Wiatr w żaglach

Obrazek użytkownika Bielinski
Świat

Minęły kolejne dwa tygodnie ekspansji koronawirusa COVID-19. Dwa tygodnie sukcesów koronawirusa. Jeśliby zastosować terminologię sportową, tę z meczów piłkarskich, to w meczu koronawirus COVID 9 : człowiek, jest przynajmniej 10 : 1 dla koronawirusa. Biorąc po uwagę, że wirusy to jedna z najstarszych form życia i mają z miliard lat (?), a ludzie, łącznie z małpimi przodkami, ledwie, 4, czy 5 milionów lat, ten wynik nie dziwi. Ten jeden mały punkcik dla człowieka, to opanowanie epidemii w czerwono-żółtych Chinach.

   To, że Komunistyczna Partia Chin opanowała epidemię, stosując iście drakońskie metody, nie jest zaskoczeniem. Komuniści mieli i mają w naturze stosowanie terroru na wielką skalę, olbrzymią praktykę i niebagatelną tradycję w tej dziedzinie, tudzież zupełny brak zahamowań. Względy moralne, tzw. prawa człowieka, czy jakieś ludzkie odruchy, to dla nich czysty śmiech. Szczególnie tyczy się to czerwonych, chińskich władców, dziedziczących władzę cesarzy sięgającą trzech tysięcy lat, i panujących nad prawie półtora miliardem Chińczyków. Śmierć stu tysięcy, czy miliona podanych w niczym nie wzruszy Niebiańskiego Spokoju władców czerwono – żółtego mocarstwa. Mniejsza o metody, chińscy komuniści dali radę, to trzeba im przyznać. W czerwonych Chinach epidemia wydaje się pod kontrolą. Przeciwnie poza granicami Chin. Tam koronawirus COVID-19 idzie jak burza.

   Pozostając w terminologii sportowej widzimy peleton bodaj 120 państw w wyścigu do największej ilości zachowań i zgonów na skutek epidemii SARS-CoV-2. Jest to inna, jeszcze bardziej „naukowa”, nazwa dla skromnego koronawirusa COVID-19. Któż wygra ten wyścig, a kto dojedzie do mety na końcu peletonu? W przeciwieństwie do prawdziwego wyścigu kolarskiego tu wynik czytamy wspak: im gorzej, im niższa pozycja w rankingu na mecie, tym lepiej. Najgorzej mają zwycięzcy, przeciwnie niż w „normalnym” wyścigu i życiu. Wirusy pośród innych rzeczy zmieniają również znaczenie słow. Zatem spójrzmy na czołówkę wyścigu. Piszę to w polowe marca 2020 (15-go marca), za jakiś czas sytuacja, czyli miejsce poszczególnych zawodników może się zmienić. Pierwsze miejsce zarówno w ilości zachorowań (ponad 80 tys.), jak zmarłych (3200) zajmują Chiny. Lecz te dwie liczby mogą mylić. Ważniejszy jest wskaźnik względy, czyli iloraz ilości chorych przez np. 1 milion mieszkańców. Skala planety to abstrakcja, żyjemy w własnym, lokalnym otoczeniu. Liczy się skala względna. Tu okaże się, że Chiny, źródło pandemii, wcale nie są liderem. Więcej, Chin nie ma nawet w pierwszej dziesiątce! Dokładnie są na końcu drugiej dziesiątki, na 18 miejscu, za Niemcami (64.2), ze skromnym wynikiem 56.2. Nawiasem mówiąc ten tekst zacząłem pisać wczoraj. W ciągu mniej niż doba Chiny spadły o dwa miejsca za Niemcy i Holandię! Naprawdę, Europa znów przoduje. Dane pochodzą ze strony: https://www.worldometers.info/coronavirus/).

   Kto prowadzi? Kto jest liderem tego wyścigu? Oczywiście Włochy z imponującym rezultatem 350! Statystycznie, epidemia we Włoszech jest sześć razy groźniejsza, bardziej intensywna niż w Chinach! Prawdopodobieństwo zarażenie się koronawirusem COVID-19 jest 6 razy większe we Włoszech niż w Chinach! Na dzisiaj. Gdyż Włochy są na ostrej stronie wznoszącej, a Chiny na stronie opadającej krzywej zachorowań. Za tydzień, dwa łatwo może się okazać, że stosunek prawdopodobieństwa zakażenia we Włoszech i Chinach może przekroczyć 10: 1. Jak nie więcej.

   Kto jest jeszcze w czołówce, oprócz Włoch? Niestety, nie Chiny, nie Azja, lecz Europa stała się epicentrum pandemii koronawirusa COVID-19. I tak drugie i trzecie miejsce zajmują odpowiednio Szwajcaria (256.2) i Norwegia (222.3). Spokojna, a jakże zamożna Szwajcaria oraz mała pod względem ludności, chłodna Norwegia to czołowe centra pandemii w Europie i świecie. Potem mamy Iran i Południową Koree między które wskoczyła Hiszpania zajmując wysokie 5 miejsce, z którego zepchnęła Koreę Południową. Koreańczycy z południa pewnie się ucieszyli z tej „porażki”. Dania jest siódma, a za nią petro-emiraty, czy pseudo-państwa zbudowane na korupcji i zbrodni: Bahrajn (8 miejsce) i Kataru (9 miejsce). Ale tam chorują i ubierają importowani do roboty gastarbeiterzy. Arabskich szejków w ręcznikach na głowach nic a nic nie to obchodzi nawet gdyby wszyscy wyzdychali. Pierwszą dziesiątkę zamyka Słowenia (105.3). Dalej mamy koncert państw europejskich: mała Estonia, Szwecja, Austria, Belgia, Francja, Holandia, Niemcy i dopiero Chiny, od których zaczęła się epidemia, czy pandemia. Tyle o czołówce wyścigu.

   Interesujące jest wysokie miejsca państwa skandynawskich. Okazuje się, że dostatnie, świetnie zorganizowane państwa skandynawskie: Norwegia, Dania i Szwecja to istne centra pandemii w Europie. Ale nordyccy Wikingowie jakoś się nie chwalą. Bardzo wysoko stoją też państwa germańskie: Austria, Holandia, Niemcy oraz frankofońskie: Francja i Belgia. We wszystkich tych europejskich państwach epidemia sroży się bardziej niż w Chinach! I to nieraz zwielokrotnię mocniej. Czy to nie dziwne? Warto zwrócić uwagę na mocnego zawodnika: Niemcy. Teutoni choć początkowo pozostali w tyle teraz przypuszczają atak w równym, niezmordowanym tempie. Jak zawsze muszą być na prowadzeniu. Ah, ta niemiecka pasja do zwyciężania! No i właśnie Niemcy wyprzedziły Chiny. Myślę, że Niemcy szybko awansują w rankingu. Stawiałbym na tego zawodnika. Niemcy i małe Niemcy, czyli Austria, to czołowi zawodnicy, to przodownicy peletonu.

   My w tym wyścigu na razie jesteśmy na bardzo odległy miejscu (nie chciało mi się policzyć którym) za Mołdawią i Arabią Saudyjską, na równi z Białorusią, z marnym współczynnikiem 2.9. Mój inny, ulubiony kraj – Izrael jest całkiem wysoko w rankingu wyścigu, ze współczynnikiem 23.1. Żyd ma siedem razy większe prawdopodobieństwo zarażenia koronawirusem niż Polak. Czyżby, aż boje się to powiedzieć, pierwszy raz Polacy byli lepi od Żydów? Boże, oraz wy, jakże mądrzy i światli ludzie przebaczcie mi bluźnierstwo!

   Wracając do czołówki. Niewątpliwym zwycięzcom wyścigu są Włosi. Pierwsze miejsce w kategorii względnej i mocne drugie miejsce w liczbach bezwzględnych: 21 tys. chorych i prawie 1500 zmarłych, bez mała płowa zmarłych w olbrzymich Chinach (3200) od samego początku epidemii! Powtarzam: to stan na dzień dzisiejszy, 15 marca 2020 roku. Wyścig trwa, do końca daleko, właściwie to końca wyścigu – albo epidemii – wcale nie widać. W rankingu wiele może się zmienić i na pewno wiele się zmieni. Jedno jest pewne: Włochy są i pozostaną w czołówce. W Chinach 95 % przypadków zachorowań i zgonów dotyczy jednej prowincji Hubei i jednego miasta: Wuhan, czyli mniej niż 5 % ludności Chin. Olbrzymia większość Chin pozostała ledwie muśnięta przez epidemię. Prawdę mówiąc przeciętny Chińczyk epidemie odczuł nie przez zagrożenie życia, bo to było minimalne (poza Hubei i Wuhan), lecz poprzez drakońskie zarządzenia władz. We Włoszech, sytuacja jest odwrotna: obecnie w całych praktycznie Włoszech ryzyko zarażenia jest realne i bardzo wysokie a władze wydają zarządzenia, które Włosi mają… w głębokim poważaniu. Jak to Włosi. Dlatego koronawirus COVID-19 hula, i hasa, i pląsa, i w ogóle czuje się w słonecznej Italii jak w drugiej, albo i pierwszej ojczyźnie.

   W naszych mediach rozczulają się, jak to biedni Włosi, którzy już nie mogą wychodzić do miasta, bo po co, skoro zamknęło im bary i pizzerie, ani się spotykać przy kawie czy winie, wychodzą przynajmniej na balkon, by sobie wspólnie pośpiewać. Oh Mamma Mia… Wychodzi taki Włoch na balkon, brzdąka na mandolinie, czy innej gitarze i śpiewa. Tak żem się wzruszył tą żałosną wizją, żem się o mało nie zachłysnął, tylko nie jestem pewien, czy aby łzami. Taki młody, ładny i zdrowy Włoch, czy Włoszka, chce żyć, używać życia, wyjść na miasto, spotkać się z przyjaciółmi przy espresso, lub porcji makaronu z olejem. Albo się pobzykać, wciągnąć coś, czy zapalić. Mieć życie towarzyskie. A tu nic. Zakaz za zakazem. A przecież wiadomo, że choć infekcję łapią wszyscy to ciężko chorują, albo umierają, albo chorują i umierają tylko ludzie starzy, brzydcy i/lub ciężko chorzy na inne przypadłości. Więc po pierwsze żadna strata, a po drugie im, młodym nic nie grozi. A i tak muszą siedzieć w domu,. Za jakie grzechy!? Oh Mamma Mia… Jak to leciało w tej piosence?:

Oh Mamma Mia, He's Italiano

He's gonna tell me a million lies

 

O moja mamo, on jest Włochem,

On powie mi milion kłamstw…

    Śpiewa po angielsku ruda dziwa w białej, ślubnej sukni szeroko rozkładając nogi. Widać, że prócz miliona kłamstw ruda dziwa liczy na inne… zalety i usługi Włocha. Żarty żartami, ale we Włoszech naprawdę chorują i umierają, i żadne kłamstwa tu nic nie pomogą. Co z tego, że włoskie władze wydają coraz bardziej desperackie dekrety, gdy Włosi i tak robią, co im się podoba. Pewien włoski dziennikarz zaproponował, aby wprowadzenie zakazu podróżowania powierzyć mafii. Było to po tym, jak po umownym „zamknięciu” Mediolanu przez władze tłum Włochów płci obojga ruszył na południe pociągami, samochodami. I to dobry pomysł. Mafie, bo jest ich wiele, to jedyne dobrze i prężnie działające włoskie przedsiębiorstwa, lub koncerny. Żołnierze mafii, co by złego o nich nie powiedzieć, są bardzo zdyscyplinowani; w tej organizacji niesubordynacja jest srogo karana tak na winowajcy jak na jego rodzinie. Żołnierze mafii nikogo by nie przepuścili bez pozwolenia. Prędzej zakopaliby nieboszczyka na poboczu drogi. Tak, mafijni „żołnierze” upilnowaliby Włochów.

   Nasi żołnierze z II Korpusu gen. Andersa mieli o Włochach wyrobione zdanie. Najlepsze co mówili, to że Włosi to brudasy, ale sympatyczne brudasy. O innych opiniach zamilczę. Nasi dobrze poznali Włochów podczas długiej włoskiej kampanii 1943-1945. Włochy to beznadziejny przypadek. Epidemia wygaśnie we Włoszech, gdy koronawirus COVID-19 sam da sobie spokój uznawszy, że już dość się nabrykał, nahasał i czas ona odpoczynek. Skoro Włosi nic nie pomogą realnie, co jeszcze zostaje? Chyba tylko w Boskiej interwencji nadzieja. Albo w nadejściu lata. Wirusy nie lubią ciepła. A we Włoszech w lecie słońca, ani ciepła nie brakuje.

   Wracając do peletonu. W czołówce peletonu widać pasjonująca rywalizacje między dużymi, europejskimi graczami: Francją i Niemcami. Raz na prowadzanie wychodzą Francuzi, to znów Niemcy. W liczbie zachorowań prowadzą zdecydowanie Niemcy 5400 : 4500, w liczbach względnych prowadzą Francuzi 68.9 : 64.5, Francuzów jest po prostu mniej. Uwagę zwraca względnie niska liczba zgonów w Niemczech, około dziesięciu, wobec prawie stu we Francji. Podobnie w krajach skandynawskich: Norwegia, Dania, Szwecja charakterystyczna jest względnie bardzo duża liczba zachorowań i niska liczba zmarłych. Świadczy to o tym, że służba zdrowia w krajach skandynawskich jest na bardzo dobrym poziomie i daje radę z falą chorych. Jeszcze daje radę. Podobnie w Niemczech liczba zgonów jest dziesięć razy mniejsza niż we Francji, przy porównywalnej ilości zarażonych korowanirusem COVID-19. Wystawia to bardzo dobre świadectwo niemieckiej służbie zdrowia, niemieckim szpitalom, lekarzom.

   Warto tu zastanowić się, skąd taka duża ilość szachrowań w Europie zachodniej, czy Skandynawii; w państwach słynących z higieny i wysokiego poziomu służby zdrowia. Cóż, te państwa po 2015 roku przyjęły kilka milionów tzw. uchodźców, albo migrantów z Azji, czy Afryki. A są to ludzie, którzy nie wierzą w zachodnią medycynę i nie lubią się leczyć. InshAllah – będzie jak Bóg chce – to ich hasło. Dla koronawirusa jest obojętnie: żółty, czy biały, czy podpalany, chrześcijanin, ateista czy muzułmanin. Przy takim podejściu nic dziwnego, że epidemia szerzy się w tych kiedyś sytych, spokojnych i bezpiecznych krajach jak pożar buszu. Tak to jedno jest z drugim związane, jedno z drugiego wynika. Nic nie dzieje się bez przyczyny.

   Skupiając się na Niemczech, naszych sąsiadach. Niemcy mają potężnego stresa, albo kaca. Wiadomo! Niemiecki doktor być serh gut doktor. Doktor Müller jest de beściak, jak powiadają młodzi. Jest i był de beściak. Problem w tym, że fala chorych narasta i może zalać świetnie zorganizowane i czyściutkie niemieckie szpitale. Łóżka z chorymi wypełnią sale i korytarze; wszędzie będą leżeć chorzy i umierający wydzielając obficie naturalne płyny fizjologiczne, co zamieni porządny, niemiecki szpital w istne piekło dla oczu, uszu i nosa, dodatkowo umierając bez planu i zgody i wprowadzając kompletny chaos w uporządkowany świat niemieckich szpitali. Co wówczas pocznie dobry doktor Müller? Gdy otrzyma rozkaz z góry, że ma przywrócić porządek! Bo porządek musi być, nawet w umieraniu. Ordnung muss sien. Doktor Müller przejdzie się po salach. Spojrzy w kartę. To jakiś Polak. Doktor Müller zakręci zaworek, albo naciśnie przycisk, czy jak tam się wyłącza respirator. Na ratowanie Polaka szkoda wysiłku. Obok leży Niemiec. Doktor Müller Niemca respiratora nie ruszy. Niemiec musi żyć. Dalej inni chorzy, Doktor Müller nawet nie musi patrzeć w karty, od razu widać, że to jacyś Turcy, Cyganie, czy inni Arabowie. Doktor Müller zamyka zaworki jeden po drugim. Wystarczy poczekać z godzinkę, dwie i już są wolne miejsca, wolne łóżka i wraca porządek. Doktor Müller jest zadowolony. Wreszcie może spokojnie pracować. Leczyć, ratować, uzdrawiać oczywiście tylko tych, co są godni żyć. Bowiem doktor Müller na drugie nazwisko ma Mengele. Z dwojga złego, będąc cudzoziemcem, wolałbym chorować we francuskim, niż niby lepszym, niemieckim szpitalu.

   Mocarny, niemiecki zawodnik chwycił drugi oddech, mocno nacisnął na pedały i ostro ruszył do przodu. Chciałbym zwrócić uwagę na innego, mocnego zawodnika z czołówki peletonu: usa. Nasze byłe, czy jedyne supermocarstwo, również supermocarstwo w nauce. Czai się z tyłu, obecnie silne 8 miejsce, 3 tys. chorych, 60 zgonów. Ten zawodnik ma kolosalny potencjał. Wielka liczba ludności, silnie skoncentrowanych w wielkich miastach i… prywatna służba zdrowia. Podobno 1/3 ludności usa nie ma ubezpieczeń zdrowotnych albo tak marne, że niczego nie gwarantują. Ci ludzie nie pójdą do lekarza, nie zgłoszą się do szpitala póki są w stanie ustać na nogach. Powód: za leczenie muszą płacić z własnej kieszeni, a koszmarnie wysokie koszty szpitalnego leczenia w prywatnych szpitalach ich zrujnują. Prawdę mówiąc, dla sporej części amerykańskiego społeczeństwa poziom amerykańskiej służby zdrowia jest na poziomie krajów trzeciego świata. usa w praktyce, lider w ilości noblistów, również z medycyny i biologii. Dlatego sądzę, że liczba zakażanych w usa jest znacznie zaniżona. Chorzy, zakażeni się po prostu nie badają. Dla porównania na Kubie, o ileż uboższej od usa, nie ma ani jednego przypadku zakażenia. A jeśli w końcu będą, chory na Kubie może liczyć na lepszą opiekę medyczną niż w bogatych stanach. Herezja? Nie, prawda. Mówię o średniej. Bogacze w stanach mają najlepsza medycynę jaką można kupić z pieniądze. Problem w tym, że koronawirus, bestia, przeskakuje z biednego na bogatego za nic mając liczbę cyfry znaczących na koncie bankowym. Czyż nie jest to krzycząca niesprawiedliwość, że bogaty umiera tak samo jak biedny? Nie, nie tak samo. Bogacz kupuje lepszą, czy najlepszą opiekę medyczną, więc ma większe szanse na wyzdrowienie. Śmierć wcale nie jest demokratą, ani nie ma przepaski na oczach. Koronawirus COVID-19 bardzo lubi kraj wolności i wkrótce usa staną się kolejnym centrum pandemii. Bo czyż i koronawirus COVID-19 nie ma prawa do życia, do wolności i szukania szczęścia w swoim jakże krótkim przecież byciu?

    Ciekawe, że w ludnych krajach afrykańskich znaleziono ledwie po kilka przypadków. Albo w Indiach, ponad miliard ludności. Czy koronawirus oszczędza Afrykę, Indie, Bangladesz? Naprawdę? Nie sadzę. Po prostu w tych biednych krajach nie ma testów, więc nie ma chorych. Nie masz termometru, to nie masz gorączki? Nieprawda nasz gorączkę, tylko inni o niej nie wiedzą. Ale w sumie, co za różnica z jakiego powodu umiera jakiś Murzyn? Od malarii, czy z grypy? Z wirusa Eboli, czy koronawirusa COVID-19? Kraje afrykańskie, Indie, Bangladesz, Ameryka Południowa to kolejne rezerwuary, czy rezerwaty pełne ludzi na których zapoluje koronawirus COVID-19.

   Jest szansa, że epidemia sama wygaśnie. Epidemie mają to do siebie. Nagle się zjawiają i równie nagle znikają. Nie wiadomo, dlaczego się pojawiaj, nie wiadomo, dlaczego znikają. Naprawdę niewiele wiemy. Lub inaczej: wiemy o wiele za mało. Nie jesteśmy tak mądrzy, tak potężni, czy wszechwładni, jak się niektórym zdaje. Koronawirus COVID-19, którego można zobaczyć dopiero pod mikroskopem elektronowym, nam to uświadamia, jak… mało znaczymy. Jakże daleko nam do Demiurga, jedynego stwórcy ten światu, czy tej planety. Dla koronawirusa jesteśmy tylko ofiarą, posiłkiem, niczym jagnię dla wilka. Od naszych przodków różni na to, że mamy przyrządy, w których możemy zobaczyć to, co nas zabija. Być może mamy większe możliwości leczenia, ale niewiele więcej niż na przykład sto lat temu za pandemii grypy hiszpanki. I tak jak kiedyś: kto umrze, to umrze. Kto przeżyje, to przeżyje. No, chyba że jakiś doktor Helmut Müller vel Mengele odłączy chorego od respiratora.

   Ale też bez przesady. W skali globu mamy 6 tysięcy zgonów na ponad 7 milionów tysięcy (miliardów) ludzi, na dzień dzisiejszy. Szansa na śmierć od koronawirusa to mniej więcej jak jeden do miliona, jak szansa na główną wygraną w totolotka. W skali globu. W Europie, we Włoszech, w krajach skandynawskich, we Francji, czy Niemczech szansa jest znacznie większa. Ale i tak w tym samym czasie o wiele więcej ludzi zginęło w wypadkach samochodowych, od opalania (czerniak), od zadławienia się jedzeniem, czy od papierosów (rak płuc). Nie wspominając o zwykłej głupocie. Ludzka głupota jest o wiele bardziej śmiercionośna niż wszystkie wirusy i koronawirusy razem wzięte plus bakterie na dodatek. Ale te śmierci znamy, są oswojone; tu mamy nową chorobę i nową, i starą, śmierć. Istnieje też ryzyko, że COVID-19 jeszcze mocniej się rozhula. Jak będzie, zobaczymy. Ogólnie. Są drapieżniki i roślinożercy. Drapieżniki polują na roślinożerców, jak lwy na antylopy. Zabijają je i pożerają. Drapieżniki są dumne i zadowolone z siebie uważając się za koronę stworzenia. Ale czasem sytuacja się odwraca. Na przykład przychodzi zaraza i wówczas ci, co polowali, stają się zwierzyną łowną, na która polują inni, znacznie potężniejsi, choć niekoniecznie więksi rozmiarami. Ale, po jakimś czasie, wszystko wraca do normy. Każda epidemia kiedyś zawsze ustąpi. Zatem… byle do wiosny. Może ciepło, lato, wypłoszy koronawirusa i da odetchnąć. Jak na razie koronawirus COVID-19 wygrywa. To on jest prawdziwym zwycięzcą tego wyścigu kolarskiego peletonu stu kilkudziesięciu państw świata. Wygrywa na wszystkich prawie frontach. Koronawirus COVID-19 chwycił wiatr w żagle i żegluje swobodnie po lądach, po narodach i społeczeństwach.

   Dzisiaj nie zajmuję się sprawami krajowymi, lecz zagranicznymi. Bowiem to co się dzieje za granicami jest znacznie ciekawsze. Ma to skutek również dla nas. Nasze przypadki zachorowań też były importowane. Były. Teraz już mamy rodzime. Koronawirus COVID-19 również i u nas się rozgościł. Ale to temat na inny tekst. Mam nadzieje, iż pokazałem również, że nawet z nudnych tabel statystycznych można wyczytać ciekawe informacje. Również z tych, w których rejestrowane są przypadki chorób i śmierci.

 

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie tekstu tylko za zgodą autora.

Ocena wpisu: 
Twoja ocena: Brak Średnio: 2.3 (głosów:4)