Po Strajku Kobiet

Obrazek użytkownika Bielinski
Humor i satyra

- Ale się porobiło. Trzeba spie…lać z tego kraju, nie ma wyjścia – westchnął ciężko aktor Helmuth von Gbuhr znany aktor i jeszcze bardziej znany krytyk faszystowskiego reżimu rządzącego naszym krajem.

   Siedzieliśmy wszyscy w zamkniętym pokoju w siedzibie ogólnopolskiego strajku kobiet; wieczorem, po kolejnej manifestacji przeciwko zakazowi aborcji, jaką narzucił kato-faszystowski reżim poprzez orzeczenie ichniego pseudo trybunału konstytucyjnego. Oni siedzieli, oficjele, ja, Wacek – blogier skromny ale postępowy – latałem i podawałem: czy to jakieś przekąski, jak wędzony dziki łosoś, mięso z homarów na grzance, orzechy Macadamia, no i oczywiście kawior z bieługi, oraz wino, wysokiej klasy szampana i inne alkohole rozlewałem, jak to kelner. Mój mentor, guru i przewodnik duchowy Mordechaj Mordechajowicz Burumstein, vice naczelny prześwietnej gaziety popularnoj znowu mnie wkręcił w kelnerską robotę dla vipów.

   - Wacok, pajdziosz – powiada – na Strajk Kobiet. My dołżny wsiega wspierat’sia naszije, to jest polskije żenszcziny, i ich bar’bu o swobodu aborcji. Mój dzieduszka, toże Mordechaj Mordechjowaicz, naczelnik tiurmy NKWD w Łucku, wciegda powtariał: im mniej Poliajkow, tym łutsze. Eto nasza rodzinaja tradicjia!

   Tak poszedłem a zamiast na demonstrację przeciwko prawicowemu reżimowi trafiłem na zaplecze siedziby strajku kobiet, by obsługiwać najważniejszych działaczy i działaczki. Trzeba przyznać, że jedzenie i alkohol były najwyższej próby, no i ceny. Płacą sponsorzy, głupi by nie skorzystał - wyjaśniła vice przewodnicząca Sylwia, chuda, nerwowa brunetka. Sylwia miała coś męskiego w sobie, choć nie tyle, co przewodnicząca strajku kobiet Baśka, zwana Tygrysicą.

   Tygrysica zaraz po wejściu zerwała z twarzy maseczkę, nalała do szklanki szampana Don Perignon i wychlała, tak, nie wypiła, lecz wychlała całą szklankę szampana; powtórnie napełniła szklankę szampanem Don Perignon i znowu wychlała po czym beknęła rozgłośnie. Baśka, blondyna duża i przy kości, miała coś maciorowatego w posturze, czy w twarzy. Przewodnicząca Tygrysica była zdeklarowaną lesbijką, Sylwia z kolei lubiła i kobiety i mężczyzn, bez różnicy. Postęp i nowoczesność niejedno ma imię, jak się okazuje.

   - No, teraz to ja wam pokaże! Wy…ać! Wy…ać! Wy…ać! Wy…ać, wy …, (takie owakie) je…ne!!! – ryczała Tygrysica rozpalona jeszcze emocjami z manifestacji, z ulicznej walki o postęp, o prawa kobiet. Ale ten potok bluzgów i wyzwisk, tudzież innych wulgarnych określeń, jakich nie powstydziłby się menel spod budki z piwem, pominę.

  Pech chciał, że stałem obok, gdy Tygrysica zaczęła wrzeszczeć. Odskoczyłem. Niestety wpadłem na Sylwię, vice przewodnicząca, która nie patyczkując się chwyciła mnie za przyrodzenie. Odskoczyłem ponownie, ale taca którą trzymałem w ręku zachybotała, filiżanki, kieliszki się poprzewracały. Przewodnicząca Strajku Baśka, Tygrysica, zaśmiała się ochryple i też chwyciła mnie za krocze. Czerwony jak burak wymamrotałem przeprosiny i umilknąłem na zaplecze. Czy moje przyrodzenie to poręcz w autobusie, za które każdy może chwycić?

   Kto był na zebraniu? Siebie nie liczę. Poza przewodniczą Baśką, i zastępczynią, Sylwią, był obecny aktor i celebryta Helmuth von Gbuhr, jako przedstawiciel środowiska twórców postępowych. Z polityków byli obecni Jan Domek, szef największej, opozycyjnej, progresywnej partii i Zenon Czuprynka, przewodniczący partii prawdziwie lewicowej, czyli postkomunistycznej. Zebranie zaszczycił poseł Żuczek, znany z ładnej buźki, homoseksualizmu i właściwych poglądów politycznych, oraz redaktorka Mariolka z opozycyjnej telewizji prywatnej. Mimo przyjęcia zaproszenia nie przyszedł ober naczelny gaziety popularnoj; również wielce szanowny Mordechaj Mordechajowicz Burumstein wymówił się pod byle pozorem, wysyłając mnie jako swoje oko i ucho.

   - Proszę państwa, towarzysze, partnerzy i partnerki – odezwała się chuda a chutliwa Sylwia – nasza manifestacja wstrząsnęła państwem. To sukces. Wielki sukces. Manifestacje w całym kraju, w stolicy i w Krakowie, w Gdańsku, w Rzeszowie i Skarżysku. Kobiety przemówiły. Kobiety mają wreszcie głos. Macice mają głos. To jest tryumf macic. Musimy debatować, jak przekuć sukces w sukces, to znaczy jeszcze większy sukces. Jak obalić ten ohydny, faszystowski reżim, sięgający bezwstydnymi łapami do macicy każdej kobiety.

   Przewodnicząca, Baśka, gruba a sprośna, naraz jak nie zaryczy:

   - Wypie…lać! Wypie…lać! Wypie…lać! Wypie…lać! Wypie…lać!

   Tym razem trafiło na posła Żuczka, który zerwawszy się przerażony zaplatał się o krzesło i razem z krzesłem wysypał na podłogę.

   - Jezu! Jezu, Jezusiczku! – powiedział poseł Żuczek podnosząc się – Pupcię sobie stłukłem, a miałem takie plany. Nic dziwnego, że to spotyka polityka, geja w tym zacofanym katolandzie. Na wczasy przyjechałem, na wypoczynek. Spotkania umówione, wywiady, wielbiciele, partnerzy, a pupcia stłuczona. Trudno, niech boli. Złożę skargę w parlamencie europejskim. Kolejna interpelacja przeciw tym fanatykom katolickim. Nie daruję. Postęp, praworządność, prawa człowieka, demokracja, o to musimy się starać, nawet przez ból, cierpienie. Pupcia mnie boli.

   - Manifestacja strajku kobiet wcale nie taka duża. Byłem widziałem – zauważył kwaśno towarzysz Czuprynka, przewodniczący prawdziwej lewicy – Sto osób, z górą sto pięćdziesiąt. Dwieście z policjantami, a policji więcej niż manifestantów.

   - Co też mówisz, Zenek. Łamiesz jedność lewicy – syknął przewodniczący partii progresywnej a obywatelskiej – Było co najmniej pięćset prostujących, w jednej grupie. Ciebie nie było, jak zwykle, ale ja byłem. Ja maszerowałem. Ja protestowałem, ja broniłem praw kobiet do swobodnej prokreacji i wolnej aborcji. Co tam pięćset! Tysiąc! Tysiąc pięćset w jednej grupie. Grup dużo. Dzwoniłem do Stefcia, prezydenta. Jego ludzie naliczyli sto tysięcy demonstrujących swe niezadowolenie z opresyjnego, antykobiecego prawa – powtórzył z naciskiem przewodniczący Domek - Wielka frekwencja biorąc pod uwagę zimę, mróz i pandemię. I opresyjne działania policji, która stała kordonem i w kółko powtarzała przez megafony nakazy rozejście, bo niby jest zakaz demonstracji przez tę głupią pandemię.

   - Janek, nie jesteśmy w telewizji, tu możemy powiedzieć prawdę - nie ustępował towarzysz Czuprynka z postkomunistycznej lewicy - Frekwencja na strajkach kobiet jest coraz gorsza. Może to i dobrze, bo jednak mamy pandemię, a masowe manifestacje roznoszą zarazę. Rządowa telewizji ma trochę racji. Strajk kobiet się kończy. Trzeba pomyśleć, co dalej…

   - Zamknijta się, i się nie kłoćta, bo was nie wpuszczem do swojej telewizji. Z żadnem z was nie przeprowdzem swego sławnego interwju – zagroziła redaktorka Mariola – Ja jeztem redaktorka niezależna, walczem o prawa kobiet, praworządność, o aborcjom, o wolne media. Mnie szef zapowiedział, że ma być jedność, na lewicy, i w centrum, bo inaczej was wszystkich wyp…li. Bez nasze telewizji to wy nawet do parlamentu nie wejdziecie. W naszej telewizji od rana do wieczora lecieć będzie tylko nowy ruch naszego Jakubka, co to nasz ruch uskutecznia. Jak mu tam…, te ruch 6969. Albo jakoś tak.

   Tymczasem Baśka, tłusta a sprośna, nalała do szklanki wódki i wypiła jednym haustem. Jak chłop. Ba, niewielu znam facetów, którzy duszkiem wypiją pól szklanki wódki, a przewodnicząca Baśka dała radę. I to lekko. Wypiwszy wódkę, gruba a sprośna Baska zerwała się otworzyła okno i wychylona, tak że o mało nie wypadła ryczała do kogoś na ulicy:

   - Ty … (taki owaki) … Tak, do ciebie mówię! Ty ch…u złamany w pedalskiej czapce z futerkiem! Wyp…laj! Wyp…laj! Wyp…laj! Wyp…laj! Tak, ja ciebie też! Pie…lę ciebie! Pie…lę! Pie…lę! Pie…lę! I twoją sukę też! Pie…lę! Co się gapisz, ty… (taka owaka), palcem je…na bladź! Przyjdź tu, i wyliż mi michę!

   Darła się przewodnicząca Baśka, gruba a sprośna, lżąc plugawymi słowy jakiś przechodniów. W końcu ja i przewodniczący Czuprynka odciągnęliśmy przewodniczącą od okna, nie bez trudu i walki, bo baba wielka i ciężka, i rzuciliśmy ja na fotel.

   Odsapnąwszy nieco po walce z rozszalałą Tygrysica, zebrałem na tace brudne talerze i wyszedłem. W korytarzy zdybała mnie vice przewodnicząca chuda a chutliwa Sylwia i chwyciła mnie za… Wiece za co. Kolejny raz. Ledwie się wyrwałem, bo ręce miałem zajęte tacą i bałem się, żeby te talerze i kieliszki nie pospadały. Cały wieczór bawiliśmy się w kotka i myszkę. Ja do drzwi, a chuda i chutliwa Sylwia za mną i tylko patrzy jak mnie tu złapać za… Wiem, że jest ze mnie mężczyzna atrakcyjny, podobający się kobietom, do rzeczy, do bitki i do wypitki, jak powiadają. Ale nie sądziłem, że aż tak! Ktoś powie, że nie ma się na co uskarżać. Niby tak. Też lubię skorzystać, czemu nie? Lubię seks i nie mam nic przeciwko szybkiemu numerkowi bez zobowiązań. Ale chutliwa Sylwia była jak dla mnie za szybka. Jestem postępowym blogerem, wierzę w równość płci i tak dalej, ale nie lubię, jak się mnie traktuje jak jakąś seks-maszynę. Najpierw buzi, porozmawiać, żeby coś zaiskrzyło, a nie od razu łapać za krocze. Sylwia była zbyt obcesowa, by nie rzec nachalna. Poza tym nie miałem gumki. A jak powiada Staszek, kolega nauczony gorzkim doświadczeniem, lepiej wody się napić niż się potem leczyć. Mniejsza. Dość, że chutliwa Sylwia molestowała mnie przez cały wieczór. Nie wiem, czy tak ją wzięło, czy dla jaj. Ale dałem jej odpór. Właściwie to mógłbym oskarżyć przewodniczącą i cały strajk kobiet o molestowanie seksualne! Najciemniej jest pod latarnią. Nie powinienem się zapisać do akcji #metoo? Co tam. Moja strata. Nie będę wtykał kija w szprychy postępu, kompromitując działaczki zbyt równouprawnione.

   Kiedy rzuciliśmy grubą a sprośną Baśkę na fotel, Helmuth von Gbuhr wyskoczył z tekstem, że niby trzeba sp…lać z tego kraju, bo ten kraj jest taki pos…ny, że nie nadaje się do niczego poza wypróżnianiem. Siedział z krzywą gębą, cedził drinka i odgrywał cierpienia młodego Wertera, jakby był na scenie amatorskiego teatrzyku przy zespole szkół kolejowych. Tak naprawdę żaden Helmuth. Wcześniej zwyczajny Heniek, co przypomniawszy sobie, że jego dziadek był Niemcem przemianował się na Niemca zmieniając imię i nazwisko. Gburem był zawsze.

   - Ten rząd wyniszcza inteligencję! Zmusza do emigracji najlepszych synów i najlepsze córki tego narodu – podjął z emfazą przewodniczący Jan Domek – Niszczy elity, by wprowadzić swoich Miśków. Wyrzuca naszych, by osadzić swoich złodziei. Na to zgody nie ma i nie będzie. Nasze elity to nasz skarb narody, ja aktor Helmuth von Gbuhr, znienawidzony przez rządzący reżim ozdoba scen stołecznych i filmu.

   - Wasi złodzieja nie mogę kraść? To chcesz powiedzieć? – zaśmiał się złośliwie przewodniczący Czuprynka – Lepiej nie mów tego publicznie, bo cię zniszczą!

   - Jeszcze powiedzieli o mnie, że pie…łem nastolatki w jakimś klubie! - pożalił się Helmuth von Gbuhr – Ja je pie…łem!? To one mnie piep…ły! Poza tym miały co najmniej piętnaście lat. Same mi powiedziały.

   - Na zachodzie jest świetnie, zwłaszcza w Niemczech. Wolność! Tolerancja! Byłem młody, chciałem zobaczyć świat, trochę zarobić W Dusseldorfie pracowałem dorywczo…w takim domu. Nie powiem, miło było, praca i przyjemność. Sami geje. Raz przyszedł Niemiec, czarny jak sadza. Niemiec z Senegalu, czy Konga, a pytę miał… Myślałem, że mnie rozerwie. No i musieli mi szyć odbyt. Dwa razy mnie zszywali. Nie ma jak Niemcy. W Niemczech jest kultura, rządy prawa, wyższa cywilizacja. Ah, młodość… – rozmarzył się poseł Żuczek.

   Gdy poseł Żuczek ściągnął uwagę, przewodniczą Domek zręcznie zamienił kawę swoją i przewodniczącego Czuprynki. Była już pora na kawę i ciastka. Ciastka zamówiono w najlepszej warszawskiej cukierni. Serwowana kawa to Kopi Luwak podobno najlepsza kawa na świecie. Wcześniej zauważyłem ku swemu zdziwieniu, że odwróciwszy się dyskretnie przewodniczący Domek napluł do swojej kawy. Pomyślałem nawet, że przewodniczący partii progresywnej perwersyjnie lubi pić kawę z własną śliną. Albo, że ślina to nie zbędny dodatek do kawy Kopi Luwak, wygrzebywanej, było nie było, z odchodów indonezyjskich kotów. Jednak adresatem tego „prezentu” okazał się polityczny rywal na lewicy. Ci politycy! Ta bezpardonowa polityczna walka! I właściwe to był koniec zebrania po sławetnym Strajku Kobiet w stolicy.

   Przewodnicząca strajku kobiet, pierwsza feministka, Baśka, gruba a sprośna, wyczerpana do cna działalnością polityczną na rzecz postępu i praw reprodukcyjnych kobiet: to jest wrzaskiem, oblegami, kłótniami, tym szampanem i wódą, spała w fotelu chrapiąc rozgłośnie. Jej zastępczyni, chuda i chutliwa Sylwia, czaiła się gdzieś w ciemnościach, by mnie dopaść znienacka i chwycić za przyrodzenie. Przewodniczący Domek, przewodniczący Czuprynka, redaktorka Mariolka, poseł Żuczek, nadąsany a gburowaty aktor i celebryta Helmuth von Gbuhr pili w skupieniu kawę Kopi Luwak, rozkoszując się cudownym aromatem najlepszej i najdroższej kawy na świecie. Przewodniczący Domek pił swoja kawę zadowolony z siebie i milczący, co u niego niezwykłe. Nie wiedział biedaczek, że nie tylko on wpadł na ten pomysł. Że plucie, że dodawanie czegoś gorszego do jadła, czy napojów to numer stary jak świat. I że oni wszyscy pija kawę z wkładką… Czego? Nie pamiętam.

   Ale jak ktoś pija odrażająco drogę kawę wygrzebana z kociej kupy, to chyba już nic go nie zbrzydzi, prawda? Przynajmniej, nie powinno.

 

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie tekstu tylko za zgodą autora.

Ocena wpisu: 
Twoja ocena: Brak Średnio: 4.6 (głosów:8)

Komentarze

Ukryty komentarz

Komentarz użytkownika Verita został oceniony przez społeczność negatywnie. Jeśli chcesz go na chwilę odkryć kliknij mały przycisk z cyferką 2. Odkrywając komentarz działasz na własną odpowiedzialność. Pamiętaj że nie chcieliśmy Ci pokazywać tego komentarza..

...bo jeszcze może zostać premierem.
Po takich schodach do nieba wspinał się przecież premier Morawiecki.

Szokujące wypowiedzi Mateusza Morawieckiego, wówczas doradcy premiera Donalda Tuska były w podobnym tonie i kulturze.
Obecny premier wygłosił pochwałę wojny jako środka redukującego ludzkie oczekiwania i umożliwiającego wzmożoną akumulacje kapitału.

„Mam absolutnie pozytywne zdanie o Merkelowej, Sarkozym czy jak się ten nowy nazywa… Hollande i tak dalej. Że oni w takim świecie, jak dzisiaj są, gdzie przez pięćdziesiąt lat ludziom się wydawało, że zawsze będzie lepiej, emerytury będą dość wysokie, żyć będziemy coraz dłużej, służba zdrowia będzie za darmo kurwa i edukacja za darmo, oni tą krzywą, która wiesz tak szła co do oczekiwań, oni muszą ją odkręcić, nie. I takie rzeczy się dzieją. […] To co robi Merkelowa… Ona działa na najważniejszych rzeczach społeczeństwa czyli oczekiwaniach. Management of expectations. Jak ludzie ci zapierdalać za miskę ryżu, jak było w czasach po drugiej wojnie światowej i w trakcie, to wtedy gospodarka cała się odbudowała”
Morawiecki podczas wspomnianej rozmowy w kręgu śmietanki biznesowej wyjawił również jakie powinno być jego zdaniem rozwiązanie kryzysu migracyjnego.
„No k… Wiesz, kiedyś przypłyną, kiedyś coś zrobią. (…) Te iPhone’ye pokażą im: tu żyje się tak a tu tak. I co my zrobimy jak flotylla tratw k…, nawet tam z północy Afryki będzie na południe? (…) Będziemy strzelać, będziemy odpychać ich, wiesz” – mówił ówczesny prezes banku WBK w restauracji „Sowa i Przyjaciele”.

https://strajk.eu/morawiecki-u-sowy-najlepszym-sposobem-zawsze-byla-wojna/

Podoba mi się!
2
Nie podoba mi się!
-4

Verita

#1660673

Czy dzisiaj są gdzieś w Polsce tak zwane "strajki kobiet" ?

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#1660824