Na językach

Obrazek użytkownika Bielinski
Kultura

Dobrze jest znać obce języki, głosi powszechna mądrość. A jeszcze lepiej nimi władać biegle. Taki już nasz los, od stuleci, że nader lubimy obce języki. Od zawsze mamy zdolności do obcych języków. Być może bierze się to stąd, że język polski jest tak trudny, że nauczenie się innego wydaje się proste. W XVII, czy XVIII stuleciu była to łacina, potem francuski, dziś jest angielski. Ciekawe, że języki, które narzucają nam siłą obce potencje, jak niemiecki, czy rosyjski nie znajdują licznych wielbicieli. Lecz wielu tak kocha obce języki wybrane z własnej woli, że zapomina i pogardza tym, które zna od dziecka. Benedykt Chmielowski pisał w połowie XVIII wieku w dziele Nowe Ateny: „Naród polski iako WOLNOŚĆI, inne Narody praecellit (przewyższa) prerogatywą i kleynotem, tak nie tylko w rządach y mowie, ale też w słów zażywaniu Cudzoziemskich non adstringitur (nie jest krępowany) niewolą jak Moskiewska Nacya; iedną tylko ma regułę y hamulec Polak od Ducha Świętego: Tempus tacendi et tempus loqueni (jest czas mówienia, jest czas milczenia…) nasz Słowieńsko-Polski język podszywa się wielu językami, osobliwie Łacińskim, Niemieckim, Francuskim.” Imć Benedyk Chmielowski nie wspomniał o angielskim; dla niego był i język i naród tak odległy, że wydawano się, że nigdy do nas nie zawita. Nie jego wina, że tego nie przewidział. Benedykt Chmielowski (1700 - 1763) był księdzem a nie prorokiem. Warto zauważyć, że myśl, iż Polacy, kelynot wolności, chętnie i nadmiernie posługują się innymi językami ks. Chmielowski podparł licznymi makaronizmami! Zdanie to do dziś nie straciło na aktualności. Parafrazując zacnego księdza Chmielowskiego można by rzec, iż język angielski niewoli nas dziś jak (ongiś) moskiewska nacyja.

  Współczesne makaronizmy pochodzą z języka angielskiego. Makaronizm, zwany też barbaryzmem, Barbaryzm - dosadne to i o celne określenie tego rodzaju potworów językowych tak tych z łacińskiego, jak i angielskiego języka. Częste na postępowych portalach hodujących nowego, tolerancyjnego obywatela nowoczesnej i postępowej Europy. Łacińskiego się brzydzą i nigdy by go nie zacytowali, bo dla nich język kleru i kościoła katolickiego, a angielski postępowcy wprost uwielbiają! Są piosenkarze, czy piosenkarki śpiewający piosenki po angielsku. Ba, niektórzy, czy niektóre, śpiewają piosenki wyłącznie z angielskim tekstem. Taki jest nasz, rodzimy show-biznes. Czemu nie śpiewają po chińsku? Chiński to drugi najpopularniejszy język świata. Kultura popularna, powiadają. Kultura ? Czy na pewno? Weźmy telewizję, te nasze domowe okno na świat. Mnóstwo angielskich tytułów programów rozrywkowych: Dance, dance, dance, czy The Voice Kids, albo MasterChief junior. I wiele innych. W języku polskim nie można powiedzieć: tańcz, tańcz, czy dziecięce głosy, Inny przykład, angielski zwrot: must have. Po polsku to znaczy - musisz mieć, czy… mieć musisz? Mieć musisz? Co musisz mieć? Kto mi każe? Co muszę mieć? I niby czemu muszę? Tyle pytań. I czemu muszę mieć akurat to, co ci reklamują za pieniądze? Oni muszą zarabiać, must make money, ale ja nic nie muszę mieć! Prawie nic. Po polsku: musisz mieć, to nie brzmi dobrze, ale po angielsku mast hawe brzmi lepiej, fantastycznie, albo cool.

  I tak przy reklamie na przykład paska do spodni pisze mast hawe! Zachwalając nową płytę, wykonawcy geja i/lub transwestyty jest jak byk: mast hawe. Czy nowe kosmetyki do cery normalnej i naczyniowej (jest taka?!) mast hawe! I dalej leci tak. Mast hawe. Mast hawe! Mast hawe. Niech będzie. Jak mast hawe to mast hawe. Dzięki mast hawe czytelnik wie, że jak kupi ten pasek, czy przełamującą tabu powieść pisarki – lesbijki, której nawiasem mówiąc poza preferencjami seksualnymi nic nie wyróżnia, lub nowe, rewelacyjne słuchawki w technologii bluetooth to będę nowoczesny, postępowy, będę taki jak trzeba. Będę lepszy! Współczesny klasowy slang. Szlachta z XVII wieku też używała łacińskiego, by się wyróżnić, bo chłopi czy mieszczanie łaciny nie znali. Poza tym kiedyś Polacy, czy sarmaci, łaciną odróżniali się od gorszych, dziś ci, niby lepsi angielskim żargonem oddzielają się od gorszych, od tych ciemnych, głupich. Drzewiej ludzie byli jednak mądrzejsi. Kiedyś łaciński dziś English. Mechanizm stary jak świat, tylko okoliczności i narzędzia się zmieniają. Kiedyś mówiono ojczyzna – polszczyzna. Piękne określenie. Dla każdego przecież język, w którym się wychował, który wchłonął jako dziecko - małe dzieci nie uczą się języka, ale język chłoną – język w którym myślimy i w którym śnimy, jest jego ojczyzną, nieważne iloma językami byśmy władali. Pierwszą a często najważniejszą ojczyzną. Dziś dla nowoczesnych, postępowych ludzi, dobrze przecież wykształconych, to śmiech. Jesteś tym, czym jesz – mówią. Doprawdy? Istnieje tak zwany murzyński angielski, slang stworzony przez czarnych niewolników i ich potomków. Angielska gramatyka i tak prosta, uproszczona do granic, minimalny zasób słów – to jest murzyński angielski. Język niewolników. Mam wrażenie, że ci, co tak skwapliwie odrzucają polszczyznę, wybierają… murzyńskość. Słuchawki bluetooth? Ty mieć musisz (must have) słuchawki. Polska język, trudna język. Pasuje jak ulał do murzyńskiego, albo slave English. Nieliczne wyjątki, jak Joseph Conrad, alias Józef Konrad-Korzeniowski tylko potwierdzają ową regułę.

   To moja pierwsza obserwacja. Osobiście mam ambiwalentny stosunek do obcych języków. Niby wiadomo, że są ważne i pożyteczne, ale odruchowa ich unikam jak dziecko, co ucieka przed gorzkim syropem. Lekarstwo, gorzkie lekarstwo wraca zdrowie, więc jest pożyteczne. Nie wiem jednak, czy znajomość obcych jeżyków daje cokolwiek więcej niż umiejętność zapytania się o drogę w obcym kraju. Jak ktoś nie wyjeżdża za granice, jak ja, bo po co? to taka umiejętność zdaje się potrzebna, jak psu okulary. Mówią, że nowy język to nowe perspektywy, lepiej nowe horyzonty, to nowy świat. Ile znasz języków, tyle znasz światów!? Każdy nowo poznany język, to przynajmniej nowe okno na świat. Czyżby? Czy ci, uczący się języka angielskiego będą czytali potem Szekspira, czy poezję Wiliama Blake’a, czy też pójdą na kolejny, sztampowy film z Hollywood lub będą chełpić się, iż przeczytali w oryginale powieść klasy powiedź seryjnie drukowaną przez anglojęzyczna maszynkę zwaną dla niepoznaki autorem, czy autorką? Ale będą słuchać i czytać w po angielsku! Ważna różnica.

   W czasach komuny obowiązkowym językiem w szkołach, nauczany począwszy do szkoły podstawowej, był język rosyjski. Nie cierpiałem języka rosyjskiego i w żaden sposób nie mogłem się go nauczyć. Jakoś przebrnąłem w szkole podstawowej boje z rosyjskim, ale w liceum, nowa, wymagająca nauczycielka rosyjskiego sprawiła, że groziła mi ocena niedostateczna, a nawet powtarzanie roku. Jedyne korepetycje, jakie miałem, to korepetycje z języka rosyjskiego! Nie było ich dużo, kilka, ale pomogły. Bardziej pomogło to, że usiadłem w ławce z klasowym prymusem, który również dobrze pisał dyktanda z rosyjskiego i łaskawie dawał mi ściągać na sprawdzianach. Czego nauczycielka nie dostrzegała, albo nie chciała dostrzec. Dość, że dostałem na koniec roku tróję i rosyjski przestał być problemem. Potem zacząłem się uczyć angielskiego i także strasznie mi to nie szło. Język angielski to język mojej pracy, muszę pisać i czytać w tym języku i to trudne, naukowe teksty. W końcu ten język opanowałem, ale tylko na poziomie wystarczającym. Minimalnie wystarczającym. Jestem chyba anty talentem językowym,. Więc to moje spojrzenie jest skażone. Jak każdego zresztą.

   Inny przykład, popularny teleturniej telewizyjny, w którym można wygrać milion. Podobno. Wystarczy się zgłosić, trochę wiedzy i sporo szczęścia i ma się milion! Szczęście niepojętne! Pośród startujących w tym teleturnieju spora grupa to filolodzy, czyli znający dobrze obce języki, z dominacją kobiet. Panie mają szczególny talent i zapał do nauki obcych języków. Zauważyłem prostą regułę: jak taki filolog, czy filolożka usiądzie w fotelu i zacznie odpowiadać na pytania, to zaraz się wysypie. Znacznie szybciej niż przedstawiciele innych kierunków studiów. Filolodzy, znający prefekt obce języki nie mają o niczym innym pojęcia! A znajomość odmiany czasowników: mieć i być w pięciu, czy sześciu języków marna to wiedza. No chyba, że się chce poderwać, czy złowić cudzoziemca, lub cudzoziemkę. W stosunkach międzyludzkich język i znajomość języków się przydaje.

  Poza tym lepiej paplać w dwóch niż w jednym języku, a jeszcze lepiej w trzech. Jeśli chodzi o paplanie, w im więcej językach paplesz tym lepiej. Czym się różni rozmowa od paplania? Rozmowa jest o czymś, ma temat, i określony czas, popalenie jest o wszystkim, czyli o niczym. Można paplać cały dzień, rano wstać i zacząć paplanie od nowa. I tak dalej. Przypomina się tu opinia krążąca po Watykanie o pewnym polskim kardynale, obecnie już nieżyjącym. Powiadano o nim, że zna doskonale siedem języków, a w żadnym z nich nie ma nic ciekawego do powiedzenia. Nieciekawa opinia i niezbyt miła szczególnie dla księcia kościoła, dla duszpasterza duszpasterzy. Z dwojga złego wolę już znać dobrze tylko jeden język i mieć coś w nim ciekawego do powiedzenia (mam nadzieję, że tak jest, ale to tylko nadzieja, czyli złudzenie) niż władać siedmioma językami i być jako ten cymbał brzmiący. „Choćbym mówił językami ludzi i aniołów, a miłości bym nie miał, byłbym miedzią dźwięczącą lub cymbałem brzmiącym.” (1 Kor. 13, 1) pisał święty Paweł z Tarsu w pierwszym liście do Koryntian. Miłość znaczy tu bardziej ogólnie - treść. Ten, kto mówi bez treści, jest jako cymbał brzmiący i miedź brzęcząca. Święty Paweł to szczególnie ciekawy przypadek. Święty Paweł, alias Szaweł, gorliwy faryzeusz, świetnie wykształcony, miłujący całym sercem żydowską tradycję, język i kulturę, stał się twórcą doktryny chrześcijańskiej. Święty Paweł nie był jedyny, po nim było wielu, ale on był pierwszy i najważniejszy. Dzięki temu, że przeważyło zdanie świętego Pawła, który kazał nieść Dobrą Nowinę miedzy pogan, życie i śmierć Jezusa zwanego Chrystusem przestały być sprawą wewnętrznie żydowską, a stały się rzeczą powszechną. Ortodoksyjni wyznawcy wiary starozakonnej, podający się za Naród Wybrany, mają na temat świętego Pawła, zwanego Apostołem Narodów, zgoła odmienne i jak najgorsze zdanie. Inny to temat.

  Dla naszych rozważań wystarczy powiedzieć, iż święty Paweł znał wiele języków poza ukochanym hebrajskim: grekę, łacinę, aramejski i pewnie inne wówczas powszechne w obszarze Syrii i Palestyny. Można by go nazwać filologiem, znającym wiele języków. Zatem święty Paweł wiedział, co mówi, gdy nauczał: „Także i wy, jeśli językiem zrozumiałym nie przemówicie, jakże kto zrozumie, co się mówi? Na wiatr bowiem mówić będziecie. ” (1 Kor. 14, 9). Ale zaraz dodawał: „Dziękuję Bogu, że ja o wiele więcej językami mówię, niż wy wszyscy. Wszakże w zborze wolę powiedzieć pięć słów zrozumiałych, aby innych pouczyć, niż dziesięć tysięcy słów językiem niezrozumiałym” (1 Kor. 14, 19). Lepiej powiedzieć kilka słów z sensem i treścią w jednym języku, niż wypowiedzi tysiące słów w wielu językach bez sensu i bez treści. A nawet mówiąc w jednym języku trzeba mówić zrozumiale. Mówić nie po to, by się wywyższyć, by pokazać jaki jestem mądry, ale by innych pouczyć.

   Czy znaczy to, że nie warto uczyć się języków? Warto. Oczywiście, że warto. Święty Paweł różnił od innych, tak licznych filologów tym, że ci z zasady nic nie mają ciekawego do powiedzenia! Im całkowicie wystarcza tłumaczenie cudzych myśli, czy tekstów nie sięgając po własne. Dla świętego Pawła języki były narzędziem, a nie celem. Święty Paweł pisał w języku grackim. To nie przypadek. Nie mógł pisać po hebrajsku pisał więc w grece. W I wieku naszej ery, po stuleciach prac rozlicznych i wybitnych greckich filozofów i filologów, język grecki był idealnym narzędziem do wyrażania głębokich idei filozoficzno – teologicznych. O wiele lepszym niż łacina, w tej dziedzinie wówczas prosta, jeśli nie prostacka. „Przeto mówienie językami to znak nie dla wierzących, ale dla niewierzących.” (1 Kor. 14, 22) Ale nad słowami ważniejsze jest to, co się nimi wyraża. „Dlatego ten, kto mówi językami niech się modli o dar wykładania ich.” (1 Kor. 14, 13) Bez tego, to pusta umiejętność.

   Zatem tak, warto się uczyć języków. Ale ucząc się i znając inne języki i inne kultury nie wolno pogardzać własnym językiem i kulturą. Jest to oznaka murzyńskości: niewolniczej, służalczej, wtórnej i podłej natury. A ten, co tak czyni, nie mówi językiem Szekspira, Audena czy Joyce’a, ale włada murzyńskim, niewolniczym żargonem, wzbogaconym o kilka słów. Jeśliby przyjąć, że obcy język to okno, przez które spoglądamy na świat, i że im więcej okien to lepiej widać… Czyż więcej i lepiej nie zobaczymy siedząc przy jednym oknie, niż biegając w tłumie od jednego do innego okna, miotając miedzy wieloma? Ten co biega, popychany i potrącany sam się rozpychając łokciami w pościgu za lepszym widokiem, niewiele, albo zgoła i nic nie zobaczy. Poza innymi biegnącymi. Ale może o to chodzi? By biec w tłumie z innymi? Tak samo mówiącymi, tak samo myślącymi, tak samo depczącymi słabych.

   Ale przecież dziś co w sercu, to w głowie. Co w głowie, to i powie. Co w sercu, to na języku. Mówi się, nie po to, by coś przekazać, ale by być. By zaistnieć, by cię chwalili, a przynajmniej by ciebie dostrzegli. Jesteś tym, co jesz. Nie. Jesteś tym, co mówisz. Jesteś, jeżeli mówisz. Jesteś, póki paplesz. Im więcej paplania tym lepiej. Najlepiej paplać w wielu językach. Wszystko na sprzedaż. Cały, cała na zewnątrz. Włosy, skóra, paznokcie. I język! Tak. Język. Niech sobie będę jak cymbał brzmiący, czy miedź brzęcząca… Bylebym był. Byle zaistnieć. Na zewnątrz. Na językach. Na językach! Na językach? Tyle wystarczy.

 

  Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.  Dalsze rozpowszechnianie tekstu tylko za zgodą autora.

Ocena wpisu: 
5
Twoja ocena: Brak Średnio: 4.5 (głosów:10)

Komentarze

Podzielam pański ambiwalentny stosunek do obcych języków.
Ani to okno na świat....ani ...ani ...wręcz strata czasu.
Język to tylko narzędzie komunikowania. Służy do przekazania wiedzy, myśli.

Oczywistą rzeczą jest, że więcej i lepiej zobaczymy siedząc przy jednym oknie, niż biegając w tłumie od jednego do innego okna, miotając się miedzy wieloma.

I nagle wniosek ...warto się uczyć języków obcych...ale celu dla którego warto – nie znajduję.
Dwa razy przeczytałam końcowy fragment aby znaleźć cel dla dla którego warto. Nic z tego.

Może zechciałby Pan wyjaśnić te sprzeczności?
Pozdrawiam

Podoba mi się!
5
Nie podoba mi się!
-1

Verita

#1665951

 

Mowo polska, Wisło rodzinna,

miłości, od innych słów prostsza...

Mowo wysoka, rzeko głębinna,

mowo i rzeko Mazowsza.

 

Słowa głębinne rodzą się z dna

rzeki-zadumy, Wisły,

a inne słowa - serce je zna -

uniesie skrzydło rybitwy,

aby je słońce zaklęło w wiersz,

w blaski i w lot zmieniło.

A jedno skrzydło wiersza - to śmierć,

a drugie skrzydło - miłość.

 

Mowo polska, groźniejsza niż burza

i od słowików miększa,

oba skrzydła w tobie zanurzam,

powracam do twego wnętrza,

ze mną słowo "sława",

ze mną słowo "Warszawa".

                                    Władysław Broniewski

 

Dzięki za interesujący wykład.

Osobiście uważam Nasz Język Polski za najpiękniejszy z języków świata.To moja opinia, ale spotkałem się gdzieś kiedyś w internecie z podobną opinią. Nie Polaka. To był jakiś znany człowiek, profesjonalista. Nie pomnę nazwiska, nie pamiętam, czy to był Europejczyk, czy ktoś zza oceanu. Pogląd mam podobny. Uzasadniał tamten człowiek swój pogląd. Analizował obszernie co jak, i dlaczego. I druga z informacji w tym temacie, która mówi bardzo wiele o TEJ Naszej wspaniałej Polskiej mowie. Otóż ta informacja, to FAKT, żę najwięcej laureatów Nagrody Nobla z dziedziny literatury, i poezji miało POLSKIE KORZENIE.......I kiedyś także gdzieś w Internecie, czy na YouTube trafiłem, chyba nawet kilka razy, na rozmowy z obcokrajowcami, młodymi ludźmi mieszkającymi w Polsce, którzy właśnie o polskim języku wyrażali się powiedziałbym nawet z takim wzruszeniem, z taką miłością, którą się wyczuwało w każdym słowie, choć każde z tych słów wypowiadanych akcent miało obcy, ale treść poruszającą, płynącą z głębi serca. Czuło się miłość do Języka Polskiego. I do Polski.

I jeszcze jedna rzecz, też bardzo poruszająca przypomniała mi się. Chyba wystarczy wrzucić w wyszukiwarkę hasło - Polacy na Kamczatce. I TAM...... Też nie da się TEGO oglądać i słuchać bez wzruszenia. Jak mówią o nas Polakach, z jaką mówią miłością, o nas, o Polsce, o Polskim Języku. Jak śpiewają polskie piosenki. Pamiętam oczka mi się pociły jak małej Nel z "W Pustyni i w Puszczy", gdy słuchałem, i jak ogladałem ten reportaż z Dalekiego Wschodu.  Aleuci tam zamieszkują? Tubylcy, chyba to są plemiona indiańskie? Tam blisko jest Alaska......Chyba przed snem "pojadę" dziś na Daleki Wschód przypomnieć sobie ten wzruszający film, ten reportaż z Kamczatki, gdzie taką miłość tam Mają tubylcy do Polski, do Polaków, i do Języka Polskiego

:

https://www.youtube.com/watch?v=lUgjurzcNko

Pozdrawiam

 

Podoba mi się!
3
Nie podoba mi się!
0
#1666002

Czyli podoba się Panu mowa polska, bo spotkał Pan pochwały cudzoziemców w Internecie? Gdyby ich nie było, to język polski by się Panu nie podobał? To nasza specjalność, patrzymy na siebie oczami innych, oceniamy się według ocen innych, które nie muszą, ani nie są, ani prawdziwe, ani obiektywne, a najczęściej stronnicze, często złośliwe i podszyte wrogością. 

Pisze to, bo tez kiedyś byłem taki. Dziś oceny innych, ani pochwały, ani przygany  nie robią na mnie wrażenia. 

Nazywa się to asertywność, albo pewność siebie, wiara w siebie. Nadmierna pewność siebie może prowadzić do zguby, ale brak pewności siebie, brak szacunku i wiary w siebie jest równie zły., jeśli nie gorszy. 

Życzę Panu, by Pan słuchał innych zdania, ale bardziej polegał na własnym. Ci na Zachodzie, Anglosasi, Francuzi, czy Niemcy, naprawdę nie pozjadali wszystkich rozumów, nie są alfa, ani omegą. Najczęściej to zrozumiałe gnojki. I tak trzeba ich traktować, póki nie wykażą, że są więcej warci. Ale to inny temat.

Podoba mi się!
2
Nie podoba mi się!
0

Bielinski

#1666024

Proszę mi nie sugerować żadnych swoich bzdurnych wniosków szanowny Panie. Proszę czytać ze zrozumieniem. Żyję na tym świecie wystarczająco długo, by decydować i wiedzieć co mi się podoba, co nie, i dlaczego.  A MIŁOŚĆ do Języka Polskiego, NAJPIĘKNIEJSZEGO Z JĘZYKÓW ŚWIATA wyniosłem z Domu Rodzinnego - wyssałem z mlekiem Matki. ONA mi wciąż Opowiadała o Sobie, o TYM, że Była Najlepsza z Języka Polskiego w swojej szkole podstawowej - czteroklasowej przed wojną, do której uczęszczała tam gdzieś na Mazowieckiej Ziemi.

( ja też zresztą byłem najlepszy z Języka Polskiego w mojej szkole, którą Było Technikum Mechaniczne w Zespole Szkół Zawodowych Nr 1 w Skierniewicach. Zespół tych szkół to było około 800 uczniów. Nauczycielka Polskiego - TOŚKA Była Jedna. Chłopaki czasem na korytarzu zaczepiali mnie, i mówili, że Tośka na lekcji Polskiego czytała im moje wypracowanie.....)

Mama wciąż małemu dzieciakowi Opowiadała jak bardzo Lubiła pisać wypracowania z Języka Polskiego. Mój Dziadek będąc w USA pisywał do rodziny w Polsce, do Swojej Żony a mojej Babci listy wierszem. TO też jest, TO był! objaw Wielkiej Miłości do Języka Polskiego.

A Pan mi tu wciskasz jakiś swój durnowaty kit, że ja się czymś tam sugeruję - tym co mówią inni??? Proszę czytać ze zrozumieniem, albo nie czytać wcale. Te moje słowa o tym, jak cudzoziemcy postrzegają Język Polski, Polaków i Polskę , napisałem tylko po to, by POTWIERDZIĆ co sam czuję, od wczesnego dzieciństwa. A o CZYM można się przekonać słuchając z jakim wzruszeniem MÓWIĄ O TEJ MIŁOŚCI DO POLSKI, POLAKÓW I DO JĘZYKA POLSKIEGO - Polacy z dalekiej Kamczatki: https://www.youtube.com/watch?v=lUgjurzcNko

Comprende?

Podoba mi się!
3
Nie podoba mi się!
0
#1666050

Niepotrzebnie Pan się denerwuje. Nie zamierzałem Pana urazić.

 

Pozdrawiam

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
0

Bielinski

#1666069

Witam, 

warto się uczyć języków choćby  dla literatury fachowej. Instrukcje obsługi dla wielu urządzeń, jak respiratory obecnie masowo kupowane w różnych firmach. Specyfikacje leków, produktów leczniczych itp. Cała literatura fachowa, od medycyny, przez biologię, chemię, po fizykę i matematykę. Wiele podręczników. Tego po prostu nie ma w języku polskim. Całe gałęzie opanowane są przez język angielski, jak przemysł lotniczy, czy elektroniczny. 

Nie jest ważne, czy to się komu podoba, czy. Jest, jak jest. W wielu zawodach znajomość np. języka angielskiego jest niezbędna do pracy. 

 

Pozdrawiam

Podoba mi się!
2
Nie podoba mi się!
0

Bielinski

#1666003

Oj, nieładnie.

Respiratory najogólniej mówiąc, rozrywają płuca, przynoszą więcej szkody niż pożytku...i po to warto się uczyć obcych języków?
Mam wspierać biznes tych oszołomów, którzy kupują masowo je w różnych firmach...może jeszcze kilku języków...bo w różnych krajach?
Mam wspierać przemysł farmaceutyczny?
Niech oni się uczą polskiego...gdy chcą upchnąć swoje produkty w Polsce.

Czy to znaczy ,że literatura fachowa w jęz. polskim jest na niskim poziomie?
Oj,nieładnie.

Dziękuję....ale postoję.
Wolę zapłacić za tłumacza przysięgłego...niż tracić czas na naukę języków barbarzyńskich plemion.
Pozdrawiam, mimo wszystko ale nie ukrywam, coraz mniej serdecznie :-)

Podoba mi się!
5
Nie podoba mi się!
-1

Verita

#1666035

Tu mały instruktarz (z Bogumiłem Kobielą i Kazimierzem Rudzkim): "Mieszczanin szlachcicem"

Podoba mi się!
3
Nie podoba mi się!
0

Krispin z Lamanczy
Aby czynić dobro, trzeba umieć rozróżniać między dobrem a złem.
Każdy uczy się na błędach. Lepiej uczyć się na cudzych!

#1666127