Strona 1 z 1

Zdychamy, nie?

: pt mar 05, 2010 5:32 pm
autor: triarius
Trza by chyba zwinąć ten kramik... :idea:

Re: Zdychamy, nie?

: sob mar 06, 2010 11:37 am
autor: Krzysztof J. Wojtas
Tygrysie
Prowadzenie takich form prezentacji poglądów jest trudne i chyba z zasady skazane na niepowodzenie.
"Obsługuję" S24 i NP - i coraz częściej łapię sięna tym, że to dla mnie za dużo.
Z kolei zająć się czymś monotematycznie - to nudne zwłaszcza, że brak widocznych powiązań między netem i realem.
Pomyśl zatem o działaniu - może tą drogą dałoby się coś zrobić/
Mam na myśli tworzenie elit - w duchu swojego apelu. Jeśli potzreba przedstawię ponownie założenia i warunki realizacji z widokiem na powodzenie.
Ale do tego trzeba przynajmniej jakiejś grupy kilkunastu osób. Na poczatek.
Dałoby się zebrać? Sam jestem za słaby, a nawet kilka osób z czasem "padnie" - to wymaga stabilnych reguł w dłuższym okresie. A ja jestem coraz starszy.

Re: Zdychamy, nie?

: sob mar 06, 2010 5:45 pm
autor: triarius
Krzysztof J. Wojtas pisze:Tygrysie
Prowadzenie takich form prezentacji poglądów jest trudne i chyba z zasady skazane na niepowodzenie.
"Obsługuję" S24 i NP - i coraz częściej łapię sięna tym, że to dla mnie za dużo.
Z kolei zająć się czymś monotematycznie - to nudne zwłaszcza, że brak widocznych powiązań między netem i realem.
Pomyśl zatem o działaniu - może tą drogą dałoby się coś zrobić/
Mam na myśli tworzenie elit - w duchu swojego apelu. Jeśli potzreba przedstawię ponownie założenia i warunki realizacji z widokiem na powodzenie.
Ale do tego trzeba przynajmniej jakiejś grupy kilkunastu osób. Na poczatek.
Dałoby się zebrać? Sam jestem za słaby, a nawet kilka osób z czasem "padnie" - to wymaga stabilnych reguł w dłuższym okresie. A ja jestem coraz starszy.


To nie całkiem tak.

Tutaj żadnej pracy z mojej strony nie ma, to by sobie mogło istnieć, po prostu szkoda, żeby dwóch ludzi, których to nieco wciąż kręci, gadało z poczucia obowiązku. Za mało jest ludzi myślących w tych kategoriach (co dla mnie jest fatalną sprawą i smutną), ale cóż - Polacy wolą przekomarzanki z Palikotem i/lub przywracanie standardu złota w czasie konwentykli pod trzepakiem.

To się całkiem nieźle kręciło, ale jeden się obraził, bo pożartowałem z jego egzaminów z Ulepszania Europejskiej Biurokracji... Za naszych czasów, w kochanym peerelu, sam wiesz... myśmy takich rzeczy nie traktowali poważnie i nam to uchodziło. Gość - swoją drogą niezwykle sieroznyj, jak na tak młodego i bystrego, ale też prawnik, co co się dziwić - poczuł się urażony, a poza tym pewnie stwierdził, że jak mu obrzydzimy takie nauki, to skończy kopiąc rowy... No i znikł, a TFMS straciło bardzo cennego uczestnika.

Nie wspominając już o jednym takim chłopięciu, który najpierw mnie dręczył, żebym coś w rodzaju tego forum zrobił, ale w międzyczasie zdążył odświeżyć duchową więź z rynkowymi liberałami spod osiedlowego trzepaka, stwierdził, że oni jednak mu bliżsi, no i nie ma tu jednego z obiektywnie najlepiej wyszkolonego szpęglerysty w tym naszym smutnym kraju, na którego początkowo naprawdę liczyłem. Ale cóż, skoro gość ma takie zagrania, jakimi się ostatnio popisuje, przestałem żałować. Tylko po prostu ludzi jest mało, to całkiem obiektywny fakt, który nam tu przeszkadza rozwinąć przysłowiowe skrzydła.

Ja głęboki pesymista i nie uważam, by to była jakaś "działalność". Po prostu robię swoje, żeby nie być lemingiem, bydłem, czy inną bezmózgą, bezjajeczną zmanipulowaną masą. Gdyby z tego miała wyjść kontrrewolucja, oczywiście bym się cieszył, ale ja sobie takich złudzeń nie robię.

Tym bardziej jednak mnie razi, że masa ludzi, którzy w kontrrewolucję (tak czy inaczej nazwaną) wierzą i podobno jej pragną, postępuje tak jak postępuje. Książki sobie na http://alibris.com za 40 dolarów nie kupią, ale tę samą forsę przepiją co najmniej raz na tydzień, albo wydadzą na coś równie wzniosłego. I nadal uważają się za "walczącą prawicę".

Ja tego nie rozumiem! Tyle gadam o Ardreyu, niektórzy ponoć przejmują się tym, co gadam, a ilu ludzi zadało sobie trud przeczytania tego Ardreya? To nie jest trudna niemiecka filozofia, Ardrey to np. scenarzysta Ben Hura, to się da czytać bez większego wysiłku. Że po angielsku? Cóż, trza znać! I należało przetłumaczyć na polski już dawno, dla tych, co jednak nie potrafią się nauczyć. Ile mogą kosztować wszystkie 4 książki Ardreya w internecie? Sto dolarów? Oczywiście, kupić dziecku bardziej bajerzastą komórkę albo tornisterek, to jest prawicowe - kupić i przeczytać książkę, to już nie!

Nie zmuszam nikogo, by trenował BJJ czy inne zapasy - to jednak może być dla kogoś trudne i niemal niewykonalne. Ale wydaje mi się, że nasza "prawica" po prostu ma w dupie i robi tylko to, na co ma ochotę, a potem do tego dorabia różne "prawicowe" ideologie. Nie chcę podawać konkretnych przykładów, kto i co, bo nie chodzi mi tu o kłótnie czy choćby polemiki, ale znam ich masę.

Tobie w każdym razie naprawdę dziękuję za zabranie głosu na TFMS i proszę, jeśli to możliwe, częściej. (Bez urazy, jeśli coś tu zabrzmiało szorstkawo. Dobra? Szpęgleryści, wiesz, nie potrafią owijać w bawełnę.) :twisted:

Re: Zdychamy, nie?

: pn mar 08, 2010 5:34 pm
autor: Amalryk
triarius pisze:Trza by chyba zwinąć ten kramik... :idea:

Trochu jeszcze poczekajmy ! Zwinąc zawsze zdążysz ! Może jeszcze paru wariatów się przyklei (bez obrazy - ale za takich dżentelmeni z naszymi poglądami w tzw. meinsztremie uchodzą). A na obrażalskie "mimozy" szkoda fatygi, może to i lepiej, z takimi jak przyjdzie co do czego to zapakujesz się na minę - sądząc że jesteś z kumplami wdasz się w rozpierduchę, a potem cię wyniosą - bo kamraci się byli zesrali (a wiem co mówię).

Re: Zdychamy, nie?

: wt mar 09, 2010 1:23 am
autor: triarius
Amalryk pisze:
triarius pisze:Trza by chyba zwinąć ten kramik... :idea:

Trochu jeszcze poczekajmy ! Zwinąc zawsze zdążysz ! Może jeszcze paru wariatów się przyklei (bez obrazy - ale za takich dżentelmeni z naszymi poglądami w tzw. meinsztremie uchodzą). A na obrażalskie "mimozy" szkoda fatygi, może to i lepiej, z takimi jak przyjdzie co do czego to zapakujesz się na minę - sądząc że jesteś z kumplami wdasz się w rozpierduchę, a potem cię wyniosą - bo kamraci się byli zesrali (a wiem co mówię).


Nie, jasne. Po prostu chciałem wiedzieć, czy pies z kulawą nogą jeszcze się tym interesuje. Jeśli tak, to może to poczekać nawet i parę lat, aż się paru obudzi. (Wcześniej i tak nam ocenzurują ęternet, albo i gorzej.)

Kumple zaś to faktycznie dno! :evil:

Re: Zdychamy, nie?

: ndz mar 14, 2010 8:59 pm
autor: Strus
Tygrysie, niecierliwe stworzenie.

Są tacy, co się interesują.
Np. ja.
Tylko ostatnio słabsze strony mojej natury przeważyły i nic nie zrobiłem w tym kierunku, tracąc czas na mniej poważne sprawy. :oops:

Odczekaj, gdyż niedługo W KOŃCU zabieram się za zebranie i upublicznienie tu moich notatek z "Social Contract" Ardreya.
A to chyba najlepsze miejsce.

Re: Zdychamy, nie?

: pn mar 15, 2010 1:23 am
autor: triarius
Strus pisze:Tygrysie, niecierliwe stworzenie.

Są tacy, co się interesują.
Np. ja.
Tylko ostatnio słabsze strony mojej natury przeważyły i nic nie zrobiłem w tym kierunku, tracąc czas na mniej poważne sprawy. :oops:

Odczekaj, gdyż niedługo W KOŃCU zabieram się za zebranie i upublicznienie tu moich notatek z "Social Contract" Ardreya.
A to chyba najlepsze miejsce.


Tak, właśnie odkryłem i przeczytałem. Genialna sprawa, dzięki!

Kiedyś jeszcze może skomentuję niektóre punkty, na razie po prostu podziękowania i zachwyt.

Re: Zdychamy, nie?

: wt mar 30, 2010 4:33 pm
autor: triarius
Ludzienie - mam utrupić bloga, żeby to się zaczęło @#$%^ ruszać? :evil:

Re: Zdychamy, nie?

: wt mar 30, 2010 9:09 pm
autor: mustrum
Patience is a virtue.


Of course virtuous virgins are boring :) Chwyla moment i na forum wracam. Na bloga zresztą też. Don't be so bathed in hot water :D.

Re: Zdychamy, nie?

: sob kwie 03, 2010 6:11 pm
autor: Strus
Utrup wiosnę, bo w ogrodzie trza pracować. Lubię to, choć do Mehmeda II jeszcze mi daleko :)

Re: Zdychamy, nie?

: sob kwie 03, 2010 7:31 pm
autor: triarius
Strus pisze:Utrup wiosnę, bo w ogrodzie trza pracować. Lubię to, choć do Mehmeda II jeszcze mi daleko :)


Jak wiosnę mam utrupić? (Łatwiej strusia.)

Swoją drogą wpisałem na blogasku nudny, ale istotny, kawałek drążący w samych trzewiach Szpęgleryzmu Stosowanego. Gdyby ktoś chciał, mógłby o tym zapogadać tutaj, przynajmniej równolegle.

Nie chcę nikogo przemocą zmuszać do pisania, ale czy lewizna znowu musi się cieszyć, że nam nie wyszło? Nie wystarczy już upadek TXT, czy fakt, że z wielkiego dzieła Iwony o Mulieryźmie powstały ino 3 odcinki? :evil:

Re: Zdychamy, nie?

: pt sie 06, 2010 9:49 pm
autor: Jaku
Co za marazm niepotrzebny!

Ja na przykład przestałem się udzielać w ogóle w necie bo mam teraz bardzo absorbującą pracę, co nie zmienia faktu, że kontrrewolucja to nie jest dla mnie zapomniane hasło.

Z kolegą przez cały wrzesien mamy zamiar napierać z wiatrówki coby poćwiczyć (bezpoborowi jesteśmy) i może coś z tego będzie.

Maksymalizm nas zniechęci, minimalizm da jako taką nadzieję.

Re: Zdychamy, nie?

: pt sie 06, 2010 9:55 pm
autor: triarius
Jaku pisze:Co za marazm niepotrzebny!

Ja na przykład przestałem się udzielać w ogóle w necie bo mam teraz bardzo absorbującą pracę, co nie zmienia faktu, że kontrrewolucja to nie jest dla mnie zapomniane hasło.

Z kolegą przez cały wrzesien mamy zamiar napierać z wiatrówki coby poćwiczyć (bezpoborowi jesteśmy) i może coś z tego będzie.

Maksymalizm nas zniechęci, minimalizm da jako taką nadzieję.


Czyli mam się zamknąć i do niczego nie nawoływać, tak?

A co do wiatrówki - fajnie. (Tyle mi wolno powiedzieć? ;-)

Mówisz o wiatrówce długiej, czy krótkiej? Bo w pistoletach wiatrówkach cholernie wkurza mnie brak odrzutu, czyli w sumie realizmu. Prawdziwy pistolet, nawet z ćwiczebną, tanią amunicją, kopie tak, że tego po prostu nie sposób ignorować. Przy strzelaniu z broni długiej, z podparcia, z leżenia itd., to już by się dało ew. ignorować. Z pistoletu nie sposób.

Mam dwa całkiem niezłe pistolety-wiatrówki, ale jakoś całkiem mi przeszła ochota z nimi się bawić, od kiedy na strzelnicy postrzelałem z Glocka.

Re: Zdychamy, nie?

: sob sie 07, 2010 12:23 am
autor: Jaku
Długa ale niestety ASG i nie będzie się dało przyzwyczaić do huku. No ale powolutku, wszystko po kolei.

Nie chodzi o to by się zamknąć, chciałem dodać otuchy:) Sam jestem zniesmaczony np. takimi tekstami jak te dwa dzisiejsze Spita tym bardziej że jeden pojechał po mnie i po krzyżu więc traktuje to jak podwójne ad personam. Ale ma chłopaczek ego takie, że wypadałoby mu takie ASG podstawić pod nochal i wypytać z poglądów. Wtedy jego cytat z Szymborskiej miałby zastosowanie w praktyce;)

Re: Zdychamy, nie?

: śr sie 18, 2010 11:53 am
autor: Amalryk
triarius pisze:
Jaku pisze:Co za marazm niepotrzebny!

Ja na przykład przestałem się udzielać w ogóle w necie bo mam teraz bardzo absorbującą pracę, co nie zmienia faktu, że kontrrewolucja to nie jest dla mnie zapomniane hasło.

Z kolegą przez cały wrzesien mamy zamiar napierać z wiatrówki coby poćwiczyć (bezpoborowi jesteśmy) i może coś z tego będzie.

Maksymalizm nas zniechęci, minimalizm da jako taką nadzieję.


Czyli mam się zamknąć i do niczego nie nawoływać, tak?

A co do wiatrówki - fajnie. (Tyle mi wolno powiedzieć? ;-)

Mówisz o wiatrówce długiej, czy krótkiej? Bo w pistoletach wiatrówkach cholernie wkurza mnie brak odrzutu, czyli w sumie realizmu. Prawdziwy pistolet, nawet z ćwiczebną, tanią amunicją, kopie tak, że tego po prostu nie sposób ignorować. Przy strzelaniu z broni długiej, z podparcia, z leżenia itd., to już by się dało ew. ignorować. Z pistoletu nie sposób.

Mam dwa całkiem niezłe pistolety-wiatrówki, ale jakoś całkiem mi przeszła ochota z nimi się bawić, od kiedy na strzelnicy postrzelałem z Glocka.

A cóż Cię tak w tym Glocku (pewnie w 17-stce) Tygrysie zauroczyło, zjawiska okołotowarzyszące (huk, odrzut i związany z tym podrzut) że tak powiem ? Jeżeli nie jesteś pełen łagodnej, dziewczęcej delikatności i kruchości ,to raczej powinieneś opanować je i towrzyszące im drżenie serduszka. Glock ma spośród wspólczesnych 9-tek akurat odrzut stosunkowo największy gdyż jest relatywnie lekki (trochę ponad 0,5 kG - korpus z lekkich polimerów) podobnie jak zbudowany na jego ideii Walther P 99, starsze znane "kultowe" dziewiatki wykonane w tradycyjnej technologii są niemal dwa razy cięższe (CZ 75, Browning HP, Beretta 92 czy nawet Sig Sauer 226) a więc i odrzut mniejszy. Ale te zjawiska o których tu mówimy pojawiają się już po oddaniu strzału, więc jeżeli wszystko do tego momentu zostało zrobione poprawnie to strzał bedzie celny. A to co stanowi podstawę celnego strzelania można i trzeba wyćwiczyć na sucho: wstrzymanie oddechu, zgranie przyrządów na celu i płynne ściąganie spustu.

Re: Zdychamy, nie?

: czw sie 19, 2010 12:25 am
autor: triarius
Amalryk pisze:
triarius pisze:
Jaku pisze:Co za marazm niepotrzebny!

Ja na przykład przestałem się udzielać w ogóle w necie bo mam teraz bardzo absorbującą pracę, co nie zmienia faktu, że kontrrewolucja to nie jest dla mnie zapomniane hasło.

Z kolegą przez cały wrzesien mamy zamiar napierać z wiatrówki coby poćwiczyć (bezpoborowi jesteśmy) i może coś z tego będzie.

Maksymalizm nas zniechęci, minimalizm da jako taką nadzieję.


Czyli mam się zamknąć i do niczego nie nawoływać, tak?

A co do wiatrówki - fajnie. (Tyle mi wolno powiedzieć? ;-)

Mówisz o wiatrówce długiej, czy krótkiej? Bo w pistoletach wiatrówkach cholernie wkurza mnie brak odrzutu, czyli w sumie realizmu. Prawdziwy pistolet, nawet z ćwiczebną, tanią amunicją, kopie tak, że tego po prostu nie sposób ignorować. Przy strzelaniu z broni długiej, z podparcia, z leżenia itd., to już by się dało ew. ignorować. Z pistoletu nie sposób.

Mam dwa całkiem niezłe pistolety-wiatrówki, ale jakoś całkiem mi przeszła ochota z nimi się bawić, od kiedy na strzelnicy postrzelałem z Glocka.

A cóż Cię tak w tym Glocku (pewnie w 17-stce) Tygrysie zauroczyło, zjawiska okołotowarzyszące (huk, odrzut i związany z tym podrzut) że tak powiem ? Jeżeli nie jesteś pełen łagodnej, dziewczęcej delikatności i kruchości ,to raczej powinieneś opanować je i towrzyszące im drżenie serduszka. Glock ma spośród wspólczesnych 9-tek akurat odrzut stosunkowo największy gdyż jest relatywnie lekki (trochę ponad 0,5 kG - korpus z lekkich polimerów) podobnie jak zbudowany na jego ideii Walther P 99, starsze znane "kultowe" dziewiatki wykonane w tradycyjnej technologii są niemal dwa razy cięższe (CZ 75, Browning HP, Beretta 92 czy nawet Sig Sauer 226) a więc i odrzut mniejszy. Ale te zjawiska o których tu mówimy pojawiają się już po oddaniu strzału, więc jeżeli wszystko do tego momentu zostało zrobione poprawnie to strzał bedzie celny. A to co stanowi podstawę celnego strzelania można i trzeba wyćwiczyć na sucho: wstrzymanie oddechu, zgranie przyrządów na celu i płynne ściąganie spustu.


Odrzut faktycznie - był potworny!

Dzięki za to całe info, super! Ale poważnie to kopanie nie wpływa na celność? A tak się cholera przejmowałem! :evil:

Z długiej byłem zawsze naprawdę dobry, przynajmniej ze stabilnej pozycji, a tam było średnio. Bałem się nawet, żeby im dachu przypadkiem nie przestrzelić. Ale skoro nie wpływa... :mrgreen:

Re: Zdychamy, nie?

: czw sie 19, 2010 8:59 am
autor: Amalryk
Jak się przejmowałeś, to niestety najprawdopodobniej wpływało... Brzmi to nieco bez sensu ale: odrzut rozpoczyna się od momentu rozłączenia się pocisku z łuską, a więc jeszcze gdy pocisk nie opuścił lufy (balistyka wewnętrzna)i narasta wg krzywej wykładniczej uzyskując maksimum w chwili wylotu - czas ok. 1/1000 s, niby nic ale człowiek reaguje, więc należy "wytrzymać " strzał i po podrzucie jak najszybciej naprowadzić pistolet na cel. I tu odróżnisz wytrenowanego strzelca od nieźle strzelającego (pracującego nad każdym strzałem) amatora. "Profi" ma do minimum ograniczony podrzut i w sekundzie ponownie zgrane przyrządy na celu przy czym wszystkie elementy poprawnego strzału (zgranie przyrządów, wstrzymanie wydechu, płynna "praca" na spuście, mocny chwyt ) wykonuje podświadomie i na dodatek z oboma oczami otwartymi. Ale cały algorytm poprawnych czynności, oprócz korekty podrzutu i podświadomej reakcji na huk i zapach spalonego prochu, wytrenujesz nieźle na pneumatyku. Przy czym najczęstszym błędem jest "wymuszenie" strzału przy chwilowym "idealnym" zgraniu przyrządów co skutkuje jego "zerwaniem", i fru pod cel...

Re: Zdychamy, nie?

: czw sie 19, 2010 10:27 pm
autor: triarius
Amalryk pisze:Jak się przejmowałeś, to niestety najprawdopodobniej wpływało... Brzmi to nieco bez sensu ale: odrzut rozpoczyna się od momentu rozłączenia się pocisku z łuską, a więc jeszcze gdy pocisk nie opuścił lufy (balistyka wewnętrzna)i narasta wg krzywej wykładniczej uzyskując maksimum w chwili wylotu - czas ok. 1/1000 s, niby nic ale człowiek reaguje, więc należy "wytrzymać " strzał i po podrzucie jak najszybciej naprowadzić pistolet na cel. I tu odróżnisz wytrenowanego strzelca od nieźle strzelającego (pracującego nad każdym strzałem) amatora. "Profi" ma do minimum ograniczony podrzut i w sekundzie ponownie zgrane przyrządy na celu przy czym wszystkie elementy poprawnego strzału (zgranie przyrządów, wstrzymanie wydechu, płynna "praca" na spuście, mocny chwyt ) wykonuje podświadomie i na dodatek z oboma oczami otwartymi. Ale cały algorytm poprawnych czynności, oprócz korekty podrzutu i podświadomej reakcji na huk i zapach spalonego prochu, wytrenujesz nieźle na pneumatyku. Przy czym najczęstszym błędem jest "wymuszenie" strzału przy chwilowym "idealnym" zgraniu przyrządów co skutkuje jego "zerwaniem", i fru pod cel...


Jasne, w końcu nie mówimy o karabinie szturmowym (gdzie podrzut jest sporym problemem), czy choćby o taktycznym strzelaniu, szybko raz za razem - przy pojedynczym strzale faktycznie podrzut nie może zdążyć wiele zmienić. :mrgreen:

Re: Zdychamy, nie?

: pt sie 20, 2010 12:09 pm
autor: Amalryk
triarius pisze:
Amalryk pisze:Jak się przejmowałeś, to niestety najprawdopodobniej wpływało... Brzmi to nieco bez sensu ale: odrzut rozpoczyna się od momentu rozłączenia się pocisku z łuską, a więc jeszcze gdy pocisk nie opuścił lufy (balistyka wewnętrzna)i narasta wg krzywej wykładniczej uzyskując maksimum w chwili wylotu - czas ok. 1/1000 s, niby nic ale człowiek reaguje, więc należy "wytrzymać " strzał i po podrzucie jak najszybciej naprowadzić pistolet na cel. I tu odróżnisz wytrenowanego strzelca od nieźle strzelającego (pracującego nad każdym strzałem) amatora. "Profi" ma do minimum ograniczony podrzut i w sekundzie ponownie zgrane przyrządy na celu przy czym wszystkie elementy poprawnego strzału (zgranie przyrządów, wstrzymanie wydechu, płynna "praca" na spuście, mocny chwyt ) wykonuje podświadomie i na dodatek z oboma oczami otwartymi. Ale cały algorytm poprawnych czynności, oprócz korekty podrzutu i podświadomej reakcji na huk i zapach spalonego prochu, wytrenujesz nieźle na pneumatyku. Przy czym najczęstszym błędem jest "wymuszenie" strzału przy chwilowym "idealnym" zgraniu przyrządów co skutkuje jego "zerwaniem", i fru pod cel...


Jasne, w końcu nie mówimy o karabinie szturmowym (gdzie podrzut jest sporym problemem), czy choćby o taktycznym strzelaniu, szybko raz za razem - przy pojedynczym strzale faktycznie podrzut nie może zdążyć wiele zmienić. :mrgreen:

Często, wśród rozdzielających włos na czworo, pojawiają się dywagacje czy podrzut (będący efektem odrzutu, a dokładniej powstającym momentem siły, ze względu na niewspółosiowość punktu podparcia broni z osią lufy, a konkretnie osią wylotu pocisku) wpływa czy nie na celność strzału. Otóż jeżeli w momencie strzału wszystko wykonano poprawnie a broń (w tym wypadku pistolet) jest trzymana mocnym pewnym chwytem to strzał będzie celny, mimo iż broń (choćbyśmy się nie wiadomo jak spinali) i tak nam w dłoni "szarpnie" lufą ku górze. Domorośli balistycy zapominają o jednym elemencie, pocisk napędzany rozprężającymi się gazami prochowymi rozpędza się w lufie z prędkością której wykres przypomina część sinusoidy i uzyskuje (dla pistoletów strzelających zamkami ryglowanymi) prędkość rzędu 350-400m/s i odrzut od tego etapu ruchu pocisku kompensujemy "mocnym chwytem". Ale w momencie opuszczenia przez pocisk lufy następuje jeszcze dodatkowe zjawisko: gwałtownego rozprężenia gazów prochowych, które momentalnie dosłownie wyprzedzają pocisk (uzyskując prędkość rzędu 1000m/s) - ale to dzieje się już po oddaniu strzału. Zresztą w efekcie tego rozprężenia pocisk po opuszczeniu lufy jeszcze nieco przyśpiesza uzyskując swe maksimum kilkadziesiąt centymetrów za lufą.
A częsty błąd początkujących "zerwanie" strzału, będący efektem gwałtownego ściągnięcia spustu (bo akurat idealnie się zgrały "tańczące" cały czas przyrządy) skutkuje ułożeniem się przestrzelin w dole tarczy lub całkiem pod nią - choć lufę i tak "podrzuciło" po strzale przecież do góry a nie w ziemię...

Re: Zdychamy, nie?

: pt kwie 06, 2012 7:02 pm
autor: triarius
Amalryk pisze:
triarius pisze:
Amalryk pisze:Jak się przejmowałeś, to niestety najprawdopodobniej wpływało... Brzmi to nieco bez sensu ale: odrzut rozpoczyna się od momentu rozłączenia się pocisku z łuską, a więc jeszcze gdy pocisk nie opuścił lufy (balistyka wewnętrzna)i narasta wg krzywej wykładniczej uzyskując maksimum w chwili wylotu - czas ok. 1/1000 s, niby nic ale człowiek reaguje, więc należy "wytrzymać " strzał i po podrzucie jak najszybciej naprowadzić pistolet na cel. I tu odróżnisz wytrenowanego strzelca od nieźle strzelającego (pracującego nad każdym strzałem) amatora. "Profi" ma do minimum ograniczony podrzut i w sekundzie ponownie zgrane przyrządy na celu przy czym wszystkie elementy poprawnego strzału (zgranie przyrządów, wstrzymanie wydechu, płynna "praca" na spuście, mocny chwyt ) wykonuje podświadomie i na dodatek z oboma oczami otwartymi. Ale cały algorytm poprawnych czynności, oprócz korekty podrzutu i podświadomej reakcji na huk i zapach spalonego prochu, wytrenujesz nieźle na pneumatyku. Przy czym najczęstszym błędem jest "wymuszenie" strzału przy chwilowym "idealnym" zgraniu przyrządów co skutkuje jego "zerwaniem", i fru pod cel...


Jasne, w końcu nie mówimy o karabinie szturmowym (gdzie podrzut jest sporym problemem), czy choćby o taktycznym strzelaniu, szybko raz za razem - przy pojedynczym strzale faktycznie podrzut nie może zdążyć wiele zmienić. :mrgreen:

Często, wśród rozdzielających włos na czworo, pojawiają się dywagacje czy podrzut (będący efektem odrzutu, a dokładniej powstającym momentem siły, ze względu na niewspółosiowość punktu podparcia broni z osią lufy, a konkretnie osią wylotu pocisku) wpływa czy nie na celność strzału. Otóż jeżeli w momencie strzału wszystko wykonano poprawnie a broń (w tym wypadku pistolet) jest trzymana mocnym pewnym chwytem to strzał będzie celny, mimo iż broń (choćbyśmy się nie wiadomo jak spinali) i tak nam w dłoni "szarpnie" lufą ku górze. Domorośli balistycy zapominają o jednym elemencie, pocisk napędzany rozprężającymi się gazami prochowymi rozpędza się w lufie z prędkością której wykres przypomina część sinusoidy i uzyskuje (dla pistoletów strzelających zamkami ryglowanymi) prędkość rzędu 350-400m/s i odrzut od tego etapu ruchu pocisku kompensujemy "mocnym chwytem". Ale w momencie opuszczenia przez pocisk lufy następuje jeszcze dodatkowe zjawisko: gwałtownego rozprężenia gazów prochowych, które momentalnie dosłownie wyprzedzają pocisk (uzyskując prędkość rzędu 1000m/s) - ale to dzieje się już po oddaniu strzału. Zresztą w efekcie tego rozprężenia pocisk po opuszczeniu lufy jeszcze nieco przyśpiesza uzyskując swe maksimum kilkadziesiąt centymetrów za lufą.
A częsty błąd początkujących "zerwanie" strzału, będący efektem gwałtownego ściągnięcia spustu (bo akurat idealnie się zgrały "tańczące" cały czas przyrządy) skutkuje ułożeniem się przestrzelin w dole tarczy lub całkiem pod nią - choć lufę i tak "podrzuciło" po strzale przecież do góry a nie w ziemię...


Kamień z serca! :twisted:

Re: Zdychamy, nie?

: czw sty 22, 2015 3:30 am
autor: piksel
No niestety wlasnie sie tu zalogowalem i widze ze cos forum obumiera. Szkoda ;(

Re: Zdychamy, nie?

: pn lut 02, 2015 11:49 pm
autor: ZibiT
Witam, trochę szkoda, też jestem nowy i widzę tu ciekawe tematy, mam nadzieje, że jeszcze się ożywi:)

Re: Zdychamy, nie?

: czw kwie 30, 2015 1:07 am
autor: martad
Ostatnie posty które tutaj są pochodziły z lutego, dopiero teraz moje są najnowsze. Nie mniej mam nadzieję, że jeszcze uda się "rozkręcić" to forum ;)