Ardrey'a "Social Contract"

Moderator: triarius

Strus
Posty: 11
Rejestracja: sob sty 09, 2010 3:09 pm

Ardrey'a "Social Contract"

Postautor: Strus » ndz mar 14, 2010 10:51 pm

Robert Ardrey (1908-1980) antropolog, scenarzysta (dostał Oskara)

Jego książki stały się światowymi bestsellerami ale jakoś żadna do tej pory nie została wydana w Polsce
„Social Contract po angielsku do przeczytania jest dostępny tu:
http://www.ditext.com/ardrey/contract.html

Dlaczego zabrałem się za przeczytanie tegoż?
Miałem parę powodów
M. in. Dawkins (co niedawno popełnił jakąś ateistyczna agitkę) w "Samolubnym genie" krytykuje Ardreya za jego teorie. Swoją drogą "Samolubny gen" też niektórych może zainteresować - ale nie dla wniosków, tylko dla idei- taka strategia ewolucyjnie stabilna to miód dla teoretyka gier .

Ardrey pisze niełatwym językiem (zdarzało się, że w 5 linijkowym akapicie 10x przerywałem czytanie na zajrzenie do słownika, co świadczy o słabości mojego angielskiego …
W książce jest mnóstwo obserwacji etologicznych – pomijam je, choć są podstawą dla przedstawionych tu obserwacji i myśli.

Poniżej wypiski z książki i na jej temat. niestety pierwsze rozdziały są potraktowane po łebkach, a zapiski wymieszane, gdyż nie robiłem regularnych notatek w trakcie czytania a potem wypisywałem co mi się przypomniało.

Ardrey na podstawie antropologii ewolucyjnej ukazał jak kompletnie pobłądził J.J. Rousseau. Swoja drogą mógł JRR sobie pofantazjować. Lecz w świetle dzisiejszej wiedzy- jego teorie nie mają racji bytu. Ardrey dziwi się, że do tej pory jego założenia dalej obowiązują, jak gdyby nigdy nic....

Powinno być:
"człowiek z natury jest zły"
"demokracja jest do niczego"

Rozdział 4 o dominacji pokazuje ,że hierarchia to naturalny stan w przyrodzie. Także dla człowieka ( a przynajmniej dla naczelnych)

rozdział 2: NIERÓWNOŚĆ jeszcze raz nierówność

Wynika z tego ,ze człowiek rozmnaża się płciowo i zawsze tak będzie
Jednak ma istnieć równość szans w społeczeństwie, taki "strukturalny nieporządek w porządku"

Ardrey scharakteryzował J.J.R " Jego umowa społeczna to poddanie się nieporządku we władanie porządkowi. To totalitaryzm - mimo ,ze niewypowiedziany

Rasy nie są sobie równe, bardzo mało o nich wiemy ( języki, kultura , bardzo zróżnicowane)
ale pewne są lepsze w jednym , inne w drugim aspekcie
np .Negro -czyli zachodni murzyni do nauki statystycznie się kompletnie nie nadają.
Kłamstwo to naturalna rzecz w przyrodzie ,więc naiwny zawsze ma szansę stracić.
Człowiek tym się wyróżnia od zwierząt że prawdopodobnie jako jedyny umie okłamywać samego siebie. Także tym, że jako jedyne stworzenie jest naprawdę tragiczne :ma świadomość i umie przewidzieć smutną przyszłość, także ta przez siebie przygotowaną
.
Soczysty cytat :
"Jak już wcześniej sugerowałem, kapitaliści i marksiści wspólnie wierzą w idee fixe wszechmocnego dolara: że człowiek pracuje tylko i wyłącznie z powodów ekonomicznych”

Ksenofobia to naturalny i pożądany stan wobec obcych. To ona jest strażnikiem pomyślności grupy jak i całej ludzkości.
Idąc tym tropem dalej dochodzimy do wybitnie „niepoprawnych” myśli
Ideologia równości zamieniła podległość wielu na masowe niewolnictwo
Rząd światowy oznacza powszechne niewolnictwo

Kobiety z natury nie nadają się na skutecznych przywódców
Dlaczego kobieta się nie nadaje:
- długi okres wychowywania potomka (rola matki jest najważniejsza) uzbroił ją w inne cechy niż potrzebne prawdziwej "alfa"
- grupa mężczyzn z reguły nie potrafi przyjąć kobiecego przywództwa, kobiety też wolą męskie przywództwo

"alfa" musi posiadać pewien zestaw cech psychicznych, z dobrym przybliżeniem można je określić słowem charyzma
(tu cytat " Hitler bezsprzeczne był alfą")

Czyli podsumowując mężczyzna na przywódczym stanowisku to reguła, od której mogą istnieć wyjątki -ale muszą pozostać wyjątkami
Rozdział 5
Analiza marca '68:
200 lat fałszywego dogmatu równości
+ nagłe wzbogacenie społeczeństwa (nowe potrzeby psychiczne)
+ niespełniająca już swoich funkcji rodzina tradycyjna(10 000 lat aż technika zaczęła ją przezwyciężać-> młodzi przechodzą w pierwotne i naturalne stadium społeczne grupy rówieśniczej
To ogromny skrót, Ardrey wymienia wiele więcej czynników, ale kładzie nacisk na braki rodziny w stechnicyzowanym społeczeństwie- stare recepty już nie działają tak jak powinny

Parę cytatów:
"Specjalizacja zredukuje go do igły w w dwudziestowiecznym organizacyjnym stogu siana. Zaszereguje się go z wszystkimi drobniakami o jednakowym wymiarze”

. Jego życie jest ustalone. Z anonimowego domu na anonimowego przedmieściu usiądzie na anonimowym miejscu w anonimowym pociągu, by dotrzeć do anonimowego biura gdzie podejmie się zadań ćwiczonych wczoraj. Zje lunch taki jak wczoraj, zdusi ansy które zdusił wczoraj, wróci do anonimowego krzesełka w anonimowym pociągu by powrócić do anonimowego przedmieścia i anonimowego domu gdzie wypije to samo martini co ostatnio,odnowi kłótnie przerwane wczoraj, zobaczy światła i cienie w telewizji nierozróżnialne od tych z wczorajszej nocy. I pójdzie spać. Przyjdzie poranek kiedy się nie obudzi. Jego życie, kiedy trwało, było bezpieczne. Do pewnego stopnia, trzeba to przyznać, nienaturalne społeczeństwo osiągnęło wśród swoich członków granicę nienaturalnej równości"

Pytanie czego zabrakło w życiu tego człowieka?
Odpowiedź,( której oszczędza inteligentnym czytelnikom) : zaspokojenia dwóch niesamowicie ważnych, wrodzonych potrzeb psychicznych, znalezienia tożsamości i stymulacji. Bezpieczeństwo bez stymulacji i tożsamości to nuda!

Po tym cytacie który przytoczyłem nie można się zdziwić ,ze syta młodzież 68 zechciała rozwalić taki świat jako niewarty ich życia?

Ostanie zdanie z tego rozdziału:
„Może nie ma nic niezwykłego w tym ,ze poszukiwaniu tożsamości odnajdziemy takich ,co wzgardliwie odrzucą ofertę bezpieczeństwa”


Rozdział 6
1) Tezę Malthusa o ekwipotencjalnym wzroście można włożyć między bajki. W całej przyrodzie istnieją skuteczne mechanizmy ograniczające populację poniżej możliwości środowiska

2) Paweł VI określając o zakaz aborcji jako "prawo naturalne" skompromitował się na całej linii, przy okazji kompromitując ideę
Człowiek po triumfie humanizmu w XVIII wieku, który zlikwidował stare, dobrze funkcjonujące kulturowe mechanizmy kontroli populacji , staje przed wyborem 2 strategii:

1) "kontrola populacji "- tradycyjne dzieciobójstwo, wymuszona antykoncepcja, czy to przez opodatkowanie za zbyt licznych potomków, albo też bardziej ostre środki: koncesje na poczynanie dzieci, aborcja dostępna dla każdego, brak pomocy dla krajów wyłamujących się
S
2)jedyna alternatywa :" śmierć z powodu stresu(gęstości zaludnienia)"
a) zwiększająca się ilość wypadków samochodowych
b) uzależnienie od narkotyków
c) międzynarodowe korporacje zmniejszające ilość miejsc kierowniczych
d) megalopolis : rozwody, alkoholizm, rosnąca ilość ofiar przestępczości, bezdzietne grzeszne związki
e) promocja homoseksualizmu
f) samobójstwa

Wojna już nie działa skutecznie jako ograniczenie populacji, tylko wojna atomowa załatwiłaby problem na zawsze.

Jeśli ludzkości uda się przezwyciężyć wymienione problemy i ciągle zwiększać ilość ludności, wtedy istnieje szansa, że ludzkość całkowicie pójdzie "drogą leminga " - masowe samobójstwa młodych w zatłoczonym (i na dodatek zatrutym) środowisku.
Jeszcze inne niebezpieczeństwo humanizmu to zapaść puli genetycznej w wyniku dopomagania ludziom ułomnym w dojściu do dorosłości i rozmnażaniu się.
Winą humanizmu jest poświęcenie jakości ludzkości dla ilości ludzi


Rozdział 7
Ardrey o mieście:” Miejskie zatłoczenie niesie ze sobą dominację człowieka nad człowiekiem, a nie nad przestrzenią. Ta walka o status- ten wyścig szczurów, którego to szczury ze wszystkich sił starają się uniknąć"
wioska= wielu rządców ,naturalna demokracja
miasto= niewielu przywódców, ogromna konkurencja, naturalne warunki dla despotyzmu

To nasze posesje- terytoria chronią nasze przywództwo i przed niechcianą hierarchią


1)Podstawa: miasto to rzecz typowo ludzka, zupełnie nowa rzecz pod słońcem.
2) W dzisiejszym mieście wysoko zorganizowanym i stechnicyzowanym coraz mniej jest przywódczych stanowisk, a około 5% populacji jest do nich stworzona
coraz mniej jest także prac nie wymagających wysilania mózgownicy: oranie ziemi, kopanie węgla itp (dolne 5% populacji tylko do tego się nadaje).Czyli kolejne zaprzeczenie naturalnej nierówności ludzi.

Zatłoczenie w miastach wynika tylko i wyłącznie z ludzkiej chęci- nikt nas nie zmusza
Złą stroną miasta nie jest zatłoczenie, lecz zerwanie więzów społecznych( architektura odrywa tutaj ogromną rolę, w slumsach więzy społeczne są bardzo silne). A architektura jest wynikiem błędnej filozofii. Filozofii niemożliwego, używając terminu Ardreya z pierwszego rozdziału.
Ta książka to poszukiwanie możliwości filozofii możliwego
A co jest tą możliwością w przypadku miasta?
Miasto jest kolejnym płotkiem, który ludzkość będzie chciała przeskoczyć. W mieście zaczęła się cywilizacja istnieje niebezpieczeństwo, że w nim się zakończy. Brak rozumowych powodów by wierzyć, że ludzkość zda ten test, ale brak ich również dla wiary w tezę przeciwną .

Patrząc ze strony porządku i chaosu: miasto to ogromny porządek, gdzie człowiek musi uzgodnić z innymi gros swoich prywatnych spraw.

Rozdział 8

1) Agresja wśród zwierząt wszędzie się zdarza, a jej powody są dla nas niewytłumaczalne - tak jak i często wśród ludzi
2) Naczelne nie mogą być dla nas żadnym wzorem ,gdyż nasze linie rozminęły się jakieś 20 milionów lat temu- to ogromny szmat czasu, nawet dla ewolucji
3) Nawet wśród naczelnych ksenofobia jest niesamowicie popularna. Na dodatek te gatunki, które ją preferują mają wielką przewagę nad resztą niezależnie od wielkości mózgu :)
4) Dla ludzkiej społeczności pozbycie się ksenofobii z reguły oznacza rozpad i upadek.
5) Agresja i przemoc drzemią , szukając okazji, by się ujawnić.
Kiedyś rozróżnienie między morderstwem (ofiarą członek społeczności) a ,czynami wojennymi (ofiarami byli obcy)pozwalało jednostkom wyżyć się bez konsekwencji dla społeczeństwa

Spojrzenie na wojnę:
a) niewidzialność dla większości społeczeństwa, tylko mała cześć bierze udział w działaniach wojennych, reszta się nudzi
Dopiero naloty bombowe w czasie 2 wojny światowej( + mój wtręt: totalitarne praktyki najeźdźców) pozwoliły reszcie społeczeństwa odczuć zagrożenie i ekscytację nim.

b) niedemokratyczność wojny ( czyli dyskryminacja chętnych): od wieków tylko "profesjonaliści" brali udział w działaniach wojennych, z  czasem pobór rozszerzył tą kategorię o młodych mężczyzn, reszta nie mogła odczuć tej odmiany losu
Od dłuższego czasu wojny brak, a agresja musi znaleźć ujście.
Dlatego przemoc coraz częściej dotyka społeczeństwo, gdyż agresorom brak celów zewnętrznych. Smutny efekt to rozbijanie społeczności.
Praprzyczyną pojawienia się wrogości jest brak komunikacji-czyli niemożność porozumienia się. Czytaj : różnice językowe. Społeczność dla swej własnej integralności potrzebuje mieć kontakt z inną, obcą językowo społecznością, by utrzymać agresje w ryzach

Rodzina a grupa rówieśnicza:
Niezrozumienie między pokoleniami również mogłoby być groźnie (przemoc) jednak młodzi uważają swoich rodziców za obiekty tak beznadziejnie słabe, że niegodne ataku. Starszemu pokoleniu pozostanie gorycz i samotność- oni nie mogą się ściśle i skutecznie zorganizować w grupy rówieśnicze

Agresja znajdzie ujście na innych ,dających poczucie spełnienia, obiektach :policja, obce sobie grupy studentów albo inne atrakcyjne cele  [mój typ : kibice i obce ideowo subkultury]

Teraz. gdy brak wroga zewnętrznego, jednoczącego społeczeństwo i skupiającego agresję, przemoc regularnie będzie wybuchała wewnątrz społeczeństwa. albo to grupa (np zawodowa) będzie się buntować albo społeczeństwo uweźmie się na jakąś charakterystyczna podgrupę

:Ardrey o sytuacji w Ulsterze :nie nazwałby jej neurotyczną czy paranoiczną (jak "Guardian"), gdyż bez poczucia krzywdy mniejszość nie podjęła by takiej ryzykownej i beznadziejnej walki. Poza tym zaprzecza się podstawowej prawdzie, iż ci zbuntowani młodzieńcy mają radochę rzucając brukowymi kamieniami ...

"Działanie i niszczenie są przyjemne" - trzeba być hipokrytą by zaprzeczać

"Wiek alibi" - przeznaczający więcej uwagi sprawcy niż ofierze, sprawia, że w przyszłości możemy się spodziewać coraz większej dawki przemocy w społeczeństwie
Filozofia, iż wina człowieka spowodowana była przez kogoś innego ,niż on sam
Że społeczeństwo ma ponieść odpowiedzialność za wyrządzoną mu szkodę,
że ludzie rodzą się nie tylko doskonali ,ale również równi, dlatego nieprzyjemne odchyły muszą być powodowane nieprzyjaznym środowiskiem...
Taka filozofia przygotowuje z pełną świetnością nadejście rozliczania wedle swoich praw społeczności przez wojujące mniejszości

Nawet jak kiedyś demokracja upadnie,(podobno najwięcej wynagradzająca społeczność z ludzkich wynalazków , w myśli Ardreya), to nie anarchia wygra, mimo chwilowych sukcesów, tylko jakieś inne "bardziej prymitywne" rozwiązanie polityczne.
Nie do wiary. Tą samą drogę proponował H.H. Hoppe w "Demokracja. Bóg, który zawiódł"
to mi wygląda na rzeczywistą i jedyna drogę ucieczki z demokracji.

Najważniejsze: o wrodzonych potrzebach a la Ardrey w hierarchii ważności:
tożsamość kontra anonimowość
stymulacja kontra nuda
bezpieczeństwo kontra obawa

Dzisiejsze społeczeństwo to bezpieczeństwo i anonimowość- co oznacza NUDĘ. To oznacza nieprzemożną chęć stymulacji.
istnieją 2 sposoby ostrej stymulacji : szokowanie i przemoc
Na ironię człowiek szybko się przyzwyczaja do niemal wszystkiego. czyli pierwsze rozwiązanie działa tylko do czasu..

1) szokowanie: pornografia, rewolucja seksualna ,wolna miłość i cudzołóstwo, bunt, narkotyki
Przykład wyczerpywania się się tego typu stymulacji:
Oglądaczowi pornografii zwykły stosunek już nie wystarczy, w kolejce czeka seks oralny...
Marsze protestacyjne nikogo nie dziwią, trzeba walczyć z policją
Strajki poczty nie działają ,trzeba zablokować ulice

2) przemoc pobudza obie strony: jednej daje zadowolenie, drugiej strach
Jednak ona też potrzebuje coraz brutalniejszych dawek

Półświatki kryminalistów i spiskowców politycznych oferują swoim członkom to ,czego nie dało im społeczeństwo ( patrz wrodzone potrzeby)
Przemoc oferuje chwilowy sukces, ale porażka jest nieunikniona. Wojująca podgrupa, nie biorąca pod uwagę potrzeb całego społeczeństwa, w efekcie niszczy siebie samą

Rozdział 9

Rodzaj i podział społeczności ewoluującej w ludzką:
Łowiectwo (dorośli faceci, główni dostawcy pożywienia) + zbieractwo(cała reszta)
ok 10 łowców pracowało na ok 50 osobową grupę

Może odrobinę niepoważne ,ale patrząc na dzisiejsze społeczeństwo [ 1970]:
11 ławników +przewodniczący
11 żółnieży + oficer
9 sędziów SN
rzadko który rząd ma więcej niż 9,10 czy11 ministrów (dziś demokratyczny socjalizm się wyłamuje i psuje regułę )
W drużynowym sporcie kontaktowym na dużym terenie: 11 piłkarzy nożnych, czy też hokeistów na trawie
Polibiuro w ZSRR :11 członków
"Zasugerowano mi kiedyś, że Jezus wybierając Apostołów wybrał o jednego za dużo"

To ludzka społeczność żyjąca z łowiectwa po raz pierwszy i jedyny zastosowała stały podział pracy.
Tylko tam członek społeczności dostawał pożywienie od innych po okresie dziecięcym.

Przodkowie człowieka łowili i byli łowieni -między innymi lamparty upodobały sobie taką zdobycz

Potrzeba współpracy podczas polowania i rozłąka z tymi, którzy zostali w "domu" spowodowała potrzebę pogłębionej komunikacji.

Człowiek pierwotny w grupie, używając broni był w stanie upolować ogromną zdobycz- tak wielką jakby lew( oczywiście lwy też współpracują) upolował hipopotama - a to się zdarza, choć niesamowicie rzadko.

Dziś drapieżne zwierzęta reagują ze strachem na widok ognia- choć ogień jest nowym wynalazkiem, jednak takie sprzężenie musiało się pojawić, gdy człowiek posiadł broń dalekiego rażenia (łuki itp) jakieś 50 tys lat temu.Wczesniej przez 2mln lat walczył toporami, włóczniami i kamieniami
Kultuta rolna ma ok 10 tys lat

Złóż te liczby czytelniku i porównaj , jak potężne są  siły wiążące nas ze społeczeństwem łowieckim i jak brak człowiekowi dostosowania do dzisiejszej techniki, Społeczność nadal nie odeszła zbyt daleko od tej z czasów łowieckich. Zwróć uwagę na jakby samoczynnie tworzące się grupki facetów, i to nie z powodów skłonności homoseksualnych ;)
Co skłoniło hominida do porzucenia lasów już w miocenie, przecież bogatych wtedy w pożywienie?
Jedynym dobrym wytłumaczeniem może być tylko spojrzenie przez pryzmat wrodzonych potrzeb : PRZYGODA- substytut utraconego życia łowcy
W wyniku milionów lat ewolucji facet zaadaptował się do pełnego wrażeń i przemocy życia łowcy. Można spojrzeć na historię jako pasmo zorganizowanych wypraw wojennych ( znacząca rozrywka).

Na dodatek grupy ludzkie od początku walczyły ze sobą. Patrząc na znaleziska skamielin ludzkich lwia większość  umarła nagłą śmiercią - zeszli z tego świata bardzo często w wyniku kontaktu z ludzkimi narzędziami, jak topory czy znacznie później łuki
[Przypadek Ozzi znalezionego pare lat temu w Alpach pasuje jak ulał]

Przeżycie  Przygody (agresywnej, ale niekonieczne pełnej przemocy jest piekielnie istotne dla człowieka.[np. przygody don Kichota- to nie fanaberie]

A dzisiejsze społeczeństwo bezmyślnie, nieprzytomnie, ale systematycznie niszczy wszelkie okazje do przygody jakie mogą zaistnieć.
Feminizm określa macierzyństwo jako niegodne kobiecej ambicji, ale przecież młoda matka chowająca dziecko ma do czynienia z przerastającą ją niemal Przygodą, pełną nagród i niebezpieczeństw.
Młody mężczyzna wyruszający w świat spotyka się z intelektualną zmową, określającą rywalizację jako poniżenie. Oto kolejna przygoda została zbrukana.
Ale chyba najbardziej duszące jet poświęcenie wszystkiego na korpulentnym ołtarzu PKB. Jak długo wartości materialne będę górować ,a bogacenie uznane zostanie za najwyższą moralność, żarłoczna organizacja musi nas połknąć. A przygoda dla jednostki musi zniknąć razem z zapomnianymi walkami gladiatorów, statkami pirackimi, amerykańskim snem, Biegunem Północnym, Polinezyjskimi dziewczętami, przywództwem czy Vasco da Gama

...Bezpieczniej będzie założyć, ze jak historia pokazuje, "droga przemocy" występuje. Tacy już jesteśmy i zawsze będziemy. I musimy z tym żyć
Skoro jasno i czytelnie widzimy, że każde dziecko to potencjalny podpalacz, wandal czy morderca , to należy inaczej wychowywać dzieci
-indywidualna odpowiedzialność!
-niepochwalanie przemocy przez społeczność
-koniec z pomocą przestepcy
po prostu przemoc musi wyjść z mody

Propozycja może wydawać się utopijna, ale postawy społeczne mogą być skutecznie korygowane. Brak ludzi krytykujących tabu kazirodztwa - a przecież w każdej rodzinie taka pokusa zaistnieje. Tym sposobem możemy ujarzmić demona
Czyli podsumowując : przygoda - tak, przemoc -nie!

Ludzie z reguły maja taki rząd , na jaki zasługują. A społeczeństwo dostaje taka karę ,o jaką się prosi. "Era Alibi " skończy się "Erą Trwogi"

Rozdział 10
Pozostaje niewyjaśnioną zagadką, czemu nagle wzrosła pojemność mózgu hominidów.
Ardrey przedstawia wyklęta koncepcję:

Uderzenie potężnej planetoidy w okolicy zachodniej Australii + zmiana biegunów magnetycznych Ziemi 700 000 lat temu na długo zlikwidowały ochronę przed promieniowaniem kosmicznym i podniosły temperaturę na ziemi

Jakiego typu zderzenie to było : jeśli energia meteorytu tunguskiego była równa wybuchowi Krakatau w 19 wieku ,to porównanie powierzchni odprysków pozwala wyobrazić sobie skalę: tunguskie fragmenty ~25 mil kwadratowych
a ten autralijski na ~25mln akrów kwadratowych
czyli planetoida musiała ważyć ok 250mln ton

Zarówno podniesienie temperatury, jak i zwiększone promieniowanie powodują zwiększenie zmienności genetycznej

Inne dziwne przypadki : łuk i rzucany oszczep wynaleziony przez neandertalczyków ok 50tys  w okolicach gór Atlas, wtedy zielonej Sahary, rozprzestrzenił się bardzo szybko na cały świat -także neandertalski.
Niemal jednocześnie, niezależnie, w skali ewolucji w mgnieniu oka (!! upowszechnienie metod rolniczych ok 11 tys lat temu.

Wynalazek łuku miał takie znaczenie dla prehistorii jak wynalazek bomby atomowej dla nas. kompletnie zmienił położenie człowieka wobec reszty przyrody. Już nie byliśmy jednym z wieku gatunków, mimo wielkiego mózgu.

Wynalazek ten miał również znaczenie socjalne- od tej pory znacznie mniejsze grupy ludzi były potrzebne do upolowania zwierzyny ( 1,2, czy 3 maksymalnie) - a nie 10
Możliwe stało się życie jednostkowe. I ludzkość eksplodowała.

Gang [ czy też sekta] operuje "zwierzęcym językiem" - racjonalne argumenty nie docierają, członek takiej grupy po prostu wyłącza swoją "korę mózgową" i nie myśli. Takie przypadki powtarzają się w historii ze względu na konstrukcję naszego mózgu.
Jeśli "Stary mózg" przez nastroje i uczucia przemawia do nowego, to nowy mózg ze swoimi konstrukcjami myślowymi z wielkim trudem wpływa na "stary mózg"
Można to porównać do mówienia do zwierzęcia. Z podobnym skutkiem

To indywidualność stworzyła cywilizację. Społeczeństwo powinno zobaczyć,ze to jednostka jest źródłem ludzkiego spełnienia. Jak rząd jest sługą ludzi, tak organizacja powinna zostać sługą indywidualności, bez którego geniuszu pozostałaby jak sieć rybacka w próżni. Trzeba stworzyć miejsce dla indywidualności, za wszelką cenę.
Również jednostka pójdzie na kompromis i zrezygnuje z uczestnictwa w bandzie. Przyzna, że ludzie nie są jednakowi.

Nie istnieje zwierzęca społeczność bez religii, rozumianej, jako zbiór dogmatów zaakceptowanych przez wszystkich.

Ludzkość ze zrozumiałych względów brakuje takiej religii. Ludzkość tworzyła rytuały w nadziei i w strachu. Różne wyznania w historii nie mogły przezwyciężyć swej współczesności .
Najazd racjonalizmu w XVIII wieku i naukowy rejwach wieku XIX pozostawiły w tyle wizje nieba i piekła, bóstw i demonów jako niezdolne do zjednoczenia nas w wierzy czy też strachu.

Dalej Ardrey pisze o religii racjonalnej, stworzonej przez człowieka- amerykańskiej Deklaracji Niepodległości. Ta wiara w przyrodzoną równość była najbliższym przybliżeniem uniwersalnej religii kiedykolwiek powstałej. Ale oczywiście istniała też ujemna strona, Człowiek o znikomej chociaż znajomości ludzkości nie mógł zaakceptować w sercu doktryny tak zwiewnej. Jego oddanie idei zniknęłoby z chwilą pojawienia się możliwości objęcia władzy.

XIX wieczny człowiek pogodził naturalną równość z materializmem. Kiedy wszyscy zdobędą wystarczająco dużo rzeczy, wtedy ujawni się naturalna równość. Religia zdobywania rzeczy materialnych to coś mniej niż życie duchowe. Ale jak długo niemal wszyscy byli biedni, kto mógł udowodnić, że jest inaczej?
Gdyby paru społeczeństwom nie udało się wzbogacić, nie stanęlibyśmy w obliczu całkiem nowego kryzysu.

Nauka stała się współczesną religią. Jednak niewiele można oczekiwać od naukowca, ze względu na jego specjalizację=niewiedza w pokrewnych nawet dziedzinach

Brak nam filozofii ewolucyjnej, (trochę wcześniej pisze o braku filozofii wskazującej kierunek) za długo filozof był niemile widziany przez naukowców. Specjaliści reagowali na filozofów jak posiadacz terytorium traktował intruzów.
Niewielu doszło do zrozumienia ewolucyjne ukształtowanej dualnej natury człowieka.

Ardrey sugeruje unię Widzialnego i Niewidzialnego w ewolucyjnej naturze

Oto te widzialne stworzenie, ten człowiek który siada przed tobą, potrzebuje udać się do fryzjera, chwilowo cierpi z powodu wypicia zbyt wielu drinków ostatniej nocy, błyskotliwy, ambitny, mający poczucie winy iż jego ambitne zainteresowania doprowadzają jego zonę do zubożenia jej życia seksualnego; jednak oszołomiony że jest tak kuszony przez sekretarkę. która, jak pawianica, nie przestaje nastawać; brak mu pewności że jego ambicje gdziekolwiek go zaprowadzą ,ale zdecydowany, że zaprowadzą; stale marzący o życiu we pachnącej wiosce, gdzie dorastał zamiast w zdezynfekowanym mieście, gdzie żyje -  oto zwięzły portret człowieka

Ewolucjonista musi patrzeć jak pijany, o podwójnym widzeniu: na widzialnego człowieka i na jego cień. Widzimy Widzialne, ale możemy rozmyślać nad Niewidzialnym, które niewiele różni się od czegoś nazywanego kiedyś duszą

Widzialne istnieje w trzech wymiarach ,niewidzialne w czterech

Nasza obecność tutaj to spuścizna tego wymiaru, który Ardrey nazywa Niewidzialnym

Ewolucyjna natura człowieka stanowi ,w jego oczach, przedmiot dla nowej filozofii, nowej teologii. Ustanowienie powszechnego zbioru zasad, dogmatów, praw, nawet biorąc pod uwagę ograniczenia homo sapiens, pewnego dnia stanie się możliwe. Jak wszystkie zaściankowe wierzenia erodowały pod wpływem pochodu nauki, tak ustanowienie religii nie do ruszenia przez naukę jest celem godnym nowożytnej ambicji.

Tą filozofię ewolucyjną Ardrey opisuje jako filozofię możności

Jako główne zagrożenia ludzkości widzi bandę -czyli rezygnację z myślenia indywidualnego a z drugiej strony współczesne hybris - kiedyś najstraszniejszy grzech w oczach starożytnych Greków

Wspomina na koniec o potwornej wizji świata, gdzie obudzi się i nie będzie lampartów, hord szpaków, jastrzębich kółek w poszukiwaniu zdobyczy, króliczych zapędów seksualnych, braku śpiewu skowronka, kiedy to różnorodność gatunków przestanie oświecać poranki, a różnorodność ludzi zniknie jak gwiazda po wschodzie słońca -jeśli miałby on zobaczyć taki poranek, prosi Boga o śmierć ze śnie

Ale właśnie do takiego poranka świadomie bądź nieświadomie dążymy, ty i ja , kapitaliści, socjaliści, biali ,żółci i czarni. Poranek.. tak sławiony przez filozofów ostatnich dwóch stuleci, poranek identyczności, egalitarnej rzeczywistości, nierozróżnialnych szarych cieni, porządku poza wszelką dyskusją, jednorodną odpowiedzią na jednolity stymulant...

... podczas takiego poranku młodzi, niezależnie czy będą mieli tę świadomość,czy tez nie, zaprotestują ...

"Życie jet większe od człowieka, dlatego życie jest mądrzejsze od nas. Ewolucja umożliwiła nasze istnienie, więc ewolucja jest ostatnią instancją. Dobór naturalny nas przywołał, więc ten dobór naturalny odwoła nas, gdy hybris nas opęta. Ale ten surowy szary poranek nigdy nie nastąpi,gdyż z powodu istnienia praw większych ode mnie i od ciebie,które, bezstronną i niezniszczalną odpowiedzą...i  doprowadzą nasz gatunek do wymarcia albo, bardziej prawdopodobnie, wymuszą przestrzeganie praw obowiązujących całe stworzenie,"

KONIEC


Mam nadzieję, że ta robocza wersja zostanie jeszcze kiedyś poprrawiona i rozszerzona

Awatar użytkownika
triarius
Posty: 152
Rejestracja: pt lut 13, 2009 6:08 pm
Lokalizacja: Gdańsk
Kontaktowanie:

Re: Ardrey'a "Social Contract"

Postautor: triarius » pn mar 15, 2010 12:44 am

Stary, genialna robota - DZIĘKI!

Wreszcie ktoś poważnie potraktował Ardreya i w dodatku zrobił coś, co pod wieloma względami nie ustępuje nawet przetłumaczeniu go na polski. W Końcu własnymi słowy, syntetycznie...

Bracie, jeszcze raz dzięki! Uratowałeś to forum. (Nie żebym naprawdę miał je już utrupiać, ale powoli traciłem nadzieję.) :geek:
Pzdrwm
triarius
-----------------------------------------------------
http://triarius.pl - mój prywatny blogasek
http://tygrys.niepoprawni.pl - Tygrysie Forum Młodych Spenglerystów

Amalryk
Posty: 78
Rejestracja: pt gru 18, 2009 9:56 pm

Re: Ardrey'a "Social Contract"

Postautor: Amalryk » wt mar 16, 2010 6:47 pm

Zasadniczo tym który najżarliwiej powinien dziękować Strusiowi to jestem chyba jednak ja. Dzięki głębi mojej angielszczyzny (łoł, aj law ju i takie tam) zasadnicza znajomość tak reklamowanego przez Tygrysa Ardrey'a sprowadzała się u mnie do głębokiej cytaty: "Pies, który obszczekuje nieznajomego za płotem, robi to z tego samego powodu, dla którego jego pan stawia płot." Więc się do podziękowań przyłączam.

Strus
Posty: 11
Rejestracja: sob sty 09, 2010 3:09 pm

Re: Ardrey'a "Social Contract"

Postautor: Strus » wt cze 15, 2010 11:50 pm

Postanowiłem uzupełnić skrót o brakujace pierwsze rozdziały. Na dziś gotowy

Rozdział 1
Społeczność jest grupą rozmaitych stworzeń zorganizowanych by zaspokajać typowe potrzeby swoich członków.
Wśród stworzeń rozmnażających się płciowo równość jest niemożnością z natury. Dlatego nierówność należy uważać za pierwszą zasadę społeczności ludzkich i innych. Natomiast prawo do równych szans powinno być drugim prawem społeczności.
Filozofia niemożności królowała przez ostatnie dwa stulecia. Goniono za obrazem równości tak , jak wcześniej szukano Graala.
Filozofia niemożności zasadza się na wierze w władztwo człowieka nad światem. Innymi słowy: człowiek jest Bogiem.
18-wieczny racjonalizm pozbył się nadnaturalności jak jako siły wyższej z ostawiając próżnię, której Encyklopedyści nie potrafili zapełnić. I tak powstał sojusz XIX-wiecznego optymizmu głoszącego doskonałość człowieka z wczesnymi nowoczesnymi naukowcami(wśród nich z Darwinem). Podstawowa zasada materializmu głosiła, że człowiek może wszystko z pomocą nauki. Materialistami byli zarówno socjalistyczni filozofowie jak i kapitaliści. Nieskrępowana prawami natury, czy Bożymi, ludzkość zajmowała się budową Raju.
A Raj niemożności nie ma sensu. Filozofia Niemożności to właściwie żadna filozofia. Raj bez filozofii ma niepewną przyszłość.
Nie można powiedzieć, że człowiek stracił swoją godność. Mamy godność jak każde żyjące stworzenie. Skoro nawet ameba może się uczyć( nie ma mózgu -my mamy, więc tym bardziej). Ale czego musimy się nauczyć? Tradycyjnie należało iść ze swoimi problemami do księdza w pewności swej wiary. Jeśli wiara zniknie razem z kapłanami, człowiek zostaje sam. Wszechmogący człowiek może się pytać tylko siebie samego – a co najgorsze- sam tego chciał!
Człowiek postawił na miejscu Boga Naukę. Jeśli jednak autor byłby naukowcem(nie nauką ,ale takim oddychającym odczuwającym ból naukowcem cierpiącym na niestrawność, mającego posłuch u wszystkich z wyjątkiem swych dzieci), a poproszono by go o zbawienie ludzi, przyprawiłby sobie sztuczny wąs, i inne odpowiednie przebranie, wyszedłby przez tylne drzwi i zniknął za horyzontem jak jakiś wymarły ptak.
Jednak nie jest tak do końca. Leży w mocy tego ogłoszonego boga- nauki, by rozwiać iluzję wszechmocy nauki. Jednak do tego trzeba odwagi i kompetencji zarazem.
Prawo naturalne było różnorako definiowane i różnorako nadużywane. Może być określone, w kontraście do prawa cywilnego w ten sposób, że odkrywamy je dopiero wtedy, gdy je złamiemy. Co zrobiliśmy źle?
Prawo naturalne nie jest stworzone przez państwo czy też autorytet religijny- w ogóle nie jest stworzone przez człowieka. Człowiek może je badać, poznawać i dowodzić. Nadużywanie tego pojęcia np. przez królów może budzić złe skojarzenia- ale one istnieje naprawdę. I poza ludzką mocą jest zaprzeczanie lub zmienianie go.
Zdolność do kłamstwa nie ma nic wspólnego z złożonością ludzkiego języka. Zwierzęta i rośliny często oszukują, ale człowiek jest jedynym znanym stworzeniem zdolnym do oszukiwania samego siebie.
Rozważmy trzy nauki humanistyczne: antropologię kulturową, psychologię behawioralną i socjologię środowiskową. Każda z nich jest niczym więcej niż tylko szkołą. Socjologowie od Durkheima zaprzeczają iż na układy społeczne mogą mieć wpływ czynniki biologiczne. Behawiorysta twierdzi, że całe ludzkie zachowanie opiera się na wytrenowanych odruchach, a niemowlę to tabula rasa, bez genetycznych preferencji czy też wrodzonej tożsamości. Trzecia nauka, antropologia kulturowa głosi, że człowiek jest wyłącznie produktem kultury. Na pytanie dlaczego młodzi zbuntowali się w 1968r przeciw kulturze będąc jej produktami -żaden z antropologów nie daje bezpośredniej odpowiedzi.
Widać, że te nauki, najważniejsze do zrozumienia czym jest człowiek, okłamują się, okłamują inne nauki, okłamują swoich studentów i opinie publiczną. Okłamywanie innych przez człowieka jest naturalne, okłamywanie samego siebie to wybryk natury. Ta sytuacja zasługuje na miano nadrzędnego cudu.
Jak się okazało, człowiek wcale nie tworzy unikalnej pod każdym względem wspólnoty. Pawianie społeczności są trwałe, a nie opierają się na seksualności(ruja trwa krótko). Zaś słonie mają poczucie śmierci, i czynią coś w rodzaju grzebania zwłok!
Ludzie nie rozmnażali se w historii w ściśle określonych warunkach,z wyjątkiem krótkich stosunkowo czasów niewolnictwa . Dlatego nie można porównywać ich do szczurów laboratoryjnych. Zresztą północni Wietnamczycy podczas wojny wietnamskiej wcale nie zachowywali się jak szczury w eksperymentach Skinnera. W ludzkich sercach jest dżungla co zaprzecza, tak jak często się zdarza w zwierzęcej dżungli, racjonalnej tezie, że przyjemniejsze zostanie wybrane kosztem boleśniejszego.
Za dużo starodawnej mądrości jest w naturalnym prawie przetrwania społeczności, posiadania terytorium by odrzucić je i przyjąć fantazje teorii behawioralnej Skinnera.
Człowiek nie jest istotą racjonalną. A gdyby był, historia wymagałaby niekończących się poprawek.
cdn.

Amalryk
Posty: 78
Rejestracja: pt gru 18, 2009 9:56 pm

Re: Ardrey'a "Social Contract"

Postautor: Amalryk » śr cze 16, 2010 10:20 am

Dzięki Ci Strusiu, zaiste Wielkim ptakiem jesteś! Poskładam sobie całość jakoś cuzamen do kupy i zobaczę do czego by się tu przyczepić.
Pozdro.

Awatar użytkownika
triarius
Posty: 152
Rejestracja: pt lut 13, 2009 6:08 pm
Lokalizacja: Gdańsk
Kontaktowanie:

Re: Ardrey'a "Social Contract"

Postautor: triarius » śr cze 16, 2010 2:40 pm

Dzięki Strusiu, (bez)cenna robota!

Zgodzicie się chyba, że ta książka (która do tego jest naprawdę ładnie napisana) POWINNA być dostępna po polsku. Choćby w podziemiu. Jak i trzy pozostałe książki Ardreya na te tematy. Ta jest akurat najbardziej filozoficzna, traktująca tę społeczno-biologiczną problematykę najszerzej, przynajmniej w odniesieniu do ludzi. To także moja ulubiona, ale inne też nie wypadły sroce z pyska.

Gdybyśwa potafili takie książki jak ta wydać, to już by była jakaś poważna działalność. A moim skromnym - tuszę, że tu się ze mną zgodzicie - Ardrey to po prostu Młot Na Lewiznę. Mnie momentalnie wyleczył z "konserwatywnego-liberalizmu", a była to początkowo tylko jedna jego książka, i to nie ta, a owa traktująca głównie o terytorialności. I to wystarczyło! Nigdy oczywiście nie byłem lewicowy, ale dzięki "Territorial Imperative" wyjaśniło mi się o co tu w sumie chodzi. Inaczej, nie będąc religijnym, miałbym zapewne spory problem z odnalezieniem ZDROWEGO JĄDRA tego, o co tu chodzi.

Nawiasem może poruszę sprawę, która mi się nasunęła w związku z tym Strusiowym streszczeniem, a która, moim skromnym, leży u podstaw całej tej filozoficznej und ideologicznej kontrowersji. Naszej znaczy z post-oświeceniową lewizną, która nam miłościwie.

Otóż "zasada przyjemności" wydaje się, przynajmniej na pierwszy (jak też drugi i dziesiąty) rzut oka nie do obejścia. "To po prostu fakt i od tego się nie da uciec!", myśli sobie człek, i wcale to nie musi być kompletny idiota.

Jednak przy bliższym wejrzeniu w tę sprawę, cóż widzimy? Widzimy, że "zasada przyjemności" z rozkoszą gwałci postulat Poppera o falsyfikowalności... Co jeszcze nie byłoby ostatecznym dowodem jej potępienia, bo teorię naszego (że tak go nazwę, pozwolicie?) Spenglera - JAK I PRAKTYCZNIE WSZYSTKIE TEORIE DOTYCZĄCE HISTORII ZRESZTĄ! - też trudno by było nazwać falsyfikowalną. Takie teorie są po prostu na to ZBYT SKOMPLIKOWANE.

Jednak "zasada przyjemności"... Każdy wie, co to za zasada? To zasada, że robimy zawsze to, po czym się w danym momencie spodziewamy najwięcej przyjemności. Jest to całkiem po prostu PODSTAWA wszelkiej oświeceniowej i post-oświeceniowej psychologii, a z nią, podstawa wszelkich oświeceniowych i post-oświeceniowych poglądów na cokolwiek, co ma z człekiem cokolwiek do czynienia, czyli praktycznie wszystkiego. Zgoda? Przecież jesteśmy tym nasączani na każdym kroku i aż trudno na ogół wpaść na pomysł, by to podważać.

Jednak, jeśli odejdziemy od ideologicznego bełkotu, "wolnego rynku" i Tańca z Gwiazdami, to nieco filozoficznego (czyli po prostu głębszego i bez nieuprawnionych założeń) myślenia, pokaże nam jasno, że ZASADA PRZYJEMNOŚCI JEST ZDEFINIOWANA METODĄ IDEM PER IDEM. Czyli "to samo przez to samo". Czyli błędne koło.

Nie ma bowiem żadnego innego sposobu, by określić "przyjemność", niż to, że jest to coś, co my sami z siebie wybieramy. To, co wolimy od czegoś innego, to w danej chwili to, co nam "sprawia największą przyjemność". Wszystkie inne ew. metody określenia "przyjemności" muszą się z definicji opierać na tym, albo też będą określać COŚ INNEGO.

Jest to więc BŁĘDNE KOŁO! A błędne koło jako podstawa całej filozofii... ŻAŁOSNE! Żałosne do potęgi! (I to dodatkowo przeważnie robią ludzie, którzy domagają się przestrzegania popperowskiego postulatu.)

Poza powyższą - logicznie oczywistą i niepodważalną moim zdaniem, choć o dziwo dla niewielu - konstatacją, warto by też zwrócić uwagę na to, że w "zasadzie przyjemności" czai się pewna "pokusa totalitaryzmu". Nie demonizowałbym tego samego w sobie, bo takich "pokus" jest wszędzie sporo i nawet nasz kochany S. dla lewizny to taka pokusa.

Jednak warto chyba określić GDZIE w danym przypadku taka pokusa jest, tym bardziej, jeśli wydaje się b. akurat wyraźna.

Otóż to jest tak, że każda władza uzbrojona (jako w swój intelektualny und ideologiczny oręż) w "zasadę przyjemności" (czyli w sumie wszystkie nasze realno-liberalne władze od czasów niepamiętnych) musi mieć taką pokusę jej użycia, że określi co jest dla "normalnego człowieka" przyjemne, a ci, którzy się do tego nie stosują, automatycznie stają się "nienormalni". Stąd, moim zdaniem, bierze się SCHIZOFRENIA BEZOBJAWOWA!

Której nikt zdaje się nie rozumieć, traktując ją jako ordynarny kruczek prawny sowieckiego totalitaryzmu - podczas gdy naprawdę to jest immanentnie zawarte W SAMYM OŚWIECENIU! :twisted:
Pzdrwm

triarius

-----------------------------------------------------

http://triarius.pl - mój prywatny blogasek

http://tygrys.niepoprawni.pl - Tygrysie Forum Młodych Spenglerystów

Strus
Posty: 11
Rejestracja: sob sty 09, 2010 3:09 pm

Re: Ardrey'a "Social Contract"

Postautor: Strus » pt cze 18, 2010 11:03 pm

Rozdział 2.
Temat niejednakowości/nierówności może być niemodny. W czasach wiktoriańskich temat seksualności też był niemodny, a dziś tabu zostało przełożone na naturalną konsekwencję seksualności.
Przyjrzyjmy się bliżej prawom Mendla. Wyjaśniają one różnorodność stworzeń.
Rekombinacja genów jest zasadą. Podczas zapłodnienia dwóch rodziców z rożnymi kombinacjami genów wnosi wkład po połowie, co tworzy nową ofertę genetyczną. Człowiek posiada ponad 10 tysięcy genów. Teoretycznych kombinacji nie sposób sobie wyobrazić.
Istnieją praktyczne ograniczenia rekombinacji. Geny mają tendencję do rekombinowania w grupach, redukując szanse. Niektóre kombinację są tak nietypowe, że nie dojdzie nawet do zapłodnienia.
Przyjmując te wszystkie ograniczenia możliwości rekombinacji trzeba pamiętać ,że dalej nie jesteśmy sobie w stanie wyobrazić tej mnogości. Jeśli założymy,że jesteśmy wszyscy braćmi i siostrami, dziećmi te samej pary, to prawdopodobieństwo znalezienia identycznej genetycznie osoby(wyłączając bliźniaki jednojajowe) wynosi jeden na bilion.
Rozmnażanie płciowe zapobiega identyczności. Każdego miesiąca nowe jajo ześlizguje się do kobiecej macicy, a żadne dwa nie są identyczne. Podczas aktu seksualnego niepoliczalne plemniki biorą udział w wyścigu do zapłodnienia jaja, a każde dwa są różne. Ogrom konkurencji jest taki, mimo iż zwykle tylko jeden człowiek będzie konsekwencją zapłodnienia, to jedna łyżeczka męskiej spermy wystarczyłaby by ojcować każdemu z żyjących dziś ludzi .
Powiedzieć,że wszyscy ludzi rodzą się równi (T. Jefferson) to apoteoza błędu. Francuska myśl rewolucyjna wygłosiła w Deklaracji Praw Człowieka, że „Ludzie rodzą się i pozostają wolni i równi w swych prawach” -również błędne, ale zostawiające miejsce do manewru.
Rekombinacja płciowa dyktuje różnorodność stworzeń. Otaksowana przez środowisko, ta różnorodność staje się niejednakowością.
Określiłem każdą z różnych rekombinacji jako projekt genetyczny. Oferuje on nowemu, unikalnemu stworzeniu próbę rozwoju w określonym środowisku. Te stworzenie, zapłodnione jajo, to genotyp przechodzący swoje pierwsze testy w świecie macicy. Dzieli się i dzieli zgodnie z zakodowanymi instrukcjami z swego materiału genetycznego. Życie płodowe może ujawnić błąd w instrukcjach; projekt może zostać wycofany, a stworzenie poronione.
Od razu też stajemy wobec fenotypu. To pojęcie genetyki o najwyższej istotności. Fenotyp to jajo plus doświadczenie. Macica może nie potrafić ochronić rozwijającego się płodu przed doświadczeniami: niedożywienia, lekarstw, choroby, stresu a być może alkoholizmu matki. Nawet w macicy środowisko może spowodować pewne zmiany do genetycznego przeznaczenia . Nowo narodzone niemowlę już jest fenotypem- genotypem zmodyfikowanym przez środowisko. I aj k świat różnorakich doświadczeń otwiera się przed nowym, niezależnym stworzeniem, tak też wzajemne oddziaływanie między genetycznym przeznaczeniem a środowiskową presją przynosi nowe kierunki i nowe kolory zjawisku osobniczego życia.
Przypadek zapłodnienia dowodzi, że nie ma dwóch identycznych genetycznie stworzeń. Tak samo przypadki życia dowodzą, że żadne dwa życia nie przechodzą jednakowymi drogami. Istnieje jednak różnica wielkiego porządku: chociaż losowość dyktuje przypadek naszego gatunku, nic wspólnego z losowością nie ma to , co panuje nad ścieżkami, co prawda różnymi ,jakimi toczy się nasze życie. Każda populacja ludzi, myszy polnych czy innych zwierząt staje w obliczu w przybliżeniu tego samego środowiska niosącego ze sobą w przybliżeniu te same wymagania, te same zagrożenia, te same możliwości. Różnorodność stworzeń napotyka jedność stworzenia. Chaos spotyka porządek.
Ta jednostkowość teatru zdarzeń odkrywa nierówność graczy. Do pewnego stopnia środowisko promuje równość przez eliminację beznadziejnych wariantów. Jeśli jesteś młodą zebrą niepotrafiącą nadążyć za rodziną, to lew cię dorwie. Jesteś chorowitym karibu, więc należysz do wilka. Wszyscy pozostali przy życiu maja jedną cechę wspólną: ocaleli. Do pewnego stopnia środowisko promuje też równość w kształtowaniu fenotypów. Rożne mogę być nasze początki, lecz uczymy się od tego samego mistrza. Jednak kształtowanie mięśni, zachowań i umysłu do jednakowych wymagań środowiskowych może prowadzić tylko tak daleko. Doświadczenie może wypełnić lub zredukować potencjał przypadkowego jaja, lecz nie może stworzyć tego, czego tam nie było. I nie możemy zostawic naszym potomkom naszego umysłu czy mięśni , zdobytych w trakcie walki o przetrwanie: każde jajo zaczyna od zera.
Przekonanie, że zdobyte zdolności mogą zostać oddziedziczone było dziełem Lamarcka. To przekonanie było ciągle obalane w laboratoriach. Dziś [1970] fragmentem naiwności marksizmu jest przekonanie, że nowy system społeczny stworzy na stałe nowy rodzaj człowieka.
Cytat z Clary Thompson „Agresja niekoniecznie jest destruktywna.Ma swoje źródła w wrodzonej tendencji do wzrastania i opanowywania świata, co wydaje się charakterystyczne dla wszystkich żywych istot.”
Obrona praw osobnika, nie zniszczenie przeciwnika, jest celem agresji. Ale taka agresja ukierunkowuje się na wspólzawodnictwo.
Agresja zakodowana w genach wymusza pelny rozwój osobnika, naturalną konieczność,
Komentarz do wypowiedzi Sir Arthur Keith „ludzka ewolucja opiera się na niesprawiedliwości”: Ewolucja ludzi, tak jak ewolucja Sturnella(wojaki) opiera się na rozpoznaniu i odpowiednim posegregowaniu niejednakowych. Niesprawiedliwość zachodzi, gdy godny nie zostaje rozpoznany, a niegodny nagrodzony. Podczas gdy niesprawiedliwość może być uważana za główną cechę ludzkiego życia, podniesioną przez ludzką pomysłowość na wyżyny nieznane w świecie zwierząt, to nie jest ewolucja.
Podkreślałem że równość pomiędzy płciowo rozmnażającymi się stworzeniami to naturalna niemożność. Mogę dowieść z porównywalną mocą, że w historii kręgowców, która doprowadziła człowieka do panowania, równość szans to prawo naturalne. Ta możność jest tłumiona nie tylko przez totalitarystów, ale również przez egalitarystów.
Owady, w większości polegają na zachowaniu kierowanym przez programowalny instynkt, natomiast kręgowce polegają na programowalnym uczeniu się.
Owady, podobnie jak kręgowce, rozwinęły swoje społeczeństwa. We wszystkich każdy członek jest urodzony do odgrywanej roli, albo do następstwa ról. Ewolucja systemów społecznych rządzonych przez programowalny instynkt uzyskuje selektywną przewagę przez życie społeczne w wyspecjalizowanych klasach stworzeń, nie w osobnikach. Lecz ewolucja systemów społecznych opartych na programowalnym uczeniu się uzyskują inną selektywną przewagę w losowej znakomitości osobniczej, a nie na przeznaczonej przynależności do kasty. Wśród kręgowców wyjątki od tej zasady są bardzo rzadkie(2 znane autorowi na 400 tys gatunków).
Równość szans to prawo kręgowców. Kasty płciowe są powszechne, tworząc najprostsze wyrażenie podziału pracy. Lecz wśród każdej kasty porządkowanie niejednakowych następuje na niezagrodzonym polu .
Zwierzęca sprawiedliwość to chyba pierwsze prawo, które systematycznie łamaliśmy. Przewagi urodzenia nie oferują gwarancji genetycznej wyższości. Ograniczenia z powodu kasty, klasy, zawodu, biedy wypaczały albo dusiły fenotypowy rozkwit genetycznych zdolności dorastającego osobnika. Były rewolucje, to prawda. Lecz ludzka historia znacznie częściej świadczyła o upadku imperiów, wymieraniu królestw, znikaniu ludzi wykończonych genetycznie przez niesprawiedliwość rządu.
Zajmiemy się wkrótce nierównością populacji,. Lecz wpierw powinniśmy podumać, że zwierzęca sprawiedliwość odzwierciedla bezstronność, wolność i otwartość w współzawodnictwie niejednakowych. Gdyby niejednakowość nie istniała, sprawiedliwość nie miałaby po co funkcjonować. Być może dlatego egalitarny ideał życia ludzkiego, zaprzeczający naturze człowieka, tak łatwo przechodzi do tyranii myśli i władzy.
Na potrzeby tej debaty ,wierzę, że wystarczy określić populację jako grupę stworzeń dzielących na ogół wspólne środowisko, wśród których samiec i samica mają zmienne, ale prawdopodobne szanse spotkania, łączenia się w pary i rozmnażania się; tam gdzie to prawdopodobieństwo mocno spada, znajdują się granice populacji. Rozważmy dwa afrykańskie plemienia Kikuyu i Masai żyjące w przyległych regionach Wschodniej Afryki, ale oddzielone od siebie językiem, tradycją, obyczajami i różniącymi się trybami życia rolników i pasterzy. Pewne mieszanie się ras zachodzi w wyniku najeżdżania Masajów na wioski Kikuyu dla zdobycia żon. Ale są to odrębne fizycznie i psychicznie populacje, w których każda jednostka dostrzega główną część swojej rzeczywistości w plenieniu, a nie w kraju zwanym Kenią. Sednem problemu niezależnej Afryki jest to, ze granice populacji rzadko zgadzają się z granicami politycznie stworzonych państw.
Dla ludzkiego rodzaju to język z zasady tworzy najostrzejszą barierę między populacjami. Dlatego granice języków tworzą zwykle granice krajowe, i dlatego ,z rzadkimi wyjątkami, granice polityczne zawierające rozmaite grupy językowe mają skłonność do zawierania kłopotów. Lecz nawet wewnątrz krzyżującej się populacji z wspólnym językiem, w dalszym ciągu: religia, geografia, oddanie obyczajom lub zawodowi, klasa ekonomiczna, a nawet poziom edukacji - wszystkie dążą do redukcji do małych grup każde wysokie prawdopodobieństwo spotykania się i łączenia się w pary. Studia zapisów małżeństw we Francji odkryła paradoks: w górach taka grupka
(dem) zawierała się w około 1100 osób, kiedy w Paryżu, gdzie oczekiwano szerokiej mieszaniny, było to tylko około 900 osób.
Wśród zwierząt wymiar demu jest wielce podobny,czego nie można wyjaśnić kulturową różnorodnością wśród ludzi.
Wright, Simpson i inni zgodzili się, że podział populacji na izolowane demy reprodukcyjne zwiększa szanse przetrwania całej populacji. Każdy dem przez pokolenia rozwija własną pulę genów w podobnej postaci, w której przypadek niepożądanego związku jest zredukowany do minimum, podczas gdy wystarczająca ilość osobników zapewnia wystarczającą różnorodność.
Jakikolwiek byłby los demu, selektywna przewaga dla całej populacji jest niezmierna. Wraz zmianą w środowisku- wysuszeniu, inwazją drapieżników, zmianą zasobów pożywienia, zarazą – traf musi pewnie ustalić, że pewne grupy będą lepiej od innych na spotkanie z nowym wyzwaniem. Podczas gdy gorszy może zginąć, część powinna przetrwać,by odnowić populację z jej lepiej przystosowanymi zdolnościami.
To populacja, nie osobnik,ewoluuje.
Przystosowana pula genów- rezerwuar możliwości genetycznych całej populacji -został opisany przez Waddingtona jako najbardziej zaawansowany koncept współczesnej myśli ewolucyjnej. Selekcja naturalna stopniowo ograniczyła pulę genów do tych o pokaźnej szansie współpracy. Jednak tym albo innym sposobem- przez różnorodność demów albo przez takie ukryte atuty jak geny recesywne.
Od czasu Melville'a Herskowitsa i jego kulturalnego relatywizmu było modne w antropologii uważać wszystkie ludzkie kultury za równe. Argument był przekonujący. Skoro środowiska różnią się i każda populacja pokazuje własne odpowiedzi na wyznania, którym stawia czoło. Najbardziej prymitywne plemię rzeczywiście może być lepiej przystosowane do nieuniknionych wymagań środowiska. Ale relatywizm kulturalny bazuje na pojęciu najlepszego przystosowania, starszego od populacji genów. Uznaje tylko przystosowani ludzi do teraźniejszej sytuacji. Relatywizm kulturowy ignoruje zdolność ludzi i ich kultury do pomyślnej ewolucji w obliczu wyzwania. „Zmienność w populacji stanowi surowy materiał ewolucji” napisał Haldane w 1949r. Ta zmienność, w czasie gwałtownie rosnącej zmiany, może być największym pojedynczym autem populacji.
Populacja musi osiągnąć znaczny stopień przystosowania do środowiska, jeśli ma przerwać w teraźniejszości. A jeśli przystosowanie na dziś było jedynym kryterium, relatywizm kulturowy byłby teoretycznie rozsądny. Lecz przystosowanie nie może być zbyt doskonałe. Kiedy selekcja dostosowania trwałaby przez wystarczającą liczbę pokoleń, wszystko wyglądałoby w porządku, lecz zmniejszenie alternatyw dotknie pulę genów i zredukuje jej widoki na przetrwanie jutro. Zarówno odchylenie tak dzikie by uznać przetrwanie teraźniejszości za wątpliwe, jak i zgodność tak bliska, by narazić na niebezpieczeństwo przyszłość,staje się cechą genetycznie gorszej populacji
Wolno nam odrzucić to, co Henry Allan Moe określił jako apoteozę błędu -doktrynę, że ludzie rodzą się równi. Lecz tak samo musimy odrzucić jako omylną tezę, że wszystkie ludzkie populacje,nawet relacji do ich własnych środowisk, mają równy potencjał.
Wgląd w ludzką nierówność nie może być uważany za zakończony jeśli nie wejdzie na arenę ras.
Ludzkie rasy ewoluowały w geograficznym rozgraniczeniu przez cały czas przed wynalezieniem kół i łodzi, udomowionych zwierząt i zbóż, kiedy granica typu woda i morze oraz odległość były rzeczywiście budzącymi respekt. Ale potem, tak jak cofające się lodowce sprowadziły gatunki ptaków do ponownie wyrosłych lasów, tak kulturowe postępy zmniejszyły naturalne bariery i stymulowały mieszanie ludzi. Mieszańcowe populacje prawdopodobnie zawsze istniały na wąskich granicach kontaktu ras. Teraz się rozprzestrzeniają.
Jeśli zwięźle rozważymy czarną Afrykę-ten kawałek kontynentu na południe od Sahary- możemy uchwycić złożoność nawet tej najbardziej jednorodnej nowożytnej rasy. Migracja zagrała tu rolę. Do mnie więcej czasu Chrystusa, czarna rasa- która uważamy za podgatunek ludzki- była ograniczona do Zachodniej Afryki, z wyjątkiem gałęzi która ,jak się wydaje, rozproszyła się po obrzeżach Sahary aż do Górnego Nilu. Wszyscy oni uprawiali rośliny obszaru suchego, przede wszystkim proso i sorgo. Potem stosunkowo nagle przyszła zmiana. Malajski i indonezyjski handel morski rozpoczął docierać do wybrzeży Wschodniej Afryki przynosząc takie rośliny jak banany i słodkie ziemniaki(ignamy). Te uprawy wydajniejsze żywieniowo były przystosowane do wilgotniejszych obszarów. Nastąpiła eksplozja ludności w Zachodniej Afryce, połączona z uwolnieniem przejścia do wilgotniejszych obszarów leśnych. I tak, około 2000 lat temu, migracje na wschód i południe zaczęły zaludniać cały subsaharyjski kontynent, zwany dziś „czarną Afryką”
Nastąpiło krzyżowanie. Mało wiemy o przed-murzyńskich populacjach Afryki. Żółtoskórzy Buszmeni z Pustyni Kalahari to reliktowy lud, a jak się wydaje zamieszkiwał kiedyś obszary od Wschodniej Afryki aż do Przylądka. Prawdopodobnie żyli tam inni tak prymitywni łowcy. Migrujący czarni krzyżowali się z tymi ludźmi tu, a tamtymi tam, tworząc to co znamy dziś jako Bantu. Nieprawidłowo jest mówić o innych niż tych z Zachodniej Afryki albo plemionach Górnego jako o Murzynach. Tak wysławiane plemiona jak Zulusi i Xhosa z południowej Afryki oraz Kikuyu i Majasowie z Wschodniej Afryki są mieszanymi ludami o charakterystyce fizycznej odmiennej od czystej rasy. Jeśli nie znamy ich na Zachodzie, to tyko dlatego, że swoich niewolników braliśmy prawie wyłącznie z Zachodniej Afryki. Arabscy łowcy niewolników transportowali Bantu na Wschód.
Pierwszy podział rasy zwanej czarna to podział między Murzynów i Bantu, a rodowód genetyczny Bantu, może być, co wszyscy wiemy, równie urozmaicony jak niejasny. Ale inna migracja, z północnego wschodu, pochodzenia kaukaskiego, przeszła przez Południową Arabię by rozprzestrzenić się prz Somalię i Etiopię i krzyżowała się w zmiennym stopniu na urozmaiconych granicach rasowych. Wielu z nich było hodowcami bydła, i około pięć stuleci temu rozpoczęło kierować się na opanowanie południa. Tacy są Majasowie, Watsusi być może nawet Herero w odległej Południowej Afryce. Wysocy, dumni, wojownicy z tradycji, utworzyli wyspy ludności w morzu Bantu. Być może wywodzą swój niezwykły wzrost z wczesnej krzyżówki z wysokimi, czystymi rasowo Murzynami z Górnego Nilu. Jakiekolwiek jest ich pochodzenie, żadna granica rasowej niechęci nie może się równać tej z jaką ci ludzi, będący produktem krzyżowania, patrzą na swoich dłużej zasiedziałych sąsiadów Bantu.
Populacja z przystosowaną pula genów ma mierzalną efektywność dla naukowca. Przemożna zmiana środowiskowa, którą wprowadziła niepodległość, dostarczyła przytłaczającego obalenia tez kulturalnego relatywizmu. Pewne ludy, jak Kikuyiu w Kenii oraz Ibo w Nigerii, miały w sobie rewelacyjny potencjał do zmiany. Byli przystosowani na jutro(Ibo naprawdę okazali się tak dostosowani, że jedyną deską ratunku dla ich lichszych sąsiadów jak ich zmasakrować). Ale niektóre ludy do tej pory pokazały mało albo i nic z takich zdolności. Co naukowiec przyrodniczy może powiedzieć o takiej mozaice ludów?
Atletyczne sukcesy małej części ludzkiego gatunku (nawet po dołączeniu mieszańców czarnych z białymi w Amerykach, tylko niewielu członków tej rasy przewyższa liczbę obywateli Związku Radzieckiego, i mniej niż połowę mieszkańców Indii) przypomina komentarz Fishera o selekcji naturalnej ,że to środek do tworzenia wysokiego stopnia nieprawdopodobieństwa . A nieprawdopodobne to słowo dla czarnych. Pomimo całego krzyżowania, całej kulturowej różnorodności, całej środowiskowej rozbieżności, takie wspólne przymioty jak fenomenalne zęby i zdolność do wiecznego biegania albo skoku ponad księżyc albo posłać piłkę baseballową z San Francisco do Los Angeles muszą znaleźć wyjaśnienie w pewnym górującym kompleksie genetycznym odziedziczonym z wspólnych przodków z Zachodniej Afryki.
W stawianiu czoła środowisku, większość z ludzi ,z populacji, z rasy ana naszym etapie ludzkiej historii musi opierać się na zdolności do uczenia się. Ale zdolność do uczenia się- którą możemy uważać jako mniej więcej równomiernie rozłożoną wśród populacji ludzkich- jak dziś oparta na bazie biologicznej zmieniającej się w selekcji naturalnej w zmiennych środowiskach, w których nowożytne rasy ewoluowały. Selektywna presja na członków szczepu w dokuczającej zarazami tropikalnej Afryce nie mogła być taka sama, z jaką spotykali się pasterze na smaganych wiatrami stepach Azji Środkowej. Nie tylko presja selektywna była zmienna stosownie do spotykanych warunków środowiskowych, ale także -od co najmniej dziesięciu tysięcy lat- stosownie do szeroko się różniących wzorów kulturalnych, które stały się częścią naszego środowiska. Wszystkie połączone naciski faworyzowały bazę biologiczną zmieniającą się nieznacznie lub szeroko wśród światowych ludów. A żadna zmienność nie mogła być szersza i bardziej starożytnie zakorzeniona jak tych geograficznie izolowanych grup, które określamy rasami.
Możemy sobie oczywiście pozwolić na przemarsz do miar intelektualnego stylu i odrzucić historią biologiczną jako nie mającą wpływu na inteligencję. Lecz jeśli zastąpimy subiektywne pojęcie „inteligencji” bardziej mierzalnym i obiektywnym zwrotem „ zdolność do uczenia się” ,wtedy powinniśmy zbliżyć się do realiów ludzkiej kondycji. Zdolność, ukierunkowanie, łatwość w zakresie przedmiotowym nauki musi przedłużać i uzupełniać bazę genetyczną wyewoluowaną do promowania przetrwania w danym środowisku. Tak jak zróżnicowane są zalety biologiczne, tak muszą być zróżnicowane zdolności do nauki.
W 1966 kolosalne studium finansowane federalnie, „Równość w szansach edukacyjnych”, sprawozdawało o osiągnięciach edukacyjnych pewnych 600tys. uczniów w amerykańskich szkołach. Nazywane zwykle Raportem Colemana, stało się w mgnieniu oka niedostępne w księgarniach i u wszystkich zwykłych dystrybutorów literatury naukowej. Po jakiś ośmiu miesiącach prób, wyciągnąłem kopię z drukarni rządu amerykańskiego (GPO). To, dlaczego musiało ono stać się niedostępne stało się oczywiste dopiero po długim badaniu jej ponad 700-stronicowych statystyk. Murzyni nawalili w Amerykańskich szkołach- zawalili katastrofalnie, poza statystyczną wątpliwością czy uczuciową obroną, poza wszelkimi wytłumaczeniami. To nie był dokument do wolnego rozprowadzania w rejonach Kongresowych, gdzie Murzyni kontrolowali ważący głos.
Powiedziałem „Murzyn” lecz baczmy na typologiczne myślenie. Murzyński student może wyprzedzić setkę białych kolegów w osiągnięciach akademickich. Ale wzdłuż ,wszerz i w poprzek tabeli statystycznych można znaleźć w przybliżeniu to samo uszeregowanie populacji: krzywe objawiały powtarzalne 15 % czarnych studentów wpadające w ten sam zakres osiągnięć akademickich co górna połówka białych studentów. To czy student pochodził z segregowanej czy integrowanej szkoły, miało małe znaczenie. Socjalno-ekonomiczny poziom rodziny wniósł pewien wpływ, ale mały. Jeszcze gorsze dla czarnych były wyniki skośnookich Amerykanów, poddanych w Amerykańskim życiu dyskryminacji tak surowej jak Murzyni. Żółci stale wyrównywali, a w pewnych obszarach przewyższali osiągnięcia białych studentów.
Raport Colemana daje niewiele pociechy autentycznym rasistom, skoro jego wniosek pokazuje, że 15% czarnych przewyższa osiągnięcia polowy białych studentów. Lecz wyniki dalekowschodnio -amerykańskich dokonań oferują równie mało otuchy tym, którzy uważają porażkę czarnych jako prosty wytwór dyskryminacji. I oferuje nic tylko uwolnioną z więzów konsternację dal wszystkich, białych i czarnych, którzy są przekonani, że równość szans musi jakoś być okazywana wszystkim członkom kręgowego społeczeństwa. Najmniej dziwić to musi pawiana, którego wyobraźnia nigdy nie ogarnie przeniesienia kilku milionów ludzi z jednego kontynentalnego środowiska, gdzie pomyślnie przeżywali,do innego nie dającego takich gwarancji.
Nie wiemy o rasie- to końcowa prawda na dziś.

cdn(deo volente)

mirek603
Posty: 1
Rejestracja: pn lut 16, 2009 4:48 pm

Re: Ardrey'a "Social Contract"

Postautor: mirek603 » pt wrz 07, 2012 5:07 pm

Dzięki za Twoje tłumaczenie Ardreya, Strus.


Wróć do „Tygrysie Forum Młodych Spenglerystów”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 0 gości

cron