Echo Moskwy, 6.05.2021, Jeszcze raz o katastrofie samolotu Prezydenta RP

Obrazek użytkownika 35stan
Świat

 

 

 

Tłumacz Google:

Wywiad z: Mark Solonin
inżynier lotnictwa, historyk, publicysta, pisarz

Prowadzący: Witalij Dymarski, Peter Mebert

 

V.Dymarsky - Dobry wieczór, to rzeczywiście program "Western Frontier", jesteśmy na antenie, prowadzimy na stałe: Peter Mebert i ja, Witalij Dymarsky, dobry wieczór.

Peter Mebert― Dobry wieczór.

V.Dymarsky Miło nam przedstawić Państwu dzisiaj naszego dzisiejszego gościa, dawno z Wami nie byliśmy… Zapomnieliśmy o „cenie zwycięstwa”, Mark Solonin, historyk, publicysta, pisarz, a także poproszono o przedstawienie cię dzisiaj osobno jako profesjonalnego inżyniera lotniczego.

M. Solonin - Jaka jest najdoskonalsza prawda.

V. Dymarsky - Dziś mamy taką specjalną edycję programu „Zachodnia granica”, jest on poza naszymi zwykłymi programami, ale od „zachodniej granicy” przenosimy się dziś na najbardziej wysuniętą na zachód granicę Rosji, niedaleko Smoleńska, w prawo ? To jest na zachód od Rosji i zwracamy uwagę na incydent, który wydarzył się dawno temu, ale dzięki staraniom naszego dzisiejszego gościa Marka Solonina, człowieka, który często bada różnego rodzaju zagadki lub tajemnicze wydarzenia, które mają miejsce w nasza historia, dzięki staraniom Marka Semenowicza, ten temat jest dziś aktywnie dyskutowany i uznaliśmy, że publiczność Echo Moskvy zasługuje na zapoznanie się także z argumentami Marka Solonina. Oczywiście zrobię rezerwację od razu, pozwolę sobie nawet powiedzieć za Petera Meberta, jeśli nie ma nic przeciwko temu, że na pewno nie jesteśmy inżynierami lotniczymi, w tym przypadku jesteśmy wyłącznie dziennikarzami zadającymi pytania, które mamy, jako dziennikarze lub jako zwykli ludzie., są tam zwykli ludzie, jeśli chodzi o stoki ślizgowe itp. nie liczcie tutaj na pełne zrozumienie.

 

P. Mebert - Witalij Naumowicz, chcę zastrzec, że przecież z pierwszego wykształcenia, z wykształcenia podstawowego jestem fizykiem i inżynierem mechanikiem.

V. Dymarsky - Więc będziemy mieli Piotra ...

P.Mebert Mamy w studiu dwóch inżynierów

 

V. Dymarsky - Mark, jeśli mi pozwolisz, Piotrze, jeśli wolisz mi pozwolić, to zadam pierwsze pytanie: to jest bardziej ogólne, więc interesuje mnie tylko po studium, jak mi się wydaje, dzisiejsze argumenty są wystarczająco szczegółowe. Mark, powiedz mi proszę, jak rozumiem, odrzucasz raport MAK, tego Międzypaństwowego Komitetu Lotniczego? Jednocześnie są dwa raporty, dwa raporty z Polski …

 

Michaił Solonin:

Nie sposób wymyślić innego wyjaśnienia tego zjawiska, z wyjątkiem eksplozji w środku.

M. Solonin - Jedna to Komisja Millera, druga to Macierewicza.

V. Dymarsky - Motsarevich - to już późno. Była też, moim zdaniem, albo prokuratura, albo polska komisja śledcza po raporcie Millera. Przestudiowałeś te raporty, a także nie zgadzasz się z nimi, a także odrzucasz je, jak raport MAK?

M. Solonin - Postępujemy jak należy. Szczerze mówiąc, chciałem tylko zacząć od źródeł. Z wykształcenia jestem inżynierem lotnictwa i pracowałem jako projektant samolotów w biurze projektowym, ale nie jestem ekspertem w badaniu wypadków lotniczych.

Opieramy się na kilku podstawowych białych księgach. Jednym z nich jest raport Międzypaństwowego Komitetu Lotniczego, w tym przypadku złożyły go trzy państwa: Rosja, Uzbekistan, Azerbejdżan. To 200 stron tekstu, w 2011 roku zostały one przygotowane i oficjalnie zaprezentowane, przekazane m.in. i Polska. Istnieje równoległy raport polskiej komisji, na jej czele stał ówczesny minister spraw wewnętrznych RP Miller, te dwa dokumenty w zasadzie mówią to samo: polska komisja Millera w pełni zgodziła się ze wszystkimi głównymi wnioskami raporty. Dlatego łączę je jako swego rodzaju całość. Potem w 2015 roku powstała w Polsce komisja, a dokładniej podkomisja przy Sejmie RP na czele z Macierewiczem, ten człowiek był wówczas Ministrem Obrony, teraz nie jest już Ministrem Obrony.

Mamy więc jeden dwugłowy dokument, to jest raport MAK i pierwszy raport polski lub raport Millera, a zatem raport Macierewicza zasadniczo się z nim nie zgadza. A poza tym jest pewna liczba, nazwijmy ich amatorami, chociaż są wykonane znacznie bardziej profesjonalnie niż reportaże amatorskie, w szczególności jest pewne - mówiłem to wielokrotnie i powtórzę to jeszcze raz - osoba lub grupa osób pod loginem Flankin, którzy przygotowali też ogromny raport liczący sto stron.

V. Dymarsky - Czy to Polacy czy Rosjanie?

M. Solonin - Nie, to absolutnie nasi ludzie. Flankin to nasi ludzie. Po prostu przyjęli imię. Moją rolą w tej sprawie jest sumienny i bardzo uważny czytelnik, który wielokrotnie czytał te dokumenty i odpowiednio doszedł do pewnych wniosków. Jeśli nie masz nic przeciwko, mam następującą sugestię. Chciałbym otrzymać 5-6 minut nie na relację, ale na jasną prezentację, a potem jestem gotów odpowiedzieć na Twoje pytania. Czy to w porządku?

V. Dymarsky - Nie ma problemu.

M. Solonin - Doskonale. W tym przypadku proszę naszego szanownego operatora o pokazanie publicznego zdjęcia numer 1.

 

 

 

 

 

Co my robimy? Nie prowadzimy śledztwa, ale staramy się przedstawić jak w filmie detektywistyczne śledztwo w sprawie zbrodni. Gdzie to się wszystko zaczęło? Sprawa zaczyna się od oględzin miejsca zdarzenia.

Oto scena przed tobą, ale kto nas nie zobaczy, opowiem wszystko słowami. To są podejścia do lotniska północnego, jak to się nazywa, jest to praktycznie również w obrębie miasta Smoleńsk. Tamtejsza ulica to ulica Kutuzowa, która oddziela tę strefę. Ten na prawo od ulicy to mały wąwóz. Mały - to 10 metrów głębokości w odległości stu, jest to nachylenie około 7 stopni, a następnie płaskie, równe miejsce. Wrak samolotu jest rozrzucony w odległości 400 m - 450 m, a te żółte kropki widzą głównie ci, którzy widzą zdjęcie, są zgrupowane, głównie wrak leży na płaskim terenie za drogą. Oznacza to, że na tym zdjęciu samolot leciał od prawej do lewej. Czyli pierwszy, który widzimy, gruz pojawia się po drugiej stronie drogi, po prawej stronie, gdzie jest nachylenie, powtarzam, 10 metrów głębokości, większość wraku leży u nas, odpowiednio, niespodziewanie. Teraz proszę o pokazanie zdjęcia nr 5.

V. Dymarsky - Mark Semenovich, jedno krótkie pytanie: odległość między żółtymi okręgami, ile tam jest? W przybliżeniu w metrach.

M. Solonin - Powyżej mamy skalę w metrach, pokazałem ją czerwonymi liniami. … Aż do 820. To znaczy, że całkowita rozpiętość wynosi 400-450 metrów, ale główny stos prawdopodobnie nie jest właściwym słowem, ale główna grupa jest odpowiednio gdzieś około 100-150 metrów.

Teraz proszę o pokazanie zdjęcia nr 5.

 

 

 

 

 

 

 

 

To zły obraz, to rozproszenie fragmentów ciała. To chyba najważniejsze zdjęcie, więc na nim się skupimy. Okrągłe koła, mówimy cynicznie, więc już nie przepraszam: okrągłe koła to całe ciała, ale trójkątne kwadraty, romby itp. Są fragmentami.

Michaił Solonin: Całkowicie nielogiczny rozkład - ciała nie są w kolejności, w jakiej siedziały w samolocieQĆwierkać

Po pierwsze widzimy, że nie ma więcej niż połowa okrągłych. Wiele ciał zamieniło się we fragmenty. Ponadto jest to bardzo ważne: zielony, żółty i czerwony. Oznacza to, że ciała i fragmenty ludzi, którzy latali w przedniej kabinie, to apartament prezydencki, zielony, ciała i fragmenty są żółte w ogonie, powiedzmy, zwykli ludzie. Te ikony są zielone i żółte w ich normalnej kolejności. Jak było po drodze: najpierw zielony, potem żółty. Są też czerwone - które pokrywają cały obraz. Czyli ludzie, którzy siedzieli w małym, jest 17 miejsc, trzeci salon, to jest między apartamentem prezydenckim a sekcją ogonową, ci ludzie zamieniali się we fragmenty ciał, które są rozrzucone po całej strefie katastrofy. Tutaj rozpiętość wynosi około 200-300 metrów. Wyprzedzali tych, którzy byli na początku, i pozostawali w tyle za tymi, którzy byli z tyłu. Przeważnie, widzisz, to są trójkąty i kwadraty, tj. To już są fragmenty i co bardzo ważne, na co zwracam uwagę, jest elipsa, niektóre z tych fragmentów ciał ludzi, którzy byli w trzeciej kabinie, byli w powietrzu, a potem na ziemi zanim części samolotu spadną na ziemię. Oznacza to, że te fragmenty ludzi wystartowały, zanim samolot się rozpadł. To jest zdjęcie nr 5.

 

Co więcej, czego nie ma na tych fotografiach, czego nie pokażę, chociaż są takie fotografie, to ludzie, którzy byli w tym salonie, zamienili się we fragmenty rozrzucone na ponad 200 metrach, są nadzy. Całkowicie nagi, bez bielizny. Ludzie lub ciała, fragmenty ciała są nagie bez bielizny.

Następnie proszę o pokazanie zdjęcia nr 2, zakończyliśmy oględziny ludzi.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Teraz nadal badamy martwe przedmioty i co widzimy? Niektóre czerwone kropki są również wyświetlane z odległości 70 metrów. Najtrwalsza rzecz w samolocie nigdzie nie jest mocniejsza - to środkowa część, środkowa część skrzydła. Momenty zginające z lewej połowy, z prawej połowy również się tam zbiegają, jest to najsilniejsza część samolotu. W TU-154 to 50 centymetrów, taka dwuteownik. Mówiąc po ludzku, belka dwuteowa to poręcz. Trzy z tych szyn są mocne, które utrzymują cały element zginający ze wszystkich skrzydeł. Oto elementy tej najpotężniejszej sekcji samolotu rozrzucone we fragmentach o rozpiętości 70 metrów.

Zobacz zdjęcie 3.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Na rysunku 3 widzimy coś, co wygląda jak ptak, który położył się na ziemi i trzepotał skrzydłami. To jest kadłub rufowy, to jest ostatni przedział pasażerski. Jego części ogona zostały wykręcone na zewnątrz przez jakąś niezrozumiałą siłę, oderwane, skręcone, a nawet uniesione. Jak ptak trzepot skrzydłami.

I zdjęcie numer 4.

 

 

 

Na zdjęciu 4 widzimy lewe drzwi pasażera. Te same drzwi, które są obok tego salonu, przedział numer 3, które rozpadły się na kawałki. Drzwi wyszły pod wpływem jakiejś siły, wyleciały z kadłuba wraz z łącznikami i utknęły, wbiły się w ziemię, wbiły się pionowo na pełną głębokość, nożem w ziemię, czyli około 1 metra. Według obliczeń miała prędkość około 500 km na godzinę, czego samolot oczywiście nie miał.

To jest właśnie to, co widzimy. To nie jest hipoteza, to nie jest sąd wartościujący, to zbiór faktów. Obserwowane fakty, ciała, z których z jakiegoś powodu odleciały ubrania, przemiana ciał na fragmenty i rozproszenie tych fragmentów na odległość setek metrów jest rozproszeniem absolutnie nielogicznym, tj. ciała i fragmenty nie są w takiej kolejności, w jakiej siedziały w samolocie. A jeden z salonów zamienił się we fragmenty rozrzucone na setki metrów, spuchnięte boki kadłuba, rozproszona część środkowa, moim zdaniem żadne inne wytłumaczenie tego zjawiska, poza eksplozją w środku, jest niemożliwe do wymyślenia.

To taka krótka prezentacja sytuacji. A teraz uważnie słucham twoich pytań.


 


 

V. Dymarsky - Jedno takie, powiedziałbym, wyjaśniające pytanie: czy dobrze cię zrozumiałem, że dowodzisz eksplozji z naprzeciwka? Odkładając na bok wszystkie inne możliwe wersje, co? Nie ma dowodów na samą eksplozję. Wybuch, ponieważ wszystko inne nie może być.

M. Solonin - Metodologia jest następująca: obejrzeliśmy miejsce zdarzenia. Zbadaliśmy stan szczątków ludzi i pozostałości przedmiotów żelaznych, aluminiowych, to nie ma znaczenia, przedmiotów martwych. I dochodzimy do wniosku, że nie ma innego fizycznego powodu, dla którego powtarzam, ciała są nagie, ciała zamieniają się w fragmenty, ciała ludzi, którzy byli w jednym z przedziałów z salonów rozproszonych, przed oboma, pojawiły się. wcześniej niż samoloty gruzu na ziemi itp. I drzwi, które weszły w ziemię. Żaden z tych faktów nie został wymieniony po raz trzeci. Nie rozumiem, jakie inne zjawisko świata materialnego mogłoby ...

 

 

V. Dymarsky - A także o eksplozji. Czy jest to eksplozja spowodowana przez człowieka, czy też mogła eksplodować, jak to się dzieje ... na przykład nafta?

M. Solonin - nic o tym nie wiem. Komisja Martsevicha umieszcza fotorelację, mają tam nawet zdjęcie, zrobili eksperyment na pełną skalę, tj. zrobili jeden do jednego tę część kadłuba plus zbiorniki w środkowej części i upewnili się, że po pierwsze trudno jest zdetonować nafty, nafta nadal nie jest benzyną, tak naprawdę nie chce eksplodować. Ale kiedy to zrobili, efekt wcale nie był taki sam. Ale kiedy włożyli tam zwykłą amunicję eksplozji wolumetrycznej, są tam zdjęcia, prawdopodobnie wrzucę to na swój kanał, tam jest bardzo podobnie do tego, co się stało.

V. Dymarsky - I moje ostatnie pytanie, udzielę teraz głosu Peterowi, w sprawie eksplozji, czy są jakieś oznaki lub dowody na to, że na pozostałościach samolotu, na szczątkach ludzi są ślady materiału wybuchowego?

M. Solonin -Komisja Motsarevicha twierdzi, że wydała instrukcje różnym laboratoriom, uniwersytetom itp. i że są z kilku krajów, jeśli się nie mylę, wspomniano tam Włochy, wspomniano Anglię, trwało to kilka lat, jeśli się nie myli, od 17 do 20, okresowo donosili, że to laboratorium również potwierdziło obecność TNT-heksogen, ale jak zauważyłeś, nigdzie o tym nie mówię, nie akcentuję tego tematu, bo może się mylę, nie jestem chemikiem, może jestem na próżno, ale mój pomysł jest taki, że w 7 -8 lat, nawet nie rozumiem, co badali, kiedy wrak samolotu jest przechowywany w Rosji. To, co zbadali, nie bardzo rozumiem, może coś wyciągnęli z pola ... Może chemicy powiedzą, że się mylę: trudno znaleźć ślady, zawsze będzie kwestionowane, oczywiście, że będą 3 gramy, a nie 3 gramy, ale 3 cząsteczki i będzie niekończąca się dyskusja. Niemniej jednak komisja Motsarevicha stwierdziła, że ​​kilka, nie jedno, ale kilka laboratoriów znalazło tam ślady materiałów wybuchowych.


 

V. Dymarsky - Petr, nie chcę zmonopolizować wywiadu. Peter, słyszysz nas?

 

P.Mebert - Przepraszam. Mark Semyonovich, czy możesz zwrócić pierwsze zdjęcie z profilem i rozproszeniem?

M. Solonin - Prosimy o załączenie pierwszego zdjęcia.

P. Mebert - Z przyjemnością obejrzałem twoją opowieść o tym, a masz tam wykres, rejestrator, podobno czarną skrzynkę. A w pewnym momencie, gdy zostanie utracony, gdy nastąpi jakieś zdarzenie, występują bardzo poważne oscylacje pionowe o dużej amplitudzie. Ale w którym momencie, gdzie był samolot na tym zdjęciu, kiedy to się stało?

M. Solonin - Jeśli jesteście naszą szanowaną publicznością, która widzi obraz, to jest na początku. Czyli patrzymy od prawej do lewej, narysowałem na zdjęciu pionową czerwoną linię, jest napis, to samo zdjęcie z raportu MAK, jest napis „zderzenie z drzewami”, moim zdaniem były brak kolizji z drzewami.

P.Mebert - Czy jest tam brzoza?

M. Solonin: To nie jest hipoteza, to nie jest sąd wartościujący, to jest zbiór faktów

 

M. Solonin -Tak, ich zdaniem. Ale to właśnie tam ma miejsce to wydarzenie. Masz całkowitą rację, mogę powiedzieć, że to 41 minut 03 sekund, 10.41.03, kiedy mają miejsce wydarzenia TAVS-38. TAVS - to jest tak wymawiane w języku rosyjskim, nazwa tego systemu, a system zarejestrował 38. zdarzenie, co to jest? W tym momencie automatyka naprawia kompresję podwozia. To znaczy, jakby usiadł - a podwozie się skurczyło. Ale jak myślę, wielu widziało podwozie TU-154 - lekka brzoza ich nie ściska. Jednocześnie, w tym samym momencie nagranie na magnetofon w kokpicie jest polską klątwą i jakimś trzaskiem. Dzieje się to właśnie w tej chwili, zdaniem Flankera, co wydaje mi się absolutnie słuszne i rozsądne, w tym momencie następuje pierwsza eksplozja. Lewe skrzydło samolotu odpada, po czym nadal leci przez 2 sekundy, po 2 sekundach o 10.41.05 mamy co następuje: w kokpicie rozlega się nieludzki krzyk, na wszystkich urządzeniach zanika moc, a to już tam, gdzie droga Kutuzowa jest w lewo, w lewo, główna grupa tych gruzu, które są zgrupowane na ziemi. Po raz kolejny zdarzenia z TAFT-138, który znajduje się po prawej stronie, to tak naprawdę czujniki przeciążenia pokazujące, tj. Coś, czego wstrząs jest bardzo silny, przeciążenie skacze w górę iw dół, zmienia się z dodatniego na ujemny, a przeciążenie pionowe i boczne. Skrzydło wylatuje z samolotu. Samolot toczy się z prędkością 30 stopni na sekundę. Jest lepszy niż MiG-29. Oczywiste jest, że taka manewrowość powstała tylko dlatego, że zniknęło jedno skrzydło, jak widać, trajektoria natychmiast się zmienia. No cóż, oczywiście jest w przewrocie o 60 stopni, warunki się zmieniły, przeleciał 140 metrów przez kolejne 2 sekundy,

V. Dymarsky - Mark, czy nadal możesz zapytać o coś, co nie jest czysto techniczne? Sądząc po tym, że czytałem Wam dawno temu, nawet gdy to wszystko się wydarzyło, jest wiele odniesień do negocjacji z kontrolerami ruchu lotniczego, do negocjacji z kokpitem, jest wiele odniesień, jeśli podsumowujesz, co nazywany jest czynnikiem ludzkim. Czy całkowicie to wykluczasz, poza tym, że osoba otrzymała jakiś rodzaj materiału wybuchowego na urządzeniu?

 

 

M. Solonin - Po pierwsze, całkowicie poprawnie opisał pan sytuację, która istnieje na polu publicznym. Tak, rzeczywiście, pole publiczne, zaraz po tym, jak to się stało, jest w 99 i 999 procent wypełnione rozmowami o mgle, pijany generale Blasik ...

V. Dymarsky - Przepraszam, to mój błąd. Teraz to tylko informacja prasowa.

AKTUALNOŚCI

V. Dymarsky - Znowu dobry wieczór kontynuujemy program „Granica zachodnia”, który mamy dzisiaj, tę granicę przypomnę jeszcze raz pod Smoleńskiem, gdzie rozbił się samolot polskiego prezydenta Piotra Meberta i I Witalija Dymarskiego , prowadzimy ... A dzisiaj naszym gościem jest historyk, publicysta i inżynier lotniczy Mark Solonin, staramy się zrozumieć tę sytuację. Mark, zerwaliśmy, kiedy mówiłeś o kwestii czynnika ludzkiego.

M. Solonin - Powiedziałem, że od samego początku pole publiczne wypełnione było rozmową o mgle, pijanym generale i błędach załogi, naprawdę staram się nie tracić czasu, zwłaszcza że mamy ograniczony czas antenowy, na dyskusję o ludziach, którzy nic nie mają. do zrobienia ... Jest jednak jedna niezwykle ważna rzecz, na którą myślę, że trzeba poświęcić czas i bardzo proszę naszego szanownego operatora, aby pokazał zdjęcie. Ponieważ nigdy mi nie uwierzysz, dopóki jej nie zobaczysz.

Rysunek 14 to zrzut ekranu z oficjalnej strony Międzypaństwowego Komitetu Lotniczego.

 

 

 

 

 

 

18 lutego 2011 r. Ten tekst, to oświadczenie, przesłanie MRO, które jest teraz przed tobą na ekranie, zostało umieszczone. Mówi, co właściwie generał Blasik zrobił źle, generał Blasik jest pilotem pierwszej klasy, 1200 godzin nalotu, pilotem instruktorskim, latał na MiG-17, potem SU-22, a potem awansował do rangi Air. Dowódca sił, więc wystarczy grzebać w internecie lub w Google, żeby powiedzieć: generał Blasik, a powiedzą Ci, że pijany generał upił się na koniu, rzucił się prosto do kokpitu, machnął mieczem, wrzeszczał na załoga i doprowadził sprawę do tego, co przyniósł.

Przeczytałem na głos, co generał Blasik zrobił źle w opinii MRO: „Obojętność dowódcy sił powietrznych A. Blasika na rozwiązanie zaistniałej niezwykle niebezpiecznej sytuacji wpłynęła na decyzję dowódcy statku”. To znaczy, jak się okazuje, nie powalił nóg, nie machał szablą - okazał obojętność. A biorąc pod uwagę, że nikt nie powinien brać udziału w pracy dowódcy samolotu i drugiego pilota, to generał Blasik ponosi winę za to, że zrobił dokładnie to, co należy: nie ingerował obojętnie w ludzi.

V. Dymarsky - I w ogóle, jak może mieć wpływ obojętność?

M. Solonin - A oto człowiek, któremu zostało dwoje dzieci, zostaje wdowa, tak go przepłukują.

Śmiało. Ta sama strona, tylko następny akapit. Czytałem to dla tych, którzy go nie widzą: aby potwierdzić fakt przebywania w kokpicie (w ogóle był tam), aby potwierdzić fakt, że generał Anzhey Blasik był w kabinie pilota, komisja techniczna wykorzystała wyniki kryminalistyczne badanie lekarskie zwłok w jego pracy.

V. Dymarsky - Jak to dowodzi?

 

M. Solonin - 11 lat ... zadajesz dziś świetne pytania, Witalij Naumowiczu. Przez 11 lat mówiono nam, że tupał, krzyczał, wrzeszczał i to jest nagrywane. A badanie dźwięku potwierdziło, że był to głos generała Blasika. A teraz mówi się nam, że okazuje się, że fakt istnienia, nie teraz, ma 11 lat, już wtedy mówiono. Ale trolle nadal krzyczą i mówią nam, a fakt jego obecności w kokpicie został ustalony nie przez fakt, że jego głos był tam słyszalny, ale przez fakt, że patrząc na położenie zwłok na ziemi, zdecydował, że zwłoki, które akurat znajdowały się w tym miejscu, prawdopodobnie były w kokpicie. Oto coś, czego nie mogę nazwać niczym innym niż zoofilią i obrzydliwością.

 

 

M. Solonin: Drzwi wyszły pod wpływem jakiejś siły, wyleciały z kadłuba wraz z łącznikami i wbiły się w ziemięQĆwierkać

V. Dymarsky - Ale czyjś płacz został nagrany?

M. Solonin - Krzyk ... rozumiesz, że krzyk umierającej osoby jest trudny do zidentyfikowania.

Teraz mówię w tle, skąd się wziął ten 18 lutego, co się stało? Stało się tak, że MAC miał przeciwnika. Nie przeciwnik, nie przeciwnik, ale przeciwnik. Mały przeciwnik. Kancelaria, która reprezentuje interesy wdowy po generale Blasiku, która zaprotestowała i powiedziała: dlaczego mój mąż jest przepłukany i opowiadają ze wszystkimi szczegółami o stanie jego ciała itp. Potem okazało się, że głos faktycznie został nagrany tam w 15 czy 20 minut od katastrofy, opinia biegłego została dołączona do 20 stron, przeczytałem też, to jest głos głównego protokołu, jest takie stanowisko , szef protokołu, który wszedł do kokpitu i wypowiedział 2 zdania. Po pierwsze: „Więc mamy problem?” Po drugie: „Prezydent jeszcze nie podjął decyzji”.

 

 

A co do generała Blasika, nie mogli nawet niczego wyciągnąć. Dlatego nie ma opinii eksperta, że ​​w kokpicie był przynajmniej głos generała Blasika. Cofając się jak karaluchy, powiedzieli, że ktoś chyba odczytuje wysokość. Jest ktoś, głos cały czas czyta boisko. Pijany generał rzucił się, by odczytać wysokość. Ale to nie minęło, okazało się, że to głos nawigatora. Potem pozostało napisać to, co napisaliśmy: obojętnie nie ingerował w załogę iw ten sposób wszystko zamieniło się w fragmenty ciał.


 

V. Dymarsky - Jeśli mówimy o czynniku ludzkim, czy były jakieś zarzuty wobec dyspozytorów i załogi?

M. Solonin - Z dyspozytorami wszystko jest interesujące, ale drogi Witalij Naumowiczu, wciąż patrzę na zegarek. Zostało nam 20 minut, więc jestem gotowy, jest dużo do powiedzenia, ale proszę Ciebie i Piotra, czy macie jeszcze jakieś pytania niezwiązane z dyspozytorami ...

V. Dymarsky - Dobrze. Następnie mam kolejne pytanie: zajmiemy się czynnikiem ludzkim. W takim razie mam takie pytanie jako specjalista: gdyby nie ta eksplozja, czy samolot byłby jeszcze skazany na zagładę?

M. Solonin - W tym samym momencie, gdy TAFS-38, kiedy słychać automatyczne ściskanie kolumny w kokpicie, słychać słowo „kurva”, w tym momencie, co robi samolot: samolot nabiera wysokości, samolot unosi się nie rozbija się po ziemi, nabiera wysokości, nawet przechyla horyzont podłużnie do osi samolotu wg mnie 16 z prędkością pionową plus jak się nie mylę to 4,8 m na sekundę samolot znajduje się 4,5 metra od ziemi co sekundę, a gdyby nie doszło do wybuchu, po prostu oderwałby się od ziemi, a to, co się stało, nazywa się przesłanką wypadku.

Tak, oczywiście nie trzeba robić takich precli 12-15 metrów nad ziemią, nie ma pytań, ale wyszedł. Wyszedł, a trajektoria została usunięta, a prędkość pionowa skierowana w górę, zdecydowanie ta płaszczyzna rosła. Samolot startował. Ponadto ostatnie nagranie otwartego mikrofonu, czyli „otwartego mikrofonu”: w pomieszczeniu zwanym „wieżą kontrolną”, w którym znajduje się kierownictwo lotu, zgodnie z regulaminem znajduje się otwarty mikrofon rejestrujący wszystkie dźwięki, wszystkie słowa, uwagi, kaszle, które tam brzmią. A więc ostatni wpis na oficjalnym wydruku tego otwartego mikrofonu wygląda tak: „Zacząłem chodzić i znikałem”. Oto ostatnia fraza, o której mówi ktoś z instrukcji obsługi lotu. To nagranie po polsku, które mówi w kokpicie, tam „oddalamy się”, nagrania parametryczne czarnej skrzynki pokazują, że pilot dowódca przejmuje ster, obezwładniający, jest takie określenie, tj. ciągnie go do siebie, automatyka widzi, że osoba się podniosła, autopilot zostaje wyłączony przez obezwładnienie, samolot zaczyna zwiększać kąt pochylenia, silniki są przestawione i to też widać przy maksymalnej mocy i przy tym w chwili, gdy lewe skrzydło odlatuje z okrzykiem „krzywizny”.


 

P. Mebert - W takim razie chciałbym wrócić do skrzydła, jeśli chcesz. Wersja w IAC jest taka, że ​​skrzydło odleciało, ponieważ zostało odcięte przez brzozę. Stąd kilka pytań. W wersji mówisz, gdzieś w tym samym czasie, gdy poleciał brzozy, coś eksplodowało w skrzydle, a skrzydło spadł, a 1 / 3 skrzydła odszedł. Oznacza to, że w tym momencie musiał zostać podłożony jakiś ładunek w skrzydle. Oznacza to, że sekcja środkowa była w tym momencie bezpieczna i zdrowa, a samolot zaczął się unosić i jednocześnie obracać w lewo z prędkością kątową.
Pytanie numer 1: Jeśli rzeczywiście nastąpiła eksplozja skrzydła, to szczątki, które leżą na początku tych żółtych kropek powinny składać się tylko z odłamków skrzydła i nic więcej, bo to jedyna rzecz, która odleciała w tym momencie .
Drugi punkt: czy wysokość, na której znajdował się samolot, pokrywa się z wysokością, na której odłamała się brzoza.
Trzecia kwestia: czy istnieją dowody na eksplozję skrzydła? Oznacza to, że należy go wywrócić na lewą stronę, a nie odciąć.
I ostatnie, najbardziej oczywiste pytanie: możliwość odcięcia skrzydła samolotu za pomocą dźwigarów wykonanych z aluminium i czegoś innego z brzozą można po pierwsze obliczyć, a po drugie sprawdzić. Możesz wziąć brzozę - i złamać stare skrzydło brzozą


 

M. Solonin - Rozumiem , Peter, i przynajmniej jeśli pamiętasz swoje pytania, zaczynam na nie odpowiadać.

Brzoza nie może przeciąć skrzydła. Brzoza nie może przeciąć skrzydła, bo nigdy nie może. Bo to solidna rzecz, wysoka na 50 centymetrów, 3 potężne dźwigary, a do tego duża ilość stojaków, poszycie itp. Tak nie może być, bo tak nigdy nie może być, ale komisja Motsarevicha zleciła to badanie, absolutnie kpiąco, mam, przesłano mi je po angielsku, jest wiele zdjęć. Wszystko to zostało zrobione: strzelali, łamali brzozę, jest super szybka grafika, jak się łamie, ta brzoza, jest komputerowa symulacja tego, co dzieje się ze skrzydłem.

M. Solonin: Ludzie, którzy zamienili się we fragmenty rozrzucone na ponad 200 metrach, są nadzy. Całkowicie nagiQĆwierkać

Małe wcięcie, od razu odpowiadam - małe wcięcie na górnej i dolnej półce przedniego drzewca. Wszystko. Czyli konstrukcja w ogóle była taka jaka była, ale oczywiście dynamika już jest uszkodzona, bo końcówka skrzydła jest wgnieciona.

Dalej. W momencie wystąpienia zdarzenia TAFS-38 samolot znajdował się na wysokości około 15 lub więcej metrów, a brzoza została wycięta, zgodnie z IAC, na wysokości 5 lub 6 metrów. Oznacza to, że po prostu w ogóle nie istniał.


 

Dalej, pierwszy w kierunku ruchu samolotu zgodnie z widzianymi zdjęciami, od prawej do lewej, pojawiają się pierwsze fragmenty szczątków skrzydła, o ile dobrze pamiętam, 40 metrów dalej. Oznacza to, że małe kawałki odleciały w wyniku eksplozji brzozy. Dalej spadł kawałek brzozy, to jedyne polskie słowo jakie znam - po prostu szumowina - czyli prostopadle, tj. z jakiegoś powodu nie upadła do przodu, bo została pobita, nie w bok, bo wymiecione skrzydło odepchnęło go, ale z jakiegoś powodu na bok, a potem za brzozą nie ma ani jednego uszkodzonego drzewa, to znaczy według autorów raportu MAK odcięta część skrzydła została odcięta i upadła. Jako fizyk myślę, że rozumiesz: urwała się i upadła. I to, że wcześniej leciała z prędkością, prędkością bardzo dobrego samochodu wyścigowego, ta energia gdzieś zniknęła i ta energia zniknęła.


 

Muszę zauważyć, że ten wróg Rosji, ten wróg ludu, osiedlił się gdzieś na twoim miejscu w Moskwie. Ten sam wróg zrobił to samo, symulując zestrzelonego Boeinga MH-17. Pamiętaj, że przywiązali stałą głowicę pocisku Buk i zdetonowali ją w pobliżu samolotu, zapominając, że faktycznie się poruszał. I wszystko się z nią rusza. Istnieją siły energii i wszystko to nadal płynie. Oto jakiś wróg ludu, który zapomniał o istnieniu prawa zachowania energii i prawa zachowania pędu, zawsze gówno na oficjalnych rosyjskich raportach.

Co więcej, skąd wiemy, jakiego rodzaju eksplozja? Są zdjęcia, pokazałem je w moim filmie, pokażę je tutaj, kiedy zacznę gotować. Jest zdjęcie wraku lewego skrzydła. Tutaj, tam, gdzie podobno była brzoza, jest dosłownie takie zgrabne odpiłowanie, najprawdopodobniej po prostu odpiłowali za pomocą szlifierki. Nawiasem mówiąc, są wspaniałe materiały wideo, dosłownie kolejny dzień lub dwa, nawet kilka godzin po wypadku, działa tam Ministerstwo Sytuacji Nadzwyczajnych, nawiasem mówiąc, jest ich dużo w Internecie, a Ministerstwo ds. Sytuacje się sprawdzają, szczątki tną piłami, ciągną traktorami, dźwigami, ludzie biją je łomami z materialnymi dowodami. Super: człowiek uderza łomem, wybija kawałek kadłuba łomem, potem uśmiecha się i macha do operatora. A bliżej, to znaczy skrzydła, zostało faktycznie oderwane prawie u nasady skrzydła, tj. tam, gdzie jest ramię, ręka osoby jest przymocowana do ramienia.


 


 

V.Dymarsky - Gdzie jest dołączona sekcja środkowa.

M. Solonin - To nie jest środkowa sekcja, to jest dosłownie wewnątrz kadłuba. Podobnie jest z częścią skrzydła, która przechodzi przez kadłub. Tam jest złącze, nazywa się to odłączaną częścią ... bliżej tego złącza, a tam po prostu widać: małe, małe szczątki, tu doszło do tej eksplozji. Najbardziej niezwykłe jest to, że jest zdjęcie skarpetki, tj. przednia część skrzydła, tutaj na tym poziomie eksplozji, gdzie bardzo charakterystyczny wygląd jest skierowany na zewnątrz, przy takich płatkach, klapkach, skóra jest skręcona i nadal obraca się o ponad 90%, to znaczy została uderzona fala uderzeniowa i okazało się.

Co do twojego pierwszego, Piotrze, pytanie, jeśli nie zapomniałem, dlaczego nie wszystko od razu spadło, ale jesteśmy fizykami i rozumiemy, że leciał z prędkością 70 metrów na sekundę i nie mógł zniknąć , z tą prędkością leciały bezwładnie, ale rozproszyły się po ziemi, powtarzam raz jeszcze, szczątki skrzydła pojawiają się już w tym rejonie.


 

V. Dymarsky - Dziękuję, rozumiem. Odpowiadając tutaj, przeczytałem, co piszą do nas na YouTube, w szczególności nasi widzowie. Tutaj to, czego po prostu nie piszą, ale wielu podobno spodziewało się dziś dyskusji, od razu mówię: to nie jest dyskusja, to jest wywiad, i oczywiście chciałbym, jak Marek powiedział na swoim YouTube, że była naprawdę prawdziwa dyskusja z ludźmi na tym samym poziomie wyszkolenia technicznego co Mark Solonin. My, dziennikarze, nie udajemy, że to robimy. Dlatego moje pytania nie są techniczne, ale zdrowy rozsądek.

M. Solonin - Korzystając z okazji potwierdzam, że oczywiście jestem gotowy i jeśli zaproszono mnie do dyskusji ...

V. Dymarsky - Musimy znaleźć przeciwnika. I moim zdaniem oczywiście MAK powinien odpowiedzieć. Ze swoimi ekspertami, ale milczą.


 

M. Solonin - Byłoby po prostu cudownie.

V. Dymarsky - Dlatego moje pytania są bardziej zdroworozsądkowe niż techniczne. Czy nie sądzisz, że rozumiem, że próbuję w jakimś stopniu wprowadzić cię w politykę, że jeśli dobrze rozumiem, samolot rozbiłby się w ten i inny sposób, bez eksplozji. Nie?

M. Solonin - Nie, i odpowiedziałem na to pytanie. W tym momencie wstał. Wstał.

V. Dymarsky - Dotknął ziemi.

M. Solonin - Nie.

V. Dymarsky - Cóż, jak? Czy widziałem to w twoim raporcie?

M. Solonin: Od samego początku pole publiczne wypełnione było rozmowami o mgle, pijanym generale i błędach załogi.

M. Solonin - Nie. W momencie pierwszej eksplozji, w momencie pierwszej eksplozji, tzw. Zdarzenie TAFS-38, kiedy w kokpicie zabrzmiał "kurva mama", podniósł się, miał pochylenie w górę, pionową prędkość dodatnią, samolot oderwał się od ziemi, najmniejsza minimalna odległość tego samolotu od ziemi wynosiła 12 lub 15 metrów. Zaczął oddalać się od tego znaku i wyszedłby, gdyby pierwsza eksplozja przy 41.03 nie oderwała skrzydeł, a po 2 sekundach druga, główna eksplozja, która miała miejsce w rejonie trzeciego salonu, nie zamieniać ludzi w to, w co się zmienił Jest przerwa 2 sekundy w czasie i 40 metrów lotu.

V. Dymarsky - Mam o tym bardzo słabe wyobrażenie, ale powiedziałeś, że jest to nadal najprawdopodobniej eksplozja spowodowana przez człowieka, czy nie jest to zbyt skomplikowane w umyśle? z uruchomieniem, jak mówisz, specjalnej instalacji, która doganiała mgłę, która w rzeczywistości musiała być jakimś zapachem i emitować tę mgłę. A jeśli tego dnia było słońce? Itp. itp. Wydaje mi się, że jest to zbyt skomplikowana kombinacja, aby usprawiedliwić cynizm, aby dojść do dość prostego rezultatu ...


 

P. Mebert - I pozwól, że zadam ci jedno pytanie do pandana. Niech go Bóg błogosławi, z MAC, ale Komisja Millera, to jest Minister Spraw Wewnętrznych, doświadczony kryminolog z Polski, jakoś skomentowali, że jeśli wszystko w tak oczywisty sposób nie zgadza się z ich wnioskami, to co o tym mówią?

M. Solonin - Co o tym mówią ... Proszę pokazać publiczny obrazek nr 15, dosłownie mówi to, co mówią.


 


 





 


 

Rysunek 15 to zdjęcie ze strony Gazeta.ru. To jest za 2 lata, moim zdaniem, za 12 lat, ale to nie jest fundamentalnie ważne, gdzieś za półtora roku lub dwa po tragedii. W rosyjskim Internecie jakaś kobieta lub mężczyzna na ogół nazywa się kobietą, opublikowała zdjęcia ciał ofiar. Ciała, fragmenty itp. Zostało to natychmiast usunięte. Potem coś, co specjalnie sfotografowałem, zrobiłem skan, a teraz głośno przeczytałem: szef Polskiej Komisji Badania Przyczyn Katastrofy, były Minister Spraw Wewnętrznych RP Jerzy Miller powiedział, że jego koledzy z Komisji nie byli zaangażowani w te zdjęcia, Miller dodał, że będąc na miejscu katastrofy, nie starali się fotografować ciał, ponieważ nie uważali takich kart za przydatne w śledztwie. Cytaty otwierają się, bezpośredni cytat pana Millera: „Nie widziałem tych fotografii, Nie chcę ich widzieć, nie mówiąc już o komentarzach ”. Czyli główny śledczy, minister spraw wewnętrznych, główny policjant kraju przybył na miejsce tragedii, do miejsca, w którym zabijano ludzi, i powiedział: nie jestem jakimś zboczeńcem, żeby badać zwłoki. Dlaczego mam patrzeć na zwłoki?

V. Dymarsky - A po raporcie Motsarevicha, który znajduje tak wiele sprzeczności w raporcie Millerova, czy skomentował coś?


 

M. Solonin -Młynarz? Nic o tym nie wiem. Rozumiem, płynnie przechodzimy do polityki, ale nic o polityce nie mówię poza tym, że nic o niej nie wiem i nie rozumiem dzisiaj dosłownie na moim, wybacz mi, nie wykorzystuję chwili za reklamę, ale po prostu wyjaśniam: mam duży wywiad z bardzo znaną polską dziennikarką na kanale, jej ojciec i ona byli 4 razy senatorami Polski, tam mam z nią duży wywiad przez 55 minut, w którym opowiada co się dzieje w Polsce. Krótko mówiąc, bezpośredni cytat pani Romaszewskiej: w Polsce jest zimna wojna domowa, a ci, którzy kiedyś byli solidarni, przekładając się na naszą rosyjską historię, mieli rację, byli eserowcy, którzy walczyli z carem, a potem byli prawicowi eserowcy, lewicowi socjaliści-rewolucjoniści, którzy zabijali się wyjątkowo dobrze. Oznacza to, że istnieje dzika nienawiść, docierają do mnie echa tej nienawiści. Dostaję listy od Polaków, przynajmniej ludzie mówią, że to Polacy, którzy bardzo energicznie wyjaśniają, jakim jestem złym człowiekiem. Jest ostry konflikt wewnętrzny, to jest więc miejsce, w którym ma być i takie fantastyczne stanowisko Ministra Spraw Wewnętrznych, który nie chce patrzeć na ciała ofiar, bo no cóż, po co?


 

V. Dymarsky - Mark, takie pytanie: czy raport tego Motsarevicha w ogóle istnieje?

M. Solonin - Jest. Jest w Internecie. Oczywiście po polsku, po angielsku. Jest duży, wszystko tam jest, wszystko można odczytać.

V. Dymarsky - Co skłoniło Pana w ogóle do tego śledztwa? Raport Motsarevicha, moim zdaniem, zaczęli się w 2017 roku.

M. Solonin - powiem ci. Kiedy to wszystko się wydarzyło, słuchałem czegoś bez przekonania, ale gdy wpadła mi w oko relacja Motsarevicha i zobaczyłem, co ci pokazało pierwsze - ten rozrzut fragmentów ciała i od tego momentu straciłem ostatnie wątpliwości ponieważ tutaj jest ten obraz fragmentów ludzkich, które rozrzucone są na setki metrów w dobrze zdefiniowanej strefie, nie ma co się o co spierać. Nagie ciała, 35 nagich ciał. Jaka jest siła oddzielania ludzi, inna niż fala uderzeniowa?

Michaił Solonin: Moją rolą w tej sprawie jest sumienny i uważny czytelnik, który doszedł do pewnych wnioskówQĆwierkać


 


 

V. Dymarsky - A w tym przypadku ta fala, tutaj oczywiście potrzebujesz specjalisty, którego w tym przypadku wcale nie jestem, czy to zdjęcie, które widziałeś, czy jest typowe dla eksplozji? Czy był pożar ...


 


 

M. Solonin - Nie było ognia. Jednak niektóre fragmenty i niektóre ciała mają znaczące oparzenia, jak stwierdzono w raporcie Motsarevicha, do 40% powierzchni ciała. A jakie inne pytanie zadałeś?

V. Dymarsky - Malowanie podczas eksplozji?


 

M. Solonin - Tam jedna osoba leciała do tyłu, to znaczy nie w kierunku samolotu, jakby samolot, no, samochód, tramwaj, cokolwiek, ta osoba odleciała, a jego ciało wbiło się w ścianę tylną toaletę i leciał z taką siłą, że owinęła ją wokół niego. Inne ciało, kobieta, prawdopodobnie stewardessa, wybacz mu, jest napompowane, to znaczy jest to tylko efekt fali uderzeniowej, zwłaszcza jeśli była to eksplozja wolumetryczna, osoba jest po prostu nadmuchana. Itp.

V. Dymarsky - Niestety, nasz czas się skończył. Rozumiem, że możemy o tym długo rozmawiać. Dziękuję Mark za udział i do zobaczenia ponownie. Myślę, że nadal możemy kontynuować tę rozmowę.


 

Ocena wpisu: 
Twoja ocena: Brak Średnio: 5 (głosów:16)

Komentarze

... to znaczy, że jeszcze nie wszystko stracone.

Dziękuję 35 Stan. Bardzo dziękuję.

Podoba mi się!
8
Nie podoba mi się!
0

Apoloniusz

#1670727

Warto się zastanowić nad czasowym zbiegiem takich oto informacji:

Odwołani otrzymali decyzję ministra ON Mariusza Błaszczaka 5.05.2021 roku a 6.05.2021 roku w rosyjskiej niepublicznej   stacji radiowej "Echo Moskwy", której redaktorem naczelnym i współwłaścicielem jest Aleksiej Wenediktow, którego matka Eleonora Abramovna Dychovichnaya, była lekarzem pochodzenia żydowskiego i dopuszczającym w swojej stacji radiowej do  wywiadu  z przeciwnikiem Putina, jakim jest Mark Siemionowicz Solonin, współautorem apelu rosyjskiej opozycji z marca 2010 roku "Putin musi odejść" i do tego wspierającym tezy podkomisji A.Macierewicza, musi to wiązać się z polityką prezydenta USA J.Bidena, który nazwał   W.Putina zabójcą  i że  niedługo poniesienie za to konsekwencje.

 

https://echo.msk.ru/programs/zapad/2833440-echo/

W okresie, kiedy doszło do tych wydarzeń 10.04.2010 roku i trwała polityka resetu USA-Rosja, USA/Zachód liczyli i stawiali na ówczesnego prezydenta FR Dmitrija Miedwiediewa jako liberała w odróżnieniu od W. Putina, byłego KGB-isty sprawującego władzę w imieniu tzw siłowików.

Wygląda mi to na jakąś wspólną politykę J.Bidena z rosyjską opozycją przeciw W.Putinowi z wykorzystaniem Raportu podkomisji MOM A.Macierewicza, obnażającego kłamstwa Raportu MAK i KBWLLP.

Poczekajmy na dalszy bieg wydarzeń.

 

Podoba mi się!
7
Nie podoba mi się!
0
#1670733

I to zadecydowało o zamachu. putin wiedział ze zachód nie zaryzykuje konfliktu zbrojnego.

Podoba mi się!
5
Nie podoba mi się!
0
#1670779

Do dziennikarki śledczej zajmującej się "katastrofą smoleńską"  - A. Gargas właśnie docierają nowe taśmy (kompromitująca rozmowa Tuska z E. Klichem). Wygląda na to, że sprawą zamachu smoleńskiego zaczyna się pogrywać w celu skłonienia Putina do spolegliwości, bo "znajdą się jeszcze inne materiały".

Podoba mi się!
5
Nie podoba mi się!
0

Leopold

#1670803

I dlatego nawet gdyby pokazać film z satelity jak samolot rozpada się w powietrzu - nic to nie zmieni.

Są w internecie zdjecia rosyjskich samolotów pasażerskich , które wylądowały - po prostu w lesie -ścinając las.

Samoloty sa uszkodzone pęknięte w połowie, skrzydła powgniatane  - ale we wszystkich wypadkach ludzie uratowali się.

Na jednym z nich pasażerowie czekając na transport i pomoc medyczną - poszli obok do lasu zbierać grzyby.

Prezydent Kaczyński prawdopodobnie przewidywał katrastrofę, ale nie mógł stchórzyć i przesiąść się do pociagu. Drugi TU zapasowy został przemyślnie "uziemiony" na Okęciu. I pułapka zamknęła się.

Dlatego zakonnicy z Wawelu tylko dlatego pochowali go na Wawelu. To nie są głupi ludzie , którym potrzeba dowodów rzeczowych. To nie samoloty zabijają ale źli ludzie.

W Lockherby samolot spadł z 10 km . Kokpit był cały, nawet szyby całe. A piloci siedzieli w kokpicie przypięci pasami.

Wypadku nie byłoby ( zamchu) gdyby nie znaczna ilość niezadowolonego elementu w kraju ( w tym razwiedki) o proweniencji Kujbyszewskiej. Nie ma też w kraju polityka o formacie Piłsudskiego. Stąd te jałowe dochodzenia i schizofreniczne dyskusje. ( Nu znaczit zabili ich ale ich nie mordowali...)

 

 

Podoba mi się!
7
Nie podoba mi się!
0

Mozets

#1670805

Z  kilkoma Twoimi opiniami trudno się zgodzić:

"Prezydent Kaczyński prawdopodobnie przewidywał katrastrofę, ale nie mógł stchórzyć i przesiąść się do pociagu. Drugi TU zapasowy został przemyślnie "uziemiony" na Okęciu. I pułapka zamknęła się."

Planowana wcześniej podróż pociągiem z Rodzinami Katyńskimi została uniemożliwiona poprzez pułapkę zastawioną przez prezydent Litwy Dalię  Grybauskaitė. Kusząc śp. Prezydenta szansą na uchwalenie przez obradujący litewski Seimas ustawy o pisowni polskich nazwisk na Litwie, na czym bardzo Mu zależało i o co zabiegał od lat, zaprosiła Go w dniu 8.04.2010 roku do Wilna. Oczywiście  Grybauskaitė musiała wiedzieć, że nie było szans na pozytywną decyzję Seimasu, ale "rybka chwyciła przynętę" i podroż pociągiem stała się nieaktualna.

Zapasowym samolotem dla lotu HEAD był Jak-40 nr 044 a nie TU i ten został użyty do lotu z dziennikarzami i to uniemożliwiło śp. Prezydentowi lot Jak-iem z generalicją, co też było rozważane i pułapka się zamknęła.

 

"Dlatego zakonnicy z Wawelu tylko dlatego pochowali go na Wawelu. To nie są głupi ludzie , którym potrzeba dowodów rzeczowych."

Decyzję o pochówku Pary Prezydenckiej na Wawelu formalnie podjął kardynał Dziwisz(Katedra na Wawelu podlega Kurii Krakowskiej a nie "zakonnikom", którą zarządzał kard. Dziwisz) i to była decyzja formalna, ale jak mówił kard. Dziwisz, sprawa pochówku była zbyt poważna i nie mogła być zdecydowana bez decyzji władz państwa i dlatego konsultował ją z p.o. prezydentem B.Komorowskim, który taką decyzję podjął.

Podoba mi się!
4
Nie podoba mi się!
0
#1670811

czy naprawdę, już nie znajdziemy 12 sprawiedliwych, a może chociaż trzech! To przynajmniej nie odwracajmy się, aby spojrzeć za siebie ...

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
0

Apoloniusz

#1670814

Stan 35 pisze  do Mozetsa cytuję:

Pocz. cyt.:" z kilkoma twoimi opiniami trudno się zgodzić" k.cyt.

********************************************

Moje posty wyrażają jedynie  poglądy  autora w dniu edycji.

Moje komentarze nie mogą służyć przeciwko mnie w dniu jutrzejszym, ani w każdym innym następującym po tym terminie. Ponadto autor zastrzega sobie prawo do zmiany poglądów -  bez podawania przyczyn.

;-)))

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
0

Mozets

#1671143

    Witam! Dlaczego do tej pory na ludzi dążących do prawdy wylano hektolitry pomyj... Co jest złego, że społeczeństwo polskie nie przyjmuje do wiadomości propagandy MAKu..."Sikanie do zniczy, potwierdza zamach ). Każdy rozsądny zadaje pytanie, co chce się ukryć. To ordynarne kłamstwo podzieliło Polaków, wsparte wówczas potężną medialną propagandą manipulacji faktami. W dobie obecnej medialnej cyfryzacji, kłamstwo upadnie z hukiem wcześniej, niż nam się wydaje. Zakładam, że wiele kluczowych materiałów jeszcze wypłynie...Nikt już nie wierzy w "katastrofę" i pancerną brzozę. To środowisko sprawców zamachu i wrogich interesów , chce wywrócić Polskę.

Podoba mi się!
6
Nie podoba mi się!
0

ronin

#1670822

Targowica różne ma oblicza - gdzieś w innym wątku było to podniesione. Zginęła pokaźna grupa polityków z najdalszego lewa do prawie prawa. Ale nienawiść do nazwiska Kaczyński ogłupiła bardzo dużą część społeczeństwa.

Podoba mi się!
4
Nie podoba mi się!
0
#1670862

Oczywiście, że decyzja o pochówku Prezydenta RP na Wawelu nie zapadła ani na prośbę rodziny, ani na zaprawione szyderstwem czkawki Bula (śmiał się podczas lądowania samolotu transportowego z trumnami na Okęciu - jest dostępny film).

Nikt nie mógł podjąć takiej decyzji za władze kościelne , w których władaniu jest eksterytorialne rozporządzanie terenem świątyń.
Oczywiście, że Prezydent RP Kaczyński nie miał formatu królewskiego ani nawet formatu marszałka Piłsudskiego.
Nie był herosem choć wiedział, że może zostać
zlikwidowany przez służby rosyjskie w porozumieniu z razwiedką podukaczewską Bula i Donka - za marzenia o silnej Polsce - nie całującej butów Putinowi i Merkel.
Dziwisz pochował go na Wawelu. Gdzie leżą także królowie - niektórzy tylko z nazwy - ale oficjalnie głowy królestwa.
Wiadomo, że Kościół ma także swój wywiad ( dawniej Jezuici) i jeśli nie miał nawet dowodów na zamach to wiedział ,że w interesie Państwa należy te ciała zabezpieczyć przed ewentualną w przyszłości próbą bezczeszczenia i czy manipulacji ideologicznej.
Stanowiące pzykład dzikich rozwiązń w stylu bizantyjsko - stepowym do dyplomacji typu Czyngis - Chana. ( Zabić , otruć, zlikwidować , unicztorzyć).
To był pierwszy prezydent po rozwodzie z CCCP , który potrafił otwarcie przystąpić do demontażu desantu z Kujbyszewa , otwarcie przeciwstawić się agresji Kremla i powiedzieć w twarz Putinowi co myśli o celach Rosji, wobec również Polski.

Wszyscy inni jak Donek i Bul trzęsli portkami i naigrawali się z Prezydenta.
Bul wybudował nawet pomnik dla Armii Czerwonej , która napadła na Polskę w 1920 roku.
Gdzie więc nawet po 50 czy 100 latach idea która kierowała Prezydentem Kaczyńskim i doprowadziła go do tragicznej smierci mogła zostać lepiej zabezpieczona jak nie na Wawelu. Czym dalej od Warszawki tym lepiej.
I czym dalej od Powązek, gdzie leżą oprócz ofiar - najwięksi oprawcy i zdrajcy Narodu.
Plan dalekosiężny pamięci narodowej o nowej targowicy z azjatami został osiągnięty.
By np. nad ewentualnym grobem na Powązkach po 50 czy 100 latach nowi marksiści nie kreowali o zmarłym tylko kalumni i dezinformacji.
I jedynym co będą powtarzać o nim to : "jak ukradł księżyc" , że był "kurduplem" a Kaczyńska - że nie miała urody jak Zeta Jones .
Czyli argumentów i opinii w stylu Jaśka z Konkolewa Dolnego.
Bo wiekszość każdego społeczeństwa - nie tylko polskiego - to durnie, którzy pójdą na każdą łatwiznę - nie powiem "myślową" - bo to by ich nobilitowało.
Symbol Wawelu uchroni tę postać i jego ideę Trójmorza przed sprofanowaniem dążącej do upadku moralnego Europy.
Chyba że hordy azjatyckie zburzą kiedyś Wawel, który przetrwał ponad 1000 lat.

Podoba mi się!
4
Nie podoba mi się!
0

Mozets

#1670929

Ciągle jeszcze Polacy są utrzymywani w kłamstwie na temat tego dlaczego doszło do tej zbrodni z 10.04.2010 roku i czyje interesy za tym stały.

Podaje się Polakom(PIS), że to zbrodnia dokonana przez służby Putina we współpracy z rządem D.Tuska, alke to tylko część prawdy.

Troszkę więcej prawdy  na temat tej zbrodni  uchylił A.Macierewicz w tekście na łamach Gazety Polskiej z 9.05.2010 roku, ale dość szybko o tym "zapomniał".

W tekście pt. "Droga do Smoleńska" nakreślił tło geopolityczne tej zbrodni, pisząc m.inn.:

(...)

Lech Kaczyński wraz z elitą niepodległościową znalazł się w wirze wielkiej rosyjskiej operacji odzyskiwania wpływów na obszarze dawnego imperium i to w uzgodnieniu z Niemcami oraz za zgodą rządu Donalda Tuska. Była to w istocie gigantyczna pułapka, która zatrzasnęła się wraz ze startem Tu-154 10 kwietnia o godzinie 7.20 czasu warszawskiego

(...)

https://www.salon24.pl/u/autorzygazetypolskiej/179901,droga-do-smolenska

 

Podał tam dwa fakty:

1) udział w zbrodni Rosji, Niemiec i rządu D.Tuska

2) godziną startu jako 7:20 a nie jak podał potem MAK i KBWLLP - 7:27

Ad1) W roku 2010 Niemcy były najważniejszym sojusznikiem USA w Europie i na terenie Niemiec stacjonowało ponad 50 tys. żołnierzy amerykańskich, największa baza lotnicza Ramstein Air Base, amerykańska broń atomowa.

Niemcy w 2010 roku nie mogły sobie wraz z Rosją i rządem D.Tuska przygotować i przeprowadzić takiej operacji bez zgody i wiedzy USA a mając na uwadze jaką wtedy USA/Zachód prowadziły politykę z Rosją(polityka resetu USA-Rosja mająca na celu budoweę EURAZJI jako konfederacji UE i Rosji), to jedynym logicznym wytłumaczeniem przyczyn tej zbrodni było wspólne zaplanowanie i przeprowadzenie tej zbrodni przez uczestników tej polityki .

To dlatego, że brali w niej udział zachodni "sojusznicy" Polski, pokazanie o niej prawdy jest niemożliwe, podobnie jak pokazanie prawdy o zbrodni w Gibraltarze z 1943 roku.

Zabijają nam patriotyczne elity a Polakom nie pozwala się na posiadanie oficjalnej wiedzy o przyczynach i tych co te zbrodnie popełniali.

Ad 2) Wcześniejszy czas startu TU154M nr 101 (7:20-7:21) a nie 7:27 jak podał MAK i KBWLLP:

(...) Faktycznie start samolotu z lotniska Warszawa-Okęcie do Smoleńska nastąpił o godz. 7.21 czasu lokalnego.(...)

http://orka2.sejm.gov.pl/IZ6.nsf/main/0259692B

to w konsekwencji wcześniejsze pojawienie się TU154M nr 101 w Rosji, co potwierdził w zeznaniach kontroler P.Plusnin:

(...)W tym momencie otrzymałem wiadomość, że polski samolot TU-154 wystartował. Było to około godziny 9:20-9:25.(...)

(...)Około godziny 10:15 samolot Tu-154 nawiązał kontakt ze mną. Poinformowałem go, że w Smoleńsku nie ma pogody, to znaczy, że nie ma warunków do przyjęcia samolotu, przekazując warunki pogodowe – mgła, widoczność 400 metrów.(...)

W Raportach MAK i KBWLLP podano czas nawiązania łaczności przez P.Plusnina z załogą TU154M nr 101 jako 10:23:30 c.m.(8:23:30 c.p.)

Dlaczego na temat tych różnic milczą wszystkie oficjalne instytucje takie jak KBWLLP, PW, ZP, podkomisja MON, PK?

Poprostu rżną głupa a durne społeczeństwo nawet o nich nie wie.

Wcześniejsze pojawienie się TU154M nr 101 nad Siewiernym dowodzi kłamstwa na tema czasu zdarzenia jako 8:41 c.p.(10:41 c.m.)

a informacja jaką podał akredytowany E.Klich w piśmie do D.Tuska z 15.04.2010 roku:

(...)

(...)Po odlocie samolotu ił-76 z KL nawiązała łączność załoga jakiegoś samolotu, który chciał lądować na lotnisku w Smoleńsku i KL nie wydał zgody na lądowanie. (...)

Pismo to zamieścił E.Klich w swojej książce pt. „Moja czarna skrzynka”, Dokumenty (11);

To jest dowod na to, że TU154M nr 101 nie podchodził do ladowania na Siewiernym tylko został odesłany na zapasaowew a na Siewiernym urzadzono inscenizację katastrofy na żywo z samolotem - dublerem.

Wg świadków samolkot ten inscenizował katastrofę scinajac wierzchołki drzew, machał skrzydłami po oderwaniu końcówki lewego skrzydła(ładunki wybuchowe) i awaryjnioe przyziemił kołami podwozia(na kangura- dotknął ziemi, odbił się kilka metrow w górę i ruchem posuwistym opadł na ziemię), wcześniej tracac ogon.

Po kilku minutach, po wyciagnięciu załogi i odwiezieniu ich karetkami na sygnale, samolot został wysadzony ładunkami termobarycznymi.

Na pokładzie tego samolotu była część osób z Oficjalnej Delegacji, którzy przybywali na Okęcie przed godziną 5-tą i zostali załadowani do samolotu w hangarze, który zaraz po 10.04.2010 roku wyburzono(prawdopodobnie w hangarze ich uśmiercono).

O tym samolocie mówił dziennikarz  Marcin Wojciechowski,pasażer Jak-40 nr 044,   w wywiadzie dla dla rosyjskiej gazety "Svoboda":

(...)- Gdy 10 kwietnia przybyliśmy na lotnisko wczesnym rankiem, nagle usłyszeliśmy: „Będziecie lecieć innym samolotem, Jak-40, bo w samolocie prezydenckim nie ma już miejsca”. Zwykle dziennikarze latają z prezydentem. „Tu-154” to dość duży samolot, oprócz kabiny VIP posiada ponad 100 miejsc siedzących dla zwykłych pasażerów. Ale tym razem członków delegacji było bardzo dużo, było wielu gości zaproszonych przez Prezydenta. I wielu miało własne wieńce, które trzeba było gdzieś umieścić. Umieszczono je więc w 20 rzędach w ogonie samolotu. Dlatego szef administracji prezydenckiej, który zginął w tej katastrofie, zdecydował: niech dziennikarze lecą innym samolotem.(...)

https://www.svoboda.org/a/2034647.html

Czy ktoś z oficjalnych instytucji zająknął się coś na temat tej informacji? Nie , przemilczano jak wiele innych faktów.

Z prawdą na temat zbrodni z 10.04.2010 roku będzie tak jak z prawdą o zbrodni w Katyniu czy w Gibraltarze.

 

 

Podoba mi się!
3
Nie podoba mi się!
0
#1670934

To co powiedziała jedna pani drugiej pani może mieć jakąś wartość  poznawczą. 

JEDNAK.

Tuż po zdarzeniu polskie słuzby specjalne powinny błyskwicznie otoczyć teren wypdku dopuszczając Rosjan tylko jako obserwatorów. Nie powinni oni niczego dotykać.

Miejsce wypadku do czasu zebrania szczątków winno stanowić strefę czasowej jurysdykcji państwa polskiego na podst. prawa dyplomatycznego.

Jednak oprócz tysięcy poszlak i dowodów nie wprost , wystarczyłoby gdyby najdrobniejsze  cząstki  zdefragmentowanego  samolotu zostały zebrane przez polskie służby d/s wypadków maszyn wojskowych , została sporządzona prawidłowa dokumentacja w tym zakresie, w tym również z sekcji zwłok wszystkich osób , zebrania materiałów ze stanowiska naprowadzania i zeznań wszystkich świadków w tym rosyjskich.

Następnie wszystkie elementy  samolotu winny być w hali na Okęciu  rozmieszczone na siatce poszycia samolotu i dopiero wtedy najdrobniejsze badania najlepszych specjalistów d/s wypadków samolotowych  z całego świata, winny opracować raport nt. wypadku i podać przyczyny.

Patolodzy winni skrupulatnie  przebadać wszystkie fragmenty ciał i podać przyczynę śmierci. I zastosować I zasadę prawną wg. Kodeksu Hammurabiego - czyli kto miał w tym korzyść.

 Na końcu Donek powinien przeprosić Putina za to, że Polacy jeszcze ośmielaja się istnie.

Potem oddać sie w obronę Angeli .

By nas uchroniła od najazdu Mongołów.

cbdo. 

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
0

Mozets

#1671146