Inżynierowie chmur

Obrazek użytkownika Bielinski
Idee

I tak mamy nowy rok. Kolejny nowy rok. Każdy sobie policzy, który to nowy rok, ale tylko nieliczni wiedzą, ile ich jeszcze będzie. Ci, którzy wiedzą, ile im jeszcze czasu zostało do rachunków nie potrzebują wiele, zazwyczaj wystarczy im jeden palec, góra dwa. Nietrudna to matematyka. Nowy rok wiele ma twarzy, nie tylko te radosne, pełne nadziei na przyszłość. Optymizmu, otuchy. Tak częste, wszechobecne w telewizjach wszelakich, gdzie widzimy tylko zdrowych, szczęśliwych, pełnych nadziej na przyszłość młodych i pięknych ludzi. Zupełnie jakby nie było na świecie zła i nieszczęścia, chorób i śmierci, oraz tych innych: mniej szczęśliwych, nie całkiem zdrowych albo i zupełnie chorych, nie tak ładnych, albo i brzydkich, nie pełnych nadziej, lecz rozpaczy, czy goryczy. Samotnych i opuszczonych, gorzej niż bezpańskie psy. Ale takich nie zapraszają do telewizji na imprezy sylwestrowe, czy noworoczne. Wszyscy chcemy wierzyć, mieć nadzieję, że będzie lepiej. Nowy rok jest pretekstem. Nowa nadzieją. Słusznie w telewizjach nie pokazują ludzi starych, chorych, brzydkich, czy nieszczęśliwych. Bo i po co? Kto by ich oglądał? Kto by słuchał ich opowieści?

    Jest za to nowe słowo: antropocen. Usilnie lansowane przez postępowych naukowców. Antropocen, czyli era człowieka. Niektórzy naukowcy, ci modni, ci na topie, uznali, iż człowiek stał się tak potężny, iż zaczął wywierać dominujący wpływ na Ziemię, na planetę o nazwie Ziemia. I tak powstał pomysł nowej epoki geologicznej o nazwie antropocen. Kiedyś była Jura, czy Kreda, kiedy to żyły i panowały na Ziemi dinozaury, dziś mamy panowanie człowieka, czyli antropocen. Do tej pory zdawało się, że żyjemy w holocenie, który zaczął się z końcem ostatniego zlodowacenia, około 12 tyś. lat temu. W skali geologicznej to całkiem niedawno. Ciekawe, że wraz z ustąpieniem lodów zaczęła się rewolucja agrarna – najważniejsza z rewolucji – ludzie zaczęli uprawiać ziemię, pojawiło się rolnictwo, udomowienie i hodowla zwierząt. Wkrótce powstały pierwsze stałe osady, potem miasta. Zaczęła się ludzka cywilizacja. W tym sensie holocen jest antropocenem, erą człowieka. Ale nie. Musi być mocniej. Dobitniej. Z większą pychą. Bardziej modnie i nowocześniej. I tu pojawia się pomysł, że mamy antropocen. Że człowiek stał się dominującym czynnikiem na Ziemi, kształtującym powierzchnie lądów, morza i klimat. Dziś dla wielu dogmat, nie do podważenia. Jedyny dylemat: kiedy to się stało? Czy w drugiej połowie XX wieku, czy na początku XXI? Człowiek stał się tak potężny, iż jest dominującym, ba, jedynym czynnikiem kształtującym Ziemie i jej klimat. Inne czynniki są nieważne, ważny jest tylko człowiek, jego gospodarka, przemysł, te kominy emitujące dwutlenek węgla.

    Może to nieważne: holocen, czy antropocen? Jak zwał, tak zwał! Nieprawda. Ta różnica w nazewnictwie ma daleko idące konsekwencje. Nie jest to czysto akademicka dyskusja geologów znudzonych rozłupywaniem skał i zaczadzonych oparami kwasów. Bowiem skoro jesteśmy jedyną, czy dominującą siłą na Ziemi to odpowiadamy za jej przyszłość: za lasy Amazonii, czy pożary buszu w Australii, za kaszaloty, hieny, lwy i niedźwiedzie polarne, za mrówki i skorpiony, i wszystkie wymierające gatunki zwierząt. Odpowiadamy wreszcie za klimat. Za naszą przyszłość. Naszą, ludzi i całej biosfery. Bowiem jesteśmy częścią, jako to nazywają, biosfery. Taką samą częścią, jak wirusy. W niczym nie lepszą, ani nie ważniejszą, poza tym drobiazgiem, że możemy w swojej głupocie zatruć Ziemię, zniszczyć klimat i spowodować wymieranie wielu gatunków zwierząt znacznie bardziej wartościowych od gatunku małp, zwanych homo sapiens.

    Słowa mają znaczenie. Nazwy mają ciężar. I dalsze konsekwencje. Kiedyś ktoś wymyślił, że chłopi są wrogami postępu, nowoczesności, przeszkodą w tworzeniu nowego, lepszego człowieka. No i tępiono chłopów jak wszy, czy inne pasożyty. Ktoś inny wymyślił, że są narody lepsze, narody panów, i narody gorsze, niewolników. I tych gorszych wolno, ba trzeba się pozbyć, wszelkimi sposobami. Oczywiście dla dobra wyższego, tych lepszych, dla dobra i postępu ludzkości. Tutaj mamy ideę, że jesteśmy wyłącznymi panami świata. Może nie wszechświata, ale naszego świata, naszej starej Ziemi. My i tylko my za nią odspowiadamy, od tylko zależy jej przyszłość. Stąd owa zmasowana akcja klimatyczna, histeria klimatyczna.

    Lubię patrzeć w telewizji na ekologów, i ekolożki, forma żeńska. Zwłaszcza ekolożki: młode, zdrowe dziwy. Świetnie i modnie ubrane, staranny makijaż, włosy idealnie ułożone, kobiety atrakcyjne, wykształcone. Pewne siebie. Wykształcenie to prawo, lub coś z ekonomii, lub socjologia, czy inna humanistyka. Z daleka w szkole omijały chemię, fizykę, czy biologię, ale z wielka pewnością siebie głoszą swoje androny jako prawdy NAUKOWE. Co znaczy niepodważalne, z którymi nie da się dyskutować, ani im zaprzeczać. Co prawda wielu jeszcze pamięta ustrój rzekomo naukowy i to, jak zgnił i się zapadł w sobie. Ale te osoby nie muszą o tym pamiętać. Są też panowie ekologowie, zazwyczaj zarośnięciu, ze starannie przystrzyżonymi wąsami i brodami, w za dużych ale kosztownych swetrach. Ich wygląd ma świadczyć o ich niezależności, ich nonkonformizmie, że walczą z systemem. Panowie i panie ekolodzy maja twarzą czyste, jasne i nieskażone myślą. Bo myślenie oznacza wątpliwości, rozważanie za i przeciw, wahanie się, namysł. A o czym tu myśleć, gdy z góry wiadomo, co jest. Jak jest. Znamy prawdę i to naukową prawdę? Myślenie tylko przeszkadza, szkodzi, jest podszeptem wrogów.

Kiedyś mieliśmy nowe, lepszy ustrój ustanowiony na naukowych podstawach. Mieliśmy inżynierów dusz.

W świętej powadze, ciszy i skupieniu

Okiem natchnionym błyskając spod powiek

Przy wspólnym stole, ramię przy ramieniu

Zasiedli słynni dusz inżynierowie

By w aktualnym na duszę projekcie

Niektóre cechy przepatrzeć zawczasu

Przewentylować i podać korekcie

Której wymaga tak zwany duch czasu

   Śpiewał kiedyś Wojciech Młynarski. Byli inżynierowie dusz, i inżynierowie ciał. Bowiem jeśli ktoś się uparł przy swoich wstecznych i szkodliwych poglądach trzeba było mu co nieco przebudować ciało, to zadanie inżynierów ciał, np. kulą kaliber 9 mm zrobić dodatkowy otwór, mocnym kijem przebudować mu czaszkę. Lub kazać mu rąbać lud na Jeniseju. Dziś duch czasu, który trwa niezmieniony, wymaga nowych inżynierów, inżynierów chmur. Twórców klimatu, Tępicieli smogu. Bezlitosnych pogromców dwutlenku węgła, metanu i innych gazów cieplarnianych. Tak trzeba. Nastał przecież antropocen – era człowieka. Jeśli nie powstrzymamy katastrofy, zginiemy marnie. Padną lasy Amazonii, pustynia nastanie zamiast lasów deszczowych, zdechną ostatnie orangutany, po pszczołach zostanie li-tylko wspomnienie. Największym wrogiem dymiące kominy. Największa zbrodnią palenie węgla, drzewa, ropy, czy nawet gazu. Ah, ty głupi człowieku, co paląc w kominku nie wiesz, że przez ten ogień niszczysz bezpowrotnie przyrodę!? Rozbudzasz efekt cieplarniany! Mordujesz przyszłość nie swoją, lecz dzieci swoich i wnuków!

    Kiedyś byli hipisi, i hasło: sex, drugs and rock’n’roll. To znaczy tamci, na zachodzie mieli frajdę, a my mieliśmy komunę. U nas żelazną ręką rządzili niegdysiejsi „idealiści”, czyli zdeprawowani i zakłamani zdrajcy i zbrodniarze, my mieliśmy rządy pseudo- „idealistów” w rzeczywistości, zaś tam, na zachodzie młodzi ludzie uciekali od rzeczywistości w rzekomy „idealizm”, czyli sex, narkotyki i psychodeliczną muzykę. Potem było New Age, Era Wodnika. Nie wiadomo co to znaczy, ale Nowa Era, Wodnika w zasadzie sprowadzała się do seksu i narkotyków, tylko muzyka była inna, jakieś hinduskie drumle, czy inne indyjskie rzępolełki, ogólnie mniej muzyki i znacznie gorszej jakości. Dziś mamy wszech panujący ekologizm i erę człowieka – antropocen. Ciekawe, jak ci fanatycy lubią naukowo brzmiące terminy. Pod naukowymi, obcymi terminami najlepiej ukryć swój fanatyzm i pustkę umysłową. No i te… dobre chęci. Jak zawsze dobre chęci. Komuniści budowali ustrój „powszechnej szczęśliwości” oparty na „naukowych” podstawach

    Dziś dobre chęci rozszerzyły się nie tylko na wszystkich ludzi, ale na wszelkie żywe stworzenia, duże i małe. Wszechogarniająca harmonia ma zapanować na Ziemi. Jak na obrazkach świadków Jehowy. Słodka sarenka przytuli się do lwa, myszka wyczyści łuski węża, wilki staną na straży jagniąt, itp. A obok zwierząt nowi, szczęśliwi ludzie: on i ona i ich dziatki. On wysoki, szczupły, piękny mężczyzna o klasycznych rysach twarzy; ona – także wysoka i szczupła, duży biust, rozłożyste biodra, figura klepsydry, włosy kręcone w loki, wygląd gwiazdy filmowej z plakatów do hollywoodzkich filmów z lat pięćdziesiątych… Ich dzieci, zazwyczaj dwójka: chłopiec i dziewczynka równie piękni i zdrowi jak ich rodzice. Idealni przedstawiciele najwyższej klasy najwyższej kasty WASP (White, Anglo-Saxon, Protestant) biali, anglo-saksoni wyznania protestanckiego. Dziś do tego obrazku dołączono by jakiegoś Murzyna, czy Mulata dla równowagi. Mamy w końcu tolerancję i akcje afirmacyjną. Jedyna zmiana.  

   Szczęśliwe, długie życie zdrowych, pięknych i szczęśliwych ludzi. Aby takie było, potrzebne jest zdrowe środowisko. Nie można zdrowo, ani długo żyć w zatrutym środowisku, gdzie np. obok kopcą kominy. Tak naprawdę u podstaw ekologizmu stoi egoizm klas wyższych. Tego, by oni żyli jak najdłużej i żarli jak najwięcej jak najlepszej jakości produktów. Podobnie jest u nas. My też mamy elyty. Weźmy te narzekania na kopciuchy, czyli piece węglowe. Ludzie kiedyś kupili te piece, całkowicie legalnie, w sklepie za własne, ciężko zapracowanie pieniądze, zainstalowali, palą w nich i mają ciepło. Ale piece są już stare, na węgiel no i kopcą. Muszą kopcić. Ludzie nie stać ich na nowoczesne, ekologiczne piece. Żyją z renty, czy emerytury, z której większość idzie na leki. Dobrze wiedza, że np. piece gazowe, praktycznie bezobsługowe, są o wiele wygodniejsze zwłaszcza dla ludzi starych i schorowanych. W piecu węglowym trzeba rozpalać ogień, nosić węgiel, czy drzewo, podtrzymywać ogień, by nie zgasł, pilnować… W nowoczesnym, gazowym wystarczy przekręcić pokrętło. Ale w ich wsi nie ma gazu. A nawet gdyby był, tych ludzi nie stać na płacenie rachunków za gaz. Stać ich na palenie w piecu byle czym. Wrzucają więc do pieca co się da spalić, by mieć ciepło, by żyć. Kopcące kominy zatruwają jednak ich bogatych, lepszych sąsiadów. Trzeba zlikwidować te źródła smogu i spalin. Inni bezmyślnie palą w swoich kominkach. „Ludzie na ogół nie wiedzą, że kominek w domu oznacza trucie w pierwszej kolejności siebie i swojej rodziny… Przyzwyczajenie do auta w Polsce jest olbrzymie… Tych samochodów musi zacząć ubywać” – pisze dziennikarz gazety postępowej. Słusznie, najpierw zlikwidować piece węglowe, potem kominki, wreszcie samochody, i tak dalej, by żyło nam się lepiej. Żeby życie było lepsze. Co dalej? Przymusowa sterylizacja opornych? Eutanazja starych, biednych i głupich? Upierających się przy paleniu w piecu, by przeżyć zimę? Lubiących palenie w kominku? Nie wyobrażających sobie dojazdu do pracy bez samochodu? Nowe wydanie starego przeboju. Inżynierowie chmur zamiast dusz. Gdzie drwa rąbią, tam lecą wióry.

   Nie chcą przecież zafundować biednym sąsiadom wymiany pieców z węglowych na gazowe. Gazowe też trują, tylko mniej. Środowisko ma być zdrowe i czyste, dla nich i ich potomstwa. Bogatych i zdrowych nic nie obchodzą biedni i chorzy. Najlepiej niech znikną. Zamknąć im piece, niech wymarzną zimą jak kleszcze. W ten sposób zmniejszy się ślad węglowy. Bez nich: biednych, głupich i brzydkich świat będzie lepszy, czystszy i zdrowszy. Ich świat. Świat ludzi bogatych, zdrowych, czystych i pięknych. Zwierzęta trzeba chronić, ludzi niekoniecznie. Pokonawszy przejściowe trudności zmierzamy ku świetlistej przyszłości. Ludzi będzie mniej, ale za to lepszej jakości. Bo z nich zrodzonych. Mówią, że ekologiczne ideały są szlachetne.  Oni chcą dobrze. To dla naszego dobra. Dla zdrowia ludzi, zwierząt i Ziemi. Naprawdę?

 

 

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie tekstu tylko za zgodą autora.

Ocena wpisu: 
Twoja ocena: Brak Średnio: 4.7 (głosów:6)

Komentarze

TeorEtyczny trop ocen "antropocenu" - wskazuje oBłędną drogę - drogich, bo nielogicznych - "ekologicznych" tropów wiodących do kataStrof okoLicznych środowisk (pracy i życia poczytalnych Ludzi) przeZnaczonych, przeWidzianych dla bytów żywych wegetujących obok roZmyślnie niekontrolowanych koncentracji..  korników i innych eko"logicznych" nieśWiadomych niszczycieli - życiodajnych drzewoStanów - Zjednoczonych przerozumnością bożych praw środowiskowo - ZiemioLogicznych , nieśmiało i wąsko dostających się do sWiadomości poczytalnych Ludzi...

TeorEtyczna, boża inżynieria środowiskowa, nieustannie obSerwuje współCzynniki atmoSferyczne i serwuje obszarom i obywatelom szarym - klimatoLogiczne reakcje, bosko równoważące, niezrównoważone "ludzkie" dzieła - cZŁOwieka zamykanie się na prawdę praw natury boskiej - bo, że TRUDno poznawalnej ?

Pozdrawiam J. K.

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
0
#1614012

Ten "lepszy Świat", ci "zdrowsi, piękniejsi, mądrzejsi" ludzie, "zdrowsze środowisko", "zdrowsze jedzenie" (ustanowione "odgórnie"?) - Übermensche, i brak miejsca w Nowym Wieku dla "gorszych, mniej mądrych, mniej pięknych, niezbyt zdrowych". Skąd my to znamy? Nie określono jeszcze wyraźnie, jak się rozprawić z tymi co "nie pasują" do owych nowin. Zapewne jednak wkrótce dowiemy się, co zrobić z tymi, którzy "nie dostosują się". W Krakowie - jest już niewielka próbka - karać finansowo tych, którzy w piecu palą węglem. Na Ukrainie był hołodomor - śmiertelny głód. Czyżby taki los przewidywano obecnie dla "nieprzystosowanych"?

Pozdrawiam serdecznie,

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
0

_________________________________________________________

Nemo me impune lacessit - nie ujdzie bezkarnie ten, kto ze mną zacznie

katarzyna.tarnawska

#1614124