Modlitwa o deszcz

Obrazek użytkownika Bielinski
Świat

W sobotę 13 listopada 2021 roku, w Glasgow w Szkocji zakończono konferencję klimatyczną, COP26, i zawarto Pakt z Glasgow podpisany przez 200 państw. Niemałe wydarzenie i warte wzmianki. Wiem, że u nas nie mają do tego typu paktów głowy mając wiele własnych i bliższych kłopotów, na przykład tych na granicy. Trzeba jednak spojrzeć szerzej. Władze unii, unijna, czyli nasza, szefowa, oraz komisarze, żywo są zainteresowani zmianami klimatycznymi. To ich ulubiony konik. Nie trzeba być prorokiem, by wiedzieć, że to również pole kolejnego wielkiego konfliktu u Unii Europejskiej o pakt zwany Fit for 55. Wiec to ważne również dla obywateli naszego kraju. Poza tym jesteśmy już Europejczykami pełną gębą, czyż nie? Kiedy się wpadło między wrony, trzeba krakać jak i one.

Wyniki konferencji klimatycznej z Glasgow są niejednoznaczne, na szczęście. „Komisja Europejska uważa, że przyjęty w sobotę przez 200 państw "pakt z Glasgow" podtrzymuje zobowiązania porozumienia paryskiego i daje szansę ograniczenia wzrostu temperatury na świecie do 1,5 st. Celcjusza” - oświadczyła z rozczarowaniem nasza cudowała superwomen, czyli przewodnicząca KE Ursula von der Leyen. Wzrost o półtora stopnia Celsjusza temperatury globalnej w stosunku do początku epoki przemysłowej. Trudno jednak nie wyczytać rozczarowania i rozgoryczenia. Rozczarowanie bierze się stad, że przyjęte rozwiązania są zbyt mało radykalne. Półtora stopnia wzrostu temperatury na świecie to jednak półtora stopnia wzrostu. Czy nie byłoby lepiej, gdyby ten wzrost ograniczyć do jednego stopnia? Albo do pól stopnia Celsjusza? Najlepiej dojść do neutralności klimatycznej, to jest ograniczyć do zera emisję tzw. gazów cieplarnianych w skali całej planety! Czyż wówczas nie byłoby cudnie!? To marzenie naszego superrządu w Brukseli, supermanów i superwomenek z komisji europejskiej, wypatrujących lepszej przyszłości dla świata, Europy, i nas wszystkich, a już szczególnie - jej przewodniczącej. Nordycka, blond bestia płci żeńskiej. Niska. drobna, chuda i nerwowa blondyna. Może i aryjka czystej krwi, ale z wyglądu jakaś taka skundlona. Wygląda jak zagłodzona. Czy dlatego Ursula jest taka wściekła, bo ciągłe jest głodna? Zła i głodna? Wpływ super Ursuli na państwa spoza unii, szczególnie te większe, oględnie mówiąc jest… zerowy. Dlatego takie marne wyniki w ratowaniu naszej planety. Jak nasza biedna, stara Ziemia poradzi sobie bez opieki Ursuli, i innych supermenów z Komisji Europejskiej?

Jednakże, jakie to szczęście, że minęły czasy kolonializmu! Nie wszędzie, ale przynajmniej w Azji, czy Afryce. Gdyby mogli, oświeceni Niemcy nauczyliby Chińczyków rozumu, wysyłając samoloty, czy okręty i bombardując chińskie miasta. Tak robili Brytyjczycy w XIX wieku używając kanonierek. Współczesne Chiny, i Indie też, mają w głębokim poważaniu idée fixe (natręctwa myślowe) o ociepleniu klimatu super blond Ursuli i jej kamratów. Wskutek oporu Indii i Chin, największych „trucicieli”, przyjęto takie skromnie ograniczenia i zwarto, w myśl aktywistów klimatycznych, miałki kompromis. W deklaracji końcowej znalazł się tylko zwrot mówiący o "stopniowym zmniejszaniu", a nie "wycofywaniu" węgla. Dla wielu aktywistów i ideologów klimatach było to gorzkie rozczarowanie.

Nic dziwnego, że przewodnicząca KE, z narodu panów pochodząca, die Herin Ursula mocno się wkurzyła. Tak chciała dobrze wszystkim uczynić a tu… kupa. Łagodnie mówiąc, kupa. Brawo Chińczyki! Przewodnicząca KE Ursula – kobieta w dwóch postaciach, bo to i ideolożka klimatyczna i polityczka (czy tak to się pisze?), a polityka wymaga realizmu, a jak wiadomo lepszy rydz niż nic – ostrzegła jednak, że jest jeszcze "wiele ciężkiej pracy do zrobienia". Ciekawe kogo ostrzegła? Chińczykom, czy Hindusom lata, co ta baba gada. Nie ich. Die Herin Ursula to nas ostrzegła; nas, obywateli super unii, szczególnie obywateli tej gorszej kategorii. Mamy dać przykład. Nie ma zmiłuj. Chińczyki się nie dali, Hindusi się wypieli, a my musimy to nadrobić. My, Europejczycy, zwłaszcza ci gorsi, ze wschodu, musimy ratować planetę. Nie ma odwrotu. Ani kroku w tył. Już wkrótce za zapalenie w kominku odstaniesz taki mandat, że taniej byłoby wykupić bilet na księżyc. Za spalanie liści i gałęzi jesienią we własnym ogrodzie to… z pięć lat więzienia, jak obszył! Ani dania mniej! Zamiast samochodu, jazda na rowerze. Taniej, zdrowiej, czyściej. I bez śladu węglowego. Chyba, że po grochówce. Ale grochówkę też się zakaże. Musimy też pozbyć się węgla, co bez ogródek zapowiedział jeden z naszych, nowych panów, komisarzy unii. Co z biednymi emerytami, dla których piece węglowe, te szeroko obrzydzane kopciuchy, to jedyne dostępne źródło ciepła? Ch…j z dziadkami i babciami! Żadnego z nich pożytku. Niech sobie zamarzną zimą. Tak będzie lepiej. Zmniejszy się ślad węglowy. Dla człowieka nowoczesnego i postępowego, co po nocach nie śpi z powodu ocieplenia klimatu, czym jest jakaś tam stara babcia, czy dziadek? Niczym. Walec postępu musi się toczyć. Musimy powstrzymać ocieplenie klimat. A że to kosztuje? Trudno. Niech kosztuje. Zwłaszcza gdy płacą inni, gorsi, głupsi, biedniejsi. Postęp musi kosztować. Gdy płonną lasy, nie żal róż.

Zawarte porozumienie, ten zgniły kompromis, to gorzkie rozczarowanie aktywistów klimatycznych i super Ursuli też. Jest taka szwedzka nastolatka Greta, co od kilku lat jeździ po świecie i ruga różnych polityków, premierów i prezydentów pytając: co robią dla klimatu? I dlaczego robią tak mało wobec nadciagającej katastrofy? I ruga ich Greta publicznie i wypomina zbrodnie klimatyczne, a to zdechłe muszki, czy zatrute jelenie. I słusznie. Dzielna Greta! Ja lubię takich ludzi, z daleka, na ekranie telewizora. Młotek to użyteczne narzędzie. Aż strach pomyśleć, co Greta tym nieszczęsnym politykom, czy co sobie, zrobi z tej złości i z tego rozczarowania. Premierów to chyba będzie tłukła po pyskach, aż się będzie rozlegało. Dobrze im tak.

Aktywiści nie tracą ducha, czyli robią dobrą minę do złej gry. Mają wielu pocieszycieli, tych z najwyższej półki, co mówią: wiem, ze jesteście rozczarowani. Ale nie poddawajcie się. W końcu zwyciężycie. Sekretarz generalny ONZ – wydawać by się mogło człowiek rozsądny na takim stanowisku – nazwał wynik „kompromisem odzwierciedlającym interesy, sprzeczności i stan woli politycznej w dzisiejszym świecie”. To ważny krok, ale to nie wystarczy. Nadszedł czas, by przejść na tryb awaryjny, itp., itd. Bitwa klimatyczna jest walką naszego życia i ta walka musi być wygrana – dodał z dumą sekretarz generalny. Przegraliśmy bitwę, ale wojnę wygramy. Zwycięstwo musi być nasze. Bo my mamy rację. Ma wiemy, co jest, co będzie.

Ale… niby dlaczego oni to wszystko wiedza? I skąd to wiedzą? Mają czarodziejską kulę? Skoro wiedzą, to mają taką cudowną, kryształową kulę, w której odczytuję się przyszłość. Gdy zna się przyszłość, gdy wie się ze stu procentową pewnością, co będzie, i kiedy, to trzeba działać. Trzeba obniżać temperaturę planety. Powstrzymywać emisję dwutlenku węgla. Narzędzia naszej zagłady! Ratować ludzkość. Ocielić ludzką cywilizuję. Więcej. Uratować od zagłady miliony zagrożonych gatunków roślin, i zwierząt, cenniejszych od ludzi. Inaczej czeka nas katastrofa. Pytanie: skąd wiadomo, jaka będzie średnia temperatura na naszej planecie dajmy na to w roku 2050? Popularna odpowiedź: tak mówi nauka. Jest to prawda naukowa! Nauka niejedno ma imię. Jeśli to wszystko wiadomo, i to jest rzecz pewna mam łatwe pytanie. Jaka będzie pogoda w Polsce tej zimy? Mamy połowę listopada, wiec odpowiedź na pytanie: jaką będziemy mieć pogodę w styczniu, lutym i marcu powinna był prosta. I drugie pytanie: czy na odpowiedź, na ta prognozę, stawający ją postawiliby choć worek orzechów? Nie sądzę. Nie wiemy, jaka pogoda będzie tej zimy, ani za miesiąc, ani za rok, tym bardziej nie mamy pojęcia jak będzie pogoda za 20, 30 lat. To, co głoszą fanatycy globalnego ocieplenia nie jest to żadna niepodważalna prawda naukowa, ale wyniki pewnych, wybranych modeli klimatycznych. A modele są różne i różniste. Jedne modele mówią, że temperatura globalnie wzrośnie o 2.5 st. C; inne szacują, że wzrost wyniesie 1.5 st. C; inne, typują wzrost na przedział od 0 do 0.5 C. Są i takie, które głoszą zerowy wzrost, a nawet spadek temperatury. A wszystkie maja taką sama wartość co długoterminowa prognoza pogody. Co prognoza starego górala. Pikna będzie pogoda, pikna, ino przyjeżdżajcie panoczku – prorokuje stary góral zapytany o pogodę. Stary góral dobrze wie, że jak turysta przyjedzie to już zostanie na cały pobyt. Dla starego górala każda pogada jest dobra, ino by ceprów nie zabrakło.

Żyjemy w halocenie, w okresie interglacjalnym, między minionym a przyszłym okresem lodowcowym. Następna epoka lodowcowa nadejdzie. Nie wiemy, czy za pięćdziesiąt lar, za sto, pięćset, czy tysiąc lat, ale nadejdzie. Długość okresów lodowych to mniej więcej 120 do 160 tysięcy lat. Okresy międzylodowcowe, to około 12 – 15 do 16 tysięcy lat. Nasz halocen zaczął się około 12 tys. lat temu. Nie zostało nam dużo czasu. I nic na to nie możemy poradzić. Chyba, że opanujemy technologię kontrolowanej fuzji termojądrowej. Jak na dziś science – fiction. Co możemy? Możemy tylko opóźnić przyjście epoki globalnego zimna. Jak? Spalając jak najwięcej węgla! Naprawdę to jest dziwne. Nikt z tych naukowych mędrców nie powie, jaką będziemy mieć pogodę za miesiąc, dwa, ale ci sami ludzie, którzy wyrzekają się takich prognoz, wiedzą, jaka będzie temperatura, czyli pogoda za 20. 30 lat! Jeśli się mylę, to może ci wszechwiedzący naukowcy podaliby szczęśliwe liczby na najbliższe losowanie loterii? Nie chcę dużo: wystarczy podać sześć liczb z 49! Dla wszechwiedzących naukowców musi to być łatwizna. Inaczej to kłamstwo! Oszustwo szyte grubymi nićmi.

Zatem, to co głoszą, jako prawdę niepodważalna wyznawcy globalnego ocieplenia, to tylko jedna z wielu teorii, czy modeli klimatycznych. Modele klimatyczne mają to do siebie, że tam o wiele więcej nie wiemy, niż wiemy. Weźmy… Słońce. Żyjemy dzięki energii słonecznej. Słońce nie świeci jednakowo. Gwiazdy są kapryśne zmienne i nieprzewidywalne. Aktywność słoneczna zmienia się; znamy cykl 11-letni, ale jest wiele innych cykli. Prognozy „pogody” słonecznej obarczone się jeszcze większą niepewnością niż ziemskiej. Jeśli Słońce „wzbudzi się” zbyt silnie, będzie nam cieplej niżbyśmy się obawiali w najgorszych prognozach globalnego ocieplenia. Jeśli Słonce „ostygnie” za mocno, to epoko lodowcowa przyjdzie szybciej niż można by się było spodziewać. A na Słońce nie mamy chyba żadnego wpływu? Chyba, że globaliści przejdą do globalizacji w skali układu słonecznego. Czemu nie? Nie sky (niebo), lecz Sun is the limit (Słońce jest granicą)! Co tam Ziemia! Co tam Słonce! Kosmos nie powstrzyma naszej walki z globalnymi ociepleniem!!! Ale to raczej pieśń bardzo, ale to bardzo odległej przyszłości. Science – fiction znacznie mniej prawdopodobna niż kontrolowana fuzja termojądrowa!

 Przypomina mi się pewien obraz z filmów dokumentalnych, czy książek. Meksyk, czy południowe stany usa. Pustynie i półpustynie. Zawsze za mało deszczu. Lecz od kilku lat deszcz prawie nie pada. Zeszły rok – susza, poprzedni - tak samo. W tym roku nie spadła kropla deszczu. Uprawy wysychają. Grozi głód. Starszyzna indiańska nakazuje taniec. Ten taniec to modlitwa, to błaganie boga, czy bogów, o deszcz. Tańczą tylko mężczyźni, i to ci najbardziej szanowani w plemieniu: szamani, wodzowie, inni najważniejsi wojownicy ubrani w ceremonialne, odświętne stroje. W pióra, pióropusze, w skórzane kaftany. Robią to samo, co czynili ich ojcowie i dziadowie w czasie takiej katastrofy. Zaczynają rano, kończą o zmroku, cały dzień w palącym słońcu. Poruszają się w kręgu, przestępują z nogi na nogę i intonują, śpiewając modły w nieznanym dziwnym języku. Tańczą monotonie i jednostajnie śpiewają. Jedno i to samo. Modły o deszcz. Błagania o deszcz. Jeśli nie spadnie deszcz, to zginą oni i ich bliscy. Nic innego om nie zostało. Więc tańczą do utarty sił, do utarty tchu, modlą się, błagają o deszcz. Czasami bogowie są łaskawi i zsyłają deszcz. Czasem bogowie nie otwierają uszu na ludzkie błagania. Tańczący Indianie nie wiedza, jak będzie tym razem. Wierzą tylko, że jak będą tańczyć odpowiednio wytrwale, gdy zniosą wiele cierpienia, jeśli nie ustaną mino ostatniego wyczerpania, to bogowie zlitują się i wysłuchają ich modlitw. Ale to tylko nadzieja. Nadzieja tych, co modlą się o deszcz.

Tak było kiedyś. Dziś to marne przedstawienie na spalonym słońcem placu dla znudzonych turystów. Dookoła palcu stoją stragany z plastykowymi piórami, pióropuszami czy tomahawkami, tanie wyroby produkuj azjatyckiej. Na innych straganach sprzedają meksykańskie żarcie, jakieś burrito, tapas, czy cziapas, głośniki ryczą meksykańskimi melodiami. Dzień jak co dzień, i jak co dzień tubylcy tańczą swój taniec dla nielicznych turystów zmęczonych upałem. Kiepskie widowisko w pyle i upale. Kiedyś tragedia, dziś żenada. I dobrze, że nie trzeba modlić się o deszcz. Nie dajmy się oszukać. Zachowajmy zdrowy rozsadek. Nie dajmy się mamić rzekomo „naukowo niepodważalnym prawdom”. I cieszmy się, że ta modlitwa o deszcz to tylko oszustwo, a nie szczere błagania ludzi znad krawędzi śmierci głodowej.

 

  Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie tekstu tylko za zgodą autora.

5
Twoja ocena: Brak Średnia: 5 (5 głosów)

Komentarze

Dobrze, że Pan o tym pisze. Sam przygotowuję o COP26 swoją notkę. Trochę z innego, historycznego punktu widzenia, ale sprawa klimatu dla Polski jest równie ważna a może nawet ważniejsza niż kryzys na granicy. Podzielam Pana zdanie i wątki, które Pan poruszył. Tzw. Zielony Ład i europejska polityka klimatyczna jest dla Polski zabójcza. Musimy sobie zdawać z tego sprawę. I warto o tym pisać, dlatego dziękuję za podjęcie tematu. 

Pzdr

Vote up!
0
Vote down!
0

krzysztofjaw

#1635630

...poddać pod głosowanie wniosek następującej treści:

"My, zgromadzeni na tej konferencji, uznajemy, że temperatura wskazywana przez wszystkie termometry jest zawyżona o 1 stopień Celsjusza". Kto jest za?

W ten sposób i wilk byłby syty i pół owcy całe, bo przyznajemy, że jest ocieplenie (0,5 st.C), ale jednak ograniczone (do 0,5 st.C), czyli... sukces.

PS nadal uważam te dwa zdania wieńczące każdy pański tekst za niebywale śmieszne.

Vote up!
1
Vote down!
0

Krispin z Lamanczy

#1635763