Komentarze użytkownika

Kiedy Tytuł Treść Głosy Do zawartości Komentarz do
Obrazek użytkownika maciej1965
2 miesiące temu Już Szumilas... Już Szumilas w 2016 roku zarzucała PiS, że proponowane przez niego szkoła będzie wymagała wiedzy i to, o zgrozo, opartej na faktach...
4
Nauczycielski etos sięgnął dna
Obrazek użytkownika Andy-aandy
Obrazek użytkownika maciej1965
2 miesiące temu Bananowi celebryci, bananowi politycy... a zwykły przechodzień jeszcze nogę sobie złamie...
6
Opozycja je banana - jedyny skuteczny protest
Obrazek użytkownika Anonymous
Obrazek użytkownika maciej1965
2 miesiące temu Z tym duchem, to masz rację... Pierwotnie w dialogu miało być, że spotkana niewiasta powołała się na Ducha Św. a Jezus odpowiada, że może spotkała ducha, ale na pewno nie Św. Inna wersja, że sama HGW powołuje się ze swoimi słowami na Ducha Św. Jednak nie chciałem zbytnio komplikować mema i ostatecznie zostawiłem w powyższej wersji. 
2
Ewangelia według HGW...
Obrazek użytkownika katarzyna.tarnawska
Obrazek użytkownika maciej1965
2 miesiące temu Chyba trzeba tu coś usystematyzować... Podejrzewam, że prowadzimy częściowo jałowy spór wokół centralizacji lub decentralizacji oświaty, ponieważ nie zdefiniowaliśmy tych pojęć. Bo centralizacja i decentralizacja mogą dotyczyć różnych obszarów:- programów nauczania,- własności szkół i ich zarządzania oraz finansowania,- terytorialnego usytuowania różnego rodzaju szkół, - nadzoru pedagogicznego.Pewnie znajdzie się jeszcze kilka obszarów, gdzie można by mówić o centralizacji. W USA system jest zdecentralizowany, ale trudno o jednolitość w kraju zajmującym pół kontynentu i mającym charakter federacji stanów o szerokich własnych kompetencjach i prawach. Problemem jest niestety niski poziom wymagań w szkołach publicznych. Częściowo wynika to chyba z niewłaściwie pojętej wolności osobistej i traktowaniu wymagań jako jej ograniczenie. Ale już prestiżowe szkoły prywatne dają porządne wykształcenie na poziomie, dzięki któremu USA jest jednak potęgą naukową, przemysłową i finansową.Japończycy z kolei mają inną tradycję kulturową. Zamiast poczucia wolności mają wpojoną pracę zespołową i posłuszeństwo. Ale paradoksalnie nie zapamiętują więcej, niż ich rówieśnicy z innych krajów. Uzyskana wiedza może być pochodną wysokiej samodyscypliny.Ale wracając do Polski. Według mnie, programy nauczania i nadzór pedagogiczny powinny być scentralizowane. Nie zaszkodziło by też, żeby dotyczyło to własności i finansowania, bo często samorządy traktują oświatę jako piąte koło u wozu. Centralizacja powinna również dotyczyć szkół podstawowych, bo dostarczają one wiedzy niezbędnej do funkcjonowania w społeczeństwie i będącej podwaliną pod wybór przyszłego zawodu. Ale już na pewno samorządy powinny mieć wpływ na rodzaj szkół średnich, a szczególnie techników, funkcjonujących na ich terenie. Tu zakres szkolnictwa powinien być zgodny z charakterem regionu. Tak, żeby w centrum GOP-u nie tworzyć licznych (bo pewnie pojedyncza się nawet przydadzą) techników rolniczych, a w górach nie tworzyć klas technika mechanika okrętowego. I jeszcze odnośnie programów nauczania. Ich centralizacja powinna być obligatoryjna w kontekście identycznych egzaminów zawodowych w całym kraju. Ale powinien też być pozostawiony margines na modyfikacje spowodowany często występującą dysproporcją w wyposażeniu różnych szkół. Trudno realizować pewne szczegółowe cele, nie dysponując do tego odpowiednimi środkami. Trzeba w takich sytuacjach adaptować program do posiadanej bazy dydaktycznej. Ale zaznaczam, że patrzę na ten problem z punktu widzenia nauczyciela zawodu.
0
Szok! – S. Broniarz chce autonomii nauczycieli!
Obrazek użytkownika AS
Obrazek użytkownika maciej1965
2 miesiące temu W zasadzie masz rację... Tyle, że nauczycielem zostanie człowiek po studiach, a nie po szkole średniej. Poza tym, jeśli w regionie pozbawionym miejsc pracy w jakimś zawodzie otworzymy szkoły kształcące w tym zawodzie, to szybko naprodukujemy bezrobotnych, którzy albo będą musieli wyjechać za pracą, albo szukać jej poza zawodem. A czasem nawet zakładając, że w regionie będzie potrzeba 30 specjalistów z wąskiej dziedziny, to zakładanie szkoły, która będzie wypuszczać ich 25 rocznie nie ma sensu. Bo po roku nasycimy rynek pracy, a szkołę trzeba będzie zamknąć. Nikt nie zainwestuje w jej wyposażenie. Podobnie będzie, gdy na danym terenie będzie działało więcej szkół kształcących w zawodzie, na który jest ograniczone zapotrzebowanie. To się po prostu musi bilansować. Co do podręczników, to jako praktyk w zawodach elektrycznych, najbardziej cenię sobie stare podręczniki. Im nowsze, tym bardziej tandetne, że nie wspomnę o błędach. Teraz chyba nikt tego nie recenzuje, że nie wspomnę o korekcie. Tyle, że WSiP czy Nowa Era nie wydają wznowień tych starych porządnych podręczników. A nowych nawet nie proponuję uczniom. Dlatego większość zajęć muszę opierać na materiałach własnych (prezentacje) opartych na starych książkach. Ponieważ materiału jest mniej, niż kiedyś, wystarczy wyciąg z tych książek. Dodatkowo nie ma aż tak wielu podręczników. Ich opracowanie jest drogie, a częste zmiany podstaw programowych wymuszają krótki żywot tych nowych wydań. Stąd zapewne liczne błędy i brak staranności w opracowaniu. Na rynku są 2-3 wydawnictwa, a ich produkty są na ogół na podobnym poziomie. Z drugiej strony między bajki włożyłbym zainteresowanie nauczycieli konkretnym podręcznikiem ze względu na przyjaźń z autorem. To dotyczyło by może 1-2 szkół w skali kraju. Inna sprawa to wydawnictwa językowe. Tu ze względu na dużą konkurencję mogą być profity dla nauczyciela za wypromowanie konkretnego podręcznika. Ale i te książki są ujednolicane dla danej szkoły w ramach grupy nauczycieli, bo obowiązuje szkolny zestaw podręczników zatwierdzany przez komisję przedmiotowa a następnie (choć to już formalność) przez Radę Pedagogiczną.
3
Szok! – S. Broniarz chce autonomii nauczycieli!
Obrazek użytkownika AS
Obrazek użytkownika maciej1965
2 miesiące temu Osobiście znam matematyków, którzy zostali filozofami... Te dziedziny wbrew pozorom wzajemnie się przenikają. A my nawet na studiach uczymy się matematyki na poziomie jej osiągnięć do góra do XVI wieku. Współczesna matematyka do swojego zrozumienia wymaga odrobiny filozofii. Pamiętam, jak 30 lat temu po studiach spotkałem się z małżeństwem - koleżanką i kolegą z liceum oraz ich znajomymi, też młodym małżeństwem. Obie dziewczyny skończyły matematykę, a chłopcy politechnikę. I mój kolega z pracy magisterskiej żony rozumiał jedynie spójniki, a jej koleżanka rozumiała nawet temat pracy! Ja natomiast jestem pewien, że zapał części nauczycieli do strajku za 1000 zł. Broniarza jest podyktowany właśnie nieznajomością zasad matematyki. Po prostu nie potrafili sobie policzyć, że koszty takiej podwyżki dla państwa są zaporowe i nikt przy zdrowych zmysłach nie może im jej dać. Matematyka powinna być obowiązkowa na maturze. Tym bardziej, że porównując obecną maturę z tą, jaka sam zdawałem 35 lat temu, uważam, że obecna jest prosta do bólu i wymaga może połowy wiedzy, jaką musieliśmy się wykazać kiedyś. Nie mówiąc o tym, że materiał w szkole średniej jest mocno ograniczony w stosunku do tego, który ja musiałem opanować. 
4
Szok! – S. Broniarz chce autonomii nauczycieli!
Obrazek użytkownika krzysztofjaw
Obrazek użytkownika maciej1965
2 miesiące temu Decentralizacja tak, ale nie taka! Czy na poziomie gminy prawa fizyki są inne niż w sąsiedniej gminie? Owszem decentralizacja ma sens w tym znaczeniu, że bez sensu jest kształcenie chemików, gdy w promieniu 100 km nie ma żadnego zakładu chemicznego i nikt nie zamierza takiego otworzyć, czy kształcenie marynarzy w Zakopanem. Ale elektryk czy informatyk w Gdańsku czy Krakowie musi umieć to samo! 2+2=4 niezależnie od województwa. Sobieski zwyciężył pod Wiedniem niezależnie od tego, czy uczy tego nauczyciel w Zamościu, czy Warszawie. Można w ramach decentralizacji położyć większy nacisk na pewne niuanse regionalne przy nauce J.Polskiego czy historii w różnych regionach. Ale tylko tyle. 
3
Szok! – S. Broniarz chce autonomii nauczycieli!
Obrazek użytkownika AS
Obrazek użytkownika maciej1965
2 miesiące temu Ano, jest misz-masz... Co do Apatora, to byłem w toruńskim w zeszłym roku na zwiedzaniu hali produkującej liczniki energii elektrycznej. Przywieźli nas z Bydgoszczy w ramach wycieczki dla uczestników (i ich opiekunów) finału Olimpiady Wiedzy Elektrycznej i Elektronicznej. Rzeczywiście, wysokiej klasy technologia. Praktyki w przemyśle uczniowie mają nadal. Właśnie od maja będę praktycznie bezrobotny, bo klasa 3 idzie na praktykę, 4 kończy zajęcia, a ja zostanę z 4 godzinami tygodniowo regularnych zajęć. Jeśli strajk wreszcie się skończy (nie strajkuję, ale uczniowie i tak nie przychodzą, bo większości lekcji nie ma), to pewnie będę albo siedział na maturach, albo miał zastępstwa za polonistów i językowców siedzących na maturach ustnych. Poza tym ma to potworną wadę, bo wbrew słynnych tyrad o 18 godzinach pracy, żeby w moim zawodzie zarobić, trzeba mieć trochę nadgodzin. A ze względu na takie perturbacje nauczyciel ma uśredniony etat i ja np. w pierwszym półroczu miałem 26 godzin przy tablicy tygodniowo, żeby pokryć braki z maja, a przez cały rok dostaję pensję za 19 godzin. Nawet, jakbym chciał gdzieś dorobić w maju, to trudno coś akurat na miesiąc załapać, a dodatkowo dyrekcja ma prikaz, żeby nauczyciel był codziennie w pracy. To teoretycznie oznacza, że powinienem mieć po godzinie co dzień, a jak wiadomo tydzień ma 5 dni, an które trzeba mi rozłożyć 4 lekcje :-). Dodatkowo, jest to pracownia, która ma trwać 4 godziny pod rząd. Ale niech się dyrektor martwi...Co do praktyk warsztatowych, to jest kilka godzin w pierwszej klasie, ale to już nie te 5,5 godziny zegarowej na tydzień, które były jeszcze 10 lat temu. Nowe podstawy i siatki godzin wymagają za to dużej liczby godzin pracowni. I jest to teraz pracownia na warsztatach, na której u mnie na deskach uczniowie montują miniatury instalacji elektrycznych czy też układy sterowania silnikami. Mechanicy toczą na CNC, mechatronicy składają układy elektropeneumatyczne, elektronicy montują anteny, alarmy czy domofony, a analitycy coś grzebią w kolbach, ale od tego to akurat wolę się trzymać z daleka. Problemem jest głównie to, że aparatura, która w przemyśle jest montowana raz na wiele lat, tu składana i rozkładana jest kilka razy w tygodniu, co w rezultacie powoduje jej szybkie zużycie. A na nową zwykle nie ma pieniędzy.
6
Szok! – S. Broniarz chce autonomii nauczycieli!
Obrazek użytkownika krzysztofjaw
Obrazek użytkownika maciej1965
2 miesiące temu Trochę późno, ale dodam grafikę :-)
1
Totalna kasuje wszystkich dowcipami.
Obrazek użytkownika maciej1965
Obrazek użytkownika maciej1965
2 miesiące temu Właśnie widzę, że społeczeństwo nie ma pojęcia o obecnym systemie edukacji. I stąd zapewne bierze się sporo nieporozumień. Kiedyś w technikach robiło się pracę dyplomową i broniło ustnie kilka dni po maturze. Potem wprowadzono ujednolicone prace kontrolne składające się z zamkniętego testu (50 pytań po 4 odpowiedzi, zaliczanego od 50%) i części "praktycznej", która miała wykonanie w niektórych zawodach a w niektórych była jedynie rozprawką, w której według standardowego wzorca (w tym gotowych tabel z ewentualnymi wynikami i obserwacjami z pomiarów) należało napisać wstęp, plan pracy, rozwinięcie, wnioski i wskazania eksploatacyjne dla użytkownika. Nota bene ogólny plan pracy był identyczny np. dla technika elektryka i technika fryzjera! Nawet tam, gdzie było wykonanie, uczniowie musieli w oparciu o wykonaną pracę napisać podobną rozprawkę, która była oceniana wiele dni później przez egzaminatora, który nie był obecny na egzaminie. Tą rozprawkę trzeba było zaliczyć na 75% klucza, co spowodowało tragiczne nieraz obniżenie zdawalności egzaminów.Później, wraz z reformą 6-latków i rzezią przedmiotów ogólnokształcących za PO, zmieniono system szkolenia i oceniania w technikach. Wtedy szkoły odeszły od starych, ministerialnych programów nauczania i zaczęła się wolna amerykanka, o której pisałem w pierwszym komentarzu. Każdy miał pisać własny program, lub adaptować program KOWEZiU (taka firma, zarabiająca na tworzeniu dokumentów na potrzeby reformy edukacji), szkoły układały własne, dowolne w zasadzie siatki godzin (obowiązkowy był jedynie ogólny wymiar godzin w danym roku szkolnym dla wszystkich przedmiotów zawodowych hurtem). W wyniku tej reformy, uczniowie zdawali (i zdają nadal, a po reformie 8-klasowej szkoły podstawowej to się co do zasady nie zmieni) od 2 do 3 egzaminów, tzw. kwalifikacji zawodowych, które mogą być zdawane na dowolnym etapie edukacji, w jednej z 3 kiedyś, a teraz 2 sesji podczas roku szkolnego. O terminie zdawania kwalifikacji decyduje szkoła w oparciu o realizowany program nauczania. I tak, np. elektrycy z roczników do 2017/18 musieli  zdawać 3 kwalifikacje E-07. E-08 i E-24 np. w czerwcu 2 i 3 klasy oraz w styczniu 4 klasy. Gdyby przedmioty rozłożyć inaczej, w innej szkole mogli by np. zdawać je w styczniu 2 klasy, czerwcu 3 klasy i styczniu 4 klasy. I nie koniecznie w kolejności narastania numerów. Każda kwalifikacja składa się z części teoretycznej (test 40 zamkniętych pytań na 50%) i praktycznej, wykonywanej na stanowisku i ocenianej na bieżąco przez egzaminatora, lub w formie projektu, pisanego na kartce i ocenianej centralnie po zakończeniu sesji. Część praktyczna jest zaliczona od 75% zgodności z kluczem. Co więcej, egzaminator ocenia efekty, nie wiedząc, jaka mają wagę punktową. Musi jedynie odpowiedzieć TAK lub NIE na serię pytań z klucza, np. czy urządzenie ruszyło, czy rynienki były równolegle położone, czy śruby przykręcono dokładnie itp. Ale tu już zdawalność jest lepsza, niż przy poprzedniej rozprawce. Dopiero zebranie kompletu kwalifikacji i ukończenie szkoły, daje tytuł technika. Teoretycznie można na kursach "dorobić" inne kwalifikacje i uzupełnić wykształcenie do technika innej specjalności. Jednak bardzo mało kwalifikacji dubluje się w różnych zawodach. Ale przynajmniej te egzaminy (z wyjątkiem projektu, który wprowadzono ewidentnie dla obniżenia kosztów egzaminowania) dają możliwość sprawdzenia, czy przyszły technik potrafi coś zrobić. W poprzednim systemie, dobry technik niekoniecznie potrafił właściwie napisać rozprawkę, za to ktoś, kto nie wie, czy śrubokręt trzyma się za grubszą czy za cieńszą część, mógł jako dobry pisarz zdać egzamin na 100%. Z drugiej strony, tematyka tych egzaminów praktycznych jest żenująco prosta - np. założyć skrzynkę z zabezpieczeniami, dwie puszki rozgałęźne, łącznik i 2 lampy + jedno gniazdko na płycie o wymiarach 3x2,5 m. Położenie instalacji w rzeczywistym pokoju jest o niebo trudniejsze, bo wymaga rycia w tynku i późniejszego zagipsowania przewodów w ścianie.Jednak, jak pisałem, ta reforma zawodów wiązała się z przenicowaniem podstaw programowych (na ich podstawie pisze się programy), a przy okazji ich wykastrowaniem z licznych ważnych treści. I tak elektryk według tych podstaw nie musi wiedzieć, skąd prąd wziął się w gniazdku, które ma zainstalować, bo o produkcji i przesyle energii nie ma nic w jego podstawie nauczania. Podobnie nie ma zajęć z wszechobecnej obecnie w przemyśle energoelektronice sterującej urządzeniami elektrycznymi. Tych informacji nauczyłby się przed reformą z dwu przedmiotów nauczanych przez 2 lata w wymiarze 3 godzin tygodniowo! Teraz zniknęły. Za to technik energetyk nie wie, jak korzysta się z produkowanego i przesyłanego przez niego prądu na poziomie domu czy mieszkania.
6
Szok! – S. Broniarz chce autonomii nauczycieli!
Obrazek użytkownika krzysztofjaw

Strony