Narodziny geniusza. Rok 1905

Obrazek użytkownika Bielinski
Kultura

Narodziny geniusza. Rok 1905

 

Tomasz Bodziony

Pierwsza publikacja: 28 sierpnia 2016

ABSTRACT

W artykule omawiane są okoliczności powstania i publikacji artykułu, „Zur Elektrodynamik bewegter Körper” w 1905 roku, jednego z najważniejszych artykułów naukowych w dziejach nauki. Rozważane jest szereg zdumiewających koincydencji związanych z tą publikacją. Przedstawiona jest również teoria tłumacząca te wydarzenia.

 

Wstęp

Rok 1905 był niezwykłym rokiem w dziejach nauki. 30 czerwca 1905 roku do redakcji niemieckiego czasopisma Annalen der Physik wpływ praca nieznanego szerzej młodego fizyka Alberta Einsteina pt. „Zur Elektrodynamik bewegter Körper” [1]. Praca wyjątkowa, która stworzyła podstawy Szczególnej Teorii Względności (STW). Dziesięć lat później, w listopadzie 1915 roku, Albert Einstein ogłosił prace, które stworzyły podstawy tzw. Ogólnej Teorii Względności (OTW). Albert Einstein uważny jest powszechnie za geniusza. Jedni uważają Einsteina za najwybitniejszego naukowca w dziejach; inni skromniej stawiają Einsteina w jednym szeregu obok największych: Izaaka Newtona, Galileusza, czy Archimedesa. Nikt nie wątpi w to, że Albertowi Einsteinowi przynależy się miejsce w pierwszym rzędzie geniuszy, którzy wywarli na dzieje nauki i ludzkości największy wpływ.

 Okoliczność powstania i publikacji pracy Zur Elektrodynamik bewegter Körper” z roku 1905 są szerzej nieznane. Występują tutaj niezwykłe zdumiewające zbiegi okoliczności. Celem niniejszego artykułu jest analiza powstania Szczególnej Teorii Względności (STW) w świetle nowych publikacji, jakie ostatnio się ukazały, w szczególności książki rosyjskiego fizyka Anatolija Logunova, „HENRI POINCARÈ AND RELATIVITY THEORY”[2]. Profesor A. A. Logunov był fizykiem teoretykiem, specjalistą w teorii względności. Prace teoretyczne A. A. Lagunova budzą kontrowersje, ale powyższa książka dotyczy STW i okoliczności jej powstania. Autor skupia się na analizie i krytycznym porównaniu prac Henri Poincarè i Alberta Einsteina. Jest to praca fizyka teoretyka i historyka nauki zarazem, zatem ciężka lektura tak dla humanistów, jak dla fizyków, choć z różnych przyczyn. A. A. Logunov na podstawie oryginalnych prac drobiazgowo analizuje kto, co odkrył, kto był pierwszy, a kto drugi. Praca A. A. Logunova jest cennym i inspirującym źródłem informacji dla osób, dla której matematyka wyższa nie jest obca i zainteresowanych historią odkrycia STW.

 Szczególna i ogólna teoria względności (OTW) są ważne i dzisiaj. Teorie te dawno temu wyszły poza wąski krąg fizyki. Odmieniły nasze spojrzenie na świat, nasze rozumienie czasu, przestrzeni i materii. Artykuł ten jest esejem z historii nauki a nie wykładem teorii względności, próbą wyjaśnienia szeregu zdumiewających zbiegów okoliczności towarzyszących powstaniu STW. Powstaniu OTW również towarzyszyły niezwykłe okoliczności, ale to temat na odrębny artykuł. Główny bohater to: Albert Einstein (1879 – 1955). Einstein jest autorem ponad 300 prac naukowych, ale to szczególna teoria względności oraz będąca uogólnieniem ogólna teoria względności są uznawane za jego najważniejsze dokonania naukowe. Obie teorie przyniosły Einsteinowi niezwykłą jak na naukowca sławę. Albert Einstein stał się światowym celebrytą, ikoną XX wieku, którego postać występuje w licznych filmach, książkach, komiksach, pojawia się na koszulkach, na kubkach, na murach, itp. Znakomitością, z którego zdaniem liczyli się najpotężniejsi ludzie tamtych czasów. W powszechnej opinii nastąpiło utożsamienie: geniusz równa się Einstein z charakterystyczną burzą siwych włosów.

 Aby wykonać zadanie, musimy powrócić do roku 1905 i okoliczności powstania STW, na koniec zostawiając podsumowanie. Jest to opowieść nie o teoriach fizycznych, lecz o ludziach je tworzących. Bohaterami są ludzie nazywani geniuszami, giganci nauki i taka jest prawda. Ale prawdą jest również, iż ludzie, którzy są fenomenalnymi matematykami, czy fizykami nie zawsze sięgają moralnych wyżyn. W sprawach codziennych i zawodowych tzw. geniusze często nie różnią od zwykłych śmiertelników zmierzających do celu każdą drogą, również tą na skróty. Przejdźmy zatem do owego 1905 roku. Rok 1905 nazywany jest Annus Mirabilis – cudownym rokiem Einsteina. W tym roku A. Einstein opublikował szereg wybitnych prac naukowych, m. in pracę wyjaśniającą efekt fotoelektryczny, pracę o ruchach Browna, obronił pracę doktorską (w istocie ta praca tyczyła się wyznaczaniu tzw. stałej Avogadro) i pracę: „Zur Elektrodynamik bewegter Körper” [1] W tym roku, w innej pracy, A. Einstein wyprowadził najsłynniejsze równanie nauki: E = mc2, znane nawet tym, którzy mają wstręt do matematyki, czy fizyki.

 

Przed burzą

Lato 1905 roku było niezwykle gorące. Gorące nie tylko w sensie klimatycznym i naukowym, ale również politycznym. Latem 1905 roku napięcie polityczne w Europie sięga zenitu, a wraz z nim rośnie antagonizm niemiecko - francuski. Na Dalekim Wschodzie toczy się wojna rosyjsko – japońska, w której armia rosyjska ponosi klęskę za klęską. W dniach 25-27 maja na wodach cieśniny Cuszimskiej, opodal Korei, dochodzi do bitwy morskiej między flotami carskiej Rosji i cesarskiej Japonii. Potężna, rosyjska flota bałtycka, odbywszy rejs przez pół świata: morze Północne, Atlantyk dookoła Afryki, (Brytyjczycy przez kanał Sueski przepuścili tylko statki z zaopatrzeniem) dalej ocean Indyjski, morze Południowo-Chińskie, znalazła spokojną przystań na dnie morza Żółtego opodal koreańskiej wyspy Cuszimy. Flota japońska w wielkiej bitwie morskiej zatopiła prawie całą, dwukrotnie potężniejszą flotę rosyjską. Z pogromu ocalały tylko dwa rosyjskie okręty, w tym krążownik Aurora, ten sam, z którego dwanaście lat później 7 listopada 1917 roku… „pierwszy wystrzał padł…”, dając znak do ataku na Pałac Zimowy i wybuchu rewolucji bolszewickiej. Czy nie byłoby lepiej lepiej, żeby również Autora poszła na dno razem z innymi rosyjskimi okrętami?

 Wieści o wyniku bitwy pod Cuszimą dotarły do Europy bardzo szybko, istniały przecież telegrafy oplątujące swą siecią cały świat, wywołując prawdziwy wstrząs, a raczej mentalne trzęsienie ziemi. Pierwszy raz wielka flota białego mocarstwa została zatopiona w otwartej bitwie morskiej przez flotę małych, skośnookich, kolorowych Japończyków! Na wieści o klęskach w Rosji wybucha fala buntów, rozruchów, strajków, nazwana później rewolucją 1905 roku. Kłopoty Rosji to wielka szansa dla Niemiec. Rosja porażona klęskami w wojnie z Japonią i wewnętrznymi buntami jest bezsilna. Nie ma mowy, by zaangażowała się w nową wojnę przeciwko Niemcom np. w obronie Francji. Sojusz francusko – rosyjski chwilowo znika, a wraz z nim znika niemiecki koszmar wojny na dwa fronty. I to jest przyczyna wysokiej gorączki, tym razem politycznej i militarnej pamiętnego lata 1905 roku.

 Latem 1905 roku Francja staje w obliczu groźby ataku cesarskich Niemiec. Prusy pokonały Francję w wojnie z lat 1870-1871. Narzuciły olbrzymie kontrybucje i odebrały Alzację i Lotaryngię. Ale Francja przetrwała, odrodziła się i znów była potężna. Latem 1905 roku wielu niemieckich generałów dostrzega szansę na dokończenie dzieła z 1871 roku: ostateczne pokonanie i wasalizację Francji oraz narzucenie dominacji Niemiec w całej Europie. Generalicja niemiecka usilnie namawia cesarza Wilhelma II do prewencyjnego uderzenia na Francję. Rosja jest sparaliżowana. Osamotniona Francja, bez pomocy Rosji i Wielkiej Brytanii, nie obroni się przed całą potęgą niemieckiej armii. Francja musi upaść. Trzeba wykorzystać szansę, która może już nie powtórzyć! Cesarz Wilhelm II odmówi. My wiemy, że w roku 1905 wojna nie wybuchnie. Wojna niemiecko-francuska wybuchnie, ale w dziewięć lat później. Wielka Wojna, albo pierwsza, wybuchnie niejako niechcący latem 1914 roku. Mieszkańcy Franci, czy Niemcy żyjący w trwodze i napięciu tego upalnego lata 1905 roku nie mogli tego wiedzieć. Każdego dnia mogli się spodziewać, że na granicy francusko - niemieckiej rozlegną się salwy dział, a milionowe armie ruszą na Paryż jak w 1871.

 W roku 1905 cesarskie Niemcy są u szczytu potęgi, są pierwszą potęgą przemysłową, gospodarczą i militarną Europy. Niemcy dysponują najsilniejszą, doskonale wyszkoloną i nowocześnie uzbrojoną armię. Niemcy stają nawet do wyścigu zbrojeń na morzu z Wielką Brytanią. Brytyjskiej flocie grozi utrata panowania na morzach i oceanach na rzecz floty niemieckiej. W kulturze dominacja Niemców jest bezapelacyjna. Niemiecka filozofia, poezja, literatura, nie maja sobie równych. Podobnie muzyka, opera. W całej środkowej Europie, od Strasburga na zachodzie po Lemberg (Lwów) na wschodzie, od Tallina na północy po Triest na południu dominuje niemiecki język i niemiecka kultura. Innym polem dominacji niemieckiej jest nauka. Niemiecki przemysł zalewa świat pierwszorzędnymi towarami w atrakcyjnych cenach, produkując najnowocześniejsze towary dzięki wsparciu nauki. Niemcy stają się światowym centrum nauki. Niemiecka nauka przoduje w świecie, przede wszystkim nauki ścisłe: chemia, fizyka, matematyka. Gdy spojrzymy na listę matematyków, czy fizyków z tamtego okresu, to aż się tam roi od niemieckich nazwisk. Sukcesy Niemców w nauce są skutkiem wprowadzenia nowoczesnego, powszechnego systemu kształcenia: szkoła podstawowa, szkoła średnia, uniwersytet. Niemieckie uniwersytety są klasą same dla siebie; to kuźnia przyszłych noblistów. Sławne europejskie nie mogą się równać z najlepszymi niemieckimi uniwersytetami. Uczelnie amerykańskie w tej rywalizacji w ogóle się nie liczą.

 Szczyt swoje potęgi Niemcy osiągnęły latem 1905 roku. Potem było już tylko gorzej, gorzej dla Niemiec, rzecz jasna. Latem 1905 roku wydaje się, że Niemcy mogą wszystko, że zdominują całą Europę. Jeśli nie są panami Europy i świata, to wkrótce będą. To tylko kwestia czasu. Lecz po lecie 1905 czas już nie pracował na korzyść Niemiec. Ze szczytu każda droga wiedzie w dół. Rosja otrząśnie się szybko po klęsce w wojnie z Japonią i zacieśni sojusz z Francją, z którą zawrze alians Wielka Brytania przerażona zbrojeniami Niemiec na morzu. Ujawni się nowe, młode mocarstwo zza oceanu: Stany Zjednoczone. Gotowy schemat dwóch światowych wojen. Koalicja: USA, Rosji, Wielkiej Brytanii złamie potęgę Niemiec i w pierwszej wojnie i wojnie drugiej. Zamiast oczekiwanych zwycięstw, Niemcy podążą drogą od klęski do klęski. Szczyt potęgi Niemiec leto 1905 roku i dno klęski – maj 1945 – dzieli ledwie 40 lat. Jedno, dwa pokolenia. Nastoletni Niemiec oklaskuje cesarza Wilhelma II w 1905 roku i upaja się niemiecką potęgą i wyższością. W czterdzieści lat później pokonane Niemcy są pod okupacją zwycięskich mocarstw, zaś córki, czy wnuczki owego Niemca są gwałcone w ruinach Berlina przez podludzi ze wschodu, sowieckich czerwonoarmistów! Jakże szybka jest droga ze szczytu tryumfów na dno klęski i upadku.

 Patrząc z punktu widzenia niemieckiej dominacji, cesarz Wilhelm II popełnił wielki błąd odrzucając plan zaatakowania Francji w roku 1905. Czasami to tępi generałowi mają rację, a stracona okazja już nie wraca. Gdyby Niemcy zaatakowały Francję w 1905 roku, historia potoczyłaby się inaczej. Mówiąc o blaskach Niemców, nie wolno pomijać i cieni. Cieni, które będą gęstniały z każdym rokiem, z każdym dziesięcioleciem, aż Niemcy posuną się do najgorszych masowych zbrodni niewidzianych w Europie od czasów ekspansji imperium rzymskiego, czy najazdu Mogołów. Wraz z sukcesami rośnie buta Niemców. Ich arogancja, przekonanie o własnej wyższości, wyjątkowości, o własnych wyższych celach, przerodzi się teorię Herrenvolku (narodu panów). W latach 1901/1902 miał miejsce strajk polskich dzieci we Wrześni w niemieckiej prowincji poznańskiej. Polskie dzieci były bite za to, że nie chciały się uczyć w szkole po niemiecku Był to złowróżbny omen, którego mało kto zauważył a nikt nie zrozumiał. Strajk polskich dzieci był protestem przeciwko niemieckiej polityce germanizacji. Od polityki wynaradawiania Niemcy przejdą do polityki masowej eksterminacji mniej wartościowych narodów. Od przymusowej nauki po niemiecku w szkołach do masowych rozstrzeliwań. Od bicia dzieci w szkole za mówienie po polsku do masowego gazowania podludzi w komorach gazowych. Oto droga Niemców, którą przeszli w 40 lat. Masowa zagłada Polaków, czy Żydów, nie jest przypadkiem, historycznym trafem, jak nam dziś wmawiają. Jest to proces trwający dziesięciolecia, konsekwentnie wprowadzony w życie przez niemiecki naród, niemieckie państwo i jego przywódców. Adolf Hitler, Führer i Kanclerz III Rzeszy nie był pierwszy, ale ostatnim w długim szeregu.

 

Gorące lato

Ale wróćmy do nauki i lata 1905 roku. Niemiecka matematyka przoduje w świecie. Niemcy mają wielu świetnych matematyków, lecz pośród tego licznego grona góruje jeden: David Hilbert (1862 – 1943) genialny matematyk, podówczas profesor matematyki na uniwersytecie w Göttingen. Georg-August-Universität Göttingen Georgiana, założony w 1735 przez króla Jerzego II, był w tym czasie jednym z najważniejszych uniwersytetów w Niemczech. Jako ciekawostkę można podać, iż pierwszym kuratorem tego uniwersytetu był Gerlach Adolph von Münchhausen, krewny sławnego bohatera „Przygód barona Münchhausena”. Urocza opowieść. Ale z Hilbertem żartów nie było. Studenci mdleli przed egzaminami u niego. A mimo to ciągnęli do Göttingen jak muchy do miodu. Młodzi adepci matematyki na początku XX wieku na całym świecie otrzymywali jedną i taką samą radę: „pakuj manatki i zabieraj się do Göttingen” [3]. Studia pod kierunkiem Davida Hilberta były przepustką do matematycznego Olimpu, do wielkiej, naukowej kariery. Problemy Hilberta, lista 23 problemów matematycznych, jaką Hilbert przedstawił w 1900 roku na Międzynarodowej Konferencji Matematyków w Paryżu w dużej mierze zdominowały rozwój matematyki w XX wieku. Hilberta wyróżniały nie tylko dokonania matematyczne, ale też talent organizacyjny. Był doskonałym menadżerem nauki. On decydował o kierunkach badań, zatrudnieniu i pieniądzach. Davida Hilberta nazywano bogiem, albo skromniej: cesarzem niemieckiej (i tym samym światowej) matematyki.

David Hilbert (1862 – 1943)

David Hilbert na zdjęciach to szczupły, starszy pan o siwej brodzie w szpic i bystrym spojrzeniu. Nieco nerwowy z wyglądu. Niezwykle inteligentny i złośliwy jak małpa. Wielkie sukcesy naukowe Hilbert okupił wielkim nieszczęściem osobistym. David Hilbert, pochodzący z Królewca (niem. Königsberg) w młodości ożenił się z córką kupca z tegoż miasta. Było to szczęśliwe, zgodne małżeństwo. Mieli jednego syna. Niestety, ich jedyny syn, Franz, był głęboko upośledzony umysłowo. Franz Hilbert cierpiał na niezdiagnozowana chorobę psychiczną. Posiadanie upośledzonego umysłowo dziecka jest wielkim nieszczęściem dla każdych rodziców. Dla człowieka tak inteligentnego i błyskotliwego, jak Hilbert, była to katastrofą, z którą zmagał się do końca życia [3].

 W tej pangermańskiej, matematycznej beczce miodu jest i łyżka dziegciu. Ową łyżką dziegciu jest matematyk francuski: Henri Poincarè (1854 - 1912). Na starych zdjęciach z tego okresu Henri Poincaré to mężczyzna z gęstą, czarną brodę i okrągłą twarzą. Widać, że ceni sobie dobre jedzenie, jak to Francuz. Z wyglądu nieco nadęty, jak przystało na profesora sławnej Sorbony. Poincaré zapewne uważał, że profesor uniwersytetu samym swoim wyglądem powinien budzić szacunek i podziw. Profesorowi fizyki matematycznej Uniwersytetu na Sorbonie należy się szacunek, szczególnie profesorowi, który nazywa się Henri Poincaré. Poincaré i Hilbert nadają ton światowej matematyce tamtych lat. Hilbert i Poincaré osobiście się nie znoszą. Jest to głęboka, wzajemna niechęć. Było zapewne wiele przyczyn tej animozji między wielkim Niemcem i genialnym Francuzem. Hilbert jest wyznawcą tzw. „czystej” matematyki, zaś Poincaré uważał, że najważniejsze problemy matematyki leżą na pograniczu matematyki i fizyki. Tam ich szuka, znajduje i rozwiązuje, z czego rośnie jego sława. Poincaré z wykształcenia jest inżynierem górnikiem, nie matematykiem. Na osobistą niechęć, jaka łączy, albo dzieli Hilberta i Poincarè nakłada się i wzmacnia ją narastający antagonizm niemiecko – francuski, objawiający się również w nauce oraz nacjonalizm, szalejący zresztą po obu stronach granicy francusko – niemieckiej wobec groźby wybuchu wojny. Przypominam, mamy lato 1905 roku.

Henri Poincaré (1854 - 1912)

Najważniejszym wydarzeniem naukowym lata 1905 roku jest konferencja o teorii elektromagnetyzmu odbywająca się na uniwersytecie w Göttingen w dniach 5 czerwca – 1 sierpień 1905 roku. Organizatorzy konferencji to David Hilbert, Hermann Minkowski i Emil Wiechert, postaci pomnikowe w dziejach nauki. Konferencji naukowych było i jest mnóstwo, lecz o tej warto pamiętać. Jest to jedna z najważniejszych konferencji naukowych XX wieku. Konferencja w Getyndze jest czysto niemiecka, zaproszono na nią tylko i wyłącznie niemieckich matematyków i fizyków. Poincarè od lat pracujący nad teorią elektromagnetyzmu, który jest najwybitniejszym specjalistą od elektromagnetyzmu nie został zaproszony. Spośród organizatorów najważniejszy jest David Hilbert i jego współpracownik i przyjaciel Hermann Minkowski (1864 - 1909) wybitny matematyk, pracujący nad teorią elektromagnetyzmu. Minkowski pochodzi z rodziny litewskich Żydów, która przeniosła się do Królewca. Konferencja poświęcona była najbardziej palącemu problemowi naukowemu: czym jest światło? Czy prędkość światła jest maksymalna? Czy prędkość światła jest prędkością graniczną? Czy możliwy jest ruch z prędkościami nadświetlnymi? Jak wytłumaczyć zdumiewające wyniki doświadczenia Michelsona-Morley’a?

 W 1886 roku dwóch amerykańskich fizyków Michelson i Morley przeprowadziło eksperyment. Okazało, że prędkość światła jest stała, niezależna od prędkości źródła. Wynik, sprzeczny z codziennym doświadczeniem i zdrowym rozsądkiem. Wyjaśnienie wyników doświadczenia Michelsona-Morley’a stało się palącym zadaniem fizyki teoretycznej, ponieważ wyniki te przeczyły oczywistym podstawom mechaniki, jak wzorom na dodawanie prędkości. Był to główny temat konferencji na uniwersytecie w Getyndze. Jak rozumieć wyniki doświadczenia Michelsona – Morley’a? Jak je pogodzić z podstawami mechaniki? Czym jest skrócenie Lorentza – FitzGeralda? Jak rozumieć prace Heindrika Lorentza z 1904 roku i jego wzory transformacyjne? Świadkiem tamtych wydarzeń jest Max Born (1882 - 1970) późniejszy wybitny fizyk, laureat nagrody Nobla z roku 1954 a podówczas student fizyki. Max Born pochodził ze zasymilowanej rodziny niemiecko – żydowskiej. Max Born będzie naszym kronikarzem. Małomównym kronikarzem, albowiem Max Born więcej wiedział niż mówił. Born wspominał, że przeżył wiele wspaniałych i stymulujących intelektualnie godzin na wykładach Minkowskiego i Hilberta [2]. Słuchanie wykładów ludzi tego kalibru naukowego musiało być niezwykłym przeżyciem; duchową, intelektualna ucztą. Jest początek czerwca 1905 roku. Nic nie jest jeszcze zdecydowane. Problem nie został rozwiązany, wydaje się, ze wszystkie możliwości są na stole. Na konferencji było przewidziane specjalne seminarium o ruchu z prędkościami nadświetlnymi. Teoretycy mają to do siebie, że rozważają wszystkie możliwości.

Hermann Minkowski (1864 - 1909)

Seminarium na uniwersytecie Göttingen, święto niemieckiej fizyki i matematyki, rozpoczęło się w poniedziałek, 5 czerwca. Daty są ważne, tu każdy dzień ma znaczenie. Już po kilku dniach do uczestników seminarium na uniwersytecie w Göttingen dociera wiadomość o pracy, jaką Henri Poincaré ogłasza w Paryżu. Dokładnie 5 czerwca Henri Poincare ogłasza i publikuje w Paryżu swoją pracę: “Sur la dynamique de l’électron” [4]. Nie przypadkiem Poincaré ogłasza swoje wynik dokładnie w dniu rozpoczęcia konferencji niemieckich naukowców w Getyndze. Jest to złośliwy Prezent Francuza dla niemieckich kolegów po fachu. Poincaré w pośpiechu opublikował tylko skrót swych wyników. Pełna wersja trafi do wydawnictwa kilkanaście dni później. Nie istniał wówczas Internet, ani telewizja, czy nawet radio, ale były telefony, telegrafy, no i świetna kolej. Ludzie doskonale radzili sobie z przekazywaniem wiadomości. Wieści o pracy Poincarè, a zapewne i odpis samej pracy docierają do Göttingen już po kilku dniach. Niemieccy uczeni nie mogą zignorować odkryć wielkiego francuskiego matematyka. Poincarè był najlepszym specjalistą na świecie od jak to wówczas nazywano - teorii elektromagnetyzmu. Opublikował wiele prac na ten temat. Hilbert się nie znał się na teorii elektromagnetyzmu, ale Minkowskiemu wystarczyło pobieżne przejrzenie pracy, by wiedzieć: Poincarè znalazł rozwiązanie! Francuz pokonał Niemców w ich koronnej dyscyplinie! Musiało to być trzęsienie ziemi. Kompletny wstrząs i szok. Upokorzenie dla całej niemieckiej nauki przez tego nadętego Francuza. Praca Poincarè [4] sprawiła, że sporą cześć materiałów seminaryjnych nadesłanych na konferencję na uniwersytet w Göttingen można było wyrzucić do kosza na śmieci.

 Pełna wersja pracy H. Poincarè dociera do mało znanego włoskiego wydawnictwa w dniu 23 czerwca 1905 roku [5]. Poincarè, mimo swojej pozycji naukowej, nie miał specjalnego wyboru, jeśli chciał szybko opublikować swoją pracę. Jako francuski patriota, pisał prace wyłącznie po francusku. Niemieckie czasopisma odpadały. Tydzień później, dnia 30 czerwca 1905 roku, do niemieckiego czasopisma naukowego Annalen der Physik wpływa praca młodego, nieznanego szerzej naukowca Alberta Einsteina: „Zur Elektrodynamik bewegter Körper” [1] praca, która stał się podstawą całego nowego działu fizyki: Szczególnej Teorii Względności (STW). Rozpatrzmy te, zaiste zdumiewające, koincydencje czasowe:

1. 5 czerwca – francuski matematyk H. Poincaré ogłasza swoje wyniki w Paryżu.

2. 5 czerwca - zaczyna się konferencja na uniwersytecie w Getyndze, grupująca najwybitniejszych niemieckich specjalistów od teorii elektromagnetyzmu, święto niemieckiej nauki.

3. 23 czerwca - pełna wersja pracy H. Poincaré trafia do mało znanego wydawcy na Sycylii;

4. 30 czerwca - do Annalen der Physik trafia praca młodego, niemieckiego fizyka A. Einsteina „Zur Elektrodynamik bewegter Körper”. 

5. Praca Einsteina zostaje przyjęta bez poprawek i szybko opublikowana.

6. Styczeń 1906 - publikacja pełnej wersji pracy H. Poincaré

 Czy prace Poincaré i Einsteina powstały niezależne? Czy Einstein czytał pracę Poincaré z 5 czerwca? Do końca życia Einstein temu zaprzeczał. Czy Einstein znał inne prace z teorii elektromagnetyzmu, w szczególności rok wcześniejszą pracę Hendrika Lorentza, w której Lorentz wyprowadził słynne wzory transformacyjne? W bibliografii o niej nie wspomniał, praca w ogóle nie ma bibliografii. Einstein uparcie twierdził, że nie czytał pracy Lorentza. Wydaje się, że elementem łączącym pracę Poincaré z „Zur Elektrodynamik...” jest konferencja w Göttingen. Poincaré specjalnie przyspieszył ogłoszenie swoich wyników, by zdążyć na rozpoczęcie konferencji Hilberta w Göttingen. Skąd w tej historii pojawia się Einstein? W tym czasie Albert Einstein mieszka w Bernie, pracuje w urzędzie patentowym, pisze prace naukowe z termodynamiki i przygotowuje się do obrony swojej pracy doktorskiej. Właśnie skończył i wysłał do redakcji artykuły o efekcie fotoelektrycznym (marzec) i ruchach Browna (maj). Max Born pisze, że na wykładach Minkowskiego, czy Hilberta podczas pamiętnego seminarium w Göttingen nazwisko Einsteina nie zostało nawet wspomniane [2]. Einstein pojawia się w tej historii całkiem niespodziewanie, niby królik wyciągnięty z kapelusza. Jeśli Einstein wcześniej pracował nad teorią elektromagnetyzmu i miał takie rewelacyjne wyniki, to czemu nie zaprezentował ich na konferencji w Göttingen? Dla młodego, niemieckiego fizyka konferencja w Göttingen było idealnym miejscem do ogłoszenia swoich wyników. Wymarzona szansa do zaistnienia dla młodego, ambitnego, niemieckiego naukowca.

 Przejdźmy do pracy: „Zur Elektrodynamik bewegter Körper”. Jest to znakomita praca naukowa, słusznie zaliczana do grona 10najważniejszych prac w dziejach nauki. Praca z fizyki teoretycznej, więc jej lektora wymaga starannego przygotowania matematycznego. Wyprowadzenia są proste i przekonywujące, tok rozumowania bez zarzutu. Aczkolwiek zawiera błędy, być może dlatego, że pisana była w pośpiechu. Artykuł napisany w ciężkim stylu typowym dla Einsteina. Autor tej pracy musiał być znakomitym matematykiem, posiadającym głęboką znajomość teorii elektromagnetyzmu. Trudno się do tej pracy przyczepić poza jednym: praca nie zawiera żadnej bibliografii. Na końcu znajdują się jedynie zdawkowe podziękowania dla niejakiego M. Besso za sugestie. Zero odnośników do literatury. Zero bibliografii. Jest to typowe dla Einstein. W wielu jego pracach występuje brak bibliografii. Zupełnie jakby autor wszystko samo odkrył, wszystko sam wyprowadził. A tak przecież nie było, to wiemy.

 Gdy jako student uczyłem się STW, dziwiło mnie, że te wzory transformacyjne noszą nazwisko Lorentza, a nie Einsteina. Jeśli Einstein wszystko sam odkrył i wyprowadził, to dlaczego nie noszą jego nazwiska? Hendrik Lorentz, holenderski fizyk opublikował te wzory w pracy wydanej w 1904 roku, lecz błędnie je zinterpretował. Znaczenie transformaty Lorentza zrozumiał w pełni H. Poincarè i to właśnie Poincarè nadał im nazwisko odkrywcy. W swej pracy Einstein słowem nie wspomina o pracy Lorentza z roku poprzedniego, chociaż powinien je znać. W owym czasie Albert Einstein dorabiał do skromnej pensji publikując recenzje a właściwie streszczenia prac naukowych w czasopiśmie “Beiblätter Annalen der Physik”. Streszczenie pracy Lorentza ukazało się w 4 tomie w 1905 roku [2] Czwartym z 24, czyli ten tom ukazał się w najpóźniej w lutym, marcu. Jak Einstein młody naukowiec rozmyślający nad teorią względności miałby nie zapoznać się z fundamentalną pracą Lorentza, skoro Einstein miał dostęp do tego czasopisma i przeglądał publikowane artykuły również pod kątem swojej pracy naukowej? Jedna z wielu sprzeczności w wersji Einsteina. Możliwości są dwie. Albo Einstein mówi prawdę i nie przeczytał pracy Lorentza, to znaczy, że nie jest autorem „Zur Elektrodynamik bewegter Körper”. Albo Einstein przeczytał prace Loentza... Jeśli tak, to czemu nie umieścił jej w bibliografii? Jakich innych pozycji brakuje w nieistniejącej bibliografii „Zur Elektrodynamik...”?

 Zdumiewająca jest sekwencji zdarzeń z czerwca 1905 roku. Zazwyczaj historycy nauki przekonują, iż była to przypadkowa koincydencja zdarzeń. Że zdarzenia te nie były ze sobą w żaden sposób powiązane. W myśl tej powszechnie obowiązującej wersji Poincaré publikuje swoje prace w Paryżu, a w Bernie, w Szwajcarii młody geniusz Albert Einstein całkowicie niezależnie, nic nie wiedząc o innych pracach, w izolacji od świata naukowego pisze pracę „Zur Elektrodynamik bewegter Körper”. Bez znaczenia, że w Göttingen jednocześnie toczy się konferencja o teorii elektromagnetyzmu. Einstein podawał, iż pisząc swoją pracę znał tylko artykuły Lorentza sprzed dziesięciu lat i prace Poincaré sprzed pięciu. Oto wersja Einsteina i jego apologetów: młody Einstein jedzie sobie w Bernie w tramwaju do, lub z pracy i rozmyśla o tym, co by było, gdyby człowiek biegł z prędkością światła w tramwaju poruszającym się z prędkością światła. Einstein myśli, myśli, aż wymyślił i tak powstała Szczególna Teoria Względności. Jednym twórcą STW jest Albert Einstein.

 Co zawierają prace H. Poincaré, wcześniejsze od prac Einsteina? Odpowiada na to pytanie A.A. Logunov, który zadał sobie trud dotarcia do oryginalnych prac H. Poincaré i H. Lorentza i krytycznie porównuje je z pracą Einsteina. STW składa się z dwóch części: założeń, albo postulatów, zwanych obecnie postulatami Einsteina i części teoretycznej – obliczeń wynikających z tych założeń, w tym transformaty Lorentza. Postulaty STW, albo postulaty Einsteina: 1) wszystkie układy inercjalne są sobie równoważne i 2) prędkość światła jest maksymalną prędkością. Postulaty te mają być rewolucyjnym wkładem Alberta Einsteina. Pierwszy postulat to nic innego jak odnowiona zasada Galileusza. Drugi postulat to wniosek z doświadczenia Michelsona – Morleya. Oba postulaty znajdują się w pracach H. Poincarè z 1904 i 1905 roku, co wykazuje A. Logunov! [2] Zatem to nie są postulaty Einsteina ale Poincarè. Henri Poincaré pierwszy rozwiązał problem! Nawiasem mówiąc, w pracy „Zur Elektrodynamik...” wyprowadzony jest słynny wzór Einsteina: E = mc2, ale z błędem. Poprawną postać wzoru Einstein podaje w kolejnej pracy publikowanej po kilku miesiącach. Równanie to również pierwszy wyprowadził Poincaré [2]. Najsłynniejszy wzór fizyki powinien nosić nazwę równania Poincaré – Einsteina, albo wręcz równania Poincaré.

 Czyżby artykuł Einsteina okazał się być nie oryginalny, lecz wtórny wobec prac Poincaré? Czy to Henri Poincaré jest właściwym twórcą Szczególnej Teorii Względności? A może sytuacja jest jeszcze gorsza dla Einsteina? Istnieją trzy wyjaśnienia dziwnej koincydencji zdarzeń w czerwcu 1905 roku. Pierwsza to tradycyjna wersja: Einstein samodzielnie napisał swoją prace, nie czytając prac Lorentza i Poincaré. Koincydencja czasowa między publikacją pracy Einsteina, a publikacjami prac Poincaré jest dziełem przypadku. Konferencja w Göttingen nie ma żadnego związku. Druga możliwość jest taka, że Einstein zapoznał się z pracami Poincaré i Lorentza, a jego praca powstała w pośpiechu na zamówienie prawdopodobnie płynące od uczestników seminarium w Göttingen: od Davida Hilbert i/lub Hermanna Minkowskiego i została błyskawicznie przyjęta do druku, aby uprzedzić równoległą czasowo publikację prac H. Poincaré. Jeśli by tak było, to praca „Zur Elektrodynamik bewegter Körper” z 1905 byłaby plagiatem. Wreszcie trzecia możliwość, najbardziej radykalna. Czy pracę „Zur Elektrodynamik bewegter Körper” w ogóle napisał Einstein? Czy Einstein był w stanie napisać prace na takim poziomie matematycznym z dziedziny, która była mu całkowicie obca? Max Born nazywał Einsteina „matematycznym ignorantem” [2], a poznał go, gdy Einstein był już na znacznie wyższym poziomie matematycznym. W owym czasie Einstein zajmował się termodynamiką. Przejście od termodynamiki do elektrodynamiki to olbrzymi skok wymagający wielu miesięcy intensywnej pracy. Czy Einstein miał czas by to zrobić w lecie roku 1905-go? Odpowiedź na to pytanie brzmi zazwyczaj tak: no, ale Einstein był geniuszem. Może i tak, ale doba ma 24 godziny także dla geniusza. Einstein spędzał w pracy osiem godzin. W wolnym czasie zajmował się intensywną pracą naukową: pisał i publikował prace z termodynamiki. „Einstein napisał w latach 1902-04 kilka artykułów z termodynamiki bardzo podobnych do wcześniejszych prac Gibbsa, bez referencji. Podobieństwo jest zdumiewające” (Max Born) [2]. W 1905 Einstein napisał także pracę o efekcie fotoelektrycznym. Napisał także pracę doktorską, od której zależała jego kariera. Jak w lecie 1905 roku mając tak napięty terminarz, Einstein znalazłby czas by od podstaw zajmować się teorią elektromagnetyzmu? Tej teorii nie wykładano na uniwersytetach. Zajmowało się nią może ze 20, 30 naukowców w całej Europie

 Co zatem się wydarzyło? Odpis pracy Poincaré z Paryża dociera do Göttingen najpóźniej po tygodniu, około 12 czerwca. Czyta ją Hilbert i Minkowski. Hilbert niewiele z tego rozumie, nie jest specjalistą od teorii elektromagnetyzmu, ale Minkowski od razu pojmuje doniosłość odkrycia Poincaré. Po artykule Poincaré konferencja w Göttingen jest zbędna, a wiele nadesłanych materiałów wręcz śmiesznych. Poincaré publicznie ośmieszył niemieckich fizyków i matematyków u dniu ich święta. Trzeba odpowiedzieć na zniewagę. Hilbert (?), albo Minkowski (?) wpada na pomysł jak utrzeć nosa zarozumiałemu Francuzowi. Artykułu Poincaré nie da się zignorować. Ale możne by tak na bazie wyników Poincaré napisać własny artykuł? Sytuacja jest trochę jak z powieści Agathy Christie. W zamkniętym pokoju znaleziono ciało. Popełniono morderstwo. Żadnych świadków. Kto popełnił zbrodnię? Kto napisał ten artykuł?

 Wydaje się, że w maju, czerwcu 1905 roku Einstein nie był w stanie napisać artykułu „Zur Elektrodynamik bewegter Körper”. Między wysłaniem pracy o rucha Browna (maj) w wysłaniem pracy „Zur Elektrodynamik...” (30 czerwca) upłynęło raptem dwa miesiące. W ciągu dwóch miesięcy Einstein musiałby nauczyć się całkiem nowej teorii i napisać przełomową pracę! Dla porównania Henri Poincaré, któremu nie brakowało talentu matematycznego, ani zapału do pracy, przed swymi przełomowymi artykułami z czerwca 1905 od piętnastu lat pracował nad teorią elektromagnetyzmu. Einstein w lecie 1905 nie miał ani czasu, ani głębokiej wiedzy z teorii elektromagnetyzmu na napisanie takiego artykułu. Jeśli nie Einstein, to kto? Dwóch głównych podejrzanych to Hilbert i Minkowski. Wydaje się, że Hilberta należałby wykluczyć. Nie zajmował się teorią elektromagnetyzmu, musiałby dużo nadrobić. Poza tym, po co miałby to robić to sam i samemu się narażać, on, David Hilbert? Autorem „Zur Elektrodynamik...” była osoba, która a) była świetnym matematykiem, b) znała się doskonale na teorii magnetyzmu, c) była na miejscu na konferencji w Göttingen i d) której wreszcie Hilbert mógł zaufać. Pomysł był bardzo ryzykowny – chodziło o plagiat artykułu sławnego naukowca. Wszystkie te kryteria spełnia jedna osoba: Herman Minkowski. bliski współpracownik i przyjaciel Hilberta. Hilbert nazywał Minkowskiego swym najlepszym przyjacielem. Ufał mu. Można by rzec, że to Minkowskiego widziano na miejscu zbrodni z dymiącym pistoletem w dłoni. Minkowski miał motyw: był niemieckim Żydem i zależało mu na karierze w niemieckiej nauce, a Niemcom, Hilbertowi bardzo zależało na pognębieniu przemądrzałego Francuza. Minkowski miał możliwość: znał się wyśmienicie na teorii elektromagnetyzmu. Minkowski wreszcie był na miejscu zbrodni, na konferencji w Göttingen no i był świetnym matematykiem. Czy w sądzie Hermann Minkowski zostałby uznany winnym najważniejszego oszustwa w historii nauki? Oszustwa i nie-oszustwa, gdyż w ten sposób byłby autorem wybitnej, przełomowej pracy naukowej. Artykuł jest świetny, matematycznie bez zarzutu, jego autor był doskonałym matematykiem. Nie jest to proste, nachalne i bezczelne przepisanie z cudzej pracy. Współcześni plagiatorzy posługują się metodą: kopij i wklej. Są tępi, leniwi i mają komputery. Wówczas nie było komputerów, a Hilbert i Minkowski byli zbyt inteligentni, by popełnić taki ordynarny plagiat. Praca „Zur Elektrodynamik bewegter Körper” to plagiat idei. Autor, znając wyniki od Poincaré, doszedł do nich odrębną matematycznie drogą. Ani jedno zdanie się nie powtarza w obu pracach. Autor głęboko rzecz przemyślał, przetworzył, spojrzał inaczej. Minkowski ze swoją wiedzą i talentem matematycznym mógł taki artykuł napisać w tydzień, dwa, aczkolwiek nie da się już tego udowodnić. To tylko proces poszlakowy.

Max Planck (1858-1947)

Minkowski artykuł mógł napisać, ale nie odważył się go opublikować pod własnym nazwiskiem. W razie wpadki konsekwencje byłyby potworne. W owym czasie bardzo poważnie traktowano takie pojęcia, jak honor, czy uczciwość tak w życiu, jak w nauce. W razie wykrycia plagiatu jego autor nie tylko ponosił śmierć naukową, był wykluczany z nauki. Zdarzało się, że tacy ludzie popełniali samobójstwo. Minkowski nie chciał i nie mógł ryzykować naukowej kariery w tak ryzykownym przedsięwzięciu. Trzeba było znaleźć kogoś, kto nie ma nic do stracenia, kto podpisze artykuł swoim nazwiskiem, biorąc na siebie ryzyko. Tu pojawia się Einstein. Einstein był studentem Minkowskiego w latach 1896 -1900. Minkowski nie cenił Einsteina, ale go pamiętał. Einstein był Żydem, więc Minkowski mógł mu zaufać. Einstein był zdeterminowany na zrobienie kariery naukowej wszelkimi metodami. Einsteina otaczała opinia naukowca niezbyt wrażliwego na oryginalność swoich artykułów, co zauważył Max Born. Einstein był idealnym kandydatem na autora.

Jeśli tak było, to Minkowski do końca życia żałował swej decyzji. Pod koniec czerwca artykuł „Zur Elektrodynamik bewegter Körper” jest gotowy i sygnowany jest nazwiskiem Einsteina. Kolejna przeszkoda pokonana. Potrzeba jeszcze jednego człowieka, aby plan się powiódł. Artykuł musi być szybko przyjęty i wydrukowany. Jeden człowiek mógł to zapewnić – Max Planck, wielki fizyk niemiecki, który w owym czasie był redaktorem naczelnym Annalen der Physik, najważniejszego czasopisma naukowego. W 1905 roku Annalen der Physik był jak Nature i Science – współczesne najwybitniejsze czasopisma naukowe – razem wzięte. Hilbert i Minkowski doskonale wiedzieli, że Poincaré kończy pracę i lada dzień wyśle swój artykuł do redakcji. Szybka publikacja była bardzo ważna, ale inna sprawa była równie istotna. Należało sprawić, aby artykuł Poincaré przeszedł niezauważony. Żadnych recenzji, żadnych omówień i oczywiście żadnych przedruków w naukowych czasopismach niemieckich. I tak się stało. Nazwisko Poincarè znika z niemieckich czasopism, nie pojawiają się recenzje jego przełomowych prac. Artykuły H. Poincaré z teorii elektromagnetyzmu zostały zapomniane tak dokładnie, iż wrócono do nich dopiero 50, 60 lat później.

 Wielu uważa, że to niemożliwe, żeby Max Planck słynący z uczciwości, pryncypialności i niezłomnych zasad moralnych mógłby uczestniczyć w naukowym oszustwie. Prawda, Max Planck był niezwykle uczciwym człowiekiem i naukowcem. jednakże... Max Planck miał dwóch synów. Podczas pierwszej wojny starszy syn Maxa Plancka zginał w bitwie pod Verdun, drugi dostał się do francuskiej niewoli. Dzieci wynoszą z rodzinnego domu również miłość do ojczyzny. Max Planck nigdy nie zgodziłby się brać udziału w oszustwie dla własnej korzyści, ale będąc niemieckim fizykiem w tym natężeniu nacjonalistycznych nastrojów w lecie 1905, czy nie mógł pójść na taki układ dla dobra niemieckiej nauki? Ulec, ten jeden jedyny raz?

 Wszystko poszło zgodnie z planem. Hilbertowi i Minkowskiemu udało się lepiej niż śmieli by marzyć, ale niezupełnie tak, jak planowali. Zajrzyjmy do kalendarza. Czasowo wszystko pasuje. Piątego czerwca Henri Poincaré publikuje główne tezy swojej pracy. Po tygodniu, koło 12-tego Minkowski (zapewne on, bo kto inny?) zaczyna pisać swój artykuł, który jest gotowy gdzieś po 20-tym. Einstein zgadza się firmować artykuł, ale stawia warunki. Einstein nie jest głupi, nie podpisze czeku in blanco. Być może Einstein i Minkowski spotykają się ukradkiem np. w Zurichu. Z Göttingen do Zurichu to tylko kilka godzin pociągiem a Einstein często bywa w Zurichu. Na uniwersytecie w Zurichu broni swą pracę doktorską. Einstein i Minkowski spędzają dzień, czy dwa zamknięci w pokoju hotelowym. Tam Einstein przeredagowuje pracę według swego ciężkiego stylu, a Minkowski udziela mu korepetycji z teorii względności, aby Einstein mógł coś powiedzieć na ten temat. 30 czerwca do redakcji Annalen der Physik wpływa praca Alberta Einsteina pt. „Zur Elektrodynamik bewegter Körper”. Jeśliby tak było, to praca „Zur Elektrodynamik bewegter Körper” byłaby podwójnym oszustwem, albo oszustwem do kwadratu. Nie dość, że plagiat, to jeszcze wydany pod fałszywym autorem. Kłamstwa pociągają inne kłamstwa.

 Czy to fantazja? Potwarz? Naginanie faktów i okoliczności, by pasowały do z góry przyjętej tezy? Czy nie mniej fantastyczna jest historia o tym, jak młody człowiek, niemający na danym polu żadnych dokonań pierwszą swoja pracą dokonuje fundamentalnego przełomu w nauce? Wymyśla nową teorię jadąc tramwajem i myśląc o człowieku biegnącym z prędkością światła w tramwaju jadącym z prędkością światła. Nie ma w historii nauki drugiego takiego cudownego przypadku. Henri Poincaré, genialny matematyk, napisał swoją przełomową pracę z 1905 roku po 15 latach pracy nad tym tematem naprowadzony na rozwiązanie przez artykuł Hendrika Lorentz z 1904 roku. Izaak Newton zanim opublikował „Philosophiae naturalis principia mathematica” również pracował nad nią wiele lat. Podobnie inni, wielcy. A tu, ot tak, odkrycie jak pstryknięcie palcami. Jeśli byłoby to prawdą, to Albert Einstein nie byłby jednym z geniuszy, ale geniuszem dla geniuszy.

 

Po bitwie

Wszystko poszło jak z płatka. Artykuł „Zur Elektrodynamik bewegter Körper” Alberta Einsteina (?) został opublikowany w Annalen der Physik i stał się wielkim wydarzeniem naukowym. Artykuł Henri Poincaré “Sur la dynamique de l’électron” opublikowany w pełnej wersji dopiero w styczniu 1906 roku przeszedł niezauważony i został rychło zapomniany. Pełny sukces. Plan się powiódł doskonale, jednocześnie Minkowski i Hilbert przegrali. Hilbert i Minkowski ponieśli największa porażkę w swoim zawodowym życiu. Błąd Minkowskiego i Hilberta polegał na tym, że niedocenili znaczenia tego artykułu. Ani pomyśleli, że ten złośliwy psikus to jeden z najważniejszych artykułów w historii nauki XX wieku. No, bo w końcu, kogo obchodzi naukowy artykuł z fizyki teoretycznej o tym, że najwyższą możliwą prędkością jest prędkość światła?

 Gdyby to był przewidział, Herman Minkowski opublikowałby ten artykuł pod swoim nazwiskiem, nie bacząc na groźbę oskarżenia o plagiat. W następnych latach Minkowski gorączkowo pracował na polu teorii względności. Stworzył piękną, geometryczną, czasoprzestrzenną interpretację teorii względności. Czy jego późniejsza, niezwykła aktywność na polu teorii względności nie miała pokryć tego strasznego błędu, jakim było podstawienie Einsteina, jako autora swojej najważniejszej pracy naukowej? "Ach, der Einstein," Minkowski said ruefully, “der schwänzte immer die Vorlesungen - dem hätte ich das gar nicht zugetraut." (Oh, that Einstein, always missing lectures - I really would not have believed him capable of it!) [3]. Einstein nie odrabiał prac domowych, nie czytał, nie przeczytał prac H. Poincaré, ale Minkowski przeczytał. I really would not have believed him capable of it! Jeśli Einstein jej nie napisał to, kto? Czytając dosłownie Minkowski przyznaje się do napisania pracy. Minkowski czuł się oszukany i trudno mu się dziwić. Nie zmienia tego fakt to, iż to on, Hermann Minkowski, sam siebie oszukał. Ale mógłby się tak czuć tylko i wyłącznie gdyby to on był autorem pracy „Zur Elektrodynamik...”. Inne, charakterystyczne słowa Minkowskiego: „Einstein's presentation of his deep theory is mathematically awkward - I can say that because he got his mathematical education in Zurich from me” [3]. Słowa, co najmniej wieloznaczne. Czy Minkowski miał na myśli te korepetycje z teorii względności w hotelu (?) w Zurichu, gdy gorączkowo przerabiał z Einsteinem artykuł „Zur Elektrodynamik bewegter Körper”, by jak najszybciej wysłać go do Annalen der Physik?

 Herman Minkowski czuł się skrzywdzony, oszukany, wystrychnięty na dudka. Jego najlepszą pracą naukową chełpił się inny. Minkowski czuł się jak ten, co podrzucił zdechłą kurę przez płot sąsiadowi. A kura nie dość, że ożyła, to jeszcze zaczęła znosić sąsiadowi złote jaja. Jakże trudno pogodzić się z tym, że twoja najlepsza praca przysparza sławy innemu, głupszemu i mniej utalentowanemu. Zgryzota po czymś takim może zabić. Hermann Minkowski zmarł w cztery lata później w roku 1909, mając zaledwie 45 lata, na ostre zapalenie wyrostka robaczkowego. Lekarze mówią, że w przebiegu choroby duże znaczenie ma psychiczne nastawienie chorego. W roku 1909 praca Einsteina była już sławna w świecie nauki, a Minkowski nadal był mało znanym współpracownikiem Davida Hilberta. Na pogrzebie Minkowskiego Hilbert wygłosił piękną i wzruszającą mowę o swoim najlepszym przyjacielu. Nigdy nie zapomniał o krzywdzie Minkowskiego i nie wybaczył Einsteinowi. Czas sprzyjał Einsteinowi. W 1909 umiera Minkowski, w 1912 umiera Poincaré, który do końca życia czuł żal do Einsteina. Zostaje Hilbert, no i Einstein. Sława Alberta Einsteina wzrasta każdego roku, podobnie jak znaczenie pracy „Zur Elektrodynamik...”. Właśnie o takich ludziach, jak Albert Einstein mawia się, że są w czepku urodzeni. Wszystko mu sprzyjało: czas, okoliczności, ludzie, nawet ci, którzy go nie cenili, ani nie lubili

 Czy autorem pracy „Zur Elektrodynamik bewegter Körper” był Albert Einstein? Czy też ta była plagiatem z pracy Poincaré, a autorem plagiatu był Herman Minkowski? Jedna osoba poza Einsteinem znała odpowiedź. Ówczesna, pierwsza żona Einsteina Milena Marić. Milena była z Einsteinem tego lata 1905 roku. Einstein poznała ją podczas studiów. Żyli ze sobą, ale ślub wzięli w 1903 roku. W jedenaście lat później byli w separacji a w 1919 roku rozwiedli się. W tym czasie Einstein był gwiazdą nauki pierwszej wielkości; zastąpił samego Maxa Plancka na stanowisku przewodniczącego Niemieckiego Towarzystwa Fizycznego. Albert i Milena mieli dwóch synów, z których jeden chorował na chorobę psychiczną i wymagał stałej opieki lekarskiej. Einstein, który był wielce sprytny, nie omieszkał wykorzystać wspólnych ciężkich doświadczeń – upośledzonych psychicznie synów – do zacieśnienia więzi z Davidem Hilbertem, póki... Hilbert był mu potrzebny. Kulawa Milena była dobrą żoną dla biednego studenta, czy początkującego naukowca. Gdy Einstein stał się sławny i bogaty, Albert wymienił Milenę na nowy, młodszy, lepszy model, o właściwym pochodzeniu. Ożenił się ze swoją kuzynką Elisą, Żydówką. Milena była Serbką, gojką. Warunki rozwodu były wielce wspaniałomyślne. Einstein miał płacić alimenty na utrzymanie Mileny i dzieci, zdeponować dużą sumę w banku, z której korzystała Milena, wreszcie pieniądze z przyszłej nagrody Nobla miały przypaść Milenie. Einstein był oszczędny, a nawet skąpy, skąd tu taka wspaniałomyślność! Czy Einstein płacił Milenie za milczenie? I Milena milczała. Do końca życia nie wypowiadała się na temat swego sławnego, byłego męża. Nic nie mówiła: ani dobrze, ani źle. Dziwne zachowanie. Milena musiała być wściekła na Einsteina, który ją wyrzucił jak stary mebel. Czemu nie rozpuszczała języka, aby niegodziwego byłego męża obgadać i sobie ulżyć? Jeśli Einstein napisał „Zur Elektrodynamik…”, to dlaczego Milena milczała? Może nie mogła powiedzieć prawdy, a kłamać nie chciała? Milczenie ma swą wymowę. Czy Milena coś wiedziała o Einsteinie i to napawało ją takim obrzydzeniem, że nie była w stanie o nim mówić? Milena z pewnością wiedziała, czy jej mąż Albert Einsteinie napisał tę pracę. Wiedziała więcej. Jestem przekonany, iż to Einstein zmusił ją, by ich pierwsze dziecko, nieślubną córeczkę, oddała obcym ludziom, choć winę wzięła to na siebie. Bez dwóch zdań: Milenie należały się pieniądze z nagrody Nobla przyznanej Albertowi Einsteinowi.

 Z Mileną wiąże się uporczywa plotka, jakby to ona była autorką „Zur Elektrodynamik...”. Pomysł miły w dobie feminizmu. Milena Marić studiowała fizykę, na studiach poznała się z Einsteinem, ale nie zdała egzaminów końcowych i nie miała później żadnych kontaktów z nauką nie licząc wspólnego życia z Albertem Einsteinem. Myśl, że nawet absolwent fizyki bez wieloletniego treningu naukowego jest w stanie napisać artykuł w rodzaju „Zur Elektrodynamik…” jest niedorzeczna. Wystarczy przejrzeć tę pracę. Równie dobrze Milena mogłaby napisać traktat o buddyźmie i to w sanskrycie. Albo weekendowy biegacz wygrać maraton na olimpiadzie. Jednakże uporczywość tej plotki świadczy o tym, jak wielu nie wierzy w wizję geniusza w tramwaju.

 Pozostaje pytanie: kto jest twórcą Szczególną Teorię Względności? Warto się powołać na zdanie Maxa Borna, świadka wydarzeń. Max Born napisał, że „The special theory of relativity resulted from the joint efforts of a group of great researchers: Lorentz, Poincare, Einstein, Minkowski” [2]. Warto zwrócić uwagę na kolejność. Einstein jest tu wymieniony jako trzeci, ale przed Minkowskim. Max Born więcej wiedział, niż pisał. Albo nie pisał wszystkiego, co wiedział.

 Historia ta nie wydarzyłaby się, gdyby nie szczególny czas i miejsce. Lato 1905 roku, olbrzymie napięcie polityczne i militarne, groźba wybuchu wojny, rozhuśtane nastroje nacjonalistyczne po obu stronach granicy francusko – niemieckiej. Nawet genialni naukowcy, z pozoru zimne umysły, jak David Hilbert i Max Planck ulegają czasem napadom szaleństwa, czy zaćmienia umysłu. Jeśli tacy ludzie jak Planck, czy Hilbert posunęli się do naukowego oszustwa, to czy można się dziwić, iż ich studenci i doktoranci w czarnych mundurach SS dowodzili plutonami egzekucyjnymi, czy kierowali transporty ludzi do komór gazowych? Wszystko dla wielkich Niemiec. Gdyby nie niechęć i wieloletnia rywalizacja miedzy Henri Poincaré a Davidem Hilbertem... Obaj przegrali. Najcięższą klęską poniósł Herman Minkowski, domniemany autor pracy. Zżerany zgryzotą mógł tylko obserwować, jak owoce jego trudu zbiera Einstein. Przegrał Poincaré, którego prace z teorii względności zostały zapominane na ponad pół wieku. Poniekąd musiało się tak stać. Henri Poincaré był francuskim patriotą, pisał i publikował tylko i wyłącznie w języku francuskim, gdy językiem nauki był język niemiecki. Po 1933 roku stał się nim język angielski. Język, w którym piszemy, ma znaczenie. Anglosasi mogą nauczyć się niemieckiego, choć z trudem, bo to język germański, lecz nauka francuskiego jest najczęściej ponad ich siły. Dlatego zasłona zapomnienia zaciągnięta nad pracami Henri Poincaré w 1905 roku trwała tak długo.

 Pozornie David Hilbert wygrał. Zepchnął w cień Poincaré, odebrał mu jego odkrycie, obronił niemiecką naukę, no i zyskał nowego, młodego „przyjaciela” - Alberta Einsteina. Wspólna tajemnica wiąże mocniej niż małżeńska przysięga. Hilbert wygrał, czyli przegrał. W następnej rundzie w dziesięć lat później Hilbert pozna znaczenie słów o wężu wyhodowanym na własnym łonie. O klęsce Hilberta będzie mowa przy omawianiu okoliczności powstania Ogólnej Teorii Względności. Przegrał Poincaré, przegrał Hilbert. Zwycięzca wydarzeń gorącego lata 1905 roku jest tylko jeden. Rok 1905 to narodziny geniusza, czyż nie?

 Zwycięzcą jest Albert Einstein. Najgenialniejszy człowiek w dziejach.

 

Literatura

1. A. Einstein „Zur Elektrodynamik bewegter Körper” Annalen der Physik.17:891, 1905,

http://users.physik.fu-berlin.de/~kleinert/files/1905_17_891-921.pdf

„On the electrodynamics of moving bodies”, https://www.fourmilab.ch/etexts/einstein/specrel/specrel.pdf

2. A. A. Logunov, „HENRI POINCARÈ AND RELATIVITY THEORY”, http://arxiv.org/abs/physics/0408077

3. Constance Reid, “Hilbert”, 1996 Springer

4. Poincaré H. “Sur la dynamique de l’électron”. Compte rendus de l’Académie des Sciences de Paris, 140, pages 1504–1508. June 5, 1905.

5. Poincaré H. “Sur la dynamique de l’électron”. Rendiconti del circolo matematico di Palermo, 21, pages 129–175, received July 23, 1905, published in January 1906.

Ocena wpisu: 
5
Twoja ocena: Brak Średnio: 4.9 (głosów:3)