Boże Narodzenie

Obrazek użytkownika Bielinski
Kultura

Zbliżają się kolejne święta Bożego Narodzenia. Właściwie już są, tuż za progiem. Wkrótce święta znów będą za progiem odchodząc. Krótkotrwały to gość te święta Bożego Narodzenia. Może to i dobrze. Zgodnie ze staropolskim powiedzeniem: gość i ryba trzeciego dnia psuć się zaczyna. Święta Bożego Narodzenia trwają trzy dni, z Wigilią. Czyżby respektowały tę złotą regułę trzech dni? Piszę te słowa w Wigilie Bożego Narodzenia. W przeddzień świat, albo, według innych, pierwszego dnia świat. Bo u Nas, Wigilia to prawie takie samo święto jak samo Boże Narodzenie. Są tacy, dla których Wigilia jest najważniejsza. Święta Bożego Narodzenie to najpopularniejsze święta na świecie, to jest naszej starej Ziemi. Nawet poganie i wrogowie Jezusa i chrześcijaństwa: Żydzi, muzułmanie i ateiści je obchodzą, chociaż ukryte pod kamuflującymi nazwami. Padający śnieg, choinka rozjaśniona lampkami, prezenty, no i święty (?) Mikołaj w czerwonym ubraniu z białą brodą. Któż tego nie lubi? A przecież jest wielki problem z tymi światami. Sama nazwa: Boże Narodzenie!? Toż to kpina. Skoro Bóg, to nie może się rodzić, bo Bóg musi być nieśmiertelny. Nie ma ani początku – narodzin, ani końca – śmierci, jak ludzie. Jeśli się rodzi, to nie jest bogiem. Narodziny Boga to oksymoron, sprzeczność, paradoks. Różne nazwy, a sens jeden: narodziny boga to jedno wielki głupstwo, w które wierzyć tylko głupcy.

Ktoś powie, że greccy, czy rzymscy bogowie także się rodzili. Atena wyskoczyła z uda Zeusa, sam Zeus też miał rodziców: ojca Kronosa, i matkę Reję. Ale Grecy, czy Rzymianie mieli politeizm, plejadę wielu bogów, którzy kłócili się, godzili, kopulowali ze sobą i płodzili nowych bogów, boginie, czy jakie nimfy, czy innych w ćwierci-, w pół-, czy całych bohaterów, jak Herakles. Współcześnie, w hinduizmie tez mają cała masę mnożących się bogów. My mamy monoteizm – jednego Boga. Wszechmocnego i nieśmiertelnego, który nie może się rodzic. Żeby było trudniej, nasz Bóg występuje pod trzema postaciami: Bóg Ojciec, Syn Boży i jeszcze Duch Święty na trzeciego. Trzy w jednym, albo Jeden w Trzech. Trójcy Świętej, czyli Jednego Boga w trzech postaciach, najtęższy starożytny filozof nie rozgryzłby. Nowożytny myśliciel również polegnie w spotkaniu z tym problemem. Czego nie da się zrozumieć, zawsze da się wykpić. Ileż powstało na ten temat dowcipów, kpin, i szyderstw! Na początku, we wczesnych wiekach i współcześnie.

Stary święty Paweł dobrze o tym wiedział, bowiem pisał u zarania chrześcijaństwa: „Skoro bowiem świat przez mądrość swoją nie poznał Boga w jego Bożej mądrości, przeto upodobało się Bogu zbawić wierzących przez głupie zwiastowanie.” (I Kor, 21, podkreślenie moje) Dalej pisze święty Paweł (konwertyta z judaizmu): „My zwiastujemy Chrystusa ukrzyżowanego, dla Żydów zgorszenie, dla pogan głupstwo.” (I Kor, 23)

Dla Żydów narodziny Jezusa Chrystusa – Syna Bożego – to bluźnierstwo. Dla pogan, współczesnych ateistów, narodziny Jezusa Chrystusa, to głupstwo, czyli powód do śmiechu, złośliwości, kpin i szyderstwa. Minęło dwa tysiące lat i nic się nie zmieniło. Poganie, kiedyś wyznawcy starych bóstw, przemienili się w ateistów. I wszyscy, wierzący w prawdziwą wiarę, czyli Żydzi, i muzułmanie, oraz poganie – ateiści, zgodnie, razem, wspólnie, zespołowe drwią z chrześcijaństwa i Bożego Narodzenia. Interesująca jest zaciekłość z jaką atakują właśnie Boże Narodzenie. Większa niż ukrzyżowanie. Ileż to artykułów i książek napisano, o tym kiedy się Jezus urodził i gdzie. Oczywiście, to co piszą Ewangeliści na ten temat to głupstwa, zmyślenia, konfabulacje szaleńców. Albo rozpatrujących zagadnienie: kto był ojcem Jezusa? Skoro ojcem Jezusa nie był Józef, tu akurat postępowi naukowcy dają wiarę Ewangeliom, i nie Bóg, bo to kompletny idiotyzm, to kto zapłodnił Maryję? Odpowiedzi różne: od rzymskiego setnika, przez wędrownego kupca (arabskiego), po germańskiego wojownika z germańskich wojsk posiłkowych. Ojciec innego rodu niż Izraelici. Ta ostatnia teoria o Jezusie – Germaninie była usilnie propagowana czasach wiary w germańskiego nadczłowieka i Herrenvolk. Jezus okazuje się być Germaninem, stad jego niebieskie oczy i blond włosy na obrazach. Jezus nie superstar, ale supermen.

Najczęstszy zarzut do świat, szczególnie Bożego Narodzenia, stawiany przez współczesnych pogan – ateistów wszelkiej maści – to hipokryzja. Oto ci, którzy przez dwanaście miesięcy są podli, złośliwi, wrodzy, co najmniej nieżyczliwi, przez jeden wieczór w roku udają, nie są, ale udają, że są dobrzy, życzliwi, przyjaźni. Zarzut z pozoru całkiem prawdziwy. Przecież chrześcijanie to nie są anioły, co zeszły z nieba; to ludzie z krwi i kości; z różnymi wadami i przywarami. Z pozoru jedynie te zarzut jest słuszny, bo chrześcijanie prócz wad mają tez zalety. Jak wszyscy. Ale to tylko chrześcijanom podkreśla się jedynie wady, jakby nie było w nich nic innego. I czynią to ludzie którzy z wad, grzechów uczynili cnoty, coś czym się chlubią. Trudno o przykład większej hipokryzji. Jak złodziej, który by odwrócić od siebie podejrzenia krzyczy: „łapaj złodzieja!” wskazując na bogu ducha winnego sąsiada.

Święta są takie jak cały rok. Przecież na jeden, dwa dni nie stajemy się inni, by w poświąteczny poranek powrócić do poprzedniej postaci. Odczuwają to szczególnie dzieci. One najbardziej wyglądają świat i najmocniej je przeżywają. W domach, gdzie panuje miłość, zgoda, wzajemna życzliwość, takie też są święta: radosne, ciepłe, świąteczne. W domach wypełnianych obojętnością, lub gorzej nienawiścią, pełnych kłótni, wrzasków, wzajemnych żalów i wyzwisk, takie też będą święta. Nie święta to, lecz koszmar. Lepiej, żeby już nie było Bożego Narodzenia, niż miałoby być takie, jakie czasami, gdzieniegdzie się zdarza. I powtarza rok w rok. Najbardziej zajadli ateiści to owoc takich świąt Bożego Narodzenia, będących swoim całkowitym przeciwieństwem. Ani miłości, ani pojednania, ani nadziei. Być może ja również odszedłem od kościoła przez święta Bożego Narodzenia? Potem, gdy już miałem własny dom, przez lata do tych świat podchodziłem jak do przykrego obowiązku; jak do wizyty u dentysty, tym przykrzejszą, bo trwającą wiele godzin. Co prawda można się w tym czasie znieczulić, co łagodzi, ale nie znosi przykrości, gdy czas świąteczny przynosi wspomnienia. Potrzeba dziesięcioleci by zmienić sposób patrzenia, odczuwania świąt.

Wracając do tej, rzekomo wrodzonej hipokryzji chrześcijan, czy katolików, ujawnianą z całą mocą przy okazji świat Bożego Narodzenia? Niestrudzony kronikarz ludzkich wad, książę François de La Rochefoucauld powiedział, że hipokryzja to hołd, jaki występek składa cnocie. Hipokryzja to wada, to kłamstwo, prawda lecz jednocześnie to uznanie (uznanie wspak) wyższości dobra nad złem. Zatem, lepsza jest hipokryzja od braku hipokryzji, podobnie lepszy jest wstyd, od bezwstydu. Ci, co zapracują katolikom hipokryzję, dzielą się na dwie grupy. Pierwsza zarzuca hipokryzje, by ukryć własne grzechy. Popełnią hipokryzję do potęgi drugiej. Druga grupa nic nie udaje. Oni robią to, co chcą, co im się podoba, co przynosi im korzyć lub rokosz zupełnie bezwstydnie, bez oglądania się zna żadne inne względy poza własna przyjemnością. Skoro nie ma grzechu, a wszystko jest dozwolone, to i kłamstwo i hipokryzja jest dozwolona. Skąd wiec te ataki? Każdy kij jest dobry by uderzyć w chrześcijan.

Do tego dochodzą zwykłe wywyższanie się tych lepszych, postępowych od ciemnej masy. Utyskiwanie na głupie ciotki, wtykające nos w nie swoje sprawy i uparcie pytajcie, kiedy ślub, gdy oświecona femina, że tak ja nazwę, przyprowadza kolejnego „partnera” i ani myśli o związku trwalszym niż trzy nocki. Albo narzekanie na polskie, wstrętne i tłuste żarcie, tak odlegle od uwielbionej kuchni śródziemnomorskiej, czy kolejnej diety. Szyderstwa z kuzynów, co chleją czysta, polską wódkę, zamiast zaprawiać się winem proseco, jak ci lepsi. I tak dalej. Ale w tym roku tego rodzaju narzekania, są w mniejszości. Kiedyś było tego pełno, w te święta znikły. Prawie. Dlaczego? Co rożni te święta Bożego Narodzenie, od tych sprzed dwu, trzech, pięciu lat? Pandemia. Od początku roku 2020 – to już prawie dwa lata, jak ten czas płynie – żyjemy w świecie pandemicznym. W świecie zagrożenia. Niebezpieczeństwo zwiększa i się i zmniejsza wraz z przypływem i odpływem kolejnej fali pandemii, ale jest stale obecne. Pandemia koronawirusa SARS-COV-2 ze śmiertelnością rzędu, dwóch, trzech procent to ledwie szturchniecie. Mogło być o wiele, wielu gorzej. Natura dała nam, ludziom, coś w rodzaju lekkiego klapsa. Wystarczająco, by pokazać, kim jesteśmy, i gdzie nasze miejsce. By przebić bańkę iluzji. Tę wieże Babel, wznoszoną z wielkim trudem. Roztrzaskała mrzonki, że jesteśmy panami stworzenia. Że władamy Ziemią sięgając innych planet. Że dzięki antybiotykom, hormonom, innym lekom władamy naszymi ciałami. Problemy? Są, owszem. Ginące gatunki, jakieś pantery śnieżne, wieloryby, czy żabki traszki, Zanieczyszczenie środowiska, plastik w ocenach, i największy problem: Efekt Cieplarniany. Ale jeśli będziemy działali wspólnie razem, rozwiążemy każdy problem, ocalimy wymierające gatunki. Ocalimy Ziemię! Bo to jest nasza odpowiedzialność! Odpowiadamy za Ziemię. Za życie na Ziemi! A tu przyszedł mały wirus, wcale nie za bardzo zjadliwy, i okazało się że wiele nie odpowiada, nie rządzi nawet własnym oddechem. Tak rodzi się strach powściągający kpiny.

Narodziny nowego człowieka to zazwyczaj wielka radość. Zazwyczaj, nie zawsze, znamy takie przypadki. Mama jest szczęśliwa, a tata dumy, gdy widzą tego tłuściutkiego, różowego, dziwnego człowieczka. Kim będzie, gdy dorośnie? Rodzice nie zastanawiają się nad tym; wiedzą, że będzie dobrze. Że wyrośnie piękny, mądry i dobry chłopak, czy dziewczyna. A przecież pośród stu nowonarodzonych są też przyszli złodzieje, narkomani, prostytutki, przytrafi się nawet i morderca. Kto tak jednak, patrząc na różowego, malutkiego człowieczka, na swoje własne dziecko zadaje sobie takie pytania? Jest radość. Jest szczęście. Nadzieja.

Gdy Bóg się narodził? Jeśli tak, to byłby cud. Cud prawdziwy, czyli logiczna sprzeczność. Cud, którego nie rozbije młotek archeologa, nie zostanie wyjawiony pod mikroskopem dociekliwego naukowca. Czy w momencie narodzin Jezusa przesądzone było jego ukrzyżowanie? Tak kiedyś myślałem. A czy jest przesądzane, że piękny, nowo narodzony człowiek ma się stać profesorem uniwersytetu, czy złodziejem? Świętym lub mordercą? Gdyby tak było, nie istniałaby wolna wola. Bylibyśmy trybikiem w gigantycznej maszynie, ziarnkiem piasku wpadającym miedzy wielkie żarna, pyłkiem w wirze huraganu. Narodziny to otwarcie nowej księgi. Strony są czyste, jeszcze nie zapisane. Ta księga zostanie zapisana przez innych. Prawda, ważny jest przypadek, inni, otoczenie, ale choć dopiski w tej księdze, jeśli nie całe rozdziały, piszemy własna ręka. Cud narodzin. Cud narodzin Boga. Cud woli Boga. Gdyby ukrzyżowanie Jezusa było zdeterminowane w momencie jego narodzin, również i on nie miałby wolnej woli. Ukrzyżowanie to skutek zmowy Żydów, lecz i własna decyzja Jezusa. Jeśli człowiek nie ma wolnej wioli, to i bóg nie ma wolnej woli, więc bóg nie istnieje.

Właśnie wróciłem ze spaceru z psem. Mróz szczypiący w policzki, chrzęst śniegu pod butami, pola pokryte śniegiem, krzewy skrzące się szronem w słońcu. Słonce nisko zawieszone na niebieskim niebie, czystym, bez jednej chmurki. Nie pamiętam takich świat Bożego Narodzenie w śniegu i mrozie. Jak z obrazków, pokazujących idylliczne Bożen Narodzenie, święta rodzina: Maria, Józef w stajence, żłobek no i nieodłączny śnieg. Obrazków, z których kiedyś tak chętnie się śmiałem. Na spacerze minąłem bałwana ze śniegu. Mały był i pokraczny po prawdzie. Ileż jednak dzieci miały radości lepiąc tego bałwana! Pewnie pierwszy raz dzieci miały dość śniegu, by można było ulepić bałwana. Święty Paweł powiada, że mądrość tego świata głupstwem jest u Pana. Nie warto się bać tego, że nazywają nas głupimi, czy zacofanymi. Nie trzeba się bać nawet śmieszności. Bowiem mądrość jednych głupstwem Pana. I głupstwem innych.

Jeżeli człowiek: ułomny, słaby i grzeszny, przez jeden, dwa dni stara się być lepszy, i wierzy, że może się zmienić, to trzeba go chwalić a nie wyśmiewać, czy wyzywać od hipokrytów. Od hipokryzji gorsza jest bezczelność tych, co bez żenady ujawnią swej podłe, brudne postępki, goniąc za wszelakimi żądzami. I chlubią się nimi. Tych, co szydzą z tradycji, by ją zbrukać, by ją sprowadzić do swego poziomu. Od bezwstydu lepszy jest wstyd. Od śmiałości doświadczania wszystkiego, o wiele cenniejsza jest skromność i powściągliwość. Czy to niemodne przykłady? Głupie? Niech będą głupie i śmieszne. I jest Boże Narodzenie. Święto nadziei. Nowego początku. Tego, że możemy, że jesteśmy ważni. Że to, co robimy ma znacznie. Że jesteśmy wolni i odpowiedzialni.

Tego nas uczą święta Bożego Narodzenia. Święto radości, miłości, i wolności. I nadziei. Bóg się rodzi! Gdyż to niemożliwe. Długo trwało zanim doszedłem do tego miejsca. Musiałem przemierzyć wiele trudnych dróg. Zyskać łaskę zapominania i nauczyć się trudnej sztuki przebaczania. Po prawdzie jestem ledwie czeladnikiem, czy marnym wyrobnikiem w tej jakże trudnej sztuce. By dojść do tego, że cieszy mnie widok ustrojonej choinki, świętowanie z bliskimi, czy pokracznego śnieżnego bałwana. Mała rzecz i duża zarazem. Kolejny paradoks. I przestać się wstydzić swojej głupoty. Oby więcej takich świat. Już się cieszę na następne, za rok.

 

  Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie tekstu tylko za zgodą autora.

5
Twoja ocena: Brak Średnia: 5 (7 głosów)

Komentarze

Nasze życie jest zbyt krótkie by marnować je na zło. Zło niech zajmuje się sobą. Dobro, tylko dobro jest warte naszego wysiłku i czasu. Jednak to dobro, wymaga od nas zazwyczaj więcej niż się spodziewamy. Dobro jest wymagające, kosztuje nas dużo. Dlatego jest tak cenne, trudno uchwytne, wymyka się nam w codzienności. Jest trudno rozpoznawalne, ulotne. A zwłaszcza dobro skuteczne, namacalne. A już szczególnie dobro które daje nam widoczną wdzięczność w postaci dobra zwróconego nam. Ku nam. Bo dawać jest szczególnie przyjemnie, ale pomnażanie dobra, jest jeszcze przyjemniejsze.

Ci, którzy gardzą dobrem, przedkladając pychę, zadufanie, pogardę czy inne zło, nigdy nie są w stanie doświadczyć prawdziwych skutków dobra. Jedynie jego iluzję. I tym jest ich radość ze skutków pogardy dla chrześcijan. Bo czymże jest rechot z tradycji i święta? Święta! Boga.

Boże Narodzenie jest doberm jakiego prawdziwie doświadczają tylko chrześcijanie. Cała reszta doświadcza jedynie iluzji w postaci namiastki "Season Greeting's", wzmożonych zakupów, filmów z serii "ktoś tam sam wdomu" itp.

Boże Narodzenie jest dobrem szczególnym. I tylko życie chrześcijanina pozwala prawdziwie korzystać z tego dobra.

Wszystkim, szczęść Boże w ten piękny czas Bożego Narodzenia które ma nas nauczyć kochać i żyć w miłości. Jesteśmy stworzeni z miłości i mamy w niej żyć i dla niej żyć. A oni... 

Vote up!
3
Vote down!
0
#1639359

Piękno i mądrość zawarte w słowach wydały się przejść niezauważone. Je je jednak dostrzegłam i rozpoznałam. Jestem pod wrażeniem komentarza.

Oby nadchodzący Nowy Rok przeniósł choćby jedną drobną rzecz dla każdego z nas, z której będziemy się cieszyć. 

 

Szczęść Boże.

Pozdrawiam.

Vote up!
2
Vote down!
0

AgnieszkaS

#1639400

Dziękuję Pani. Wzajemnie chciałbym i Pani i innym życzyć wiele dobrego w Nowym Roku, 2022. Przynajmniej jedną dobrą rzecz. Z tym, jednym, albo małym będzie łatwiej, bo przyszły rok nie zapowiada się dobrze. 

Pozdrawiam

Vote up!
2
Vote down!
0

Bielinski

#1639402