Weto. Wojna o pietruszkę, o listek figowy czy kaprys.

Obrazek użytkownika 1normalnyczlowiek
Kraj

                    Nasi, czyli polscy prawicowi politycy, dyplomaci, wciąż nie potrafią pogodzić się z faktem, że rzeczywistość polityczna, w jakiej zostało im dane funkcjonować, daleka jest od rycerskości, którą zostali przesiąknięci w swoich domach rodzinnych, karmiąc się od dzieciństwa, zarówno mądrymi bajkami i baśniami, jak i choćby - Trylogią Henryka Sienkiewicza oraz wieloma innymi dziełami polskich wieszczów. Nic więc dziwnego, że tak jak zdecydowana większość Polaków, których reprezentują, oni też wierzą w raz dane słowo, przywiązując do niego nawet większą wagę, niż do oficjalnych zobowiązań, zawartych na piśmie. Ten grzech(?) uczciwości, szczerości intencji, musiał dotknąć także i naszego, polskiego, premiera, Mateusza Morawieckiego, który w lipcu br., "na pierwszy od czasu wybuchu pandemii COVID-19 szczyt organizowany w formule stacjonarnej", czyli na dwudniowe posiedzenie Rady Europejskiej w Brukseli, wybrał się z jak najlepszymi intencjami, sądząc, że jego partnerom z wszystkich pozostałych krajów, nawet do głowy nie przyjdzie zastawianie jakichkolwiek pułapek przy konstruowaniu budżetu Unii Europejskiej na lata 2021-2027 oraz Europejskiego Instrumentu na rzecz Odbudowy i to w trakcie takiej tragedii, jaka dotknęła cały świat. Polska podkreślała wtedy, "że UE potrzebuje budżetu ambitnego, przyjętego i wdrożonego jak najszybciej. Dotyczy to zarówno Wieloletnich Ram Finansowych, jak i dodatkowych środków w ramach Europejskiego Instrumentu na rzecz Odbudowy. Fundusz Odbudowy z budżetem w wysokości 750 mld euro będzie korzystnym impulsem rozwojowym dla europejskiej gospodarki. Powinien mieć sprawiedliwe mechanizmy dystrybucji środków, które uwzględniają specyfikę państw członkowskich. Zwłaszcza różnice w poziomie zamożności. Wprowadzenie nowych źródeł dochodów UE nie powinno nadmiernie obciążać mniej rozwiniętych państw członkowskich."

https://www.premier.gov.pl/wydarzenia/aktualnosci/premier-mateusz-morawiecki-uczestniczy-w-nadzwyczajnym-szczycie-rady.html

              No cóż... Ani nasz premier, ani nikt z jego doradców nie przewidział, że 75 lat po II Wojnie Światowej, sen o przestrzeni życiowej, nadal jest żywy, w umysłach polityków niemieckich, holenderskich,...(?) i jak się także okazało - nadal otwartych na nazistowskie ideologie. Że takim politykiem jest Angela Merkel, raczej nikogo dziwić nie może - w końcu wychowanica KGB, STASI... Ale Mark Rutte??? Jednak jak się spojrzy na program jego "Partii Ludowej na rzecz Wolności i Demokracji", do złudzenia przypominającej "naszą", "polską" "Platformę Obywatelską", to musimy dojść do wniosku, że wszystko jest możliwe, każdy podstęp, każda podłość, byleby to przynosiło doraźne a tym bardziej, dalekowzroczne korzyści. Najwyższy czas zauważyć tę nienawiść i pogardę wobec narodu polskiego, wobec Polski, holenderskiego premiera, jako żywo przypominającą identyczny stosunek do Polski i Polaków, byłego "polskiego" premiera, Donalda Tuska. Tamta, niemiecko-holenderska, para polityków, bawiąc się w "dobrego i złego policjanta", wykorzystała okienko czasowe, nie do stworzenia skutecznych mechanizmów prawnych i finansowych, umożliwiających szybką pomoc szczególnie najsłabszym, najciężej dotkniętym państwom, ale - do planowanego od lat, pod auspicjami George Sorosa, wprowadzenia w życie ideologii neomarksistowskiej, w krajach dotąd skutecznie jej się opierających, takich jak Polska i Węgry. W ten sposób, prezydencja niemiecka, podjudzana przez przedstawicieli Holandii, ostatecznie rozkruszyła fundamenty, na których powstała Unia Europejska, stwarzając kolejnego Potwora Na Glinianych Nogach - takiego, jakim był Związek Socjalistycznych Republik Radzieckich. Śmiało możemy powiedzieć, że Angela Merkel powróciła do swoich korzeni, do idei swoich "Ojców Założycieli", do Lenina, Stalina... a teraz Putina, którzy nigdy nie mieli i nie mają nic wspólnego z Ojcami Założycielami Unii Europejskiej.

Taka diagnoza wcale nie jest przesadzona a wprost przeciwnie, powinna być szczególnie teraz brana pod uwagę - dzisiaj, w dniu ogłoszenia sukcesu:

Weta nie będzie!

Bo i owszem, weta nie będzie, ale możliwe, że od jutra, może zaraz po ratyfikacji a najpóźniej od pierwszego dnia Nowego Roku, rozpocznie się gra ze strony unijnych Głównych Graczy, mająca na celu zepchnięcie zmodyfikowanych konkluzji w ciemny kąt, by na stole, przy którym będzie toczyła się dalsza gra o "Next Degeneration" (bo przecież nie o "Next Generation", jak głosi hasło widoczne przed siedzibą Parlamentu Europejskiego) pozostała tylko ich, bezprawna, interpretacja praworządności, wzmocniona później "wyrokami" TSUE, za pomocą której będzie możliwe dyscyplinowanie mniejszych państw i rządów, zmuszenie niepokornych krajów, do wyrażenia zgody na dalsze funkcjonowanie rozgrzanych sądów i sędziów, na przywileje dla środowisk LGBT, na zalegalizowanie homo "małżeństw", adopcji dzieci, eutanazji, aborcji na życzenie, a nawet pedofilii i innych zboczeń. Na pewno, dobrą okazją do przeanalizowania tych zagrożeń, będzie nieodległa dyskusja w Parlamentach krajowych, w związku z wymogiem ratyfikacji, przyjętych ustaleń budżetu unijnego wraz z rozporządzeniem, w poszczególnych państwach.

             A z jak zdeterminowanym, ale i z jak zdegenerowanym, podstępnym przeciwnikiem mamy, jako państwo, cały czas do czynienia, pokazała w Radiu TOK FM, środowa poranna rozmowa Macieja Głogowskiego z emerytowanym dyplomatą, Janem Truszczyńskim... - z osobą, która była kilkadziesiąt lat przygotowywana przez komunistów, do odegrania jednej z głównych ról przy negocjacjach akcesyjnych Polski do Unii Europejskiej. Tu rodzi się pytanie: Dlaczego tak istotną rolę w tamtym czasie odegrali właśnie komuniści pokroju Leszka Millera, Włodzimierza Cimoszewicza, Aleksandra Kwaśniewskiego, czy właśnie Jana Truszczyńskiego (KO ps. MAGISTER, NIDO, ROBIN, pozyskany do współpracy z SB w 1972 http://matusiakj.blogspot.com/2017/10/wojna-informacyjna-fake-news-6.html )? I dlaczego, ci sami komuniści występują dzisiaj, w polskojęzycznych mediach, w roli ekspertów broniących interesu "unijnego", czyli Niemców, Holandii... a karcących polski rząd, polskiego premiera! Odpowiedź staje się oczywista, gdy popatrzymy na funkcjonariuszy unijnych, takich jak Frans Timmermans, Ursula von der Leyen, Vera Jourowa..., z mentalnością bolszewicką, wcale nie ustępującą komunistom z Polski, wprowadzającym nasz kraj do UE. Po prostu, bratnie dusze! Dlatego również wspomniana radiowa rozmowa obnażyła ogromną skalę zakłamania, pogardy dla wszystkiego co polskie, zarówno redaktora, jak i jego gościa. Obaj przy tym, bez żadnych zahamowań wymieniali się na antenie, pomysłami na temat różnych manipulacji i metod oszukiwania opinii publicznej. Przy okazji, Jan Truszczyński okazał się ignorantem, niezbyt dobrze znającym traktaty unijne - lub zwykłym manipulantem, który bardzo dobrze zna traktaty i dlatego manipuluje ich treścią, by udowodnić swoje kłamliwe, oszczercze tezy... Prawie każdy, po zapoznaniu się z ich wygłoszonymi tezami, poglądami, na pewno wyciągnie swoje wnioski. Ale od razu warto zwrócić uwagę na fakt, w jak "głębokim poważaniu", osoba aspirująca do miana polskiego dyplomaty, ambasadora polskich spraw, negocjująca kiedyś warunki wstąpienia Polski do UE, ma nasze polskie prawo, naszą historię, tradycję, religię, obyczaje. Mało tego! Jan Truszczyński nazwał walkę o nasze wartości, walką o pietruszkę! Pokazał, że dla niego i wszystkich jego komunistycznych współtowarzyszy, z którymi współpracował, liczy się tylko kasa. Czy dlatego tak gardzi polskim rządem, polskim premierem? Bo według komunistów, każdy, kto wyżej ceni wartości ogólnoludzkie niż pieniądze, to frajer. Pewnie stąd ten zarzut wobec obu premierów, Orbana i Morawieckiego, że okłamują swoich obywateli więc muszą się kryć za listkiem figowym - choć oni tylko tłumaczą, na czym polega wciąganie państw i rządów w pułapkę prawną, przy okazji negocjacji budżetowych. Dawny unijny negocjator, nadal widać nie rozumie, że suwerenność, patriotyzm, wolność  światopoglądowa, demokracja, praworządność..., to nie jest ani pietruszka ani listek figowy, który ma być używany do przykrycia czegoś wstydliwego. To dziwne, że ten były negocjator unijny nie rozumie tak prostej sprawy, że tworzone przepisy prawa niższego rzędu nie mogą być sprzeczne z aktami wyższego rzędu. Stąd nie rozumie też on, że gdyby nawet premier zgodził się w lipcu na jakieś zapisy w rozporządzeniu, niezgodne z traktatami unijnymi i na tej podstawie Parlament Europejski, Komisja Europejska próbowałyby wprowadzać je w życie, to i tak stałyby się one martwymi przepisami. A że komuch nie byłby komuchem, gdyby nie pozwolił sobie na różne złośliwości wobec swoich przeciwników politycznych, to i Jan Truszczyński, niczym zwykły szczeniak, z braku argumentów, z lubością robił sobie podśmiechujki z poważnych spraw, kaprysem nazywając gotowość i determinację polskiego premiera w obronie naszej suwerenności. Jeśli ktoś ma jeszcze jakieś wątpliwości co do tego, kim jest i jakim jest człowiekiem, ten nasz wprowadzający do UE autorytet, to końcowy fragment tej rozmowy w TOK FM, na pewno rozwiewa wszelkie wątpliwości, ujawniając jego internacjonalizm, troskę o potrzeby wszystkich narodów i krajów... - oprócz oczywiście tych dwóch narodów, polskiego i węgierskiego, którymi on serdecznie pogardza, bo według niego nagminnie gwałcą praworządność. Jak do tego dorzucimy jego wręcz wrodzoną uległość wobec Niemców, traktowanie jako oczywistej oczywistości, dominacji kilku Głównych Graczy nad pozostałymi państwami unijnymi, także w dziedzinie wymiaru sprawiedliwości, edukacji, spraw światopoglądowych..., to możemy mieć spore wątpliwości, nie tylko co do tego czy Jan Truszczyński w ogóle w jakimś okresie swego życia był Polakiem... ale i co do tego, czy struktury unijne i mechanizmy w nich funkcjonujące, miały w ostatnich 30 latach cokolwiek wspólnego z demokracją i praworządnością...

              Łatwo to sprawdzić, zapoznając się z dokładnym stenogramem rozmowy z 9 grudnia, tych dwóch dyżurnych funkcjonariuszy lewackiej, unijnej propagandy, Macieja Głogowskiego (MG) i Jana Truszczyńskiego (JT):

MG: Naszym gościem jest Jan Truszczyński, kiedyś główny negocjator polskiego członkostwa w UE. ... A może będzie jednak to porozumienie, bo to podpowiadałaby logika wczorajszego spotkania premiera Orbana w Warszawie z liderami zjednoczonej prawicy. Dzisiaj kolejni politycy potwierdzają, że jest szansa na to, także i w Polsce politycy - że to porozumienie będzie. To byłoby zaskoczenie, czy to byłoby to, czego należało się spodziewać?

JT: No, wie Pan, są nie tylko optymiści. Pesymiści również są na tym świecie. Pół godziny temu czytałem artykulik Frankfurter Allgemeine Zeitung o tym wszystkim i towarzyszyła mu sonda wśród Czytelników: "Czy uważasz, że Polska i Węgry wycofają swoje weto, czy też obawiasz się, że utrzymają?". No, zagłosowałem, jestem wśród tych, którzy uważają, że Polska i Węgry wycofają się ze swojego weta, ale 2/3 Czytelników - a 12 tys. osób głosowało - uważa, że Polska i Węgry podtrzymają weta. Jak będzie zatem, nadal nie wiemy a przecież już jutro po południu ten szczyt się zaczyna. Zobaczymy.

MG: Po prostu, może nie znają Prezesa Kaczyńskiego.

JT: No, Czytelnicy Frankfurter Allgemeine, przypuszczam, nie znają go, rzeczywiście. Ja też osobiście go nie znam, tak że...

MG: Ale obserwujemy od lat. Dlaczego Pan jest umiarkowanym optymistą?

JT: Wie Pan. Dlatego że zestawiając pietruszkę , o którą walczą elity obecnie rządzące w tych dwóch krajach, z ogromem korzyści, jakie uda się osiągnąć dzięki, terminowemu przyjęciu wieloletniego budżetu Unii i towarzyszącego mu wielkiemu funduszowi odbudowy, no wydaje mi się, że racjonalność powinna przeważyć, zdrowy rozsądek, właściwa ocena potrzeb własnego społeczeństwa, własnych obywateli, własnych przedsiębiorców, obywateli i przedsiębiorców innych krajów Europy, które nie są naszymi adwersarzami a partnerami i członkami rodziny. To powinno przeważyć, po prostu. No przecież rachunek dla wszystkich jest prosty. A to, o co walczą Orban i Morawiecki jest - powiem zupełnie szczerze - niesłuszne, to raz. Dwa - obudowane zestawem kłamliwych, nieprawdziwych argumentów. Cała argumentacja, którą oni się posługują, twierdząc, że bronią traktatów, nadaje się do wyrzucenia do kosza. Ja się nawet dziwię, że w naszym dyskursie publicznym do tej pory jeszcze nie ma precyzyjnej argumentacji, zbijającej punkt po punkcie to, co mówi publicznie premier naszego kraju, to co mówią jego węgierscy koledzy na czele z Orbanem. To by się bardzo przydało, to by pokazało, że cała argumentacja, którą oni się posługują, jest funta kłaków niewarta, funta kłaków niewarta. I o co oni walczą!

MG: Proszę to powiedzieć! Proszę to powiedzieć wprost. No, nie mamy czasu na zbyt długą rozmowę, ale proszę powiedzieć.

JT: Pokrótce, po pierwsze, oni nie bronią traktatów. Traktatów bronią ci wszyscy, którzy uważają, że musi być związek między tym, jak działa prawo w kraju członkowskim a dostępem do pieniędzy z budżetu ogólnego Unii Europejskiej. Po drugie. Rozporządzenie , o które toczy się walka, które kwestionują Polska i Węgry, jest mocno posadowione na orzecznictwie Trybunału Sprawiedliwości. Raz! Dwa. Na traktatach, a konkretnie na artykule 322 Traktatu o funkcjonowaniu Unii Europejskiej. Po trzecie. Definicje zawarte w tym Rozporządzeniu, zarówno definicja praworządności, jak i definicja tego co mogłoby stanowić naruszenie praworządności, jak to interpretować, są tak rozbudowane, tak dokładne, że trudno sobie wyobrazić, co można byłoby jeszcze stworzyć, żeby dobudować dodatkowe wyjaśnienia, co to jest praworządność, jak interpretować jej naruszenia, i tak dalej i tak dalej. Reasumując. Zapewne, jakaś deklaracja interpretacyjna - o której tak często i dużo słyszymy, nie wiedząc zupełnie, co by miała zawierać konkretnie - jest do pomyślenia.

MG: Czyli tak zwane wytyczne, które można by przyjąć czy dołożyć do tego rozporządzenia, które kwestionują szefowie rządów. Tak?

JT: Tak. No trudno to nawet nazwać wytycznymi. Wie Pan. Zresztą, powiedzmy sobie szczerze. My przecież nie wiemy, co dokładnie miałoby być przedmiotem takiego politycznego dokumentu - o ile on rzeczywiście powstaje, załóżmy, że powstaje.

MG: Ale rozumiem, że Unia, przywódcy, szefowie państw i rządów są w stanie zgodzić się na takie rozwiązanie, na te tak zwane wytyczne do rozporządzenia, skoro ma to uchronić całą wspólnotę, 400 milionów mieszkańców Europy, przed wetem Polski i Węgier.

JT: Tak byśmy mogli założyć. Tak powinniśmy zakładać. Ale przecież chyba nie za każdą cenę! Bo to nie jest tak, że wszyscy się schylą w głębokich pokłonach przed Morawieckim i Orbanem, idąc na akceptację każdego kaprysu i życzenia z ich strony. To musi być również kompromisowe. Oczywiście, Niemcy jako przewodnictwo, mają obowiązek i na pewno robią to, konsultować na każdym etapie swoje pomysły jak miałaby wyglądać treść takiej deklaracji, ze wszystkimi Głównymi Graczami. A powiem nawet więcej - ze wszystkimi graczami, w ogóle. I myślę, że robiąc to, mają jakieś wyobrażenie już, co mogłoby być do zaakceptowania dla dwóch Czarnych Owiec, a z drugiej strony, (śmiech JT) co z niechęcią, ale jednak, zdołaliby zaakceptować inni członkowie Unii Europejskiej. Nie sądzę, żeby to mógł być tekst, który wybija zęby, interpretacyjnie nawet, bo przecież - nie prawnie - interpretacyjnie, głównym postanowieniom rozporządzenia: pieniądze za praworządność.

MG: Ale przecież, wystarczy taki tekst, który można w tych dwóch krajach pokazać i przedstawić jako sukces.

JT: Ależ, oczywiście! (śmiech MG), naturalnie. Ja myślę, że w ostatecznym rachunku o to tutaj właśnie będzie chodziło, jeżeli przyjmiemy założenie, że Polska i Węgry potrzebują jakiegoś listka figowego , którym mogliby się - Orban u siebie a Morawiecki u siebie - zasłonić po powrocie i opowiadać nam, że odnieśliśmy zwycięstwo, opór się opłacił, inni posłuchali naszych racjonalnych argumentów, obroniliśmy traktaty, obroniliśmy integrację europejską. Cały ten zestaw banialuk, którym już się posługują w swoim dyskursie publicznym.

MG: No. Skoro Pan doszukiwał się jakiejś racjonalności, to i ja spróbuję. No, wydaje mi się, że przywiązałem się do tej wczorajszej wizyty pana premiera Orbana. Że jeśli już przyjechał na kolejne spotkania - a przecież spotykali się wielokrotnie w ostatnich dniach, wielokrotnie jak na spotkania międzyrządowe na takim szczeblu, bo to było dwa albo trzy spotkania - no skoro przyjechał do Warszawy a potem Jarosław Kaczyński doprosił na rozmowę i Zbigniewa Ziobro i Jarosława Gowina, no to chyba właśnie po to, żeby powiedzieć... pewnie panu ministrowi Ziobrze, no jedziemy z tym a jak nie chcesz, to wysiadaj teraz. Jakoś damy radę.

JT: Wie Pan. Tego rodzaju spotkanie dałoby się przecież na bezpiecznych łączach zorganizować, bez konieczności takie pokazuchy, przyjazdów...

MG: No, ale to jest teatr!

JT: ..., bez przylotów do Warszawy. To jest teatr, naturalnie. A ponieważ wszyscy tutaj protagoniści główni uczestniczyli, łącznie z Ziobrą i Gowinem, no więc to jest teatr, który z jednej strony ma pokazać: Jedziemy dokładnie na tym samym wózku! Pełna solidarność, bratanki podtrzymują się za ręce, razem podążają, albo ku zwycięstwu albo ku przepaści. A z drugiej strony jednak, może to jest ich rzeczywiście sygnał rosnącej gotowości, przygotowania opinii publicznej, że taka gotowość rośnie, do kompromisu.

MG: To jeszcze jedna rzecz. Wybitnie mnie interesuje. Co myślał człowiek - bo wydaje mi się, że chodzi o jednego człowieka, który przekonał polski rząd, że można spokojnie przeczekać niemiecką prezydencję a może i kolejną, do półrocza przyszłego roku i wtedy podpisać to porozumienie, zawrzeć ten kompromis.

JT: Ja też bym chętnie z tym człowiekiem podyskutował. To znaczy, nie mam specjalnie apetytu na jakąkolwiek z nim rozmowę, ale z drugiej strony, podłubać mu w mózgu i dowiedzieć się, co go (śmiech!) skłoniło do takiego rozumowania, byłoby warto. Bo przecież ci, którzy znają funkcjonowanie Unii Europejskiej wiedzą, że przewodnictwo, jakiekolwiek będzie, ma jako podstawowy obowiązek, poszukiwanie konsensusu wszystkich uczestników gry . Nie może kłaniać się głęboko jednemu tylko z tych uczestników, żeby zadowolić jego kaprysy, zostawiając na boku, z tyłu to, czego oczekują wszyscy pozostali uczestnicy gry. Zatem, czy to będzie Portugalia, czy Słowenia, czy ktokolwiek inny, musi zasadniczo działać tak samo jak działały do tej pory Niemcy . Niemcy nie jako Niemcy, a jako kraj przewodniczący i koordynujący pracę w Radzie, w łonie Rady Unii Europejskiej. Zatem, jakiekolwiek rachuby na to, że Portugalia mogłaby nam nieba przychylić a Słowenia tym bardziej, to jest po prostu świadome wprowadzanie opinii publicznej w błąd .

MG: A na koniec. Jest Pan umiarkowanym optymistą.

JN: Tak. Dlatego że zestawiam te dwie wielkości ze sobą i nijak mi się to równanie nie składa. Z jednej strony, z jednej strony żądanie uzyskania carte blanche dla naszego gwałcenia praworządności w swoich dwóch krajach. Z drugiej strony, potrzeby wszystkich społeczeństw, wszystkich państw Unii Europejskiej w kontekście pandemii. Tak się nie składa to równanie.

MG: Bardzo dziękuję za rozmowę. Jan Truszczyński, nasz były główny negocjator członkostwa w Unii Europejskiej, był gościem Poranka TOK FM.

 

"Nasz" czy wasz, komunistów, główny negocjator! Bo na pewno, nie Polaków, główny negocjator...

cbdo.

Ocena wpisu: 
5
Twoja ocena: Brak Średnio: 5 (głosów:5)

Komentarze

... rozwój UE jest "zdeterminowany" i będzie przebiegał  jak w takim dowcipie z brodą o sowieckiej fabryce maszyn do szycia ( pointa : pracownikowi co to wynosił części i składał w domu ,to zawsze wychodzi model - kałasznikow  :-) ) . W przypadku UE to niezależnie od "etapowania" "gotowania tej żaby" ,to koniec końców  będzie wyłaniało się zrzeszone cesarstwo niemieckie z centrum w Berlinie (zdaje się F. Barbarossa ,Otto  Bismark ,Adolf H. itd. wpełni zgodziliby się w tym wzlędzie)  i z podległymi peryferiami . Wnikliwość w "prognozowaniu" zdaje sie zbyteczna. Jakie narracje będą przykrywały rzeczywiste procesy ,to chyba drugorzędne "smaczki" dla koneserów od operacji propagandowo-psychologicznych. Czy jakieś porozumienie to kroczek wprzód ,czy pół kroku ,czy krok do tyłu i półtora do przodu w tym "dziejowym procesie" ,to także zbytnie "emocjonowanie się" nic nie wniesie . Czy Holendrzy z Niderlandów za Euro-premie będą odwracali uwagę ,mącili obraz ,żeby dłużej trudno byłoby się zorientować , czy inni harcownicy wystąpią w podobnych rolach ,cóż to zmienia .

Natomiast rozmowy "operacyjne" między funkcyjnymi ze służb ,lóż i mafii na salonach w tym UE,to odbywają się jak zawsze  w atmosferze "wzajemnego zaufania" ... jak to w ... ( http://youtu.be/IMwN4nHMrac ) . No ale "rycerskość" to dawno już jest "de mode/out of fashion" ,więc nie ma co to się za bardzo łudzić że jakiekolwiek porozumienia będą dotrzymywane jeżeli będzie to wchodziło w "interesy" głównych graczy.

 

PS.

A czy Prezes zamierza wyskoczyć z tego coraz bardziej gorącego gara ,jak kiedyś Marszałek wysiadł z czerwonego tramwaju ... to może zobaczymy ... oby . W każdym razie to poza veto-em ,to w tych "negocjacjach" wyjście brytyjskie także powinno być na stole . Podział budżetu to w sumie mało ważny , bo jakoś te ideologczne ojropejskie pseudowartości coraz bardziej się rozjeżdzają ,z takim polskim poczuciem ,a obecność w tej "wspólnocie" to zdaje się zaraz będzie wymagała coraz staranniejszego przeczągiwania w afirmowaniu "tęczowej karty praw podstawowch"  przez  wszystkich obecnych  i swoistym testem na ojropejskość . Dopiero to będzie różnicowało przywileje w peryferiach z dominium Berlina  Było gestapo , stasi ,a teraz gejstapo już się zawiązuje . Różne  czasy mają różne  ideologie "imperiotwórcze" .W parszywych czasach ,to ... lgbt-tolerastyzm pod legendą "praworządności" ?

:-)

Podoba mi się!
4
Nie podoba mi się!
0

Ludzie myślcie , to boli ,ale da się to wytrzymać .
Ceterum censeo, PKiN im. J.Stalina delendam esse.

#1654201

"No ale "rycerskość" to dawno już jest "de mode/out of fashion" ,więc nie ma co to się za bardzo łudzić że jakiekolwiek porozumienia będą dotrzymywane jeżeli będzie to wchodziło w "interesy" głównych graczy.

PS.

A czy Prezes zamierza wyskoczyć z tego coraz bardziej gorącego gara ,jak kiedyś Marszałek wysiadł z czerwonego tramwaju ... to może zobaczymy ... oby . W każdym razie to poza veto-em ,to w tych "negocjacjach" wyjście brytyjskie także powinno być na stole . Podział budżetu to w sumie mało ważny , bo jakoś te ideologczne ojropejskie pseudowartości coraz bardziej się rozjeżdzają ,z takim polskim poczuciem ,a obecność w tej "wspólnocie" to zdaje się zaraz będzie wymagała coraz staranniejszego przeczągiwania w afirmowaniu "tęczowej karty praw podstawowch"  przez  wszystkich obecnych  i swoistym testem na ojropejskość . Dopiero to będzie różnicowało przywileje w peryferiach z dominium Berlina  Było gestapo , stasi ,a teraz gejstapo już się zawiązuje . Różne  czasy mają różne  ideologie "imperiotwórcze" .W parszywych czasach ,to ... lgbt-tolerastyzm pod legendą "praworządności" ?"

--->  My, normalni ludzie, doskonale sobie zdajemy sprawę z tego, że w obecnych czasach rycerskość jest passe... W każdym razie na pewno - i głęboko w to wierzę - że gdy Prezes postanowi wreszcie wyskoczyć z tego podgrzewanego gara, to zrobi to z na tyle silną grupą pozostałych normalnych ludzi, że gejstapo wraz z jego tolerazizmem wyrzucą na śmietnik historii, raz na zawsze

 

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
0

1normalnyczlowiek

#1654579

// My, normalni ludzie, doskonale sobie zdajemy sprawę z tego, że w obecnych czasach rycerskość jest passe...//

Co na to Zawisza (nie zawsze) Niebieski?

Tak pytam

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
0

Babies Lives Matter
White Lives Matter

#1654584

"Co na to Zawisza (nie zawsze) Niebieski?"

 

---> Co na to Zawisza, przeważnie Czerwony? Jak na razie milczy, choć ten tekst umieściłem także na NE i od wczoraj do dzisiaj wieczoru był na topie. No chyba, że to jego sprawka - choć wątpię... :)

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

1normalnyczlowiek

#1654588