Czy się stoi, czy się leży…

Obrazek użytkownika Bielinski
Idee

Niedługo wybory. Kolejne wybory do Sejmu i Senatu.. Patrzcie państwo, cztery lata rządów „dobrej zmiany” zleciały jak z bicza trzasł. Trzeba przyznać partii obecnie rządzącej, że za jej rządów nie narzekaliśmy na nudę. Nawet najwięksi polityczni wrogowie nie powiedzą, że to były nudne lata. Wiele się działo. Aż za wiele. Dziwne, że rządowi politycy nie podnoszą w kampanii wyborczej tego ważkiego przecież argumentu. Za naszych rządów nie było ani dnia nudy! Jak nas wybierzecie, nie będziecie się nudzić przez następne cztery lata! Całkiem ciekawe hasło wyborcze. Nuda to przekleństwo naszych czasów, czyż nie? Przez minione cztery lata nie nuda, lecz polityczne burze szły jedna za drugą. Jak nie sejmowy pucz politycznej opozycji, to batalia o „wolne” sądy. Nasze sądy są tak wolne, że wolniejsze już chyba być nie mogą. O co więc tu się kłócić? O oczywistą oczywistość? Jak nie protesty na ulicach, czy blokady parlamentarne, to ujadanie opozycyjnych polityczków – polityków kieszonkowych i to w cudzych kieszeniach siedzących – i jeremiady o utracie wolności, prawa i demokracji, połączone z płaczliwym błaganiem o interwencję w Moskwie, to jest, przepraszam, w Brukseli. A wypadków samochodów wiozących naszych notabli to na wołowej skórze by nie spisał. Co tam, byle stłuczka! Wyklepie się, wymaluje, i auto jak nowe. Jak się nie da, to państwo kupi nowiutką limuzynę rządową. Gaz do dechy! Najważniejsze, aby poczuć ten przypływ adrenaliny, no i to cudowne poczucie wolności, bo i tak za wszystko płaci państwo. Mniejsza o limuzyny. Dobrze, że rozbijają samochody a nie samoloty, bez ofiar śmiertelnych, jak na razie. Tu też widać dobrą zmianę. Szczęśliwie, bez większych katastrof komunikacyjnych doczekaliśmy kolejnego rozdania politycznych kart.

   Znów wybory. To będą najważniejsze wybory. Oni zawsze tak mówią. Politycy partii rządowej, czy opozycyjni tak samo. Dla nich, dla: polityków, posłów, ministrów, sekretarzy najważniejsze są te, co nadchodzą. Nowe rozdanie. Nowe przetasowania. Szansa na poprawę pozycji, lub choćby jej utrzymanie, obawa przed jej utratą. Strach i nadzieja: strach przed przegraną i deklasacją, nadzieja na zwycięstwo. Jak w grze na giełdzie. Tu stawką jest życie, polityczne życie. Dla wyborców, dla tzw. szarego człowieka… wybory jak wybory. Pamiętam wybory z 4 czerwca 1989 roku. To były emocje! Te wahania nastrojów; te nadzieje, a przecież tamte wybory tylko umownie były wyborami demokratycznymi. Wracając do dzisiejszych czasów. Mimo wyborczej rutyny i tutaj widać pewne nowe, a ciekawe cechy. Być może nie doceniam ważności nadchodzących wyborów. Przypadkowo wybrany kierowca może doprowadzić do katastrofy

   Kilka dni temu nasz premier, w typie wieczny chłopiec, ogłosił, że rząd podniesie płacę minimalną i to o prawie 150 % w ciągu dwóch, trzech lat. Bardzo był z siebie dumny, ten nasz premier, co nas dba, lepiej jak o dzieci rodzone. W ten sposób, ogłosił pan premier, były bankowiec, szybko dogonimy Niemcy w poziomie życia. Czemu by nie? Każdy chce być bogaty. Najlepiej piękny, zdrowy i bogaty. Tylko czemu tak skromnie? Czy nie lepiej od razu chwycić byka za rogi i podnieść płacę minimalną nie do czterech a do ośmiu tysięcy złotych? Dlaczego Polak ma mniej zarabiać od Niemca? Osiem tysięcy złotych to mniej więcej dwa tysiące euro, prawie średnia płaca w Niemczech. W ten prosty sposób, za jednym pociągnięciem pióra, jedna ustawą, czy rozporządzaniem osiągamy poziom życia Niemców. Czy Polakom, którzy tyle wycierpieli czasie wojny od tychże Niemców, i później w reżimie komunistycznym, to się nie należy? Przecież wszyscy mamy takie same żołądki! Polak, czy Niemiec. Słowak, Fin, czy Ukrainiec? Eskimos, lub czarny obywatel Demokratycznej Republiki Konga, czy innej Nigerii. Tylko Pigmeje mają mniejsze żołądki, ich to popularne hasło o równości żołądków się nie tyczy, ale dlatego, bo są mniejsi. Mniejszy człowiek, mniejszy żołądek. Pigmeje, te małe, czarne, śmigłe konusy.

   Pamiętne czasy komuny. Puste pułki w sklepach, strajki głodowe kobiet, specjalne, sklepy dla komunistycznej elity ukryte za żółtymi firankami i popularne hasło: wszyscy mamy równe żołądki. Wypisane na transparentach, niesione na manifestacjach. Powstaje pytanie: czy można zadekretować dobrobyt? Czy jedną decyzją, ustawą władze mogą sprawić, że państwo, czy społeczeństwa staje się bogate, bez wysiłku, tak z dnia na dzień? Oczywiście, że można. Władze Związku Sowieckiego ogłosiły narodom sowieckim, że żyją w najwspanialszym i najcudowniejszym kraju na ziemi, że żyją tak dobrze i tak bogato, tak radośnie i swobodnie, jak nigdzie indziej na świecie. Kto ośmielił się wątpić… trudno, przejechał się na Kołymę, czy Sołowki i już uwierzył, jeżeli przeżył pierwszą zimę. Albo Arabowie. Wykopie taki Arab dziurę w ziemi, a tu tryska ropa naftowa i spada na głowy Arabusów deszcz petrodolarów. Zamiast brudnego Araba z kozą mamy dumnego arabskiego szejka, czy jakiego księcia z ręcznikiem na głowie w złotym Rolls-Roy’sie. To się nazywa główna wygrana w geologicznej ruletce. Gdyby ustawy, czy dekrety rządzących tworzyły rzeczywistość, to Imperium Romanum trwałoby po dziś dzień! Ileż to w Senacie, czy cesarskiej kancelarii wydano ustaw i dekretów przeciwko tym wstrętnym barbarzyńcom zagrażającym granicom Imperium! Ba, przetrwałoby szczęśliwie i imperium perskie, i asyryjskie i Hettytów, o imperium mongolskim, czy brytyjskim nie wspominając. Oj, jak ciasno by się to porobiło. Nasza Ziemia okazałaby się za mała na tyle imperiów na raz, każde legitymizujące się plikiem ustaw. Można by także zadekretować, że Ziemia jest plaska, lub jest do wyboru: sześcianem, dwunastościanem, czy dwudziestościanem; albo że prawo ciążenia nie obowiązuje, albo że znosimy choroby nowotworowe, i tak dalej.

    Wracając na nasze podwórko. Tacy Niemcy. Ich zamożność nie wzięła się z dekretów, wydawanych ciemną nocą, ale pracy, ośmielę się zauważyć. Nie jestem wielbicielem niemieckiego porządku i niemieckiej pracowitości, ale tak było. Niemcy sami zapracowali na swój dobrobyt. Nie trysnęła im ropa naftowa. Sprytny kanclerz z okazji kolejnych wyborów dekretem, czy ustawą nie zadekretował dobrobytu. Po katastrofie II wojny światowej, w zrujnowanym kraju, Niemcy zakasali rękawy i pracowali, pracowali i oszczędzali i w dwadzieścia lat zbudowali ekonomiczna potęgę. Nie zmieniając się przy tym ani na jotę i pozostając takimi samymi skurczybykami, jak ich matki i ojcowie, i dziadowie też. Oszczędność i praca to podstawa dobrobytu, tak kiedyś mówiono i wmawiano głupim dzieciom. Dziś jest inaczej. Dziś jest lepiej. Znacznie lepiej.

    Lata osiemdziesiąte, Kraków, jedna za kamienic, chyba na Floriańskiej. Wszedłem w jakiejś sprawie na podwórze tej kamienicy na Starym Mieście. Na ścianie sutereny napis: Oszczędnością i pracą ludzie i narody się bogacą. Jakiś bogaty mieszczanin kazał wypisać to hasło przed wojną, kto wie, czy nie przed pierwszą wojną. Jako potwierdzenie swej drogi życiowej, tego, co jest pewne w życiu. Wskazówka dla dzieci, potomków. Nie brak wujków dobra rada. To było takie… surrealistyczne. Środek rządów reżimu Jaruzelskiego: bieda, nędza i ruina wszędzie dookoła. Sama ta kamienica: stara, krakowska, zgniła i zagrzybiała, cuchnąca wilgocią, uryną i szczurami, trzymająca się w kupie tylko dzięki sile grawitacji. Od prawie wieku nikt tu nie ruszył palcem, nic nie zrobił, na zadbał, nie wymalował nawet wiaderka farby. Sam ten napis na ścianie pokrytej liszajami odpadającego płatami tynku, spłowiały, wyblakły, wypłukany deszczami, ale jeszcze dający się odczytać.

    Oszczędnością i pracą ludzie i narody się bogacą. Może? Tak było, kiedyś, daleko stąd. My mamy rząd dobrej zmiany i dobrego premiera, który kocha ludzi i jednym podpisem sprawi, że będą bogaci. I robi to z zapałem. Nowy pomysł premiera i partii dobrej zmiany: cztery tysiące minimalnej pensji dla wszystkich! Idą kolejne wybory. Nie ma zmiłuj, będziemy bogaci. Bogatsi? Czemu nie najbogatsi? Taki prezencik, by ludzie wiedzieli na kogo głosować w wyborach. Inny prezent rządu, by uspokoić przerażonych przedsiębiorców, którzy muszą przecież wypłacić te cztery tysiące minimalnej pensji. Dar zwalcza się darem. Pięćset złotych dla małych i mikroprzedsiębiorców. Czyż nasz rząd przed wyborami nie jest naprawdę dobry? Wręcz znakomity. 500 złotych rano, 500 złotych wieczorem. Pada nieustanny deszcz prezentów: a to dzieciom, a to bezrobotnym, a to dzieciom sprawnym inaczej, a kobietom w ciąży, a to seniorom. Nikt nie da więcej niż partia dobrej zmiany! Nieprawda. Opozycyjne partie nie zostają w tyle w obietnicach. Dają słowo honoru, że niczego nie odbiorą, a dadzą drugie tyle co partia rządząca. O ile zostaną wybrani. Niedługo wybory. Wybory to festiwal, to igrzyska świętych Mikołajów.

   Przecież polityka to szuka zdobycia, i utrzymania zdobytej władzy. W demokracji mamy wybory i mamy kiełbasę wyborczą. Tyrani w różnych reżimach także dbali jak mogli o swój lud. Taki Jaruzelski, zdrajca i komunistyczny satrapa, miał naprawdę dobre chęci w tej mierze. Żeby naród się wzbogacił. Miał nadzieję, że jak to bydło będzie mieć co żreć, to nie będzie się buntować. Wcześniej ludzie strajkowali o podwyżki. Za Jaruzelskiego to minęło, ludzie nie nadążali za podwyżkami. Powiedzenie za komuny: czy się stoi, czy się leży dwa tysiące się należy. Potem było: czy się stoi, czy się leży PIĘĆ tysięcy się należy. Następnie były dziesięć, potem dowcip się zużył. Inflacja przeszła w hiperinflację, a pod koniec lat osiemdziesiątych w pierwszej pracy zarabiałem równowartość siedmiu dolarów. Niech ktoś dzisiaj spróbuje przeszyć miesiąc, utrzymać się za siedem dolarów. Takie były pensje, gdy Jaruzelski oddawał władzę, gdy komuna upadała. Upadła bo przegniła, ekonomicznie przegniła.

   Koniec końców wszelkie tego typu próby wzbogacenia społeczeństwa poprzez ustawy-prezenty typu 500+, lub 4000 minimalnej pensji, 500+ dla przedsiębiorców, obniżenie składek, czy co tam rządzący wymyśla, a mają pod tym względem bogatą wyobraźnię, kończą się uruchomieniem maszyn drukarskich, które zamiast papieru toaletowego będą drukować bilety Narodowego Banku. Z czasem mniej warte i gorsze niż papier toaletowy, bo nowiutkimi banknotami prosto z rasy drukarskiej nie da się nawet podetrzeć.

   Gdyby dobrobyt dało się zadekretować, to nie byłoby biednych narodów. Tanzania równałaby się w zamożności ze Szwajcarią, Salwador z Norwegią, a taka Gwinea Bissau prześcignęłaby Luksemburg. Dobrobyt tak samo da się zadekretować odgórnie, jak zwalczyć raka płuc wysiłkiem woli. Dobrobyt na rozkaz to… telekineza ekonomii. Ale dość o tem. Przejdźmy do opozycji. Tama też jest, powiedzmy, ciekawie. Była marszałka, obecna kandydatka na premierę dwóch nazwisk. Kobieta w wieku, powiedzmy, post-balzakowskim, ale postawna, nawet atrakcyjna, ubrana zawsze elegancko, z miłym głosem. Jej wada, to że jest zbyt wyniosła, co widać na jej spotkaniach z plebsem, czyli wyborcami. Arystokratyczna wyniosłość źle się sprzedaje w demokratycznych wyborach. Wiedzą to doskonale w tzw. Wielkiej Brytanii gdzie potokowe arystokratycznych rodów startując w wyborach do Izby Gmin jak ognia unikają wyniosłości, przeciwnie udają brata-łata. No, ale nasza nowa, postkolonialna arystokracja to co innego. Zdjęcie wyborcze: premiera in spe tuli dziecko. Twarz eks-marszałki w zbliżeniu: makijaż bez skazy, włosy ideał, świetnie dobrane, modne okulary na oko z pięć tysięcy warte. Tylko twarzy dziecka nie widać, no bo po co pokazywać jakiegoś gnojka z tłumu? Jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma. Wybór eks-marszałki jako osoby, która ma pociągnąć kampanię wyborcza do parlamentu; damy, która w ciągu swej 20-letniej kariery politycznej nie powiedziała jednego ciekawego zdania, rzadki wyczyn – ale tez nie błysnęła jakim głupstwem, czy szczególnym złodziejstwem, co także warto odnotować, bo w tej partii, w tym towarzystwie to wyjątek – wybór tej damy na przyszła premierę przez postępową partię trzeba traktować jako wyraz rozpaczy. Po prostu nie ma tam nikogo lepszego, ani nie uwalanego w afery, w korupcję.

  Mój komentarz? Są różne ścieżki kariery. Przykład. Jest sporo amatorów filmów z paniami w średnim i starszym wieku. Mamuśki, gorące mamuśki, seksowne mamuśki, niegrzeczne mamuśki, etc… Tak, zgadza się, faceci to zboczeńcy. Albo gorzej. Pani w średnim wieku, dama z arystokratycznymi manierami i nie brzydka z pewnością to gwiazda tego rodzaju produkcji z licznym gronem, wiernych fanów. Co do wyborów… zobaczymy, jak pójdzie damie z wyższych sfer stolicy, alias parszafki, ubiegającej się o głosy Januszów i Grażyn z różnych Pcimi i Wólek Górnych. Ale przynajmniej eks-marszałka kupi sobie za pieniądza kampanijnie klika nowych par okularów i kilka garsonek. To też się liczy. W końcu co elyta, to elyta. Noblesse oblige (nie tłumaczę, można sobie wyguglać co to znaczy).

   W obietnicach wyborczych dystyngowana eks-marszałka, i jej sztab z partii postępowej nie daje się wyprzedzić partii radzącej. Polityczni rywale idą łeb w łeb w rzucaniu kiełbasy wyborczej Obecnie mamy taką demokrację że wybory, czyli jak kiedyś mówiono: święto demokracji, że wybory zmieniły się w wyścig świętych Mikołajów. Łatwo i przyjemnie dawać z cudzego. Politycy współcześni tak mają. Cztery lata władzy dla nich ze wszystkimi profitami z władzy płynącymi, zaś rachunki i tak zapłaci głupi, ciemny lud. Winston Churchill obiecywał swoim rodakom: krew, pot i łzy. Nasi, współcześni politycy wyciągają kampanijne, czerwone wory i zajadle się licytują na papierowe prezenty: 500+! Nie, jak dam 750+! A ja dam 1000+! 4000! Ani grosza mniej! Inny kraj, inne czasy.

   Myślę, że ta kamienica w Krakowie całkiem się zmieniła w tych minionych ponad trzydziestu latach. Kamienica na Floriańskiej ma wielką wartość. Pewnie ma właścicieli: prawowitych, lub fikcyjnych spadkobierców w trzecim, czwartym pokoleniu tego mieszczanina, który kazał wypisać na ścianie: Oszczędnością i praca ludzie i narody się bogacą. Kamienice wyremontowano i odgrzybiono. Właściciel wytępił szczury i pozbył się meneli, którzy już nie leją w bramie, ani nie gnieżdżą się na piętrach budynku w melinach, zwanych mieszkaniami komunalnymi. W kamienicy zamiast pijaczków i złodziejaszków znajdują się eleganckie restauracje, puby, albo biura. Miast smrodu moczu, szczurzych i ludzkich odchodów pachnie miła wszystkim woń bogactwa, a przynajmniej zamożności. Suterena też jest wyremontowana, otynkowania, ocieplona i ładnie wymalowana. Napis przy okazji zniknął. Po co, i komu jest potrzebny taki przebrzmiały dziś slogan?

   Tylko idiota uwierzy, że oszczędnością i praca ludzie i narody się bogacą! Przecież mamy 500+ dla każdego. Po co tu oszczędzać? Po co pracować? No, trochę pracy to wymaga. Pracy i nie pracy, jeśli już praca, to bardzo przyjemna praca. A będzie 1000+, 1500+. Będzie cztery tysiące minimum dla każdego. Nowe hasło obowiązuje: czy się stoi, czy się leży, cztery tysiące się należy. Dziś jest tak dobrze, że nawet leżąc we własnym łóżku można zarabiać. Kładzie się partner na partnerce, popracuje, ona postęka, on wykona trochę tak zwanych ruchów frakcyjnych i za dziewięć miesięcy jest pięć setek w kieszeni, dochód gwarantowany przez na następne 18 lat. A będzie jeszcze lepiej. Dla wszystkich. Lepiej! Lepiej? Dla wszystkich? No, może.

   W jakich wspaniałych czasach żyjemy? Dawniej tylko Bóg mógł zsyłać mannę z nieba. Tylko Bóg może czynić coś z niczego. Przemieniać wodę w wino. Przeszłość. Dzisiaj byle polityczek w drogim garniturze, czy polityczka w garsonce i modnych okularach to samo potrafi! Nie takie cuda znamy. Kiedyś znalazł się ktoś, kto wstrzymał Słońce, ruszył Ziemię… Czemu dziś ktoś inny, np. premier o sylwetce i zachowaniu uczniaka nie miałby na odwrót: wstrzymać Ziemię, ruszyć Słońce? Przecież wszystko jest możliwe. Rząd wszystko może, parlament uchwali każdą ustawę. Czeka nas państwo dobrobytu. Państwo opiekuńcze. Państwo dobrobytu i sprawiedliwości społecznej. Nic nas nie powstrzyma przed dogonieniem Zachodu! W wykonaniu w dwa lata tego, co Niemcom zajęło lat trzydzieści! Tak być musi! Program gotowy. Ustawy przygotowane. Parlamentarzyści rozgrzani, by zrobić nam wszystkim lepiej! Jeśli się nie uda w ten sposób, w ostateczności… Zawsze w pogotowiu czekają maszyny drukarskie. Że dobrobytu nie da się ani zadekretować, ani wydrukować? O czym świadczą mnogie przykłady licznych państw, które upadły i narodów, które wpadły w nędzę, gdy próbowały iść na skróty. Jak Niemcy przed stu laty, po I wojnie światowej, z ich hiperinflacją, a współcześnie Zimbabwe. Nikomu to się nie udało. Co z tego? Gdy wybory za miesiąc, za dwa tygodnie, za tydzień? Z drugiej strony łatwo jest być bezkompromisowym, gdy się za nic nie odpowiada. W polityce realnej obowiązuje zasada coś za coś. Albo zasada mniejszego zła. Co jest większe? Co mniejsze? Najpowszechniejsze złudzenie optyczne. Dłonią zasłonię Słońce. Czy z tego wynika, że moja dłoń jest większa od Słońca? Ludzie, w tym politycy – politycy to przecież tylko ludzie z ich wadami i zaletami – bardzo często mylą się w kwestii, co jest mniejszym, a co większym złem. Biorą życzenia za fakty.

   Czy nie jest paradoksalną myśl, że jedyna nadzieja to ta, że wybrani na następną kadencję przez naród władcy okażą się oszustami i kłamcami i nie spełnią przedwyborczych obietnic? Jeśli tak, to czy i zdeklarowany złodziej u władzy nie okaże się lepszy od uczciwego? Zdrajca od wiernego? Czy to aby nie pobożne życzenia? Mamy wybory przed sobą. Maszyny drukarskie tylko czekają na rozkaz. Państwowa drukarnia papierów wartościowych dla polityków jest niczym skład pełen morfiny dla ćpunów. Druk papieru nie wzbogaci, lecz odwlecze katastrofę o rok, dwa… Dla rządzących ma to sens.

   Jakie to kłamstwo, że oszczędnością i praca ludzie i narody się bogacą! Dziś jesteśmy o wiele mądrzejsi. Jak kiedyś. Będzie, jak było. Przysłowia są mądrością narodów. Czy się stoi, czy się leży, n tysięcy się należy.

 

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie tekstu tylko za zgodą autora.

 

Ocena wpisu: 
3
Twoja ocena: Brak Średnio: 2.4 (głosów:10)

Komentarze

Czy dobrze zrozumiałam sens barwnego, długiego artykułu...w którym ukrył Pan....przesłanie ...że premier to idiota i złodziej?

Jeżeli tak...to można było krócej, wątpię aby w erze analfabetów ktoś  tyle wytrzymał ....a jeżeli nie o to szło...proszę o przybliżenie sensu.

Przy okazji w pełni zgadzam się, że hasło "Oszczędnością i pracą ludzie i narody się bogacą" jest nieprawdziwe, że to propaganda, moim zdaniem  pewnie  jakiegoś  żydowskiego banku.

Walczę z wszystkimi, którzy zalecają oszczędzanie....i proponuję zamiast tego - mądre, roztropne wydawanie..

Natomiast nie mogę się zgodzić z tym, że Niemcy wzbogacili się pracując. To lud leniwy , krnąbrny i głupi... czasem tylko posłuszny, szczególnie w obliczu klęski i strachu...bo to tchórze.  Wzięli się wprawdzie zaraz po wojnie do pracy...bo nie było wyjścia...ale ich dobrobyt powstał z rabunku i kradzieży oraz przymusowej pracy robotników najemnych  a nie z tytułu własnej pracowitości.

Serdecznie pozdrawiam

 

Podoba mi się!
3
Nie podoba mi się!
-4

Verita

#1603486

Witam Panią, 

nie napisałem, że "że premier to idiota i złodziej". Nasz premier to cyniczny polityk, były bankowiec i historyk z wykształcenia. Jako historyk słyszał o hiperinflacji w Niemczech, jako bankowiec wie, że nie da się wydrukować pieniędzy, coś co ma wartość, że można wydrukować tylko banknoty, jak nalepki na butelki wody sodowej. Premier jest przedstawicielem swojej klasy politycznej, z różnych partii. I jak inni uważa wyborców za idiotów, za ciemny, głupi lud, który kupuje się kiełbasą wyborczą. Im więcej kiełbasy, tym lepiej. Dla kogo lepiej? Per saldo na pewno nie dla ludu.

Współcześnie pogląd, że oszczędzanie i praca popłaca, jest mocno niepopularny. Dziś w cenie jest to, co jest tu i teraz, co można zjeść, włożyć, użyć... Przyszłość, czy przeszłość niewielu obchodzi. Dlatego religia usycha. Liczy się tylko dziś. Hasło reklamowe: im więcej wydasz, tym więcej zaoszczędzisz, absurd logiczny w istocie, to tylko słabe wspomnienie przeszłości. 

Co do Niemców, nie lubię ich. Ale po przegranej wojnie na gruzach sami odbudowali i zbudowali swój dobrobyt. Nikogo tym razem nie mogli rabować, bo sami byli pod okupacja. Dlatego dobrobyt niemiecki ma trwałe podstawy, a nasz zadekretowany, będzie tyle wart ile papier, na którym go wydrukują. 

 

Pozdrawiam serdecznie

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
-3

Bielinski

#1603493

historyk z wykształcenia nie jest taki głupi, by sądził, że zwykłym zarządzeniem, albo nawet poważną ustawa dało się wprowadzić jakikolwiek dobrobyt. Raczej nie wygląda na takiego durnia. Co ciekawsze, nic nie wskazuje, by działał w ten sposób. Jest natomiast lista konkretnych działań, które były podejmowane przez ostatnich 6 lat, których efekty składają się na obserwowane już teraz skutki tej roboty.

Wiem, że lista tych działań może zawierać, w zależności od stopnia szczegółowości 10 pozycji, albo 100, albo nawet 500 konkretnych rozwiązanych problemów, albo programów w różnych fazach realizacji. W procesach dziejących się w dużych systemach jest wiele przedsięwzięć wieloletnich, czyli takich, które dają zauważalne efekty po kilku latach, a dopiero w okresach nawet kilkunastoletnich ich skutki mogą  wpływać na jakość życia obywateli w istotnym statystycznie rozmiarze.  

Podam dwa, może trzy konkretne przykłady:

  1. Jakość usług służby zdrowia w istotny sposób zależy od ilości lekarzy specjalistów oraz innego personelu medycznego, a później dopiero inne czynniki mają znaczenie. A na wykształcenie doświadczonego lekarza specjalisty potrzebne jest minimum 8 lat a niekiedy nawet 10 lat nie jest czasem zbyt długim.
  2. Zjawiska demograficzne potrzebują jeszcze dłuższych horyzontów czasowych a i tak widzimy często wpływ takich zbiegów przeciwstawnych procesów, że nawet mocne impulsy, wywołujące bardzo pozytywne zmiany, mogą jedynie zmniejszyć negatywne skutki,wcześniej wygenerowanych trendów. Konkretnie ostatnie impulsy pro - demograficzne, spowodowały bardzo istotny statystycznie przyrost dzietności kobiet w wieku rozrodczym, ale ze względu na duży spadek ilości kobiet w tym wieku, wzrost ich dzietności nie spowodował wyraźnego przyrostu ilości urodzin.
    No i jeszcze różne opinie o skutkach takiej polityki:
    a) recenzja PO - program 500+ jest bezskuteczny ponieważ nie spowodował przyrostu ilości porodów.
    b) recenzja PiS - program 500+ jest skuteczny, ponieważ powstrzymał katastrofalny spadek ilości urodzin.
  3. Duże inwestycje przemysłowe i infrastrukturalne wymagają co najmniej kilkuletniego okresu przygotowań i dlatego ich realizacja potrzebuje co najmniej pięcioletniego czasu od decyzji do rozpoczęcia eksploatacji.
  4. Itede, itepe...

I jeszcze jedna uwaga. Dotychczasowe konkretnie realizowane działania tego rządu w sferze gospodarki finansowej, polegające na powstrzymaniu totalnej grabieży bardzo wielkich realnych pieniędzy i następny preliminarz transferu tych pieniędzy wcale nie wskazuje na tak nieroztropną głupotę ekonomiczną, która pan sugeruje.
Niestety nie da się tej głupoty zaniedbać przy ocenie gospodarki finansowej Państwa rządzonego przez lata 2007 - 2015.
Dlatego jestem pewien, że głosowanie 13 października 2019 roku na koalicje aktualnej totalnej opozycji, bez względu na to, czy to jest KO, KP, SLD, czy inna Konfederacja - jest tą właśnie głupotą.

Oni wszyscy po prostu nie umieją rządzić. Nie potrafią.

Podoba mi się!
4
Nie podoba mi się!
-1

michael

#1603573

To czy biecanki okażą się cacankami, czy wręcz przeciwnie - się spełnią (dla mnie osobiście) są mniej ważne, albowiem wybór jest następujący: albo mnie i kilka pokoleń okradną  (pewne jak w banku), albo dostanę lub nie dostanę jakiegoś "500+"

Tylko naiwni sadzą, że już "Tamci" się nachapali i ukradli co mieli ukraść. Błąd. Będą kradli - jeśli wrócą do koryta - w nieskończoność. I będą kradli nie tylko "cudze", państwowe, nie, nie, - oni okradną Ciebie! Jeśli wprowadzą podatek katastralny (a zamierzali), to w przeciągu swej 4-ro letniej kadencji każdy tutaj żyjący przekona się na własnej kieszeni ile straci. I wówczas nie będzie zmiłuj. Okradną jak w banku, a raczej okradliby gdyby wrócili. Taka subtelna różnica.

Dlatego bez względu na moje przekonania zagłosuję na obecnie rządzących.

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
0

Apoloniusz

#1603606