Najciemniejsza karta LWP

Obrazek użytkownika Szeremietiew
Historia

Najciemniejsza karta LWP

Udział jednostek Wojska Polskiego (ludowego) w zwalczaniu podziemia niepodległościowego w latach 1944 – 1948.

W Moskwie dużo wcześniej zaplanowano akcję represyjną w celu spacyfikowania polskiego społeczeństwa i likwidacji, także fizycznej, podziemia niepodległościowego. Działania te sowieckie jednostki, głównie formacje NKWD, podjęły najpierw na terenie anektowanej do ZSRR Polski Wschodniej (Wileńszczyzna, Nowogródzkie, Polesie, Wołyń, Podole, Małopolska Wschodnia), a następnie także na ziemiach pozostawionych Polakom przez Stalina.

W dniu 22 lipca 1944 r. został ogłoszony „Manifest PKWN do Narodu Polskiego” (tzw. manifest lipcowy), kamuflujący istotę i cele nowej władzy. Już 26 lipca przedstawiciele PKWN podpisali w Moskwie z rządem ZSRR porozumienie o stosunkach między Naczelnym Dowództwem sowieckim, a polską administracją. Następnego dnia (27 lipca) podpisano porozumienie o nowej granicy polsko-sowieckiej. Treść obu dokumentów zachowano w tajemnicy.

Na mocy pierwszego z porozumień „najwyższa władza i odpowiedzialność we wszystkich sprawach dotyczących prowadzenia wojny w  czasie niezbędnym do prowadzenia operacji wojennych” została skupiona w ręku sowieckiego Naczelnego Dowództwa. W ten sposób wszyscy obywatele polscy (nie tylko mieszkający na Kresach Wschodnich) zostali poddani jurysdykcji sądów wojskowych ZSRR. Porozumienie przyznawało to prawo sądom sowieckim w tzw. strefie operacji wojennych. Jednak władze ZSRR traktowały całe terytorium Polski jako taką strefę. Na tej podstawie władze sowieckie uważały, że mają prawo do pacyfikowania polskiego społeczeństwa i likwidacji struktur polskiego Państwa Podziemnego.

W drugim porozumieniu PKWN zrzekł się na rzecz Związku Sowieckiego ponad połowy przedwojennego terytorium RP wraz z milionami polskich obywateli. Jako podstawę tej bezprawnej decyzji przyjęto projekt granicy zgłoszony jeszcze w 1920 r. przez brytyjskiego ministra sprawa zagranicznych lorda Curzona. Miała ona wg propagandy komunistycznej odpowiadać stosunkom narodowościowym na tych terenach. Projekt granicy wschodniej, tzw. linia Curzona, nie miał nic wspólnego z rzeczywistym stanem stosunków narodowościowych na ziemiach zabużańskich. W pięciu z ośmiu województw kresowych ludność polska stanowiła większość. W pozostałych było: w woj. poleskim około 15% Polaków, wołyńskim – 17%, stanisławowskim – ponad 22%. Trudno też uznać, że mieszkający na polskich kresach Litwini, Białorusini i Ukraińcy - gdyby mieli możliwość wyboru - to zamiast polskiego wybraliby sowieckie obywatelstwo. W istocie angielska propozycja polskiej granicy wschodniej była identyczna z linią III rozbioru Polski, dodatkowo skorygowaną na odcinku południowym na korzyść Sowietów terenami byłego zaboru austriackiego (Galicja Wschodnia), które do Rosji nigdy nie należały (Lwów, Stanisławów, Tarnopol). Skąd wziął się pomysł Curzona odwołania się do linii granicznej z 1795 r.? Po zakończeniu pierwszej wojny światowej powstało państwo polskie i nie można było przywrócić granicy rosyjskiej ustalonej na Kongresie Wiedeńskim w 1815 r. Skoro więc poprzednią uznaną przez Anglię zachodnią granicą Rosji była linia III rozbioru - późniejszych zmian granic dokonanych przez Napoleona Londyn nie uznał – to szef brytyjskiej dyplomacji sięgnął do niej w 1920 r. Po przegranej „białej” Rosji w wojnie domowej i zwycięstwie Polski nad bolszewikami rozwiązanie to stało się nieaktualne. Nawiązano do niego po zakończeniu drugiej wojny światowej. W ten sposób Stalin uzyskał akceptację Aliantów dla granicy zachodniej ZSRR ustalonej w pakcie Ribbentrop - Mołotow.

Na skutek przedstawionych wyżej poczynań w końcowym okresie wojny na terytorium Polski powstał swoisty „drugi front” działań zbrojnych ZSRR i jego popleczników wymierzonych w polskie Państwo Podziemne, jego siły zbrojne oraz wszystkie struktury społeczne i polityczne podlegające legalnym władzom RP. Obok otwartego terroru i represji strona sowiecka wszczęła szeroką działalność propagandową oczerniającą i wypaczającą niepodległościowe dążenia przeciwników PPR. Głównym zaś wykonawcą działań represyjnych były wszystkie rodzaje wojsk wewnętrznych ZSRR: siły NKWD i ochrony tyłów Armii Czerwonej, wojska pogranicza, oddziały konwojowe i kolejowe, straż przemysłowa. Wspierały je organy rozpoznania wojskowego, kontrwywiad (tzw. SMIERSZ) i administracja wojenna armii sowieckiej (garnizony wojskowe i komendantury wojenne). W miarę upływu czasu coraz większą rolę zaczynał odgrywać tworzony w pośpiechu aparat przemocy („bezpieczeństwa publicznego”) PKWN, organizowany i nadzorowany przez „doradców” z NKWD.

Wiosną 1945 r. na terenie Polski formacje sowieckiego aparatu represji (razem z jednostkami Wojsk NKWD Ochrony Tyłów Czynnej Armii Czerwonej) liczyły ok. 35 tys. funkcjonariuszy i żołnierzy. W czerwcu 1945 r. spośród 35 pułków wojsk NKWD aż 15 znalazło się na terenie Polski; w tym samym czasie odpowiednio na terenie Rumunii i Bułgarii 4 pułki, Austrii, Węgier i Czechosłowacji 6 i w niemieckiej strefie okupacyjnej 10 pułków. Z czasem ogółem przeciwko polskiemu podziemiu działało siedem sowieckich dywizji przeliczeniowych, w tym 62, 63 i 64 dywizje NKWD. Ta ostatnia jako pierwsza podjęła działania i pozostawała w Polsce najdłużej - do 1 marca 1947 r. Została utworzona rozkazem NKWD ZSRR nr 001266 z 13 października 1944 r. w składzie wojsk NKWD ochrony tyłów jako specjalna „dywizja zbiorcza”, przeznaczoną do walki „z bandytyzmem”, tj. polskim podziemiem zbrojnym. Jednostka została sformowana bardzo szybko; 14 października 1944 r. liczyła 2.732 ludzi, a w dziesięć dni później jej stan osobowy wynosił 10.288 enkawudzistów.

Z dokumentów sowieckich wynika, że wymieniona wyżej dywizja NKWD tylko latem 1945 r. przeprowadziła 25 operacji bojowych przeciwko polskiemu podziemiu.

 

Walki z polskimi oddziałami były krwawe. Wysokie straty polskich oddziałów wynikały także z tego, iż enkawudziści zwykle dobijali rannych polskich partyzantów. Oto wspomnienie łączniczki z oddziału mjr Kalenkiewicza „Kotwicza” z bitwy pod Surkontami: „A oni robili obchód pola bitwy. Naszych rannych, wszystkich: lekko rannych i ciężko rannych, żyjących i nie żyjących , przebijali bagnetem. Wszystkich! Pamiętam twarz kapitana Hatraka ... patrzył przytomnie ... Sołdat pchnął go bagnetem w bok. Hatrak zęby wyszczerzył, a on go w brzuch, w pierś, kilka razy.” (Erdman J. „Droga do Ostrej Bramy”, Londyn 1984 r., s. 415.)

W jednej z największych bitew, w czerwcu 1945 r., na Lubelszczyźnie, siły NKWD i UB rozbiły oddziały mjra Mieczysława Pazderskiego „Szarego”. Zginęło wówczas około 200 żołnierzy NSZ i AK. W walkach w rejonie Włodawy, w dniach 6-9 marca 1945 r., zginęło 51 żołnierzy polskiego podziemia, a koło Nahybia 24 marca strona polska straciła 24 zabitych; 29 kwietnia w rejonie Trościanki - 13 zabitych Polaków; 30 kwietnia pod Moczydłami - 67, 13 maja pod Bujkami – 27. Cztery dni później koło wsi Bodaki funkcjonariusze NKWD zabili 50 polskich partyzantów; 19 maja w okolicach Nałęczowa – 54, a 15 czerwca 1946 r. w rejonie Zwolenia 44. Walki obejmowały niemal cały kraj, szczególnie dużo starć zbrojnych miało miejsce w Polsce centralnej i wschodniej, zwłaszcza na terenach wiejskich, gdzie podziemie niepodległościowe było najsilniejsze.

Uzyskane z rosyjskich archiwów dokumenty sowieckie ujawniają wiele nieznanych lub ukrywanych dotąd faktów. Przykładem może być chociażby działalność specjalnej grupy operacyjnej podległej białoruskim władzom bezpieczeństwa, a wysłanej w drugiej połowie 1944 r. na Białostocczyznę. Być może świadczy to o zamiarze anektowania Podlasia do ZSRR (grupę białoruskiego NKWD rozwiązano w grudniu 1944 r.). Przypomnijmy, iż w rezultacie paktu Ribbentrop - Mołotow Białostockie zostało włączone do Białoruskiej SRR, a Białystok ogłoszono stolicą tzw. Zachodniej Białorusi. W 1944 r., kiedy to wojska sowieckie ponownie wkroczyły na Białostocczyznę, pojawiła się uzasadniona obawa, że powtórzy się sytuacja z 1939 r. Ta świadomość miała ogromny wpływ na zaciętość oporu polskiego podziemia na Podlasiu.

Innym zadaniem realizowanym przez siły sowieckie były akcje przeciwko fali buntów i dezercji, jakie miały miejsce w wojsku podporządkowanym PKWN. Był to poważny problem, skoro źródła oficjalne podawały, iż w latach 1943-1948 z szeregów „ludowego” WP zdezerterowało 24.109 żołnierzy i oficerów, z czego w samym 1945 r. 13.950. Wśród nich był por. Mikołaj Szeremietiew, mój ojciec.

W nocy z 12 na 13 października 1944 r. z 2. Armii LWP zdezerterował cały 31 pułk piechoty; 3 marca 1945 r. ze szkoły oficerskiej w Chełmie zdezerterowało 300 żołnierzy, a dzień później doszło do dezercji batalionu zapasowego 9 DP; 22 kwietnia podobnie postąpił inny batalion zapasowy stacjonujący w Lubaczowie. Stał się on zalążkiem trzech leśnych oddziałów AK, a po rozwiązaniu Armii Krajowej żołnierze ci znaleźli się w Zrzeszeniu Wolność i Niezawisłość (WiN). Nocą z 3 na 4 maja zbuntował się batalion z 6 zapasowego pp., a jego żołnierze wraz z dowódcą dołączyli do operującej na Białostocczyźnie V Brygady Wileńskiej AK dowodzonej przez mjr Zygmunta Szendzielarza „Łupaszkę”.

Nie można wątpić, że społeczeństwo polskie przyjęło z ulgą koniec drugiej wojny światowej i usunięcie okupanta niemieckiego z polskich ziem. Wszyscy chcieli powrotu do normalności i było oczywiste, iż najważniejszą sprawą będzie odbudowanie kraju ze zniszczeń wojennych. Rzeczywistość okazała się jednak inna. Władze PPR podjęły bezwzględną walkę z wszystkimi, którzy nie chcieli godzić się na uzależnienie Polski od Związku Sowieckiego. Represje aparatu bezpieczeństwa wywołały opór i walka zbrojna toczyła się prawie na całym terytoriom Polski. Określano ją czasem nieprecyzyjnym terminem „wojna domowa”, co ma podkreślać rodzimy charakter konfliktu i swoistą równoprawność racji obu stron. Jak zauważył Jerzy Łojek, wojna domowa „może zaistnieć w warunkach zbrojnego starcia dwóch mniej więcej równoważnych liczebnie i politycznie sił w kraju - jak np. w USA w latach 1861-1865 lub w Hiszpanii lat 1936-1939; po klęsce jednej ze stron w rzeczywistej wojnie domowej następuje nieuchronnie prędzej czy później pojednanie i wzajemne uznanie politycznych racji przez obu walczących.” (Łojek J. „Kalendarz Historyczny. Polemiczna historia Polski”, Warszawa 1994 r.) W warunkach polskich było to nierówne starcie obrońców niepodległości Polski z przeważającymi siłami działającymi w interesie obcego mocarstwa i korzystającymi z jego poparcia. O zwycięstwie PPR w starciu z przeciwnikami nie przesądziła siła racji politycznych nowej władzy, ale siła zbrojna sowieckiego protektora i zastosowany terror.

Władze „Polski Lubelskiej” sięgnęły po środki przypominające często metody stosowane przez okupanta hitlerowskiego (pacyfikacje, publiczne egzekucje, rozstrzeliwanie zakładników, aresztowania przypadkowych osób ze środowisk podejrzewanych o wrogość do nowej władzy, np. wśród młodzieży). W listopadzie 1945 r. władze PPR zdecydowały o utworzeniu przymusowych obozów pracy, w których warunki egzystencji przypominały sytuację więźniów w obozach hitlerowskich i sowieckich. Zorganizowano Centralne Obozy Pracy (Ostrowiec Świętokrzyski, Mielęcin, Słupsk, Pułtusk, Siemianowice Śląskie, Iława, Białystok, Potulice, Strzelce Opolskie, Jaworzno, Rusk, Kamienna Góra) i liczne podobozy w których w okresie 1946-1955 zamknięto trzysta tysięcy ludzi. Byli oni pozbawieni prawa do obrony, osadzani bez wyroku sądowego, na mocy „decyzji administracyjnej” specjalnych trzyosobowych komisji z tzw. partyjnego aktywu. Więźniów kierowano do rujnującej zdrowie pracy w kamieniołomach, kopalniach, przy wydobyciu uranu. Wśród zmuszanych do ciężkiej pracy byli nieletni, kobiety w ciąży, ludzie w podeszłym wieku.

Dlatego polskie ośrodki polityczne uważały, że w Polsce ustanowiono nową okupację: po niemieckiej sowiecką. Takie przekonanie wywierało duży wpływ na postawy i zachowania dużej liczby Polaków. Zniechęcało do pracy przy odbudowie kraju. Jeżeli nawet nie wszyscy orientowali się jakie są cele i zamiary ugrupowań działających w konspiracji, to każdy widział wszechobecny terror i zbrodnie popełniane przez NKWD i polskich stronników Stalina. Dlatego mimo licznych zabiegów PPR nie mogła poszczycić się zbyt wielkim poparciem w społeczeństwie polskim. Wymownym faktem obrazującym postawy i nastroje społeczeństwa mogą stanowić dane dotyczące tzw. amnestii. Pokazują one, że większość ujawniających się członków podziemia i jego żołnierzy pochodziła ze środowisk wiejskich i robotniczych, co mówiło o marnym poparciu władzy „ludowej” przez polski lud. Według oficjalnych danych ogłoszonych w PRL około 80% ujawniających się żołnierzy podziemia niepodległościowego stanowili chłopi, kilkanaście procent robotnicy, a jedynie kilka procent pochodziło ze środowisk inteligenckich. Dlatego dowództwo KBW twierdziło, że w Polsce toczyła się swoista „wojna chłopska”.

Według danych Informacji Wojskowej na początku 1946 r. siły podziemia zbrojnego wynosiły około 18.000 ludzi (Ministerstwo Bezpieczeństwa Publicznego oceniało stan oddziałów zbrojnych na 30-35 tys. ludzi). Można więc przyjąć, że podziemie liczyło jakieś 20-30 tys. partyzantów uczestniczących bezpośrednio czynnie w walce zbrojnej w około 100 zorganizowanych oddziałach. Kwestia liczebności podziemia zbrojnego wymaga dalszych badań. Stany były płynne, a oddziały rozbijane przez aparat represji odradzały się. Kolejne amnestie wprawdzie powodowały zmniejszenie podziemia, ale następujące później aresztowania i represje wobec ujawniających się ponownie wypędzały ludzi do lasu. Biorąc pod uwagę liczbę osób ujawniających się w kolejnych amnestiach, wielkość sił skierowanych do zwalczania podziemia i dane MSW należy przyjąć, iż podziemie zbrojne musiało liczyć więcej niż 30 tys. ludzi.

Na podstawie opracowań historycznych, zwłaszcza ogłoszonych po 1989 r., a także prasy i dokumentów archiwalnych można stwierdzić, że zdecydowana większość akcji zbrojnych podziemia miała charakter samoobrony. Były to uderzenia na więzienia, areszty i obozy, gdzie przetrzymywano żołnierzy niepodległościowych formacji zbrojnych. Atakowano i rozbijano siedziby urzędów Bezpieczeństwa Publicznego (UB) i posterunki MO. Likwidowano agentów, donosicieli i funkcjonariuszy aparatu represji. Były też przypadki zbrojnego zajmowanie miejscowości przez oddziały partyzanckie dla popularyzowania haseł niepodległościowych wśród mieszkającej tam ludności. Dla zdobycia zaopatrzenia podejmowano akcje przejmowania magazynów i placówek handlowych. W tym ostatnim przypadku zapewne część tych zdarzeń była dziełem pospolitych przestępców, ale trudno to jednoznacznie stwierdzić, skoro propaganda PPR nazywała partyzantów bandytami i uważał ich za kryminalistów. Wymaga zbadania zjawisko fałszywych oddziałów podziemia, tworzonych przez NKWD i UB, często spośród członków byłej partyzantki komunistycznej. Oddziały te, udając formacje podziemia niepodległościowego dopuszczały się morderstw i rabunków, aby zrażać ludność do podziemia. Dekonspirowały też zwolenników podziemia wśród ludności cywilnej.

Dostępne dane mówią, że od 1 września 1944 r. do końca 1945 r. w Polsce miało miejsce ponad 12 tys. różnorodnych akcji zbrojnych, podczas których zginęło 7.372 osoby, w tym 529 funkcjonariuszy UB i MO, 429 żołnierzy armii sowieckiej (głównie z wojsk wewnętrznych NKWD) oraz 303 żołnierzy WP.

Zasadą stosowaną przez podziemie było rozbrajanie żołnierzy LWP i zwalnianie. Znamy wiele przykładów, gdy tacy żołnierze wstępowali do oddziału, który ich wziął do niewoli. Zabitymi byli na ogół ci wojskowi, którzy ginęli podczas walki z partyzantami.

Największe nasilenie działań podziemia notowano w województwach wschodnich i centralnych tj. białostockim, lubelskim, rzeszowskim, warszawskim, krakowskim, kieleckim, łódzkim i śląsko-dąbrowskim. Były rejony, np. na Podhalu, całkowicie opanowane przez partyzantów.

Władze PPR uznały, że wobec rozmiarów oporu, do jego zduszenia należy skierować większe siły. Dotąd składały się one z aparatu UB - wraz z batalionem Wojsk Wewnętrznych rozwijanym w brygadę, milicji obywatelskiej (MO), służby ochrony kolei i straży przemysłowej. „W czasie przemarszu na ziemie polskie 4 sierpnia 1944 r. Polski Samodzielny Batalion Specjalny na rozkaz Naczelnego Dowódcy WP został podporządkowany kierownikowi resortu bezpieczeństwa publicznego. Dla batalionu oznaczało to zakończenie dotychczasowej działalności szkoleniowej o charakterze specjalnym i przejście do wykonywania nowych zadań wynikających z potrzeb organów bezpieczeństwa.”. („Z walk przeciwko zbrojnemu podziemiu 1944-1947”, pod. red. Marii Turlejskiej, Warszawa 1966)

Skład osobowy tych służb - poza oddziałem wojsk wewnętrznych - był dość przypadkowy, słabo wyszkolony, mało dyspozycyjny oraz niedostatecznie uzbrojony i wyposażony. W tym stanie rzeczy było oczywistym, że dla zlikwidowania podziemia były to siły niewystarczające. W celu ich wzmocnienia w dniu 24 maja 1945 r. powołano Korpus Bezpieczeństwa Wewnętrznego (KBW), formację wojskową podległą ministrowi bezpieczeństwa publicznego. W ten sposób kierownictwo PPR na wzór sowiecki stworzyło odrębne wojska wewnętrzne przeznaczone do pacyfikowania własnego społeczeństwa. KBW powstało na bazie frontowych jednostek WP. Jego trzonem była 4 Dywizja Piechoty. Nie była to decyzja popularna wśród oficerów i żołnierzy dywizji. Walka z własnym społeczeństwem była jednak czymś zasadniczo różnym od walki na froncie, z Niemcami. O stanie nastrojów żołnierzy skierowanych do KBW świadczyły liczne dezercje, także całych jednostek, np. w 3 brygadzie KBW. Czytamy w opracowaniu Turlejskiej: „1 maja z Biłgoraja zdezerterował samodzielny batalion operacyjny KBW. Również 2 samodzielny batalion w Lubaczowie 23 kwietnia 1945 r. zdezerterował z bronią. ... Te wypadki przyspieszyły reorganizację 3 Brygady i jej rozwiązanie.” Ponadto większość oficerów i żołnierzy liczyło, że po zakończeniu wojny zostaną zdemobilizowani i wrócą do domów.

Kolejnym przedsięwzięciem, które według władz warunkowało skuteczność w zwalczaniu podziemia było uszczelnienie granic. Polskiej granicy wschodniej pilnowali sowieccy pogranicznicy. Pozostałe odcinki graniczne, zwłaszcza zachodnia i południowa, miały być strzeżona przez siły polskie. Miało to uniemożliwić przenikanie przez granicę kurierów z Zachodu oraz osób zagrożonych aresztowaniem i usiłujących wydostać się poza granice Polski.

Wojska Ochrony Pogranicza (WOP) utworzono 13 września 1945 r. Także ta formacja była tworzona na bazie jednostek frontowych WP. I w tym wypadku wśród żołnierzy występowały nastroje podobne jak w przypadku utworzenia KBW. Metoda utworzenia WOP też była podobna – stosowna decyzja rządu i rozkaz dowództwa.

Działaniom operacyjnym jednostek bojowych WP przeciwko podziemiu zbrojnemu towarzyszyły liczne akcje propagandowe, z wykorzystaniem radia i prasy oraz ogromnych ilości ulotek i plakatów.

Aparat polityczno-wychowawczy wojska organizował wiece i różnorodne spotkania z ludnością. Do działalności tej skierowano specjalne grupy agitacyjne kierowane przez oficerów politycznych. Usiłowano też różnymi zabiegami skłonić żołnierzy podziemia do zaprzestania walki. W tym celu dnia 2 sierpnia 1945 r. ogłoszono amnestię, licząc, że spowoduje ona osłabienie oporu. Ujawniło się wówczas ponad 42 tys. członków organizacji konspiracyjnych. Wielu dowódców uznało, iż dalsza walka jest beznadziejna i zaprzestało jej. Z lasów wychodziły oddziały, zdawały broń, a ich żołnierze liczyli, że będą mogli wrócić do domów i swych rodzin. Ale jednocześnie byli i tacy, którzy nie wierzyli w obietnice władz. I wkrótce okazało się, że to oni mieli rację. Aresztowania wśród ujawnionych potwierdziły nieufność „nieprzejednanych” i spowodowały ponowny wzrost sił konspiracyjnych. Odtwarzano rozwiązane oddziały, walki przybrały na sile.

W drugiej połowie sierpnia 1945 r. jednostki liniowe WP otrzymały rozkazy podjęcia działań bojowych w przydzielonych im rejonach odpowiedzialności. Rozkazy skierowano do dowództw 15 i 18 DP, a także wydzielonych sił z pięciu innych dywizji (5, 11, 12 i 14 DP). Aktywny udział w zwalczaniu podziemia brała też Brygada Pancerna im. Westerplatte znana Polakom z ciągle powtarzanego w TVP serialu „Czterej pancerni i pies”.

Wojska te przeczesywały teren, blokowały wybrane sektory, wykonywały zasadzki oraz uderzenia w rejony działań oddziałów podziemia niepodległościowego. Mimo użycia znacznych ilości wojska nie uzyskano jednak oczekiwanych rezultatów. Kierownictwo PPR i dowództwo WP nie kryły swego niezadowolenia z tego stanu rzeczy.

Przyczyny niepowodzeń były różne. Przede wszystkim trudno było wywołać wśród żołnierzy akceptację i zrozumienie dla walki z podziemiem. Byli w nim często koledzy, znajomi i bliscy oficerów oraz żołnierzy, a cele podziemia, w konfrontacji z tym, co robili Sowieci, uznawano powszechnie za słuszne. Obok tego w działaniach ujawniały się duże słabości planistyczno-organizacyjne, taktyczno-operacyjne, materiałowo-techniczne i zaopatrzeniowe. Także system dowodzenia działaniami był wadliwy i miał wiele słabości. Bardzo częstym zjawiskiem na terenie „oczyszczonym” z podziemia była sytuacja, gdy PPR nie udawało się powołać do życia organów władzy terenowej i nie można było znaleźć chętnych do wstąpienia w szeregi MO. W dowództwie WP przeanalizowano tę sytuację, przeprowadzono liczne odprawy i szkolenia. Dokonano też zmian kadrowych oraz organizacyjnych (w tym dyslokacyjnych). Bezpośrednio w teren wysłano doświadczonych oficerów ze Sztabu Generalnego WP oraz z dowództw okręgów wojskowych. Przy czym sięgnięto po wojskowych wywodzących się z armii Drugiej Rzeczypospolitej. Władze komunistyczne wykorzystywały propagandowo fakt, że w likwidacji podziemia brali udział wojskowi z okresu II RP, np. generałowie Bruno Olbrycht, przed wojną komendant Centrum Wyszkolenia Piechoty, a po wojnie w KBW, Gustaw Paszkiewicz, w kampanii wrześniowej dowódca 12 DP, w LWP dowodził 18 DP i był szefem urzędu wojewódzkiego UB w Białymstoku, Stefan Mossor, znany teoretyk sztuki wojennej, w marcu 1946 r. dowódca GO „Wisła” zwalczającej UPA (szefem sztabu Grupy był sowiecki oficer sztabowy płk Michaił Chyliński). Mieli oni skontrolować jednostki skierowane do walki z podziemiem i udzielić pomocy ich dowódcom w organizacji działań pacyfikacyjnych. Z czasem podjęte kroki rzeczywiście spowodowały poprawę skuteczności akcji represyjnych wykonywanych przez wojsko.

W końcu 1946 r. powołano Państwową Komisję Bezpieczeństwa (PKB), która miała być organem uzgadniającym (koordynującym) działania wojska milicji i UB. Komisja ta miała szerokie uprawnienia w tym prawo zgłaszania odnośnych rozwiązań władzom państwowym. W celu dalszego usprawnienia akcji likwidacyjnej podziemia podzielono obszar kraju na czternaście tzw. stref bezpieczeństwa. W każdej strefie powołano miejscowe Komitety Bezpieczeństwa. Łącznie do dyspozycji Komisji oddano ogromne siły, liczące w różnych miesiącach od 150 do 180 tys. ludzi (żołnierzy, milicjantów, funkcjonariuszy UB). W razie konieczności przewidywano wzmocnienie tych sił dalszymi jednostkami wojska, KBW, a także WOP oraz utworzonej w lutym 1946 r. Ochotniczej Rezerwy MO (ORMO).

Mimo poczynionych zmian organizacyjnych i zmobilizowania ogromnych sił opór podziemia trwał. Źródła oficjalne (komunistyczne) podawały, że tylko w kwietniu 1946 r. miało miejsce ponad 700 akcji zbrojnych podziemia, w maju - około 370. W drugiej połowie roku liczba starć zbrojnych na terenie całego kraju przekroczyła 5.700. W całym 1946 r. miało miejsce ponad 9 tys. takich zdarzeń. W wyniku wspomnianych starć zbrojnych i walk zginęło ponad 1.600 osób, a ponad 400 było rannych.

Jednak zmasowana akcja represyjna, ale także gasnąca nadzieja na odzyskanie wolności powodowały słabnięcie konspiracji. Był to kolejny rok konspirowania ludzi, którzy mieli za sobą walkę z okupantem niemieckim – w WiN byli partyzanci, którzy poszli do konspiracji jeszcze w 1939 r. W maju 1947 r. według danych UB istniało w kraju jeszcze 30-35 oddziałów podziemia, liczących łącznie około 450 partyzantów. Oddziały te prowadziły działalność w takich rejonach, jak Ostrołęka, Lubartów, Włodawa, Nowy Targ. Te same źródła UB zawierają informacje o działalności podających się za podziemie grup rabunkowych (36 - liczących 190 ludzi). Trudno ustalić, według jakich kryteriów dokonano takiego rozróżnienia i czy rzeczywiście były to grupy bandyckie. Nie byłoby to jednak niczym dziwnym bo w ówczesnych warunkach działali także zwykli przestępcy i musiały mieć miejsce przypadki demoralizacji wśród członków podziemia.

Zmniejszająca się liczba oddziałów podziemia zbrojnego (od połowy 1947 r.) sprawiała, że udział jednostek WP w akcjach represyjnych był coraz mniejszy. Nie oznacza to jednak, iż podziemie uległo całkowitej likwidacji, np. jeszcze w czwartym kwartale 1948 r. KBW przeprowadziło ponad 7.700 akcji bojowych w których zginęło 71 partyzantów, a prawie 4.200 osób podejrzewanych o sprzyjanie podziemiu aresztowano. Istniały nadal nieliczne kilkuosobowe oddziały, które walczyły jeszcze w latach 50. Ostatnim żołnierzem podziemia niepodległościowego był sierżant Józef Franczak „Laluś”, który podjął walkę we wrześniu 1939 r., a zginął zdradzony przez konfidenta i otoczony przez SB w październiku 1963 r (sic.!).

 

Ostatni partyzant Niepodległej Józef Franczak

Jednak możliwości większych i spektakularnych akcji zbrojnych, przy dużym zagęszczeniu terenu wojskiem i milicją oraz przy rozbudowanym aparacie represji UB, coraz ściślej kontrolującym społeczeństwo, zmalały do tego stopnia, że likwidację istniejącego jeszcze podziemia mogły dokończyć jednostki KBW oraz funkcjonariusze MO i UB.

Słabnący opór zbrojny podziemia stał się dla władz PPR sygnałem do podjęcia aresztowań na wielką skalę ujawnionych i ukrywających się przeciwników. Przygotowaniem do tego były głębokie zmiany kadrowe w personelu więziennym – w 1946 r. usunięto ze służby wszystkich przedwojennych funkcjonariuszy więziennictwa i wielu z nich następnie aresztowano. W latach 1947-49 organa „bezpieczeństwa” zamykały w aresztach i więzieniach rocznie 30-35 tys. osób. W grudniu 1950 r. liczba aresztowanych za przynależność do organizacji antykomunistycznych wzrosła w stosunku do 1949 r. o 30%. Więzienia zapełniły się tysiącami osadzonych (w 1949 r. ponad 150 tys. osób). Był to ostatni etap planu likwidacji zbrojnego oporu przed zniewoleniem Polski. Planu zrealizowanego także przy znacznym udziale wojska.

Dramatyczny był bilans walk polskiego podziemia zbrojnego wymuszonych represjami NKWD i UB. W okresie PRL oceniano, że w latach 1944-1948 ogółem zginęło ponad 22.500 osób. W tej liczbie po stronie komunistycznej miało zginąć około 14.000, w tym ponad 6.000 funkcjonariuszy UB, MO i ORMO, prawie 5.000 cywilnych pracowników aparatu władzy, a także co najmniej 2.500 żołnierzy (głównie z KBW). Wśród wojskowych na liczbę zabitych w dużym stopniu składały się straty poniesione w walkach z oddziałami Ukraińskiej Powstańczej Armii (997 żołnierzy). Bezpośrednie straty podziemia zbrojnego historycy PRL oszacowali na ponad 8.000 zabitych. Inne dane zamieszczono w publikacji „Księga pamięci poległych funkcjonariuszy SB, MO i ORMO”, wyd. 1971 r. Według zamieszczonych tam danych, w latach 1944-48 zginęło 4.018 milicjantów, 1.615 ubowców i 495 ormowców, natomiast żołnierzy miało zginać: 2.756 z WP, 628 z KBW i 336 WOP. Łącznie z osobami cywilnymi (członkowie PPR) zginęło około 10 tys. osób, a pod doliczeniu żołnierzy sowieckich około 18 tys.

Liczba ta nie obejmuje osób aresztowanych i zamordowanych przez UB - także na mocy wyroków sądowych, ani aresztowanych przez NKWD, wywiezionych i często zamordowanych w Związku Sowieckim. Ocenia się, że na terenie „Polski Lubelskiej” aresztowano i wywieziono do ZSRR ponad 50 tys. obywateli polskich podejrzewanych o przynależność do podziemia.

Nie ulega wątpliwości, że sytuacja polityczna Polski po zakończeniu drugiej wojny światowej była trudna i wielu polskich patriotów znalazło się w sytuacji bez wyjścia. Ich wierność ideałom wolności i niepodległości była w oczach komunistycznej władzy dowodem przestępstwa. I za to wielu zapłaciło najwyższą cenę, cenę swego życia.

Udział jednostek (ludowego) Wojska Polskiego w zwalczaniu podziemia niepodległościowego jest najciemniejszą kartą w dziejach sił zbrojnych PRL. Zwłaszcza, że kierownictwo PPR użyło do walki z podziemiem jednostek WP, które w czasie wojny bohatersko walczyły z Niemcami. Po zakończeniu wojny to wojsko zostało przekształcone w narzędzie totalitarnej władzy służącej obcemu mocarstwu. Zgodnie z rozkazami Stalina, w imię interesów Związku Sowieckiego, Ludowe Wojsko Polskie uczestniczyło w działaniach służących zniewoleniu narodu, którego powinno było przed niewolą bronić. Wojsko wykonujące takie rozkazy stało się źródłem zagrożenia dla dążeń i aspiracji polskiego społeczeństwa. Było to działanie sprzeczne z polskim interesem narodowym i etosem służby wojska państwu i narodowi polskiemu.

  

Chwała Bohaterom Niepodległej

 
Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

10 dla pana za ciężką i sumienną prace,super tekst panie Romualdzie

pozdrawiam

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#231720

Panie Romualdzie, za Markiem Sawickim;kawał dobrej roboty.
Czytając, mam to wszystko w oczach. I...odnoszę wrażenie,
że to dalej, w swej zmutowanej, już nowoczesnej formie trwa.
Trwa walka z Narodem.
Dziękuję i pozdrawiam.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#232056

Tekst mimo pozorów nie jest tylko historyczny. Podstawą siły armii jest jej morale. Jeżeli w WP będą snuły się "zapaszki" z LWP, a tak jest, to nie ma co mysleć o naprawie armii. Więc z tego tylko powodu postanowiłem napisać kilka artykułów (będą następne) rozliczeniowe.
Pozdrawiam,
RSz

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

RSz

#232239

Witam ponownie i także czekam na notki.
Nieustająco, licząc na podzielenie się Pańską wiedzą
z Ludem.
Za tę notkę 10

Jeszcze Polska nie zginęła / Isten, áldd meg a magyart
 

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#232241

ten berlingowski orzełek wydaje się taki lichy, godny pozałowania jak truchło kuropatwy na drodze przejechanej przez ciężarówke?

Nie chodzi mi wcale o sam brak korony, ale o celowe zaprojektowanie symbolu by żadnym elementem nie wywoływał poczucia dumy narodowej

Nieraz słysze, że jestem przewrażliwiony i doszukuję się prawidłowości tam gdzie ich nie ma, ale ja wiem że sowiecki aparat terroru zwracał uwagę na wszelkie szczególiki

Armia polska, dopóki moskiewskie łapy tu sięgaja, ma być licha, pozbawiona zdolności bojowej, infiltrowana przez GRU na najwyższych szczeblach

stąd w 2012 r. mamy taki własnie opłakany stan Armii a przypomne że dzieła zniszczenia dopełnia brak OC - jakis Łukaszenka może po którymś kolejnym kielichu zarządzić napaśc zbrojna na Polskę i co wtedy zrobimy??

Pozdrawiam!

Jeszcze Polska nie zginęła / Isten, aldd meg a Magyart

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Jeszcze Polska nie zginęła / Isten, a*ldd meg a Magyart

#232074

Sowiet był specjalistą od propagandy i wiedział jakie znaczenie mają znaki i symbole. Polski orzeł wojskowy jest dumnym pieknym ptakiem. Nic więc dziwnego, że dla "kościuszkowców" Sowieci zaprojektowali taką żałosną wronę rozjechaną przez walec drogowy. Bez wątpienia było to celowe.
Pozdrawiam,
RSz

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

RSz

#232242