Nowe jak stare

Obrazek użytkownika Bielinski
Świat

Kolejny, nowy tydzień epidemii. Ale życie, również polityczne, dalej się toczy. W minionym tygodniu rozgłosu nabrała wypowiedź prezesa niemieckiego trybunału konstytucyjnego Herr Andreasa Vosskuhle. Niemiecki prezes niemieckiego trybunału uznał, że polski trybunał nie jest już partnerem dla niemieckiego trybunału, ba, nazwał go atrapą. W Polsce nie ma trybunału konstytucyjnego, jest tylko podporządkowana przez rządzących atrapa, namiastka, po niemiecku ersatz – albo surogat sądu. Niepowtarzalny pierwowzór i niedościgły oryginał – prawdziwy trybunał konstytucyjny – jest w Niemczech! Właściwie słusznie. Po co nam polska licha namiastka trybunału, skoro ten idealny jest za niemiecką granicą?! Herr Vosskuhle odkleja swój aryjski zadek z fotela prezesa niemieckiego trybunału, w maju kończy się jego kadencja, i chyba stąd pozwolił sobie na więcej otwartości. Słowa te nie są przypadkiem, w niemieckich kręgach rządowo-sądowniczych nie zdarzają się takie przypadki. Ośmielam się na wulgarne supozycje dotyczące dolnych części ciała Herr Andreasa Vosskuhle, bowiem jestem z natury głupi i prymitywny i jeszcze, żeby kolejny raz udowodnić wyższość niemieckiej kultury, w tym prawnej. Czysto nordycki zadek prezesa niemieckiego jest równie wspaniały, nie wątpię, jak jego równie czysto nordycka głowa o rysach pełnych godności i szlachetności, pełna prawniczych, wyższych mądrości dostępnych wybranym z rasy wyższej.

   Jakie by nie były powody, prezes trybunału narodu panów (Herrenvolk) Herr Andreas Vosskuhle raczył się podzielić swoim przemyśleniami na temat udawanych (w Polsce) i prawdziwych sądów w Niemczech. Stwierdził. że autorytet trybunału konstytucyjnego buduje się długo, nawet przez pokolenie, (jak jest w Niemczech – to mój dopisek), zaś traci się ten autorytet szybko nawet w ciągu kilku miesięcy (jak dzieje się w Polsce). „Sądy konstytucyjne to bardzo delikatne instytucje. Nie mają żołnierzy, nie mają nawet komorników. Mają tylko swój autorytet, siłę swoich argumentów. Dlatego jest tak ważne, by sądy konstytucyjne trzymały się prawa, a nie ducha czasu” (cytaty z Deutche Welle, oficjalnej, niemieckiej, rządowej tuby propagandowej). Ah, ten niemiecki duch czasów (Zietgeist), ta niemiecka duchowość, ta głębia, subtelność argumentów. Gdzie prostakom, głupim, prymitywnym Polaczkom do niemieckiej siły ducha i potęgi germańskich argumentów.

   Wywiad Herr Vosskuhle związany jest z ostatnim wyrokiem niemieckiego trybunału konstytucyjnego, który uznał, że Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej (TSUE) przekroczył swoje kompetencje i uchylił wyrok TSUE. Sprawa jest bardzo poważna. Prawniczo i formalnie zagmatwana, ale w istocie prosta, jak budowa cepa. Mianowicie Europejski Bank Centralny (EBC) uznał sobie prawem kaduka, że może wydawać pieniądze, czytaj drukować euro, jak sobie zechce. Formalinie chodzi o program skupu obligacji dla pogrążonych w niekończącym się kryzysie krajów południa: Włochy, Grecja, Hiszpania. Portugalia. Skup obligacji to eufemizm. Wszyscy wiedzą, że tych niby „pożyczonych” pieniędzy nikt nigdy z powrotem nie zobaczy. Jest to finansowa kroplówka utrzymująca przy życiu gospodarki Włoch, czy Grecji, które bez niej zdechłyby jak ta sierotka na galopujące suchoty. Wybierani przez rządy unijne bankierzy z EBC uznali, że muszą „pomóc”, czyli sypnąć gotówką, zaś TSUE, dobrotliwie klepnęło tę decyzję autorytatywnie stwierdzając, że jest zgodna z prawem europejskim, czyli unijnym.

   Niemcy, wspierane przez Holandię, czy kraje skandynawskie, mocno się wkur…ły. Trudno im się dziwić. „Dobrym wujkiem” okazało się EBC, zaś rachunki wystawiono Niemcom i innym, bogatym krajom północy. Euro jest również niemiecką walutą. Kto by się nie wkurzył, gdyby ktoś inny wystawiał czeki na twój rachunek? Długo by szukać takich, co dobrowolnie będą spłacać cudze długi, alias obligacje? Mnóstwo jest chętnych na „dobroć” z cudzej kieszeni i na prezenty na cudzy koszt. Argument jest jeden. Musimy być „solidarni” z tymi, co mają mniej, z biedniejszymi, upośledzonymi, gdyż na przykład urodzili się w Grecji, czy Włoszech i z tego powodu mają dwie lewe ręce. Tak w EBC, w TSUE, ogólnie w Europie, czy u nas, w naszym rządzie, czy parlamencie tych… dobrych z cudzego nie brakuje, jak wiadomo. Tylko chętnych do płacenia cudzych rachunków jakoś nie było i nie ma.

   „Europejski Bank Centralny (EBC) przekroczył swoje uprawnienia, skupując od 2015 roku obligacje krajów strefy euro – uznał we wtorek (05.05.2020) niemiecki Federalny Trybunał Konstytucyjny”. Niemiecki trybunał konstytucyjny tym samym spuścił z wodą wyrok TSUE, uznając, że tylko Niemcy mają prawo decydować na co wydawane są niemieckie pieniądze i nie pozwolą nikomu wystawiać czeków in blanco na swój koszt. Dodatkowo ten wyrok oznacza, iż orzeczenia niemieckiego TK mają większa moc niż orzeczenia TSUE i są ostateczne. Objawiają się tu niemieckie upiory niemieckich czasów (Zietgeist) jak bystro zauważył Herr prezes Andreas Vosskuhle. Po I wojnie traktatem Wersalskim Niemcy zostały zmuszone do zapłacenia olbrzymich kontrybucji, aby spłacić koszty wojny. Żądanie całkowicie nierealne. Co zrobił niemiecki rząd? Kontrybucje miały być płacone w markach niemieckich, więc niemiecki rząd postanowił je wydrukować i uruchomił maszyny drukarskie. Po kilkunastu miesiącach intensywnego druku niemieckie banknoty były mniej warte niż papier gazetowy, o papierze toaletowy nie wspominając, a ich wartość mierzono na wagę. Niestety, każda moneta, i każdy banknot, ma dwie stromy. Niemcy nie zapłacili kontrybucji, ale większość Niemców straciła majątek, ruchomości, wszystkie oszczędności, swą przeszłości i przyszłość. Nieliczni cwaniacy, w tym bankierzy często żydowskiego pochodzenia, wzbogacili się niezmiernie. Czasy chaosu, zamętu, hiperinflacji to wspaniała okazja do olbrzymich i błyskawicznych zarobków dla osobników pozbawionych wszelkich skrupułów; bankierzy zwłaszcza żydowscy celują w wykorzystywaniu takich okazji. Kupuj, gdy krew płynie po ulicach! Reszta, czyli olbrzymia większość Niemców straciła, często wszystko, co miała. Dla Niemców powojenna hiperinflacja była większą katastrofą niż przegrana wojna. Właśnie hiperinflacja i późniejszy Wielki Kryzys (1929-1933) stały się podstawą, na której swą władzę zbudowała Narodowo Socjalistyczna partia Niemiec (NSDAP) i jej wódz Adolf Hitler. Którzy później wzięli odwet na Żydach za wszystkie domniemane i prawdziwe krzywdy.

   Mając takie straszliwe wspomnienia, te upiory z przeszłości, Niemcy po prostu nie mogą i nie zgodzą się, aby Europejski Bank, czy jakiekolwiek inna instytucja skupowała obligacje, czytaj: drukowała pieniądze, ich euro, bez niemieckiej kontroli, czy zezwolenia. Niemiecki trybunał konstytucyjny idzie tutaj ręka w rękę z niemieckim rządem i całą klasą rządząca. Mówienie o niezależności niemieckiego trybunału to czysta kpina. Niemieckie sądy są wolne i nieżelazne, gdy rozpatrują indywidualne sprawy pana A przeciwko panu B, czy oskarżenie niejakiego C. Jeśli chodzi o sprawy państwowe, niemieckie sądy nigdy nie wystąpią przeciwko własnemu państwu. Przeciwnie niż u nas, gdzie mamy tak „wolne” sądy i tak „wolnych” sędziów, że nie zawahają się wystąpić przeciwko własnemu państwu i głosić z dumą, że są „europejskimi”, a nie gorszego sortu, tubylczymi sędziami. Czy jest rzeczą przypadku, że na czele tych „wolnych i niezależnych sędziów” o komunistycznym pochodzeniu, z sowieckiego nadani była, czy jest, prezes sądu najwyższego o niemieckim nazwisku i pochodzeniu? Czemu tu się dziwić? Czy nie znamy folksdojczy? Czyż od początku wojny numer dwa, od 1 września 1939 roku nie wiadomo, do czego folksdojcze są zdolni i wobec kogo są lojalni?

   W Niemczech takie postępowanie sędziów podważające zaufanie do państwa jest nie do pomyślenia. Tam jest unifikacja, jak kiedyś mówiono panuje jedność moralno-polityczna skupiona wokół interesów państwa i narodu niemieckiego. Warstwa polityczna, politycy wszelkich partii od lewa do prawa, dalej biznes, potem władza sadownicza, no i media, wszyscy idą równym krokiem i mówią jednym głosem. Mediom niemieckim czasem zdarza się, że skrytykują władze, ale tylko w konkretnej sprawie. A i to rzadko i niechętnie, niejako półgębkiem. Niemieckie media, niezależnie od ich politycznej orientacji, nigdy nie wystąpią przeciwko niemieckim interesom. Ani w kraju, ani poza granicami a będące w posiadaniu niemieckiego kapitału. Dlatego w Polsce mamy tyle suto karmionych piesków zajadle ujadających w obronie „europejskich wartości”, czytaj niemieckich interesów. Niemiec płaci, ale i wymaga. Mamy również w Polsce mnóstwo folksdojczy, których jest szczególnie dużo w polskojęzycznych mediach dla tubylców. Ci ludzie reprezentują i bronią niemieckich spraw, nie naszych. Trzeba zdawać sobie z tego sprawę.

   Szczególnie znamienne jest, że niemiecki trybunał konstytucyjny podważył, a właściwie obalił w proch i pył autorytet europejskiego trybunału sprawiedliwości (TSUE) w Luksemburgu. Swojej z trudem i dużym kosztem budowanej przybudówki, narzędzia niemieckiej dominacji w unii europejskiej. Kiedyś Brytyjczycy powstrzymywali Teutonów, ale od kilku lat faktycznie wycofali się z unii. Gdy nie ma kota, spaśna, niemiecka mysz harcuje. Francja jest słaba i rozbita, zadowala się rolą niemieckiego cienia. Państwa południa, od dekad w kryzysie gospodarczym pokornie ustawiają się w kolejce po zasiłek od bogatych. Kraje germańskie, jak Austria, Holandia, czy kraje nordyckie, widzą w Niemczech naturalnego przywódcę. Tak wiec Niemcy rządzą w unii. Wybiła ich godzina. Rządzą nie przez dywizje pancerne czy Luftwaffe, lecz potęgę gospodarczą. Niemcy są największym płatnikiem w unii. Kto płaci, ten rządzi. Nie znaczy to, że Niemcy o wszystkim decydują przez dyktat. Tak nie jest. Decyzje zapadają drogą perswazji, rozmów, kompromisów, a paliwem napędzającym ten mechanizm są niemieckie pieniądze. Inne kraje, jak Włochy, Hiszpania, czy Grecja też potrafią swoje ugrać, jak program pomocowy. Niemcy zgrzytają zębami, ale płacą. Coś za coś. Dla starej unii Europa wschodnia, czy środkowa, to wyłączna strefa interesów Niemiec. We wschodniej Europie największym i najważniejszym krajem jest Polska, która ma zadawnione i niewyrównane rachunki z Niemcami.

  Było tak pięknie i postępowo, a wszystko poszło się ciąć. Pięć lat temu w Polsce nieoczekiwanie dla wszystkich wybory przegrała partia „liberalna” i „proeuropejska”, a wygrała „nacjonalistyczna” i „ksenofobiczna”, która o zgrozo uznała, że nie wystarczy już bycie klientem Niemiec. Dobrze naoliwiony mechanizm unii zaczął zgrzytać, dymić i trzeszczeć. Dlatego Polska musi być upokorzona i przywrócona do porządku, lecz nie bezpośrednio przez Berlin przez zaszłości historyczne, a pośrednio, poprzez instytucje unijne. Niezależna i silna Polska zagraża niemieckiej dominacji w unii. Niemcy płacą, lecz chcą coś dodać w zamian. Niemiecką Europę, a przynajmniej przywróconą niemiecką Mitteleurope.

   Od czego są trybunały tzw. sprawiedliwości? Trybunał sprawiedliwości unii europejskiej TSUE jest ważnym elementem tej niemieckiej soft power. Zarówno sędziowie europejskiego trybunału, jak główni bankierzy europejskiego banku są wybierani przez polityków, władze państw unii, realnie główny wpływ na ich wybór mają Niemcy. Sędziowie TSUE są równie „niezależni” jak bankierzy z EBC. Gdyby w 1939 roku istniał trybunał sprawiedliwości TSUE w Luksemburgu, Trzecia Rzesza pod wodza Adolfa Hitlera wcale nie napadałaby na Polskę. Wystarczyłoby, pozwać Polskę przed TSUE. Wysocy i „niezależni” sędziowie TSUE uznaliby bezapelacyjnie, że Niemcom należy się korytarz, Gdańsk, i Pomrze, i Górny Śląsk, i prowincja poznańska, i co by tam niemiecki rząd sobie zażądał. Na szczęście w 1939 roku trybunał TSUE nie istniał, i aby pokonać Polskę nie potrzeba było dwunastu sędziów, lecz nawet sto dywizji nie wystarczyło. TSUE jest w zasadzie trybunałem arbitrażowym do rozstrzygania sporów miedzy państwami unii w przypadku odmiennej interpretacji traktatów unijnych. Niemiecki rząd dodał mu wagi, by uczynić z niego pałkę do bicia w niepokorne kraje: Polskę i Węgry.

   Podobną usłużną role wobec Niemiec rolę pełnią wysocy komisarze. Nasi europosłowie mogą zagadać się na śmierć a i tak na górze europarlamentu zapadają decyzje korzystne… dla kogo? Dla unii, czyli dla Niemiec. Co jest dobre dla Niemiec dobre jest dla unii. W druga stronę nie zawsze to działa, chyba, że Niemcy też skorzystają. Nie ma tu znaczenia, czy komisarzem do spraw tzw. praworządności jest kudłaty Holender, cicha Czeszka, czy czarny Papuas. Stąd nieustanny atak na Polskę idący per procura, za pośrednictwem europejskich instytucji i europejskiego trybunału od pięciu, lat, od czasu, kiedy głupi Polacy wybrali nie tę partię, nie ten rząd, i nie tego prezydenta jakiego dla ich dobra widzieli możni sąsiedzi. Słowem, kiedy to Polska urwała się z niemieckiej smyczy. Urwała się, ale nie tak całkiem, po prawdzie. Celem jest Polska. Węgry są małe i lezą daleko, na Bałkanach. Polska jest duża, ma długą granice z Niemcami i stała się bezczelna i niepokorna. Znowu nie słucha lepszych i mądrzejszych.

   Warto posłuchać, co mówi prezes niemieckiego trybunału Andreas Vosskuhle. Należy bowiem do najwyższej niemieckiej elity rządowej. Podważenie kompetencji TSUE była to trudna decyzja niemieckiego trybunału, co przyznaje prezes Vosskuhle. „Oczywiście było dla nas jasne, że ta decyzja będzie czytana z dużą uwagą także za granicą. … A przed oklaskami z niewłaściwej strony nie da się uchronić” – powiedział Herr Vosskuhle, pytany, czy sędziowie z Karlsruhe byli świadomi, iż wyrok wywoła aplauz ze strony „półautorytarnych rządów”. Ten „półautorytarny” rząd to obecny rząd polski. Po kolejnych wyborach wygranych nie przez tę partię, co trzeba, w „niezależnych” niemieckich mediach polski rząd awansuje na w pełni autorytarny. To pewne. „Widzimy, że wyrok ten wielu przygnębił i to nas nie cieszy. Ale jesteśmy zobowiązani przez ustawę i prawo. Jesteśmy głęboko przekonani, że ta decyzja jest dobra dla Europy, bo wzmacnia przywiązanie do prawa, o czym przekonamy się w średniej i dłuższej perspektywie” – ocenił niemiecki sędzia, prezes Andreas Vosskuhle. Co jest dobre dla Niemiec jest dobre dla Europy, czyż nie?

    Wybór był trudny. Niemieckie elity rządzące wybrały i tym wyrokiem jasno powiedziały: Niemcy będą płacić na unię, ale ten rachunek ma górny, nieprzekraczany limit. W razie wyboru: dobro Niemiec czy unii, wybiorą swój kraj. Dlatego niemieckie elity jednym postanowieniem TK złamały pałkę, która z takim trudem same wystrugały, gdy pałka uderzyła w ich żywotne interesy. „Na uwagę dziennikarzy, że Polacy uradowali się, iż Federalny Trybunał Konstytucyjny potwierdził prymat prawa krajowego nad unijnym, Vosskuhle odparł: „Polacy robią to, co robią, niezależnie od tego, co my robimy”. „A poza tym nasz wyrok akurat mówi, że Trybunał Sprawiedliwości UE powinien kontrolować więcej i bardziej intensywnie. Nie wydaje mi się, że to odpowiada stanowisku polskiego rządu” – powiedział Vosskuhle” ( Deutsche Welle

https://www.dw.com/pl/vosskuhle-polski-trybuna%C5%82-konstytucyjny-to-atrapa/a-53430937).

   Innymi słowy: niemiecki trybunał może podważać wyroki TSUE, ale polki trybunał czynić tego nie może. Jest mu to surowo zabronione. TSUE nadal ma walić w polski rząd, jak w bęben. Dlaczego? Bo polski trybuna konstytucyjny to atrapa zdaniem prezesa Andreasa Vosskuhle i rządzącej elity Niemiec! Prawdziwy trybunał i prawdziwe sądy są tylko w Niemczech. Bo Polacy to dzikusy, brudasy i pijacy, zaś prawdziwa kultura, rządy prawa i jedyna funkcjonująca demokracja jest w Niemczech!? Bo podludzie (untermensche) mają słuchać narodu panów (Herrenvolku)?

    Czy wam coś to przypomina? Mnie jak najbardziej to, o czym chciałbym zapomnieć. Wraca nowe i stare zarazem. Myślę, że jesteśmy zbyt delikatni wobec Niemców. Wolimy przemilczeć, albo udać, ze nie słyszymy, by było miło zamiast powiedzieć to co trzeba. I co mamy w zamian? Nawet z kulturalnego, wykształconego prezesa niemieckiego trybunału konstytucyjnego wyłazi obrzydliwa, teutońska morda, buta i arogancja, rasowa dominacja, pogarda i nienawiść. Anderas Vosskuhle – prezes niemieckiego trybunału konstytucyjnego w roku 2020 – stapia się z i staje się nieodróżnialny od innych, sławnych niemieckich prawników, jak Roland Freisler (1893-1945), sędzia Trybunału Ludowego, zwany sędzią Hitlera, czy Hans Frank (1900 - 1946) doktor niemieckiego prawa, adwokat Hitlera a potem gubernator w tzw. Generalnym Gubernatorstwie na części okupowanych ziem polskich (1939 - 1945).

 

 

  Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie tekstu tylko za zgodą autora.

Ocena wpisu: 
Twoja ocena: Brak Średnio: 5 (głosów:4)