Jak żyć?

Obrazek użytkownika Bielinski
Kultura

Niedługo kolejne wybory, a teraźniejsza kampania wyborcza jest tak nudna, i tak przewidywalna, że nie warto o niej wspominać. Karty zostały rozdane. O ile nic niespodziewanego się nie zdarzy, to wyniki są znane przed głosowaniem. Czym tu się pasjonować? Wybory to święto demokracji. Podobno. Jeżeli to jest święto, to jaki jest dzień powszechny demokracji? Święto świętem, niech będzie, lecz „zwyczajny” dzień, i „zwyczajne” sprawy są ważniejsze. Piszę w cudzysłowem, bowiem każdy tak zwany „zwyczajny” dzień jest w istocie nadzwyczajny i wyjątkowy, a „zwyczajne” sprawy są ważniejsze niźli zwycięstwa, lub klęski królów, czy innych, wielkich i możnych tego świata. O czym innym chcę napisać. O ważnej sprawie. O szukaniu odpowiedzi na proste pytanie: jak żyć?

    Jak żyć? Jak żyć? Po co się pytać o coś, co wszyscy wiedzą! Wszyscy razem, i każdy z osobna jakoś żyją, lepiej lub gorzej, ale jakoś sobie radzą, więc po co o tym gadać? Kilka lat temu z cała ostrością to pytanie postawił ówczesnemu premierowi pewien ogrodnik i to publicznie, w telewizji. Nie pamiętam, czy paliwo podrożało, czy ceny papryki, pomidorów, czy ogórków w skupie spadły, dość, że owo egzystencjalne pytanie padło z cała ostrością. Jak żyć? Panie premierze? Jak żyć? Właśnie, jak żyć? Czy to nie jest ważniejsze pytanie, niż to o wynik tych wyborów i przyszłych, i w ogóle wszystkich możliwych wyborów, jakie by nie były?

    Oczywiście, że temu chłopu nie chodziło tu o filozoficzne, lub teologiczne zagadnienie. Ogrodnik, jak pamiętam duży chłop z wielkim brzuchem, miał żal, bo dochody mu się zmniejszyły. Jak związać koniec z końcem gdy kasy brakuje? Problem, który dotyczy niemal wszystkich, zwłaszcza pod koniec miesiąca. Śmieszne, że pytał o to ten chłopo - ogrodnik, co ma z kilka hektarów pod szkłem, lub folią, a dochody liczy w milionach. Za komuny nazywano ich badylarzami i byli przedmiotem powszechniej zazdrości i/lub zawiści. Paliwo podrożało, nawozy poszły w górę, ceny w skupie spadły, była susza, czy za dużo padało, lub pogoda była świetna… Albo kęska urodzaju, albo nieurodzaju – chłopu zawsze strata w oczy wieje. I zawsze znajdzie się powód by o pomoc wołać donośnie i żałośliwie. Stąd to pytanie: jak żyć, panie premierze? Nie pytanie, lecz prośba, wręcz żądanie: sypnij pan kasy, panie premierze, bo my tu marniejem i ze wszystkim giniem… Nędza ostatnia nastała, głód, poniewierka… Co prawda strata ze dwadzieścia, trzydzieści kilo ciała temu badylarzowi wyszłoby na zdrowie, ale co innego jak się człowieka sam głodzi a nie, gdy nie ma co do garnka włożyć. Z drugiej strony, jak się ma hektary pod szkłem to zawsze jaka marchewka, pietruszka, lub pomidor, czy papryka się znajdzie, garnek zapełni i głód nie grozi. Ale jak długo chłop wyżyje na papryce samej i marchewce? Nie czasy to króla Ćwieczka ale XXI wiek. Więc, jak żyć? Jak żyć? 

    Właśnie, jak żyć? Kiedyś pytano: mieć, czy być? Za komuny nie było niczego, więc ludzie zastanawiali się nad takimi głupimi problemami. Jak niczego nie można kupić; gdy nie można mieć, to warto chociaż być. Dzisiaj wiadomo, to wiedza powszechna, że trzeba mieć. Mieć. Mieć. Im więcej mieć, tym lepiej. Warszafski nowy mieszkaniec, co żre sushi i chleje proseco, czuje się niekończenie lepszy od chłopa z pobliskiej mazowieckiej wsi, co zajada golonkę z kapustą i chleje wódkę czystą a zimną zakąszana ogórkiem kiszonym. Dlaczego? Bowiem jego rachunki za żarcie są o wiele wyższe, i wielką częścią radości, jaką sprawia mu owe sushi i proseco to świadomość, że tak wielu innych na takie delicje nie stać. Dobrze mieć za co kupić. Dobrze mieć, co sprzedać.

    W świecie trzeba umieć dobrze się sprzedać. Swoja pracę, swoje talenty, umiejętności, swoja osobę, ciało… Sprzedawanie się kojarzy się ze zdradą, polityką, szantażem, brudnymi sprawami. Sprzedaż ciała kojarzy się z prostytucją, chociaż to o wiele szersze zjawisko. Aczkolwiek, nie darmo prostytucja to najstarszy zawód świata. Panie, te nasze miłe, piękne i dobre panie dobrze wiedzą, jak ważne jest dobrze się sprzedać. Znaleźć i sprzedać się odpowiedniemu nabywcy. Dlatego tak zaciekle rywalizują o najlepszych facetów, i jeszcze po udanym połowie wmawiają tym, co wpadli w pułapkę, że to oni je uwiedli. Że niby one, takie niewinne, są tylko ofiarami męskiej chuci. Czego szukają? Uroda jest ważna, lecz panie wiedząc, jak łatwo o spermę i że ładny talerz jeść nie daje, szukają czegoś więcej. Ważniejsze są pieniądze, stosunki, szanse na przyszłość.… Szanse na to, że z tym osobnikiem da się zbudować dostanie, syte gniazdko, wymarzone miejsce dla niej i JEJ dzieci.

    Ostatnio czytałem o rozwodzie najbogatszego (?) człowieka na świecie. Jeśli nie najbogatszego, to na pewno w piątce najbogatszych. Amerykanin, właściciel i prezes imperium internetowego po dwudziestu latach rozwiódł się z żoną. Czy to ona z nim się rozwiodła? Mniejsza. Po rozwodzie była żona zgarnęła ponad 1/3 majątku, bagatela z 18 miliardów dolarów, zostając bezapelacyjnie najbogatszą kobietą na świecie. Tyle że ten majątek wypracował jej mąż, który od zera stworzył i rozwijał przez te lata swoje przedsiębiorstwo, dziś imperium internetowe. Facet pracował po 12, 14 godzin dziennie; ciągłe w rozjazdach, w stresie, w domu był gościem, a ona… to spa, to zakupy, to obrady z architektem wnętrz, to zakupy, to znów spa, to architekt od ogrodów, to impreza charytatywna, czy relaks na prywatnych, pływających pałacach, czy w najlepszych i najdroższych ośrodkach, które innym nawet się nie śnią. No i seks, sporadycznie, czasem, jak mąż wpadnie, miedzy wyjazdem do Hong Kongu a posiedzeniem Rady Nadzorczej. Wychodzi około miliard za jeden rok współżycia. Gdyby ten prezes co noc urządzał orgie z gromadą najlepszych i najdroższych prostytutek, zapłaciłby z tysiąc zarazy mniej za ich usługi, a satysfakcja byłaby gwarantowana. Ale związek, małżeństwo to nie tylko seks. Prawda. Mężczyźni chcą seksu i czegoś jeszcze, kobiety chcą czegoś i ewentualnie seksu, tyle że to coś kobiet i mężczyzn to często nie to samo coś. Albo inaczej: kobiety i koty zawsze spadają na cztery łapy. Mam nadzieję, że ta najbogatsza dama spotka kogoś, kogo pokocha i poślubi. Że wreszcie spotka prawdziwa miłość, nawet miłość do pieniędzy. Czy trafi kosa na kamień…? Ba, ale ta miliardowa dama na to za sprytna. Ciupcianie miłe, czemu by nie? Ale ślub, bez intercyzy!? Mowy nie ma.

    Nie tylko kobiety się sprzedają. Wszyscy się sprzedajemy, w mniejszym, czy większym stopniu. Każdy, kto pracuje i zarabia też się sprzedaje, bo sprzedaje swoją pracę. Jeśli skupimy się na świecie zewnętrznym, na sukcesie, majątku, karierze, tak być musi. W świecie wszystko ma swoją cenę, swoja wartość, wymierną, wartość mierzoną w liczbie monet. W cenie. Każdy sprzedaje siebie, ale każdy za inna cenę.

    Współcześnie niewolnictwo, handel niewolnikami jest najsurowiej potępiany i zabraniany. Ale sprzedawanie siebie, przeciwnie, to powód do chluby. Tym więcej chwały, im wyższa cena. Przykładem trampkarze. Przechodzi taki piłkarz z klubu do klubu a media zachwycają się, jaką cenę osiągnął i ile milionów ze niego zapłacono. Gdyby trampkarza sprzedano na targu, jak niewolnika, wyliby z oburzenia. A tu licytują się: kogo sprzedano drożej, kto jest wart, a kto nie jest wart swej ceny. Weźmy taki Mordor, skupisko biurowców, siedzib rozmaitych firm w stolicy. Pracuje tam mnóstwo ludzi, młodych, wykształconych, którzy zawzięcie rywalizują w siedzibach firm, czy korporacji. Dużo pracują, dobrze zarabiają i co? Są niezadowoleni. Wspólna część wszystkich. Każdy chce więcej, każdy uważa, że zasługuje na więcej, że jest więcej wart. Sprzedają się i uważają, że powinni dostać więcej. Że to im należy się ekstra premia, awans, atrakcyjny wyjazd służbowy. I zrobiliby wszystko by awansować, by więcej zarabiać. Im więcej mają, tym są bardziej niezadowoleni. Dla kariery potrafią zrobić wszystko, czy prawie wszystko, tylko niektórzy znają ograniczenia, czy wahania. Zapominając o swojej godności, gonią za powadzeniem. Lub wymienią godność na pieniądze, małe czy duże, zależnie od stanowiska. Biegają do pracy i narzekają, podkładają kolegom świnię i też narzekają, że się uda, lub się nie udała intryga. Wyrzekają na swój los i swoja prace, a daliby się porąbać, aby jej nie stracić.

    Rynek decyduje. Jest ten, co sprzedaje, i ten co kupuje. Rynek ustala cenę. Panienka, która sprzedaje swoje ciało także wycenia swe usługi według cen rynkowych. Jak sprzeda się za nisko, będzie ją bolała strata, jak za drogo zabraknie klientów. W tym najważniejszy problem rynku – problem właściwej wyceny, czy to złota, czy platyny, ropy naftowej czy ludzi. Ten, co się sprzedaje także musi się wycenić według innych. Kupujący chce płacić jak najmniej, sprzedający chcą otrzymać jak najwięcej, ale to rynek ustala cenę sprawiedliwą. Odczucie niesprawiedliwego potraktowania, za niskiej wyceny są bardzo częste i są subiektywne. Mamy prawo do samookłamywania. Jeśli ci się nie podoba, to przecież zawsze możesz się zwolnić. Zmienić prace. Jeśli się jej trzymasz, to widać dostajesz tyle, na ile jesteś wart. Więc nie narzekaj.

    Zatem co z odwiecznym pytaniem: jak żyć? Z czego żyć? Za co? Przecież wszyscy musimy pracować, zarabiać na życie, z czegoś żyć, płacić rachunki. Ale dla niektórych to najważniejsze; jedyne, co się liczy. Odpowiedź jest prosta. Jeśli dla ciebie najważniejsze jest to, co widać na zewnątrz, co wycenia się w pieniądzu… Jeśli już musisz się sprzedawać, to sprzedawaj się jak najdrożej. Ale z głową. Nie przesadzaj z własną wyceną, bo inni ciebie przelicytują i zostaniesz na lodzie. Jak trzydziestokilkuletnia singielka, co tak zawzięcie szukała idealnego partnera godnego jej wymagań i jej ciała, że został jej kot i wibrator w szufladzie nocnej szafki. Zatem nie przesadzaj, ani w górę, ani w dół. Najczęściej nie jesteś tyle wart, ile ci się zdaje, ale też nie zaniżaj ceny, bo będziesz gorzko żałował. Za mało za siebie dostać to wręcz jest poniżej godności współczesnego człowieka i obywatela. Bywają ludzie, co mało chcą i tyleż samo dostają. Czy też dostają tyle, ile są warci? Nie przesadzaj ze skromnością. Twoje życie też jest coś warte. Jeśli nie możesz być lepszy, to nie bądź i gorszy od innych. Mało kto ma szczęście sprzedać się tak korzystnie jak owa dama, eks-żona miliardera, obecnie też miliarderka. Ale nie jesteśmy przecież bez szans i my mamy prawo do szczęścia. A gdy uważasz, że za mało za ciebie dają, możesz znowu spróbować się sprzedać korzystniej. Wolna droga. Jeszcze jedno. Przestań już narzekać. Że musisz, że świat jest okrutny i zły, że źle ciebie traktują, że… Nic nie musisz. Chcesz. Wiec nie narzekaj. Każdy sam odpowiada za siebie i za swoje świństwa również. No, ale nie ma dziś świństw, liczą się tylko pieniądze, względnie kariera. Jesteśmy tym, czego pragniemy.

   Kto najbardziej pragnie majątku, w końcu go zdobędzie, takim czy innym sposobem. W czasach, gdy nie ma wielkich nieszczęść ma przynajmniej szansę. Sprzedawaj siebie, kupuj lub sprzedawaj drugich. Twój wybór. Twoje życie. Powodzenia. Idź sobie swoją drogą, droga kariery, sukcesu, bogactwa, czy co tam się dla ciebie liczy. Tylko przestań się usprawiedliwiać, nie narzekaj, nie nudź, nie kłam. Poza tym… rób, co chcesz.

 

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie tekstu tylko za zgodą autora.

Ocena wpisu: 
3
Twoja ocena: Brak Średnio: 2.7 (głosów:6)