Milczenie mordercy

Obrazek użytkownika Bielinski
Kultura

Nie będę pisał dziś ani o polityce, ani o politykach, ani tym bardziej o aborcji. Trwającą pandemię także pominę. Dziś zapraszam do kina i do lektury książki także. Obejrzałem ostatnio ponownie film: „Mechaniczna pomarańcza” (A Clockwork Orange), Stanleya Kubricka z 1971 roku. Głowno rolę gra Malcolm McDowell: niebieskie oczy, blond włosy, twarz anioła, duszą diabła. Film postał na podstawie powieści Anthony Burgessa. Kiedyś czytałem powieść, i moim zdaniem, to rzadki przypadek, gdy film, czyli adaptacja powieści, okazuje się lepszy od oryginału, chociaż powieści też nie jest zła, przynajmniej porównując ją do współczesnych masowych produkcji powieściowo-podobnych. Być może sprawiła  to genialna rola Malcolma MacDowella. Prawdę mówiąc nie sposób wyobrazić sobie innego aktora w tej roli, bohatera powieści i filmu Alexa DeLarge.

   Rzecz dzieje się w przyszłości, bo to film science - fiction. W mieście rządzą młodociane gangi, szefem jednego z nich jest bohater i narrator jednocześnie Alex DeLarge. Podczas jednego z napadów, wydany przez „braci”, wpada w ręce policji. Rządząca Anglią, partia, nie wymieniona z nazwy, ale pewnie socjalistyczna, czy nawet komunistyczna (?) planuje opróżnić więzienia z kryminalistów, aby zrobić miejsce dla więźniów politycznych. Partia, rząd chce zmienić zatwardziałych przestępców, morderców i gwałcicieli w „normalnych” ludzi posługując się w tym celu nauką, bo to jest film (powieści) z gatunku fantastyki naukowej. Pada na Aleksa, który staje się przedmiotem „naukowej” terapii, czy eksperymentu. Terapia się udaje i Aleks „wyleczony” ze złych skłonności odzyskuje wolność. Nie będę tu streszczał całego filmu. Powiem tylko, ze najciekawszy i najzabawniejszy jest początek, gdy Aleks morduje i gwałci, i wcale nie zaskakujący koniec. W amerykańskim filmie happy end być musi. W tej historii widać reminiscencje z roku 1984 Orwella okraszone mocną porcją anglosaskiej naiwności, połączonej ze zmysłem handlowym.

    Po co diaboliczna partia rządząca miałaby zmieniać kryminalistów drogą drogiego i ryzykownego eksperymentu naukowego, zakładając, że to jest możliwe, zamiast ich po prostu rozstrzelać? Co jest znacznie prostsze, tańsze i skuteczniejsze. Albo wykorzystać morderców, złodziei i gwałcicieli do mordowania i terroryzowania więźniów politycznych, jak czyniło sowieckie NKWD, na niezliczonych wyspach - obozach archipelagu Gułag. Podobnie władze niemieckie wykorzystały niemieckich kryminalistów, oraz dokooptowanych kryminalistów innych narodowości, którzy w obozach koncentracyjnych zabijali więcej więźniów niż esesmani. Mowa o zabójstwach ręcznych, w masowych mordach esesmani mieli fory, bo to oni wrzucali gaz i oni rozstrzeliwali. Lecz nie wymagajmy zbyt wiele realizmu od autorów powieści, czy filmów science – fiction, doskonale wykształconych absolwentów Oxbridge, czy Princeton, którzy o zbrodniach naprawdę złych ludzi, wiedzą tyle samo, co o upadku cesarstwa rzymskiego. I których celem nie jest zgłębianie prawdy, lecz napisanie bestselleru, czy nakręcenie kolejnego przeboju kasowego.

    Są i inne smaczki. Aleks, młody nieuczący się i niepracujący bandyta, mieszka z rodzicami w zwyczajnym mieszkaniu komunalnym, czyli w bloku, ale w przyszłości. Ściany ze szkła, i plastiku, a jego najcenniejszym przedmiotem Aleksa jest… magnetofon kasetowy, na którym puszcza IX symfonię Ludwika von Beethovena! Film powstał okrągłe pięćdziesiąt lat temu. Magnetofonu kasetowego nie widziałem od dwudziestu lat, jak nie więcej, a młodzi ludzie nie wiedzą dziś, co to jest takiego. Film trąci myszką; każdy film z gatunku science – fiction po latach trąci myszką. Ale „Mechaniczna pomarańcza” w sposób sympatyczny. Za bardzo się nie zestarzała. I ta fenomenalna rola Malcolma McDowella. On ratuje ten film ze wszystkich płycizn i raf scenariusza. Gra Alexa DeLarge, bohatera i narratora filmu i powieści. Takich ludzi określa się zwykle mianem psychopatów, w łagodniejsze wersji – socjopatów. Tylko, tak naprawdę, co to znaczy psychopata? Ten film, (i powieść) opisuje świat z punktu widzenia psychopaty. Czy próbuje to zrobić, bo Anthony Burgess to nie klasa Fiodora Dostojewskiego.

  Tyle powstało powieści, czy filmów, gdzie bohater, bohaterka jest ofiarą psychopatycznego mordercy. Obserwujemy jej, jego walkę o wolność, o życie. I końcowe zwycięstwo dobra, bo happy end być musi. Tu na odwrót, bohaterem, i narratorem, jest psychopata, co z radością i bez najmniejszych skrupułów rabuje, gwałci i morduje. Ofiary są dla niego niczym; przedmiotami, źródłem przyjemności, zabawy i zysku. Ciekawa odmiana, choć niektórych może… to razić. Zamknięty z bestiami większym i silniejszymi od niego, by z gwałciciela nie być tym, którego gwałcą (ładny chłopiec w więzieniu!) Aleks zostaje lizusem, wazeliniarzem i donosicielem władz więziennych. Zawsze myśli tylko o sobie, by jemu było jak najlepiej. Czy to właśnie nie jest istota psychopaty? Psychopata myśli tylko i wyłącznie o sobie; skrajny narcyzm, dba o to, by jemu było dobrze. Inni się nie liczą. Są tylko narzędziami w osiągnieciu przyjemności, celu głównego. Dla niego sumienie, czy skrupuły to pojęcia ze słownika.

   Owo odmienne spojrzenie z punktu widzenia sprawcy, a nie ofiary, to gówna zaleta tego filmu, i książki. Pomysł ciekawy, wykonacie mocno naiwne, naiwne i sentymentalne, jak to w hollywoodzkim filmie. Ale głównym celem tak książki, jak filmu było zarobienie jak największych pieniędzy. Film jest to nieśmiałym i zafałszowanym głoś mordercy. Powstaje inne pytanie: dlaczego zbrodniarze milczą? Było ich tak wielu w wieku XX-tym. Całe rzesze, pułki, dywizje, a nawet armie. Potrzeba milionów, by zamordować dziesiątki milionów. Niemcy w mundurach SS, Wermachtu i Luftwaffe, Rosjanie w mundurach NKWD, strażnicy, naczelnicy niezliczonych więzień, obozów. Niemcy mogą milczeć, bo przegrali wojnę, i musieli się\ ukrywać, nie za mocno i nie za długo, ale przynajmniej milczeć. Ale rosyjscy masowi mordercy wygrali wojnę. Nikt ich nie ścigał. A także milczą. Taki Wasilij Błochin (1895-1955), pierwszy kat Stalina, który własnoręcznie zastrzelił co najmniej 15 tysięcy ludzi; być może liczba jego ofiar sięga pięćdziesięciu tysięcy. W tym polscy oficerowie z obozu w Ostaszkowie, których Błochin własnoręcznie zabijał w kwietniu 1940 roku piwnicach budynku NKWD w Twerze. Po śmierci Stalina Błochin został zdegradowany, stoczył się, rozpił, i zastrzelił się. Jedyny skutek pracy kata? Wyrzutów sumienia to raczej nie miał. Błochin sam został swoja ostatnią ofiarą. Myślę, że zastrzelił się fachowo. Albo Rudolf Höss (1900- 1947), twórca i długoletni komendant obozu Auschwitz – Birkenau. W polskim więzieniu napisał swoją własną autobiografię. Pełna opisów kłopotów z aprowizacją, z dyscypliną, kłopotów organizacyjnych, nieustającego nacisku przełożonych w Berlinie, by gazować więcej, by produkować więcej, itp. Poza wszystkim kompleks obozów KL Auschwitz – Birkenau to był wielki koncern przemysłowo – wojskowy. O zagładzie, o gazowaniu ludzi Höss pisze wyjątkowa wstrzemięźliwie, ot, pojedyncze wzmianki. Jakby nie było o czym się rozwodzić. 

   Albo Żydzi. Szczególnie interesujący przypadek. Żydzi byli i ofiarami, i mordercami. Żydzi jako ofiary Holocaustu - tu pełno wspomnień, pamiętników, opracowań. Całe biblioteki. Żydzi – mordercy milczą. Wielu, nie, mnóstwa żydowskich morderców było w NKWD i w polskojęzycznym klonie NKWD – w Urzędzie Bezpieczeństwa Publicznego. W Sowietach przykładem Gienrich Jagoda (1891-1937) i jego następca Mikołaj Jeżow (1895-1940) zwany „krwawym karłem” dowodzący organami bezpieczeństwa w okresie największego masowego terroru i odpowiadający za śmierć wielu milionów ludzi. W Polsce ludowej przykładem Jakub Berman (1901 - 1984). W latach 1945-1953 z nadania Moskwy, Berman bezpośrednio nadzorował i odpowiadał za bezpieczeństwo, to jest za aresztowania, tortury, wywózkę na Sybir i egzekucje dziesiątek tysięcy polski oficerów i żołnierzy. Pewien amerykański historyk, który nim rozmawiał w latach 80-tych, unosił się na inteligencją i wysoką kultura tego żydowskiego mordercy. Jakub Berman z pewnością był bardzo inteligentny, ale także nie napisał zadanych wspomnień o torturowaniu i mordowaniu ludzi.

   Potrzeba utrwalania, opisywania ekstremalnych przeżyć to cecha ludzkiej natury. W piwnicy UB, czy NKWD, nad dołem śmierci, czy w komorze gazowej spotykali się kaci i ofiary. I obie strony doznawały ekstremalnych doznań. Ofiary umierały, i nie było ich, a kaci zostawali i żyli dalej, więc to ich, to morderców przeżycia należy uznać za bardziej niezwykłe. Wszyscy musimy umrzeć, a mało kto zostaje masowym mordercą. Żydzi to znamienny przykład. Żydzi ofiary, opisując swe cierpienia, gęba im się nie zamyka. Żydzi – mordercy milczą jak zaklęci. Czemu? Czemu mordercy, czemu zbrodniarze milczą? Żadnych wspomnień, wyjaśnień, usprawiedliwień. Bicia się w piersi, czy nawet brak plucia na ofiary. Nic. Cicho sza. Milczenie. Brak nawet usprawiedliwień obraźliwych dla ofiar. Niemcy zabijali dla rasy, Sowieci, Rosjanie i Żydzi zabijali wrogów klasowych. Zabijali, bo ich nienawidzili. Ale brak nawet takich głosów. Czy to nie dziwne? Zresztą schwytani seryjni mordercy mający mnóstwo czasu w więzieniach także nie snują krwawych wspomnień.

   A może milczą, bo nie ma w tym nic specjalnie ekscytującego? Podczas procesu w Jerozolimie Adolf Eichmann złożył obszerne zeznania godne księgowego. Buchaltera zbrodni. Eichmann liczył, koordynował i wydawał rozkazy: do Auschwitz wysłać trzy składy, trzy pociągi z Żydami, do Treblinki dwa składy, i tak dalej. Liczył, ilu Żydów zagazowano, ilu jest do zagazowania, ilu można zagazować w dzień, tydzień, miesiąc. I kombinował skąd zdobyć wagony kolejowe i parowozy, w czasie wojny cenne jak złoto, by machina zagłady pracowała bez przerwy. Hannah Arendt, żydowską badaczkę, nudne zeznania Adolfa Eichmanna skłoniły do głośnego stwierdzenia… o banalności zła. Eichmanna, nudnego księgowego zbrodni, powieszono. Esesmani na rampie w KL Auschwitz także się nudzili. Co dzień to samo; co dzień nowe transportu i selekcja, jedni na lewo, inni naprawo. Jedni do życia, większość do gazu. Dokonujący selekcji do gazu esesmani byli to ludzie wykszatłceni; kulturalni Niemcy, doktorzy nauk medycznych. W prywatnych rozmowach esesmani nazywali to Anus Mundi – odbyt świata. Ten medyczny, naukowy język. Nikt się nie chwali, że pracuje w odbycie, w brudzie i kloace, prawda? Ktoś musi wykonywać to brudne zajęcie, ale nie ma się czym puszyć i chełpić.

   Weźmy rzeźnie, gdzie się zabija zwierzęta i rozbiera mięso. Większość pracowników rzeźni pracuje przy rozbiorze mięsa, ale nieliczni biją krowy, świnie… I też się nikt nie chwali, że dziś zabił sto krów dwieście świń, czy owiec. Obozy śmierci, sowieckie łagry, piwnice czy doły śmierci to były ludzkie rzeźnie, gdzie ludzie byli zarazem katami i ofiarami. Krew, rozbryzgany mózg, zapach strachu i krwi, wymieszany z odorem potu, kału i moczu, wrzaski i krzyki mordowanych, błagania o litość… Rzeźnia to rzeźnia, nie ma o czym mówić.

   Za daleko odszedłem od hollywoodzkiego filmu na podstawie głośnej książki pewnego angielskiego dżentelmena. Wróćmy zatem do filmu, „Mechaniczna pomarańcza”  który właśnie obchodzi okrągłe, pięćdziesiąte urodziny. Fikcja lepsza jest od prawdy. W filmie jest łatwiej, ładniej i przyjemniej. Jeśli ktoś chce sięgać głębiej, może poczytać „Idiotę”, „Braci Karamzow”, czy „Zbrodnię i karą” Dostojewskiego. Jeśli nie, niech zajrzy do historii głupkowatego, ale cwanego i w sumie uroczego, psychopaty o imieniu Alex, któremu w życiu wszystko się udaje. Zamiast się zastanawiać i analizować, lepiej uznać, że milczenie morderców jest lepsze niż to, co mają do powiedzenia. Zbrodniarze milczą? I dobrze. Niech mordercy, zbrodniarze milczą dalej. Nie mają nic ciekawego do powiedzenia.

 

  Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie tekstu tylko za zgodą autora.

Ocena wpisu: 
Twoja ocena: Brak Średnio: 4.2 (głosów:10)

Komentarze

A jednak o wirusie...tylko duchowym.

Tego typu treści to istne pranie mózgów, które deprawuje umysły i moralność.

Autor pisze, że potrzeba utrwalania, opisywania ekstremalnych przeżyć to cecha ludzkiej natury.
Na pewno nie zdrowej, normalnej natury.
Zapytam więc w jakim celu natura miałaby to robić?
Jakie dobro mogłoby z tego wyniknąć?

Dokonujący selekcji do gazu esesmani byli to ludzie wykszatłceni; kulturalni Niemcy, doktorzy nauk medycznych.
To przykład nauki bez moralności. Z podobną nauką mamy do czynienia dziś

Oglądanie takich filmów jest szalenie niebezpieczne dla psychiki człowieka...ale sensu oglądania i kręcenia takich filmów nie mogę się dopatrzeć.
To nie tylko strata czasu.

Najstabilniejszy organizm ludzki może się załamać.

https://www.youtube.com/watch?v=Q1U42-Gu7Mg

Podoba mi się!
4
Nie podoba mi się!
-1

Verita

#1662349

Co nie umniejsza wartości tego tekstu.

Podoba mi się!
2
Nie podoba mi się!
0

Krispin z Lamanczy
Aby czynić dobro, trzeba umieć rozróżniać między dobrem a złem.
Każdy uczy się na błędach. Nie musisz się uczyć na swoich!

#1662365

Jak Niemcy chcieli żydów wysłać do Stanów Zjednoczonych za kasę,to kto się nie chciał na to zgodzić?
Kto nie chciał dać na to pieniędzy?
Amerykańscy żydzi.Najbogatsi ludzie na świecie.Zamordowali bezczynnością swoich ziomków.Dla nich żyd z Europy był biedakiem.

Żaden interes.

Podoba mi się!
5
Nie podoba mi się!
0
#1662354