Stowarzyszenie Akcjonariuszy i Obrońców Stoczni Gdańskiej „Arka”

Obrazek użytkownika obiboknawlasnykoszt@tlen.pl
Artykuł

Godne nie tylko przypomnienia ale i rozpowszechnienie.
Z tym układem walczyłem od początku lat 90 XX wieku.
Do tu już wymienionych nazwisk dodałbym m.in. tych ze spółdzielni i jej sopockiej spółki córki.

Ale i tak jest tu co przeczytać i o innych.

Stowarzyszenie Akcjonariuszy i Obrońców Stoczni Gdańskiej „Arka”
Nowe Ogrody 35, 80-803 Gdańsk

L.dz. SG.054/09. Gdańsk, 09 grudnia 2009 r.

Prokuratura Okręgowa
w Gdańsku

sygn. akt V Ds 105/09

Uzupełnienie ustnego zeznania o przestępstwach: kradzieży, sabotażu gospodarczym, zabójstwa na zlecenie, korupcji, przekroczeniu uprawnień i działaniu wbrew prawu. Jak też złożenie uzupełniających dokumentów wynikających
z przesłuchania Wincentego Komana w charakterze osoby zawiadamiającej, z dnia 04.12.2009 r.

Załączamy dokumenty:

1. Pismo Zarządu Stoczni do Ministra Janusza Lewandowskiego w sprawie zbycia akcji w obrocie publicznym, z dnia 05.01.1993 r.
2. Pismo MPW Janusza Lewandowskiego do Przewodniczącego Rady Nadzorczej prof. Jerzego Doerffera z dnia 22.06.1993 r.
3. Trzy stanowiska Forum Okrętowego z marca 1994 r.

Pozostaje pytanie dlaczego usunięto Lecha Kaczyńskiego z Ministra Sprawiedliwości, kiedy nakazał Prokuraturze Okręgowej w Gdańsku skierowanie pozwu adhezyjnego w sprawie 43 milionów złotych. Kto za tym stał? Dlaczego Prokuratura Krajowa nakazała Prokuraturze Okręgowej w Gdańsku wycofanie się z rozpoczętej procedury pozwu adhezyjnego, która prowadziła do unieważnienia częściowej sprzedaży Stoczni Gdańskiej 03.12.1998 r.?

Dlaczego Minister Sprawiedliwości, Hanna Suchocka tolerowała Sędziego Komisarza skoro wiedziała, że syndyk Andrzej Wierciński „owinie go wokół palca”?

Dlaczego Premier, Jerzy Buzek tolerował bezprawie w czasie upadłości Stoczni Gdańskiej
i podporządkował się bezkrytycznie woli Ministra Finansów Leszka Balcerowicza.

Czyżby Jerzy Buzek dostał wysoką posadę w Unii Europejskiej za szkody wyrządzone Stoczni Gdańskiej i przemysłowi okrętowemu w Polsce?

Czyżby Janusz Lewandowski w nagrodę za zniszczenie polskiego przemysłu okrętowego dostał intratną posadkę w Unii Europejskiej?

Czyżby w USA powstał plan, że na drodze korupcji amerykanie przejmą tereny Stoczni Gdańskiej jako zabezpieczenie ich interesów gospodarczych a ich droga będzie wiodła, poprzez upadłość Stoczni Gdańskiej i w ten sposób zniszczą konkrecję w budowie statków?

Pozostaje pytaniem dlaczego Prokurator, Prokuratury Okręgowej Dariusz Popielnik nie uzyskał należytego wsparcia w Prokuraturze Okręgowej w Gdańsku, Policji i UOP.

Czyżby służby specjalne PRL-u miały swój udział w dzieleniu „torta” pod nazwą Stocznia Gdańska?

Na ile konkurencja z Europy przyczyniła się do likwidacji przemysłu okrętowego w Polsce?

Dlaczego Ministerstwo Finansów, cofnęło pełnomocnictwo udzielone Dyrektorowi Izby Skarbowej w Gdańsku, w sprawie podjęcia decyzji odnośnie zgody na układ, w maju 1998.

Dlaczego media przemilczały fakt zgody na układ przez Radę Funduszu Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych, z dnia 23.07.1998 r.?

Dlaczego media nie nagłaśniały kpt. ż.w. Bolesława Hutyry, który mówił prawdę i działał uczciwie?

Dlaczego Hutyra, w demokratycznym państwie, nie mógł się oczyścić z pomówienia go, przez członków Społecznego Komitetu, o współpracę ze służbami specjalnymi PRL?

Poza tym informujemy Prokuraturę Okręgową, że w Archiwum Państwowym w Gdańsku znajdują się akta Stoczni Gdańskiej od początków stoczni do 1996 r. m. in.: korespondencja Zarządu Stoczni z Ministrem Przekształceń Własnościowych Januszem Lewandowskim
w sprawie wprowadzenia akcji Stoczni Gdańskiej na giełdę. Minister nie wyraził zgody na wprowadzenie akcji na giełdę.

Poniżej przedstawiamy uwagi prof. Doerffera zawarte w szkicu pracy Wincentego Komana – „ Stocznia Gdańska obraz zmian własnościowych w świetle dokumentów. Jak fikcja medialna sprzedaży z dnia 08.09.19998 r. stała się rzeczywistością.” –

“Jednym z czołowych liberałów gdańskich był ekonomista Janusz Lewandowski. Udzielił on w marcu 1990 roku wywiadu prasowego redaktorowi Michałowi Głogowskiemu, z którego cytat z uwagi na “skromność wypowiedzi” postanowiłem przytoczyć: liberalizm to organizacja ludzi otwartych, przedsiębiorczych, ukierunkowanych na skuteczność i rozumność działań, odważnych pragmatyków, ludzi wyznających kult fachowości i z pewną cywilizacyjną wyobraźnią. To oni tworzyć będą nową formułę polskiego patriotyzmu. Janusz Lewandowski, jako późniejszy minister przekształceń własnościowych, w mojej opinii, przysporzył wiele strat naszemu krajowi i chciano go pociągnąć do odpowiedzialności za niektóre działania prywatyzacyjne, ale udało mu się tego uniknąć.”

“W czerwcu 1991 roku miałem umówione spotkanie u kapitana Zbigniewa Sulatyckiego
z redaktorem Markiem Kańskim i dyrektorem Stenzlem z Portu Gdyńskiego. Chodziło
o opracowanie scenariusza do audycji telewizyjnej, w której oprócz nas mieli wystąpić – Jan Krzysztof Bielecki (Premier RP), Janusz Lewandowski (Minister Przekształceń Własnościowych) i Jan Kuligowki (Wiceminister Transportu i Gospodarki Morskiej). Na spotkaniu tym dowiedziałem się, że program nasz miał być nagrany wcześniej i następnie włączony do wypowiedzi Jana Krzysztofa Bieleckiego i pozostałych panów, których nie ceniłem. Gładko więc odmówiłem włączenia się do tego programu i wyszedłem z sali. Taki sposób nagrywania audycji przypominał mi miniony okres socjalizmu i wiadomo było, że miał on służyć określonym celom propagandowym i politycznym. Ja się do tego nie nadawałem.”

„ Wielce Szanowny Panie Ministrze,
Uprzejmie informuję, że na dzień dzisiejszy zwołane zostało przez Ministerstwo Skarbu Państwa zebranie Zespołu Ekspertów dla zbadania celowości i możliwości przeprowadzenia układu w ramach postępowania upadłościowego Stoczni Gdańskiej – jako jednego ze sposobów rozwiązania problemów tego przedsiębiorstwa.
Zaproszony do udziału w tym zespole i konsultowany, co do jego składu, jako prezes Związku Pracodawców FORUM OKRĘTOWE, zaproponowałem z naszej strony współudział dwóch moich zastępców : dyr. dr inż. K. Piotrowskiego, Prezesa Zarządu Stoczni Szczecińskiej i dyr. mgr inż. P. Soykę, Zarządcę Gdańskiej Stoczni Remontowej. Udział tych osób uważam za głęboko uzasadniony ich wiedzą i doświadczeniem oraz osiągnięciami kierowanych przedsiębiorstw.
Według posiadanych przeze mnie informacji, nadzorujący sprawę Podsekretarz Stanu, p. Janusz Michalski odmówił zaproszenia dyr. K. Piotrowskiego bez uzasadnienia swego stanowiska i próby porozumienia się ze mną. Krok ten uważam za bezzasadny
i szkodliwy. Stocznia Szczecińska, jako jedyna z polskich stoczni skutecznie przeprowadziła postępowanie układowe w warunkach zagrożenia upadłością ( w br. kończy spłatę rat),
a także samodzielnie wydźwignęła się z zapaści lat 1990-91 do pozycji krajowego
i światowego lidera w budownictwie okrętowym.
Ponieważ swym stanowiskiem p. Minister J. Michalski kwestionuje autorytet FORUM OKRĘTOWEGO, jako partnera administracji w sprawach przemysłu okrętowego oraz mnie, jako prezesa tej organizacji, czuję się zmuszony odmówić udziału w dzisiejszym zebraniu.
Z przykrością stwierdzam, że incydent ten odbieram, jako przejaw nowej arogancji administracji w stosunku do dobrej woli i chęci skorzystania z rad najlepszych specjalistów
w dziedzinie zarządzania przemysłem okrętowym.
Uwłacza on również mojemu poczuciu wzajemnego szacunku partnerów i form, które powinny towarzyszyć ich kontaktom.
Z wyrazami szacunku
J. W. Doerffer, Prezes związku Pracodawców FORUM OKRĘTOWE”

“Pani Thatcher dowiedziała się, że przed paru dniami rząd PRL podjął decyzję o likwidacji stoczni. Stwierdziła wówczas, że u nich likwiduje się stocznie w wyniku braku kontraktów
i pracy, a tutaj po raz pierwszy spotyka się z likwidacją stoczni pracującej pełną parą.”

“Niemcy przyznali się, że nie wytrzymują konkurencji koreańskiej i chcą u nas szukać pomocy. Odbudowali i zmodernizowali stocznie we wschodnich landach (w byłym NRD). Ale brak im fachowców, (...) chcą nas prosić o współpracę.”

Profesor Jerzy Doerffer, będąc Przewodniczącym Rady Nadzorczej Stoczni Gdańskiej w roku 1993, o poruszanej umowie, Lewandowski - Płażyński napisał tak “Rada nie była zapraszana na ważne posiedzenia czy spotkania w sprawie Stoczni Gdańskiej S.A.
z Prezydentem RP, czy też z przedstawicielami Rządu. Stan ten dawał przekonanie Zarządowi, że Rada Nadzorcza jest organem zbędnym, których postanowień nie trzeba spełniać.” Rada nadzorcza nie była informowana o ważnych spotkaniach, gdyż decyzje w sprawie Stoczni zapadały na szczeblu ministerialno-prezydenckim, o czym dobitnie w swoich pismach świadczył profesor. Dalej, napisał on tak “W dniu 17 listopada odbyło się Walne Zgromadzenie Spółki Stocznia Gdańska S.A., o którym Rada nie była zawiadomiona, lecz Radę na tym zgromadzeniu samozwańczo reprezentował członek Rady, Zbigniew Lis. (...)Na przewodniczącego Zgromadzenia wybrano Macieja Płażyńskiego, (...)reprezentującego Skarb Państwa. Walne Zgromadzenie składające się z pana Wojewody i Zbigniewa Lisa (...)określiło skład Rady Nadzorczej. (...)Walne Zgromadzenie postanowiło dodać sześć nowych paragrafów na temat wydawania, przechowywania, przenoszenia i zmiany akcji. (...)Na tego rodzaju impertynencję, ze strony pana Wojewody zorganizowania Walnego Zgromadzenia w osobach jego i pana Zbigniewa Lisa, nie mogłem się zgodzić. Tak więc, napisałem list do Płażyńskiego, wypominając jemu fakt nie zawiadomienia Rady w ustawowym terminie o zwoływaniu Walnego Zgromadzenia i jednoosobowe wprowadzenie zmian do statutu, które w sposób zasadniczy zmieniały zakres i warunki działania Rady. Doszedłem do przekonania, że chcą pozbyć się mnie, ale dopiero po ogłoszeniu wyników za rok 1993 i po obciążeniu mnie odpowiedzialnością za tak złe wyniki. Stocznia była zarządzana przez grono ludzi niekompetentnych, mających pełne poparcie pana Wałęsy i znajdowała się na drodze ku niechybnej upadłości.”
Prezes Zarządu Stoczni, Hans Szyc został posłem na Sejm z ramienia BBWR Lecha Wałęsy. Wyraźnie należał zatem do obozu ludzi Prezydenta. Dla przypomnienia, w raporcie NIK, także pan Szyc został ustawiony w gronie winnych dramatycznych zaniedbań i celowych działań na szkodę firmy.
Sam Lewandowski napisał do Rady Nadzorczej tak – “Ponieważ wydanie akcji nie nastąpiło należy przyjąć, iż zawarte umowy stanowiły jedynie zobowiązanie Skarbu Państwa, nadal spółka jest jednoosobową spółką Skarbu Państwa.” Pan Lewandowski nie powinien interpretować prawa, ale winien zająć się wprowadzeniem go w życie. Czy uchylając się od wydania akcji prostym robotnikom, w tamtym newralgicznym dla sprawy okresie, on ich
w zwyczajny, perfidny sposób nie oszukał i nie okradł?

Wreszcie Płażyński wyraźnie zadziałał na szkodę pracowników Stoczni, gdyż reprezentując Skarb Państwa na Walnym Zgromadzeniu Akcjonariuszy, w dniu 17 listopada 1993 roku, usunął ze Statutu Spółki zapisy odnośnie preferencyjnych warunków nabywania praw do akcji przez pracowników.”
Informacje odnośnie działania Płażyńskiego:
„Płażyński skierował, 8 września 1993 roku, pismo do Hansa Szyca, ówczesnego Prezesa Zarządu Stoczni Gdańskiej S.A., a w nim, między innymi, zawarł następujące  “Proszę
o przedłożenie mi oceny bieżącej (...)sposobu poprawy efektywności wykorzystania majątku Stoczni”. Czyżby już wtedy, powstał plan celowego doprowadzenia Stoczni do upadku
i przejęcia jej terenów? Stanowiły one serce zakładu oraz niewątpliwe jego bogactwo. Ponad 170 hektarów ziemi mogło wywierać wrażenie. Znajdują się one w centrum miasta Gdańska, granicząc ze Starówką z jednej strony, drugą granicę wyznacza im morze. Śmiało można rzec, iż dzisiaj, w dobie boomu budowlanego i zapotrzebowania na ziemię, takie tereny mogą być dla firm deweloperskich na wagę złota. A zatem, dlaczego Płażyński już wtedy, w 1993 roku zainteresował się majątkiem Stoczni, zamiast, jako urzędnik państwowy, działać na rzecz jej uzdrowienia? Pytań jest więcej. Płażyński był gwarantem sprawowania ciągłego właściwego nadzoru nad Stocznią Gdańską, pomimo zmiany Rządów. Dlaczego Płażyński był wiarygodny dla każdej ekipy rządowej, jako wdrożyciel programu naprawczego dla Stoczni? Dlaczego Stocznia nie zmieniła kursu, w oparciu o Stanowisko Rządu RP w sprawie polityki państwa dla wzrostu konkurencyjności polskiego przemysłu okrętowego i w kontekście przystąpienia Polski do porozumienia z OECD, co wiązało się z gwarancją Rządu Polskiego, że do końca roku 2001 zasili stocznie polskie kwotą 600 mln USD? Dlaczego Płażyński stał ponad wszystkimi rządami? Dlaczego wszystkie ekipy rządowe realizowały kurs, którego pilnował Płażyński? Z jakiego powodu, umową 03.09.1993 r., przekazano dalszy nadzór nad Stocznią Wojewodzie Gdańskiemu, skoro jest to organ posiadający zdecydowanie
o wiele mniejsze uprawnienia i możliwości aniżeli ministerstwo? Czym to było uzasadnione, skoro potwierdziło się, że – „Z perspektywy czasu te działania nie dały pożądanych efektów” ? Czy Płażyński został Marszałkiem Sejmu w celu wypełnienia swojej misji nadzoru nad Stocznią, jako „mąż zaufania w kontaktach z administracją rządową” i czyżby polegała ona na tym, że jako Marszałek Sejmu przyjął wniosek Komisji Odpowiedzialności Konstytucyjnej w sprawie Rakowskiego dnia 20.10.1998 r. i przetrzymał go ponad rok czasu, gdyż termin debaty sejmowej nad nim wyznaczył dopiero na dzień 06.01.2000 r. w porach nocnych a głosowanie na dzień 20.01.2000 r., kiedy 03.12.1998 r. podpisano umowę rozporządzającą sprzedaży Stoczni Gdańskiej a 04.01.2000 r. Skarb Państwa wyraził zgodę na przejęcie terenów Stoczni Gdańskiej przez podmioty zagraniczne? Czyżby to był tylko nieoczekiwany zbieg okoliczności czy właściwe wypełnienie misji?

Ten zakład wyraźnie komuś przeszkadzał. Z jednej strony, posiadał bogactwo
w postaci swoich terenów, które w ostatnim akcie dramatu i tak wyrwano, mało tego, tymi terenami spłacono kupno Stoczni, ale z drugiej strony dla robotników ten zakład stwarzał jedyną szansę wyartykułowania swoich racji poprzez strajki, co a dla elit władzy stanowiło nieustanne zagrożenie. Gdy dzisiaj popatrzymy na rzeczywistość z perspektywy potencjalnego strajku, to zauważymy, iż tak na prawdę nie ma już w Polsce takiej skonsolidowanej siły robotniczej, nie ma w zasadzie takiego zakładu, z którego mogłoby wyjść jednorazowo na ulice 12 tys. protestujących robotników i siłą swojego strajkowego przekazu zmieść rządzących z posad władzy.
Stocznię, siłą głosów Skarbu Państwa na Walnym Zgromadzeniu Akcjonariuszy Stoczni Gdańskiej S.A., w dniu 08 czerwca 1996 roku, przez podjęcie uchwały nr 6, postawiono
w stan upadłości. Skarb Państwa posiadający większościowy pakiet akcji dyktował zgromadzonym warunki. Reprezentowany był przez pana Jacka Skarbka,
a ten otrzymał pełnomocnictwo od Macieja Płażyńskiego, któremu znów, pełnomocnictwo wystawił wcześniej Janusz Lewandowski, o czym napisano w podrozdziale 3.4. tejże pracy. Gdyby w stan upadłości stawiano sklep warzywny należący do Skarbu Państwa, to wtedy nie dziwiłoby wystawienie pełnomocnictw przez wysokich urzędników państwowych, ale
w sytuacji gdy ma dojść do upadku największej i najgłośniejszej polskiej firmy, wysoce podejrzanym musi być ciąg prawnych wybiegów urzędniczych. Dlaczego, Kaczmarek czy Płażyński osobiście nie pofatygował się na dokonanie morderczego głosowania? Czyżby panowie obawiali się ukazać stoczniowym masom swoich prawdziwych twarzy? Dlaczego Płażyński przekazał pełnomocnictwo Skarbkowi do udzielenia, którego nie miał prawa?
“Zwyczajne Walne Zgromadzenie Akcjonariuszy mając na względzie brak źródeł pokrycia nierozliczonego ujemnego wyniku finansowego nie widzi możliwości kontynuowania działalności Spółki” – tak brzmi uchwała nr 6 zgromadzenia, za taką uchwałą głosował pan Jacek Skarbek, reprezentant Macieja Płażyńskiego. Tak więc, była to wola „kolesi”, którzy przez ostatnie lata celowo zaniedbywali ekonomiczne podstawy zarządzania.
Przed Uchwałą nr 6 podjęto Uchwałę nr 5 o brzmieniu – “Zwyczajne Walne Zgromadzenie Akcjonariuszy uchwala pokryć stratę roku 1995 w wysokości 89.183.008,27 złotych kapitałem zapasowym, którego wartość na dzień 31 grudnia 1995 roku wynosi 28.156.402,21 złotych, a pozostałą kwotę strat w wysokości 61.026.606,06 złotych poprzez podniesienie kapitału akcyjnego o kwotę jak wyżej.” Skarb Państwa nie brał udziału w tym głosowaniu, Jacek Skarbek tłumaczył ten fakt, iż zgodnie z udzielonymi pełnomocnictwami nie jest on uprawniony do głosowań w sprawach zmian dotyczących podnoszenia kapitału spółki. W tak ważnej uchwale, chwilowo ratującej zakład, zabrakło osoby kompetentnej
z Ministerstwa Skarbu Państwa. To wszystko wygląda niestety na działania celowe, wcześniej przedyskutowane, strategicznie ułożone i konsekwentnie w życie wprowadzone. W tej sytuacji, kiedy przeszła uchwała nr 5, Skarb Państwa mógł tylko bezprawnie wprowadzić uchwałę nr 6.
Następnie wypadki potoczyły się szybko, sprawnie, a państwowy aparat wykazał całą swoją bezduszną moc. Szeregiem postanowień sądowych wprowadzono upadłość
w życie. Wyznaczono syndyka, a ten przeszedł do natychmiastowego działania. Sprawny medialnie, doskonale pasujący do roli kata. (okoliczności wyłonienia przez Sąd syndyka wskazują na działanie na rozkaz, a nie działanie wynikające z powołania przez Sąd syndyka)
Po drodze zdarzył się wypadek. Niezawisły Sąd Rzeczypospolitej Polskiej wydał prawomocny wyrok , wyrok który najchętniej zakopano by, wyrok, który jest,
a jakoby go nie było. Ten fakt należy do niebywałych skandali. Prawomocny wyrok pomija Sąd przy kolejnych postanowieniach dotyczących upadłości. Prawomocny wyrok pomija Syndyk
w prowadzeniu upadłości i sprzedaży Stoczni Gdańskiej.
Wyrok wydał Sąd Wojewódzki w Gdańsku, w dniu 23 lutego 1998 roku. Zapadł on
w Wydziale IX Gospodarczym, pod przewodnictwem Sędzi Sądu Wojewódzkiego pani
M. Idzikiewicz-Ozolin. W sentencji wyroku czytamy  “(...) Po rozpoznaniu w dniu 30 stycznia 1998 r. w Gdańsku sprawy z powództwa Stowarzyszenia Akcjonariatu Pracowniczego Stoczni Gdańskiej S.A. w Gdańsku przeciwko Stoczni Gdańskiej S.A. w upadłości w Gdańsku
o unieważnienie, unieważnia uchwałę nr 6 Walnego Zgromadzenia Akcjonariuszy Stoczni Gdańskiej S.A. w Gdańsku z dnia 6 czerwca 1996 r.”
W uzasadnieniu czytamy - “(...) Przedstawione (...) stanowiska świadczą
o braku odpowiedzialności władz spółki za jej losy i akcjonariuszy. Z zapisów aktu notarialnego też nie wynika, aby władze spółki w jakikolwiek sposób przygotowane były do działania w zakresie działania spółki w upadłości. Takie postępowanie świadczy
o pozbawieniu akcjonariuszy miejsca pracy i majątku jakim były akcje. Należy podkreślić, że Skarb Państwa posiadający większościowy pakiet akcji nie był zainteresowany należytym
i właściwym rozwojem Stoczni, nie reagował na sygnały, że jest źle od co najmniej 1993 r., że może nastąpić utrata majtku. Podjęcie uchwały nr 6 było odbiciem tolerowania bezradności
i bezczynności gdy rzeczywiście zagrożony był byt spółki. Rada Nadzorcza znając bardzo trudną sytuację finansową spółki zatajała posiadane informacje przed akcjonariuszami
i unikała podjęcia jakichkolwiek działań wspólnie z akcjonariuszami. Przedstawiony materiał dowodowy pozwala przyjąć, że zaskarżona uchwała nr 6 została podjęta z naruszeniem dobrych obyczajów kupieckich – godzi w interesy spółki krzywdząc przy tym akcjonariuszy. Bierność i bezwład władz spółki to postępowanie nieetyczne. Brak strategii i nierealizowanie rocznych planów, zgoda na postępujący rozkład Stoczni, to naruszenie dobrych obyczajów kupieckich przez władze spółki. Przyjęcie przez władze Stoczni jedynej “restrukturyzacji” jaką było ogłoszenie upadłości jest działaniem wyrządzającym szkodę nie tylko spółce, ale akcjonariuszom. Utrata akcji i miejsc pracy przez akcjonariuszy to także problem społeczny, a nie tylko ekonomiczny. (...) Godzenie w interesy spółki to także umyślne działanie na szkodę wspólników, a szkoda taka powstała. Świadczy o tym aktualna sytuacja prawna pozwanej. (...) Aktualna sytuacja prawna pozwanej – ogłoszona upadłość, nie może zamykać drogi akcjonariuszom do ustalenia naruszeń przepisów kodeksu handlowego, obowiązków statutowych spółki, a także odpowiedzialności władz spółki za stan prawny zarządzanej spółki.”
I tak, w Wyroku Sądu Najwyższego, z dnia 29 czerwca 2005 roku,1 czytając jego uzasadnienie można odkryć kilka niezmiernie interesujących stwierdzeń. Chociażby takie – “Skarb Państwa zobowiązał się, że do dnia 30 kwietnia 1994 roku wręczy (...) akcje – każdemu w jednym odcinku zbiorowym. Akcje te nigdy nie zostały powodom (stoczniowcom) wręczone. (...) Pozwany Skarb Państwa nie wykazał, że świadczenie spełnił, nie wskazał też istnienia przesłanek, które mogłyby zwolnić go od odpowiedzialności. (...) Szkoda, jaką powodowie ponieśli, wynika z nieuzyskania od Skarbu Państwa korzyści majątkowej
w postaci niewydania im akcji imiennych. (...) Skarb Państwa jako większościowy udziałowiec Stoczni Gdańskiej S.A. rażąco niedbale postępując doprowadził do jej upadłości, co
w konsekwencji doprowadziło do sytuacji, w której akcje utraciły jakakolwiek wartość majątkową.” Po przeczytaniu stwierdzenia w dokumencie sądowym najwyższej rangi, jakim jest wyrok Sądu Najwyższego, że to nikt inny, a tylko i właśnie Skarb Państwa dopuścił się do upadku Stoczni Gdańskiej, możemy wszyscy postawić sobie jedno zasadnicze pytanie, dlaczego winni do dnia dzisiejszego pozostają bezkarni?

Karczmarek powiedział kilka znamiennych słów. Stwierdził, że w zasadzie nadzór administracyjny nad procesem upadłości miał Minister Sprawiedliwości. Mało tego, zobowiązany został do udzielania kwartalnych informacji Radzie Ministrów z przebiegu nadzoru nad sądem. I tutaj stajemy przed najdobitniejszym dowodem w całej sprawie Stoczni. Otóż, jeżeli nadzór właścicielski nad procesem upadłości miał sam Premier Rządu, to dlaczego doszło do wszystkich popełnionych nieprawidłowości? Czy szereg osób, które miałyby zostać oskarżone musiałby się powiększyć o autorów „planu” umowy Lewandowski – Płażyński czyli o: Andrzeja Olechowskiego, Leszka Balcerowicza, Janusza Lewandowskiego?
Miesiąc później, poseł Szumska w Sejmie zgłosiła kolejną Interpelację Poselską
w tej sprawie  “(...) Kiedy pan minister zamierza wprowadzić w życie prawomocny wyrok Sądu, z dnia 23-02-98 (do dzisiaj niezrealizowanego, który unieważnia podstawę upadłości Stoczni Gdańskiej SA), gdzie jest napisane: Skarb państwa posiadający większościowy pakiet akcji nie był zainteresowany należytym i właściwym rozwojem Stoczni, nie reagował na sygnały, że jest źle od co najmniej 1993 r., że może nastąpić utrata majątku”?1 Pani poseł wyraźnie nie była zadowolona z odpowiedzi udzielonej przez Wiesława Kaczmarka na poprzednią interpelację, dlatego w następnej ponowiła nurtujący problem nie zrealizowanego wyroku. W odpowiedzi, Kaczmarek powtórzył dokładnie słowo w słowo to, co wypowiedział w pierwszej odpowiedzi na interpelację. Ani słowem nie wspomniał o wymienionej
w wyroku winie Skarbu Państwa w prowadzonym nadzorze nad Stocznią Gdańską.
Jak widać, prawomocny wyrok dla rządzących był znany, ale był i jest „drzazgą
w oku”. W takich warunkach Stocznia zmierzała ku zaplanowanemu jej przeznaczeniu. Niewygodny podmiot gospodarczy musiał przestać istnieć i żaden wyrok nie może tego faktu już zmienić. Decyzje zapadły na tak wysokim szczeblu władzy, że nic i nikt nie jest w stanie tego wzruszyć, natomiast władza „zmiecie” każdego, kto próbowałby odebrać jej majątek. Władza nie dopuszcza tego, aby ludzie posiadali własność. Władza definiuje kapitalizm, jako posiadanie własności, ale tylko przez siebie.

1 Archiwum Sejmu, Interpelacja nr 1556, z dnia 18.06.2002 r.

„(...) można powiedzieć, że główne media opiniotwórcze, drogą ukrytej perswazji, usiłują narzucić społeczeństwu pewien sposób widzenia rzeczywistości, który bywa nazywany <> (...). Głównym zresztą celem działania tych mediów, główną domeną tego działania nie jest podnoszenie świadomości obywatelskiej czy w ogóle edukowanie, ale po prostu gry polityczne, a zatem wspieranie pewnych grób interesów, które stoją za tymi mediami. (...) Brakuje nam w Polsce mediów ''dla poszukujących'', dla nieprzekonanych ale otwartych, dla wątpiących ale myślących, (...) mediów opiniotwórczych, inspirujących i pokazujących postawę chrześcijańską, czy przekazujących informacje
z chrześcijańskiego punktu widzenia.”1. Innymi słowy “...znacząca przewaga w masowych środkach przekazu... opcji liberalno-lewicowo-laickich”2 blokowała swobodny dostęp katolikom ze Społecznego Komitetu do wyrażenia swoich poglądów. Można w zasadzie pokusić się nawet o takie stwierdzenie: opcja liberalno-laicka wręcz dyskredytowała idee wykupienia Stoczni poprzez całkowite pominięcie w mediach
1Maciej Iłowiecki, op.cit., str. 211,212.
2Ibidem, str. 211

Na przykładzie Komitetu, pośrednio i Stoczni, widać, że szczytne idee przepływu informacji nie zadziałały, a zatem nasuwają się pytania: Dlaczego w mediach zabrakło informacji o tak ważnych rozmowach? Czy tylko zwykła dziennikarska niechęć do tematu Stoczni
i katolickich działaczy powodowała blokowanie informacji? Czy informacje były blokowane celowo, pod wpływem jakiś działań politycznych a może gospodarczych? Czy na powyższe znajdziemy odpowiedź? Na pewno możemy wyciągnąć taki wniosek – etyka, misja, twórczość dziennikarska w tym przypadku legła, mówiąc delikatnie, w gruzach.

Komitet uzyskał od Dyrektora Izby Skarbowej w Gdańsku, Janusza Soszki, zgodę na zawarcie układu z wierzycielami, jednak gdy sprawa czekała tylko na jego podpis, Minister ograniczył udzielone wcześniej Dyrektorowi pełnomocnictwo.1
1Pismo Dyrektora Izby do Prezesa Stoczni, z dnia 11.05.1998 r., w którym czytamy – „Posiadane przeze mnie pełnomocnictwo procesowe zostało ograniczone przez Ministra Finansów pismem z dnia 8 maja
1998 r. znak: DP/W-7/11082236/98.”,

Komitet zorganizował konsorcjum finansowe grupy banków G-12, gdzie
na zarządzającego społecznymi i komercyjnymi środkami pieniężnymi, wybrano Wielkopolski Bank Rolniczy.1 Z listu intencyjnego sporządzonego w Warszawie,
w dniu 28 lipca 1998 r. sygnowanego przez przedstawicieli Wielkopolskiego Banku Rolniczego, Społeczny Komitet Ratowania Stoczni Gdańskiej i Przemysłu Okrętowego reprezentowany przez Przewodniczącego, Bolesława Hutyrę i członka Komitetu Adama Bielę oraz przez reprezentantów Stowarzyszenia “Solidarni ze Stocznią Gdańską” wynika, iż sygnatariusze zobowiązali się do podjęcia współpracy między innymi w takich dziedzinach, jak: „interesy swoich akcjonariuszy, członków oraz kontrahentów
i partnerów, ratowanie Stoczni Gdańskiej i przemysłu okrętowego, czy stworzenie odpowiednich warunków finansowych dla realizacji ewentualnego układu Stoczni Gdańskiej S.A. w upadłości z jej wierzycielami”2. Powyższe cele miano osiągnąć poprzez zorganizowanie wielostronnego konsorcjum kredytowego w wysokości 160 milionów dolarów amerykańskich z zamiarem przeznaczenia go na finansowanie budowy statków
i niezbędne inwestycje rozwojowe. Ewentualne wprowadzenie powyższych zamierzeń
w życie zasadniczo determinował warunek dopuszczenia przez Sędziego Komisarza Sądu Rejonowego w Gdańsku do układu z wierzycielami.
1List Intencyjny Wielkopolskiego Banku Rolniczego, z dnia 28.07.1998 r.
2Ibidem.

W notatce urzędowej Prokuratora Okręgowego w Gdańsku, czytamy –
“W dniu 08 czerwca 1999 r. miała miejsce narada z udziałem: Prokuratora Okręgowego
I. Tomaszewskiego, Zastępcy Prokuratora Okręgowego J. Spyta, Naczelnika
W. Hazuki, R. Palucha Naczelnika Wydziału Śledczego Urzędu Ochrony Państwa – Delegatury w Gdańsku oraz z udziałem prokuratorów z Wydziału Postępowania Sądowego (...) w sprawie złożonego zawiadomienia o przestępstwie związanym ze sprzedażą Stoczni Gdańskiej przez Stowarzyszenie Akcjonariuszy “Arka”.
Prokuratorzy z Wydziału Postępowania Sądowego przedstawili okoliczności związane
z cywilistycznymi wątkami tej sprawy, którymi się zajmowali i jak stwierdzili, na obecnym etapie brak jest podstaw do podejmowania działań zmierzających do uznania
w postępowaniu cywilnym przedmiotowej sprzedaży za nieważną.
Ze strony prok. J. Spyta i mojej, sugerowana była konieczność dokonania analizy sprawy sprzedaży pod kątem cywilistycznym i ewentualne podjęcie działań
w tym zakresie. Nadmieniłem, że istnieją znaczne problemy w sprawie V Ds – 41/971 gdyż brak jest należytej pomocy ze strony UOP-u w prowadzeniu tej sprawy
i powoduje to, że śledztwo prowadzone jest w zasadzie w formie osobistej przeze mnie. Wskazałem na dalej aktualną potrzebę wykonania opinii przez biegłych, konieczność przetłumaczenia. Przydzielenie zaś kolejnej sprawy, o takim stopniu skomplikowania, tak pod względem faktycznym, jak prawnym (już na wstępie sam materiał dowodowy dot. postępowania upadłościowego, który trzeba będzie włączyć i przeanalizować wynosi prawie 40 tomów), spowoduje znaczne obciążenie, uniemożliwiające sprawne wykonanie czynności
w obu tych sprawach – jeżeli nie będzie zapewniona pomoc ze strony UOP-u.
Podjęta została decyzja przez Prokuratora Okręgowego I. Tomaszewskiego
i Naczelnika W. Hazukę, że zawiadomienie Stowarzyszenia “Arka” należy włączyć
do śledztwa V Ds – 20/99 i prowadzić łącznie – postępowanie to mam także prowadzić, zaś Naczelnik UOP-u, R. Paluch zobowiązał się do przejęcia także i tej sprawy
i zapewnienia należytej pomocy przy prowadzeniu obu tych śledztw.”2
1Sprawa dotyczy likwidacji Stoczni Gdańskiej przez M. Rakowskiego, sygn. akt V Ds 41/97, archiwum Prokuratury Okręgowej w Gdańsku.
2Notatka urzędowa, z dnia 08.06.1999r., podpisał Dariusz Popieniuk, Prokurator Prokuratury Okręgowej
w Gdańsku, sygn. akt V Ds 45/03, akta podręczne, karta nr 35, archiwum Prokuratury Okręgowej
w Gdańsku.

Niestety, w mediach, zarówno lokalnych, jak i ogólnopolskich napotkano opór nie do przejścia. Pomimo licznych prób przekazania dziennikarzom, że 08.09.1998 r. nie doszło do sprzedaży Stoczni, wciąż pojawiały się artykuły w stylu: “Kiedy 8 września 1998 r. Ministerstwo Skarbu sprzedało majątek upadłej Stoczni Gdańskiej za 115 mln zł, protestowali niemal wszyscy: pracownicy, związkowcy, politycy. Teraz transakcję chwali nawet Marian Krzaklewski – jeszcze niedawno zdecydowany przeciwnik oddawania kolebki ''S'' sąsiadowi
z Gdyni.”1 Jeszcze w maju 2000 r. w eter szła wciąż ta sama fraza, że Stocznię sprzedano we wrześniu 1998 r.
1Gazeta Wyborcza, z dnia 28.11.1999 r., artykuł pt. “Cud w kolebce?”, http://http.gazeta.pl/Prenumerata-demo/Iso/Wyborcza/Gospodarka.

Działacze “Arki” usiłowali naświetlić problem Prokuraturze Gdańskiej.
Oto relacja jednego ze spotkań i przykład rozmów, jakie prowadzono ze strażnikami porządku prawnego1:
• Marian: “Przyszliśmy tutaj, jako akcjonariusze Stoczni Gdańskiej i współwłaściciele zakładu (...) do Pana, jako “ojca prawa”, w sprawie zaprzestania rozgrabywania naszego majątku(...) i wyjaśnienia niektórych spraw.”
• Prokurator: “ (...) Ja za ducha świętego nie robię. Prokurator nie jest
od gospodarowania majątkiem państwowym. Prokurator jest od zbierania śmieci na ulicy, trupów, wypadków drogowych, a nie rządzenia gospodarką.”
• Kazimierz: “Jeżeli są przestępstwa(...)?”
• Prokurator: “(...)Jak są przestępstwa, to my na pewno będziemy je ścigać, a jak ich nie ma, to nie będziemy ich ścigać. Po to Państwo ustanowiło Prokuraturę, aby przestępców ścigać.”
• Kazimierz: “Tu jest przestępstwo gospodarcze(...).”
• Prokurator: “(...)Jesteśmy zbyt mali, żeby ten problem szybko rozstrzygnąć. Musimy uzbroić się w biegłych, (...)przesłuchiwać ludzi najwyższych szczebli władzy, obecnych Marszałków Sejmu, Ministrów byłych i obecnych(...), to nie jest takie proste(...). Możemy jedynie podnosić, jak należałoby zrobić, by wierzyciele, m.in. wy, mieli z tego, jak najwięcej. Ja nie mogę decydować za Rząd, że podjął błędną decyzję sprzedając Stocznię. To nie moje zajęcie. Ja nie mogę się mieszać w kwestie, czy słusznie postępowano, czy dobrze sprzedano, czy przypadkiem nie za tanio. (...) Takie zarzuty to się konsultuje ze swoją górą. Ja nie mogę powiedzieć nagle, że gdański prokurator będzie taki odważny, że rozpierdzieli pół kraju – bo przecież Stocznia, to nie jest tylko jeden zakład, to są dziesiątki zakładów począwszy od Szlanty a skończywszy na kooperantach. Nie będę taki mądry i się mieszał do tego. Patrzy na to cały świat. Ja mogę tylko ewentualnie, że syndyk i ktoś tam, zbyt tanio to zrobił, to ja mogę ścigać.”
• Ferdynand: “Tereny przejęła spółka nie mająca nic wspólnego z Gdańskim Pomorzem.”
• Prokurator: “Minister Wąsacz wyraził na to zgodę.”
• Ferdynand: “To przyprawia o ból głowy. gdzie jest prawo?
• Marian: “Zrozumiałem jedno: traktuje się nas, jak stado baranów, a my mamy święte prawo obrony, jako akcjonariusze i jako ci, co odbudowywali tę Stocznię. My nie popuścimy, żeby dzieci Pana Szlanty miały moje akcje, a nie moje dzieci
i moje wnuki. Wszedłem drugi raz na barykadę. Pierwszy raz, na Bramę Stoczni, kiedy ją czołgiem rozwalali w grudniu 1981 r. – wtedy Pan Bóg jakoś uratował
i będę żył do samej śmierci. Dzisiaj, w tym Stowarzyszeniu, to druga barykada. Zaznaczam Panu, że oprócz mnie, jest 7.605 akcjonariuszy i 4.500 tych, którzy nie dostali akcji. Jestem przekonany, że tych 12.000 ludzi, wcześniej czy później, dojdzie sprawiedliwości dla siebie.”
Sądząc po użytych sformułowania typu – “Ja za ducha świętego nie robię – Ja nie mogę decydować za Rząd, że podjął błędną decyzję sprzedając Stocznię. To nie moje zajęcie – Ja nie mogę powiedzieć nagle, że gdański prokurator będzie taki odważny, że rozpierdzieli pół kraju – bo przecież Stocznia, to nie jest tylko jeden zakład, to są dziesiątki zakładów, począwszy od Szlanty a skończywszy na kooperantach. Nie będę taki mądry i się mieszał do tego.” – na zaangażowanych stoczniowców z “Arki” patrzono
z dystansem i “z przymrużeniem oka”, jak na wichrzycieli i mącicieli spokoju, jak na zwolenników spiskowej teorii dziejów.
30.06.2000 r., Sąd Rejonowy w Gdańsku, swoim Postanowieniem,2 upoważnił Zarząd Stowarzyszenia „ARKA”, w terminie 30 dni od daty otrzymania tego postanowienia, do zwołania Nadzwyczajnego Zgromadzenia Akcjonariuszy Stoczni Gdańskiej S.A. Czasu było bardzo mało, jak na tak duże i ważne przedsięwzięcie, zważywszy na „moce przerobowe”
i możliwości finansowe członków „ARKI”.
(Pierwszy raz Zarząd Synergii’99, kiedy dowiedział się, że „ARKA” ma zgodę na Walne stoczni , zaproponowała rozmowy a Hutyra skwitował, krótko – „ze złodziejami nie będziemy rozmawiać!”)
Datę walnego zgromadzenia wyznaczono na 26.08.2000 r. Rozpoczęła się gonitwa
z czasem. Wydawało się jednak, że wszystko uda się ogarnąć. 26.07.2000 r. była zgoda Urzędu Miasta w Gdańsku na miejsce lokalowe w stołówce stoczniowej. Do 7 605 akcjonariuszy wysłano zaproszenie listowne do udziału w zgromadzeniu. Zaadresowanie, wsad takiej korespondencji i zgromadzenie środków finansowych na same znaczki świadczy o skali przedsięwzięcia, z którym przyszło się “Arce” zmierzyć.
Nieoczekiwanie, w drugim tygodniu sierpnia 2000 r., Stowarzyszenie otrzymało informację, że Miasto cofnęło zgodę na lokal, w którym miało się odbyć Walne Zgromadzenie, uzasadniając swoją decyzję tym, że budynek przestał spełniać wymogi użyteczności publicznej. Sytuacja skomplikowała się niezmiernie. Trudność polegała na tym, że miejsce odbycia zgromadzenia musiało się zgadzać z informacją zawartą
w Monitorze Sądowym i Gospodarczym, nie mówiąc o tym, że rozesłano również informację do akcjonariuszy, w której wskazano adres: ul. Doki 1. Nie było innej rady, jak zorganizować namioty i przygotować się organizacyjnie do przyjęcia kilku tysięcy ludzi
w warunkach plenerowych.
“''Arce'' z trudem udało się zebrać potrzebne fundusze i zyskać zgodę sądu
na zwołanie Walnego Zgromadzenia. Rozesłano prawie 8 tys. listów. ''ARKA'' otrzymała także w lipcu zgodę z Urzędu Miasta Gdańska na przeprowadzenie WZA
w starej stołówce przy ul. Doki 1. Niestety, wiceprezydent Gdańska, Ewa Sienkiewicz, zasłaniając się wymogami bezpieczeństwa przeciwpożarowego, cofnęła zgodę tydzień temu(...)”.3
Zastanawiające jest uzasadnienie Postanowienia Prokuratury w Gdańsku
o odmowie wszczęcia śledztwa w tej sprawie, w którym czytamy: “Urząd Miasta Gdańska wydał zgodę na korzystanie ze stołówki a następnie podjął czynności kontrolne właściwych służb, w tym ochrony przeciwpożarowej, które potwierdziłyby, że budynek po zaprzestaniu eksploatacji przestał spełniać wymogi użyteczności publicznej”.4 Co za przedziwna logika kolejności wykonanych czynności: zamiast przeprowadzić czynności kontrolne przed wydaniem zgody, to zgoda ta była podstawą czynności kontrolnych. Żeby tego było mało, to zgoda ta była podstawą “czynności, które potwierdziłyby...”. Tak więc, Urząd Miasta szukał takich czynności kontrolnych, które potwierdziłyby zasadność cofnięcia zgody i Prokuratura uznała to, za okoliczności niewzbudzające żadnych podejrzeń.
Pięknie tę kwestię uzupełnia pismo Mariana Krzaklewskiego, Przewodniczącego Komisji Krajowej NSZZ „Solidarność”, z dnia 24.08.2000r., przesłane faksem do “Arki”,
w dniu 25.08.2000 r. o godz. 7.16, tj. w przeddzień mającego się odbyć zgromadzenia: „Najkorzystniej byłoby, abyście Państwo wspólnie z Ministerstwem uzgodnili miejsce odbycia zgromadzenia.”5 Skąd taka nieoczekiwana propozycja Mariana Krzaklewskiego – Ministerstwo Skarbu Państwa na zaproszenie do udziału w Zgromadzeniu nie zareagowało zakwestionowaniem miejsca? Był to jakiś wyraźny sygnał, ale czego?
Wszystko stało się jasne, kiedy w trakcie trwania Walnego Zgromadzenia,
w dniu 26.08.2000 r., przedstawiciel Ministerstwa złożył wniosek, że miejsce odbywania tegoż zebrania jest nieprawne. Kpt. B. Hutyra postawił pytanie przewodniczącemu zgromadzenia i pani notariusz: “Czy ten wniosek Ministra Skarbu jest zgodny
z prawem?”6 Przewodniczący odpowiedział: “Ja uważam, że jeżeli chodzi o względy formalne związane z miejscem, zostały zachowane, (...) ale muszę poddać wniosek pod głosowanie”.7 Obecni na zebraniu akcjonariusze fizyczni byli rozgoryczeni:
• “Hańba! Złodzieje! Ministerstwo likwidacji państwa!”8
• “My Akcjonariusze, w 40 % współwłaściciele tego zakładu, nie pozwolimy,
aby Skarb Państwa nami manipulował!”9
• “Miejsce się zgadza, zgadzają się listy – pani notariusz to potwierdziła. W związku
z powyższym, pytam Ministerstwo Skarbu, na jakiej podstawie, jakiego kodeksu wnoszą państwo, żebyśmy zmienili miejsce? Czy mamy za dużo pieniędzy wspólnie razem?10
• Ania Walentynowicz, ''ikona'' sierpnia 1980 r. i wolnych związków zawodowych, wykrzyczała: “Czy Skarb Państwa nie wiedział, że dzisiaj będzie to zgromadzenie? Czy Urząd Miejski nie wiedział, że Akcjonariusze to są ludzie, którzy tę Stocznię odbudowali, wyposażyli? A dzisiaj nas wyrzucono, jak wyciśniętą cytrynę!”11
• Kpt. Bolesław Hutyra grzmiał przez tubę mikrofonu: “Skarb Państwa wymanewrował was sprzedając Stocznię! Jeżeli wniosek zostanie poddany pod głosowanie, to zostaniemy zgwałceni przez Ministra Skarbu! 12
Pomimo sprzeciwu akcjonariuszy, “siłą narzucony przez Skarb Państwa wniosek formalny, który nie był ujęty w porządku obrad, został przegłosowany głosami Skarbu Państwa.
W wyniku tego, obrady Walnego Zgromadzenia zostały przerwane do 16.09.2000 r.
Na Walnym Zgromadzeniu miało zostać poruszonych kilka zagadnień dotyczących losów Stoczni Gdańskiej, m.in. sprawa podjęcia działań zmierzających do egzekucji prawomocnego wyroku Sądu Wojewódzkiego w Gdańsku, z dnia 23.02.1998 r., który wskazywał że Skarb Państwa działał na szkodę Stoczni i wspólników oraz unieważniał uchwałę nr 6 Walnego Zgromadzenia Akcjonariuszy, będącą podstawą wniosku Zarządu Stoczni o upadłość zakładu.”13
Dwa dni później lokalna prasa Wybrzeża pisała:
“Przygotowywane od wielu miesięcy Nadzwyczajne Walne Zgromadzenie Akcjonariuszy Stoczni Gdańskiej S.A., na wniosek Ministerstwa Skarbu, właściciela 60% akcji, zostało przerwane po kilku minutach.(...) Następne spotkanie ma się odbyć w hali Miejskiego Ośrodka Sportu przy ul. Kołobrzeskiej.”14
“Serwisy ogólnopolskie sprawę taktownie pominęły, jedynie ''Panorama'' Trójki pokazała
w piątek perypetie akcjonariuszy Stoczni Gdańskiej, nie tych od Szlanty, tylko tych dawnych. Dziś, tym akcjom odmawia się wartości, choć być może kancelaria adwokacka, typu tych
z powieści Grishama, potrafiłaby wygrać proces akcjonariuszy pozornie uwłaszczonych przeciw uwłaszczonym realnie.
Co mnie jednak zwyczajnie, po obywatelsku bulwersuje, to, to, że odmawia się byłym, czy też tylko formalnym akcjonariuszom, prawa do odbycia Walnego Zgromadzenia na terenie Stoczni. Urzędnicy Skarbu Państwa mówią, że miejsce jest niezgodne z ogłoszeniem w Monitorze Sądowym i Gospodarczym, akcjonariusze – że to wstyd i hańba. Tym bardziej, że najpierw mieli zgodę na wybrane miejsce, a cofnięto ją prawie w ostatniej minucie.
We względy BHP, to i ja nie wierzę. Myślę, że ktoś przestraszył się i pod byle pozorem nie chce wpuścić na teren Stoczni 1500 zawiedzionych i rozgoryczonych ludzi.
W przeddzień 20 rocznicy powstania ''Solidarności'' odżywają wspomnienia
dni determinacji i godności. Czy trzeba, by odżyły te wspomnienia krętactwa
i arogancji ówczesnej władzy i narzucały porównania z władzą dzisiejszą, tą
z Solidarnościowego pnia?”15
W świetle wypowiedzi Dyrektora Wydziału Geodezji Urzędu Miejskiego
w Gdańsku, Ministerstwo Skarbu nie miało żadnych podstaw prawnych
do zakwestionowania miejsca odbywania Walnego Zgromadzenia Akcjonariuszy
i przerwania obrad: “ Plac, na którym odbywało się Walne Zgromadzenie Akcjonariuszy Stoczni Gdańskiej S.A. wchodzi w skład dwóch działek ewidencyjnych operatu ewidencji gruntów Urzędu Miejskiego w Gdańsku. Stanowią one własność Skarbu Państwa. Użytkownikiem wieczystym jest Synergia'99 – spółka z o.o. Zarówno w operacie ewidencji gruntów Miasta Gdańska, jak i w księdze wieczystej, położenie tego terenu przypisane jest byłej Stoczni Gdańskiej S.A.”16
Po jednej z konferencji prasowych Stowarzyszenia „ARKA” autor zapytał
kpt. ż.w. Bolesława Hutyrę, dlaczego nie ujawni mediom wszystkiego, co wie na temat Stoczni? W odpowiedzi usłyszał – „Gdybym od razu ujawnił wszystko, co wiem, to by mnie zabili!”
Na konferencji prasowej, w dniu 14.09.2000 r., Sekretarz Stowarzyszenia „ARKA”, kpt. Bolesław Hutyra powiedział – “Przedstawimy ministrowi protest przeciwko działaniom, które podjął jego przedstawiciel zrywając ostatnie walne zgromadzenie”17 i już bez żadnych ogródek przedstawił cztery nazwiska osób winnych obecnej sytuacji Stoczni Gdańskiej: Janusza Lewandowskiego, Leszka Balcerowicza, Macieja Płażyńskiego i Mariana Krzaklewskiego.18
Następnego dnia, 15.09.2000 r., kpt. ż.w. Boleslaw Hutyra już nie żył.
Zginął w wypadku samochodowym pod Nidzicą, razem z Marianem Moćko
i Andrzejem Bugajskim, działaczami społecznymi “Arki”.
Pomimo tej tragedii, zaplanowane na dzień 16.09.2000 r., Walne Zgromadzenie Akcjonariuszy Stoczni Gdańskiej S.A. odbyło się. Jego Przewodniczącym był adwokat, Roman Giertych.19 Gospodarzem Walnego był Prezes Stowarzyszenia “ARKA”, Jan Koziatek, który w ostatniej chwili wymówił się od wyjazdu do Warszawy z Hutyrą, ku zdumieniu członków Stowarzyszenia.20 Tego dnia, żaden urzędnik ministerialny nie reprezentował Skarbu Państwa. A prasa już 28.08.2000 r. pisała: “Arka ma szansę przeforsować te uchwały 16 września, tylko w jednym wypadku: jeżeli przedstawiciele ministerstwa nie dotrą na zgromadzenie.”21 Było więc tak, że akcjonariusz większości udziałów spółki nie przybył na zebranie – “(...) W takiej sytuacji głosy ''Arki'' wystarczyły, aby przegłosować wszystkie uchwały”.22 Tak więc, Arka posiadała wszelkie instrumenty do tego, aby przejąć większościowy pakiet akcji przez akcjonariuszy fizycznych, wybrać Zarząd i Radę Nadzorczą, a co za tym idzie, mieć realny wpływ na losy Stoczni. Stało się jednak inaczej. Uchwała o przydzieleniu emerytom, rencistom i pracownikom Stoczni Gdańskiej 15% akcji z puli Skarbu Państwa, wynikająca z Ustawy o Komercjalizacji Prywatyzacji Przedsiębiorstw Państwowych, została przedstawiona i przegłosowana a w akcie notarialnym jest informacja, że uchwały nie przedstawiono do głosowania.23 Zastanawia to, tym bardziej, że 13.09.2000 r., jeszcze z udziałem kpt. Bolesława Hutyry, odbyło się zebranie najwyższej władzy Stowarzyszenia “ARKA”, czyli Walnego Zebrania Członków24 i tam zatwierdzono wszystkie projekty uchwał, które mają być przedmiotem obrad Walnego Zgromadzenia Akcjonariuszy Stoczni Gdańskiej S.A. w dniu 16.09.2000 r. To właśnie w sprawie 15% akcji kpt. Hutyra jechał do Warszawy dzień przed Walnym, a z tego wyjazdu wycofał się nieoczekiwanie, pomimo zaprotokołowanych ustaleń, Jan Koziatek. Te 15% akcji dawałoby akcjonariuszom większościowy pakiet akcji, czyli 55% (40% + 15%). Nasuwa się natrętne pytanie: dlaczego Prezes “Arki”, współtowarzysz internowania kpt. Hutyry ze Strzebielinka, pominął tak strategiczną dla Stowarzyszenia “ARKA” i Stoczni Gdańskiej, przygotowaną i zatwierdzoną przez Nadzwyczajne Zebranie Członków Stowarzyszenia “ARKA”, uchwałę, mając całkowitą władzę nad przebiegiem Walnego Zgromadzenia Akcjonariuszy Stoczni Gdańskiej S.A.?25
W marcu 2004 roku ruszyły pozwy o wypłatę odszkodowań za nie wydanie akcji Stoczni Gdańskiej jej akcjonariuszom.26 Akcję zorganizowała “Solidarność” Stoczni Gdańskiej
i Stowarzyszenie “ARKA” pod wodzą Jana Koziatka, jej samozwańczego Prezesa.27 Wartość wypłacanych odszkodowań wahała się średnio w granicach dwóch do trzech tysięcy złotych, czyli 1 złotówkę za akcję.28 A za same tereny Stoczni “krzyczy się” dzisiaj 2 miliardy dolarów. Liderzy “Solidarności” o odszkodowania za akcje nie wystąpili, tłumacząc to tym, że musieliby zapłacić podatek VAT.29
Już w roku 1999, Minister Skarbu Państwa, Emil Wąsacz pisał do Marszałka Sejmu, Macieja Płażyńskiego: ”W związku z ogłoszeniem upadłości Stoczni, wszyscy akcjonariusze utracili swoje prawa majątkowe, wynikające z posiadania akcji. Skarb Państwa prowadzi analizę możliwości stworzenia mechanizmu, który pomógłby, choć w części, zrekompensować to, co akcjonariusze pracownicy utracili. Rozpoczęto procedurę związaną z wyborem firmy doradczej, która wykona określoną ekspertyzę. Niemniej MSP chętnie zapozna się
z dodatkowymi argumentami, które przybliżyłyby taką koncepcję i liczy na dobrą współpracę.”30 Najwyraźniej Minister Skarbu miał problem z akcjami. Skąd ta troska Ministra o akcjonariuszy upadłej firmy? Nie leżało to przecież nigdy w jego kompetencjach. Czyżby obawiał się czegoś, w związku z wydaniem zgody na przekazanie terenów Stoczni Gdańskiej, tj. “na przeniesienie na kupującego prawa użytkowania wieczystego gruntów położonych
w granicach portu morskiego w Gdańsku oraz własności budynków stanowiących odrębny od gruntów przedmiot własności”?31 Wiadomym się stało, że grunty te posłużyły kupującemu, czyli Trójmiejskiej Korporacji Stoczniowej, do spłaty kredytu na kupno Stoczni.32 Czy Minister zainicjował pomysł odszkodowań dla akcjonariuszy, uprzedzając ich ewentualne roszczenia do nowego właściciela Stoczni i jej terenów? Czy spłacając akcjonariuszy publicznymi pieniędzmi dopłacał do transakcji sprzedaży temu, kto nabył Stocznię? Czy poprzez usatysfakcjonowanie akcjonariuszy fizycznych odszkodowaniami za nie wydanie im akcji, otwierał drogę do całkowitej sprzedaży Stoczni?
Stocznia Gdańska, według prawomocnego wyroku Sądu Okręgowego
w Gdańsku33 w dalszym ciągu jest w stanie upadłości, pomimo jej sprzedaży – “na skutek tej umowy na nabywcę nie przeszło (...) całe przedsiębiorstwo stoczniowe, a jedynie jego część, w postaci prawa użytkowania wieczystego gruntów i własności budynków.” 34
Dopóki Syndyk nie przeniesie na nabywcę uprawnień akcjonariuszy, wynikających
z posiadania akcji, dopóty nie zostanie zakończona upadłość Stoczni.35 Ale nic nie wskazuje na to, żeby nowy właściciel Stoczni chciał się dzielić z akcjonariuszami fizycznymi nabytym majątkiem, pomimo tego, że ich święte prawo własności akcji, na podstawie zawartej
z organem rządowym imiennej umowy36 i wynikające z tego prawo dziedziczenia,37 podlega ochronie prawnej38 na mocy Konstytucji RP.39 “Zgodnie z art. 55¹ kc, przedsiębiorstwo, to zorganizowany zespół składników materialnych i niematerialnych przeznaczonych do prowadzenia działalności gospodarczej. Dalej, ustawodawca określa w szczególności, jakie składniki wchodzą w skład przedsiębiorstwa. Nie jest to wyliczenie wyczerpujące, gdyż norma tego artykułu mówi o wszystkich składnikach służących do prowadzenia działalności gospodarczej. Niewątpliwie, składnikiem przedsiębiorstwa działającym w formie spółki akcyjnej, jak to jest w przypadku upadłego Stoczni Gdańskiej S.A., są prawa wynikające
z akcji przedsiębiorstwa przysługujące akcjonariuszom. Są to uprawnienia, zarówno majątkowe, dotyczące uprawnień do uczestniczenia w zyskach i stratach spółki, jak
i prawa niematerialne w postaci uprawnień korporacyjnych, czyli uczestnictwa
w organach spółki na prawach wynikających z posiadanych akcji. Przyjmując, iż prawa
z akcji są składnikami przedsiębiorstwa, zaś przedsiębiorstwo w znaczeniu przedmiotowym (czyli określone w art. 55¹ kc) może być przedmiotem obrotu cywilnoprawnego jako zorganizowana całość, w tym i sprzedaży, należy uznać, że umowa mająca za przedmiot przedsiębiorstwo spółki akcyjnej, obejmuje także uprawnienia
z akcji. Tak ujęte przedsiębiorstwo, może być przedmiotem umowy sprzedaży w toku postępowania upadłościowego, w rozumieniu art. 113 par. 1 tego prawa. Zatem, syndyk sprzedając w imieniu upadłego przedsiębiorstwo dokonuje jego sprzedaży wraz
z wszelkimi prawami na rzecz osób trzecich, w tym i akcjonariuszy spółki. Na mocy tej umowy, akcjonariusze upadłego stają się akcjonariuszami podmiotu nabywającego. Mają zatem, roszczenie o wydanie im akcji w tym nowym przedsiębiorstwie. Odnosząc to do interesu prawnego powodów, to ich sytuacja, jako akcjonariuszy, się nie zmienia, gdyż poprzez zawarcie umowy sprzedaży przedsiębiorstwa nie następuje utrata uprawnień akcjonariuszy w żadnym z obszarów wynikających z posiadania akcji. Zatem, skoro uprawnienia akcjonariuszy nie zostają naruszone nie może być mowy o zagrożeniu ich uprawnień.”40
Czy więc, działania odszkodowawcze podjęte przez Ministra nie świadczą
o tym, że reprezentuje on interes nabywcy? Czy obowiązkiem Ministra Skarbu Państwa ma być troska o interes prywatnej spółki, która stała się właścicielem majątku narodowego?
Artykuł 21 Konstytucji RP, z 6 kwietnia 1997 r., mówi wyraźnie – “Rzeczpospolita Polska chroni własność i prawo dziedziczenia. Wywłaszczenie jest dopuszczalne jedynie wówczas, gdy jest dokonywane na cele publiczne i za słusznym odszkodowaniem”.
Czy w takim razie, niezrealizowanie umowy zbycia akcji nie jest bezprawnym działaniem Ministra reprezentującego Skarb Państwa, naruszającym ponadto art. 7 Konstytucji RP, który mówi – “Organy władzy publicznej działają na podstawie i w granicach prawa”?
Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów podaje, że Rząd Polski udzielił pomocy Stoczni Gdańsk, w okresie od 01.05.2004 do 31.07.2008 r., w kwocie ponad
716 milionów zł.41 Był to czas, kiedy jej właścicielami były podmioty prywatne: Stocznia Gdańska Grupa Stoczni Gdynia S.A. oraz Synergia'99. Należy zapytać, jak się to ma do art.2. Konstytucji RP mówiącego – “Rzeczpospolita Polska jest demokratycznym państwem prawnym, urzeczywistniającym zasady sprawiedliwości społecznej”? Minister Finansów dofinansowuje prywatnych właścicieli, a wprowadzenie Stoczni w stan upadłości argumentowano tym, że Skarb Państwa nie pokryje jej długu w kwocie 60 mln zł, a także tym, że sprzedaż przedsiębiorstwa wyeliminuje w przyszłości konieczność dopłacania do Stoczni. Rząd Polski przedkładał kredyt bankowy wzięty na zakup Stoczni przez prywatną firmę nad pieniądze w gotówce oferowane przez społeczeństwo polskie,
w kwocie przewyższającej ten kredyt bankowy. Wydaje się, że takie działania urzędników państwowych gwałcą nie tylko zapisy konstytucyjne, ale zaprzeczają elementarnym prawom ekonomii, logiki, zdrowego rozsądku i instynktu samozachowawczego z punktu widzenia obywatela tego kraju. Skarb Państwa odrzucił ofertę społeczną a dopłaca prywatnym właścicielom, argumentując to tym, że “mieści się to, w od dawna czynionych przez Rząd staraniach zmierzających do konsolidacji polskiego przemysłu budowy statków morskich”.42 Taki oto mamy wynik rządowych starań zmierzających do konsolidacji polskiego przemysłu budowy statków morskich – “Agencja Rozwoju Przemysłu S.A. posiada tylko ok. 16 % akcji Stoczni Gdańskiej a pozostałe ok. 84 % akcji znajduje sie w rękach ukraińskiej firmy ISD Shipyard sp. z o.o.”43 – Proza czy poezja życia, czy też teoria spiskowa dziejów?

Jan Koziatek, podpisujący się bezprawnie jako Prezes Stowarzyszenia “ARKA”, kierował akcjonariuszy do Sądu z pozwem o wydanie pieniędzy, czyli odszkodowań za akcje. Akcjonariusze bezskutecznie próbowali wpłynąć na jego poczynania – ”zobowiązujemy ''ARKĘ'' do działania w kierunku odzyskania akcji Stoczni Gdańskiej”.44 Działania Jana Koziatka doskonale wpisały się w strategię Ministerstwa Skarbu Państwa. Natomiast stały w całkowitej sprzeczności z celami Statutowymi Stowarzyszenia „ARKA” i w jawnej opozycji do działań kpt. Hutyry.
Można zapytać, w oparciu o jakie przesłanki prawne i ekonomiczne Sąd Najwyższy przyznał akcjonariuszom odszkodowania za nie wydane a należne im akcje, po 1 złotych, skoro Stocznia Gdańska była i jest w stanie upadłości i w tej sytuacji wartość tych akcji równa się zero? Czyżby zadziałały tutaj podobne mechanizmy, jak w przypadku Uchwały Sądu Najwyższego, podjętej 20.12.2007 r., w sprawie Zdzisława B, sędziego Sądu Najwyższego
w stanie spoczynku, co do którego złożono wniosek o zezwolenie na pociągnięcie go do odpowiedzialności karnej za przestępstwa z art. 231 par.1 k.k. i art.189 par. 2 k.k. przy zastosowaniu art.11 par.2 k.k. w związku z art. 2 ust.1 Ustawy, z dnia 18.12.1998 r., o Instytucie Pamięci Narodowej – Komisji Ścigania Zbrodni Przeciwko Narodowi Polskiemu?45
Uchwała Sądu Najwyższego oznacza, że IPN nie może postawić zarzutów sędziom za bezprawne, w ocenie IPN, stosowanie dekretu o stanie wojennym.46 Rzecz w tym, że między 12 a 16 grudnia 1981 r., formalnie stanu wojennego w Polsce nie było, bo dekret Rady Państwa o jego wprowadzeniu został ogłoszony i wydrukowany w Dzienniku Ustaw dopiero 17 grudnia 1981 r. Według IPN, sędziowie przez pięć dni bezpodstawnie osądzali
i skazywali opozycję. Uchwała Sądu Najwyższego mówi, że sędziowie stanu wojennego,
w dniach między 12 a 16 grudnia 1981 r., musieli stosować dekret o stanie wojennym,
z dnia 17.12.1981 r., antydatując go na 12.12.1981 r., między innymi dlatego, że nie było wówczas mechanizmu oceny konstytucyjności ustaw.47 Były Szef Pionu Śledczego IPN, prof Witold Kulesza ostro skrytykował uchwałę, bowiem w jego mniemaniu – “zajmuje się ona bezprawiem przeszłości, a owo bezprawie przeszłości zostało odnowione w treści owej uchwały Sądu Najwyższego”.48 Rzecznik Praw Obywatelskich, Jan Kochanowski powiedział: “Wstydzę się, że po 26 latach następuje kontynuacja niezrozumienia tego, czym jest prawo i jaka odpowiedzialność spoczywa na sędzi. Sędzia, który orzekał nie mając prawa w ręku, nawet tego prawa PRL-owskiego, tylko na podstawie powielacza, ten sędzia zaprzeczył istocie swojego powołania, nie tylko zawodu. Ten sędzia nie zasługuje na miano, aby być sędzią! 49
Konstytucja RP, art. 32 mówi: “Wszyscy są wobec prawa równi”.
Czy Sąd Najwyższy, nie czekając na wypełnienie umowy sprzedaży Stoczni Gdańskiej, co do “przeniesienia na nabywcę uprawnień akcjonariuszy wynikających z posiadanych akcji”50 a wypłacając odszkodowania akcjonariuszom, za de facto niezgodne z prawem działania organu władzy publicznej, nie wyszedł naprzeciw zapotrzebowaniom Ministerstwa Skarbu Państwa
i tym samym nie firmuje tego bezprawia?
W tym kontekście znamienny jest cytat prasowy – “Prawo i sądy w służbie silnym przeciwko słabym, lub – jako sposób odbierania obywatelom prawa do krytyki i obrony (...)”. 51
Czy Sąd nie toleruje bezprawia, kiedy pisze: “(...)nadal uprawnienia z akcji przysługują upadłemu(...)”52 i pomimo to, wywodzi rzecz następującą: “Zdaniem Sądu powództwo
w sprawie wydania akcji nie zasługuje na uwzględnienie(...)”53, chociaż, jak pisze “bezspornym jest, iż Skarb Państwa nie wykonał przyjętego
w umowie (...)54 zobowiązania obligującego go do wydania (...) akcji imiennych Stoczni Gdańskiej S.A. w ustalonym terminie, tj. do dnia 30 marca 1994 r.”?55
Sąd w swoim Wyroku, w imieniu Rzeczpospolitej Polskiej, wskazuje, “iż (...) Skarb Państwa mógłby ponieść jedynie odpowiedzialność odszkodowawczą z tytułu niewykonania zobowiązania(...)”56, gdyż w ocenie Sądu “aby zobowiązanie mogło powstać, a następnie zostać wykonane, świadczenie musi być możliwe do spełnienia”57. Czy, w jednym i tym samym wyroku, w imieniu Rzeczpospolitej Polskiej, można twierdzić, że Skarb Państwa “bezspornie nie wykonał (...) zobowiązania obligującego go do wydania (...) akcji imiennych Stoczni Gdańskiej S.A. w ustalonym terminie”
i jednocześnie twierdzić, że takie zobowiązanie nigdy nie powstało? Należy zapytać,
w takim razie, o jakim zobowiązaniu, które nigdy nie powstało Sąd mówi, że jest bezsporne? Czy Sąd pisząc w Wyroku, że świadczenie, aby mogło powstać zobowiązanie, musi być możliwe do spełnienia, nie zdejmuje odpowiedzialności z Ministra Skarbu za podpisaną przez niego umowę, nie tłumaczy winnych i nie czyni siebie rzecznikiem tych, którzy dopuścili się przestępstwa i winni za to podlegać odpowiedzialności karnej?
Jak echo wraca Konstytucja RP, która gwarantuje wszystkim równość wobec prawa i mówi, że “nikt nie może być dyskryminowany w życiu politycznym, społecznym lub gospodarczym z jakiejkolwiek przyczyny”.58
Jakie prawo i jakie sumienie sędziowskie, jaką bezstronność, obiektywizm
i niezależność od układu politycznego miał na myśli Przewodniczący Trybunału Stanu, prof. Adam Strzembosz, mówiąc na spotkaniu z Sejmową Komisją Odpowiedzialności Konstytucyjnej – “Podkreślam bezstronność i swego rodzaju wyalienowanie się Trybunału Stanu od układu politycznego, gdyż jest to organ sądowy, choć o szczególnym charakterze. Wyraża się to, przede wszystkim, w ścisłym powiązaniu z Sejmem.
Nie wiem, czy dojdzie do uruchomienia Trybunału Stanu, (w sprawie Rakowskiego, przypis autora), ale chcę powiedzieć, że jeżeli tak się stanie, to będę się starał o zapewnienie bezstronności i obiektywizmu w działaniu. Chodzi o to, aby Trybunał Stanu działał w oparciu o prawo i sumienie sędziowskie, a nie na zasadzie konkurencji wynikającej z układu politycznego.”59
Czy wyznacznikiem tego prawa, niezawisłości sędziowskiej i sumienia sędziowskiego,
o którym mówił prof. Adam Strzembosz jest następujące postępowanie Sądu względem akcjonariuszy Stoczni Gdańskiej60 – “powodowie zostali zwolnieni
z kosztów sądowych apelacji, której nie ma” – “Postanowienie (...)61 o zwolnieniu
z kosztów sądowych w zakresie wpisu od apelacji dotyczyło apelacji, którą państwo winni byli złożyć (...)?62 W konsekwencji powyższej wirtualnej rzeczywistości – “instytucji ponownej apelacji” i “zwolnienia z tego, czego nie ma”– stworzonej na potrzeby odrzucenia apelacji, Sąd nie mógł “podjąć żadnych czynności procesowych w odniesieniu do apelacji, która nie została wniesiona”63, a którą zwolnił od kosztów sądowych.
Czyżby obawy prof. Strzembosza o wiarygodność Trybunału Stanu brały się
z praktyki orzeczniczej polskich Sądów?
Kpt. B. Hutyra wielokrotnie mówił do dziennikarzy – “Sąd jest pod wpływem polityków”64, mówił też – “Rząd chowa się za Sąd, tj. za młodego sędziego, Dariusza Kardasia”.65
Ministerstwo Sprawiedliwości potwierdza “nadzór administracyjny Rady Ministrów nad postępowaniem upadłościowym Stoczni Gdańskiej S.A., a w szczególności nadzór nad sprawnością postępowania syndyka”.66 W wyniku tego objętego nadzoru, przygotowanie
i realizację tego zadania Rada Ministrów powierzyła Ministrowi Sprawiedliwości. Ten zaś, zlecił sporządzanie sprawozdań kwartalnych Prezesowi Sądu Okręgowego w Gdańsku.
W dniu 28.02.2007 r., Sąd Rejonowy w Gdańsku przy ogłoszeniu wyroku67 uniewinniającego oskarżonych Andrzeja Wiercińskiego, syndyka Stoczni Gdańskiej S.A.
w upadłości oraz Marka Kolasę, notariusza sporządzającego akty notarialne umów sprzedaży Stoczni, w ustnym uzasadnieniu zarzucił Prokuraturze Okręgowej w Gdańsku złe przygotowanie aktu oskarżenia, w którym nie przedstawiono zarzutów osobom nadzorującym syndyka.68
Pomimo, że Stowarzyszenie “ARKA” złożyło do Prokuratury Okręgowej
w Gdańsku “Zawiadomienie o przestępstwie wraz z wnioskiem o wszczęcie postępowania sądowego przeciwko Dariuszowi Kardasiowi, Sędziemu Komisarzowi masy upadłości Stoczni Gdańskiej S.A.”69, w którym zarzucało Sędziemu uwiarygadnianie jego niezawisłością sędziowską ogromnej afery gospodarczej, Prokuratura nie wszczęła śledztwa i nie postawiła zarzutów Sędziemu Komisarzowi.70
“W oczach Prokuratury Okręgowej w Gdańsku, takie fakty, jak:
• sprzedaż Stoczni innemu podmiotowi, niż temu, na którą była wyrażona pisemna jego zgoda,
• zatajenie protokołu wyboru najkorzystniejszej oferty sprzedaży Stoczni,
• działanie na szkodę akcjonariuszy fizycznych Stoczni Gdańskiej, Skarbu Państwa
i wierzycieli Stoczni Gdańskiej przez odrzucenie oferty finansowej Zarządu Stoczni Gdańskiej, z dnia 31.07.1998 r., w wysokości 640 mln PLN,
• brak bilansu finansowego oraz wyceny Stoczni Gdańskiej przed jej sprzedażą,
• sprzedaż środków finansowych Stoczni Gdańskiej w wysokości ok. 43 mln PLN,
• dysponowanie wspólnym kontem bankowym przez syndyka i kupującego,
• zgoda na wzięcie kredytu bankowego, przez kupującego Stocznię Gdańską, pod zastaw terenów Stoczni Gdańskiej i zgoda na spłatę tego kredytu terenami Stoczni Gdańskiej
nie obciążyły Sędziego Komisarza, Dariusza Kardasia, nadzorującego syndyka masy upadłości Stoczni Gdańskiej S.A. i nie skutkowały skierowaniem przeciwko niemu aktu oskarżenia.”71
W dniu 24.07.2001 r., Prokurator Prokuratury Krajowej, pani Kaszczyszyn, wezwała do Warszawy Prokuratora Prokuratury Okręgowej w Gdańsku, Dariusza Popieniuka, prowadzącego śledztwo w sprawie Stoczni Gdańskiej i nakazała: (...) nie kierować wniosku
o zwrot należnych korzyści, na podstawie ustawy o zwrocie nienależnie uzyskanych korzyści kosztem Skarbu Państwa”,72 w wyniku czego, Prokurator Prokuratury Okręgowej w Gdańsku nie skierował pozwu adhezyjnego przeciwko Stoczni Gdańskiej grupa Stoczni Gdynia,
o zapłatę ok. 43 milionów zł zawłaszczonych z kasy Stoczni Gdańskiej, przy transakcji jej zakupu. W notatce prokuratora czytamy dalej – “(...) sprawę należy ponownie zreferować
w Ministerstwie lub nawet na szczeblu Rządu, z uwagi na rozważenie kosztów związanych
z pozwem.”73 Dokumenty zgromadzone w aktach sprawy, ujawniają, że gotowy pozew adhezyjny o zwrot zawłaszczonego mienia, z przystawionymi pieczęciami czekał tylko na podpis Prokuratora Okręgowego.74 Do dzisiaj Prokuratura Okręgowa w Gdańsku nie złożyła pozwu o zwrot do kasy Stoczni Gdańskiej ok. 43 milionów zł ani też nie podjęła innych czynności prawnych w celu ich odzyskania, pomimo że w akcie oskarżenia syndyka
i notariusza wskazywała fakt bezprawnego zagarnięcia 43 mln zł.
Tutaj wyraźnie widać, że Pan Szlanta rządzi Prokuraturą Krajową, gdyż na konferencji prasowej wyraźnie powiedział, że tych pieniędzy nie zapłaci.
Pamiętamy, że Rząd Polski udzielał prywatnym podmiotom: Stoczni Gdańskiej Grupa Stoczni Gdynia S.A. oraz Synergii'99, przez okres 4 lat i trzech miesięcy, pomocy
w kwocie ponad 716 milionów zł.75 Odczuwa się dysonans, kiedy w wytycznych Ministerstwa Sprawiedliwości dla Prokuratury Okręgowej w Gdańsku czytamy – “(...) Ministerstwo
w chwili obecnej nie dysponuje środkami finansowymi na pokrycie kosztów opinii.(...) Należy zmierzać do takiego ukierunkowania postępowania, aby nie zachodziła konieczność powoływania zespołu biegłych.”76 Należy tutaj zaznaczyć, że według prowadzącego sprawę Prokuratora, Dariusza Popieniuka, dla prawidłowego przeprowadzenia śledztwa, ekspertyza biegłych księgowych była niezbędna. Prokurator oparł się na ludziach z księgowości stoczni
i z góry wiadomo było, że sprawę musi umożyć.
Przychodzą w tym miejscu na myśl słowa kpt. Bolesława Hutyry – “Przedstawiciele wierzycieli uprzywilejowanych: Minister Finansów, Minister Pracy
i Polityki Socjalnej, Wojewoda Gdański, Prezes ZUS, Prezydent Miasta Gdańska
w indywidualnych rozmowach opowiedzieli się za układem, z przyczyn ekonomicznych oraz społecznych. Ekonomia układu polega na tym, że przywraca się wartość akcji, które w czasie upadłości są równe zero i przy sprzedaży nigdy wartości nie odzyskają. Będzie to typowa powszechna prywatyzacja. Układ z wierzycielami zapewni równomierne zabezpieczenie wierzytelności oraz pozostawi Stocznię na gospodarczej mapie świata, co jest niewątpliwie bardzo celowe dla naszej narodowej gospodarki. Stocznia Gdańska jest przecież nierozerwalną częścią przemysłu okrętowego. Stocznia, to nie tylko sama Stocznia, to są miejsca pracy dla 40 tys. kooperantów w samym tylko Trójmieście, Stocznia, to również Politechnika, technika i szkoły zawodowe, to polska myśl techniczna.
I pytam się wymienionych ministrów i przedstawicieli władz miejskich: dlaczego nie podejmujecie decyzji w tak żywotnej sprawie dla Stoczni, jaką jest układ
z wierzycielami? Przecież wiemy wszyscy, że każdy dzień stanu upadłości degraduje Stocznię!
Zdumiewa mnie przede wszystkim Wicedyrektor Departamentu Spółek Kapitałowych przy Ministerstwie Skarbu, pełniący zarazem funkcję przewodniczącego Rady Nadzorczej Stoczni Gdańskiej, który polecił Zarządowi Stoczni wnieść do Sądu wniosek o układ z wierzycielami, motywując to względami ekonomicznymi, a teraz robi wszystko, aby Stocznię sprzedać.
Zacytuję tutaj wypowiedź posła Dąbrowskiego, który wprost zapytał stronę rządową :''czy reprezentuje Polski Rząd, czy też obcych mocodawców?''”77

1Relacja spotkania Stowarzyszenia Akcjonariuszy i Obrońców Stoczni Gdańskiej “ARKA” (w składzie: Marian Moćko, Kazimierz Mądry, Ferdynand Gadomski, Marian Koput, Henryk Sobolewski)
z Prokuratorem Prokuratury Okręgowej w Gdańsku, Ireneuszem Tomaszewskim, w dniu 12.04.2000 r., L.dz. 129/Arka/00, akta Prokuratury Okręgowej w Gdańsku, sygn. akt VDs 64/01.
2Postanowienie Sądu Rejonowego w Gdańsku, z dnia 30.06.2000 r., sygn. akt XII Co–14/00, upoważniało Zarząd Stowarzyszenia “ARKA” do zwołania Nadzwyczajnego Zgromadzenia Akcjonariuszy
Stoczni Gdańskiej w Gdańsku.
3Nasz Dziennik, 19-20 sierpnia 2000 r., artykuł Roberta Knapa “Akcjonariusze Stoczni Gdańskiej walczą
o swoje prawa”, str.3.
4Uzasadnienie Postanowienia o odmowie wszczęcia śledztwa Prokuratury Rejonowej w Gdańsku,
z dnia 19.09.2000 r., na złożone zawiadomienie Bolesława Hutyry i Jana Koziatka, członków Stowarzyszenia “ARKA” w sprawie m.in. niedopełnienia obowiązków przez urzędników UM
w Gdańsku, sygn. akt III Ds 178/00, str. 3.
5Archiwum autora.
6Kpt. ż.w. Bolesław Hutyra, nagranie video techniką cyfrową, archiwum autora.
7Lech Skrobański, Przewodniczący Walnego Zgromadzenia Akcjonariuszy Stoczni Gdańskiej S.A., nagranie video techniką cyfrową, archiwum autora.
8Życie na fali, z dnia 28.08.2000 r., artykuł SB “Walne pełne goryczy”, str. 3.
9Marian Moćko, akcjonariusz Stoczni Gdańskiej, uczestnik strajków w roku 1970 i 1980, nagranie video techniką cyfrową, archiwum autora.
10Jacek Głowacz, nagranie video techniką cyfrową, archiwum autora.
11Anna Walentynowicz, akcjonariusz Stoczni Gdańskiej, nagranie video techniką cyfrową, archiwum autora.
12Kpt. ż.w. Bolesław Hutyra, nagranie video techniką cyfrową, archiwum autora.
13Reportaż tv pt. “42 miliony w kasie”, emitowany 16.12.2000 w TVP 3, autor Wincenty Koman.
14Głos Wybrzeża, z dnia 28.08.2000 r., artykuł Krzysztofa Katki “Przed bramą stoczni – 20 lat później. Sierpień 2000”.
15Dziennik Bałtycki, z dnia 28.08.2000 r., artykuł Janiny Wieczerskiej pt.“Pisane po wiadomościach. Nieuwłaszczeni”,
16Bogumił Koczot, Dyrektor Wydziału Geodezji Urzędu Miejskiego w Gdańsku, reportaż tv pt. “42 miliony w kasie”, op.cit.
17Głos Wybrzeża, z dnia 18.09.2000 r., artykuł Krzysztofa Katki pt. “Arka bez Kapitana”, wypowiedź kpt.
B. Hutyry na konferencji prasowej, w dniu 14.09.2000 r. w Centrum Techniki Okrętowej ''Zieleniak''
w Gdańsku.
18Konferencja prasowa Stowarzyszenia Akcjonariuszy i Obrońców Stoczni Gdańskiej “ARKA”, 14.09.2000 r., budynek Centrum Techniki Okrętowej ''Zieleniak'' w Gdańsku.
19Akt notarialny Nadzwyczajnego Walnego Zgromadzenia Akcjonariuszy Stoczni Gdańskiej, z dnia 16.09.2000 r., Rep. A nr 3504/2000, archiwum autora.
20Protokół Walnego Zebrania Członków Stowarzyszenia Akcjonariuszy i Obrońców Stoczni Gdańskiej “ARKA”, z dnia 13.09.2000 r., w punkcie 10 czytamy: “Na rozmowy z Ministrem Skarbu jadą: Jan Koziatek, Bolesław Hutyra, Marian Moćko, Andrzej Bugajski”, archiwum autora.
21Głos Wybrzeża, z dnia 28.08.2000 r., artykuł Krzysztofa Katki “Przed bramą stoczni – 20 lat później. Sierpień 2000”.
22Głos Wybrzeża, z dnia 18.09.2000 r., artykuł Krzysztofa Katki “Arka bez Kapitana”.
23Akt notarialny Nadzwyczajnego Walnego Zgromadzenia Akcjonariuszy Stoczni Gdańskiej, z dnia 16.09.2000 r., Rep. A nr 3504/2000, w punkcie 20 czytamy: “żaden projekt uchwały nie został przedstawiony”, archiwum autora.
24Protokół Walnego Zebrania Członków Stowarzyszenia Akcjonariuszy i Obrońców Stoczni Gdańskiej “ARKA”, z dnia 13.09.2000 r., archiwum autora.
25Ibidem, w punkcie 7 przyjęto uchwałę: “Prawnik prowadzący Zgromadzenie powinien być pod całkowitą kontrolą Stowarzyszenia ''ARKA''”.
26Skarb Państwa, na podstawie zawartych pisemnych, imiennych umów z pracownikami Stoczni Gdańskiej zobowiązał się w terminie do 30 04.1994 r, wydać akcje imienne Stoczni Gdańskiej, w wysokości należnych im odpraw za likwidację Stoczni Gdańskiej przez Mieczysława Rakowskiego. Umowa imienna o przekazaniu akcji, zawarta między Maciejem Płażyńskim, Wojewodą Gdańskim a Bernadetą Nowak, z dnia 20.12.1993 r., archiwum autora.
27Według Postanowienia Sądu Rejonowego w Gdańsku, z dnia 19.12.2006 r., sygn. akt IV RNs 215/06,
Jan Koziatek stracił legitymację do reprezentowania Stowarzyszenia “ARKA” w 2003 r., a pomimo to jeszcze w roku 2006 podpisywał się jako Prezes.
28Wyrok Sądu Najwyższego, z dnia 29.06.2005 r., sygn. akt II PK 322/04.
29Notatka Urzędowa “Grupy Hutyry”, z grudnia 2005 r., archiwum autora.
30Pismo Ministra Skarbu Państwa do Marszałka Sejmu, z dnia 23.02.1999 r., sygn. akt. VDs 64/01,
akta Prokuratury Okręgowej w Gdańsku.
31Akt Notarialny, z dnia 08.09.1998 r., Repetytorium A nr 7642/1998, str. 43.
32Zeznanie Bogumiła Banacha w Prokuraturze Okręgowej w Gdańsku, z dnia 06.06.2001 r., sygn. akt V Ds 64/01, akta Prokuratury Okręgowej w Gdańsku.
33Wyrok Sądu Okręgowego w Gdańsku, w sprawie unieważnienia umowy sprzedaży Stoczni Gdańskiej, z dnia 27.05.2004 r., sygn. akt I C 103/02.
34Ibidem, str. 19.
35Ibidem.
36Umowa imienna o przekazaniu akcji, zawarta między Maciejem Płażyńskim, Wojewodą Gdańskim
a Bernadetą Nowak, z dnia 20.12.1993 r., archiwum autora.
37Konstytucja RP, art. 21.
38Nabywca Stoczni Gdańskiej, Trójmiejska Korporacja Stoczniowa, aktem notarialnym, z dnia 03.12.1998 r, nabyła prawa użytkowania wieczystego gruntów i własności budynków, ale aktem notarialnym,
z dnia 08.09.1998 r., zobowiązała się do kupienia całej Stoczni, włącznie z akcjami pracowników. Bierność Sędziego Komisarza w tej kwestii jest zastanawiająca, tym bardziej, że uzasadnienie prawomocnego Wyroku Sądu Okręgowego w Gdańsku, z dnia 27.05.2004 r., w sprawie unieważnienia umowy sprzedaży Stoczni Gdańskiej, sygn. akt I C 103/02, str. 2, wyraźnie wskazuje: “Umowa(...) była zawarta pod nadzorem sędziego komisarza. W tym zakresie rozciąga się również na legalność, jak i na celowość czynności podejmowanych przez nadzorowane przez niego organy postępowania upadłościowego. Zatem wszelkie wątpliwości (...), co do prawidłowości i zgodności z prawem przebiegu tego postępowania powinny być przedmiotem rozpoznania przez sędziego komisarza.”
39Konstytucja RP, art. 2, 7.
40Uzasadnienie prawomocnego wyroku Sądu Okręgowego w Gdańsku, z dnia 27.05.2004 r., w sprawie unieważnienia umowy sprzedaży Stoczni Gdańskiej, sygn. akt I C 103/02, str. 13,14.
41Pismo UOKiK do Stowarzyszenia “Arka”, DDO – 0850– 16/318/pp/07, z dnia 06.02.2009 r., archiwum autora.
42Pismo Ministra Skarbu Państwa, do Marszałka Sejmu, Macieja Płażyńskiego, z dnia 23.02.1999 r., sygn. akt V Ds 64/01, akta główne Prokuratury Okręgowej w Gdańsku, karta 1319 verte.
43Pismo Ministerstwa Skarbu Państwa, MSP/DNWiPII/III/08/5553, z dnia 06.10.2008 r., archiwum autora.
44Notatka “Grupy Hutyry”, z dnia 25.10.2005 r., archiwum autora.
45Uchwała Sądu Najwyższego – Izby Karnej w Warszawie, z dnia 20.12.2007 r., podjęta na posiedzeniu
w składzie: Lech Gardocki – Pierwszy Prezes SN, Tomasz Artymiuk – SSN, Wiesław Błuś – SSN,
Henryk Gradzik – SSN, Jerzy Grubba – SSN, Waldemar Płóciennik – SSN, Andrzej Tomczyk – SSN, przy udziale Rzecznika Dyscyplinarnego SN, sędziego w stanie spoczynku – Andrzeja Konopki, sygn. akt I KZP 37/07.
46“Prokuratorzy z katowickiego IPN chcą przed sądem postawić 24 osoby, które w dniach między
12 a 16 grudnia 1981 r. orzekały i skarżyły przeciwników władzy ludowej”– program publicystyczny prowadzony przez Mariusza Pietrosika pt. “Minęła Dwudziesta”, październik 2008 r., TVP 3.
47Program publicystyczny prowadzony przez Mariusza Pietrosika pt. “Minęła Dwudziesta”,
październik 2008 r., TVP 3.
48Ibidem.
49Jan Kochanowski, Rzecznik Praw Obywatelskich zaskarżył Uchwałę Sądu Najwyższego, z dnia 20.12.2007 r., do Trybunału Konstytucyjnego domagając się uznania za niekonstytucyjne tych zapisów prawa, z których wynika, że “sędziowie PRL w okresie stanu wojennego nie mieli wyjścia, jak tylko osądzać opozycjonistów po 13.12.1981 r. – jest to wniosek do Trybunału Konstytucyjnego by zweryfikować prawo o Sądach Powszechnych. (...) Chodzi o zasady prawa, (...) czym w zasadzie jest prawo? (...) jest to spór fundamentalny, aksjologiczny, (...) czy prawo może działać wstecz?(...),” program publicystyczny prowadzony przez Mariusza Pietrosika pt. “Minęła Dwudziesta”, październik 2008 r., TVP 3.
50Wyrok Sądu Najwyższego, sygn. akt II PK 322/04, z dnia 29.06.2005 r.
51Rafał A. Ziemkiewicz, “Gdy prawo staje się pałką”, Rzeczpospolita, 04.09.2008, str. A 14.
52Wyrok Sądu Apelacyjnego – Sądu Pracy i Ubezpieczeń Społecznych w Warszawie, Wydział III,
z dnia 12.11.2008 r., w sprawie o akcje z powództwa Bernadety Nowak, sygn. akt III APa 53/08, str.6.
53Ibidem, str.5.
54Umowa imienna o przekazaniu akcji, zawarta między Maciejem Płażyńskim, Wojewodą Gdańskim
a Bernadetą Nowak, z dnia 20.12.1993 r., archiwum autora.
55Wyrok Sądu Apelacyjnego – Sądu Pracy i Ubezpieczeń Społecznych w Warszawie, Wydział III,
z dnia 12.11.2008 r., op.cit., str.5.
56Ibidem, str.7.
57Ibidem, str.5.
58Konstytucja RP, art. 32., z dnia 06.04.1997 r.
5915.01.1992 r., Komisja Odpowiedzialności Konstytucyjnej I kadencji, posiedzenie 3, tom 1, Archiwum Sejmu.
60Sprawa z powództwa Bernadety Nowak i Stanisława Mazur, akcjonariuszy Stoczni Gdańskiej
o unieważnienie umowy sprzedaży Stoczni Gdańskiej w Sądzie Okręgowym w Gdańsku, sygn. akt. 103/02.
61Postanowienie Sądu Okręgowego w Gdańsku, z dnia 21.01.2005 r., o zwolnieniu powodów od kosztów sądowych apelacji, sygn. akt I C 103/02.
62Pismo Sądu Okręgowego w Gdańsku do powodów-akcjonariuszy, otrzymane 22.11.2005 r. w sprawie
sygn. akt I C 103/02.
63Ibidem.
64Wiec protestacyjny przed budynkiem Komisji Krajowej NSZZ “Solidarność” w Gdańsku, marzec 1999 r., nagranie video techniką cyfrową, archiwum autora.
65Konferencja prasowa Stowarzyszenia “ARKA”, Centrum Techniki Okrętowej “Zieleniak” w Gdańsku, marzec 1999 r., nagranie video techniką cyfrową, archiwum autora.
66Protokół Ustaleń Rady Ministrów nr 50/96, z dnia 03.12.1996 r., str.2, pkt 1/2, załącznik do pisma Ministra Sprawiedliwości, BM-VI-078-103/09, z dnia 27.03.2009 r., archiwum autora.
67Wyrok Sądu Rejonowego w Gdańsku, z dnia 28.02.2007 r., sygn. akt IV K 64/04.
68Pismo “Grupy Hutyry” do Jarosława Kaczyńskiego, Prezesa Rady Ministrów, L.dz. SG 07/07,
z dnia 08.03.2007 r., archiwum autora.
69Zawiadomienie o przestępstwie wraz z wnioskiem o wszczęcie postępowania sądowego przeciwko Dariuszowi Kardasiowi, Sędziemu Komisarzowi masy upadłości Stoczni Gdańskiej S.A., L.dz.112/ARKA/99, z dnia 07.12.1999 r., archiwum autora.
70Pismo “Grupy Hutyry” do Jarosława Kaczyńskiego, Prezesa Rady Ministrów, op.cit.
71Ibidem.
72Notatka urzędowa Prokuratora Okręgowego w Gdańsku, z dnia 26.07.2001 r., sygn. akt V Ds 45/03,
akta podręczne, karta nr 1262, sprawa dotyczyła zwrotu ok. 43 milionów zł, archiwum Prokuratury Okręgowej w Gdańsku.
73Ibidem.
74Akta Prokuratury Okręgowej w Gdańsku, sygn. akt V Ds 45/03.
75Pismo UOKiK do Stowarzyszenia “Arka”, DDO – 0850– 16/318/pp/07, z dnia 06.02.2009 r.,
archiwum autora.
76Akta Prokuratury Okręgowej w Gdańsku, sygn. akt VDs 41/97, Notatka urzędowa”, karta 477.
77Wypowiedź kpt. ż.w. Bolesława Hutyry, luty 1998 r., nagranie video techniką cyfrową, archiwum autora.

Paradoksalnie, artykuł Romana Daszczyńskiego pesymistycznie bawi, gdy pisze w nim tak – „Zakładowa ''S'' znowu miała się dobrze. Dostała do dyspozycji jedno z aut, peugeota 406, kupionych dla dyrekcji. Jak zobaczyłem ten samochód, to zapytałem syndyka, czy to nie przesada. A on na to: <> odpowiada adwokat.”1 Za zagwarantowaną pracę, za samochód, za może coś tam jeszcze, panom liderom „Solidarności” w ten sposób zamykano usta i chęć do strajków. Wyrwano im najważniejsze dla nich narzędzia. To tak, jakby szermierzowi zabrać jego oręż, pozbawić go szabli.
“Bronią swoich stołków, a reszta ma dla nich drugorzędne znaczenie. To jest teatr. Protestują przeciwko zapaleniu płuc, choć sami są jak wirusy, które to zapalenie płuc przenoszą”2 Postawa liderów Zakładowej Komisji NSZZ „Solidarność”, spowodowała, że Solidarność straciła „twarz”.
1Ibidem.
2Ibidem.

A czy samorządowcy wybrzeża rozumieli, czym dla wyniszczonej, w dużej części zacofanej gospodarki kraju, może być wysoko wyspecjalizowany przemysł okrętowy
z sukcesem konkurujący na światowych rynkach? Prezydent miasta Gdańska, powiedział – “Dwudziesty pierwszy wiek, to wiek rozwoju przemysłu wolnego czasu, rekreacji i sportu. To są przemysły, to są źródła dobrobytu dla miasta, metropolii i regionu. (...) Sport
i rekreacja, to jest przyszłość gospodarki w Europie i na świecie.”1
1Wypowiedź Prezydenta Miasta Gdańska, Pawła Adamowicza podczas uroczystości otwarcia roku akademickiego w Gdańskiej AWFiS, 02.10.2008 r., nagranie w archiwum Narodowego Centrum Żeglarstwa w Gdańsku, Górkach Zachodnich.

Pan Janusz Szlanta pochodzi z Radomia. Jeden z jego braci jest adwokatem,
a drugi miejscowym przedsiębiorcą. Do polityki dołączył już w roku 1981, jako jeden
z organizatorów strajku w Wyższej Szkole Inżynierskiej w Radomiu, ale tak naprawdę, to dopiero po 1989 roku Szlanta zaczyna czerpać korzyści z okazji swojej aktywności partyjnej. Związuje się z Unią Demokratyczną późniejszą Unią Wolności. To w tej partii uzyskuje możnych protektorów, a ci, poprzez często niejasne roszady personalne i zasady zatrudnienia, wyniosą go na szczyty.
Dzięki poparciu, w 1993 roku, Jana Rokity z Krakowa, wtedy Prezesa Urzędu Rady Ministrów w Rządzie Hanny Suchockiej, Szlanta dostaje urząd wojewódzki
w Radomiu, zostając jego Wojewodą. Nominacja odbyła się w atmosferze skandalu: „(...) Tłum skandował: <> Było też: <> <<(...) Tak, Szlanta jest złodziej, a ja gwałciłem małe dziewczynki
w Krakowie>>– nie wytrzymał rekomendujący kandydata Minister Rokita.”2
Po ośmiu miesiącach urzędowania, Szlanta został odwołany przez Premiera Waldemara Pawlaka. Prawie natychmiast przeszedł na kolejne eksponowane stanowisko, oczywiście
z klucza partyjnego, został doradcą Prezesa Agencji Rozwoju Przemysłu.
Następnie pojawił się na polskim wybrzeżu, osiadł w Trójmieście,
ale wcześniej został jednym z dyrektorów Polskiego Banku Rozwoju. „Z Radomia odpłynął okręt o nazwie Szlanta. Wypłynął na bardzo szerokie wody” – mówił
na pożegnaniu Janusza Szlanty, poseł Unii Wolności Piotr Nowina-Konopka.”3
1Poprzedzający Szlantę, odwołany Wojewoda Radomski.
2Słowo Ludu, z dnia 22.02.2002 r.
3Ibidem.

Ciekawe, kto w rządzie Premiera Buzka opiniował kandydaturę pana Kierkowskiego na tak wysokie stanowisko państwowe, gdy jednocześnie uczestniczył on w prywatnym podmiocie gospodarczym, reprezentował tylko i wyłącznie prywatne interesy? 1A jak wyglądał nadzór Ministerstwa Skarbu Państwa nad swoją własnością, nad posiadanymi spółkami, wreszcie nad majątkiem społecznym, ogólnonarodowym przecież? To od kondycji ekonomicznej tych spółek zależy budżet państwa, to od ich udziału w płaceniu podatków zależy polski dochód narodowy, a jego wielkość determinuje biedę lub względną egzystencję polskiego społeczeństwa.
W końcu Szlanta, mówiąc językiem szachisty, stawia mata Radzie Nadzorczej Stoczni Gdynia S.A. informując ją, dopiero w październiku 1997 roku o powołaniu Stoczniowego Funduszu Inwestycyjnego Spółki Akcyjnej i przejęciu kontroli nad 39,13% akcji Stoczni, poprzez ich wykup, od wspomnianych wyżej banków. Określając motywy założenia SFI S.A. Szlanta miał powiedzieć – „(...) głównym celem jej działania – poza wyżej wymienionym zakupem akcji Stocznia Gdynia S.A. – jest uwłaszczenie na zakupionych akcjach pracowników Stoczni oraz konieczność zablokowania powiązań kapitałowych ze Stocznią Szczecińską.”2
„Rząd był pewien, że odkupi je Stocznia Szczecińska. Wszyscy skamienieli, gdy usłyszeli, że <> opowiada anonimowo uczestnik narady w Ministerstwie Skarbu.”3 Jak Skarb Państwa mógł dopuścić do takiej podejrzanej transakcji tracąc kompletnie swoją kontrolę nad przedsiębiorstwem? Czy starano się w Ministerstwie wszcząć postępowanie administracyjne w celu postawienia winnych zaistniałej sytuacji urzędników przed wymiarem sprawiedliwości? Poniższe słowa Ministra Skarbu Państwa, Wiesława Kaczmarka sugerują odpowiedzi na wyżej postawione pytania – „Kapitał założycielski Stoczniowego Funduszu Inwestycyjnego wyniósł niewiele ponad 100 tys. zł. Natomiast nominalna cena kupowanych akcji Stoczni Gdynia prawie 60 mln zł. (...) Zagadek było zbyt wiele. Powiedziałem tylko tym panom, aby przestrzegali prawa. Formalnie było wszystko w porządku, bo spółka z żonami prezesów w Radzie Nadzorczej była prywatna. Budzi jednak wątpliwości etyczne. Transakcja odbyła się w styczniu 1998 r., prawie nic
o niej nie wiadomo. Z wyjątkiem tego, że znalazł się bank, który trzem panom pożyczył pieniądze na zakup Stoczni Gdynia.”4
Etyczne wątpliwości w biznesie..., etyczne wątpliwości w gospodarce państwowej..., czy to nie brzmi kuriozalnie? Jak urzędujący Minister mógł w ogóle zdobyć się na takie słowa? Nie ulega żadnej wątpliwości, że to właśnie on, pan Kaczmarek, dopuścił się do utraty kontroli państwa nad jednym z największych zakładów w Polsce i śmie wspominać coś jeszcze
o etycznych problemach umów obrotu gospodarczego. Przecież każde normalne, szanujące się państwo posiada sprawną administrację nie tylko rządową, ale śledczą, wywiadowczą czy penitencjarną. Chroni swoje strategiczne interesy! No tak, transakcję przeprowadzono w połowie 1997 roku, a Kaczmarek dowiaduje się o niej dopiero w styczniu 1998 roku.
Z ówczesnych kadrowych roszad osób zajmujących się inżynierią finansową przy wykupie Stoczni wyłaniają się ich wzajemne koleżeńskie powiązania na stykach polityki, władzy
i prywatnego biznesu. A zatem, chciałoby się zapytać, jak to jest
w naszej Polsce, że wszyscy znani biznesmeni swój pierwszy, ogromny interes zrobili na gospodarczym kontrakcie z państwem? A otóż tak to jest: Szlanta, wcześniej zaledwie dyrektor banku, po chwili właściciel byłego majątku państwowego wartego setki milionów złotych.
1Obecnie te sytuacje są szybciej wychwytywane i napiętnowane przez media, ale również mogą służyć rozgrywkom politycznym; media są obecnie o wiele sprawniejszym pod tym względem narzędziem – choć nadal dalekim od doskonałości; wpływ na to ma wyraźny podział w prasie a także znaczenie Internetu.
2Raport Najwyższej Izby Kontroli, z dnia 19.01.2000 r., sygnatura – 6/2000/I1999/002/DSP, “Informacja
o wynikach kontroli sprawowania przez Skarb Państwa nadzoru nad działalnością Stoczni Gdynia S.A.”
str. 27.
3Gazeta.pl; http://gospodarka.gazeta.pl/gospodarka/1,33185,139921. html; Szlanta, Janusz. Stocznia Gdynia, Stocznia Gdańska; reportaż Michała Matysa; 1998.09.09, ostatnia aktualizacja 2001.02.15 11:48.
4Ibidem.

Szlanta przejmując kontrolę nad Stocznią Gdynia wszedł dopiero do wielkiej politycznej gry. Przed nim, w tamtym momencie, wyraźniej zarysowała się szansa przejęcia również Stoczni Gdańskiej wraz z jej terenami, największej Stoczni w Polsce posiadającej najlepsze zaplecze intelektualne. Człowiek z Radomia, “zielony” w przemyśle okrętowym, stawał się powoli wschodzącą polską gwiazdą gospodarki morskiej. Tylko, że sam sposób przejęcia akcji Stoczni Gdyńskiej mógł przecież i powinien już w 1997 r. napawać niepokojem stosowne urzędy państwowe, a przede wszystkim Ministerstwo Skarbu Państwa. „Założyciele Stoczniowego Funduszu Inwestycyjnego S.A., pomimo, że wszyscy wchodzili jednocześnie
w skład władz Stoczni, nie przedstawili Radzie Nadzorczej najważniejszych informacji
i podstawowych dokumentów o Spółce (m.in. Statutu SFI S.A., źródła pozyskania i sposobu sfinansowania nabycia akcji od banków, faktycznych celów powołania Spółki oraz wpływu powyższego na podwyższenia kapitału akcyjnego Stoczni), mogących mieć wpływ na funkcjonowanie Stoczni. (...) Czy możemy dzisiaj obejrzeć Statut Stoczniowego Funduszu Inwestycyjnego S.A. czy jest coś takiego, czego Zarząd się boi ujawnić? Panowie boją się ujawnić coś kompromitującego, wobec tego nie można ujawnić, ale można zmienić ...”1
Urzędnicy państwowi, Szlanta, jako Dyrektor Polskiego Banku Rozwoju
i Kierkowski, jako były członek Rady Nadzorczej Stoczni Gdańsk w tajemniczych okolicznościach, do dzisiaj nie znanych, zorganizowali inżynierię finansową i mając niecałe 100 tys. kapitału kupili akcje Stoczni Gdyńskiej o wartości dziesiątków milionów złotych. Gospodarczy cud?
Pan Szlanta został Menedżerem Roku 2000, a nagrodę przyjął z rąk samego Prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego. W tamtym czasie, dla mediów stanowił swoistego rodzaju gwiazdę, a one kreowały go wręcz na wybawcę narodu, genialnego fizyka, który uratował przemysł okrętowy w Polsce. Brytyjski “Business Week” posunął się do granicy szaleństwa umieszczając Szlantę na liście pięćdziesięciu liderów przemian w Europie, pisząc o nim – “Zmienił Gdyńską Stocznię z państwowego dinozaura w przynoszącą zyski maszynę”. W roku 2002 dostał się na 84 miejsce listy najbogatszych “Tygodnika Wprost”. Sam Szlanta roztaczał wizję niczym nieograniczonej ekspansji, zapowiedział wykup jednej ze stoczni fińskich koncernu Kvaernera. Myślał o wejściu na giełdę.2
Pani redaktor, Aleksandra Socha, z “Tygodnika Polityka” napisała kiedyś „Polska inwestycja, polegająca na zakupie pokaźnych udziałów w fińskich stoczniach, budzi znaczne zainteresowanie. Zawsze to przyjemnie pomyśleć, że Polak kupuje za granicą coś więcej, niż samochód.”3 Po latach źle się to czyta i źle świadczy o samym autorze. Jeszcze nikt nie kupił stoczni w Finlandii, ale szum medialny zrobiono. Tak, jak kamień po wodzie się puszcza aby frunął i skakał, czyli zwykła „kaczka” dziennikarska. Komuś wyraźnie zależało na dobrym wizerunku Szlanty w mediach i miał on trwać jak najdłużej. Nikt z ogólnopolskich dziennikarzy nie zainteresował się katastrofalnymi skutkami wyczynów naszego bohatera. Dalej Socha pisze – „Nie brak opinii, że projekt fiński plasuje prezesa Szlantę w pierwszej lidze tęgich głów biznesu.”4 No niewątpliwie tęgą głowę to on miał, ale do czynów, delikatnie mówiąc niecnych. I dochodzimy do najgorszego. Według pani redaktor, pan Szlanta w sposób bardzo przekonujący wytłumaczył jej podział gruntów w kupionej Stoczni Gdańskiej. Tereny zbędne oddane zostały kolejnej jego spółce, a produkcję stoczniową przeniósł on na wyspę Ostrów, gdzie mamił wybudowaniem suchego doku lub pochylni. Dok nigdy nie stanął a tereny zostały sprzedane.
Niepokojące może być to, iż w zasadzie pan Szlanta ma się dobrze. Zawsze gdzieś dostanie jakąś radę nadzorczą. W roku 2007 był przewodniczącym takiej rady
w Łodzi, w Przedsiębiorstwie Obrotu Towarowego Przemysłu Skórzanego "Polbut" S.A.
w upadłości. Ciekawe, przedsiębiorstwo w upadłości, ile na nim można stracić
a ile zarobić? Na portalu internetowym Forbes.pl można przeczytać artykuł „Szamani Biznesu” napisany przez Filipa Kowalika. Jak można coś takiego wyprodukować? Brak wiedzy, czy niechęć do niej piszącego zdeterminowała treści tego „dziadostwa” dziennikarskiego? No nie można niestety użyć innego słowa tutaj, aby dobitniej ukazać beznadzieję owego „czytadła”. Otóż, między kwiecistymi słowami, napisano tam tak:
„W roli lekarza firm nieco dłużej funkcjonuje Janusz Szlanta. Zajął się tym
po opuszczeniu stoczni w 2004 roku. Choć sam nie chce mówić o swoich projektach, wiadomo, że w 2005 r. pojawił się w Sezamorze, słupskim producencie łańcuchów okrętowych. Rok temu podjął się m.in. restrukturyzacji pozostałej po upadłym Daewoo lubelskiej Odlewni Motoryzacyjnej - rozpoczął rozmowy na temat inwestycji
z funduszem private equity Innova Capital. Szlanta zapewnia jednak, że projektów jest więcej, na bieżąco prowadzi ich pięć, sześć. Niedługo ma zaprezentować jeden z nich – to przedsięwzięcie z branży energetycznej.”
Znamienne są zeznania Szlanty złożone przed Prokuraturą Okręgową
w Gdańsku, w sprawie przeciwko syndykowi i notariuszowi o ich działalność
na szkodę Stoczni Gdańskiej, w których zeznał, że „działał pod dyktando firmy EVIP oraz doradców i niewiele w sprawie wie”.5 W aktach Prokuratury Okręgowej
w Gdańsku znajduje się pismo, z dnia 08.09.1998 r., gdzie Emil Wąsacz, Minister Skarbu Państwa, napisał do Premiera RP, Jerzego Buzka: „Minister Finansów stwierdził, że zarówno dla budżetu Państwa, jak i gminy Gdańsk korzystniejsza jest sprzedaż przedsiębiorstwa Stoczni Gdańskiej.”6 Z tego względu Rząd RP zrezygnował z przeprowadzenia układu
z wierzycielami.
1Raport Najwyższej Izby Kontroli, z dnia 19.01.2000 r., sygnatura – 6/2000/I1999/002/DSP, str. 28.
2http://ludzie.wprost.pl/fakty/Janusz-Szlanta/477/
3Ryszarda Socha „Prezes Szlanta idzie coraz dalej Gdynia, Gdańsk, Helsinki”, „Polityka”,
z dnia 12.02.2000 r., str. 64.
4Ibidem.
5Akta Prokuratury Okręgowej w Gdańsku, sygn. akt VDs 45/03, karta nr 1021.
6Akta Prokuratury Okręgowej w Gdańsku, sygn. akt VDs 64/01, karta nr 1322.

Na przeciwko Neptuna stoi jedna z najpiękniejszych średniowiecznych kamienic Polski – Dwór Artusa. To właśnie takie miejsce, reprezentacyjne, słynne, elitarne,
ale również historyczne, wybrano na podpisanie warunkowej umowy sprzedaży Stoczni Gdańskiej. Sprzedający – syndyk, a zatem również i Państwo Polskie1 oraz kupujący, musieli wcześniej uzgodnić między sobą scenerię wydarzeń z odpowiednią oprawą medialną, gdyż zapewne zależało im na pozytywnym społecznym odbiorze sprzedaży. Temat bowiem sprzedażny Stoczni Gdańskiej wywoływał wzmożone reakcje emocjonalne
w społeczeństwie. I taki sytuacyjny komfort umożliwił „Dwór Artusa”. Swoim wnętrzem stworzył iluzję potęgi i niepodważalności umowy. To zupełnie tak, jakby średniowieczny król pieczęciami swymi zatwierdził po wsze czasy królewskie edykty.
Przy sprzedaży zastosowano manewr prawny i socjotechniczny. Na godzinę wcześniej zwołano konferencję prasową, gdzie powiedziano mediom, że Stocznię Gdańską kupuje Stocznia Gdynia i EVIP Progress, gdyż na taką sprzedaż z wolnej ręki zezwolił syndykowi masy upadłości Sędzia Komisarz. Ani słowem nie wspomniano o warunkach tej transakcji. Godzinę później, w świetle fleszy i telewizyjnych jupiterów, podpisano tylko umowę warunkową,2 zobowiązującą do sprzedaży, pod kilkoma warunkami, pod którymi miała się ona wypełnić w czasie. Zrobiono z tego wielkie show medialne. W godzinie ogłoszenia umowy warunkowej sprzedaży okazało się, że podmiotem chcącym kupić Stocznię jest Trójmiejska Korporacja Stoczniowa, a pan Szlanta, reprezentujący Stocznię Gdynia, przedsiębiorstwo wyznaczone przez Sędziego Komisarza na kupującego, występował tylko jako gwarant umowy. Jednakże mało kto zorientował się, co tu się tak naprawdę wydarzyło.
1To państwowe organy, jakimi są Sądy w Polsce, powołują i odwołują syndyków masy upadłości, a zatem syndyk reprezentuje Rzeczpospolitą Polską, a nie siebie, jak to jest często błędnie w mediach przedstawiane, przyp. autora.
2Akt Notarialny, z dnia 08.09.1998 r., Repetytorium A nr 7642/1998.

Sfinalizowanie zakupu Stoczni uzależnione zostało warunkami, stąd w Dworze Artusa podpisano tak zwaną umowę warunkową sprzedaży. Znaczyło to, że Stocznia formalnie wtedy nie została jeszcze sprzedana. Co innego twierdzili dziennikarze. Wszystkie media mówiły że Stocznię sprzedano. Niewątpliwie było to celowe działanie. Dopiero zniesienie warunków zawieszających umowę mogło skutkować zawarciem faktycznej umowy sprzedaży. W akcie notarialnym „warunkowej umowy zobowiązującej do sprzedaży Stoczni Gdańskiej”,1 w którym prawie 40 stron stanowią opisy nieruchomości Stoczni, które miały przejść na własność Trójmiejskiej Korporacji Stoczniowej, znajdowało się pięć warunków zawieszających umowę. W celu zrozumienia złożoności problemu sprzedaży Stoczni, jak
i udowodnienia faktów świadczących o decyzjach politycznych związanych z beztroskim wyzbyciem się majątku zakładu przez rządzących naszym krajem, autor przytacza poniżej warunki zawieszające umowę.
Umowa została zawarta pod następującymi warunkami zawieszającymi:
1. Wydanie przez Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów decyzji zezwalającej na nabycie Przedsiębiorstwa przez Kupującego2 (Pierwsza decyzja polityczna. Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumenta piastowany jest z nadania politycznego.
W tamtym czasie, prowadzony był przez obecnego posła Platformy Obywatelskiej, Tadeusza Aziewicza, nomen omen, kolegi wspominanego już wcześniej w pracy, Janusza Lewandowskiego, tego który przy Stoczni realizował swój wrogi plan.)
2. Wydania zgody przez Ministra Skarbu Państwa wyrażonej w porozumieniu
z Ministrem Transportu i Gospodarki Morskiej na przeniesienie na Kupującego prawa użytkowania wieczystego gruntów położonych w granicach portu morskiego w Gdańsku oraz własności budynków stanowiących odrębny od gruntów przedmiot własności3 (Bez decyzji w tej sprawie, najwyższych czynników rządowych w Państwie, nigdy nie doszłoby do transakcji. Minister Skarbu Państwa, Emil Wąsacz wydał decyzję pozwalającą na przekazanie gruntów. Dla przypomnienia, wydał również decyzję w sprawie przekazania gruntów pod Domami Towarowymi Centrum w Warszawie, nie biorąc ich wartości w ogóle pod wycenę. No bo, po co...? Przed decyzją Emila Wąsacza, decyzję w sprawie oddania strategicznych terenów Państwa Polskiego musiał wydać Minister Transportu i Gospodarki Morskiej i wydał. No bo, po co Polsce tereny strategiczne Państwa? A zrobił to, pan Krzysztof Tchórzewski, ówczesny Wiceminister wspominanego resortu, obecnie poseł partii Prawo i Sprawiedliwość, siedzący
w pierwszym rzędzie ław poselskich, obok Jarosława Kaczyńskiego. Prawo
i Sprawiedliwość... Jakimi zasadami kierował się wtedy Tchórzewski?
3. Nieskorzystania przez podmiot zarządzający portem morskim w Gdańsku
z prawa pierwokupu, jakie mu przysługuje4 (Po raz trzeci decyzja polityczna. Jak, można było do takiej sytuacji dopuścić, oddając podmiotom prywatnym tereny graniczne Państwa na własność? Dla przykładu, w takim Londynie,
gdy likwidowane są zbyteczne tereny poportowe, miasto nigdy ich
nie sprzedaje, tylko oddaje w dzierżawę, mając z tego tytułu dodatkowe, niebagatelne wpływy do budżetu.)
4. Wydania przez Sąd orzeczenia odrzucającego podanie Upadłego
o dopuszczenie do zawarcia układu w postępowaniu upadłościowym, złożone
w dniu 1 września 1998 roku, a w razie wniesienia przez Upadłego zażalenia
na postanowienie Sądu w tym przedmiocie, wydania przez Sąd wyższej instancji postanowienia oddalającego zażalenie5 (Decyzja polityczna po raz czwarty. Nie czekano na prawomocne postanowienie Sądu.)
5. Przedstawienia nieodwołalnej i bezwarunkowej gwarancji bankowej, ważnej
do dnia zapłaty ceny lub innego uzgodnionego z syndykiem sposobu zabezpieczenia zapłaty ceny (...) w terminie czternastu dni od dnia zawiadomienia przez syndyka o ziszczeniu się ostatniego z warunków, o których mowa w pkt 1.- 5.6 (A zatem, gdyby chociaż jeden wysoki urzędnik państwowy wykazał chociaż krztę honoru i myśli propaństwowej i nie wydał pozwoleń, o których mowa
w punktach powyżej, to transakcja nigdy nie doszłaby do skutku, ale taki urzędnik w Rzeczypospolitej nie znalazł się. A zatem, czyżby zaistniała zmowa na szczytach władzy? Czy Maciej Płażyński, Wojewoda Gdański reprezentant Andrzeja Olechowskiego, Ministra Finansów i Janusza Lewandowskiego, Ministra Przekształceń Własnościowych aż tak był umocowany, że stał ponad prawem?)

W prasie, w telewizji, podczas spektakularnego popisu w Dworze Artusa,
nie wspomniano o warunkach zawieszających umowę, nie wyjaśniono społeczeństwu wagi tych warunków dla zmian własnościowych w Stoczni. Twierdzono coś
o niezależności decyzji syndyka i Sędziego Komisarza, o bezstronności i niezawisłości Sądu, o prawie, o demokratycznych zasadach. W tym przypadku nie miały one miejsca. Media wmówiły narodowi, że dokonano nieodwracalnego aktu sprzedaży, że podjęto najlepszą decyzję z możliwych, że transakcja przejdzie do historii, jako idealne rozwiązanie dla dobrobytu stoczniowców ku zadowoleniu mieszkańców Wybrzeża. Dzisiaj, Stocznia ma postać karykaturalną, nie ma własnego terenu, na którym stoją jej pochylnie. „(...) Media współczesne służą w znacznie większym stopniu manipulowaniu opinią społeczną niż jej wyrażaniu czy choćby penetrowaniu.”7
Zobowiązania kupujących wobec Stoczni Gdańskiej, zawarte w umowie warunkowej
z 08.09.1998 r., obligowały ich do: prowadzenia działalności gospodarczej Stoczni Gdańskiej w zakresie budowy statków i produkcji na potrzeby okrętowe, zainwestowania dodatkowych dwudziestu jeden milionów dolarów w okresie pięciu lat,
w celu rozbudowy i zwiększenia możliwości produkcyjnych związanych z budową statków, utrzymania zatrudnienia na poziomie nie niższym niż 2.200 osób, oraz niezbywania prawa użytkowania wieczystego gruntów. Wszystkie powyższe zobowiązania w praktyce nie miały żadnego zabezpieczenia. Od początku napawało to niepokojem, zwłaszcza dlatego, że do statutowych celów Trójmiejskiej Korporacji Stoczniowej należało m.in., rozbieranie
i burzenie budynków, sprzedaż hurtowa maszyn i urządzeń, transport przybrzeżny, czy wynajem nieruchomości.8
Wróćmy jednak do początku dni związanych z samym procesem upadłości, gdyż zanim doszło do podpisania umowy warunkowej sprzedaży, syndyk i Sędzia Komisarz, winni byli wypełnić szereg czynności administracyjnych i prawnych w celu zaspokojenia wierzycieli. Czy tak w rzeczywistości się stało? Przyjrzyjmy się faktom.
Zarząd Stoczni Gdańskiej Spółka Akcyjna w upadłości, reprezentowany przez Euzebiusza Szepietowskiego, Prezesa Zarządu oraz Sławomira Jaskólskiego, Członka Zarządu, złożył do Sądu Rejonowego w Gdańsku w Wydziale XII Gospodarczym,
na ręce Sędziego Komisarza, Dariusza Kardasia dokument pod tytułem „Uzasadnienie celowości przeprowadzenia układu z wierzycielami Stoczni Gdańskiej S.A. w upadłości”. Przyjęto w nim, za podstawę postępowania układowego z wierzycielami Stoczni, Rozporządzenie Prezydenta Rzeczypospolitej, z dnia 24 października 1934 roku.9
W uzasadnieniu przytoczonego dokumentu10 Zarząd upadłej Stoczni zawarł między innymi, takie tezy: „(...) W uzasadnieniu wyroku Sądu, z dnia 23 lutego 1998 roku, Sąd podkreślił, że unieważniona uchwała nr 6 została podjęta z inicjatywy większościowego akcjonariusza, którym był Skarb Państwa i godziła w interesy Stoczni Gdańskiej, krzywdząc przy tym jej akcjonariuszy – pracowników, którzy nie tylko utracili miejsca pracy, ale i majątek jakim były akcje. Unieważnienie uchwały Walnego Zgromadzenia każdej spółki obliguje jej organy do podjęcia działań mających na celu zniwelowanie ujemnych skutków unieważniającej uchwały, w tym przypadku podjęcie działań zapobiegających utracie przez akcjonariuszy ich majątku, jakim są akcje oraz zachowanie przedsiębiorstwa stoczniowego spółki dla zapobieżenia utraty miejsc pracy. Taką możliwość daje art. 17111 i następne prawa upadłościowego pozwalające na zawarcie układu w upadłości z wierzycielami, co pozwoli na przywrócenie miejsc pracy i wartości akcji jej pracowników, a przede wszystkim zapobiegnie rozwiązaniu Stoczni Gdańskiej S.A. Zarząd Stoczni podanie o dopuszczenie do zawarcia układu z wierzycielami
w upadłości wniósł w dniu 07 maja 1997 roku i uzyskał zgodę większości wierzycieli uprzywilejowanych na jego zawarcie.12
Zarząd upadłej Stoczni rozumiał i widział potencjał w jej majątku,
a w szczególności w gruntach do niej należących „(...) Położenie Stoczni praktycznie
w centrum Gdańska, sprawia że teren, na którym jest zlokalizowana, posiada
dużą wartość rynkową, tym bardziej w świetle podjętej przez Radę Miasta uchwały, gdyż wartość tych dotąd przeznaczonych na cele przemysłowe gruntów znacznie wzrośnie po zmianie planów zagospodarowania przestrzennego.13 Ponadto jego atrakcyjność zwiększa wyposażenie w infrastrukturę techniczną. Stocznia posiada 135 ha gruntu, który po przeniesieniu działalności produkcyjnej na zmniejszony teren B i C (o pow. 46 ha i 60 ha) pozwoli, iż pozostały teren około 40 ha (teren A) będzie mógł być wykorzystany na cele określone w miejskich planach. Wieloletnia dzierżawa części gruntów stanowiłaby dodatkowe źródło przychodów, które można by wykorzystać na zmniejszenie kosztów funkcjonowania Stoczni. Grunty Stoczni położone w centrum Gdańska przeznaczone pod wieloletnie dzierżawy mogą jednocześnie służyć Stoczni jako zabezpieczenie hipoteczne dla uzyskania kredytu na niezbędne inwestycje restrukturyzacyjne dla przedsiębiorstwa stoczniowego w zakresie zakupu nowych technologii. Objęcie ich wieloletnimi dzierżawami dla inwestorów przedsięwzięć przewidzianych w miejskich planach zagospodarowania w niczym nie uszczupli możliwości produkcyjnych Stoczni, która może swą działalność realizować na terenie B i C
o pow. około 95 ha i to powierzchni włączonej do planowego poszerzenia terenów portu morskiego Gdańsk.”14
Zarząd w wizji rozwoju po dokonanych przekształceniach własnościowych oraz po wykonaniu niezbędnych inwestycji widział Stocznię, jako nowoczesny zakład ponownie odgrywający kluczową rolę na przemysłowej mapie Gdańska. Planował zbędne produkcyjne tereny udostępnić Miastu Gdańsk, a one miały przynieść obopólne korzyści kompleksowi miejskiemu i przyszłym inwestorom, natomiast uzyskane tą drogą środki finansowe dla Stoczni miałyby wesprzeć budowę statków.
Znamiennym jest, iż w trakcie gdy trwały rozmowy syndyka z potencjalnymi przyszłymi inwestorami, a Zarząd Stoczni w upadłości prowadził prace w celu wykonania postępowania układowego, to Rada Miasta Gdańska poczęła wykonywać równolegle czynności zmierzające do popierania idei likwidacji zakładu. Dowodem
na to, jest uzasadnienie uchwały Rady Miasta Gdańska, z dnia 17 czerwca 1998 roku,
w którym to uzasadnieniu czytamy: „(...) Sporządzenie Miejscowego Planu Zagospodarowania Przestrzennego rejonu Stoczni Gdańskiej stworzy podstawy prawne do działań umożliwiających przekształcenie terenów poprzemysłowych oraz części terenów stoczni na wielofunkcyjne centrum Gdańska otwierając miasto na Wisłę.”15 Pod dokumentem podpisał się Wiceprezydent Miasta, Ryszard Gruda. Krótkowzroczność włodarzy nie może nie zastanawiać żadnego z mieszkańców województwa pomorskiego. Oni także przyłączyli się do likwidatorów stoczniowych miejsc pracy, nie dając miastu kompletnie nic w zamian. Gdy przeczytamy „Strategię Rozwoju Miasta Gdańska do roku 2015” to nie znajdziemy kompletnie niczego o realnym zamiarze kreowania nowych miejsc pracy. Ale za to przeczytamy “banialuki” o programach takich na przykład, jak: „Gdańsk równych szans”, „Gdańsk Zielone Miasto”, czy „Gdańsk Szerokiej Drogi.” Aż prosi się rzec: „Gdańsk Szerokiej Drogi – ale do upadku”. Dla potwierdzenia miałkości szumnej strategii, przytoczmy przykład z działu 3.2. pod tytułem „Gospodarka”: „(...) Rozwój gospodarczy miasta jest jednym z kluczowych czynników decydujących o zadowoleniu i materialnych podstawach życia mieszkańców.”16 Wiemy wszyscy, iż rozwój gospodarczy to podstawa materialnego bytu społeczeństwa, a zatem, po co o tym pisać w strategii rozwoju? „Gospodarka Gdańska jest w trakcie istotnych przemian jakościowych i strukturalnych. Dominujący do lat 90. ubiegłego wieku sektor morski nadal pełni istotną, choć już nie wiodącą rolę.”17 I tutaj musimy zapytać, a dlaczego sektor morski już nie pełni dominującej roli? Kto o tym zadecydował za społeczeństwo? Do czego zmierzają elity kraju w tej materii? Gdańsk zawsze morskim miastem był, można śmiało rzec, parafrazując w pozytywnym znaczeniu słowa z “Ferdydurke” Gombrowicza o Słowackim. A gdzież to nasi miejscy wizjonerzy i stratedzy upatrują przyszłość? Otóż w swojej strategii piszą dalej tak: „(...) Pojawiają się nowe wyzwania i szanse, związane z rozwojem w Gdańsku zaawansowanych technologii ...”18 Zaawansowane technologie należy wynaleźć na początek, aby z nich czerpać zyski w przyszłości. To, że kilka firm z górnej światowej półki otworzy przedstawicielstwa w Polsce, to wcale nie będzie świadczyć o ich rozwoju na krajowym rynku. Gdyby jednak w strategii znaleźć można było jakiekolwiek fundusze na rozwój badań naukowych, racjonalizatorskich czy wreszcie wynalazczych, to wtedy można byłoby sądzić, iż mamy elity myślące racjonalnie, które patrzą w przyszłość, próbując zabezpieczyć byt przyszłych pokoleń. Czytając strategię nie da się niestety takich trendów zauważyć. Tak więc, szumna strategia składa się z banalnych założeń, w zasadzie nie jest żadną strategią, a tylko opisem faktycznych dokonań zarządzających miastem, jak i próbą prognozowania na lata przyszłe kierunków inwestycyjnych małych i średnich przedsiębiorstw. Na koniec tego wątku chciałoby się powiedzieć tak – to, że jeśli jakiś tam inwestor zachodni otworzy sobie firmę
w kraju w sektorze niskich, wysokich czy działających inaczej technologii to zupełnie nie oznacza, że przeciętny Kowalski, z tego tytułu, zacznie sobie dobrze żyć.
Myślenia pro państwowego w Polsce jeszcze nie widać, pokutuje w dalszym ciągu życzeniowe nastawienie do drapieżnej światowej gospodarki, gdzie tylko rekiny wiodą prym, a myślenie, że zachodni inwestor, jak doktor w lekarskiej przychodni rejonowej po główce chore dziecięce niewiniątko pogłaszcze, jest jakimś zbiorowym polskim samobójstwem. Ponad milion lub więcej Polaków w nim nie uczestniczy, gdyż do pracy wyjechało, ale za granicę swojego kraju. Dlatego, gdy czyta się z ultraliberalnej nowomowy o wprowadzaniu zaawansowanych technologii w Polsce, to właśnie wtedy należy pytać, a gdzież ona jest? “Mydleniem oczu” próbuje się wymanewrować obywateli na różne sposoby, aby tylko trwać u władzy, która podaje na tacy, nie tylko zapewnienie bytu, ale również pomaga w zaspakajaniu wybujałych chorych ambicji przecząc całkowicie idei rozwoju kraju. Nie ma co siebie więcej oszukiwać, Polska stała się tylko montownią funkcjonującą dzięki międzynarodowym koncernom, które olbrzymie zyski transferują do krajów ich pochodzenia, Polakom zostawiając niewolnicze miejsca pracy.
I żadna strategia, manewr gospodarczy, mała czy duża reforma nie pomogą nigdy, dopóki nie zaczniemy myśleć pro państwowymi kategoriami, a swoją szansę upatrywać
w rozwoju nauki i szkolnictwa w celu zabezpieczenia przyszłości kraju, bo wyprzedawanie po kolei poszczególnych zakładów w Polsce niesie za sobą likwidację całych gałęzi przemysłu, stanowi krótkowzroczny sposób myślenia.
1Akt Notarialny, z dnia 08.09.1998 r., Repetytorium A nr 7642/1998.
2Ibidem, str. 43.
3 Ibidem, str. 43.
4 Ibidem, str. 44.
5Ibidem, str. 44.
6Ibidem, str. 44.
7Krzysztof Teodor Teplitz „Dokąd prowadzą nas media”,Wydawnictwo ISKRY, Warszawa 2006, str. 221.
8Akt notarialny powołujący Trójmiejską Korporację Stoczniową, z dnia 24.08.1998 r., Repetytorium
A nr 4068/1998
9Ustawa, z dnia 28 lutego 2003 r., „Prawo upadłościowe i naprawcze”, Dz. U. Nr 60, poz. 535
z późniejszymi zmianami.
10Zarząd Stoczni Gdańskiej S.A. w upadłości, „Uzasadnienie celowości przeprowadzenia układu
z wierzycielami Stoczni Gdańskiej S.A. w upadłości”, 21.08.1988 r. Gdańsk, sygnatura – SGSA/PZ/Oz/88/98.
11Art. 171. „Po ustaleniu przez Sędziego Komisarza listy wierzytelności, upadły może zawrzeć układ
z wierzycielami nie uprzywilejowanymi”, Rozporządzenie Prezydenta Rzeczypospolitej, z dnia 24 października 1934 roku.
12Zarząd Stoczni Gdańskiej S.A. w upadłości „Uzasadnienie celowości przeprowadzenia...” op. cit. str. 1.
13Uchwała nr LXII/910/98 Rady Miasta Gdańska, z dnia 17 czerwca 1998 roku o przystąpieniu
do sporządzenia miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego śródmieścia Gdańska rejon Stoczni Gdańskiej „(...) uchwala, co następuje: (...) Przedmiotem planu jest ustalenie terenów przeznaczonych
na realizację celów publicznych oraz linii rozgraniczających te tereny; lokalnych warunków, zasad
i standardów kształtowania zabudowy oraz zagospodarowania terenu, w tym również linii zabudowy
i gabarytów obiektów, a także maksymalnych lub minimalnych wskaźników intensywności zabudowy; zasad
i warunków podziału terenów na działki budowlane.” Pod uchwałą podpisał się Przewodniczący Rady Miasta Gdańska, Paweł Adamowicz, obecny Prezydent Gdańska, ten sam od stwierdzeń w sprawie nowych przemysłów XXI wieku.
14Zarząd Stoczni Gdańskiej S.A. w upadłości „Uzasadnienie celowości przeprowadzenia...” op.cit. str. 5.
15Uchwała nr LXII/910/98 Rady Miasta Gdańska, z dnia 17 czerwca 1998 roku – Uzasadnienie.
16Uchwała nr XXXIII/1011/04 Rady Miasta Gdańska, z dnia 22.12.2004 r., w sprawie przyjęcia rozwoju gminy Gdańsk, zawarta w dokumencie „Strategia rozwoju Miasta Gdańska do roku 2015”, str. 9.
17Ibidem.
18Ibidem.

Natomiast wracając do panów syndyka i Sędziego Komisarza, odpowiedzialnych między innymi za proces upadłości Stoczni, należy sobie jasno powiedzieć, że syndyk kierował się niewątpliwie swoim interesem, a Sędzia na pewno nie kierował się interesem akcjonariuszy, ani Państwa i prawa. Tego jesteśmy dzisiaj pewni, patrząc na opisywany w pracy proces
z perspektywy minionych lat. Otóż, syndyk miał otrzymać swoje wynagrodzenie
w procentach, co przy sprzedaży takiego dużego zakładu, jak Stocznia szło w miliony.
A Sędzia, dlaczego nie widział racji akcjonariuszy i prawa? Po pierwsze nie przyjął społecznej oferty pieniężnej zorganizowanej i przedstawionej przez pana kpt. Bolesława Hutyrę.
Dla porównania, Społeczny Komitet Ratowania Stoczni Gdańskiej i Przemysłu Okrętowego zagwarantował przez okres pięciu lat inwestycje na sumę minimalną
stu milionów dolarów amerykańskich. Komitet, działając w porozumieniu
z Wielkopolskim Bankiem Rolniczym w Kaliszu oraz za zgodą Zarządu Stoczni Gdańskiej,
w piśmie skierowanym na ręce Sędziego Komisarza, Dariusza Kardasia, poinformował
o zorganizowaniu kredytu w celu finansowania budowy statków oraz dokonania niezbędnych inwestycji w Stoczni Gdańskiej. Jedynym warunkiem uruchomienia kredytu udzielonego przez Bank Wielkopolski było dopuszczenie do zawarcia układu z wierzycielami. Plan inwestycyjny przewidywał finansowanie budowy statków w wysokości, co najmniej sześćdziesięciu milionów dolarów oraz inwestycje w wysokości, co najmniej dwudziestu milinów dolarów rocznie przez okres następnych pięciu lat.
Ale na nic społeczna oferta dla Stoczni. Na nic zabiegi kapitana Hutyry w celu podtrzymania produkcji statków w Gdańsku. Sędzia nie zezwolił na układ z wierzycielami. Miał 28 lat, gdy podejmował tak ważną decyzję.
(Dzisiaj wiemy, że Sędzia Komisarz i Syndyk nie miał i nie ma nic do powiedzenia postępowanie upadłościowe prowadził i prowadzi Minister Skarbu Państwa tak jak
i telewizję publiczną dlatego też w mediach publicznych nie ma prawdziwych i rzetelnych informacji o sytuacji Stoczni Gdańskiej a pracowników, którzy chcą realizować misję zwalnia się z pracy, jest to skandal nad skandale. Najpierw okradziono akcjonariuszy z akcji stoczni
a teraz pozbawiono społeczeństwo możliwości kupienia stoczni za określone pieniądze, bo stocznię musieli dostać „partyjni kolesie”, gdyż to partia i jej decydenci mają być właścicielami. Dlatego też podstawiono kolegę partyjnego niejakiego Szlantę. )
„W dniu 08.09.1998 r., po podpisaniu aktu notarialnego wstępnej umowy sprzedażny
w Dworze Artusa, osobiście w rozmowie z panią Minister Sprawiedliwości, Hanną Suchocką, stwierdziłem, że dzisiaj dokonało się bezprawie podpisania aktu sprzedaży Stoczni Gdańskiej. Pani Minister odpowiedziała:<>, na co stwierdziłem: <>, w odpowiedzi uzyskałem zapewnienie, że Ministerstwo tę sprawę zbada. Mam głęboką nadzieję, że dzisiejsze moje przesłuchanie służy właśnie zahamowaniu bezprawia”.1 To słowa z zeznania kpt. Hutyry w Prokuraturze Okręgowej w Gdańsku.
W zasadzie, w oczy rzuca się pytanie, dlaczego tak młody człowiek, miał decydować
o niezmiernie istotnych sprawach życia tysięcy mieszkańców Wybrzeża? Kto w Sądzie
w Gdańsku powierzył mu taką rolę?
Dopiero po „hucpie” w Dworze Artusa Sędzia Kardaś powołał Radę, gdyż
bez jej zgody nie mógł sprzedać Stoczni.
W myśl polskiego prawa upadłościowego, Rada posiada najważniejsze kompetencje
w procesie upadłości, wyższe od sędziego komisarza. To ona decydować winna o losach upadłego. Ustawodawca nie założył niestety, że sędzia komisarz będzie działał na szkodę upadłego w sposób celowy i cyniczny wykorzystując w sposób bezwzględny luki w prawie, ale ustawodawcą był przedwojenny urzędnik, Prezydent Polski, który założył, że istnieje godność, misja i niepodważalna uczciwość sędziowska. Nie przypuszczał pan Prezydent, Ignacy Mościcki w roku 1934, że 50 lat później będą tacy sędziowie na przykład, jak pan Kardaś, którzy wykorzystają swoje możliwości i kompetencje niezgodnie z podstawową zasadą ustawy, która mówi, że sędzia musi działać tak, aby w pierwszym swoim działaniu zaspokoić roszczenia wierzycieli, bowiem, to właśnie po to, stworzono ustawę o upadłości,
a nie w celach kombinacji i ewidentnego działania na korzyść kupującego, co kwalifikuje się, jako korupcja. „Ja nie sprawowałem w tym czasie żadnej funkcji w Trójmiejskiej Korporacji Stoczniowej. Byłem pracownikiem syndyka. Dopiero 08.12.1998 r., po przekazaniu Stoczni Gdańskiej w upadłości Stoczni Gdańskiej – Grupa Stocznia Gdynia S.A. zostałem powołany na stanowisko Dyrektora Produkcji i Członka Zarządu”2 – tak zeznawał jeden z pracowników syndyka.
Michał Tomczak, komentując prawo upadłościowe w Polsce, napisał tak: „Prawo upadłościowe i naprawcze miało wzmocnić wierzycieli. Tymczasem ich rola, zwłaszcza prywatnoprawnych, a więc normalnych uczestników obrotu gospodarczego, jest zgoła żadna. (...) Trafia on (przedsiębiorca) pod zarząd biurokratycznie nastawionego Sądu, niewrażliwego na realia gospodarcze oraz syndyka masy upadłości, który zazwyczaj ma interes, by przedłużać postępowania, co, prawie zawsze, oznacza zmniejszanie majątku na spłatę wierzycieli.”3 Komentarz napisano po wprowadzeniu nowego prawa upadłościowego
w 2003 roku, ale odnosi się również w równym stopniu do prawa z 1934 roku i pod rygorem tej przedwojennej jeszcze ustawy działał pan Kardaś. „Nie lubili jej wówczas i nie lubią dzisiaj sędziowie i syndycy; w pewnym sensie jest to konflikt naturalny, ponieważ funkcjonowanie rady z założenia wprowadza element kontroli działań głównych aktorów postępowania upadłościowego i utrudnia im życie. Niemniej – jak to podkreślano w związku
z uchwaleniem prawa upadłościowego i naprawczego (dalej: pun; wszystkie podawane tu przepisy pochodzą z tej ustawy) – postępowanie prowadzone jest przede wszystkim w interesie wierzycieli, zatem interesy te powinny doznać instytucjonalnego wzmocnienia.
W rzeczywistości wzmocnienie rady jest najzupełniej pozorne i formalne, wszechwładza sędziego komisarza (dalej: sędziego) i syndyka pozostała nienaruszona, zaś legislacyjne błędy rolę rady zmarginalizowały. Dowód pierwszy: już samo powołanie rady jest w pełni uzależnione od zgody sędziego komisarza. Na wniosek wierzycieli mających przynajmniej piątą część ogólnej sumy wierzytelności, które zostały uznane lub uprawdopodobnione, sędzia ma obowiązek ustanowić radę. Teoretycznie ten przepis (art. 201 ust. 2) jest oczywisty.
W praktyce, nic i nikt nie zmusi sędziego do powołania rady, jeśli jej nie chce. Sędzia jest bowiem ubezpieczany przez upadłościową procedurę. Otóż, w postępowaniu tym istnieje zasada, że decyzje sądu są zaskarżalne jedynie wtedy, gdy przepisy wyraźnie to przewidują, oraz na postanowienia kończące postępowanie w sprawie (art. 33 ust. 1). Odmowa powołania rady nie tylko nie podlega zaskarżeniu ale – cóż za komfort – nie wymaga uzasadnienia. I właśnie to są powody, dla których wierzyciel mający 90 proc. sumy wierzytelności i wielekroć wnioskujący o powołanie rady, nic u sędziego nie wskóra.”4 Obraz funkcjonowania prawa upadłościowego tutaj przedstawiony, jest wstrząsający. W takich to dogodnych dla siebie warunkach działał Sędzia Komisarz, Dariusz Kardaś i syndyk masy upadłości Stoczni Gdańskiej, Andrzej Wierciński. Pan Tomczak, pisze dalej tak: „Poza tym, przepis nie wskazuje, by sędzia, ustanawiając radę, miał obowiązek powołania do jej składu te podmioty, których wierzytelności są największe, a tym samym dają podstawę do zgłoszenia wniosku o jej ustanowienie. Sędzia ma więc prawo powołać radę (także
z urzędu), składającą się z wierzycieli, którzy nie chcą w niej być i których wierzytelność wynosi 58 zł, pomijając wszystkich największych. Z kolei, zmiana składu rady jest możliwa na wniosek wierzycieli mających piątą część wierzytelności, lecz sędzia może się z takim wnioskiem (oczywiście) nie zgodzić, wtedy decyzję niezgodną z jego poglądem może podjąć zgromadzenie wierzycieli. Nie trzeba chyba dodawać, że zgromadzenie wierzycieli zwołuje sędzia, a więc pole obstrukcji ze strony niechętnego radzie sędziego jest znów ogromne. Wierzyciele mogą wnioskować o zwołanie zgromadzenia, sędzia może taki wniosek oddalić, bez uzasadnienia i bez prawa odwołania. Przepisy nie przewidują tu żadnej klapy bezpieczeństwa, standardowo zakładając profesjonalizm, rzetelność
i praworządność sędziego.
Dowód drugi: sposób określenia zakresu uprawnień rady. Rada może wyrazić zgodę na sprzedaż z wolnej ręki przedsiębiorstwa upadłego lub jego zorganizowanej części, a także nieruchomości – stanowi art. 323. Zgodnie zaś z art. 322, sędzia może zezwolić na swobodny wybór nabywcy przez syndyka we wskazanym terminie, określając minimalną cenę sprzedaży oraz warunki zbycia. Oba te uprawnienia są w oczywisty sposób konkurencyjne, bo nie wydaje się, by na gruncie obowiązujących przepisów można było przypisać istotnie odmienne znaczenie pojęciom sprzedaż z wolnej ręki" i "swobodny wybór nabywcy". W jakiej zależności zatem, pozostają te konkurencyjne uprawnienia rady
i sędziego? Ano w takiej, że w rzeczywistości to uprawnienie rady jest fikcją, skutecznie przysługuje jedynie sędziemu. Wynika to bezpośrednio z prawa uchylania uchwał rady przez sędziego, które to prawo, stanowi ostateczne narzędzie skutecznego spacyfikowania rady
w postępowaniu upadłościowym.
Dowód trzeci: uchylenie uchwały niezaskarżalne i niewymagające uzasadnienia.
W terminie trzech dni od przedłożenia sędziemu odpisu protokołu, może on uchylić uchwałę rady, jeżeli jest sprzeczna z prawem albo narusza dobre obyczaje lub interesy wierzycieli (art. 210). Takie uprawnienie nie dziwi. Znowu jednak, takie postanowienie jest niezaskarżalne,
a co za tym idzie – brak wymogu jego uzasadnienia. W praktyce sędzia może uchylić każdą uchwałę rady, także np. po to, by zablokować określone jej działania. Nie musi bowiem,
w żadnym trybie i nikomu, tłumaczyć się z przesłanek podjętej decyzji.”5
Reasumując, wychodzi, iż Sędzia Komisarz dostał władzę niczym nieograniczoną,
a zatem, ustawodawca założył standardowo, jak pisze Tomczak „profesjonalizm, rzetelność
i praworządność sędziego.” Natomiast, nie przewidywał sytuacji, że może nastąpić wrogie działanie sędziego.
Tak więc, pan Kardaś miał władzę nad Stocznią, w czasie jej upadłości, niczym nieograniczoną.
1Zeznania kpt. ż.w. Bolesława Hutyry przed Prokuraturą Okręgową w Gdańsku, sygn. akt VDs 45/03,
karta nr 228
2Zeznania Henryka Jankowskiego przed Prokuraturą Okręgową w Gdańsku, z dnia 06.06.2001 r.,
sygn. akt VDs 64/01, karta nr 62.
3Michał Tomczak „Prawo co dnia”, Rzeczpospolita, z dnia 24.02.2005 r., druk nr 46.
4Ibidem.
5Ibidem.

W takim układzie, obrady Rady Wierzycieli nie mogły skutkować obiektywizmem, gdyż toczone były w atmosferze presji dokonanej już umowy warunkowej sprzedaży. Prokurator Okręgowy Prokuratury w Gdańsku prowadził śledztwo w sprawie umowy sprzedaży. Przesłuchał na tę okoliczność Sędziego Komisarza.1 Oto zapis z przeprowadzonego śledztwa, przesłuchujący Prokurator – Dariusz Popielniuk, świadek Sędzia Komisarz – Dariusz Kardaś:
Prokurator – „Czemu, pomimo pierwszego wniosku wierzyciela, lipiec
1997 rok, powołano Radę Wierzycieli dopiero w 1998 roku, a więc po podjęciu najbardziej istotnych decyzji związanych ze sprzedażą tego przedsiębiorstwa?”

Sędzia – „Przyczyny powołania w późniejszym terminie Rady Wierzycieli były następujące: z jednej strony, ja nie chciałem powołać Rady uznając,
że nie przyczyni się to do przyspieszenia postępowania wręcz przeciwnie,
a z drugiej, przemawiał za tym argument polityczny.”

Z tego zapisu przesłuchania świadka wynika, że pan Kardaś nie chciał powołania Rady Wierzycieli, ale zmuszony ustawą, w końcu ją powołał, tylko, że po fakcie. Twierdził
o politycznych argumentach odroczenia tej decyzji. Szkoda, że pan Prokurator nie zapytał, jakie argumenty polityczne decydowały o powołaniu Rady, a może były naciski z zewnątrz na niego? Zastanawiające jest również stwierdzenie Sędziego, o woli szybkości procesu upadłości. Czy jednak proces ten nie powinien przebiegać w spokoju i rozwadze, a nie
w przyśpieszeniu?
Następną sprawą, która musi niepokoić i krzyczy o sprawiedliwość, jest postawa Emila Wąsacza, Ministra Skarbu Państwa, odpowiadającego2 na Dezyderat nr 43 Komisji Skarbu Państwa, Uwłaszczenia i Prywatyzacji – „ Zgoda na przeniesienie praw do nieruchomości Stoczni na Trójmiejską Korporację Stoczniową, której głównym akcjonariuszem jest Stocznia Gdynia mieści się w ramach od dawna czynionych przez Rząd starań zmierzających do konsolidacji polskiego przemysłu budowy statków morskich.(...)
Z w/w względów postulat zawarty w pkt. 7 dezyderatu nie jest możliwy do zrealizowania.” Czyżby Minister Skarbu Państwa “dostał rozkaz” natychmiastowego podpisania zgody? Dlaczego Minister stanął ponad Sądem?
Przykład Stoczni Gdańskiej, jej upadłość i sprzedaż, wpisuje się w proces transformacji ustrojowej i społecznej. W proces, który w swojej istocie jest „wielkim przewrotem społecznym, na którym jedni – na przykład robotnicy wielkich zakładów przemysłowych, ze Stocznią Gdańską, kolebką „Solidarności” włącznie – boleśnie przegrali, inni zaś ewidentnie wygrali, awansując do elit finansowych i politycznych.”4 Anna Kłos, dziennikarka Wybrzeża, która swoją niezależność dziennikarską okupuje pracą w pięciu redakcjach, na pytanie: „Dlaczego doszło do kradzieży majątku Stoczni?” stwierdziła: „Muszą ukraść, bo sami nie są w stanie niczego zbudować” a na pytanie: „Dlaczego zabija się ludzi?” odpowiedziała: „Dlatego, że dobrowolnie nikt im tego nie da, co oni chcą mieć”.5
Sprzedaż Stoczni Gdańskiej nastąpiła 3 grudnia 1998 r., o godzinie 6 rano.6 Umową rozporządzającą przeniesiono większość majątku Stoczni Gdańskiej na własność Trójmiejskiej Korporacji Stoczniowej. O tym fakcie nie informowały media. Dopiero pod koniec 1999 r., ukazała się pierwsza wzmianka o dokonanej transakcji sprzedaży Stoczni. Informacja, że sprzedaży dokonano o godzinie 6 rano, wyszła “na światło dzienne” podczas zeznań syndyka, Andrzeja Wiercińskiego w 2005 r. na rozprawie karnej przeciwko niemu. Sędzia Komisarz, Dariusz Kardaś, podczas przesłuchania w Prokuraturze Okręgowej
w Gdańsku, w 1999 r., zeznał, że o sprzedaży Stoczni, 3 grudnia 1998 r., „dowiaduje się właśnie teraz”7.
Korporacja miała zapłacić za Stocznię Gdańską 115,7 mln zł,8 podczas gdy
sam grunt Stoczni, w różnych szacunkach określano na sumy od 500 milinów
do nawet 2 miliardów dolarów. Jako spółka akcyjna, Korporacja odpowiadać miała za swoje zobowiązania do wysokości kapitału założycielskiego, czyli do 400 tysięcy złotych. Kredyt Bank PBI S.A. w Warszawie udzielił gwarancji kredytowej w wysokości 72,9 miliona złotych, czyli kredytu na kupno Stoczni Gdańskiej pod zastaw jej terenów, do dnia 7 grudnia 1998 roku. Skąd data 7 grudnia 1998 roku? Otóż, do tego dnia, Trójmiejska Korporacja Stoczniowa musiała przejąć Stocznię lub odstąpić od umowy jej zakupu.
A dlaczego Bank udzielił gwarancji w kwocie tylko niecałych 73 milinów złotych? Otóż dlatego, iż w kasie Stoczni, w momencie transakcji 3 grudnia 1998 r., po prostu znajdowało się 42,8 miliona złotych, a zatem na kupno zakładu potrzebowano nie 115,7 miliona złotych, ale sumę 72,9 miliona złotych – reszta była w kasie Stoczni. Drobne 42,8 miliona złotych. Jak później zeznaje sam Banach,9 to Stocznia sama spłaciła kredyt zaciągnięty na jej kupno!
Ryszarda Socha, publicystka Tygodnika Polityka, komentując po niecałych dwóch latach transakcję sprzedaży, w czasie gdy Prokuratura zajęła się badaniem (kiedyś mówiono śledztwem) omawianej wyżej umowy, napisała znamienne słowa: “(...) Stanisław Dmowski i Stanisław Rudnicki, autorzy nowego komentarza do kodeksu cywilnego, wskazują, że naturę pieniądza, jako środka płatniczego analizował Sąd Najwyższy (wyrok z 4 grudnia 1998 r.) i stwierdził, iż pieniądze nie są rzeczami w pełnym tego słowa znaczeniu, nie mają bowiem samoistnej wartości. To oznacza, że nie mogą być przedmiotem użyczenia, a tym bardziej sprzedaży. Tymczasem w przypadku transakcji zbycia Stoczni Gdańskiej potraktowano je, jako rzeczy, jak produkcję w toku, produkty gotowe, towary. Biegli księgowi też nie mają wątpliwości, że problem płynności finansowej da się formalnie rozwiązać inaczej niż poprzez sprzedaż przedsiębiorstwa razem z zawartością kasy. Co więcej, szacunki majątku Stoczni nie uwzględniły zasobów pieniężnych.”10 również Sędzia Komisarz, Dariusz Kardaś wypowiedział się do tygodnika następująco: „Dla mnie nie jest ważne, czy Stocznia została sprzedana za 73 miliony, czy 115 milionów. Kwota nie ma znaczenia, bo nie było innych kontrahentów i nie było innego wyjścia, jak sprzedaż.” Czy pan sędzia nie mija się czasem z prawdą. Kpt. ż.. Bolesław Hutyra nazwał go „panem Kardasiem, a nie sędzią, bo pan sędzia kłamie.”11 Sędzia Kardaś, tłumaczy swoje postępowanie polityką. Jednak układ z wierzycielami był możliwy ale pan Sędzia nie powołał Rady Wierzycieli, która mogła i miała taką wolę
o tym zdecydować. Hutyra nie został aresztowany, nie miał procesu sądowego, nie został zamknięty. Hutyra zginął w dziwnym wypadku drogowym, dziwnym zbiegiem okoliczności, na dzień przed Walnym Zgromadzeniem Akcjonariuszy
Stoczni Gdańskiej.
Do dnia dzisiejszego nie sfinalizowano całkowicie sprzedaży Stoczni Gdańskiej S.A. W dalszym ciągu istnieje podmiot Stocznia Gdańska w upadłości, którą reprezentuje syndyk, Andrzej Wierciński. Pomimo tego, że Andrzej Wierciński zasiadał na ławie oskarżonych i pomimo kierowanych w tej materii wniosków zainteresowanych do Sądu
w Gdańsku i Ministerstwa Sprawiedliwości, nie został on zawieszony ani odwołany
z funkcji syndyka.

1Prokuratura Okręgowa w Gdańsku, Protokół z przesłuchania świadka w sprawie V Ds 20/99, Tom XII,
karta 2668.
2Odpowiedź MSP adresowana do Marszałka Sejmu Macieja Płażyńskiego, z dnia 23.02.1999 r., znajdująca się w aktach Prokuratury Okręgowej w Gdańsku, sygn. akt V Ds 64/01, tom VII, karty 1319-1321.
3W dniu 01.12.1998 r. Komisja Sejmowa, po wysłuchaniu Podsekretarza Stanu w Ministerstwie Skarbu Państwa w sprawie prywatyzacji Stoczni Gdańskiej, przyjęła Dezyderat jednogłośnie. Postulowała w nim do Rady Ministrów w siedmiu punktach. Punkt 7 brzmi – „Wstrzymanie przez Ministra Skarbu Państwa zgody na przekazanie gruntów Stoczni Gdańskiej do czasu zakończenia toczącego się postępowania sądowego.”
4K.T. Toeplitz „Dokąd prowadzą nas media”, op. cit., str. 252.
5Rozmowa z autorem w styczniu 2009 r. w hotelu Gdańsk, przy okazji spotkania żeglarzy z władzami miasta Gdańsk.
6Zeznanie syndyka Stoczni Gdańskiej, Andrzeja Wiercińskiego, z maja 2005, podczas rozprawy karnej
przed Sądem Rejonowym w Gdańsku, sygn. akt IV K 64/04. Sprawa została wniesiona przez Prokuraturę Okręgową w Gdańsku o działalność na szkodę Stoczni Gdańskiej, nagranie techniką cyfrową, archiwum autora.
7Przesłuchanie Sędziego Komisarza, Dariusza Kardasia, Sędziego Sądu Rejonowego w Gdańsku,
w charakterze świadka, w śledztwie przeciwko syndykowi, Andrzejowi Wiercińskiemu i notariuszowi, Markowi Kolasie, o działalność na szkodę Stoczni Gdańskiej.
8Akt Notarialny, z dnia 08.09.1998 r., Repetytorium A nr 7642/1998, str. 42.
9Zeznanie Bogumiła Banacha przed Prokuraturą Okręgową w Gdańsku, z dnia 06.06.2001 r., sygn. akt
V Ds 64/01, karta nr 59: „Pieniądze za tę czynność przekazano niezwłocznie do banku kredytującego poprzednio kupno Stoczni Gdańskiej w upadłości.”– chodzi o czynność umorzenia udziałów
Stoczni Gdańskiej – Grupa Stoczni Gdynia w spółce Synergia '99 (przyp. aut.).
10Ryszarda Socha „Cena z wsadem”, Tygodnik Polityka nr 17, z dnia 22.04.2000 r., str. 82.
11Manifestacja przed Sądem Apelacyjnym w Gdańsku, kwiecień 2000 r., nagranie dokonane techniką cyfrową, archiwum autora.

Po roku 1989 oficjalnie zdjęto z mediów cenzurę. A jednak prawda o Stoczni Gdańskiej nie miała prawa zaistnieć w mediach. W to miejsce oferowano informacje nieścisłe i nieprawdziwe, tym samym doprowadzając do dezinformacji, mającej na celu bierność społeczeństwa. Komu i czemu służą media?
„Cenzura, podobnie jak niewolnictwo, nigdy nie może być prawem, choćby tysiąc razy istniała w formie ustaw.”1
1Maciej Iłowiecki „Media władza świadomość społeczna”, Wydawnictwo PWSFTviT, Łódź 1999 r.,
str. 49.

Kpt. Bolesław Hutyra, naświetlając sytuację Stoczni Gdańskiej, powiedział na konferencji prasowej do dziennikarzy Wybrzeża – “Przestrzegam przed kradzieżą,
bo przedtem mówiło się zorganizował, skombinował, jak się wywiozło cement,
to skołował, a w tej chwili ukradł – nazywa się sprywatyzował, zrestrukturyzował, kupił! Jak kupił?! Jak można kupić za 400 tys. złotych Skarb Państwa wart 500 mln dolarów – Stocznię, własność stoczniowców i narodu polskiego, dane nam traktatem wersalskim art. 107, tak, jak Westerplatte, Poczta Gdańska i PKP?! To są skandale,
na które nie można się zgodzić!”1
Hutyra apelował, żeby nie nazywać sprzedażą tego, co sprzedażą nie jest. Pomimo tak jednoznacznie sformułowanych przez niego myśli, media lansowały słowo ''kupił''. Czy, z perspektywy czasu, można powiedzieć, że media, poprzez swoją taktykę działania przyczyniły się wydatnie do zaprzestania produkcji statków w Stoczni Gdańskiej? Jedno wiemy na pewno, że do 2013 r., według planów zagospodarowania przestrzennego Miasta Gdańska, Stocznia Gdańska ma zakończyć produkcję okrętową, a kpt. Hutyra mówił do dziennikarzy w 1999 r – “Chciałbym, żeby Państwo, szczególnie młodzi, rozumieli, że jeżeli mamy w Europie egzystować, to musimy przede wszystkim produkować!”2
Czy ignorancja jest siłą? Czy wojnę można zrównać z pokojem? Czy niewola może być wolnością? Czy kłamstwa mogą stać się prawdą?
1Wypowiedź kpt. ż.w. Bolesława Hutyry na konferencji prasowej w Centrum Techniki Okrętowej
w Gdańsku, marzec 1999 r., nagranie video techniką cyfrową, archiwum autora.
2Ibidem.

Komisja Trójstronna zabiega o członków z całego świata – “Polska (...)została zaproszona do udziału w pracach Komisji, po podpisaniu traktatu o stowarzyszeniu
z UE w 1993 r. (...) W rozmowie z “Wprost” Olechowski twierdzi, że zajął się tym
na prośbę polityka niemieckiej FDP, Otto Lambsdorffa. Obecnie, polskimi członkami Komisji są – oprócz niego – Jerzy Baczyński, redaktor naczelny tygodnika “Polityka”, były premier Marek Belka, Jerzy Koźmiński, były ambasador RP, prezes PKN Orlen Zbigniew Wróbel, a także dominikanin, ojciec Maciej Zięba”.1
Można oczywiście dopatrywać się tutaj “spiskowej teorii dziejów”, jednak przytoczone nazwiska Andrzeja Olechowskiego, czy o. Macieja Zięby są ściśle powiązane ze Stocznią Gdańską. Przypomnę: Olechowski wraz z Lewandowskim i Ministrem Finansów wytypowali Macieja Płażyńskiego do restrukturyzacji Stoczni i wydania pracownikom akcji, których pracownicy nie otrzymali, natomiast o. Maciej Zięba zarządza dzisiaj częściowymi terenami Stoczni Gdańskiej, jako Dyrektor Europejskiego Centrum Solidarności.
Prasa pisze wprost o niepodważalnym wpływie tajnych stowarzyszeń na życie polityczne państw i narodów. Przed wyborami prezydenckimi w Stanach Zjednoczonych w 20082 r. nie brakowało spekulantów, którzy utrzymywali, że rozgrywka o Biały Dom jest dawno rozstrzygnięta, a wybory to zabawa dla naiwnych, bowiem – “Jedynego właściwego kandydata wyznacza nieformalne trio: Rada Spraw Zagranicznych, Komisja Trójstronna i Grupa Bilderberg.”3
1 Ibidem, str. 33,34.
2Wybory Prezydenckie w Stanach Zjednoczonych odbyły się 04.11.2008 r.
3Http://www.bibula.com/?p=1377, “Prezydenci – pomazańcy tajnych Stowarzyszeń”, Olgierd Domino, za pismem konserwatywno-liberalnym“Najwyższy Czas!”, 13.11.2007 r.
Prezydent Stanów Zjednoczonych, John Kennedy1 ostrzegał: „Na całym świecie działa przeciwko nam bezwzględna monopolistyczna konspiracja, która bazuje na ukrytych środkach, by rozszerzać swoją strefę wpływów. Jest to system, który powołał ogromne ludzkie i materialne zasoby w budowanie i zalegalizowanie wysoce skutecznej maszyny, w skład której wchodzą operacje wojskowe, dyplomatyczne, wywiadowcze, ekonomiczne, naukowe i polityczne. Jej przygotowania są ukrywane a nie ogłaszane. Jej pomyłki są grzebane a nie publikowane. Jej opozycjoniści uciszani a nie chwaleni.”2
1John Fitzgerald Kennedy – 35 Prezydent Stanów Zjednoczonych, zastrzelony w Dallas 22.11.1963, jedyny katolicki Prezydent, okres urzędowania: 20.01.1961 r. – 22.11.1963 r., według tygodnika “Time” – 'człowiek roku 1961'
2 John Nada “Wezwanie do przebudzenia”, www.youtube.com

Na pozór, wolność mediów w Ameryce nie ma żadnego związku z Polską.
A już na pewno nie ma związku ze Stocznią Gdańską. Ale to tylko pozór.
Otóż, fundusze amerykańskie, od 1989 r., zabezpieczają interesy amerykańskim przedsiębiorcom w inwestowaniu za granicą oraz wspierają zagraniczną politykę USA.
I na ten cel wydano 878 milionów dolarów.1 Ambasador USA pisze: “W 1996 roku OPIC zgodził się udzielić gwarancji na pożyczkę dla TDA Capital Partners w wysokości 42 milionów dolarów i wspiera wysiłki TDA zmierzające do restrukturyzacji programu Synergia' 99 w finansowo – rentowną spółkę, która ożywiałaby okolice Stoczni Gdańskiej.”2 To już mówi samo za siebie: w 1996 r. nie istniała jeszcze spółka Synergia
'99. Synergia' 99 została założona – 02.12.1998 r.3 W akcie notarialnym założenia spółki
w rozdziale 1, §2 widnieje wpis: “Spółka będzie prowadzona pod firmą ”.
Można chyba śmiało zaryzykować twierdzenie że Stocznia Gdańska miała
i musiała upaść. A opisaną wyżej technikę manipulacji doskonale i po mistrzowsku wykorzystano przy sprzedaży Stoczni Gdańskiej i jej terenów.
W dniu 08.09.1998r., Wiadomości TVP 11 podały, jako pierwszą informację dnia: “Sprzedano Stocznię Gdańską za 115 milionów zł. Stocznię kupiła Stocznia Gdynia i EVIP Progress.”2 Wszystkie pozostałe media, czyli radio publiczne, radia i telewizje komercyjne, wszelka prasa podały informację identyczną, z tą, jaką wyemitowała telewizja publiczna. Zaprojektowany przekaz medialny posiadał słowa klucze. Były nimi: “sprzedano – kupiła – za 115 mln”. Ich forma czasu przeszłego jednoznacznie sugerowała dokonanie czynności zmiany właściciela zakładu i obrotu finansowego. Ponadto wskazywała bez cienia wątpliwości, kto stał się tym nowym właścicielem.
Z punktu widzenia zapisów znajdujących się w akcie notarialnym3, który tego dnia został podpisany w Dworze Artusa w Gdańsku w świetle kamer lokalnych i ogólnopolskich stacji telewizyjnych, z udziałem radia i prasy, dokonana czynność
nie mogła być nazwana sprzedażą Stoczni Gdańskiej, z uwagi na to, że:
• nie ''sprzedano'' – gdyż w dniu 08.09.1998 r. podpisano tylko warunkową umowę zobowiązującą do sprzedaży Stoczni Gdańskiej,
• nie “kupiła'' – gdyż tą umową warunkową zaledwie zobowiązano do kupienia Stoczni Gdańskiej,
• nie ''zapłacono 115 mln zł'' – gdyż nie dokonano żadnego obrotu finansowego,
a dokument notarialny mówi, że umową warunkową określono cenę ewentualnej przyszłej transakcji, wskazując kwotę 115 mln zł,
• nie “Stocznia Gdynia i EVIP Progress”, gdyż nie były kupującymi tylko gwarantami tejże umowy.
Tak więc, użycie słów kluczy implikowało cztery nieprawdziwe informacje. Zważywszy na całkowite pominięcie faktów, takich jak to, że:
• umowę w dniu 08.09.1998 r. podpisała Trójmiejska Korporacja Stoczniowa,
• Trójmiejska Korporacja Stoczniowa nie miała zgody Sędziego Komisarza
na dokonanie takiej czynności,
• podmiotem nabywającym, zgodnie z Postanowieniem Sędziego Komisarza,
Dariusza Kardasia, mogła być Stocznia Gdynia i EVIP Progress,
• podpisanie właściwej umowy sprzedaży, tj. umowy rozporządzającej, możliwe będzie po spełnieniu pięciu warunków,
zaprojektowany przekaz medialny był nieprawdziwy aż ośmiokrotnie. Trudno wyjść
z podziwu, że tylu, zgromadzonych na sali, w trakcie “ceremonii” podpisania aktu notarialnego, dziennikarzy słyszało kompletną informację, a podane przez nich
do publicznej wiadomości, tak bardzo mijały się z prawdą. Fakt medialny, który
był zaprzeczeniem rzeczywistości, stał się rzeczywistością. Kłamstwo stało się prawdą.
Pomimo wniosków4 o sprostowanie nieprawdziwej informacji wyemitowanej 08.09.1998 r., telewizja publiczna tego nie uczyniła.
Socjotechniczny zabieg medialny okazał się doskonałym sposobem wprowadzenia członków Rady Wierzycieli Stoczni Gdańskiej S.A. w błąd, gdyż pod presją, jakoby dokonanej sprzedaży Stoczni w dniu 08.09.1998 r., wyrazili oni, w listopadzie 1998 r., zgodę na faktyczną jej sprzedaż. Przeniesienie praw do większości majątku Stoczni, czyli rzeczywista sprzedaż zakładu dokonała się 03.12.1998 r. o godz. 6.00 rano.8 Z kolei, informacja o tym fakcie nie zagościła w żadnych mediach. Natomiast wcześniej, tj. w okresie od 25.11.1998 r. do 02.12.1998 r., społeczeństwo Wybrzeża bombardowano skomasowanymi, nieprawdziwymi i nieścisłymi informacjami.9 W przeciągu 8 dni, w głównym wydaniu Panoramy TVP Gdańsk o godz. 18.00, wyemitowano 6 razy, czyli prawie codziennie, informacje na jej temat. A w jednym dniu, 2 grudnia, w tym samym wydaniu Panoramy nawet dwie niezależne informacje na temat Stoczni, co się
w praktyce telewizyjnej nie zdarza. A oto szczegóły:

25.11.1998 r. Małgorzata Mrozowska:
W komentarzu – “Pojawiły się informacje, również prasowe, że syndyk Stoczni Gdańskiej wystosował do Rejonowego Urzędu Pracy pismo zgłaszające zwolnienie 700 pracowników przedsiębiorstwa. To niemożliwe, bylibyśmy o tym poinformowani – powiedział nam przewodniczący Stoczniowej “Solidarności”, Roman Gałęzewski.(...) Istnieją przypuszczenia, że sporządzony raport wskazuje na konieczność zwolnień, gdyby decyzje ministra w sprawie Stoczni nie zapadły w ciągu najbliższych dni.(...) Sytuacja w Stoczni jest coraz bardziej dramatyczna. Dwutysięczna załoga boi się zwolnień. 02.12.1998 r. skończy pracę przy budowie ostatniego statku dla Schoellera. Tymczasem Minister Skarbu, Emil Wąsacz zwleka już trzy miesiące z podjęciem decyzji o przekazaniu Stoczni Gdynia terenu Stoczni Gdańskiej. Nowy właściciel – Trójmiejska Korporacja Stoczniowa nie może w związku z tym nic
w przedsiębiorstwie robić. Jeśli do 01.12.1998 r. Rząd nie podejmie ostatecznych decyzji
w sprawie Stoczni Gdańskiej, Stocznia Gdynia odstąpi prawdopodobnie od umowy kupna. Po 7 grudnia bank nie będzie chciał już poręczyć pożyczki, którą Stocznia Gdynia musi wziąć na kupno gdańskiego przedsiębiorstwa”

27.11.1998 r., Paweł Zbierski:
Janusz Szlanta, Prezes Stoczni Gdynia – “Ja nie wyobrażam sobie, by ktoś podjął decyzję
o zwolnieniu 2 tys. ludzi Stoczni Gdańskiej, ponieważ brak tej decyzji pozytywnej oznacza, po prostu, brak pracy.”
Emil Wąsacz, Minister Skarbu Państwa – “Decyzja w tej sprawie powinna być podjęta faktycznie w poniedziałek i powinny być te tematy rozstrzygnięte.”
Paweł Zbierski, w komentarzu – “Wstrzymywanie decyzji o przejęciu Stoczni Gdańskiej uniemożliwiało przyjmowanie kontraktów dla tego zakładu, w którym dobiega końca budowa ostatniego statku.”
Odnosząc się do powyższej: sprawa podjęcia decyzji o przekazaniu strategicznych dla Państwa terenów zaistniała 08.09.1998 r. To zaledwie trzy miesiące wcześniej, a statki kontraktuje się ze znacznym wyprzedzeniem. Dodatkowo syndyk miał zgodę Sądu na prowadzenie działalności gospodarczej do 30.09.2001 r.,10 czyli musiał przedstawić Sądowi podstawy, aby Sąd taką decyzję podjął. Tak więc, informacja o tym, że wstrzymywanie na płaszczyźnie ministerstwa kilka dni decyzji o przekazaniu terenów spowoduje brak pracy
w Stoczni, nie miała żadnego potwierdzenia w rzeczywistości, była tendencyjna.

30.11.1998 r., Małgorzata Mrozowska:
W komentarzu – “Sytuacja Stoczni jest coraz bardziej dramatyczna. 2,5 tysięczna załoga boi się zwolnień. W środę skończy pracę przy budowie ostatniego statku dla Schoellera (...). Wbrew zapowiedziom, Minister Wąsacz nie podjął decyzji w sprawie Stoczni – podobno jest chory. Zaplanowane na dziś spotkanie ma odbyć się jurto. Prezes Szlanta nie chciał komentować całej sprawy – mówił wcześniej, że jeśli rząd nie podejmie decyzji
w sprawie Stoczni Gdańskiej do jutra, Stocznia Gdynia odstąpi prawdopodobnie od umowy kupna, po 7 grudnia bank nie będzie chciał poręczyć pożyczki, którą Stocznia Gdynia musi wziąć na kupno gdańskiego przedsiębiorstwa.”
Dziennikarka ani słowem nie wspomniała ile społeczeństwo uzbierało “żywej gotówki” na wykupienie akcji Stoczni. Jej informacje ciążą w kierunku sprzedaży, jako najlepszego rozwiązania dla zakładu. Jak to się ma do misji telewizji publicznej?
01.12.1998 r., Małgorzata Mrozowska:
W komentarzu – “Minister Wąsacz zgodził się na przekazanie terenów Stoczni Gdańskiej Stoczni Gdynia. Strony zobowiązały się, że przez 5 lat w Stoczni Gdańskiej budowane będą statki. Przez 5 lat zatrudnienie zostanie utrzymywane na poziomie 2, 5 tys. pracowników. Andrzej Wierciński, syndyk masy upadłościowej Stoczni Gdańskiej powiedział, że umów
o przekazaniu gruntów Stoczni Gdańskiej Stoczni Gdynia zostanie podpisana jutro
w Gdańsku. Tym samym Stocznia Gdynia stanie się pełnoprawnym właścicielem masy upadłościowej Gdańskiej Stoczni.”
Dziennikarka nie przedstawiła, że Sejmowa Komisja Skarbu Państwa Uwłaszczenia
i Prywatyzacji jednogłośnie przyjęła Dezyderat nr 4 w sprawie Stoczni Gdańskiej i skierowała go do Rady Ministrów. W tym Dezyderacie, uchwalonym na posiedzeniu w dniu 01.12.1998 r., Komisja Skarbu Państwa, Uwłaszczenia i Prywatyzacji – “po wysłuchaniu informacji Podsekretarza Stanu w Ministerstwie Skarbu Państwa w sprawie prywatyzacji Stoczni Gdańskiej postuluje o: (...) wstrzymanie przez Ministra Skarbu zgody na przekazanie gruntów Stoczni Gdańskiej do czasu zakończenia toczącego się postępowania sądowego.”
02.12.1998 r., Małgorzata Mrozowska:
Andrzej Wierciński, syndyk – “To jest pismo o zwolnieniach grupowych podpisane przeze mnie, które mogło się ziścić wtedy, gdyby nie było przed Stocznią przyszłości. Co się z tym pismem dzieje? (w tym miejscu, na wizji następuje w aktorskim geście efektowne darcie białych kartek papieru) Przestało istnieć tak, jak przestała istnieć groźba dla Stoczni.”
Janusz Szlanta, Prezes nabywca – “Stajemy się właścicielami wszelkich aktywów, które były opisane w tej umowie, a więc wszystkich umów realizowanych przez Stocznię. Jesteśmy odpowiedzialni za 2,5 tys. Pracowników, bo oni chcą być tu pracownikami nabywcy, jak również oczywiście przejmujemy prawa własności do budynków, urządzeń i terenów.”
Andrzej Wierciński – “(...) praktycznie wszystkie pieniądze, czyli owe co najmniej
115 milionów złotych, trafi do budżetu państwa”.
Mrozowska, w komentarzu – “W tym momencie, nie ma już mowy o postępowaniu układowym z wierzycielami – powiedział Wierciński. (...) Nabywca, przez pierwsze dwa, trzy lata, zainwestuje w modernizację Stoczni 21 milionów dolarów. Do roku 2010: od 80 do 100 milionów. Rocznie w Stoczni Gdańskiej będzie budowane od 5 do 8 statków. Już rozpoczęły się prace przy budowie jednostki dla niemieckiego armatora Alpha Ship.
W czasie, gdy w sali BHP świętowano sprzedaż Gdańskiej Stoczni, grupa niezadowolonych
z tego stoczniowców protestowała przed bramą przedsiębiorstwa.”
protestujący stoczniowiec – “Protest przeciwko upadkowi symbolu Stoczni Gdańskiej, dokonany przez Solidarność, przez polityków i tych wszystkich, którzy są za to odpowiedzialni, którzy nie chcieli wziąć na siebie ciężaru odpowiedzialności
za podźwignięcie tego zakładu pracy.”
Mrozowska, w komentarzu – “To nie pogrzeb, to wesele, to małżeństwo dwóch wielkich grup pracowniczych, które mają ogromną przyszłość – powiedział dziś prezes Szlanta.”
Gra teatralna syndyka, że chce zwalniać pracowników, bo Minister Skarbu Państwa nie podpisuje zgody na przekazanie terenów Stoczni Gdańskiej, była iście mistrzowską reżyserią przejęcia Stoczni Gdańskiej. Telewizja publiczna wystąpiła w roli sekundanta i mentora słusznych rozstrzygnięć dla pracowników Stoczni i Polski. Syndyk miał zgodę Sądu do prowadzenia działalności gospodarczej do końca września 2001 r.11 Niewątpliwie tę zgodę Sądu otrzymał w oparciu o zabezpieczenie gwarancji produkcji w Stoczni. Tak więc, groźba zwolnień pracowników w grudniu 1998 r., to zasłona dymna dla sprzedaży Stoczni w dniu 03.12.1998 r.
Wbrew informacji telewizyjnej z 01.12.1998 r., w dniu 02.12.1998 r.
nie podpisano umowy sprzedaży Stoczni. Półsłówkami, niedomówieniami, sprytnie ominięto właściwą datę sprzedaży, czyli 03.12.1998 r., przez co ukryto, że w dniu 08.09.1998 r. nie było sprzedaży zakładu. Wówczas, 08.09.1998 r., społeczeństwo zostało przez media wprowadzone w błąd. Natomiast 03.12.1998 r., aktu podpisywania umowy sprzedaży przenoszącej własność gruntów, budynków i urządzeń, media już nie dociekały, nie starały się dotrzeć do źródła.
A jak miała wyglądać ta świetlana przyszłość dla Stoczni? Do maja 2006 r., Skarb Państwa,
z kieszeni podatnika, dopłacił do Stoczni ok. 716 milionów zł.
Na dzień 30.04.2009 r. Stocznia zatrudnia 2200 pracowników –
• „W sierpniu 2006 r., nastąpiła zmiana struktury własnościowej statutu Stoczni oraz jej nazwy. Z nowego statutu firmy wykreślono wszelkie wzmianki o tym,
że gdańska firma w swojej działalności ma uwzględniać interesy i dobro grupy stoczni, do której wcześniej należała. Był to efekt przejęcia od Stoczni Gdynia, za długi, przez Agencję Rozwoju Przemysłu (ARP) 31,25% akcji Stoczni Gdańskiej. Pozostałe 68,75% akcji należało do ARP i jej spółek zależnych (głównie Centrali Zaopatrzenia Hutnictwa w Katowicach).
• W grudniu 2006 r., 5% akcji Stoczni Gdańsk objęła firma ISD Polska
(której właścicielem jest ukraiński ISD - Związek Przemysłowy Donbasu),
zaś w listopadzie 2007 objęła ona akcje nowej emisji o wartości 300 mln złotych, stając się w ten sposób właścicielem 83% (z kwoty 405 mln zł) akcji.
• W marcu 2008 r., firma ISD zażądała od państwa polskiego 400 milionów złotych gotówkowej pomocy, w związku ze stanowiskiem Komisji Europejskiej. Komisja oczekuje przyjęcia planu restrukturyzacji zakładu, który będzie rokował efektywność finansową firmy. W przeciwnym razie, Komisja będzie wnioskowała
o zwrot pomocy publicznej udzielonej Stoczni przez państwo, co doprowadziłoby firmę do bankructwa. Wg Komisji, pomoc publiczna (to jest: gwarancje bankowe, pożyczki, umorzenia długów itd.) udzielona Stoczni, wyniosła 760 milionów złotych. Warunkiem wstępnym Komisji jest zamknięcie przez Stocznię m.in. dwóch (z trzech działających) pochylni.”12
Łatwo jest tworzyć wspaniały image prywatnej firmy, która funkcjonuje żerując na pieniądzach Skarbu Państwa. 09.08.1996 r. Gazeta Wyborcza podała, że zadłużenie Stoczni wynosi 415 mln zł, a jej wartość z terenami wynosi 350 mln zł.13 Wiemy natomiast, że od tamtego momentu stale następowała dewastacja jej majątku i spadek produkcji, łącznie
z uszczupleniem zapasów magazynowych.14 Skoro w listopadzie 2007 r. wartość Stoczni bez terenów wyniosła 405 mln zł, czyli więcej, niż kiedy była ona jeszcze w całości i w ruchu, to na zdrowy rozsądek widać, że coś tutaj się nie zgadza.

02.12.1998 r., Marek Wałuszko:
Informacja o sprzedaży terenów i planach urbanistycznych.
Mieczysław Kochanowski, urbanista z Politechniki Gdańskiej, gdzie powstało jedyne studium urbanistyczne terenów Stoczni Gdańskiej – “Ja w ciągu ostatnich kilku lat, zajmując się tym terenem, miałem u siebie sporo zainteresowanych inwestorów, sporo wizyt ludzi, którzy skłonni byliby tu zainwestować wielki kapitał, na tym terenie, ale rozmowy z nimi zawsze kończyły się pytaniem, jak ten teren wygląda w świetle obowiązujących planów? No nie wygląda!”15
Z emitowanej informacji wynika, że ogromny kapitał nie interesował się tym, kto jest właścicielem terenów Stoczni, a jedynie, czy istnieje dla nich plan zagospodarowania przestrzennego. Plan zagospodarowania przestrzennego, a nie właściciel był przeszkodą
w inwestowaniu w tereny Stoczni Gdańskiej. Można z tego wnioskować, że doskonale orientowano się, jakie kroki należy zrobić, aby zostać właścicielami, strategicznych dla Państwa, terenów Stoczni Gdańskiej, kiedy ona jeszcze działała. Na pytanie dziennikarza, Marka Wałuszki – ''ile te tereny są warte?'' – odpowiedź fachowców brzmiała: ''bardzo, bardzo dużo''. W tym miejscu, należy przypomnieć, że kpt. Bolesław Hutyra zdecydowanie stał na przeszkodzie temu, aby pozbywać się tych terenów na rzecz obcych inwestorów
a także, aby zamykać produkcję okrętową w Stoczni Gdańskiej.
Niewątpliwie, Politechnika Gdańska, opracowując studium zagospodarowania przestrzennego terenów Stoczni Gdańskiej, wypełniła niszę na rynku zapotrzebowania wielkiego kapitału na plan umożliwiający inwestycje na terenach Stoczni Gdańskiej. I to w czasie, kiedy jeszcze Stocznia funkcjonowała pełną parą. Pismo ambasadora USA potwierdza, od kiedy i ile milionów dolarów poszło na Polskę i Stocznię Gdańską od 1989 r.16 Prace Politechniki Gdańskiej trwały kilka lat. Studium zagospodarowania przestrzennego terenów Stoczni Gdańskiej było gotowe na dzień 02.12.1998 r. Następnego dnia, 03.12.1998 r., Polska przestała być właścicielem granicznych, nadmorskich, portowych terenów Stoczni Gdańskiej na rzecz prywatnych właścicieli.
Powyższy materiał filmowy Marka Wałuszki, niby niezobowiązujący o terenach Stoczni Gdańskiej, przy bliższej jego analizie i na tle kontekstu wyemitowanych informacji w okresie 25.11. – 02.12.1998 r., wskazuje na użycie bardzo wyrafinowanej inżynierii zaawansowanej manipulacji informacją.
Marek Wałuszko, dziennikarz TVP 3 w Gdańsku, który był autorem informacji
o umowie sprzedaży Stoczni Gdańskiej w dniu 08.09.1998 r., odmówił autorowi udzielenia wywiadu na temat okoliczności powstania tamtej informacji, w której umową sprzedaży nazwał, podpisaną w tym dniu, umowę przedwstępną nieprzenoszącą własności.
Analizując informacje w okresie: 25.11.1998 r. – 02.12.1998 r., nie sposób nie odnieść wrażenia, że logicznie układa się to w jedną spójną całość. Informacje przedstawiane
w telewizji publicznej na temat Stoczni, nie tylko nie mają żadnego odzwierciedlenia
w rzeczywistości, ale poprzez swoje skomasowanie miały na celu naciąganie tej rzeczywistości. Faktyczne wydarzenia działy się w kompletnej ciszy medialnej, co jest równoznaczne, że w tajemnicy przed opinią publiczną.
Autor, w 1998 r jeszcze pracownik TVP w Gdańsku, czynił starania,
aby telewizja zrealizowała program o sytuacji Stoczni Gdańskiej. Niestety spotykał się
z negatywnym stanowiskiem władz TVP 3 w Gdańsku. Dopiero Stanowisko Sekcji Krajowej NSZZ „Solidarność” Radia i Telewizji, kierowane do Prezesa Telewizji Polskiej oraz do wiadomości KRRiT i Dyrektora Oddziału TVP w Gdańsku, spowodowało rozpoczęcie produkcji reportażu o kulisach nielegalnego przejęcia Stoczni:
“Walne Zebranie delegatów Sekcji Krajowej NSZZ Solidarność pracowników radia i telewizji wyraża oburzenie negatywnym stanowiskiem władz Ośrodka Telewizyjnego w Gdańsku, wobec konspektu felietonu filmowego, dotyczącego obecnej sytuacji Stoczni Gdańskiej. Autor felietonu filmowego zamierza przedstawić ludzi, którzy usiłują uratować Stocznię przed niekorzystną wyprzedażą. Grupa obrońców działa społecznie, kierując się jedynie troską
o dobro zakładu i załogi. Przyszłość Stoczni jest sprawą najwyższej wagi. Apelujemy, o jak najszybsze udostępnienie anteny dla programu.17
Reportaż pt. “42 miliony w kasie” został zrealizowany w sierpniu 2000 r. Przedstawiał, że
w dniu 08.09.1998 r., nie nastąpiła sprzedaż Stoczni lecz podpisano warunkową umowę zobowiązującą do sprzedaży Stoczni Gdańskiej oraz, że umowę rozporządzającą sprzedaży Stoczni podpisano w dniu 03.12.1998 r. Ujawniał, że z kasy Stoczni nielegalnie przejęto ok. 42 miliony zł, że Stocznię przejęto za kredyt w wysokości ok. 73 milionów zł pod zastaw jej terenów.
(Gdyby ten reportaż został wyemitowany 26.08.2000 r., to kpt. ż.w. dzisiaj by żył.)
Reportaż ten, wyemitowano dopiero 16.12.2000 r., czyli już po przejęciu większości majątku Stoczni Gdańskiej przez Stocznię Gdańską Grupa Stocznia Gdynia S.A. Okazał się on jedyną informacją, która podważała wersję przekazywaną dotychczas w mediach. Na następne odcinki, pomimo wcześniejszych ustaleń, kierownictwo ośrodka odmówiło zgody:

1Sztandarowy program informacyjny TVP 1, “Wiadomości”, godz. 19.30, 08.09.1998 r.
2TVP 1, “Wiadomości”, godz. 19.30, 08.09.1998 r.
3Akt notarialny zawarty przed notariuszem, Markiem Kolasą, Repetytorium A, nr 7642/1998, z dnia 08.09.1998 r.
4Wniosek Komisji ds. Przestrzegania Ustawy o Radiofonii i Telewizji Publicznej, z dnia 30.09.1998 r.,
do Telewizyjnej Agencji Informacyjnej, archiwum TAI – 2247/87.
5Pismo Telewizyjnej Agencji Informacyjnej, TVP S.A. do “Zjednoczonych w Obronie Stoczni Gdańskiej”, z dnia 17.02.1999 r., Tai/366/99
6Georg Orwell, pisarz, publicysta angielski 1903 – 1950, autor światowego bestseleru “Rok 1984”,
w filmie Roberta Kane Pappas “Orwell Rolls in his Grave”, http://video.gogle.pl/videoplay?docid=-3933870709331196363
7Em Griffin, “Podstawy komunikacji społecznej”, Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne, Gdańsk 2003 r., str. 117.
8Sprawa karna w Sądzie Rejonowym w Gdańsku, przeciwko syndykowi, Andrzejowi Wiercińskiemu
i notariuszowi, Markowi Kolasie, sygn. akt IV K 64/04, akta Sądu Rejonowego w Gdańsku.
9Wszystkie przytoczone tematy filmowe emitowane na antenie TVP 3 w głównym wydaniu Panoramy
o godz. 18.00, w okresie 25.11. – 02.12.1998 r., znajdują się w archiwum TVP3 Gdańsk.
10Postanowienie Sądu Rejonowego w Gdańsku, Wydział XII Gospodarczy – Rejestrowy, sygn. Akt
U-50/96, z dnia 19.05.1998 r.
11Ibidem.
12http://pl.wikipedia.org/wiki/Stocznia_Gdańska#Stocznia_Gda.C5.84ska_Sp.C3.B3.C5.82ka_Akcyjna_w_up
13Mikołaj Chrzan, “W rękach syndyka. Sąd Rejonowy w Gdańsku ogłosił wczoraj upadłość
Stoczni Gdańskiej”, Gazeta Wyborcza, Gospodarka, z dnia 09.08.1996 r., str. 14.
14Akta Archiwum Państwowego w Gdańsku, 1291/8640.
15Marek Wałuszko, Telewizja Gdańsk, Panorama, emisja 12.02.1998 r., godz. 18.00. r., archiwum TVP 3 Gdańsk.
16List Ambasadora USA do Romana Gałęzewskiego, Przewodniczącego NSZZ “Solidarność”, Warszawa,
dnia 14.04.2003 r., archiwum autora.
17Stanowisko NSZZ “Solidarność” Sekcji Krajowej Radia i Telewizji w Opolu, z dnia 08.06.1998r., kierowane do Prezesa Telewizji Polskiej, Ryszarda Miazka i do wiadomości KRRiT oraz Dyrektora Oddziału TVP w Gdańsku, archiwum autora.
18Prośba autora do Dyrektora Naczelnego Oddziału TVP 3 Gdańsk, Bogumiła Osińskiego, o przyznanie środków na realizację felietonu filmowego pt. “Świadectwo prawdy”, z dnia 09.09.2002 r., archiwum autora.
19Dekretacja, z dnia 10.09.2002 r., na pisemnej prośbie autora, z dnia 09.09.2002 r., podpisana przez Dyrektora TVP S.A. Oddział w Gdańsku, Bogumiła Osińskiego, archiwum autora.
20Pismo Bernadety Nowak, z dnia 26.01.2009 r., do Ministra Sprawiedliwości – Prokuratora Generalnego,
w sprawie wniesienia skargi kasacyjnej do Sądu Najwyższego na odrzuconą przez Sąd Apelacyjny
w Warszawie jej apelację w sprawie wydania akcji, w którym czytamy, że Minister Skarbu Państwa nie wydając jej akcji Stoczni Gdańskiej S.A. “(...) dopuścił się świadomie czynu zuchwałego, haniebnego, przestępczego, naruszającego zasady ładu korporacyjnego przy równoczesnym braku poszanowania ustaleń Rady Ministrów i uchwał statutowych spółki(...)”, archiwum autora.
21Jean Baudrillard, op. cit., str. 79, 80.
Jednocześnie autor ma świadomość, że nie dotarł do całości materiału zgromadzonego w sprawie Stoczni Gdańskiej, gdyż np. Ministerstwo Skarbu Państwa odmówiło kategorycznie wglądu do dokumentów związanych ze Stocznią, a Ministerstwo Sprawiedliwości od lutego, czyli od daty pisemnego zapytania, do 22.05.2009 r. (data ukończenia pisania pracy), nie udzieliło informacji, czy udostępni do wglądu dokumenty związane z postępowaniem dyscyplinarnym przeciwko Sędziemu Komisarzowi, nadzorującemu syndyka Stoczni
i dlatego niniejsza praca nie może udzielić wyczerpujących odpowiedzi na wszystkie pytania odnośnie procesu upadłości i sprzedaży Stoczni Gdańskiej. Wiele pytań postawionych w tej pracy musi pozostać bez odpowiedzi. Jednego możemy być jednak pewni, że główna część winy leży po stronie rządzących Polską. Dowodów na to, przytoczono w powyższej pracy mnóstwo. A media? Po analizie archiwalnego materiału, jednoznacznie wynika, o zgrozo, że dziennikarze nie pracowali na materiałach źródłowych. Zaskakujące, czy wręcz szokujące jest odkrycie autora, że nie znalazł się ani jeden dziennikarz, który rzetelnie przedstawiłby sprawę Stoczni Gdańskiej. A w tej sytuacji ludzie władzy czują się bezkarni.
Prof. Jerzy Doerffer, we wspomnianym już dziele,1 napisał – “Wszystko to, co dzieje się obecnie w Środkowej i Wschodniej Europie jest raczej smutne i bardzo dalekie od tego, czego się te narody spodziewały i miały nadzieję uzyskać. Zbyt wiele błędów popełnili ''eksperci zagraniczni", którzy nie znając specyfiki tych krajów, ani nie mając poczucia odpowiedzialności, doradzali ''naiwnym, prymitywnym przywódcom", którzy wprowadzali do gospodarki wiele głupot. Współczesna ekonomia powinna znać lepsze metody przechodzenia od gospodarki scentralizowanej do gospodarki wolnorynkowej, aniżeli bezrobocie, bieda
i niszczenie państwowych przedsiębiorstw przemysłowych i gospodarstw rolnych. Wyniki tych metod są wyraźnie widoczne – ''zwrot w lewo'' jest naturalnym przejawem głębokiego niezadowolenia w tych wszystkich krajach, które zwalczały socjalizm w nadziei na lepsze jutro.
1J. W. Doerffer, list do pana Harry z zespołu angielskiego A. P. Henderson w Stoczni Gdańskiej,
Sopot, 04.01.1994 r., op.cit., str. 456,457.
Jeśli “Stocznia Gdańska nie może być wiecznym symbolem”, to znaczy, że nie może być ona symbolem twórczej myśli kilku pokoleń polskich inżynierów i wytwórczej rąk jej pracowników. Ten, kto się dopuszcza zniszczenia tego symbolu, doskonale wie co robi. Ten eksperyment na żywym ciele jest zamachem na wolność...
Pamiętając wypowiedź Pana Prezydenta Rzeczpospolitej Polskiej, Lecha Kaczyńskiego,
z 2001 roku, wówczas Ministra Sprawiedliwości – „Wielu ludzi zdawało sobie sprawę
z zagrożenia przestępczością, ale nie było powszechnej świadomości, że funkcjonuje ona
w powiązaniu ze strukturami państwa, a przede wszystkim z aparatem wymiaru sprawiedliwości. (...)Kolejne śledztwa ujawniają coraz większe zepsucie państwa, wielką skalę korupcji. (...)Nie boję się układów i powiązań. Przyszedłem do Ministerstwa Sprawiedliwości, aby się im przeciwstawić, a nie im ulegać”6, autor zwrócił się do niego, jako osoby piastującej najwyższy urząd w Państwie, z prośbą o udzielenie mu odpowiedzi przed kamerą na następujące kwestie: “Jak długo jeszcze sprawcy sabotażu gospodarczego
i kradzieży względem pracowników Stoczni Gdańskiej będą bezkarni? Kiedy w Polsce, także Ministrowie będą odpowiadać za szkody wyrządzone społeczeństwu polskiemu?”,7 uzasadniając to tym, że stanowisko zajęte w tej sprawie przez Pana Prezydenta, chciałby zawrzeć, zarówno w pracy filmowej, jak i w pracy teoretycznej. Pomimo, że prośba autora została wysłana 27.02.2009 r. i ponowiona 20.03.2009 r., pozostaje bez odpowiedzi do dnia 22.05.2009 r., tj. do momentu kiedy autor to pisze.
Rzecznik Praw Obywatelskich, dr Jan Kochanowski, na urzędowej stronie internetowej zamieszcza następujące słowa: “Nie ma prawd i wolności bez sprawnie funkcjonujących instytucji państwa prawnego – tak, jak nie ma silnego państwa, bez wolnych obywateli. Nie ma wolnych obywateli, bez społeczeństwa obywatelskiego, które promuje cnoty obywatelskie
i poczucie odpowiedzialności za dobro wspólne. Tego rodzaju państwo jest warunkiem rozwoju jednostki, jest niezbędnym komponentem siły narodu i konkurencyjności kraju na arenie międzynarodowej.”8
Pozostaje pytanie otwarte, dlaczego Pan Prezydent nie zabiera zdania
w tej sprawie? Czy milczenie Pana Prezydenta oznacza, że wszytko, co się dokonało
i dokonuje w stosunku do Stoczni Gdańskiej i jej Akcjonariuszy mieści się w definicji instytucji państwa prawnego? I czy Pan Prezydent stoi na straży instytucji państwa prawnego?
Protokół ustaleń nr 50/96 Rady Ministrów, z dnia 03.12.1996 r., w punkcie
1. podpunkt 2. podaje –
“Na wniosek Prezesa Rady Ministrów, Włodzimierza Cimoszewicza wysłuchano informacji Ministra Skarbu Państwa, Mirosława Pietrewicza na temat sytuacji Stoczni Gdańskiej. Po dyskusji, przy zdaniu odrębnym Wiceprezesa Rady Ministrów, Grzegorza Kołodki, Rada Ministrów:
1. potwierdziła stanowisko w sprawie poręczenia kredytu dla Stoczni
przez Rząd,
2. podkreśliła, że syndyk masy upadłości powinien doprowadzić do powstania podmiotu gospodarczego, który by gwarantował terminowość prac i zdolności kredytowe,
3. zadeklarowała pomoc doradczo–ekspercką w przygotowaniu programu wiarygodnego dla banków.
Ponadto, Rada Ministrów zobowiązała Ministra Sprawiedliwości do objęcia nadzorem administracyjnym toku postępowania w sprawie upadłości Stoczni Gdańskiej S.A.,
a w szczególności sprawności postępowania syndyka.”9
Po dotarciu do tego dokumentu10 jest dla autora jasne, dlaczego Prezydent RP nie wypowiedział się w kwestii skierowanego do niego zapytania. Odpowiedź jest prosta: jako Minister Sprawiedliwości nie skierował pozwu o unieważnienie sprzedaży Stoczni Gdańskiej i nie podjął żadnych innych kroków prawnych, do których upoważniałyby go uchybienia syndyka, gdyż z zobowiązania Rady Ministrów, nadzorował syndyka i upadłość Stoczni Gdańskiej.
We wnioskach, Sędziego Stanisława Gurgula, głównego specjalisty
w Ministerstwie Sprawiedliwości, zapisanych w protokole postępowania lustracyjnego
w sprawie upadłości Stoczni Gdańskiej, czytamy –
“Nie budzi wątpliwości, że Minister Skarbu Państwa wykonuje obecnie uprawnienia wynikające z praw majątkowych Skarbu Państwa, w szczególności w zakresie praw
z akcji i udziałów należących do Skarbu Państwa, łącznie z wynikającymi z nich prawami osobistymi. Nie znaczy to, by Minister Skarbu Państwa był uprawniony
do brania udziału w postępowaniu upadłościowym spółki “Stocznia Gdańska”.
(...) W przypadku upadłości spółki akcyjnej, w postępowaniu, jako upadły dłużnik, uczestniczy sama spółka, nigdy zaś akcjonariusz lub wspólnicy, nawet gdyby spółka miała charakter jednoosobowy.(...) W postępowaniu upadłościowym spółkę akcyjną reprezentować może tylko jej dotychczasowy organ wykonawczy (zarząd), nie zaś organ przedstawicielski (walne zgromadzenie akcjonariuszy lub zgromadzenie wspólników).
W konkluzji wyrażam zapatrywanie, że udział Ministra Skarbu Państwa
w postępowaniu jest niedopuszczalny.(...)”11
Z tych zapisów w protokole wynika, że postępowanie upadłościowe Stoczni Gdańskiej przebiegało i przebiega wbrew obowiązującemu prawu, gdyż Minister Skarbu Państwa nie miał prawa realizować swoich praw korporacyjnych wynikających z faktu posiadania akcji Stoczni Gdańskiej.
Spójrzmy, jacy to Ministrowie Sprawiedliwości, kolejno sprawowali nadzór nad postępowaniem upadłościowym i syndykiem Stoczni Gdańskiej i nie reagowali
na niedopuszczalny, z punktu widzenia prawa, udział Ministra Skarbu Państwa
w postępowaniu upadłościowym Stoczni Gdańskiej:
Leszek Kubicki, Hanna Suchocka, Lech Kaczyński (podziękowano mu kiedy wystąpił o zwrot 43 milionów zł od Szlanty), Barbara Piwnik, Grzegorz Kurczuk, Marek Sadowski, Andrzej Kalwas, Zbigniew Ziobro, Zbigniew Ćwiąkalski, Andrzej Czuma.
Informacje uzyskane z Ministerstwa Sprawiedliwości, w odpowiedzi na zapytanie, “czy,
w sprawozdaniach kwartalnych, składanych do Ministerstwa przez Prezesa Sądu Okręgowego w Gdańsku, jest informacja o wyroku Sądu Wojewódzkiego w Gdańsku,
z dnia 23 lutego 1998 r.?”12 są następujące – “(...) W odniesieniu do pytania, dotyczącego wyroku Sądu Wojewódzkiego w Gdańsku, z dnia 23 lutego 1998 r., uprzejmie informuję, że informacja w tym zakresie nie znajduje odzwierciedlenia w żadnym z dokumentów zgromadzonych przez Biuro Ministra, w tym w szczególności w protokole lustracji postępowania upadłościowego Stoczni Gdańskiej SA.”13
Znaczy to tyle, że prawomocny wyrok, który, z uwagi na to, że Skarb Państwa działał na szkodę akcjonariuszy i wspólników, unieważniał podstawę wniosku o upadłość Stoczni Gdańskiej, tj. uchwałę nr 6, został całkowicie pominięty:
• w sprawozdaniach kwartalnych, dotyczących postępowania upadłościowego Stoczni Gdańskiej, składanych do Ministerstwa Sprawiedliwości, od 03.12.1996 r., przez Prezesa Sądu Okręgowego w Gdańsku, Stanisława Ożóg,
• w lustracji postępowania upadłościowego Stoczni Gdańskiej, przeprowadzonej
w dniach od 01.11.2001 r. do 31.12.2001 r., przez cytowanego już, Sędziego Sądu Apelacyjnego, głównego specjalistę w Ministerstwie Sprawiedliwości, Stanisława Gurgula.
W kontekście powyższych, inaczej oddziaływują słowa z cytowanego już listu ambasadora USA w Polsce, Christophera R. Hilla do Przewodniczącego NZSS “Solidarność”, Romana Gałęzewskiego,16 które warto zacytować tu jeszcze raz – “W 1996 roku OPIC zgodził się udzielić gwarancji na pożyczkę dla TDA Capital Partners w wysokości 42 milionów dolarów
i wspiera wysiłki TDA zmierzające do restrukturyzacji programu Synergia' 99 w finansowo rentowną spółkę, która ożywiłaby okolice Stoczni Gdańskiej. W sumie OPIC wniósł około 70% całkowitego kapitału TDA, a więc ma on znaczący udział w całkowitej inwestycji TD
w program Synergia.”
Jeżeli do tych słów doda się słowa z początku listu – “Mogę zapewnić,
że OPIC jest faktycznie częścią rządów Stanów Zjednoczonych. OPIC założono jako niezależną agencję rządów Stanów Zjednoczonych w 1971 roku, aby pomagać amerykańskim przedsiębiorcom w inwestowaniu za granicą, wspierać rozwój gospodarczy nowych
i wschodzących rynków, udzielać pomocy sektorowi prywatnemu w zarządzaniu ryzykiem związanym z bezpośrednimi inwestycjami zagranicznymi oraz wspierać zagraniczną politykę USA. (...) OPIC był jednym z pierwszych programów rządu amerykańskiego w Polsce po roku 1989. Od tego czasu OPIC udzielił wsparcia finansowego o wartości 878 milionów dolarów na ponad 40 różnych przedsięwzięć w Polsce. Wsparcie finansowe udzielane jest w formie bezpośrednich pożyczek lub gwarancji w akcje lub papiery dłużne, firm działających na wybranych rynkach”, a następnie zderzy z notatką urzędową oficera Urzędu Ochrony Państwa, z dnia 08.11.2000 r., – “Wykonując czynności procesowe w sprawie niedopełnienia obowiązków prawidłowego zajmowania się sprawami majątkowymi Stoczni Gdańskiej S.A.
w upadłości, uzyskałem następujące informacje na temat podmiotów – udziałowców spółki “Synergia 99”: (...) EEF INVESTMENT I L.P. – w/w podmiot gospodarczy nie jest zarejestrowany w USA”,17 to, czy można mieć jeszcze jakieś złudzenia?
Rozbrajająca, co do swojej treści, notatka UOP i zezwolenie Ministerstwa Skarbu Państwa na nabycie udziałów w Stoczni Gdańskiej, przez podmioty ze Stanów Zjednoczonych: EEF Investments I, L.P.,18 może mieć tylko jedną puentę...
Przedstawiciele Rządu RP, niezmiennie od dziesięcioleci postępują
z majątkiem narodowym: w dalszym ciągu, Minister Aleksander Grad o wszystkim decyduje jednoosobowo i w tajemnicy przed społeczeństwem. Należy postawić pytanie, czy sam teren pod obiema Stoczniami nie jest więcej wart, niż cena, za jaką sprzedaje on obie Stocznie z ich wyposażeniem i gruntami?
W takim państwie, gdzie Prokuratura bezwolnie poddaje się bezprawnym działaniom Ministrów, gdzie Minister Skarbu Państwa nie liczy się z Sejmem, Sądem
i własnością społeczeństwa, w takim państwie można dopuścić się wszystkiego,
co jest wbrew ekonomii, gospodarce, prawu i przyrodzonym prawom człowieka.
Na tak jałowej ziemi urzędnicy państwowi, w poczuciu absolutnej bezkarności, mogą wyrażać i realizować poglądy, typu: “Ministerstwo Finansów (Czytaj Leszek Balcerowicz) stwierdziło, że zarówno dla budżetu Państwa, jak i dla gminy Gdańsk, korzystniejsza jest sprzedaż przedsiębiorstwa Stoczni Gdańskiej.”23 Ministerstwo “stwierdziło”, że bardziej opłaca się taniej sprzedać Stocznię z jej urządzeniami, wyposażeniem i terenami, niż warte są same tylko grunty.
Pismem, z dnia 11.05.2009 r., Zastępca Dyrektora Biura Ministra Sprawiedliwości, Anna Suska–Baranowska przesłała kopię Protokołu, poddaną ''anonimizacji'', z pierwszej lustracji postępowania upadłościowego Stoczni Gdańskiej, która odbyła się w dniach: 26.05. – 31.05.1997 r., sporządzonej przez, wspomnianego już wyżej, sędziego Stanisława Gurgula, głównego specjalistę w Ministerstwie Sprawiedliwości, gdzie czytamy –
„(...) Postanowieniem, z dnia 03.10.1996 r., Sąd Rejonowy odmówił sporządzenia uzasadnienia postanowienia o ogłoszeniu upadłości Stoczni, wywodząc, że jest ono ''niezaskarżalne (...)''. Stanowisko to, uważam za oczywiście sprzeczne z przypisami art.
17 i 76 § 5 prawa upadłościowego.”24
Sytuacja taka świadczy o postępującym rozkładzie państwa prawa. Wobec powyższego, autor zwrócił się do Ministra Sprawiedliwości „o jego interpretację postępowania Sądu Rejonowego w Gdańsku w sprawie postanowienia z dnia 03.10.1996 r.”25 Odpowiedź Ministra Sprawiedliwości, Andrzeja Czumy w tej kwestii brzmi następująco – „(...) uprzejmie wyjaśniam, że pytanie to wykracza poza ustawowy obowiązek informacyjny, o którym mowa
w powołanej ustawie o dostępie do informacji publicznej. Przypomnieć w tym miejscu należy, że wnioskiem o udostępnienie informacji publicznej objęte być mogą informacje
o określonych faktach, nie zaś o ocenach, czy interpretacjach organów władzy publicznej.”26
Należy zapytać, co Ministrowi Sprawiedliwości daje przywilej przemilczania faktu łamania prawa przez Sąd?
04.06.2009 r. przy historycznej bramie nr 2 Stoczni Gdańskiej, z okazji obchodów 20 rocznicy wolnych wyborów, zawisł transparent, a na nim widnieją słowa ojca św. Jana Pawła II. Ich wymowa jest jednoznaczna:
„W konflikcie między władzą a ludem, rację ma zawsze lud.”
1Ks. Jerzy Popiełuszko, kazanie z dnia 31.10.1982 r., http://xj.popieluszko.pl/
2Ks. Jerzy Popiełuszko, kazanie z dnia 26.09.1982 r., http://xj.popieluszko.pl/
3http://xj.popieluszko.pl/
4Ibidem.
5Ibidem.
6Rozmowa Macieja Łuczaka, z Lechem Kaczyńskim, Ministrem Sprawiedliwości – „TRĄD”, Wprost, nr 4, z dnia 28.01.2001 r., str. 19,20.
7Korespondencja autora adresowana do Biura Prasowego i Kancelarii Prezydenta, wysłana drogą elektroniczną dnia 27.02.2009 r. i 20.03.2009 r.
8Http://www.brpo.gov.pl/, z dnia 22.07.2006 r.
9Protokół ustaleń nr 50/96 Rady Ministrów, z dnia 03.12.1996 r., punk 1. podpunkt 2, podpisany przez Prezesa Rady Ministrów, Włodzimierza Cimoszewicza, zaakceptował Grzegorz Rydlewski, Sekretarz Stanu w URM, str. 1,4.
10Kopię z Biura Informacyjnego Rządu RP autor otrzymał 07.05.2009 r.
11Protokół lustracji postępowania upadłościowego Stoczni Gdańskiej, przeprowadzonej w dniach:
01.11.2001 r. – 31.12.2001 r., Sąd Okręgowy w Gdańsku, sygn. akt Wiz.4104-342/09, karta 6.
12Pismo autora do Zastępcy Dyrektora Ministra, w sprawie BM-VI_078-103/09, z dnia 16.04.2009 r., przesłane drogą elektroniczną.
13Pismo zastępcy Dyrektora Biura Ministra, Anny Suskiej-Baranowskiej, BM-VI-078-103(1)/09, z dnia 23.04.2009, archiwum autora.
14Prowadzący Wiadomości – Jarosław Kulczycki, autor tematu filmowego – Piotr Czyczkowski.
15Http://wiadomosci.onet.pl/1974312,10,1,1,,item.html
16 Z dnia, 14.04.2003 r.
17Urząd Ochrony Państwa, Notatka Urzędowa, sporządzona przez por. Marzannę Bernecką, spec. Wydziału Śledczego Delegatury UOP w Gdańsku, DEWD-0-203, poz 1040/2000, z dnia 08.11.2000 r.
18Zezwolenie Nr DEiGMSP/JK/1006/N/00, z dnia 04.01.2000 r., podpisane przez Aldonę Kamelę Sowińską, Podsekretarz Stanu w Ministerstwie Skarbu Państwa.
19http://www.polskieradio.pl/jedynka/sygnalydnia/artykul19093.html
20Http://wiadomosci.onet.pl/1974312,10,1,1,,item.html
21Wypowiedź kpt. ż.w. Bolesława Hutyry na konferencji prasowej w Centrum Techniki Okrętowej w Gdańsku, marzec 1999 r., nagranie video techniką cyfrową, archiwum autora.
22Nagranie video dokonane techniką cyfrową, archiwum autora.
23Pismo Emila Wąsacza, Ministra Skarbu Państwa do Macieja Płażyńskiego, Marszałka Sejmu, z dnia 23.02.1999 r., Akta Prokuratury Okręgowej w Gdańsku, sygn. akt VDs 64/01, karta 1322.
24Protokół lustracji postępowania upadłościowego przeprowadzonej w dniach 26.05 – 31.05.1997 r.
Autor otrzymał dokument poddany anonimizacji, sygn. akt S/C II 520/19/97/G, str. 15,17,18.
25Autor zwrócił się drogą elektroniczną za pośrednictwem Zastępcy Dyrektora Biura Ministra,
dnia 22.05.2009 r.
26Pismo Zastępcy Dyrektora Biura Ministra, BM-VI-078-103(3)/09, z dnia 29.05.2009 r., adresowane do autora.
Proces Londyński w sprawie odszkodowań za zerwane kontrakty spowodował, że Stocznia Gdańska dopłaciła kilkadziesiąt milinów dolarów dla kupującego.
Wniosek jest jeden, gdyby była prawdziwa i rzetelna informacja w mediach publicznych nigdy by nie doszło do zabójstwa na zlecenie naszych liderów ani nie doszło do wrogiego przejęcia stoczni, korupcji i sabotażu.
Jeszcze dzisiaj nie można się doprosić, aby TVP Gdańsk przedstawiła prawdziwe i rzetelne informacje na antenie, wynikające z naszego pisma z dnia 09.11.2009 r. Fakt ten jest dowodem, że telewizja publiczna w dalszym ciągu chce utrzymywać społeczeństwo
w zakłamaniu wbrew obowiązującemu prawu, pozostaje pytanie za jaką siłą sprawczą to się dzieje i za czyje pieniądze?
Kolejne pismo do Zarządu TVP SA w sprawie produkcji, sygnału DEBATY z udziałem Stowarzyszenia „ARKA” i przedstawicieli Rządu, pozostaje bez odpowiedzi od 30.10.2009 r.
Rzecznik Praw Obywatelskich chwali się na swojej stronie internetowej, że działa w obronie instytucji prawa państwa demokratycznego. Gdy zwróciliśmy się do niego
o pomoc to od 05.06.2009 r., milczy w sprawie, przez co chroni przestępców wskazanych
w piśmie do niego.
Na koniec zwróciliśmy się o pomoc do Ministra Sprawiedliwości, Ministra Skarbu Państwa, Premiera Rządu i Prezydenta, niestety konkretnego działania w tych sprawach nie ma.

Mieczysław Paluch Wincenty Koman

Członek Zarządu Prezes

Załączamy:
1. Statut Stowarzyszenia „ARKA”.
2. Odpis KRS, z dnia 31.07.2009 r.
3. Pismo do Rzecznika Praw Obywatelskich, z dnia 05.06.2009 r.
4. Stanowisko Rządu w sprawie OECD z dnia 21.12.1994 r. (pierwsze trzy strony).
5. Pismo do Janusza Lewandowskiego, Lidera pomorskiej UW, z dnia 26.05.2000 r.
6. Pismo do Premiera Rządu, z dnia 27.10.2009 r.
7. Pismo do Sądu Okręgowego w Warszawie, z dnia 10.11.2009 r.
8. Pismo do Ministra Sprawiedliwości, z dnia 05.11.2009 r.

Ocena polecanki: 
Brak głosów