Plusy dodatnie

Obrazek użytkownika Bielinski
Kultura

Dziś dzień prezentów, czyli plus. Jak mawiał nasz były rezydent, w cywilu elektryk, plus dodatni. Dawniej mówiono święty Mikołaj. Dziś święty zniknął, nie ma już świętych, ale Mikołaj został. I zostały prezenty, to najważniejsze. Prezenty, otrzymywane prezenty zawsze są dobre, mniejsza o pretekst, z powodu którego je otrzymujemy. Święty to ktoś, dla którego najważniejszy jest Bóg, a cała reszta, jego życie, w tym życie seksualne, jest temu głównemu celowi podporządkowana, Dlatego świeci prowadzą(ili) bardzo wstrzemięźliwe życie seksualne, a najczęściej przyjemności seksu całkowicie się wyrzekali. Współcześnie święty to obciach, bowiem dziś im kto więcej ma partnerów seksualnych, i to najlepiej obojga płci, tym lepiej i nikt się tego nie wstydzi. Są tacy… swingersi… (się nazywają ?) którzy zbierają się grupowo i kopulują każdy z każdym, w parach, trójkątach czy innych wielokątach, i są dumni, ilu to partnerów, czy partnerek grupowo zaliczyli. Ale, jak sądzę, także swingersi lubią prezenty, tylko jakie…? Może sztuczny członek niezwykłych rozmiarów, czy kształtów? Odświeżacz o miłym zapachu i smaku do ust, odbytu, pochwy? Lubrykanty, czy inne erotyczne utensylia? Lub gumowa lalka najnowszej generacji z wbudowanymi silniczkami i sztuczną skórą, prawie jak naturalna, by sprawiać posiadaczowi jak najwięcej przyjemności?

    Każdy ma takie prezenty, na jakie zasługuje. Kiedyś święty Mikołaj przynosił prezenty pod choinkę, albo kładł je koło łózka, gdy dzieci spały. Dziś mamy skarpety, do których kładzie się prezenty, kopia od Anglosasów, i Mikołaja (bez św.) co spuszcza się przez komin. Nawet dowcipy importujemy z usa. Ale prezenty są znacznie cenniejsze, to duży plus. Szmaciana lalka żadnej dziewczynki już nie ucieszy, a żadnego chłopca plastikowy pistolet. Badziewie nie przejdzie, jak czekolada to prawdziwa, markowa, a nie wyrób czekoladopodobny. Coś za coś.

   Żyjemy w czasach pandemii, łagodnej co prawda, powadziłabym… delikatnej. Ośmielę się jednak twierdzić, że i pandemia ma swoje plusy, czyli plusy dodanie, bo pandemia ma plusy ujemne, to oczywiste. Marna pandemia, o niskiej śmiertelności to duży plus, tu każdy chyba się zgodzi, bo kto chciałby oglądać trupy na ulicach? Lecz nie brak i innych plusów. Naszła mnie taka myśl podczas wizyty w centrum handlowym bodaj dwa dni temu, był początek grudnia. A tam ustrojone choinki, światełka, oczywiście bez żadnych elementów religijnych, no i kolędy lecące z głośników. Nie są to kolędy, ale piosenki, czy kompozycje skrojone na melodię znanych kolęd. W tym roku nakręcanie klienteli, by na niby święta kupowali jak najwęziej prezentów za jak najprawdziwsze pieniądze, zaczęło się na początku grudnia. Przedstawiciele sieci handlowych otwarcie przyznają, że połowę całorocznych zysków przynosi im okres przedświąteczny. Grudzień przynosi im tyle samo zysków, co pozostałe jedenaście miesięcy razem wziętych. A przecież handlowcy sprzedają to, co wyprodukowali producenci. Grudzień to ważna część produktu narodowego. Jest o co walczyć. Dlatego dawniej, dawniej, czyli by daleko nie sięgać w zeszłym roku, „święta” w wielkich sklepach zaczynały się już na początku listopada. Gdy handlowcy tylko ściągnęli z ekspozycji znicze po dniu zmarłych, wyciągali z magazynów choinki, lamki, plastikowe girlandy i zaczynała się starannie reżyserowana gorączka, najpierw Mikołaj, potem święta. Od początku listopada do początku stycznia z głośników leją się pseudo kolędy, przez bite dwa miesiące. Klient wejdzie do galerii, kupi, co mu trzeba i wyjdzie. Nieszczęśni pracownicy, którzy w galeriach pracują po 10, 12 godzin, od otwarcia do zamknięcia –gorączka przedświąteczna, wszystkie ręce na pokład – i którzy przez 12 godzin musieli słuchać tych pseudo kolęd puszczanych w niekończącej się pętli, jak w chińskiej torturze, przeklinali każdą ciężko zarobioną złotówkę. To, że związki zawodowe pozwalają na torturowanie pracowników, specjalnie mnie nie dziwi. Związki zawodowe są przecież po to, by związkowym działaczom żyło się dobrze, a nie zrzeszonym pracownikom.   W tym roku i choinki i kolędy zaczęły się do początku grudnia. Czyż to nie jest plus?  

   Poza tym, mimo pandemii, prezenty trafiają do skarpet, jak co roku. To kolejny plus. Inny plus to powracająca dyskusja o aborcji wywołana przez tzw. Strajk Kobiet. Śmieszna nazwa, bo olbrzymia większość kobiet nie chce o tym strajku słyszeć, ani mieć z nimi cokolwiek wspólnego. Ale te, niezliczone feministki, tych kilka setek zbzikowanych bab i rozpustnych, wyuzdanych lesbijek z Warszawy, Krakowa, Gdańska, owszem, a w końcu to one się liczą, czyż nie? Przecież to sama śmietanka kobiecości, cokolwiek to znaczy. Ktoś powiedział, że żyjemy w czasach paranoi. Jakże słusznie. Na absurd najlepszą odpowiedzią jest zdrowy śmiech. Lepiej się śmiać niż płakać. Osobiście jestem wielbicielem, nie Strajku Kobiet, rozróby na ulicach mnie nie cieszą, ale szczerze lubię oglądać w telewizji przedstawicielki Strajku Kobiet; ichnia wierchuszkę, ten komitet wykonawczy i politbiuro nowej, a jakże starej w istocie, partii postępu. Siedzi kilka kobiet za stołem, zamaskowane, z powodu epidemii w maskach czarnych z czerwonymi błyskawicami, niby tajne zebranie gangu sycylijskich złodziei w Corleone. I wysuwają swoje żądania, czy postulaty. Żądania jak z bajki Król Maciuś I, o chłopcu, co został królem i wprowadził rządy dzieci. Rządy dzieci nazywano pajdokracją, jak nazwać rządy feministek: idiotkokracja? Paniom ze Strajku Kobiet dobrze w maskach. Osmielę się rzec, iż przewodnicząca Strajku Kobiet, pani L. – zawodowa feministka i lesbijka, a więc kobieta do potęgi drugiej – o wiele lepiej wygląda w masce niż bez niej. Nie tylko pani L zyskuje na zamaskowaniu fizjonomii. Kolejny plus pandemii.

   Ich główny postulat, obecnie, bo te postulaty – żądania są płynne niczym woda w rzece, ich obecny główny postulat to aborcja na życzenie. Postulaty wspierane mniej czy bardziej otwarcie przez partie postępowe w parlamencie w osobach swoich posłów i posełek. Niektórzy mówią: posłanki na panie zasiadające w parlamencie, ale moim zdaniem ta forma jest nieprawidłowa językowo, więcej uwłaczająca godności pań posłów. Posłanka to żeńska, zdrobniała forma od posłanie, a posłaniu bliskie jest poduszka, kołdra, pościel w którą obleka się wyżej wymienione poduszki, czy pierzyny, a nawet legowisku, barłóg, materac. A przecież żadna pani poseł nie życzyłaby sobie, by ja nazywano panią materacyk, w formie zdrobniałej. Zatem pani posełka, to forma prawidłowa, i że tak powiem godna. Wśród postępowych pań wyróżnia się niewątpliwie pani posełka N., z partii jak najbardziej nowoczesnej i europejskiej. Nazwy partii się zmieniają, ale gdy stara partia rozsypie się, czyli odejdzie w polityczny nirwanę, pani N. gładko i z iście kobiecym wdziękiem przeskakuje do następnej partii, niby z kwiatka na kwiatek; partii co najmniej równie nowoczesnej, nie tracąc przy licznych przepoczwarzaniach politycznych poczucia godności tudzież słuszności własnych przekonań. Godna podziwu zdolności mimikry politycznej godna kameleona, który zmieniając barwę skóry pozostaje przecież kameleonem. Podobnie posełka N. nieodmiennie stoi na straży postępu, nowoczesności, aborcji na żądanie, związków partnerskich homoseksualistów, praworządności i innych… europejskich wartości. Bardzo lubię patrzeć na panią posełkę N. w telewizji, choć nie jej słuchać. Wielu jest podobnych do niej. Urodzeni w elicie. Przeinaczeni do wielkich zadań. Do przewodzenia. Wytyczania celów. Posełka N.… taka piękna i taka mondra… choć z tym drugim nieco gorzej. Najważniejsze, że pani N., i jej podobni, wszystko wiedzą, co jest, co było, co będzie. Co być powinno. Bez cienia wątpliwości,

   Posłowie i posełki postępowi bardzo aktywnie biorą udział w manifestacjach Strajku Kobiet zwane marszach, to jest ulicznych burdach i rozróbach. Ostatnio pani posełka N. gorzko użalała się, iż w trakcie takich zamieszek policja nie bacząc na jej przyrodzoną godność posełki, zaświadczoną legitymacją poselską, godność kobiety i feministki w awangardzie postępu policjanci potraktowali ją gazem po oczach jak byle ulicznicę, faszystę – narodowca, czy jakiegoś górnika przodowego. Panie w ogóle mają tendencję do traktowania równouprawnienia jak otwarte pudełko czekoladek, z których to one wybierają sobie to, co im smakuje, pomijając te… gorsze. Gdy im wygodne żądają równości, ale gdy trzeba podnieść coś ciężkiego, wymienić koło w samochodzie, czy naostrzyć tępy nóż, co to, to nie. On są przecież kobietami. Bardzo wygodna pozycja. Wracając do pani posełki N. w odróżnieniu od wielu innych feministek, jest bardzo atrakcyjną kobietą, jeszcze młoda, starannie podkreślająca strojem, fryzurą, czy makijażem swe kobiece atuty. Ktoś małego serca oskarżyłby ją o hipokryzję, czy zakłamanie, ale nie bądźmy złośliwi. Pani N. zdecydowanie lepiej wygląda bez maski, i przyjemniej popatrzeć na nią niż na panią L., nawet w masce na twarzy. Ze słuchaniem gorzej. Pani N. potrafi gadać godzinę mówiąc jedno i to samo tymi samymi słowami. Gadałaby dwie godziny i trzy, z tym samym skutkiem. Co do argumentacji…? Skoro jest się posiadaczem jedynej, najprawdziwszej prawdy, to po co szukać innych argumentów? Poza tym posłęka N., jak każda kobieta, ma zawsze racje.

   Tu wracamy do aborcji, ostatniego głównego żądania – postulatu postępowych kobiet ze Strajku Kobiet i postępowych posłów i posełek. Prawo do aborcji jest prawem człowieka. Tak, takie jest ostanie hasło postępu. Tam, gdzie aborcja jest zakazana, czy ograniczana. tam nie ma praw człowieka i obywatela. Może i tak, nie chcę się sprzeczać. Ani wdawać się w dyskusję o aborcji. O to, kiedy kończy się płód, a kiedy zaczyna się człowiek. Czy w momencie poczęcia, czy w tygodniu 12 ciąży, czy 26-tym? Czy jakimś innym? Nie chcę, bo to dyskusja jałowa, każdy tu ma swoje jedynie słuszne przekonania.

   Ludzie postępu, nowocześni Europejczycy WIEDZĄ, że w łonie kobiety jest płód; zaś kobieta ma PRAWO, niezbywalne prawo człowieka, uznać to coś w brzuchu za coś niepotrzebnego, zbędnego, jak wrzód, torbiel, czy brodawka na skórze, i może to usunąć do momentu urodzenia. Może i tak. Ale jak można jednym tchem potępiać esesmana, który w KL Auschwitz, poczekawszy aż więźniarka się namęczy i urodzi sama, beż pomocy, brał nowo narodzony płód (?) i wrzucał go do wiadra z wodą? Czy to nie była tylko późna aborcja? Esesman z obozu był poza tym Niemcem, a Niemcy od zawsze są awangardzie nowoczesności walki o praworządność i prawa człowieka. Od zawsze uczą nas też, czym jest prawo, czym porządek, i czym są prawa człowieka.

  Razi mnie jednak niesprawiedliwość. Mimo nauk, że płeć jest uwarunkowana społecznie, niestety ale połowa, męska połowa, społeczeństwa nie może skorzystać z niezbywalnego prawa człowieka, prawa do aborcji. Mężczyzna jednak nie może poddać się aborcji. Taki jest fakt, choćby nie wiem co pisali na ten temat postępowi, niemieccy naukowcy. Kobiety mają prawo do aborcji a mężczyźni nie? Jak tak można!? Przecież to krzycząca niesprawiedliwość! Ale przecież nie ma ciąży kobiety bez udziału mężczyzny, choćby pod postacią kubka ze spermą. Mężczyznom też się coś należy! Mężczyźni także mają swoje niezbywalne prawa człowieka. Takim prawem powinno być prawo do zapładniania, a przynajmniej do odbywania stosunków seksualnych. Jak wiadomo, wstrzemięźliwość, czy celibat, jak u świętych, to zboczenie, pogwałcenie ludzkiej natury. Zgodne z ludzką naturą jest chędożenie, spółkowanie, kopulacja, seks, czy jako to nazwać. Wielu mężczyzn ma takie problemy, krótsze lub dłuższe. A to ktoś pokłócił się z żoną, czy partnerką i co? Zamiast seksu spanie na kanapie i masturbacja. Inny w ogóle nie ma partnerki, z różnych przyczyn, na przykład, bo lepiej mu w masce niż bez niej. A przecież każdy ma swoje potrzeby. Popęd seksualny jest najważniejszy. Wstrzemięźliwość seksualna niszczy psychikę. Facet nie może o niczym innym myśleć, jest jak w amoku. Przypuśćmy, że idzie sobie ulicą taki facet wyposzczony i spragniony seksu, jak pustynia deszczu po sześciu latach suszy, a tu idzie pani naprzeciwko. Dlaczego pan nie może zaciągną pani w krzaki i sobie ulżyć? Dla pani to nic wielkiego, jeśli nie będzie zbytnio się bronić. Ot, szybki numerek, góra kilka minut, pani wstanie, ubierze, w domu obmyje się, podetrze, i zapomni. Dla niej to tyle co nic, a dla niego to skarb! Czy jego prawa nic się nie liczą?

  Na przykład idzie sobie pani posłeka N. tak piękna, tak mądra, tak współczująca, i taka postępowa. Cóż to dla niej poświecić pół godziny, czynić dobro i krzewić edukacje seksualną i postęp, zaspokajając spragnionego seksu mężczyznę? Albo dwóch, czy pięciu. Czy postęp, nowoczesność, prawa człowieka nie wymagają poświęceń, również od pan i panów głoszących hasła postępowe i z głoszenia tych pokładów jakże dobrze sobie żyjących? Mówię panów, bo przecież są i wiecznie spragnieni seksu homoseksualiści. Jeżeli zaś w skutek tego aktu seksualnego, kobieta zajdzie w ciążę, może się zawsze wyskrobać. W ten sposób mężczyzn zrealizuje swoje prawa człowieka do seksu i kobieta zrealizuje swoje prawa człowieka do aborcji. I wilk syty i owca cała. . Czyż równość nie jest fundamentem prawa?

  Przypomina się anegdota z czasów, gdy dywizje Napoleona zajęły Warszawę w 1807 roku. Kilku francuskich żołnierzy otoczyło damę, która z mężem nieopatrznie wybrała się na spacer. – Ależ panowie, Zostawcie ją! To moja żona! – krzyknął szanowny małżonek. – Była twoją żoną, i będzie twoja żoną. Teraz jest naszą żoną – odpowiedzieli mu żołnierze. Gdy mówimy o prawach człowieka, jako prawach naturalnych, przyrodzonych, niezbywalnych człowiekowi, nie wolno zapominać o tym podstawowym prawie. Prawie silniejszego. W końcu dotrzemy do tego prawa. Wcześniej, czy później. Tak jak mentorzy rządów prawa i praworządności, Niemcy, którzy przez ostanie dwa stulecia udowadniali, że to co czynią, czynią zgodnie z prawem, prawem silniejszego. Tylko nie wiem, czy prawo silniejszego byłoby w smak postępowej posłance N., czy paniom ze Strajku Kobiet. Rozwydrzone lesbijki, bezczelne feministki jako pierwsze nader boleśnie odczułyby wprowadzenie najważniejszego prawa natury – prawa silniejszego. Ale prawo silniejszego to temat rzeka. Zostawmy to. Na zakończenie prosty wniosek, że są plusy, plusy dodanie. nawet w tych marnych czasach, jakie mamy, nadchodzących świat Bożego Narodzenia w czasie pandemii.

 

 

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie tekstu tylko za zgodą autora.

Ocena wpisu: 
Twoja ocena: Brak Średnio: 5 (głosów:3)