów i prostych granatników. Sto tysięcy karabinów zrobi większy pożytek niż ten myśliwiec. O tym szerzej przy innej okazji.

Czy podobny los, co ZSRR po klęsce w Afganistanie, czeka usa? Oczywiście, że nie. USA nie jest państwem zrodzonym przez przemoc, kłamstwo, zbrodnię i masowe mordy jak ZSRR, pomijając los rdzennych Amerykanów - Indian. Jednakże skutki tego wydarzenia są nie do przeceniania. Ameryka jest daleko, i bezpieczna. Ameryka da sobie radę z kolejną przegraną wojna. Dla USA najważniejsze są skutki finansowe. Straty ludzkie są małe, rzędu 4000 zabitych, niewiele jak na 20 lat wojny. Gorzej z finansami, z ekonomią. Obie wojny: w Iraku i Afganistanie zrujnowały budżet usa. Ameryka się wykrwawiła, ale finansowo. Ze skarbnika świata dziś usa jest faktycznie bankrutem, utrzymującym się na powierzchni dzięki masowemu drukowi dolarów. Polityka druku dolarów jest skuteczna póki inne kraje i zwykli ludzie akceptują zielone banknoty, bezkrytycznie wierząc w minioną już potęgę ameryki i amerykańskiej gospodarki. W końcu ta wiara runie. A wtedy nastąpi gospodarcze tsunami. Ale to temat na inną powieść.

Gorzej z Bliskim Wschodem. Po klęsce w Afganistanie i Iraku, najważniejszym i ostatnim liczącym się sojusznikiem usa na Bliskim Wschodzie pozostaje reżimu Saudów. Od z górą stu lat z laski wpierw imperium Brytyjskiego, potem Ameryki, Arabią Saudyjska rządzi zdemoralizowany i zdeprawowany reżim „królewskiego” domu Saudów. Członkowie „królewskiej dynastii” saudyjskiej mają wielkie powody do obaw. Chodzi tu o efekt domina. Upadek Saudów, znienawidzonych i utrzymujących się przy władzy tylko dzięki terrorowi wewnątrz kraju i wsparciu Ameryki na zewnątrz, oznaczałby koniec trwającej od ponad stu lat dominacji Anglosasów nad Bliskim Wschodem. USA przeboleje utratę Bliskiego Wschodu, bo nie potrzebuje już tak mocno jego ropy. Ma dosyć własnej.

Ale upadek Sadów to egzystencjalne zagrożenie dla Izraela. Izrael nie podda się bez walki. Pamiętając 2000 lat diaspory, prześladowania i Holocaust Żydzi będą walczyć do końca sięgając po wszystkie dostępne środki. Mając ponad 100 głowic jądrowych Izrael nie zawaha się ich użyć w sytuacji zagrożenia. Tak było w czasie wojny sześciodniowej w 1967 roku. Grzyby jądrowych wybuchów nie rozkwitły nad Kairem, czy Damaszkiem tylko dlatego, że izraelskie czołgi szczęśliwie pokonały czołgi arabskie. Przewaga techniczna czołgów amerykańskich nad czołgami sowieckimi uchroniła Bilski Wschód przed wybuchami głowic jądrowych. Zresztą Żydzi nie maja dokąd uciec. Nikt ich nie przyjmie. Może na Madagaskar? Dlaczego Madagaskar? Bo tam nie znają jeszcze Żydów. Niewczesne żarty. Zostaje usa. USA nie porzuci Izraela. Izrael to jedyny sojusznik i przyjaciel, którego ameryka nie zdradzi, nie porzuci, nie sprzeda. Broń jądrowa w arsenałach obu stron zresztą, bo i Pakistan ma głowice, wkrótce Iran. Zdesperowani władcy Arabii Saudyjskiej mogą ją kupić – w sumie to kwestia ceny, nakładów sił i środków. Broń jądrowa w rękach Żydów i Arabów powoduje, że na Bliskim Wschodzie może być bardzo, ale to bardzo gorąco. A z Bliskiego Wschodu, z Izraela, z Jordanii, czy Syrii tylko rzut rakietą do Europy, do nas.

I tak to się toczy: kij do psa, pies do kota, kot do myszy, mysz do sznura… Jedno jest pewne. Czekaja nas ciekawe czasy. Witajcie w ciekawych czasach. Witajcie w ciekawych i ciężkich czasach. 

 

  Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie tekstu tylko za zgodą autora.

Ocena wpisu: 
4
Twoja ocena: Brak Średnio: 3.1 (głosów:14)