Religia (jako taka)

Moderator: triarius

Awatar użytkownika
mustrum
Posty: 63
Rejestracja: pt lut 13, 2009 12:21 pm

Re: Religia (jako taka)

Postautor: mustrum » ndz sty 03, 2010 10:14 am

triarius pisze:
mustrum pisze:
Amalryk pisze:To co mówie, to absolutne przedefiniowanie pojęć w świadomości, jak i podświadomych emocjonalnych więzi z tymi pojęciami. Gdzie np. kapowanie to cnota, a opór to hańba. To jest stworzenie nowego człowieka (?) o ściśle ukierunkowanym aparacie pojęć, w którego aparacie poznawczym nawet nie mieści się możliwość, iż może być inaczej, a tym bardziej że powinno.


No a jak jest z kapowaniem na komucha, który planuje przewrót? Albo jakiegoś brzydkiego terrorystę, co w piwnicy naszego blogu montuje bombę A, B, C... Z?

Naprawdę da się to tak raz na zawsze ustalić? "Policyjny szpicel to zawsze szuja"... E, coś mi to zalatuje moralizowaniem, mało bezinteresownym, Michnika i jego paczki. :|



Wyraziłem się mało precyzyjnie. Termin kapowanie oznacza szpiclowanie na rzecz podmiotu wrogiego państwu i jego interesom - tu wliczam państwo i jego naród jako jedność. I tylko w tym znaczeniu tego terminu używam.
Raz sierpem, raz młotem czerwoną hołotę!

Amalryk
Posty: 78
Rejestracja: pt gru 18, 2009 9:56 pm

Re: Religia (jako taka)

Postautor: Amalryk » wt sty 05, 2010 6:30 pm

mustrum pisze:
Nie użyłem terminu "Przewartościowanie wartości", lecz przewartościowania zasad.


Czy naprawdę uważasz że różnica jest aż taka istotna? Nie sądzę aby Nowy Wspaniały Świat Leminga, przetrwał bez "klasycznej" moralności i wątpię by Wielcy Magowie lemingów myśleli inaczej. Zresztą nie ma w tym żadnej niekonsekwencji, gdy żądają od innych przestrzegania norm, którym sami nie mają wcale zamiaru się podporządkowywac (cóż nie każdy w końcu może byc Wielkim Magiem).

Istota problemu leży jednak, jak sądzę, gdzie indziej . Kiedyś Tygrys roztrząsał to na swoim blogu, poszukując clou "prawicowości". Stwierdził tam mniej więcej, iż różnica między lewactwem a nami tkwi w podejściu do rzeczywistości, innymi słowy lewactwo to taka współczesna gnoza; oni naprawdę są przekonani że rzeczywiście da się zbudowac Nowy Wspaniały Świat Leminga.

I ja mam ochotę poprzec ten pogląd, podpierając go cytatem z boskiego Gomeza: „Ziemia nigdy nie będzie rajem, ale być może dałoby się uniknąć, aby nie zamieniała się stopniowo w mało gustowną imitację piekła. ”

Awatar użytkownika
mustrum
Posty: 63
Rejestracja: pt lut 13, 2009 12:21 pm

Re: Religia (jako taka)

Postautor: mustrum » wt sty 05, 2010 7:23 pm

Amalryk pisze:I ja mam ochotę poprzec ten pogląd, podpierając go cytatem z boskiego Gomeza: „Ziemia nigdy nie będzie rajem, ale być może dałoby się uniknąć, aby nie zamieniała się stopniowo w mało gustowną imitację piekła. ”


I ja się podpisuję obydwiema rencamy und nogamy pod powyższym. U podstaw każdego lewactwa leży pogląd, że świat, a bardziej szczególnie ludzie, zrobiony jest z jakiejś dowolnie modelowalnej plasteliny, jak się którą tylko odpowiednio umodeluje to powstanie Nowy Człowiek i Nowy Wspaniały Świat. Oczywiście, jak słusznie zauważyłeś, Wielcy Magowie religii lemingowych w te bzdury sami nie wierzą, lecz skrzętnie to wykorzystują.

Co nie zmienia faktu, że uważam iż w obecnej sytuacji chodzi o znacznie więcej niż o pospolite, acz na wielką skalę, kłamstwo o którym pisałeś. I pomijając jego użycie przez wszelkich nawiedzonych Mistyfikiewiczów w ich politycznych "narracjach", uważam że termin przewartościowanie bardzo dobrze oddaje to co jest robione z mózgu ludzkiego, w tym szczególnie z mózgu współczesnego (ćwierć)inteligienta.
Raz sierpem, raz młotem czerwoną hołotę!

Awatar użytkownika
triarius
Posty: 152
Rejestracja: pt lut 13, 2009 6:08 pm
Lokalizacja: Gdańsk
Kontaktowanie:

Re: Religia (jako taka)

Postautor: triarius » śr sty 06, 2010 12:50 am

Kuki pisze:moralność to kodeks postępowania w danej wspólnocie. bierze się z tradycji i ma (miała) na celu takie
kształtowanie człowieka, by wspólnota miała z niego pożytek - praktykowanie cnót.


A jak to się ma do "wolnego rynku", że spytam? :twisted: :mrgreen: :roll:

Wiesz, może jakbyśmy TEN - czyli skąd się bierze moralność i co ma ew. na celu - akurat temat drug z drugom podrążyli, byśwa być może doszli do całkiem ciekawych konkluzji.

Bo na razie, daruj, to mamy różne prywatne upodobania i wstręty, a nie jakiś spójny świat wartości, które by się przysłowiowej kupy trzymały. Wolno Ci tak? Wolno, jasne. Ale na pewno większą szansę byś miał kogoś przekonać, w tym mnie, gdybyś to wyłuszczył ab ovo usque ad mala. :x
Pzdrwm
triarius
-----------------------------------------------------
http://triarius.pl - mój prywatny blogasek
http://tygrys.niepoprawni.pl - Tygrysie Forum Młodych Spenglerystów

Awatar użytkownika
triarius
Posty: 152
Rejestracja: pt lut 13, 2009 6:08 pm
Lokalizacja: Gdańsk
Kontaktowanie:

Re: Religia (jako taka)

Postautor: triarius » śr sty 06, 2010 12:51 am

Amalryk pisze:I ja mam ochotę poprzec ten pogląd, podpierając go cytatem z boskiego Gomeza: „Ziemia nigdy nie będzie rajem, ale być może dałoby się uniknąć, aby nie zamieniała się stopniowo w mało gustowną imitację piekła. ”


Ta "mało gustowna" jest przecudna! :geek:
Pzdrwm

triarius

-----------------------------------------------------

http://triarius.pl - mój prywatny blogasek

http://tygrys.niepoprawni.pl - Tygrysie Forum Młodych Spenglerystów

Awatar użytkownika
triarius
Posty: 152
Rejestracja: pt lut 13, 2009 6:08 pm
Lokalizacja: Gdańsk
Kontaktowanie:

Re: Religia (jako taka)

Postautor: triarius » śr sty 06, 2010 12:55 am

mustrum pisze:
triarius pisze:No a jak jest z kapowaniem na komucha, który planuje przewrót? Albo jakiegoś brzydkiego terrorystę, co w piwnicy naszego blogu montuje bombę A, B, C... Z?

Naprawdę da się to tak raz na zawsze ustalić? "Policyjny szpicel to zawsze szuja"... E, coś mi to zalatuje moralizowaniem, mało bezinteresownym, Michnika i jego paczki. :|



Wyraziłem się mało precyzyjnie. Termin kapowanie oznacza szpiclowanie na rzecz podmiotu wrogiego państwu i jego interesom - tu wliczam państwo i jego naród jako jedność. I tylko w tym znaczeniu tego terminu używam.


Czyli w sumie chodzi o zdrajcę, tak? Oczywiście trudno się nie zgodzić.
Pzdrwm

triarius

-----------------------------------------------------

http://triarius.pl - mój prywatny blogasek

http://tygrys.niepoprawni.pl - Tygrysie Forum Młodych Spenglerystów

Awatar użytkownika
Kuki
Posty: 2013
Rejestracja: czw lut 12, 2009 7:13 am

Re: Religia (jako taka)

Postautor: Kuki » śr sty 06, 2010 10:40 am

triarius pisze:
Kuki pisze:moralność to kodeks postępowania w danej wspólnocie. bierze się z tradycji i ma (miała) na celu takie
kształtowanie człowieka, by wspólnota miała z niego pożytek - praktykowanie cnót.


A jak to się ma do "wolnego rynku", że spytam? :twisted: :mrgreen: :roll:

Wiesz, może jakbyśmy TEN - czyli skąd się bierze moralność i co ma ew. na celu - akurat temat drug z drugom podrążyli, byśwa być może doszli do całkiem ciekawych konkluzji.

Bo na razie, daruj, to mamy różne prywatne upodobania i wstręty, a nie jakiś spójny świat wartości, które by się przysłowiowej kupy trzymały. Wolno Ci tak? Wolno, jasne. Ale na pewno większą szansę byś miał kogoś przekonać, w tym mnie, gdybyś to wyłuszczył ab ovo usque ad mala. :x

na razie (czyli teraz) doszliśmy do stanu upadku wspólnoty, który opisałeś. spójny świat wartości już był i pozostawił po sobie "tradycyjną" moralność.

Awatar użytkownika
triarius
Posty: 152
Rejestracja: pt lut 13, 2009 6:08 pm
Lokalizacja: Gdańsk
Kontaktowanie:

Re: Religia (jako taka)

Postautor: triarius » czw sty 07, 2010 7:36 am

Kuki pisze:zauważ, że nie ma zgody na taką sprawiedliwość ("moralność"). podejrzewam, że nawet sami złoczyńcy zdają sobie sprawę ze swoich przewin. reszta to niedoinformowanie i manipulacja.


Z przestępcami zgoda. I sam przecież (za Ardreyem) głoszę, że fundamenty naszej etyki są biologiczne - właściwe dla całego naszego gatunku. Choć akurat u człowieka jest to niezwykle otwarty program i aby działał, musi zostać najpierw zinterpretowany - przez wychowanie i moralność danej grupy społecznej, a potem przez daną jednostkę.

Jednak nie do końca rozumiem z czym tutaj się nie zgadzasz. Lepiej by było, gdybyś zacytował wypowiedź, do której się odnosisz - całą, albo odpowiedni fragment.
Pzdrwm

triarius

-----------------------------------------------------

http://triarius.pl - mój prywatny blogasek

http://tygrys.niepoprawni.pl - Tygrysie Forum Młodych Spenglerystów

Awatar użytkownika
Kuki
Posty: 2013
Rejestracja: czw lut 12, 2009 7:13 am

Re: Religia (jako taka)

Postautor: Kuki » czw sty 07, 2010 12:24 pm

do tego, co było bezpośrednio niżej (wyżej).
viewtopic.php?f=41&t=330#p3790
wspólnota ma swoje zasady, a brak wspólnoty niszczy zasady, bo każdy sobie...
fundamenty biologiczne - pełna zgoda - tego też nie da się uregulować.

Awatar użytkownika
triarius
Posty: 152
Rejestracja: pt lut 13, 2009 6:08 pm
Lokalizacja: Gdańsk
Kontaktowanie:

Re: Religia (jako taka)

Postautor: triarius » czw sty 07, 2010 3:13 pm

mustrum pisze:
Kuman pisze:Ja się zastanawiam na ile moralność to coś wynikającego z religii, tj. odczytywanego poprzez np. Objawienie czy także rozwijane poprzez nauczanie Kościoła, a na ile to zestaw utartych, sprawdzonych w toku historii pokoleń, które umożliwiają człowiekowi "dobre życie", a zwłaszcza przeżycie. Tu z kolei można by spytać na ile odbywa się to w sposób uświadomiony, a na ile bezwiedny i samorzutny.


Im bardziej uświadomiony tym mniej żywy, tak ja to widzę. Gdy normy "moralne" są częścią psychiki ludzkiej, w sensie, że pewnych żeczy się po prostu nie robi, a inne należy robić, to jest to żywe i integralne dla danej K/C.
W momencie kiedy zaczynają być uświadamiane i roztrząsane na zasadzie teza/antyteza to przestaną być realne i przechodzą w abstrakt, co jest pierwszym krokiem do obumarcia.


Ta, to jest chyba to ewolucyjnie szpęgleryczne przechodzenie od autentycznego przeżycia do żonglerki konceptami. Które właśnie w religii zdaje się występować nieuchronnie.

Mógłbym może zaryzykować tezę, że to co było religią, wiarą, dla naszych przodków, dla dzisiejszych ludzi religią już wcale nie jest, i odwrotnie - to co dla nas jest religią, dla nich pewnie w ogóle by nią nie było (i pewnie całkiem po prostu nie jest).

Alem się wymądrzył! Teolog ze mnie niewąski. :twisted:
Pzdrwm

triarius

-----------------------------------------------------

http://triarius.pl - mój prywatny blogasek

http://tygrys.niepoprawni.pl - Tygrysie Forum Młodych Spenglerystów

Awatar użytkownika
triarius
Posty: 152
Rejestracja: pt lut 13, 2009 6:08 pm
Lokalizacja: Gdańsk
Kontaktowanie:

Re: Religia (jako taka)

Postautor: triarius » czw sty 07, 2010 3:21 pm

Kuki pisze:zauważ, że nie ma zgody na taką sprawiedliwość ("moralność"). podejrzewam, że nawet sami złoczyńcy zdają sobie sprawę ze swoich przewin. reszta to niedoinformowanie i manipulacja.


Czekaj, teraz wreszcie odkryłem do której wypowiedzi się odnosisz. (Poprzednio był to ranek po nieprzespanej nocy.)

Złoczyńcy - zgoda. Całkiem, jak powiadają ludzie, często. Ale różne takie Jaruzele und Kiszczaki? Wątpię.
Pzdrwm

triarius

-----------------------------------------------------

http://triarius.pl - mój prywatny blogasek

http://tygrys.niepoprawni.pl - Tygrysie Forum Młodych Spenglerystów

Awatar użytkownika
mustrum
Posty: 63
Rejestracja: pt lut 13, 2009 12:21 pm

Re: Religia (jako taka)

Postautor: mustrum » czw sty 07, 2010 10:09 pm

triarius pisze:
Kuki pisze:zauważ, że nie ma zgody na taką sprawiedliwość ("moralność"). podejrzewam, że nawet sami złoczyńcy zdają sobie sprawę ze swoich przewin. reszta to niedoinformowanie i manipulacja.


Czekaj, teraz wreszcie odkryłem do której wypowiedzi się odnosisz. (Poprzednio był to ranek po nieprzespanej nocy.)

Złoczyńcy - zgoda. Całkiem, jak powiadają ludzie, często. Ale różne takie Jaruzele und Kiszczaki? Wątpię.


Tu się chyba Tygrysie trochę zagalopowałeś. Spawacz i Czesiu doskonale zdają sobie sprawę z tego, że to co robili/robią było i jest złe. Inaczej by się bronili jak bardziej nawiedzeni naziści w Norymberdze, a nie coraz dostosowując linię obrony do mądrości etapu.

Terry Pratchett dzieli zło na dwa gatunki: the true evil of the great sinners, and the general, everyday, ho-hum kind of evil. Ci drudzy, zgoda, nie wiedzą czego czynią - wszak to lemingi. Ci pierwsi? Doskonale sobie dają sprawę.
Raz sierpem, raz młotem czerwoną hołotę!

Amalryk
Posty: 78
Rejestracja: pt gru 18, 2009 9:56 pm

Re: Religia (jako taka)

Postautor: Amalryk » pn sty 11, 2010 12:36 pm

mustrum pisze:
triarius pisze:
Kuki pisze:zauważ, że nie ma zgody na taką sprawiedliwość ("moralność"). podejrzewam, że nawet sami złoczyńcy zdają sobie sprawę ze swoich przewin. reszta to niedoinformowanie i manipulacja.


Czekaj, teraz wreszcie odkryłem do której wypowiedzi się odnosisz. (Poprzednio był to ranek po nieprzespanej nocy.)

Złoczyńcy - zgoda. Całkiem, jak powiadają ludzie, często. Ale różne takie Jaruzele und Kiszczaki? Wątpię.


Tu się chyba Tygrysie trochę zagalopowałeś. Spawacz i Czesiu doskonale zdają sobie sprawę z tego, że to co robili/robią było i jest złe. Inaczej by się bronili jak bardziej nawiedzeni naziści w Norymberdze, a nie coraz dostosowując linię obrony do mądrości etapu.

Terry Pratchett dzieli zło na dwa gatunki: the true evil of the great sinners, and the general, everyday, ho-hum kind of evil. Ci drudzy, zgoda, nie wiedzą czego czynią - wszak to lemingi. Ci pierwsi? Doskonale sobie dają sprawę.

Myślę mustrum'ie, że nieco nie wczuwasz się w meandry psychiki tych gentleman'ów . Jestem przekonany, że w szczerej rozmowie (cokolwiek w ich wypadku to pojęcie znaczy) tak jeden jak i drugi określiłby się jako realista (u nich to bardzo pojemna kategoria), a i indywidualnie każdy z nich wystawiłby sobie gigantycznie wysoką samoocenę moralną (ba, mieli tylko po jednej żonie, nie kradli na potęgę, nie zabili tylu ilu mogli lecz tylko niezbędne minimum i nie chlali z byle kim i byle gdzie - a Jaruzel, to w ogóle!itp,itd...).

Awatar użytkownika
triarius
Posty: 152
Rejestracja: pt lut 13, 2009 6:08 pm
Lokalizacja: Gdańsk
Kontaktowanie:

Re: Religia (jako taka)

Postautor: triarius » pn sty 11, 2010 2:52 pm

mustrum pisze:
triarius pisze:
Kuki pisze:zauważ, że nie ma zgody na taką sprawiedliwość ("moralność"). podejrzewam, że nawet sami złoczyńcy zdają sobie sprawę ze swoich przewin. reszta to niedoinformowanie i manipulacja.


Czekaj, teraz wreszcie odkryłem do której wypowiedzi się odnosisz. (Poprzednio był to ranek po nieprzespanej nocy.)

Złoczyńcy - zgoda. Całkiem, jak powiadają ludzie, często. Ale różne takie Jaruzele und Kiszczaki? Wątpię.


Tu się chyba Tygrysie trochę zagalopowałeś. Spawacz i Czesiu doskonale zdają sobie sprawę z tego, że to co robili/robią było i jest złe. Inaczej by się bronili jak bardziej nawiedzeni naziści w Norymberdze, a nie coraz dostosowując linię obrony do mądrości etapu.

Terry Pratchett dzieli zło na dwa gatunki: the true evil of the great sinners, and the general, everyday, ho-hum kind of evil. Ci drudzy, zgoda, nie wiedzą czego czynią - wszak to lemingi. Ci pierwsi? Doskonale sobie dają sprawę.


Może masz rację, a może nie. Wcale nie jestem pewien, że kategorie "dobro" i "zło" występują w światopoglądzie tych panów. To się pono nazywa "psychopatia", jeśli jednak nie.

Choć naprawdę wcale nie wykluczam, że masz rację. Choćby w którymś z tych dwóch fascynujących przypadków. (Choć niby który proponujesz? :mrgreen: )
Pzdrwm

triarius

-----------------------------------------------------

http://triarius.pl - mój prywatny blogasek

http://tygrys.niepoprawni.pl - Tygrysie Forum Młodych Spenglerystów

Awatar użytkownika
mustrum
Posty: 63
Rejestracja: pt lut 13, 2009 12:21 pm

Re: Religia (jako taka)

Postautor: mustrum » czw sty 14, 2010 7:40 pm

Pyszności nad pysznościami! Jak uwielbiam lewactwo zmuszone do zjadania własnego ogona przez swoich ulubieńców:
http://blog.rp.pl/magierowski/2010/01/14/zapatero-nadzial-sie-na-modlitwe/
Raz sierpem, raz młotem czerwoną hołotę!

Awatar użytkownika
mustrum
Posty: 63
Rejestracja: pt lut 13, 2009 12:21 pm

Re: Religia (jako taka)

Postautor: mustrum » sob mar 13, 2010 9:07 pm

Bartyzel łebski facet jest, pomimo jego monarchistycznych zboczeń. Jednak w poniżej przytoczonym tekście bardzo dobrze opisuje czym jest prawdziwa monarchia, a czym jest jej oświeceniowa namiastka skutkująca pajacem wymachującym berłem w Hiszpanii czy kretynką kochaną inaczej przez "podwładnych" w Holandii. I opisuje też miejsce religii w stanowieniu państwa.

Długaśne, ale warto zacytować in extenso.

Jacek Bartyzel, ”Polonia Christiana”

W jakobińskiej demokracji tkwią korzenie wszystkich ideologii oraz ruchów egalitarnych XX wieku z międzynarodową i narodowąodmianą socjalizmu na czele. Od gilotyn i kazamatów Conciergerie prowadzi prosta droga do Auschwitz i Archipelagu Gułag. Jedna i niepodzielna, centralistyczna republika Robespierre’a nie mogła ścierpieć żadnej różnorodności ponad sto lat przed tym, zanim gauleiterzy NSDAP przeprowadzali glajchszaltung Rzeszy, a komisarze bolszewiccy – zrównanie wszystkich i wszystkiego w Raju Krat.

Akademia terroru

Rewolucję (anty)francuską można postrzegać jako archetypową matrycę uniwersalnych mechanizmów każdej rewolucji: politycznej, społecznej, religijnej i obyczajowej. W pierwszym rzędzie dotyczy to wszechobecności terroru, sadyzmu i kłamstwa, dalej przechodzenia chaotycznych aktów gwałtu i „spontanicznych” zbrodni pierwszej fazy rewolucji w terror permanentny i planowy, a w końcu w metodyczne ludobójstwo metodami „przemysłowymi” (genocyd wandejski to właśnie jego pierwszy historyczny przykład). Jeśli sobie przypomnimy, że uwięzionych w Rennes cechowano jak bydło literami: „F” (fusiller – rozstrzelać) lub „G” (guillotiner – zgilotynować), niechybnie stanie nam przed oczami obraz selekcji Żydów na rampie oświęcimskiej; jeśli z kolei wspomnimy słowa prokuratora Carriera: Raczej zamienimy Francję w cmentarz, niż odstąpimy od zamiaru odrodzenia jej na nasz sposób, usłyszymy, że jak echo odpowiadają mu ponad wiek później słowa Lenina: Lepiej, żeby zginęło dziewięć dziesiątych Rosjan, niż gdyby jedna dziesiąta nie miała ujrzeć zwycięstwa komunizmu.

Rewolucjoniści paryscy okazali się także wynalazcami nowoczesnych, błędnie przypisywanych zazwyczaj dopiero dwudziestowiecznym totalitaryzmom, metod kłamstwa i bezczelnej propagandy. Wybitny historyk rojalistyczny Pierre Gaxotte zwraca w tym kontekście uwagę na zastosowaną przez spiskujących klubistów już w czerwcu 1789 metodę „urabiania” opinii publicznej przez hipnotyzowanie niezorientowanej większości tajemniczym zaimkiem bezosobowym „się”: Ksiądz-apostata (wkrótce „biskup” konstytucyjny), abbé Grégoire wspominał: „Czy jednak – odezwał się ktoś – poglądy dwunastu, piętnastu osób mogą wpłynąć na głosy tysiąca dwustu deputowanych?” Odpowiedziano mu, że zastosowanie formy bezosobowej w połączeniu z zaimkiem „się” działa magicznie. Będziemy mówili: król zamierza to i tamto, lecz wśród patriotów uważa się, że należy podjąć następujące kroki. „Się” może równie dobrze odnosić się do czterystu, jak do dziesięciu osób. I to działało (Rewolucja francuska). Działało – ponieważ klubiści wybornie opanowali wiedzę i taktykę, których autorstwo znów przypisuje się mylnie dopiero Leninowi: utożsamiania woli powszechnej czy dyktatury mas z wolą ewidentnej, lecz zdecydowanej i świadomej swoich celów mniejszości zawodowych rewolucjonistów.

Nad wyraz „nowoczesne” były już także inne wynalazki rewolucjonistów francuskich: zastąpienie w postępowaniu sądowym dowodów rzeczowych „dowodami moralnymi” winy, wprowadzenie kar za „szeptankę”, periodyczne „weryfikacje obywatelskie” oraz drobiazgowe kwestionariusze, zawierające pytania takie jak: Czym zajmowałeś się przed rewolucją? Czym zajmujesz się obecnie? Co zrobiłeś dla rewolucji? Czy byłeś szlachcicem, bankierem, maklerem? Nie należy zapominać także o ogromnych „postępach” na drodze do gospodarki etatystycznej w postaci zniesienia tajemnicy handlowej, upaństwowienia handlu zagranicznego, ustanowienia tabeli cen maksymalnych, wprowadzenia obowiązkowych kontyngentów i dekretów przeciwko spekulantom, przejmowania bezpośrednio przez państwo wielu obszarów produkcji, a wreszcie udręk życia codziennego, zwiastujących „realny socjalizm”: racjonowania żywności, kolejek do piekarń, mleczarń czy składów węgla, ustawiających się o trzeciej nad ranem, oraz zakazu sprzedawania ryb w dni postne.

Mistrzostwo w autodestrukcji

Nie mniej istotna od skutków rewolucji jest także kwestia tego, co właściwie zdołała ona z taką zaciekłą pracowitością zniszczyć. Rekonstruując faktyczny obraz katolicko-monarchicznej Francji ancien régime’u, cytowany już historyk (Gaxotte) przyrównywał ją do olbrzymiej i prastarej budowli, do której każde pokolenie dodawało swoją kondygnację, nie niszcząc poprzedniej, a choć ogólny plan tak wielkiego gmachu stał się z biegiem czasu nieco pogmatwany, (…) niektóre skrzydła były zaniedbane i groziły ruiną, inne znów niewygodne lub zbyt wykwintne, to całość jednak tchnęła zamożnością, fasada miała wygląd wspaniały, a życie w gmachu było lepsze i bujniejsze niż gdzie indziej. Chociaż od czasu studiów Alexisa de Tocqueville’a (Dawny ustrój i rewolucja) skłonni jesteśmy przywiązywać wagę – atoli często przesadną – do zapoczątkowania procesów centralizacji w ramach XVII- i XVIII-wiecznej „monarchii administracyjnej” Burbonów, to wciąż jednak niewyobrażalnie wielka wręcz dla współczesnych, scentralizowanych państw demokratycznych była autonomia stanów, korporacji, prowincji, trybunałów, parlamentów i innych „ciał pośredniczących” między państwem a rodziną i jednostką. Monarchia ancien régime’u była w istocie tysiącem małych, arystokratycznych, mieszczańskich i wiejskich republik, spajanych taktownie i cierpliwie przez administrację nieliczną, ale sprawną, uczciwą i o delikatnych manierach. W rękach instytucji społecznych i poszczególnych poddanych wciąż znajdowało się wiele instrumentów – na czele z prawami zwyczajowymi – do ustawicznego szachowania rzeczywistych i potencjalnych posunięć centralizacyjnych rządu. Ta „absolutystyczna” władza była w istocie na każdym kroku krępowana tysiącami najrozmaitszych praw nabytych i przywilejów.

Rewolucja tedy – co przyznać musiał nawet marksizujący apologeta jakobinów Albert Mathiez – nie wybuchła w kraju wyczerpanym, lecz w państwie kwitnącym i w chwili jego pełnego rozwoju. W przedrewolucyjnej Francji nie było biedy jako zjawiska powszechnego, a ostatnie pół wieku przed nią trwał nieprzerwany wzrost gospodarczy, który uczynił społeczeństwo francuskie najzamożniejszym społeczeństwem ówczesnego świata. W rękach Francuzów znajdowała się połowa gotówki będącej w obiegu europejskim. Systematycznie bogaciły się prawie wszystkie warstwy społeczeństwa – mieszczanie, kupcy, przedsiębiorcy, chłopi – z wyjątkiem jednej: prowincjonalnej, wiejskiej szlachty! Wielu ubogich ziemian wiodło żywot, który byłby nie do zniesienia dla ich formalnych poddanych, w zrujnowanych pałacach i dworach, pozbawionych umeblowania, na ziemiach obciążonych długami hipotecznymi. Z wyjątkiem kilku miejscowości w górach Jury i Bourbonnais, nie istniała już we Francji pańszczyzna, a chłopi władali co najmniej połową gruntów uprawnych w kraju. Rzekoma wielogłowa i nienasycona hydra podatkowa to nazbyt pochopny wniosek, wysnuty w nieświadomości istnienia różnych nazw tych samych danin, których w rzeczywistości nie było więcej niż cztery czy pięć.

Nad tym bogatym społeczeństwem władzę sprawowało jednak ubogie państwo. To rząd królewski, a nie społeczeństwo, był niewypłacalnym bankrutem. Bez wątpienia, Francja około 1789 roku potrzebowała poważnej, gruntownej i nade wszystko upraszczającej przestarzały, skomplikowany system podatkowy, reformy skarbowej. Zamiast tego, zorganizowana i świadoma swoich zupełnie odmiennych celów, lecz długo ich nieujawniająca mniejszość zafundowała krajowi krwawą rewolucję, która w ostateczności, po błyskotliwych fajerwerkach wojen imperialnych, cofnęła Francję głęboko w rozwoju społecznym i gospodarczym, sprowadziła na powrót dawno zapomniany głód i analfabetyzm oraz nieodwołalną utratę pozycji pierwszego mocarstwa świata, którą zbudowało jej czterdziestu królów. „Osiągnięcia” rewolucji najlepiej podsumował – widzący zaledwie początek tego szału autodestrukcji – Edmund Burke: Francuzi okazali się największymi na świecie mistrzami w dziele zniszczenia. Obalili całkowicie swoją monarchię, zburzyli Kościół, handel i manufaktury. (…) Gdybyśmy całkowicie pokonali Francję, gdyby leżała powalona u naszych stóp, to i wówczas wstydzilibyśmy się (posyłając komisję w celu uregulowania ich spraw) narzucić Francuzom tak bezwzględne i zgubne warunki, jakie sami sobie narzucili.

Intelektualna gnoza

Do wybuchu rewolucji doprowadziły zatem nie przyczyny ekonomiczne czy społeczne, lecz kryzys umysłowy i moralny, który spustoszył laicyzujące się błyskawicznie elity francuskie w wieku XVIII, proklamującym się „wiekiem świateł”. Jeśli skonfrontujemy ów wiek „oświecenia” z poprzedzającym go bezpośrednio klasycystycznym Grand Siècle, stanowiącym harmonię ładu oraz triumf rozumu i woli nad tym, co Charles Maurras nazywał ciemnym królestwem fizyczności (obscur royaume physique), to zobaczymy, że Francuz XVII wieku był katolikiem i konserwatystą, cenił hierarchię i dyscyplinę, znał słabość swojej skażonej grzechem natury, więc nie opierał ani wiedzy, ani moralności na uczuciach i pragnieniach. Wiek XVIII natomiast był umysłowym przewrotem, stanowiącym prostą negację zasad ładu wcielonego w chrześcijańską monarchię potomków Hugona Kapeta. Zanim rewolucja polityczna i społeczna spustoszyła majestatyczną, tysiącpięćsetletnią budowlę państwa, przez kilka dziesięcioleci trwała nieustanna, kontrkulturowa rewolucja deprawująca umysły, moralność i obyczaje. Ta oświeceniowa kontrkultura objawiła się między innymi w rozplenieniu się (jak pisał Louis de Bonald) nazbyt paryskich Irokezów, paplających o szlachetnych i bezgrzesznych dzikusach, przede wszystkim jednak w prymitywnej, lecz niesłychanie skutecznej, antyreligijnej propagandzie Encyklopedystów i innych les philosophes. Ci pierwsi w historii „zawodowi intelektualiści” wynaleźli dwie metody utwierdzania ideologicznego terroru lewicy: przedstawianie ideologii jawnie zaprzeczających choćby tylko zdrowemu rozsądkowi jako twierdzeń „naukowych” i jako „filozofii” przy traktowaniu obrazoburczości wypowiadanych twierdzeń jako wystarczającego probierza „głębi” i „oryginalności” myśli, oraz mistrzowską autoreklamę, posuniętą aż do prestidigitatorskiej umiejętności przedstawiania siebie jako „ofiar tyranii”, podczas gdy w rzeczywistości „prześladowani” mają dostęp do wszelkich instrumentów represjonowania, zamykania ust i negatywnej stygmatyzacji swoich przeciwników. To właśnie podkopujący każdym swoim artykułem Kościół i monarchię Encyklopedyści cieszyli się protekcją naczelnego cenzora Malesherbesa, który łamał prawo po to, aby zapewnić dystrybucję Encyklopedii i innych wywrotowych druków.

Rewolucja jest więc produktem intelektualnej gnozy; poczyna się w umyśle, ale kończy wyzwoleniem sił, nad którymi spekulujące dotąd swobodnie w złudzeniu „lekkości bytu” czyste „ja” (kantowski rozum spekulatywny) nie jest już w stanie zapanować.

Rewersem „spisku elit” był postępujący już od połowy wieku paraliż władzy i zanik woli rządzenia. Zaraza była nawet w samym centrum „Grenady” – przecież Wielkim Mistrzem Grand Orient, a więc faktycznym przywódcą buntu, był królewski kuzyn, książę Filip Orleański. Siły (teoretycznie) Starego Porządku: parlamenty (na czele z paryskim), szlachta i duchowieństwo, które hodowały w swoich salonach żmiję rebelii, pierwsze wypowiedziały w latach 1787-88 posłuszeństwo Koronie, dając najgorszy przykład motłochowi, a w 1789 dokonały samobójstwa, godząc się na zastąpienie reprezentacji stanowej indywidualistyczno-egalitarną, okazały się więc „uczniami czarnoksiężnika” rozpętującymi demoniczne moce, nad którymi wkrótce utracą kontrolę. Ponad wszelką wątpliwość miał zatem rację Joseph de Maistre głoszący z naciskiem, iż przy całej swojej nicości rewolucja jako fakt była karą Bożą, ognistym mieczem karzącym Francuzów za największy z grzechów – niedowiarstwo.

Królobójstwo jako Bogobójstwo

Kulminacyjnym momentem rewolucji jest oczywiście zgilotynowanie królewskiego suwerena Francji – Ludwika XVI. Powszechność rozpoznawania przełomowości tegoż aktu królobójstwa nader rzadko idzie w parze z rozumieniem jego zarówno symbolicznego, jak realnego znaczenia. Zazwyczaj fakt detronizacji, a następnie dekapitacji króla postrzegany jest pod dyktando ideologicznego schematu wykoncypowanego przez inspiratorów i wykonawców zbrodni, czyli jako – być może nawet smutny i budzący grozę, niemniej konieczny – „ryt przejścia” (rite de passage) od monarchicznego „despotyzmu” do republikańskiego „ustroju wolności”. Tymczasem, sprawy przedstawiają się zgoła zupełnie inaczej. To nie sama monarchiczna forma ustroju budziła nienawiść rewolucjonistów – przynajmniej początkowo (w roku 1789 żaden z aktorów rewolucji, także Robespierre, nie był republikaninem). Tym, co naprawdę budziło nienawiść i co sprawiało, że jednak monarchia – po widocznym fiasku ustrojowej farsy „monarchii konstytucyjnej” z królem jako nominalnym „szefem władzy wykonawczej” do roku 1792 – musiała zostać zniszczona, było jej nieusuwalne znamię religijne, chrześcijańskie. Śmiertelnym wrogiem dla nowego „królestwa” Praw Człowieka i Obywatela nie było królestwo jako typ reżimu, lecz teologia polityczna (i płynące z niej zobowiązania) arcychrześcijańskiego (très-chrétienne) Królestwa Francji jako najstarszej córy Kościoła (la fille ainée de l’Église) i jej arcychrześcijańskiego (très-chrétien) króla. W świetle tej teologii – a przede wszystkim dogmatu Wcielenia oraz dogmatu osobowej Trójjedyności Boga, wyrażonej także symbolicznie w znaku heraldycznym Kapetyngów: trzech złotych liliach na błękitnym polu – „Królestwo Lilii” Ludwika Świętego stawało się mistycznym ciałem trójstanowego narodu chrześcijańskiego, którego ziemskim Ojcem jest król, a wszyscy poddani z każdego stanu i z każdej prowincji stanowią Rodzinę Św. Ludwika.

Jak pisał sławny konwertyta (wnuk bluźniercy Renana!) Ernest Psichari, odwiecznym powołaniem Francji było szerzyć wiarę katolicką, ponieważ tego wymaga porządek francuski, i zmieniać go nie wolno. U stóp francuskiego drzewa stoi święty, który wstawia się za całą dynastią francuską. A jakżeż moglibyśmy oddzielić dynastię francuską od samej Francji, samą Francję od tych, którzy ją stworzyli? (Głosy wołające na puszczy). Powołaniem Królestwa Francji – bez czego nie ma ono usprawiedliwiającej racji bytu, jest obrona Kościoła i szerzenie wiary katolickiej, co składa się na gesta Dei per Francos, zgodnie z przypomnianą przez Henri’ego Massisa, a pochodzącą od Karola Wielkiego, definicją Francji: Naród Franków wydaje owoce dla Boga; owoce te są liczne i bardzo płodne, gdyż jest on nie tylko wierny, ale i nawraca innych, przynosząc im zbawienie (Na okopach Zachodu).

Król Francji musiał zatem zostać zdetronizowany, poniżony i zamordowany nie dlatego, że stał na czele państwa (oświeceniowi mistrzowie rewolucjonistów, jak Voltaire czy Diderot, wynosili wszak pod niebiosa pierwszego sługę państwa – Fryderyka Pruskiego czy Semiramidę Północy – carycę Katarzynę), lecz dlatego, że (zapoczątkowana koronacją Pepina Krótkiego w 754 roku) tradycja namaszczania – jako imitatio Davidi regis – monarszego ciała olejem ze Świętej Ampułki przyniesionej przez gołębicę z Nieba podczas chrztu króla Franków Chlodwiga (w 496 roku) czyniła osobę monarszą prawdziwie „królem-kapłanem”, „biskupem zewnętrznym” (l’évêque du dehors), mającym od Boga łaskę uzdrawiania przez dotyk, wedle formuły rytualnej: Król cię dotyka, Bóg cię uzdrawia (le Roi te touche, Dieu te guérit). Dlatego też akt publicznego roztrzaskania Świętej Ampułki miał dla królobójców nie mniejszą wagę niż zniszczenie fizycznego ciała króla.

Gdyby król Francji mógł stać się oświeconym sługą państwa i „postępu”, zapewne rewolucjoniści pozostawiliby tę atrapę monarchii, jaka w tylu innych krajach istnieje (na pośmiewisko) do dzisiaj: ale był on ze swojej istoty i nieodwołalnie „porucznikiem Boga na ziemi” (lieutenant de Dieu), co było nie do zaakceptowania. Tę kardynalną różnicę wspaniale uwypuklił obrońca Tronu i Ołtarza, wicehrabia de Chateaubriand: Kiedy gołębica przyniosła Klodwigowi oleje święte, kiedy długowłosych królów wznoszono na tarczy, kiedy Ludwik Święty z drżeniem przysięgał na koronacji, że władzy swej użyje tylko dla chwały Boga i dobra ludu, kiedy Henryk IV, wkroczywszy do Paryża, padł na kolana w Notre-Dame i po prawicy króla ujrzano naprawdę albo w wyobraźni piękne dziecię uznane za jego anioła stróża, korona była święta; królewski proporzec spoczywał w Niebie. Ale odkąd na placu publicznym władca z uciętymi włosami i związanymi na plecach rękami dał głowę pod miecz przy dźwiękach bębna; odkąd przy dźwiękach tego samego bębna inny władca na innym placu wśród plebsu żebrał o głosy do swojej elekcji [mowa o Ludwiku Filipie Orleańskim– J.?B.] – kto może zachować najmniejsze złudzenia co do korony? (Pamiętniki zza grobu).

Zbrodnia królobójstwa ma tedy charakter na wskroś sakralny. Nie chodzi w niej tylko o ugodzenie w instytucję reprezentującą najwyższy autorytet polityczny. Jej istotny, najgłębszy sens jest wprost Bogobójczy: zabijając włodarza władzy ziemskiej, otrzymanej z łaski Boga, ugodzić chciano w Autora i Dawcę wszelkiej władzy. Bogofobia i chrystianofobia rewolucjonistów stanowi ich najbardziej wyrazistą autoidentyfikację. Już pierwsze, zbuntowane Zgromadzenie Narodowe uważało się za kompetentne nawet w kwestiach religijnych, uznając się za coś w rodzaju „Soboru Powszechnego”. Przemawiający 3 maja 1790 roku deputowany Camus oświadczył: Jesteśmy zgromadzeniem narodowym: mamy więc oczywiste prawo zmienić religię [tego kraju] – acz „wspaniałomyślnie” dorzucił, że (na razie) tego nie zrobimy.

Powiedzmy zatem na koniec: kiedy dziś wzmaga się w Europie walka z Krzyżem, a nawet w Polsce pojawiają się dziwaczne koncepty konserwatyzmu laickiego, okraszonego zachwytami nad oświeconymi despotami typu Józefa II czy „monarchistami” pokroju Voltaire’a, nigdy dość przypominać, że potomek Ludwika Świętego – Ludwik XVI musiał stać się Ludwikiem Męczennikiem dlatego, że był Wikariuszem Boga w swoim ziemskim królestwie. Krew spływająca z jego odciętej głowy miała zmyć z czoła krzyżmo oleju świętego, którym był namaszczony. Lecz, dzięki Bogu, daremne to: złość ludzka może zniszczyć ciało, ale nawet wzburzone wody wszystkich mórz nie zmyją piętna pomazania (William Shakespeare, Ryszard II).
Raz sierpem, raz młotem czerwoną hołotę!

Amalryk
Posty: 78
Rejestracja: pt gru 18, 2009 9:56 pm

Re: Religia (jako taka)

Postautor: Amalryk » wt mar 16, 2010 2:33 pm

Mustrum'ie! Bartyzel nie ma „monarchistycznych zboczeń”, on po prostu jest monarchistą! Monarchistą wydziedziczonym i ograbionym, patrzącym z niemą rozpaczą na ruiny i karykaturalne szczątki jakie z jego wyidealizowanej monarchii chrześcijańskiej pozostały przy „życiu”. Ale w końcu nie on jeden odczuwa uświadomiony ból zaistnienia w niewłaściwym miejscu i w niewłaściwym czasie. Można by pod jego adresem sparafrazować myśl, którą najtrafniej ujął był Pascal w jednej z bardziej znanych ze swoich „Pensees” właśnie:
„(...)Kiedy zważam krótkość mego życia, wchłoniętego w wieczność będącą przed nim i po nim (…) kiedy zważam małą przestrzeń, jaką zajmuję i którą widzę zatopioną w nieskończonym ogromie przestrzeni (…), wpadam w przerażenie i dziwię się, iż znajduję się raczej tu niż tam, nie ma bowiem racji, czemu raczej tu niż gdzie indziej, czemu raczej teraz niż wtedy...(...)”
Ale,wracając do tekstu Bartyzela, przy czytaniu fragmentu:
„(...) Dlatego też akt publicznego roztrzaskania Świętej Ampułki miał dla królobójców nie mniejszą wagę niż zniszczenie fizycznego ciała króla. (...)”
zadumawszy się nad fenomenem relikwii w konstytuowaniu i podtrzymywaniu „życia religijnego”, przypomniałem sobie o pewnej „relikwii” kultu „neogermańskopogańskiego”, budowanego z dużą intensywnością w latach 1933 – 45 w pewnym państwie w środku Europy.
Otóż ta „Blutfahne” (sztandar krwi), bo niej tu mówię, niesiona przez puczystów w 1923 w marszu na Odeonplatz, która została zalana krwią Andreasa Bauriedla (jednego z 16-tu zabitych dla których Troost zaprojektował później monumentalną, bliźniaczą Ehrentempel na Koenigsplatz w Monachium) uczestniczyła w wielu późniejszych nazistowskich „obrzędach”. Epicki opis takiego „obrzędu” zawdzięczamy nie byle komu bo samemu Robertowi Brasillach'owi:
„(...)ceremonia najbardziej osobliwa w III Rzeszy, czyli poświęcenie sztandarów. Przynoszą przed Führera sztandar we krwi, ten sam, który nieśli manifestanci zabici podczas nieudanego puczu z roku 1923, przed Feldenherrenhalle w Monachium. (...) Kanclerz dotyka ręką sztandar w krwi, a drugą nowy sztandar, który jest poświęcany. Za jego pośrednictwem, nieznany fluid przechodzi z jednego na drugi, i błogosławieństwo męczenników obejmuje od tej chwili nowe symbole niemieckiej ojczyzny. Ceremonia czysto symboliczna? Nie sądzę. Jest rzeczywiście, w myśli Hitlera jak i wszystkich Niemców, idea rodzaju mistycznej przemiany (...)”
Czemu o tym kawałku szmaty tu wspominam? Ponieważ ,obserwując intensywne „wypalanie ogniem i siarką” wszelkich śladów po narodowym socjaliźmie, nie sądziłem iż ten symbol (faktycznie o wiele „niebezpieczniejszy” niż inne) się wymknął inkwizytorom, a jednak... Grzebiąc za jego śladami w internecie trafiłem na informację że: „aktualnie znajduje się w rękach prywatnego „kolekcjonera” gdzieś w północnych Niemczech”. Chmm...
Ostatnio zmieniony wt mar 16, 2010 6:24 pm przez Amalryk, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
mustrum
Posty: 63
Rejestracja: pt lut 13, 2009 12:21 pm

Re: Religia (jako taka)

Postautor: mustrum » wt mar 16, 2010 4:40 pm

Pratchett kiedyś napisał, że ludzie odejmują krew z bajek by je zrobić bardziej przyjaznymi dla dzieci... a potem się zastanwaiwają gdzie zaginęły bajki.

Oto dowód na to jak mało ludzie żyją handełesem, a jak bardzo się mylą kurwiniści.

Co do tego sztandaru to tyleż niepokojące, co łatwe do przewidzenia. Norymberga, srorymberga. Była potrzebna jako symbol, ale jednak inne symbole okazują się silniejsze.
Raz sierpem, raz młotem czerwoną hołotę!

Amalryk
Posty: 78
Rejestracja: pt gru 18, 2009 9:56 pm

Re: Religia (jako taka)

Postautor: Amalryk » wt mar 16, 2010 7:28 pm

mustrum pisze:Pratchett kiedyś napisał, że ludzie odejmują krew z bajek by je zrobić bardziej przyjaznymi dla dzieci... a potem się zastanwaiwają gdzie zaginęły bajki.

Oto dowód na to jak mało ludzie żyją handełesem, a jak bardzo się mylą kurwiniści.

Co do tego sztandaru to tyleż niepokojące, co łatwe do przewidzenia. Norymberga, srorymberga. Była potrzebna jako symbol, ale jednak inne symbole okazują się silniejsze.

Sobie przypomniałem tu spostrzeżenie R.M.Weaver'a, gdy dorzucił swoją "amerykańską" cegiełkę do diagnozy upadającego Zachodu ("Idee mają konsekwencje").
"(...)Współczesny temperament traci serce dla heroizmu nawet podczas wojny, która dawniej była najwspanialszym polem kultywowania tej cnoty. Znamienne, że podczas gdy dawniej wojny nazywano krucjatą lub potrzebą, w Ameryce stało się dziś praktyką odnoszenie się do II wojny światowej jako do "roboty". Te niewielkie zmiany w języku są tak znamienne, jak zmiany w ubiorach. Była to "robota" do wykonania, tak aby chłopcy mogli wrócić do domu do swej mieszczańskiej egzystencji, która do tej pory nie zaznawała nigdy takiego kataklizmu i która nawet nie miała dla niego żadnego nazewnictwa, kiedy nadciągnął.(...) Była to zorganizowana kampania używająca wszelkich środków Wielkiego Stereoptikonu (tak Weaver nazywał media), aby ludziom, którzy stali się materialistami, przybliżyć prawdę, iż poświęcenie to nie inwestycja, ale oddawanie czegoś dla transcendencji.(...)"
Ale podejrzewam iż im dalej tym gorzej... Nie ma transcendencji, to nie będzie też poświęcenia ! I finito!

Awatar użytkownika
triarius
Posty: 152
Rejestracja: pt lut 13, 2009 6:08 pm
Lokalizacja: Gdańsk
Kontaktowanie:

Czy żeby coś było...

Postautor: triarius » śr mar 17, 2010 8:41 pm

... religią, koniecznie potrzebuje "innego świata", "ponadzmysłowości" i/lub "sił nadprzyrodzonych"?

Czy przekonania w rodzaju "zawsze otrzymasz to, co dajesz", albo "lepiej nie być zbyt zadowolonym ze swojego życia, bo...", nie mają w sumie więcej wspólnego z religijnością, niż różne mózgowe deizmy czy ekumenizmy? :twisted:
Pzdrwm

triarius

-----------------------------------------------------

http://triarius.pl - mój prywatny blogasek

http://tygrys.niepoprawni.pl - Tygrysie Forum Młodych Spenglerystów

normalna
Posty: 4
Rejestracja: pn lip 18, 2011 11:20 am

Re: Religia (jako taka)

Postautor: normalna » pn lip 18, 2011 11:31 am

Religia potrzebuje rozsczepienia moralnego. Rozgrzeszenia z bycia w związku z despotycznym państwem. Państwo potrzebuje rozgrzeszenia, że kiedykolwiek było w związku z religią. Muszą w końcu nauczyć żyć osobno! :D

Awatar użytkownika
triarius
Posty: 152
Rejestracja: pt lut 13, 2009 6:08 pm
Lokalizacja: Gdańsk
Kontaktowanie:

Re: Religia (jako taka)

Postautor: triarius » pn lip 18, 2011 5:28 pm

normalna pisze:Religia potrzebuje rozsczepienia moralnego. Rozgrzeszenia z bycia w związku z despotycznym państwem. Państwo potrzebuje rozgrzeszenia, że kiedykolwiek było w związku z religią. Muszą w końcu nauczyć żyć osobno! :D


"Się w końcu" muszą? I w czyim interesie?

Czy zawsze religia wstydzi się związku z despotycznym państwem? A co z teologiami?

Mogłabyś (jeśli mogę per "Ty", ale tutaj tak przeważnie robimy) to rozwinąć?

(Naprawdę się cieszę, że ktoś się tutaj po długim czasie ozwał, bo forum jednak jest do niektórych rzeczy o wiele wygodniejsze, niż komęta na blogach, tym bardziej, że większość moich kawałków jest w trzech co najmniej miejscach, więc i ew dyskusja jest głupio rozbita.) :evil:
Pzdrwm

triarius

-----------------------------------------------------

http://triarius.pl - mój prywatny blogasek

http://tygrys.niepoprawni.pl - Tygrysie Forum Młodych Spenglerystów


Wróć do „Tygrysie Forum Młodych Spenglerystów”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 0 gości