Déjà vu

Obrazek użytkownika Bielinski
Kraj

Nadeszła już jesień. Najpiękniejsza pora roku, o ile jest słonecznie i ciepło. Jesień klimatyczna, jesień życia… Wszystkiego trzeba spróbować. Tak mówią. Ale, czy wszystkiego? Doprawdy, nie sądzę, żeby próbowanie… wszystkiego… było dobre, zdrowe, ani korzystne, dla mnie, czy dla innych. Ale coś w tym jest. Trzeba kroczyć swoją drogą. Póki się da. Póki zginają się kolana, póki tchu w piersiach staje.

Ważne są tylko te dni, których nie znamy,

Ważne jest tych kilka chwil, na które czekamy.

Śpiewa Marek Grechuta. Może. Zatem idźmy. Ku chwilom, na które warto czekać. Lecz co, jeśli w stopie tkwi cierń? Wyjąć go i iść dalej? Ba, żeby się tak dało.

 Może by tak… pobiegnąć w maratonie? Czemu w maratonie? Akurat w telewizji leci reportaż z maratonu. Wywiady z uczestnikami. Młodzi, starzy, kobiety, mężczyźni, chcą wystartować, pobiec, dobiec do mety. Dać z siebie wszystko… Zająć dobre miejsce… Zwycięstwo raczej wykluczone. Na starcie kilku Murzynów: chudzi, żylaści, zrodzeni do biegania, jak łanie Wędrowna trupa czarnych, niedościgłych biegaczy, dzieląca między siebie medale, no i nagrody pieniężne. Po to tu przyjechali. Po pieniądze. Tak jest w każdej dziedzinie. To, co amatorzy robią dla przyjemności, zawodowcy czynią dla pieniędzy. Po co biec, gdy nie ma szansy na zwycięstwo? Ale tym biegaczom - pasjonatom to nie przeszkadza. Biegasz dla siebie, nie dla innych. Każdy, kto dobiegnie do mety, zwycięża… I podobne komunały. Jeszcze to dziwne marzenie, żeby pobić życiówkę! Ale po co? Kogo to obchodzi, że obywatel(ka) X przebiegnie dystans 42 kilometrów w nie w czasie 4 godzin i 32  minut i 2 sekundy, lecz w czasie 4 godzin 25 minut i 36 sekund? No, poza samym obywatelem X? Ale czyż nie żyjemy dla siebie?

 Ciekawe, gdyby kazać tym sportsmenom, dajmy na to, orać…? Nie ciągnikiem, w klimatyzowanej kabinie, ale tradycyjnie. W kunia: stalowym lemieszem pługa odcinać skibę za skibą tłustej ziemi, aż pot zalewa oczy a ręce omdlewają. Wysiłek większy niż przy maratonie, lecz i korzyść większa. Biegacze tylko biegną, pocą się i popierdują z cicha, a po orce będą plony, będą żniwa. Ziemia należy do dziedzica, oracz nic z tego nie ma, Ciężka harówka przy orce, za darmo nie pociąga? To  zniewolenie, to wyzysk, to pańszczyzna? A biegać można, nawet trzeba? Maratończycy nie dość, że biegają za friko, ba jeszcze dopłacają do tego interesu. Odżywki, stroje, transport, czas na treningi, to wszystko kosztuje i to dużo kosztuje.

 Czyżby zatem ciemny, głupi chłop pańszczyźniany, który pod batem musiał harować dla dziedzica ma więcej rozumu niż współczesny, postępowy biegacz, który skończył dobrą uczelnię, biegle włada trzema językami, na wczasy jeździ na Majorkę, czy Kretę, a biega tylko w strojach Nike, i na każdego, którego pepegi do biegania kosztują mniej niż, powiedzmy… tysiąc złotych, patrzy ze szczerą pogardą? Może tu jest pies pogrzebany, że to jest modne, to bieganie? Obowiązkowo w trampkach Nike, w dresach Nike, lub w najgorszym przypadku Adidasa, ze smartfonem na ramieniu i słuchawkami w uszach.

  Hier ist der Hund begraben – piszę po niemiecku, by wykazać, iż nie jestem żadnym dupkiem, i że też władam różnymi językami. Teraz takie modne przezwisko, kalka z angielskiego. Albo mam translator w komputerze. Jak każdy, kto ma komputer.  Dziś trzeba być modnym i znać języki. Źle jest byś, dobrze jest nie być a dupkiem, alias ashole. Kiedyś ludzie bluzgali na siebie, owszem; ale po naszemu, swojsko, wyzywali się od suk…ów, czy sku…nów.  Teraz, proszę, kulturalnie: dupek. To brzmi prawie dystyngowanie, czyli elegancko, wytwornie.  

  Czy postęp nie jest dobry? Nie dość, że ludzie wyzywają się dzisiaj kulturalnie, z angielska, jak jacyś gentelmani, to jeszcze mamusi nikt się nie tyka, nie postponuje jej czci. No bo co tu biedna mamusia zawiniła? Nic, a szkalują biedaczkę za nieswoje winy. Zatem może by tak kupić sobie dresy Nike i jeszcze trampki Nike, a przynajmniej podróbki Nike, i iść sobie pobiegać. Żeby mnie widzieli? Szczerze mówiąc, daleko nie pobiegnę. Mowy nie ma o maratonie, o półmaratonie, ani o jednej ósmej maratonu, czy innym ułamku tego dystansu. Kilometr? Też nie. Sto metrów? Może. Prędzej z pięćdziesiąt. Niewiele, ale od czegoś trzeba zacząć. By dołączyć do grona tych lepszych, nowoczesnych ludzi! Tylko po co? Jak to, po co? Choćby dla zdrowia. Zdrowie to dobra rzecz, każdy chce być zdrowy, a przynajmniej nie chce być chory. Ale ci, co biegają, co kopią, skaczą, czy pływają niekoniecznie są zdrowsi od tych co chodzą, czy w najlepszym przypadku truchtają. Przedwczesne i nagłe śmierci wyczynowych sportowców dowodzą, że sport i zdrowie dawno wzięły rozbrat. Poza tym, u licha chcę być chory, śmiertelnie chory, kiedy będę umierał a nie zdrowy.

   Ale od biegania schudniesz, nabierz siły, życia, witalności. Zrzucić z kilka kilo…, przydałoby się, nie przeczę. Byle nie było tak jak z tymi wspinaczami, co pętają się po górach. Włazi taki jeden z drugim na górę, a potem się głośno przechwala, że zdobył jakiś tam szczyt, i ani się nie zająknie o drodze powrotnej, że musiał z niego zleźć. Jaki to sens, wchodzić na górę i potem z niej schodzić? Nie lepiej usiąść sobie w knajpie pod szczytem, w ciepełku popijać piwo, albo grzane wino, czy coś mocniejszego, patrzeć przez szyby na padający śnieg i zalodzone skały i myśleć sobie z przyjemnością i wdzięcznością o tych, co tam się wspinają?

   Zawsze obowiązuje jedna zasada: coś za coś. Każdy ma swój cel w życiu. I satysfakcję, gdy ten cel osiągnie. Weźmy takiego maratończyka, który w pocie czoła zbił swą życiówkę,  to jest rekord życia, do czasu poniżej trzech godzin. Niezły wyczyn dla amatora, rekord świata w maratonie to dwie godziny i kilka minut. I tenże biegacz ustanowiwszy swój godny podziwu rekord życiowy umiera, jak chodzący spacerkiem śmiertelnik. Czy wyryją mu ten rekord na nagrobku? Czemu nie? Imię, nazwisko, daty: urodził się, umarł, Poniżej wielkimi literami: przebiegł maraton w czasie takim a takim. Piękny widok, i nowoczesny! Oto grób postępowego, nowego człowieka, który zrealizował cel swojego życia. Życie nowoczesne i zgodne z naturą. Ale nie sądzę by tak było.

   Taki biegacz to człowiek wykształcony, zwolennik postępu, i ekologii. Ten, co segreguje śmieci i złorzeczy tym, co tego nie robią. Jak idzie do lasu, to tylko wypatruje, gdzie leży porzucony papier, puszka, czy foliowa torebka, skrzętnie je zbiera i odnosi do skupu. Nie z chęci zarobku, jest ponad to, poza tym dobrze zarabia, ale po to, żeby ten świat był lepszy i czystszy. Dla niego płyta na grobie, obojętnie z betonu czy granitu, to objaw betonozy. Znowu nowe słowo: betonoza. Nowe i modne. Beton jest zły, trawka, żuczek i mrówka dobre są. Myślę, że po śmierci taki biegacz powinien zostać podany procesowi kompostowania. Nowoczesny trend w przemyśle pogrzebowym. Kiedyś pisałem o kompostowaniu ludzkich zwłok – jako wynalazku z nowoczesnej Kalifornii. I proszę, dziś dotarł do starej Europy. Nieboszczyka chowają do specjalnej trumny z grzybów uczynionej (!?). Zakopują i po kilku tygodniach jest już rozłożony, to jest złączony z naturą. A jaka oszczędność miejsca na cmentarzach! Tygodnie zamiast miesięcy, czy lat. Wynalazek oszczędnych Holendrów. W Holandii, czy Niderlandach, każdy metr kwadratowy terenu na wagę złota. Nie po to Holender buduje tamy, wydziera ziemię morzu, by zrobić składowisko odpadów, to jest cmentarz. Czas to pieniądz, nie tylko w tym życiu. Nie, nieprawda, to w tym życiu czas to pieniądz. Tak robią żywi zmarłym, bo martwi nie mają nic do powiedzenia. I dobrze. Gorzej, gdyby mogli wyrazić swoje zdanie.

 Takiego biegacza powinno się pochować w ekologicznej trumnie z grzybów, czy innych odpadów, by się szybko rozłożył i skompostował, ale do trumny z ciałem włożyć także parę ukochanych pepegów, tych, w których ustanowił swoją życiówkę.  Guma tak szybko się nie rozłoży, ale cóż, nawet najtęższy ekolog czasem nieco odstąpi od swych zasad. Recykling górą! Ale nie zawsze.

  A co w polityce? Jak zwykłe: kłótnie, wrzaski, wzajemne oskarżenia, połajanki. A to komisja europejska nas znowu o coś oskarża, a to nasz rząd hardo odpowiada, że nie ustąpi.  Po czym ustępuje. Lub nie ustępuje. Czy nie ustępuje ustępując? Czy na odwrót; ustępuję nie ustępując? Nikt tego nie wie. Ja już się gubię. Sam diabeł by się tym nie połapał, czy nasz rząd ustępuje, czy nie ustępuje? Albo prześwietny trybunał sprawiedliwości. Trybunał nas oskarża i trybunał nas skazuje. Bez sądu, bez rozprawy. Cóż, postęp. I prawa człowieka. Tenże trybunał, TSUE mu na imię – czy to przypadek, ze brzmi podobnie do muchy tse-tse, tej, co roznosi afrykańską śpiączkę? – i jego sędziowie, najtęższe prawnicze łby, delegowane przez rządy z Europy wydobyły istotę sprawiedliwości. Sprawiedliwe jest to, co jest w interesie silniejszych. Prawda znana odkąd istnieją sądy i sędziowie, ale zawsze przyjemnie odnowić tę wiedzę, zwłaszcza tym zaczadzonym jakiś ideałami.

 Ostatnio padł pomysł, aby wpisać do naszej konstytucji przynależność do Unii Europejskiej. Moim zdaniem taki zapis w naszej konstytucji to bardzo pozytywny pomysł. W ten sposób zlikwidowana zostanie pozorna sprzeczność miedzy prawem europejskim, któremu z natury należy się wyższość, a naszym prawem, tym niższym. I zamknie się  gębę tym, co z uporem maniaka ciągle ględzą, że konstytucja jest prawem najwyższego rzędu. Konstytucja owszem, najwyższą ma rangę, ale niemiecka, czy francuska, ale nie jakaś tam… polska! Nie darmo zacząłem pisać po niemiecku. Nie mówię wprawdzie językami ludzi i aniołów, ale z tych anielskich języków, język niemiecki całkiem wystarczy. Przecież to język narodu panów. Niemcy rządzili, rządzą i będą rządzić. Bo to ich przeznaczenie. Ich natura. Powoli, a nieustępliwie przemieniają unię kiedyś europejską w nowy związek – germański – pod ich światłym, postępowym przywództwem. I tak jest dobrze, tak być powinno.

   Pamiętam inną zmianę w konstytucji. Byłem  wtedy dzieckiem, ale coś tam pamiętam, Czego nie pamiętam, można odtworzyć ze źródeł. Środek epoki sekretarza Gierka, połowa lat siedemdziesiątych XX w.  Po około trzydziestu latach rządów komuny, czyli Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej, dokładnie 10 lutego 1976 roku, wprowadzono do Konstytucji PRL-u zapis, że PRL jest państwem socjalistycznym, i dalej, że PRL w swej polityce umacnia przyjaźń i współpracę ze Związkiem Socjalistycznych Republik Radzieckich. Przyjaźń tak naprawdę oznaczała podległość ZSRR. Skoro w 1976 można było wprowadzić do konstytucji zapisać o wieczystej przyjaźni ze ZSSR do dlaczego do dzisiejszej konstytucji nie wprowadzić zapisu o wieczystej przyjaźni i podległość Związkowi Republik Niemieckich? W obozie bratnich państw, wszystkie baraki nie mogą być równorzędne. Są równi i równiejsi, jak pisał Orwell. Ktoś musi rządzić. Padło na Niemcy: taki ich los, ich powalanie, ciężkie i odpowiedzialne brzemię narodu panów.

   W latach stalinowskich taki zapis nie był potrzebny. Ani w latach sześćdziesiątych. Wystarczył teflon z Moskwy, albo sowieckiej ambasady. Dopiero tworzysz Gierek przeforsował taką zmianę w konstytucji w połowie swego panowania!  Ciekawe, że w cztery lata po później strajki wymusiły upadek Gierka i pokazały stosunek ludzi do rządzącej partii tylko z nazwy robotniczej. W piętnaście lat później upadł sam patron, rozpadł się Związek Socjalistycznych Republik Radzieckich. Takie majstrowanie w konstytucji to złe fatum. To nie oznaka siły, lecz słabości. Przepowiednia upadku. Więc… tak, zmieniajcie konstytucję Wpisujcie do niej wieczystą przyjaźń z Unią, czy z Niemcami. Im szybciej wpiszecie, tym szybciej się to rozpadnie. Jak Związek Socjalistycznych Republik Radzieckich.

   To chyba stąd bierze się to uczucie déjà vu… Że to już było, że to już przeżywałem kiedyś… Choć to z pozoru niemożliwe. Bo było. I to wcale nie tak dawno.  Ale ta obecna jesień też już wcześniej była. Rok temu, i dwa, i dziesięć… Te żółknące liście na drzewach, te krótkie dni i długie noce też już były. Były i będą. Jak przekonane, że prawo do rządzenia maja silni, a słabi mają obowiązek słuchać i być posłuszni. Że są lepsi i gorsi. Ale to już całkiem inne myśli niż owo mgliste, niekreślone i przykre uczucie… déjà vu.

 

http://g.gazetaprawna.pl/gp/sgp/img/cp.jpg Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie tekstu tylko za zgodą autora.

5
Twoja ocena: Brak Średnia: 5 (6 głosów)

Komentarze

... chyba, że do tych trampek nike, które prawie nowe miałyby się zmarnować. Co do unii niemieckiej, to jak widać ciężko Polakom wygodzić. Mieliśmy już litewską i też było nie klawo.

Pozdrawiam jesiennie, kolorowo.

Vote up!
4
Vote down!
-2

Apoloniusz

#1631813

Moze i sa tacy ktorzy lubia startujac w maratonie ubierac szpanerskie stroje,ale wiekszosc to hobbysci ktorzy startuja, dla pokonywania wlasnych slabosci.Zupelnie czyms innym jest hobby narciarskie, gdzie do zjezdzania z lagodnego stoku niepotrzebny jest zaden trening, co w maratonie jest koniecznoscia. Nieprzygotowany wczesniejszym treningiem czlowiek prosto z ulicy nie przebiegnie ani polowy maratonu. Rewia mody na stokach narciarskich to jest prawdziwy szpan i  standart. Zwlaszcza ze nie mozna w ujemnych temperaturach swiecic golizna jak w maratonie, a doskonale przygotowane do ofert firmy produkujace sprzet i stroje narciarskie, podnosza stale poprzeczke tego standartu..Czy mozna zaprzegnac hobbystow sportowych do ciagniecia plugow i nimi orac ziemie? Oczywiscie ze mozna, tylko ze z traktorami nie maja szans. Tak samo zreszta jak dzisiaj najlepsi szachisci nie maja szans ze sztuczna inteligencja. Sport jest w koncu rozrywka i rekreacja, a nie zrodlem darmowej energii.  W dawnych czasach gdy czlowiek musial sie nabiegac by zlapac jakas zwierzyna na obiad, nie mial juz sily i ochoty na bieganie dla przyjemnosci. Teraz tego robic nie musi, ale przystosowany do biegania organizm odziedziczony w genach zle funkcjonuje gdy na starosc poruszamy sie w sposob dostojny typowy dla okreslonego wieku.a czesto do tego poruszania uzywany jest chodzik albo wozek elektryczny. Jeszcze ciagle w niektorych kregach bieganie w starszym wieku postrzegane jest jako dziwactwo. To sie zmienia, bo medycyna udowadnia, ze ruch jest potrzebny w kazdym wieku. Tyle ze akurat maraton jest przesada, bo jak to mowia, :nawet w swietosci trzeba miec umiar:.

Pozdrawiam

Vote up!
5
Vote down!
-1

JanStefanski

#1631819

" To chyba stąd bierze się to uczucie déjà vu… Że to już było, że to już przeżywałem kiedyś…"

czyli  uczucie o którym śpiewała i czasem jeszcze śpiewa Maryla Rodowicz:

"Ale to już było i nie wróci więcej.........."

Vote up!
3
Vote down!
-2
#1631833