PO-SLD cywilizuje lustrację

Obrazek użytkownika kataryna
Kraj

W podpisanej przez Komorowskiego nowelizacji ustawy o IPN najwięcej
emocji - takie przynajmniej można odnieść wrażenie - budzi sposób wyboru
prezesa. I słusznie, bo zostawiła to w gestii niezlustrowanych
środowisk uniwersyteckich i o tym czyja kandydatura zostanie
przedstawiona Sejmowi będą teraz decydować "autorytety" w rodzaju
rektora Ceynowy, co to stanął na czele walki z oświadczeniami
lustracyjnymi, bo - jak się później okazało - sam był agentem SB, co
jednakowoż ani trochę nie zachwiało zaufaniem jakie mieli do niego
koledzy z uniwersytetu, którzy nie dopatrzyli się żadnego konfliktu
interesów, ani najmniejszej niestosowności i prawie jednogłośnie (przy
bodajże jednym głosie sprzeciwu) wyrazili mu swoje poparcie. I to oni,
do spółki z takimi jak inny uniwersytecki autorytet, który na swoim
oświadczeniu lustracyjnym wysyłanym do IPN dopisał "Pocałujcie mnie w
dupę pajace", będą wybierać kolejnego prezesa IPN. Nie mamy więc szans
na drugiego Kurtykę, obawiam się nawet, że i na drugiego Kieresa nie ma
co liczyć, bo niezlustrowane i trzęsące portkami przed własną
przeszłością środowiska akademickie wybiorą sobie takiego, który
wszystkich oteczkowanych oszczędzi i pozwoli dalej cieszyć się
niezasłużonym szacunkiem autorytetu moralnego. A sejmowa większość,
czyli Platforma, tego kogoś przyklepie, bo nie po to forsowała tę ustawę
z taką determinacją, żeby robić problemy na ostatniej prostej.

Nie sam wybór prezesa, czyli oddanie
go pod pełną kontrolę niezlustrowanych środowisk i partii rządzącej,
jest w tej ustawie najbardziej niepokojący. Prawdziwe przerażenie - nie
przesadzam - powinny bowiem budzić wprowadzone nią zmiany w dostępie do
dokumentów SB i wykorzystywaniu informacji w nich zawartych.

Art. 30

1. Każdy ma prawo
wystąpić z wnioskiem do Instytutu Pamięci o udostępnienie do wglądu kopii dotyczących go
dokumentów.

2. Instytut Pamięci udostępnia kopie dostępnych dokumentów, o których mowa w
ust. 1, dotyczących wnioskodawcy, z wyjątkiem dokumentów:

1) wytworzonych przez
wnioskodawcę lub przy jego udziale w ramach czynności wykonywanych w
związku z jego pracą lub służbą w organach bezpieczeństwa państwa albo w
związku z czynnościami wykonywanymi w charakterze tajnego informatora
lub pomocnika przy operacyjnym zdobywaniu informacji;

3. W
udostępnianych kopiach dokumentów anonimizuje się dane osobowe osób
trzecich.

Tak, w skrócie, wygląda najważniejsza
zmiana jaką właśnie podpisał Bronisław Komorowski, nie przejmując się
zarzutami, że nowe przepisy naruszają konstytucyjne prawo do ochrony
prywatności. Skreślone fragmenty to to, co wyleciało z obecnej ustawy.

O ile więc stara ustawa nie dawała
wglądu do wytworzonych przez siebie dokumentów i donosów
funkcjonariuszom i tajnym współpracownikom SB, po wejściu w życie tej
właśnie podpisanej każdy z nich będzie mógł otrzymać kopie wszystkiego
co w ramach swojej bezpieczniackiej kariery zgromadził lub wytworzył. W
ręce funkcjonariuszy i tajnych współpracowników SB trafią więc ich
wszystkie raporty o osobach przez nich inwigilowanych, wszystkie
zgromadzone na nich haki, kompromitujące informacje, czy zwykłe plotki.
Wszystko co na swoje ofiary mieli. A dzięki Platformie i Komorowskiemu, z
tych dokumentów i donosów nie zostaną nawet usunięte nazwiska osób
trzecich, wszystko do wglądu. Ludzie, którzy przez lata zajmowali się
łamaniem innym życia i brali za to pieniądze, dzisiaj dostaną z powrotem
do ręki to co im wtedy do tego łamania życia służyło. Wszystkie donosy i
plotki, każdą kompromitującą ich ofiarę informację - prawdziwą lub nie.
Jakiż użytek można z tego dzisiaj zrobić, nawet nie próbuję sobie
wyobrażać. Jakiś TW doniósł, że pani Kowalska ma romans z panem
Nowakiem? Do dzisiaj, jeśli pani Kowalska i pan Nowak nie byli osobami
publicznymi, ta informacja była zaczerniona i pozostawała ich słodką
tajemnicą, ale już wkrótce były TW będzie mógł sobie pobrać z IPN-u
opatrzony urzędową pieczęcią dokument, w którym będzie to miał napisane
czarno na białym. I jeśli pani Kowalska jest dzisiaj wystarczająco
bogata lub wpływowa, będzie jej można ten kwit, a raczej obietnicę
milczenia o nim, sprzedać za odpowiednią cenę. Nowa ustawa to
reaktywacja SB, której funkcjonariusze i tajni współpracownicy będą
mogli całkiem legalnie odzyskać swoje przejęte przez IPN aktywa, kopie, a
przy pewnej dozie sprytu i bezczelności nawet oryginały, które będzie
można zniszczyć lub zabrać. I ponownie zrobić z nich użytek, znowu
kosztem tych samych ludzi, których niszczyli za komuny.

To jest istota nowej ustawy, trzeba
być ślepym, żeby tego zagrożenia nie widzieć i mówić coś o cywilizowaniu
lustracji, gdy jest to raczej jej prywatyzacja, z prawem pierwokupu dla
byłych funkcjonariuszy i tajnych współpracowników. I o ile rozumiem
dlaczego ta ustawa tak się podoba SLD, które przecież jest spadkobiercą
partii rządzącej za pomocą SB i ma wobec SB dług wdzięczności, o tyle
zupełnie nie rozumiem dlaczego Platforma - z nielicznymi chlubnymi
wyjątkami - na to poszła. Dla kogo uchwaliła tę ustawę, i jaki wpływ na
to miał fakt, że ojcem-założycielem tej partii był - a przynajmniej się
nim obwołał - agent. Jakie polityczne interesy - bo przecież nie
merytoryczne względy - pchnęły Platformę do uchwalenia bubla prawnego,
na dodatek tak szkodliwego nie tylko dla samej idei lustracji (bo
poparcie dla niej zawsze było w Platformie wyłącznie koniunkturalne),
ale przede wszystkim dla tych tysięcy ludzi, których nie zamazane
nazwiska trafią teraz do rąk każdego, kto w tamtych czasach miał swój
udział w gnojeniu ich? I po długiej przerwie będzie mógł do tego
gnojenia wrócić, jeśli tylko będzie miał potrzebę lub ochotę.

Najbardziej jednak szokuje mnie
radosne poparcie jakim nowa ustawa cieszy się w środowiskach zawsze
wrogich lustracji, a zwłaszcza wśród animatorów kolejnych frontów
antylustracyjnych z Gazety Wyborczej, która nie powinna mieć żadnego
politycznego interesu w przepchnięciu ustawy dającej SB taką przewagę
nad jej ofiarami i dzisiaj powinna  być na pierwszej linii frontu walki z
nową ustawą. Odkąd bowiem pamiętam, przy każdej dyskusji na temat
lustracji Gazeta przekonywała, że wypominanie komuś agenturalnej
przeszłości jest okrutne, nieludzkie, i może spowodować falę samobójstw.
Dzisiaj ta sama gazeta skacze do powały, bo decyzją Komorowskiego w
ręce SB wpadnie każda informacja, plotka, każdy kompromitujący materiał,
o dziesiątkach tysięcy, może milionach osób, których nazwiska z
jakiegoś powodu znalazły się w czyichś donosach, w kontekście mającym
umożliwić SB ich zniszczenie. Nie rozumiem jak można godzić wylewanie
hektolitrów łez nad losem każdego agenta trafionego teczką, i nie mieć
cienia współczucia dla tysięcy potencjalnych ofiar, które dzisiaj mogą
zapłacić wysoką cenę za to, że nie robiąc nic złego, kiedyś były
bohaterami - bohaterami, nie autorami - donosów. Poparcie Gazety, czy
szerzej, środowisk antylustracyjnych, dla tej kuriozalnej ustawy
świadczy o tym, że walka z lustracją nigdy nie była ochroną "ślusarza z
Pafawagu", nie chodziło o jednostki i o czyjąś krzywdę. Bo dzisiaj
okazuje się, że tej troski na jaką zawsze mogli liczyć agenci SB nie
starczyło już dla ich ofiar.

I proszę nie mówić, że ustawa daje
możliwość zastrzeżenia niektórych danych wrażliwych (art. 37), bo
pozostałe zapisy są sformułowane w taki sposób, że praktycznie czynią
ten przepis niewykonalnym. Instytut ma 7 dnia na udostępnienie każdemu
dotyczących go danych, wystarczy zatem, że funkcjonariusze i tajni
współpracownicy SB wystąpią o wytworzone przez siebie dokumenty i donosy
pierwszego dnia po wejściu w życie ustawy, a żadna z pojawiających się w
nich osób nie zdąży przejść całej procedury zastrzegania dotyczących
siebie informacji o charakterze prywatnym. Biorąc pod uwagę fakt, że
ofiary SB nie mają pełnej świadomości w czyich donosach i teczkach się
pojawiają, a funkcjonariusze i tajni współpracownicy SB to wiedzą, bo to
oni je wytwarzali, ofiary są na z góry przegranej pozycji bo ustawa nie
przewiduje choćby procedury pytania "bohatera" czyjegoś donosu o zgodę
na wydanie kopii donosu jego autorowi lub adresatowi. Można więc bez
żadnej przesady powiedzieć, że ustawa nie tyle nawet zrównuje prawa kata
i ofiary, co daje katowi ogromną przewagę nad ofiarą, przewagę, którą
będzie mógł bez problemu wykorzystać. A biorąc pod uwagę o jakich
ludziach mówimy, wielu z nich z pewnością z tej przewagi skorzysta.

Platforma przegłosowała, a Bronisław
Komorowski podpisał ustawę oddającą ofiary SB ponownie w ręce swoich
prześladowców, nie korzystając nawet z możliwości upewnienia się w
Trybunale Konstytucyjnym czy ten naganny moralnie dar jest przynajmniej
formalnie zgodny z Konstytucją. A Marszałek miał ku temu wyborną okazję,
bo gdyby zgodnie z wolą Prezydenta odesłał ustawę do Trybunały, nikt
poważny nie mógłby mieć do niego pretensji, bo byłoby to nie tylko
uzasadnione, ale też wyjątkowo eleganckie, a i dla samego Marszałka
bezpieczne, bo zdjęłoby z niego odpowiedzialność za ewentualne
konsekwencje niekonstytucyjności już wprowadzonej w życie ustawy.

Żeby dopełnić obrazu, Platforma
przegłosowała też, w trybie ekspresowym, nowelizację dopiero co
podpisanej ustawy, wprowadzając zapisy przyspieszające przejęcie
kontroli nad Instytutem i oddanie jej całkowicie w ręce marszałka
Komorowskiego, który zapewne wkrótce jako p.o. Prezydenta będzie miał
okazję podpisać ustawę dającą mu - jako Marszałkowi Sejmu) prawo
jednoosobowego wyznaczenia prezesa IPN-u, który potem, też jednoosobowo,
wyznaczy sobie trzech zastępców. I wyczulone zazwyczaj autorytety od
standardów nie widzą w tym ani konfliktu interesów samego Marszałka, ani
faktycznego przejmowania IPN-u przez jego partię, do czasu wyboru
nowego prezesa, czyli nie wiadomo kiedy.

Działania Platformy i Komorowskiego
nie są ani odpolitycznianiem IPN-u (bo trudno mówić o odpolitycznianiu
instytucji, której szefa za chwilę jednoosobowo powoła kandydat na
prezydenta partii rządzącej), ani cywilizowaniem lustracji (bo co to za
cywilizowanie, jeśli się oddaje funkcjonariuszom i agentom wszystkie
materiały jakie kiedykolwiek wytworzyli lub zgromadzili na swoje
ofiary), tylko ordynarnym skokiem na IPN. Jeśli ktoś naprawdę myśli, że
to tylko histeria sierot po Kurtyce, niech uważnie przeczyta ustawę,
może to tylko ja nie umiałam w niej znaleźć ani tego odpolitycznienia,
ani ucywilizowania.

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

Już to widzę. "Jaś nie doczekał"...

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

-------------------------
"Dixi et salvavi animam meam"

#57607

Powołam się tu na Ziemkiewicza, który zadał pytanie: czego tak boi się Platforma, że musi przejąć IPN już teraz, przed wyborami? Założę się, że zaraz po wskazaniu przez marszałko - prezydenta odpowiedniego "tymczasowego" prezesa, w IPN rozpocznie się krwawe dożynanie watah - bez baczenia na kampanię, żałobę itd.

Albowiem, dla PO najwyraźniej pewne rzeczy nie cierpią zwłoki...

pozdrowienia

Gadający Grzyb

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

pozdrowienia

Gadający Grzyb

#57611

Mam 2 pytania wynikające z mojej laickości.
- PiS złożył skargę do Trybunału Konstytucyjnego na tę nowelizację ustawy o IPN. Czy ewentualnie orzeczenie o niekonstytucyjności noweli będzie miało wpływ na wejście jej w życie czy już jest po zawodach?
- Z tego, co słyszałem Kolegium IPN jeszcze przed podpisaniem ustawy przez Komorowskiego, uruchomiło procedurę wyboru nowego prezesa według starych zasad. Co wobec z tego się stanie, gdy IPN wybierze swojego prezesa, a marszałek swojego?

Pocieszeniem może być to, że gdy rządy się zmienią, znowu będzie można zmienić tę ustawę.

www.masterzmc.dbv.pl

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

http://www.masterzmc.dbv.pl

#57637

Wyszło śmiesznie, nie chodziło o laickość, tylko o to, że jestem laikiem w tej dziedzinie :)

www.masterzmc.dbv.pl

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

http://www.masterzmc.dbv.pl

#57638