Prawo do głupoty

Obrazek użytkownika Bielinski
Idee

Dziś powrócę do trwającej w najlepsze epidemii, tej powracającej zarazy, zwanej COVID 19, wywołanej przez wirusa SARS-COV-2. Do epidemii, co trwa może z rok, i do ludzkiej głupoty, która jest równie wieczna, jak człowiek. Jak nas wiosną nawiedziła epidemia, tak nas nie opuszcza. Ostatnio widzimy narastająca falę zachorowań tak u nas, jak w sąsiednich krajach, w całej Europie. Epidemia jest jak powódź sztormowa. Przychodzi wielka woda i zalewa wszystko, ale raz za razem nadciągają potężne fale, niszcząc i zalewając to, co jeszcze ocalało. Teraz, na jesieni, mamy uderzenie drugiej fali COVID 19, oczekiwanej przez specjalistów. Czy z wytęsknieniem? Tego bym nie powiedział.

    Ciekawe, że tej nowej fali i rekordowej ilości zachorowań towarzyszy niska śmiertelność. Znacząco niższa niż na wiosnę. Kilka przyczyn tego stanu rzeczy. Pierwszym jest oportunizm wirusa, jeśli taki przymiotnik można stosować wobec biologicznego mikroorganizmu, działającego niby nakręcona mechaniczna zabawka. Takie wilki, czy lwy, atakujące stado saren, czy antylop, na ofiarę wybierają najsłabsze osobniki: stare, słabe, chore, kalekie. Po się przemęczać? Mięso, to mięso. Gdy lwy wybiją najsłabsze antylopy, wówczas sytuacja się zmienia. Polowanie trwa, ale coraz częściej ofiary, sprawne i silne, umykają drapieżnikowi. Podobnie jest z wirusami i ludźmi. Wirusy wykazują taki sam oportunizm jak lwy, wilki, orki, czy inne wielkie drapieżniki. Niestety, ten biologiczny mechanizm sam z siebie się nie wyczerpie. Jest to swego rodzaju perpetuum mobile; wirus COVID 19 namnaża się, powiela kosztem komórek, czyli swych ofiar. Teoretycznie w nieskończoność, w praktyce bardzo, bardzo długo. Źle to nam wróży, ale my ludzie napotkaliśmy już wiele epidemii wywoływanych przez wirusy, czy bakterie, często o wiele groźniejszych i bardziej śmiercionośnych niż wirus SARS-COV-2 i… przetrwaliśmy. Jako gatunek. Tak działa mechanizm ewolucji, przeżywają najsilniejsi. A my, ludzie, jesteśmy przecież elementem przyrody. Jesteśmy, czy nie? Jeśli tak, to czemu mielibyśmy być traktowani inaczej niż jelenie, śledzie, papugi, czy inne gatunki zwierząt?

   Druga przyczyna to medycyna, czy lekarze. Kiedy zimą, wiosną tego roku pojawiła się epidemia COVID 19 był to całkiem nowy egzemplarz z pawilonu małych drapieżców. Lekarze nie wiedzieli, jak do tego jeża podejść, jak leczyć nową chorobę. Leczyli wiec same objawy. Wiadomo, że jak ktoś się dusi, bo płuca są zaatakowane, to trzeba podłączyć chorego do respiratora, podać mu tlen. Powie ktoś, że wirus to wirus, a wirusy znamy od zawsze, jak wirusy grypy. Niby tak. Wirus SARS-COV-2 jest podobny do innych wirusów, czy korona wirusów, ale nieco inny. I tak inność, osobliwość tego wirusa jest problemem. W pół roku później sytuacja jest inna. Wirus został w dużej mierze poznany i obłaskawiony. Działania przeciw niemu są ukierunkowane i są coraz bardziej skuteczne. Nie znaczy to, że potrafimy wirusa zwalczyć, bo nie potrafimy, ale lekarze potrafią ocalić znacznie większą grupę najciężej chorych pacjentów. Powstały i zostały sprawdzone tzw. procedury medyczne leczenia pacjentów chorych na COVID 19. Procedura to bardzo ważna rzecz we współczesnej medycynie, bowiem lekarze są specyficznie szkoleni na studiach, i dalej podczas praktyki. Ich mózgi są przeładowane procedurami, to jest schematami postępowania. Takie a takie objawy, trzeba więc postąpić tak i tak, przepisać takie leki, skierować na określone badania. W zależności od wyników idziemy lewą ścieżka, albo prawą. I tak dalej. Aż do diagnozy, do wyleczenia pacjenta, albo do kolejnego pacjenta. Pacjentów nigdy nie braknie. Procesor w komputerze tak samo działa: wykonuje algorytm. Lekarzy uczy się procedur, to jest algorytmów, oduczając się samodzielnie myśleć. Podejmować samodzielne decyzje to zawsze ryzykowne. Takie samodzielne działania grożą oskarżeniem lekarza o eksperymentowanie, a lekarze jak ognia boją się oskarżeń o eksperymentowanie na pacjentach. Można by rzec, że typowy lekarz ma mały rozumek, ale wielką pamięć, jak londyńscy taksówkarze, co muszą spamiętać miliony adresów na tysiącach ulic wielkiej aglomeracji. Dlaczego tak się uczy lekarzy? Gdyż to jest najlepsza metoda. Każda inna, a wiele próbowano, daje gorsze wyniki, to jest o wiele obszerniejszy cmentarz. Co też cieszy niektórych, na przykład grabarzy, czy innych przedstawicieli biznesu pogrzebowego, ale rozjusza żyjących krewnych.

   Jednakże w obliczu całkiem nowej epidemii ta wypróbowana metoda zwodzi. Większość lekarzy jest bezradna wobec nowej choroby. Znane procedury nie działają, albo działają częściowo, a innych nie ma. Dziś lekarz maja procedury opracowane na przypadkach tysięcy zmarłych przez nieliczną, myślącą cześć środowiska. Zawsze zostają nieliczni, taki margines bezpieczeństwa, którym wolno, którzy mają myśleć, wymyślać nowe metody, nowe leki, nowe procedury. Oni pracują, robią co mogą. Najlepsza byłaby szczepionka, najskuteczniejsza broń przeciwko epidemiom. Powtarzające się doniesienia o powtórnych zakażeniach – chory przebywszy raz infekcje COVID 19 po kilku miesiącach przechodzą powtórne zakażenie – świadczą o tym, że nabyta odporność, jeśli jest, to jest krótkotrwała. Bardzo to zły prognostyk dla przyszłej szczepionki. Ale… nie jestem tu specjalistą. Może, istotnie, uda się stworzyć szczepionkę. Kto wie. Jeśli się nie uda i nie powstanie skuteczna szczepionka, współczesna medycyna też może wiele zrobić. Mamy setki, tysiące leków, miliony możliwych kombinacji. Któreś z nich muszą działać, wiele z nich już działa dosyć skutecznie. Przetestowane przez te miesiące pandemii, inne testuje się nadal. Jak? Na chorych rzecz jasna, nie da się inaczej. Cokolwiek mówiliby lekarze, nie da się uniknąć testów na ludziach. Jeden musi umrzeć, aby stu, lub więcej mogło żyć. Albo, albo. To się opłaca. Statystycznie. Przykładem wirus HIV. Śmiertelność na chorobę AIDS (zespól nabytego niedoboru odporności) wywoływaną przez wirus HIV wynosi równe 100%. Wyjątki to dwie osoby, które przeżyły, ich układ odpornościowy zwalczył wirusa HIV. Fakt udokumentowany w naukowej literaturze. Przez genetyczną mutację, taki fart na genetycznej loterii, ci dwoje, jako jedyni z ogółu ludzkiej populacji, okazali się być odporni na wirus HIV. Nie udało się stworzyć szczepionki na HIV, ale koktajl leków poskramia HIV. Dziś AIDS to choroba przewlekła. Drugi przykład: wścieklizna, choroba wirusowa, śmiertelność też wynosi 100 % (poza wyjątkami liczonymi na palcach jednej dłoni). Na wściekliznę nie ma lekarstwa, jeśli się rozwinie, chory musi umrzeć, a śmierć ma okropną. Ale dysponujemy skuteczną szczepionką. Skoro poskromiliśmy wirusa wścieklizny, HIV, ospy, polio, i wiele innych mikro potworów – mikro tylko rozmiarami, bo nie przez skutki – to kij i na COVID 19 się znajdzie. Już lekarze przetestowali kilka małych kijków. Inna teoria mówi, że wirus SARS-COV-2 zmienia się w kierunku wyższej zakaźności kosztem niższej śmiertelności. Zasada: coś za coś obowiązuje także w świecie wirusów. Jaka by nie była przyczyna, śmiertelności drugiej fali epidemii jest niższa pierwszej. I to jest dobre. 

   Według niektórych śmiertelność na COVID 19 jest taka jak na grypę. Sto lat temu mieliśmy epidemię grypy zwanej hiszpanką. Trwała dwa lata i pochłonęła około 40, 50 milionów żyć ludzkich. Dokładnie nie wiadomo, policzono mniej więcej zmarłych w Europie, czy usa, ale zmarłych na grypę Chińczyków, czy Hindusów nikt nie liczył. Według najskromniejszych szacunków, umarło dwa, trzy razy więcej ludzi, niż było ofiar całej tzw. Wielkiej Wojny, której my nadajemy numer 1. Sto lat temu lekarze byli całkiem bezradni wobec ptasiej grypy, albo hiszpanki. Niektóre stosowane metody leczenia budzą wręcz grozę i zabijały chorych szybciej niż choroba. Nie było żadnych leków, ani respiratorów. Grypa niszczyła płuca, chorzy dusili się, przez godzinny, dni. Wbrew pozorom wirus COVID 19 wcale nie jest łagodniejszy niż wirus ptasiej grypy, który spowodował epidemię grypy hiszpanki. Gdyby nie zdobycze medycyny, leki, aparatura medyczna jak respiratory, obecnie byłoby tyle samo ofiar co sto latem. Mamy szczęście, że żyjemy współcześnie. Dzięki temu ofiar będzie najwyżej dziesięć procent tego, co było sto lat temu. Szczęście w nieszczęściu, bo przecież pandemia to żadne szczęścia. Łagodny przebieg infekcji u większości zarażonych, często bezobjawowy, lub objawiający się jako „zwyczajne” przeziębienie, oraz stosunkowo mała ilość ofiar to przyczyny tego, że jest tak wielu tych, co uważają epidemię za oszustwo, „fake news”, spisek spreparowany czy to przez rządy, dążące do kontroli nad społeczeństwem, i/lub koncerny farmaceutyczne, których celem są gigantyczne zyski z leczenia wymyślonej choroby. Organizowane są covid – party, gdzie ludzie gromadzą się licznie by się zarazić, lub inaczej, udowodnić, ze COVID 19 nie istnieje. A jeśli istnieje, to jest równie groźny jak przeziębienie. Każdy ma prawo do idiotycznych poglądów. I do manifestowania swej głupoty i do dumy z niej. Obnoszenie się z mądrością, czy wiedzą, to nie jest to samo; jest niestosowne, źle widziane i w złym guście. Uważane za wywyższanie się. Przeciwnie, głupota jest modna. powszechna, w zasięgu ręki. Żaby coś wiedzieć, trzeba poświecić na to wiele pracy i czasu, przy głupocie nie trzeba nic robić! W przeciwieństwie do mądrości, głupotę dostajemy darmo. Całkiem gratis. Dzisiaj każdy ma prawo do głupoty. Każdy ma prawo do własnego zdania. I może go bronić do upadłego. Mniejsza o fakty. Aby się o tym przekonać, to już pomijając pandemię COVID 19 wystarczy pooglądać telewizję, szczególnie tzw. kanały informacyjne, czy pobyć trochę w Internecie. Ale to inny temat. Bardzo obszerny.

   Jakie to szczęście, że mamy prawo do wygłaszania i demonstrowania publicznie różnych idiotycznych poglądów. Sto lat temu uczestnicy podobnych spiskowych teorii na manifestacji anty-grypowych pozarażaliby się hiszpanką i potem udusili na szpitalnych łózkach. Wirus grypy hiszpanki bardzo lubił młodych, zdrowych ludzi o silnym układzie odpornościowym. Oni byli jego głównym celem i ofiarą. Dzisiaj, SARS-COV-2 celuje w starych, chorych o osłabionej odporności. Mała strata. Dlatego młodzi, zdrowi ludzie, silni fizycznie, choć nie na umyśle, będąc bezpieczni mogą uważać, iż ta epidemia to oszustwo, kłamstwo, ściema. Czyż nie żyjemy we wspaniałych czasach? Czasach tolerancji dla każdej głupoty? Każdy może gadać co mu ślina na język przyniesie i święcie w to wierzyć. No, prawie każdej. Ten, kto twierdzi dla przykładu, że siłą woli zatrzyma rozpędzany pociąg i, aby to udowodnić, stanie na torach przed najeżdżającym pociągiem… Raczej nie ma szansy przeżyć tego eksperymentu. Na szczęście natura sama likwiduje szczególnie zatwardziałe przypadki głupoty.

   Co będzie? Epidemia grypy hiszpanki trwała dwa lata. Ile potrwa epidemia COVID 19? Jak zwykle, nie wiadomo. Najlepiej byłoby gdyby wiarus SARS-COV-2 zniknął i gdyśmy powrócili do stanu sprzed epidemii. Ale to tylko marzenie. Drogocenny wazon, rodzinna pamiątka, strącony przypadkiem ze stołu, co spadłszy na ziemie rozbija się na tysiąc kawałków, sam się przecież na powrót nie zespoli. Takie cudo się nie zdarzyło i nie wydarzy choćbyśmy mieli czekać, aż zgasną ostanie gwiazdy na niebie. Nie ma powrotu do tego, co było. Przed nami tylko przyszłość, oczywiście lepsza przyszłość. Epidemia COVID 19 w końcu wygaśnie, jaki inne, poprzednie. I będzie lepiej. Bo przecież może być tylko lepiej, czyż nie?

 

  Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie tekstu tylko za zgodą autora.

Ocena wpisu: 
Twoja ocena: Brak Średnio: 5 (głosów:2)

Komentarze

...jest ostatnie zdanie.

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
0

Krispin z Lamanczy
Aby czynić dobro, trzeba umieć rozróżniać między dobrem a złem.
Każdy uczy się na błędach. Lepiej uczyć się na cudzych!

#1646750