Ile warte jest życie?

Obrazek użytkownika Bielinski
Świat

Początek maja. Piękny czas zazwyczaj. Lecz nie tego roku. Wyjątkowego nie tylko ze względu na symetryczny układ cyfr. Pandemia ustępuje. Koronawirus SARS-CoV-2 wywołujący chorobę COVID-19 pożera dalej, ale słabiej. Ludzie mają coraz bardziej dosyć pandemii i ograniczeń z nią związanych. Bestia nie okazała się tak groźna. Rządy rozmaitych krajów skwapliwie, acz z fałszywą niechęcią – żeby było wiadomo, że jak źle pójdzie to nie my jesteśmy winni – łagodzą ograniczenia wprowadzone na czas epidemii. Gospodarka zamiera. Ludzie tracą pracę, a muszą żyć, pracować, zarabiać. Życie toczy się dalej.

   Na zachodzie, w Niemczech, w Belgii, czy Francji toczy się ciekawa i bardzo znamienna dyskusja o pandemii i o cenie płaconej za zwalczanie wirusa. I analiza: czy skórka warta jest wyprawki? Dyskusja prowadzona przez naukowców, polityków, i innych tzw. ekspertów. Dylemat prawdę mówiąc, stary jak ten świat. Tylko nieco zapomniany. To znaczy zdawało nam się, że możemy o nim zapomnieć. Weźmy hipotetyczną sytuacją. W lewym pokoju zamkniętych jest dziesięciu ludzi, w prawym jeden. Mamy klucz do zamka, ale możemy otworzyć tylko jedne drzwi. Ci w drugim pokoju zginą. Kogo ratować? Dylemat niby prosty. Lepiej ratować dziesięciu, bo dziesięć to więcej niż jeden. Jaka byłaby decyzja, gdyby było pięć do jednego? Albo jeden do jednego? Gdyby jeden z nich był naszym krewnym, przyjacielem, czy choćby znajomym, decyzja również byłaby prosta… Trzeba by się tylko nieco pogimnastykować przy uzasadnieniu jak zawsze, gdy wykazujemy, że to co dobre dla mnie, jest i dobre dla innych.

   Lecz ten rachunek jest bardziej skomplikowany. Życie życiu nie jest równe. Tak, czy nie? Jak zmierzyć wartość życia? Filozofowie, inni „myśliciele” tu kłócić się będą do upadłego. Przyjmijmy, że wartość życia mierzymy oczekiwaną długością przeżycia. Matematyczny parametr łatwy do wyliczenia. Dzięki temu przy wyborze, kto ma przeżyć nie będziemy się kierować „subiektywnymi” z natury emocjami, sympatiami, czy antypatiami, lecz „obiektywnymi” liczbami. Weźmy pięciu staruszków w jednym pokoju, w wieku 75+, w drugim młody człowiek w wieku 20+, lub 30+. Ile staruszkowie przeżyją w razie ocalenia? Dwa, trzy, góra pięć lat. Młody człowiek co najmniej 50 lat. Kogo ratować? Odpowiedź nie jest oczywista, która bowiem nierówność jest ważniejsza: 5 > 1, czy 50 > 25?

   Koronawirus SARS-CoV-2 jest niesprawiedliwy. Jest seksistą – 2/3 zmarłych to mężczyźni – i rasistą – kolorowi zwłaszcza Murzyni są znacznie mocniej narażeni niż biali. I jest oportunistą, zabija głownie słabych: starych i/lub przewlekle chorych. Właściwie to każdy koronawirus, wirus, czy bakteria jest niesprawiedliwy. Choroba jest zawsze niesprawiedliwa, a cierpienie niezasłużone. Jedynie śmierć jest sprawiedliwa. To tylko nasza ludzka projekcja, wyrażająca się w przymiotnikach. Nic więcej. W Szwecji 90% ofiar COVID-19 to ludzie w wieku 70+, schorowani. W wieku 70+ nie ma zdrowych. Zdrowsi umarli wcześniej. Pozostałe 10 % to osoby młodsze, ale również chore: nowotwory, serce, cukrzyca…

    Szwecja przyjęła odmienną niż inne kraje strategię wobec epidemii. Szkoły, centra handlowe, kina, restauracje pozostały otwarte, minimum zakazów, raczej prośby, czy apele. Tak jest lepiej dla gospodarki, tłumaczy rząd szwedzki. Epidemii i tak nie da się powstrzymać, a gospodarka musi się kręcić, a ludzie muszą pracować. Młodzi, w średnim wieku, ale zdrowi chorobę COVID 19 przechodzą łagodnie, jak grypę, lub nawet bezobjawowo. Dla porównania (stan na 2 maja 2020) pod względem ilości zgonów na milion mieszkańców Szwecja zajmuje 10 miejsce w świecie (263). Odrzucając niby-państwa, jak San Marino, czy Andora, Szwecja z jej łagodnym kursem będzie 8-ma, za Belgią, Hiszpanią, Włochami, tzw. Wielką Brytanią, Francją, Holandią, które przyjęły znacznie ostrzejsze ograniczenia, mając o wiele więcej ofiar. W Szwecji życie toczy się prawie normalnie, a służba zdrowia działa sprawianie. Chory znajdzie opiekę i pomoc w szpitalu, nie brakuje respiratorów. Pomijając starych i chorych – umierających samotnie w swych domach, lub grupowo w domach opieki – szwedzka strategia ma sens.

    Pierwsze miejsce zajmuje Belgia z imponującym wynikiem 665 zgonów na milion mieszkańców. Formalnie pierwsze jest San Marino ale ten relikt średniowiecza pomijam. Dopiero ostatnio uświadomiono sobie, że pierwsza w ilości zmarłych zajmuje bogata, zadbana i uporządkowana Belgia ze swą stolicą Brukselą, również stolicą Unii Europejskiej. Centrum pandemii jest równocześnie stolicą zjednoczonej Europy. Wcześniej publicyści używali sobie na Włochach, że brud, że nieporządek, że chaos, albo jeździli po Hiszpanach również południowcach. A tu spokojni, zimnokrwiści Belgowie w cuglach pokonali i Włochów (467) i Hiszpanów (531). W Belgii nie było katastrofy społecznej i gospodarczej jak we Włoszech czy Hiszpanii. W Belgii nie ma szpitali polowych, ani kwarantanny całego kraju, ani publicznego rozdzierania szat połączonego z szukaniem winnych. Włoscy, czy hiszpańscy lekarze rozpaczali w mediach że muszą wybierać, kogo podłączyć do respiratorów, a kogo nie, zaś świetni (podobno) belgijscy medycy jak się zdaje nie mieli żadnych podobnych dylematów medycznych i moralnych. W Belgii spokój, cisza, luz i miękkie ruchy. Belgowie są wręcz zirytowani, gdy im się udowadnia, że u nich jest najgorzej. Najgorzej u nas! Nie na południu? Nie we Włoszech? Nie we wschodnie Europie? Ale u nas! W tej cudownie nowoczesnej Belgii!? Zazwyczaj Belgowie tłumaczą, że oni nie fałszują statystyk zgonów, jak inni. Gdyby liczyli tak jak inni, to byliby znacznie niżej. Szpitale pracują jak zawsze na najwyższym poziomie, testy są wykonywane, chorzy leczeni, nie brak miejsc na intensywnej terapii, ani respiratorów. Jeżeli są wytykani, to tylko przez swoją uczciwość.

   Dlaczego fala chorych nie zalała belgijskich szpitali, gdy mniejsza powódź chorych prawie zatopiła szpitale we Włoszech, czy Hiszpanii? Jak wytłumaczyć ten kontrast między najwyższym poziomem śmiertelności a spokojem, zadowoleniem z siebie pokazywanym przez belgijski rząd, służbę zdrowia czy społeczeństwo? Rozwiązanie belgijskiego paradoksu jest proste. Chorzy na COVID 19 nie zalali belgijskich szpitali, ponieważ nie zostali do nich wpuszczeni. Chorzy staruszkowie musieli zostać w domach opieki, lub swoich mieszkaniach i tam się „leczyć”. Domy opieki nad starymi, czy niedołężnymi zamieniły się w domy umierających dziadków i babć, jak z horrorów. Starzy ludzie w Belgii mają szanse przeżyć, jeśli zamkną się w swoich domach i unikną zakażenia, albo sami przeżyją infekcje. W szpitalach nie mają co szukać ratunku. W szpitalach nowoczesnej Belgii leczy się tylko tych, których „warto” leczyć.

    Tacy są Belgowie, tacy są rozsądni… Po cóż marnować pieniądze na leczenie tych, którzy nawet jak wyzdrowieją to za rok, półtora i tak umrą? Po co podłączać do respiratorów schorowanych staruszków z demencją: nieproduktywnych, bezużytecznych, bezradnych, wręcz zbędnych? Odrzucając starych i niepotrzebnych, zostaje mniej więcej dziesiąta część chorych, z którymi belgijska służba zdrowia spokojnie sobie radzi. Trzeba pamiętać, iż Belgia to europejskie i światowe centrum eutanazji. W 2002 roku belgijski parlament przyjął ustawę legalizującą eutanazję wzorem sąsiedniej Holandii, a od 2014 roku w Belgii legalna jest eutanazja dzieci. Prawie dwadzieścia lat legalnej eutanazji, która była tolerowano znacznie dłużej. Kilka pokoleń lekarzy wychowanych w przekonaniu, że eutanazja to dopuszczalna metoda „terapii”. Co tu się dziwić, że belgijskich seniorów zostawiono koronowirusowi COVID 19 by sobie umierali i nie zaśmiecali sobą czystych belgijskich szpitali na najwyższym poziomie? Belgowie są przyzwyczajeni, że w ich szpitalach nie tylko się leczy, ale też „godnie” umiera. Belgów irytuje, że inni wtykają nos w ich sprawy. Bez seniorów 70+ belgijskie statystyki umieralności byłby o wiele lepsze.

    Dobry ogrodnik prześwietla drzewa owocowe, ucina zeschłe gałęzie, bezwzględnie wyrywa i tępi chwasty, czy samosiejki. Robi to, by ogród był piękny, zdrowy i dawał dużo kwiatów i owoców. I tak mamy zdrowe, piękne i nowoczesne społeczeństwo Belgów. A starzy, niepotrzebni… Ci się już nażyli. Czas odejść, ustąpić miejsca młodszym. Epidemia koronawirusa COVID 19 może być korzystna dla społeczeństwa i gospodarki. Starzy ludzie mają po kilka chorób nie do wyleczenia. Jednym skutecznym lekiem jest śmierć. Seniorzy 70+ to potężne obciążenie dla opieki zdrowotnej. Blokują dostęp do leczenia osobom, którym można pomóc. Starcy i staruszki pobierają renty, emerytury, zasiłki pielęgnacyjne, czy inne; są olbrzymim kosztem dla zakładów emerytalnych, koncernów ubezpieczeniowych. Po za tym są samotni. Nie przypadkiem mieszkają w zakładach opiekuńczych. Ich dzieci, wnukowie o nich zapomnieli. Dzwonią czasem, z raz do roku. Nikogo nie obchodzą. Po co leczyć i ratować seniorów 70+? Ogród musi być młody, zdrowy i piękny.

    Belgia to sztuczny twór Kongresu Wiedeńskiego. Kongres Wiedeński to taka Jałta z roku 1815, kończąca burzliwą epokę rewolucji francuskiej i wojen napoleońskich. Belgia słynie ze świetnego piwa, najlepszych frytek (w majonezie) i doskonałej czekolady. W Belgii odgórnie połączono dwie społeczności: pochodzenia frankońskiego i germańskiego, niderlandzkiego odłamu germańskiego plemienia. Belgia dziedziczy zatem podwójne dziedzictwo: francuskiego racjonalizmu i niemieckiego intelektualizmu. Belgia przetrwała dwa stulecia i mimo ustawicznego kryzysu politycznego ma się całkiem dobrze, gdyż brak Belgii w tym strategicznym miejscu na zachodnie Europy byłby znacznie gorszy. Racjonalizm francuski to zbrodnie rewolucji, ateizm i dyktat „rozumu”. Niemiecki intelektualizm (Marks, Hegel) doprowadził do rewolucji bolszewickiej i masowych zbrodni: obozów pracy i obozów zagłady, gdzie likwidowano tych nieprzydatnych, zbędnych, niepasujących do nowego wspaniałego świata. Pochodzenia francuskiego i germańskiego Belgowie spokojnie pozwolili wymierać nikomu niepotrzebnym staruszkom w domach opieki?

    Niemcy oczywiście sprawę dogłębnie przemyśleli na gruncie prawa i pozytywnej filozofii. Ratujemy ludzi, którzy tak czy owak umrą za pół roku – wypowiedział się pewien niemiecki polityk z partii Zielonych czyli ekologicznej. Ochrona ludzi nie należy do ochrony przyrody, jak wiadomo. Z dyskusji jaka się wywiązała wynikał wniosek: należy jak najszybciej znosić ograniczenia czasów epidemii i wracać do normalności. Wolfgang Schäuble (CDU) przewodniczący Bundestagu powiedział tak: gdy słyszę, że wszystko inne schodzi na dalszy plan wobec konieczności ochrony życia, to twierdzę, że nie jest to w porządku. Wszyscy musimy umrzeć – ciągnie dalej – choć jestem w grupie największego ryzyka i jestem gotowy na śmierć. Podobnie „prospołecznej” postawy 78 letni przewodniczący Bundestagu oczekuje od swych rówieśników, którzy nie powinni mieć nadmiernych oczekiwań od społeczeństwa. Była sędzia Federalnego Trybunału Konstytucyjnego Gertrude Lübbe-Wolff twierdzi, że nie istnieje żadna hierarchia podstawowych praw człowieka i tym samym ochrona życia i zdrowia nie może spychać na dalszy plan innych praw podstawowych. Cierpienia Niemca, który nie może pójść do ulubionej restauracji i chorego tonącego we własnych płynach ustrojowych i walczącego o każdy oddech, są tego samego rzędu i wagi. Swoje dołożyli niemieccy myśliciele. Szef państwowej Rady Etyki, ewangelicki teolog i pastor Peter Dabrock wyraził to tak: nie powinniśmy w zasadzie przedkładać długości życia ponad jego jakość. Wniosek z niemieckiej dyskusji? Eutanazja jest dobra. Śmierć (cudza) jest dobra. Srać na dziadków. Jedźmy dalej, jakby nic się nie stało. Liczy się przyszłość, a nie przeszłość. Ich dziadowie i ojcowie wymordowali chorych psychicznie, nieuleczalnie chorych i nierównoprawnych a ramach akcji T4, więc oni nie będą się przejmować chorymi i staruszkami? Oto niemieckie prawo i niemiecka myśl w pełnej krasie. 

    A u nas? Po staremu: zaścianek, zacofanie i głupota. Wiadomość sprzed dwóch dni, jedna z wielu podobnych. W jednym z domów opieki wykryto ognisko epidemii. Kilkudziesięciu zakażonych pensjonariuszy i personelu obsługi. Prywatne przedsięwzięcie, dla zysku. Ale przychodzi zaraza. Właściciele zniknęli jak kamfora, część personelu uciekła, ci co pozostali przez dwa tygodnie opiekowali się chorymi, aż popadali ze zmęczenia. W Belgii, czy Niemczech w podobnym wypadku a mają ich setki i państwo i społeczeństwo położyłoby na to laskę. A u nas, w tym zatęchłym ciemnogrodzie powszechne poruszanie. Alarm w mediach. Z pomocą ruszają wolontariusze, pielęgniarki i lekarze, żołnierze wywożą chorych, odkażają budynek, ciężko chorzy przenoszeni są do szpitali, reszta poddają kwarantannie. Nikt nie rozważa, czy opłaca się ratować tych, co i tak umrą za pół roku. Nie dorośliśmy jeszcze do wysokich standardów postępowych, światłych i tolerancyjnych społeczeństw z zachodu, do Niemców, Belgów, czy Holendrów.

   Belgowie swoje wiedzą, choć nie mówią tego głośno. Starzy i chorzy, ci wszyscy będący obciążeniem niech sobie odejdą gdzieś tam… w nicość. Młodzi, nowi Belgowie będą mogli pić swoje piwo i jeść czekoladę bez płacenia niekończących się rachunków za ojca, matkę, dziadka, czy babcie i bez poczucia winy. Koronawirus jako narzędzie eutanazji, społecznego oczyszczenia? Czemu nie? Czyż rodzina, więzy rodzinne to nie kajdany krepujące nowoczesnego człowieka, z których powinien się wyzwolić? Im szybciej tym lepiej! .

   Czego uczy nas epidemia? Jeśli chodzi o koronawirusa COVID 19, ogólnie o koronawirusy, czy wirusy, tu wiele się nauczymy, bowiem tu toczą się najbardziej intensywne badania w dziejach badań biologicznych. Jeśli chodzi o nas, ludzi? Nie nauczymy się niczego, czego byśmy nie wiedzieli. Masowe nieszczęście, jak kataklizm, epidemia, wojna nie zmienia człowieka. Ono tylko ujawnia o nas prawdę. Zmywa tę wierzchnią warstwę, ten lśniący lakier, ta politurę, jaka jesteśmy pokryci. Im więcej politury, tym gorsze przebudzenie. Ci na zachodzie pokryci są nieprzebranymi podkładami politury. Dlatego są, zdają się sobie, tacy doskonali.

    Ile jest warte życie człowieka? Mówią nam, że jest bezcenne. Kłamstwo. Życie ma wartość. Jest warte wszystko, albo nic. Własne życie jest bezcenne. Życie innych warte jest mniej, i jeszcze mniej, i jeszcze. Dla niektórych cudze życie nic nie jest warte. Tak jak życie tych opuszczonych, zapomnianych staruszków i staruszek w domach opieki, w najbardziej nowoczesnych, postępowych i tolerancyjnych społeczeństwach Zachodu.

 

  Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie tekstu tylko za zgodą autora.

Ocena wpisu: 
Twoja ocena: Brak Średnio: 3.8 (głosów:5)

Komentarze

Poprawiłem tekst, opublikowany w niedzielę 3 maja 2020, i tekst zniknął. Musiałem wpisać go ponownie. Jakość tutejszego serwisu jest pożałowania godna. Ale co wymagać za takie, żadne pieniądze? 

Podoba mi się!
3
Nie podoba mi się!
-1

Bielinski

#1629058

Ukryty komentarz

Komentarz użytkownika Verita został oceniony przez społeczność negatywnie. Jeśli chcesz go na chwilę odkryć kliknij mały przycisk z cyferką 2. Odkrywając komentarz działasz na własną odpowiedzialność. Pamiętaj że nie chcieliśmy Ci pokazywać tego komentarza..

Tekst był zrozumiały, zamieściłam komentarz...nie wiem czy Pan czytał.

Co do portalu, jakość faktycznie pożałowania godna, ale to nie od pieniędzy zależy.
Gdy portal będzie prowadzony sensownie i sprawiedliwie...pieniądze się znajdą, wręcz posypią się obfitym deszczem ...

Nie tak dawno został tu zamieszczony również bardzo dobry i mądry tekst ks. Marka.
Nad ranem już go nie było...zniknął nim zdążyłam napisać komentarz i podziękować.
Widać władza uznała go za niepoprawnie niepoprawny, podobnie jak z plusami dodatnie i ujemne.
Ech ci satyryczni admini, nie wiadomo który gorszy.
Pozdrawiam

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
-3

Verita

#1629158

Były to drobne poprawki redakcyjne. Ale niestety, po zmianie, klikam: Publikuj a tekst zniknął. Pochłonęła go serwerowa czarna dziura. Takie życie. Myślę, że to błąd oprogramowania a nie czyjaś zła wola. 

 

Pozdrawiam

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
-1

Bielinski

#1629495