Gówno wybija w stolycy

Obrazek użytkownika Bielinski
Kraj

Dziś 1 września, wypadałoby napisać o osiemdziesiątej rocznicy napaści Niemiec na Polskę i wybuchu II wojny światowej. Kusi, bo to temat mi osobiście miły i dobrze znany. Ale o tym kiedy indziej. Gdy miną oficjalne obchody, gdy oficjele wygłoszą swoje przemówienia, szczególnie przedstawicieli Niemiec, czy ameryki, czyli co nas mordowali, i ci co nas zdradzali. Lepiej poczekać, aż powiedzą to, co mają do powiedzenia. Osobiście nie mam wielkich oczekiwań. Przypuszczam, że wygłoszą sztampowe przemówienia, jak zwykle w takich okazjach, w abstrakcyjnym tonie, broń Boże bez konkretów, że wojna jest zła, że wojna jest be, że wojna jest straszna, że wojna niesie okrucieństwa i zniszczenia, etc.

    Zobaczymy. Dziś o innym temacie. Tym, co płynie Wisłą. Awaria kolektorów ściekowych i zrzut ścieków z lewobrzeżnej Warszawy do Wisły. Nie byle co, 3 metry sześcienne powiedzmy „czystych” ścieków na sekundę, co daje to 10 000 m3 ścieków zarzucanych do rzeki na godzinę, a na dobę, tydzień…? Powiedziałem „czystych” w cudzysłowie, bowiem o tym… produkcie można wszystko powiedzieć tylko nie to, że są… czyste. I pomyśleć, że pośród masy pospolitych gówien zwykłych Polaczków, tych Januszów i Grażyn, rześkiej kąpieli w Wiśle zażywają gówienka jaśnie oświeconej elyty, tych co wiedzą lepiej i w ogóle są lepsi, albo wybrani talentami i/lub pochodzeniem. Weźmy taka panią Chodakowską, nie znam tej pani specjalnie, ale wiem, że ta celebrytka fitnessu i terrorystka dietetyczna, niezwykle dba o swoją sylwetką, ciało, dietę. Każdy dba o to, co jest dla niego, dla niej, najważniejsze. Wydaje książki, czy kasety wideo z dietami i zestawami ćwiczeń fitness (?) które z każdej spaślaczki i każdego niskiego grubasa wyrzeźbią coś na kształt młodego boga lub bogini. I teraz balaski pani Chodakowskiej również sobie płyną Wisłą; oczywiście to lepsze balaski, dietetyczne, beztłuszczowe, fitness i cool, i nawet pachną lepiej. Łatwo rozpoznać ten produkt uboczny pani Chodakowskiej, bo jej gówienka nie dryfują z prądem rzeki, jak pospolite gówno, ale szparko a zdrowo płyną sobie kraulem pod prąd.

   Pomijając żarty, smutna to myśl, ale jeśli w czymkolwiek jesteśmy równi, to w gównie. Ale wracając do awarii. Jedni mówią awaria, inni katastrofa ekologiczna. Zdarzyło się to kilka dni temu, mało wiemy, o wiele więcej jest znaków zapytania. Ale pewnych rzeczy można się domyśleć. Moim zdaniem – a nie jestem specjalistą od budownictwa, budownictwa wodnego, czy sanitarnego – jest to katastrofa. Katastrofa podwójna. Katastrofa ekologiczna, bo masa nieoczyszczonych ścieków trafia do Wisły i dalej Bałtyku, lecz również katastrofa budowlana. Żadna awaria. Katastrofa budowlana i na niej chce się skupić. Awaria jest wtedy, gdy zepsuje się spłuczka i woda się stale leje. Gdy jednak pęka rura kanalizacyjna, albo ścieki cofają się i wlewają do domu, czy mieszkania, to nie awaria, lecz katastrofa. Istotnie, mnóstwo pytań tu powstaje. Pytań bez odpowiedzi.

   Pierwsze: po co w ogóle budować ten kolektor pod Wisłą? Dwie stalowe rury wielkiej średnicy, jedną płyną ścieki, druga zapasowa, zlane betonem, dziesięć metrów pod dnem Wisły. Długość ze dwa, trzy kilometry. Koszty ogromne, porównywalne do budowy linii metra o tej samej długości. Trzeba wydrążyć tunel pod dnem rzeki, poprowadzić rury, zalać je specjalnym cementem. Dlaczego Warszawa ma mieć jedną wielką oczyszczalnię ścieków, i to położną na prawym brzegu Wisły, gdy większa części miasta znajduje się na lewym brzegu? Pompowanie ogromnych ilości ścieków na duże odległości kosztuje. Drogo kosztuje. W cenie tego podwodnego kolektora można by wybudować oczyszczalnię ścieków na lewym brzegu Wisły dla lewobrzeżnej Warszawy. Owszem, trzeba by co nieco dołożyć, ale to opłacalna inwestycja. Zmniejszają się koszty przesyłu, tego bezsensownego pompowania ścieków z lewego na prawy brzeg rzeki, oraz zwiększa bezpieczeństwo. Zawsze lepiej mieć dwa konie niż jeden. Gdy przyjdzie nieszczęście, jeśli jeden zachoruje, to drugi będzie pracować. To proste.

   Komuś jednak bardzo, bardzo zależało by kłaść rury zalane cementem pod dnem Wisły. Inwestycja oddana w 2012 roku. Siedem lat temu. Pamiętna lata. Szczyt rządów partii postępowej byłych liberałów i światłych rządów błyskotliwego premiera, ulubieńca mediów, któremu po rozlicznych triumfach już nasze ciasne podwórko nie wystarczało, i myślał, planował karierę w Europie, ba świecie. I wkrótce zostanie „krulem” Europy, z kadencją kończącą się pod koniec tego roku. Niedalekie to czasy. Niewątpliwie, komuś, i to komuś wysoko postawionemu bardzo zależało na tej inwestycji. Dlaczego? Wyjaśnię to na przykładzie innego miasta. Szczecin to spore miasto u ujścia Odry do zalewu szczecińskiego. Czterysta tysięcy mieszkańców i sporo ścieków. Była jakaś stara oczyszczalnia ścieków, ale czyściła tylko symbolicznie. Większość nieoczyszczonych ścieków trafiała do rzeki. Gdy upadła komuna, wszyscy, i mieszkańcy i włodarze miasta krzyknęli jednym głosem: budujemy oczyszczalnię ścieków! I tak zaczęli „budować”, w hasłach, w przemowach, w kłótniach, i na papierze. Lata mijały, potem dziesięciolecia, wybory za wyborami, kolejne rady, kolejne władze miasta „budowały” oczyszczalnie ścieków. Gdy jedne władze znalazły wykonawcę, nawet podpisały umowę na wykonanie, następowały wybory, w międzyczasie mijały lata, przychodziły kolejne władze i od nowa szukanie wykonawcy, od nowa negocjacje, etc…. Potem wstąpiliśmy do Unii. Unia dawała pieniądze na oczyszczalnie ścieków, pokrywała 80 % kosztów inwestycji, ba prosiła, błagała, żeby brać te pieniądze i zbudować w końcu oczyszczalnię, resztę dawało państwo; koszty miasta to przebudowa sieci kanalizacyjnej i doprowadzenie ścieków do oczyszczalni. W skali inwestycji rzędu 1 miliarda złotych, kwoty stosunkowo nieduże. Wymarzona sytuacja, prawda? Dają pieniądze, proszą, są chętne firmy do wykonania zadania. Nic tylko budować. Wystarczy tylko podpisać umowę… Ale kto ma to zrobić? Kto ma podpisać? Oto jest pytanie.

   W końcu ci z Unii zagrozili, że jak Szczecin nie zacznie budować oczyszczalni, to nie dostanie ani jednego Euro dofinasowania. Czy ta groźba poskutkowała, czy władze partii w radzie miasta jakoś się dogadały dość, że w końcu budowa oczyszczalni ruszyła. Oczyszczalnia pracuje od kilku lat. Odra jest czysta. W czym polegał problem? We wziątkach. Wziątki to sympatyczna nazwa łapówek. Policzmy, inwestycja warta 1 miliard złotych, przyjmując zwyczajowe 5 % prowizji „za przychylność” mamy 50 milionów do wzięcia. Nawet jeśli przy wielkiej inwestycji „prowizja” spada do 2, 3 procent – dwadzieścia, trzydzieści milionów to olbrzymia kwota, która ustawi kilku ważnych, choć lokalnego szczebla polityków na całe życie. Jest o co walczyć. Nie chodziło o to, czy budować oczyszczalnię ścieków, ale kto ma ją budować. Żeby to nasi, z naszej partii ją zbudowali, i wzięli przynależną „prowizję”, a nie ci, z innych partii się obłowili. Dlatego lokalni politycy tak zażarcie walczyli o to, alby to oni zbudowali oczyszczalnię, a jeśli oni jej nie zbudują, to nikt inny tego nie zrobi. Po naszym trupie! W końcu, przymuszeni przez unię jakoś się dogadali. Poszli po rozum do głowy i podzieli łupem? Lepsze dziesięć milionów do podziały, niż sto procent od zera. Mniejsza o to. Oczyszczalnia działa.

   W stolycy mamy ten sam mechanizm. Ale jest lepiej, w końcu co stolyca to stolyca. Nieporównanie większe możliwości niż na prowincji. Oczyszczalnia ścieków jest na powierzchni zbudowana, łatwo dostępna. Tu mamy dwie rury zlane betonem, dziesięć metrów pod dnem rzeki. Żaden sukinsyn-ekspert nie przyjdzie, nie postuka, nie ostuka, nie weźmie próbek, niczego nie dotknie, ani nie sprawdzi. Mowy nie ma. Popatrzmy: w poniedziałek mamy „awarię” pierwszej rury. Nie jest to powiedziane dokładnie, ale pewnie czujniki podniosły alarm. Czujniki muszą być, mierzą między innymi ciśnienie w rurach, chronią niezmiernie drogie pompy. Czujniki podnoszą alarm: rośnie ciśnienie. Rura jest niedrożna, jest jakiś zator. Operator kieruje ścieki do drugiej rury, zapasowej. Na drugi dzień następuję „awaria” drugiej rury. Druga rura jest zatkana. Operator kieruje ścieki do rzeki. Nie ma innego wyjścia. Ścieki napływają nieustannie. I tak ścieki płyną do Wisły, i będą długo płynęły.

   Niestety, nie ma żadnej nadziei na szybkie udrożnienie rur. Jest wiele pytań. To żadna awaria, to katastrofa budowlana. Co się wydarzyło? A co się może stać w dwóch rurach zlanych mnóstwem betonu? A jednak… W każdej inwestycji budowalnej dwa czynniki są kluczowe: wykonanie i materiały. Właśnie, wykonawca. W licznych doniesieniach medialnych nie ma słowa o wykonawcy. Dziwne. Takiej inwestycji nie wykona firma pana Janka, typu: budujemy szybko, solidnie, i na fest. Potrzebny jest specjalistyczny sprzęt, i wykonawcy. Nieliczne firmy w Europie są w stanie wykonać takie prace. Do tej pory tajemnicą jest nazwa firmy, która wykonała te kolektory. Przy awarii krzątają się fachowcy z wodociągów warszawskich, którzy niewiele mogą zrobić. Fachowcy od laubzegi i gazrurki nie rozkopią dna rzeki i nie rozkują warstw betonu i nie dogrzebią się do rur. Nie ta liga. Skoro już po siedmiu latach rury pękają, obliczone na co najmniej 50 lat eksplantacji, oznacza to gigantyczną fuszerkę wykonawcy. Kto chroni wykonawcę i dlaczego? Czemu nie ma specjalistów od wykonawcy? Co rodzi następne pytania. Jakie są warunki umowy? Ile wynosi gwarancja wykonawcy? Przy tego typu inwestycjach, niezmiernie drogich, gwarancja wykonawcy rzędu 20, 25 lat nie jest niczym niezwykłym. Tu wykonawcy ani widu, ani słychu. Czy oznacza to, ze gwarancja już minęła? Kiedy ujawnia umowę? Wiem, wiem, to tajemnica, cicho sza, handlowa. Ale jest gwarancja wykonawcy, czy nie ma? Kluczowe pytania. Jeśli nie ma, a na to się zanosi, to stolycę, i jej mieszkańców czeka naprawdę wieeelki wydatek.

    Dalej materiały. Rury i beton. Ściekli są żrące, i gęste, gęstsze od wody, do wykonania rur potrzeb specjalnej stali, odpornej na korozje i tarcie. Ale to nic niezwykłego. Takie rzeczy się robi na świecie, i w hutach w Europie również. Zwyczajny beton nie lubi wody. Wychlania wodę, i woda niszczy beton. Beton szybko koroduje w środowisku wodnym. Ale już w I wieku naszej ery pewien sprytny rzymski inżynier wymyślił beton wodoodporny. Beton, który nie wchłania wody. Dwa tysiące lat temu odkryto materiał niezbędny przy budowie portów, nadbrzeży, urządzeń wodnych. Tyle, że taki beton, wykonany zgodnie z zasadami sztuki, kosztuje kilka razy więcej niż ten zwyczajny. No tak, ale inwestor za to zapłacił! Podobnie rura wykonana ze specjalnej, odpornej stali kosztująca znacznie więcej została wliczona do ceny kontraktu.

    Do umowy o wykonanie, dołączany jest projekt budowalny. W przypadku zwykłego domu jednorodzinnego projekt wypełni jeden segregator. Dla takiej inwestycji to kilkadziesiąt segregatorów, jak nie więcej, w których szczegółowo zapisano: co, gdzie, kiedy, jakie parametry ma spełniać beton, jakie stal na rury, itp. Gdyby wykonawca inwestycji wykonał wszystko zgonie z projektem, to nie doszłoby to katastrofy budowalnej, no chyba gdzieś za sto lat. Błąd projektowy też jest możliwy, ale mało prawdopodobny. Bo co można sknocić w projekcie dwóch rur zalanych betonem? Znaczne bardziej prawdopodobny jest fuszerka wykonawcy i złej jakości materiały.

    Co mogło pójść źle? Wiele rzeczy można zepsuć, mimo prostoty konstrukcji. Przepływ w rurze, np. wody, nie zawsze jest prosty, czyli laminarny. Czasami mam do czynienia z przepływem turbulentnym, woda płynąc tworzy wiry. Przepływ turbulentny objawia się „stukaniem” rur, i może doprowadzić w skrajnych przypadkach do pękania rur. Podobne zjawisko zachodzi w wielkich rurach zatopionych w betonie, jeśli nie zostały właściwie, otulone cementem, czyli zamocowane. Jeśli wykonawca użył betonu niewłaściwej jakości, woda wniknie do cementu i go rozerwie, a beton zamiast osłaniać rury runie na nie i doprowadzi do ich pęknięcia. To że druga rura została zatkana w dzień po pierwszej oznaczać może, że właśnie to betonowa osłona zawiniła. Mogły pęknąć rury, zużycie materiału, jeśli zostały niewłaściwie wykonanie ze stali marnej jakości. Jaka była przyczynę, teraz nie wiadomo. Ale będziemy wiedzieć. Zostanie zbadany projekt, pobrane i zbadane próbki stali, cementu, w miejscu zawalenia i w innych miejscach. Oczywiście, jeśli katastrofę budowlana będzie badać komisja niezależna od miasta Warszawy, czyli inwestora.

    Mam nadzieję na powołanie takiej niezależnej komisji. Komisja „warszawska” niczego nie wykryje, zbyt wielu bardzo ważnych osobom w ratuszu żywotnie na tym zależy. Pięć procent od miliarda to pięćdziesiąt milionów, wielkie pieniądze. Do prywatnych kieszeni. Na wille, i garaże z luksusowymi samochodami sportowymi. Na wakacje na Seszelach. Dodatkowo nikt się nie dowie. Nikt przecież, ot tak sobie nie będzie wiercił w cemencie, w rurach dziesięć metrów pod dnem Wisły. No chyba, że obie rury pękną. Po siedmiu latach. Pech. Wykonawca nie płaci łapówek z własnej kieszeni i dlatego, bo lubi. Pieniądze na łapówki dla decydentów, które są normą w Polsce i innych krajach trzeciego świata, są wliczone w kontrakt. I tak za wszystko, w tym łapówki, płaci zamawiający, czyli inwestor, w tym przypadku stolyca. Każda złotówka łapówki powinna przynieść co najmniej drugą złotówkę zysku. Wykonawcy łapówka musi się opłacić, inaczej nie ma w tym żadnego interesu. Firma zaspokoiwszy i uciszywszy lokalnych tuzów politycznych, oszczędza. Na czym się da: na betonie, stali, płacach… Może, bo inwestor jest ślepy i głuchy. Przykładowo: zamówienie w hucie można zmienić, na rury „prawie” takiej samej jakości a znacznie tańsze. Nikt nie rzeknie słowa. Zaoszczędzić da się sporo na cemencie. I tak oszczędności się dodają, i co najlepsze nikt się nie dowie, bo dowody tkwią dziesięć metrów pod dnem rzeki. Wykonawca odnotowuje znaczący wzrost zysku z kontraktu, ważni politycy budują złote wille, rzeka jest czysta. Media pieją z zachwytu nad nową oczyszczalnią i cudownym rządem i władzami stolycy. I wszyscy są zadowoleni. No chyba, że obie rury pękną.

   Rok 2012. Oddanie kolektorów pod Wisłą do użytku. Rząd partii postępowej i naszego premiera cudotwórcy, co nas wyprowadził ze światowego kryzysu. Idące, i premier, i partia, od sukcesu do sukcesu. W tym czasie gangsterzy przerzucali się z wymuszeń, czy przemytu narkotyków, na wyłudzanie vatu. Przemyt narkotyków jest ryzykowny. Nie chodzi o policję. Nasza policja jest groźna dla przestępców tylko w telewizyjnych serialach i na oficjalnych rządowych akademiach. Ale konkurencja jest wredna i niebezpieczna. Zamiast ryzykować strzał w głowę, czy wybuch bomby pod samochodem, czy nie lepiej i bezpieczniej jest wystawiać seryjnie faktury vat i o trzymywać „zwrot” z urzędu skarbowego? Ryzyko żadne, a zysk podobny. W tym samym czasie grupka cwaniaków dostawała zwroty kamieni czy placów w Warszawie na podstawie kartki papieru! W ten sposób tysiące nieruchomości zostało „odzyskane” przez (nie)byłych właścicieli, co często potwierdzały wyroki niezależnych sądów. Co tu się dziwić, że wybudowany w tym samym czasie kolektor ścieków, który miał przetrwać ze sto lat, zwalił się po siedmiu?

    Co dalej? Trudno powiedzieć, bo nie znamy jeszcze przyczyn katastrofy budowalnej. Wszystko można naprawić. Również kolektor pod dnem Wisły. Ale będzie trwało miesiące, wiele miesięcy. Stawia się szczelne ogrodzenie, wypompowuje wodę, wybiera szlam, skuwa beton, wymienia uszkodzone rury… i tak dalej. Kwestia kosztów. I kto za to zapłaci. Wykonawca, czy miasto, czyli my wszyscy zapłacimy drugi raz za ta samą robotę. No i wracamy do kontraktu, co tam jest zapisane. Ale jakoś jestem pewny, że interesy wykonawcy są doskonale chronione i nic mu już nie można zrobić, zaś koszty naprawy musi ponieść miasto, bo w tych kontraktach inaczej jakoś nie bywa. W najgorszym razie może się okazać, że naprawa kolektorów jest nieopłacalna. Po co naprawiać rury w jednym miejscu, gdy za rok, miesiąc mogą pęknąć kilkadziesiąt metrów dalej? Taniej zbudować nowe rury, ale już lepiej na powierzchni. Położenie prowizorycznego rurociągu na moście pontonowym to rozwiązanie tymczasowe. Blokuje rzekę. Ale w sumie? Po Wiśle i tak pływają tylko kajakarze. Rury można podczepić pod mostem, albo zbudować nowy most, a pod nim puścić rury ze ściekami. Warszawiacy zyskają nowa przeprawę, a rury będą lepszej jakości; będąc na widoku zabraknie możliwości „oszczędzania” przez rozmaitych nygusów wysokiej rangi.

   W Warszawie wybiło szambo. Gówno płynie w stolycy. I to, co zmierza Wisłą do morza. I to drugie, gorsze gówno wbite w garnitury za pięć tysięcy, lub więcej, pachnące najlepszymi zapachami w willowych przedmieściach, pośród elyt III Rzeczypospolitej.

    Mam tylko nadzieje, nadzieję powtarzam, że katastrofa budowlana rurociągów ze ściekami zburzyła błogi spokój cwaniaków, do tej pory stojących poza, ponad prawem. Jest to bowiem kolejny skandal na miarę afery Amber Gold, czy wyłudzeń vatu. Już nie będą spać spokojnie w swych złotych willach. Chyba, że się mylę, zaś obecna władza jest groźna tylko w słowach. I przymyka oczy na złodziejstwo, jak poprzednie ekipy. W myśl zasady: ja cię nie ruszę, ty mnie nie ruszysz. Ty kradłeś, ja kradnę, ty zaś będziesz kradł. I będzie tak, jak było przez ostatnie trzydzieści lat „niepodległej”, tak radośnie i zgodnie okradanej przez tych, którym wolno więcej, którzy są nietykalni. W końcu czy to nie liberałowie głosili tezę, że pierwszy milion trzeba ukraść? A tylu jest jeszcze chętnych na ten pierwszy milion. Tyle inwestycji do wykonania. Tyle wziątek do wzięcia. Zobaczymy. A że ścieki płyną Wisła do morza? I co z tego? Kogo to obchodzi? Płynęły tyle lat, to mogą płynąc znowu. Najważniejsze pieniądze w kieszenie. Lub lepiej: kasa na koncie bankowym. Niech pracuje na jeszcze lepszą przyszłość. Przecież mamy XXI wiek.

 

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie tekstu tylko za zgodą autora.

Ocena wpisu: 
Twoja ocena: Brak Średnio: 4.2 (głosów:8)

Komentarze

Jak wielka jest to katastrofa świadczy choćby to, że na niskich  nadwiślańskich terenach Warszawy (np. na Czerniakowie)  bije straszny smród od kanalizacyjnych włazów, najpewniej od cofających się ścieków. 

Po wyborach nowy rząd powinien wprowadzic w Warszawie zarząd komisaryczny!

Serdecznie pozdrawiam

 

   

Podoba mi się!
8
Nie podoba mi się!
-1

jan patmo

#1601408

i gdzie ono było jak zapchano gównem jeden z dwóch strategicznych rurociągów przez Wisłę?

Nikt tego nie wyniuchał, że jeden z rurociągów jest od lat zapchany i pracują na ostatnim czyli drugim?

Co robił PiS przez ostatnie 4 lata swoimi podwładnymi ABWiakami (24 000 dusz) poza czepianiem się Michalkiewicza?

Który mądrala odpowie?

Podoba mi się!
3
Nie podoba mi się!
-5

panMarek

#1601448

fajnie.

A swoją drogą to można spokojnie oczekiwać kiedy pierdyknie metro, budowane przez bufetową i obecnego wesołka. Nie ma kwestii -  czy się zawali, ale kiedy.

I tu warto by było skierować owych 24.000 abewiaków. (24 tysiące, czy 24 miliony?)

 

Podoba mi się!
4
Nie podoba mi się!
0

Apoloniusz

#1601452

A co PO byłoby lepsze?

Pytam się czy poza UBeckim PO nie ma już Polaków?

P.S. 24 i trzy zera to dwadzieścia cztery tysiące jakby co a nie miliony.

Podoba mi się!
3
Nie podoba mi się!
-3

panMarek

#1601472

Wszak występujesz tu, na NP za autorytet wszystkowiedzący. A tak przy okazji, to Ci wyznam w zaufaniu, iż nie jezdem pisiorem jeno narodowcem, ale skoro Narodowcy nie zgłosili kandydatów do parlamentu, to wypada za pisiora robić. Takie życie.

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
0

Apoloniusz

#1601701

Na miły początek dnia, jednak jedna miła informacja 

W wyniku niewielkiej awarii w oczyszczalni ścieków Czajka do Wisły przedostało się raptem zaledwie ponad miliard litrów ścieków. Na dodatek ścieki mijają już Toruń i szczęśliwe zmierzają wprost do Bałtyku

8-))))))

 

ps.

A z Gdańska już rzut beretem do Szwecji...myslice  ,że Czaskoski chce zrobić potop Szwedom

Podoba mi się!
3
Nie podoba mi się!
0
#1601482

Gdańska nie ominie

 

płynie gówno płynie

Gdańska nie ominie

Podoba mi się!
3
Nie podoba mi się!
-1

jan patmo

#1601493

Nie jest to dobre co się stało w stolicy, ścieki bezpośrednio wpływają do Wisły, ludzie zaczną chorować. Środowisko naturalne jest zatrute, wcześniej czy później będzie jakaś epidemia. Toksyny ze ścieków w setkach tysięcy litrów na sekundę skażą środowisko naturalne całego kraju. W końcu to jest największa rzeka w Polsce. Oczywiście, że "gówno dojdzie do Gdańska ale i nie tylko do Gdańska również do Bałtyku a potem do oceanu atlantyckiego a potem Polska zostanie pozwana do sądu międzynarodowego i posypią się odszkodowania.

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
-3
#1601601

https://www.radiomaryja.pl/informacje/tylko-u-nas-ks-prof-p-bortkiewicz-skojarzenie-dat-i-wydarzen-z-nimi-zwiazanymi-rodzi-pytania-katastrofy-swiatowe-i-przemilczane-detale/

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
-1
#1601645