Znikające Euro, czyli koniec politycznego zaćmienia

Obrazek użytkownika grzechg
Kraj

Euro 2012, na jakiś czas przykryło sprawy o fundamentalnym znaczeniu dla przyszłości Polski, choć i podczas krótkiej euforii, nie brakowało politycznych debat o tym, czyja jest biało – czerwona, no i nieuzasadnionych, złośliwych komentarzy po telefonie Putina do Tuska. Media nakazały co prawda, by nie zdejmować flag i dalej się cieszyć, że nam to wszystko fajnie wyszło, ale kibice trochę już opadli z sił, bo jak długo można wołać Portugalia! Portugalia!, albo – nie znając piłkarskich realiów – Messi, Messi! Narracji nie udało się utrzymać na odpowiednim poziomie, a znerwicowany Donald Tusk na meczu Niemcy – Grecja, dał znak swoim plemionom, że już można się przestać cieszyć. Nie wszyscy od razu posłuchali premiera, bo minister Mucha jeszcze dziś rano miała swoją konferencję prasową, na której streściła nam przebieg ćwierćfinałów i podziękowała ministrowi Nowakowi, ze podciągnął tę A-2 do Warszawy, przez co kibice niemieccy dojadą spokojnie na półfinał z Włochami. Czyli jednak kopał tam nocami, albo lał asfalt, inaczej nie mogło być. Tak było do godziny jedenastej.

Od tej godziny główne stacje podjęły kolektywną decyzję, że tragiczną śmierć Madzi (jej matka tańczy podobno teraz na rurze w nocnym klubie) zastąpi śmierć Szymona, która dwa lata temu wstrząsnęła autentycznie opinią publiczną w Polsce. Według mnie, nawet w sezonie wakacyjnym tą sprawą nie da się zapełnić wyrwy po Euro, chyba że matkę Szymona podejrzaną o zamordowanie dziecka opuści areszt i zacznie organizować konferencje prasowe. Będzie jeszcze kilka „gorących” relacji z Nowego Jorku, Barcelony, Paryża, Berlina i oczywiście z Dublina, że za rok możemy się spodziewać wielkiego najazdu turystów, bo wszyscy są zachwyceni Polską, Polakami i stadionami.

Śmierć generała Petelickiego miała też zapewne przejść niezauważona w euforii dojścia Polaków do półfinału, ale nawalił Franciszek Smuda. I tak kończy się czas zaćmienia w Polsce, i tak powracają znowu wszystkie kluczowe pytania, w tym jedno najważniejsze: pytanie o prawdę o Katastrofie Smoleńskiej. Nie chodzi tu o to, by odbierać nam satysfakcję z tego, że jesteśmy dobrze oceniani za organizację Euro. Chodzi o to, że władzy impreza ta posłużyła głównie do realizacji swoich politycznych celów. Z dość marnym skutkiem, bo kilka procent więcej dla PO w sondażu to tylko chwilowa, pozytywna reakcja szerokiego elektoratu tej partii. Tak poza tym to się to wszystko sypie, czego szczególnie doświadcza biznesowy plakton z obozu Tuska.

Pytanie o Smoleńsk powraca, bo wbrew pozorom nie ma tu społecznego przyzwolenia na pozostawienie tej tragedii jako niewyjaśnionej. Na nic zdadzą się wysiłki służb, mediów i Platformy, by rozmyć 10 kwietnia w niekończącym się korowodzie różnych domysłów i hipotez. Można powiedzieć, że jesteśmy już dość blisko obalenia głównej tezy obozu III RP, że w Smoleńsku doszło do tragicznego wypadku. I co raz bliżej wyjaśnienia tego, kto i w jaki sposób przyczynił się do tej katastrofy. A zacząć je trzeba, bez wątpienia, od tego, co działo się 10 kwietnia 2010 roku na lotnisku Okęcie.

Opozycja musi natomiast jeszcze raz odpowiedzieć sobie na pytanie, jak zamierza rozwiązać problem Platformy i rządu Tuska po dojściu do władzy. Musi zrobić to już teraz. Kończy się zaćmienie polityczne, więc jest dobra pora na to by ponownie postawić publicznie pytanie, czy rząd po Katastrofie Smoleńskiej działał na szkodę interesów państwa polskiego. Odpowiedź na to pytanie jest kluczowa dla przyszłości Polski. Jeśli bowiem prawica będzie dryfować w kierunku legitymizacji obozu III RP po 10 kwietnia, to w jakiś sposób przyznaje mu, że w sprawie 96 ofiar ze Smoleńska polskie państwo zrobiło, co mogło. Jeśli natomiast uznamy, że premier i prezydent utrudniali poznanie prawdy lub działali na szkodę Polski w sprawie wyjaśnienia przyczyn katastrofy, to mamy konkretne wnioski na przyszłość. Najwyżsi funkcjonariusze państwa powinni stanąć przed sądem. Zachowanie rządu Tuska po 10 kwietnia wskazuje co najmniej na ukrywanie prawdy i niejasne, tajne ustalenia z Moskwą.

Nie ma więc mowy o jakimś dialogu, układaniu się, kompromisach, bo Polska, bo racja stanu. Rację stanu Rzeczypospolitej gwałcono od pierwszych godzin po katastrofie. Jedynym wyjściem jest jak najszybsze odsunięcie całego obozu III RP od władzy, odsunięcie poprzez demokratyczne wybory. Polityczne zaćmienie w Polsce dobiega końca, nazywajmy więc sprawy po imieniu. Mieliśmy i mamy nadal do czynienia z działaniem na szkodę Polski.

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

że zanim społeczeństwo się obudzi powiedzmy w 90%, to minie jeszcze następne Euro ...

tyle czasu potrwa, zanim ci bogatsi, "młodzi, piękni i wykształceni" z wielkich miast, zapaleni czytelnicy GW i TP, entuzjaści "Szkła kontaktowego" zobaczą, że nie mają już za co kupić litra benzyny dla swojego bardzo drogiego samochodu...

Zatem nie sądzę, że to będzie dosyć prędko...

Niestety ...

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#269286