Hic sunt leones - czyli co o nas wie Zachodnia Europa

Obrazek użytkownika zetjot
Blog

Jakie pojęcie mają zachodni Europejczycy, o tym co się dzieje na obszarze Europy Środkowo-Wschodniej pokazuje książka Davida Runcimana "Jak kończy się demokracja", wydana przez środowisko Kultury Liberalnej.

David Runciman stwierdza wyraźnie, że demokracja przeżywa kryzys i stara się dociec dlaczego. 

I tu staje przed problemem, którego nie potrafi moim zdaniem rozwiązać. Zamiast zająć się realnymi strukturami społeczno-politycznymi, poświęca swoją uwagę dywagacjom natury filozoficzno-futurologicznej. Autor wydał książkę w r. 2018, a w aneksie podaje źródła z których najwięcej skorzystał i tu się rozczarowałem. Ciekaw jestem jaki kształt przybrałyby refleksje Runcimana, gdyby odniósł się do opublikowanej w r. 2012 pionierskiej i rewolucyjnej koncepcji psychologa kultury Jonathana Haidta, która jest dopracowana w szczegółach i wskazuje konkretne wyznaczniki postaw politycznych. Nie da się o polityce kompetentnie rozmawiać bez uwzględnienia teorii Haidta, czy też preferowanej przeze mnie koncepcji natury ludzkiej wynikającej z teorii ewolucji, kogniwistyli i neuronauki. A u Runcimana brak jakichkolwiek teoretycznych założeń wyjściowych, jak i realnych konkretów z praktyki politycznej wziętych. 

Kryzys demokracji, a może nawet koniec demokracji, czego Runciman nie neguje, może być wywołany przyczynami zewnętrznymi wobec danego państwa jak i wewnętrznymi. Co do zewnęrznych, to już panuje powszechna zgoda, że globalizacja utrudnia prowadzenie wewnętrznej demokratycznej polityki. W takim razie pozostaje jeszcze kwestia przyczyn wewnętrznych. 

Jeżeli chodzi o te ostatnie, kryzys mógł być zawiniony albo przez zachowania zwykłych ludzi albo wynikać może z przyczyn strukturalnych, systemowych, na które zwykli ludzie wpływu nie mają.. Ludzi obwiniać nie należy, z wyjątkiem tego, że te przyczyny tolerowali, bo z założenia systemowego wynika, że to system decyduje o zachowaniach ludzkich, a nie że zachowania jednostek kształtują system. No, ale autor nie przeprowadza analizy strukturalnej systemu, więc trudno rozsądzić, czy to struktury polityczne czy też jakieś inne, pozapolityczne czynniki odegrały tu rolę wywołując kryzys. Sam autor też nie jest niczego pewny. 

Jest jeszcze jedna możliwość, której autor nie uwzględnia, a którą ja preferuję. Nie mamy, na Zachodzie, do czynienia z demokracją, lecz z systemem, który od demokracji odszedł i bez precyzyjnej analizy struktury ustroju nie da się ustalić, co i kiedy poszło nie tak. 

Jest jeszcze jeden aspekt systemowy kwestii demokracji, którą Runciman, tak zresztą jak i inni politolodzy, ignorują. Otóż system składa się z dwóch podsystemów, z których jeden to oczywiście podsystem polityczny, ale drugi to podsystem gospodarczy, w tym przypadku konsumpcjnizm. I jest rzeczą oczywistą, że one nawzajem na siebie oddziałują, ale politolodzy te wzajemne oddziaływania ignorują, z uwagi zapewne na wąską specjalizację i poprawność polityczną.Tak więc część kłopotów demokracji można przypisać konsumpcjonizmowi, ale tego u Runcimana nie znajdziemy. 

Generalnie, czytając tekst Runcimana odnosi się wrażenie, że, wychodząc poza wąski obszar Zachodniej Europy i USA, autor nie ma zielonego pojęcia o tym co się naprawdę dzieje poza tym obszarem. Co nie oznacza, że poprawnie interpretuje to, co się dzieje u niego pod nosem, ale tu się przynajmniej stara. Przychodzą mi na myśl starodawne mapy, z łacińską inskrypcją zamieszczoną na niektórych obszarach "hinc sunt leones" dla oznaczenia obszarów bezludnych lub niecywilizowanych. I gdyby autor zamieścił taką inskrypcję w niektórych miejscach książki, to bym to zrozumiał. Ale mu się wydaje, że on wie wszystko o wszystkim. 

Jaki pojęcie ma Runciman o sprawach polskich pokazuje następujący fragment: 

"Zwłaszcza eskalacja kompetencyjna - czyli sytuacja, w której legalnie wybrani liderzy polityczni ograniczają demokrację, jednocześnie perorując o jej ważności - zdaje się najważniejszym zagrożeniem dla demokracji w XXI wieku. Wydaje się, że do takich sytuacji dochodzi między innymi w Indiach, Turcji, Ekwadorze, Polsce, na Węgrzech i Filipinach; niewykluczone, że w USA również." 

Ale to jeszcze nic w porównaniu z tym co pisze o Węgrzech. Zerknijmy; 

"Demokratyczni autokraci - tacy jak Victor Orban na Węgrzech - który określa siebie samego mianem "nieliberalnego demokraty" - wzorują się raczej na Władimirze Putinie niż na Komunistycznej Partii China. W krajach takich jak Węgry czy Rosja pragmatyzm plasuje się ( w odróżnieniu od Chin - mój wtręt)  na drugim miejscu, daleko za poszukiwaniem kozłów ofiarnych i snuciem rozbudowanych teorii spiskowych. Wybory wciąż się odbywają. Demokracja jest przegadana, pozbawiona swej liberalnej wiarygodności. Wobec tego niewiele pozostaje w niej z demokracji - niektórzy politolodzy wolą określać taki system jako "autorytaryzm konkurencyjny". Wybór jest pozorny. To raczej parodia demokracji niż jej następca." 

Mam wyrobione, dzięki wielu dziesięcioleciom doświadczeń z lekturami zachodnich politologów i dziennikarzy, zdanie o kompetencjach tychże, więc wysłałem panu Runcimanowi maila z przypomnieniem teorii spiskowych, jakie snuli zachodni kremlinolodzy, doszukujący się zmagań gołębi z jastrzębiami w sowieckim Politbiurze czy Komitecie Centralnym. Runciman doskonale kontynuuje te tradycje.  

Zestawienie superdemokratycznych Węgier i Polski z tym co się dzieje w Indiach czy na Filipinach lub w Rosji budzi tylko śmiech i politowanie dla kompetnencji autora. Żeby jednak nie być gołosłownym to zacytuję fragment artykułu z "Guardiana" na który Runciman się powołuje: 

"The Kaczyńskis argued that a communist-liberal układ (meaning “deal” or “pact”) had given rise to “a system of interests that emerged from the former communist regime, which joined together with some people from the Solidarity camp”, whereby state officials with communist sympathies operate in conjunction with financial institutions, media companies and intelligence services to rig the economy and subvert Polish democracy. It was essentially the same argument as Jarosław had made in 1990: their rivals, the Democratic Left Alliance and Civic Platform, were fronts for the corrupt “power-system” that had denied Poles their revolution." 

No tak, skąd biedny zachodnioeuropejczyk, taki jak pan David Runciman miałby się dowiedzieć o strukturze społeczno-politycznej tzw. III RP, o postkomunizmie, ukladzie postkomunistycznym jaki powstał w Polsce i rozwinął się za czasów Platformy w system postkomunistyczny ? No skąd ? Z Guardiana ? A ten z Giewu ? 

I teraz taki zachodni pożyteczny idiota będzie mnie pouczał jak wygląda struktura spoleczno-polityczna w Europie Środkowo-Wschodniej i skąd się tam wzięła. Historia kołem się toczy, w koło Macieju. A gdyby komuś w rodzaju pana Davida Runcimana przyszła ochota by ze mną polemizować, to jestem gotów przedstawić problem Europy widziany z perspektywy innego autora, także Brytyjczyka, Duncana Murraya. Ten wprawdzie zajmuje się tylko powierzchnią polityki europejskiej w kwestii imigracji i nie wnika w struktury społeczno-polityczne, które doprowadziły do likwidacji demokracji w Zachodniej Europie, ale pytania, które stawia, powiodą nas we właściwym kierunku, bo Europa Środkowo- Wschodnia ma w tej materii dużo większe doświadczenie. 

Każdy powinien sobie kupić i przeczytać książkę angielskiego publicysty Douglasa Murraya " Przedziwna śmierć Europy" poświęconej polityce imigracyjnej w Europie w ostatnich dzieisięcioleciach. Warto ją przeczytać z kilku względów.  

Po pierwsze warto wiedzieć o rozbieżności między rzekomo demokratyczną polityką a postawami społeczeństwa, co może prowadzić do rewizji poglądów na temat rzekomej europejskiej demokracji, a po drugie taka znajomość europejskich realiów pozwoliłby polskim czytelnikom na realistyczną korektę obrazu Europy, który w Polsce pozostawia dużo do życzenia. Wreszcie interesujące jest zdziwienie samego autora skalą tej rozbieżności i ilością krytycznych faktów, które w ksiązce przedstawia. Ponadto może budzić rozbawienie stwierdzenie autora, że w świetle faktów dotycznących przedstawionych błędów, Europa Wschodnia jest jakaś inna.  

Generalnie rzecz biorąc autor przedstawia dokładną panoramę dziejów Europy w kwestii imigracji i kwestii stosunku establishmentu do niej w ostatnich kilkudziesięciu latach, natomiast popełnia błąd taki jaki popełnił Francis Fukuyama wcześniej. Obaj panowie wieszczą koniec historii, tyle że jeden pozytywny, a drugi negatywny 

Żeby jednak zapewnić większy obiektywizm moim tezom tu przedstawianym jeśli chodzi o cechy ustrojowe państw Zachodu, to przywołam prace autorstwa socjologów amerykańskich takich jak Richard Sennett, Benjamin Barber czy znana publicystka amerykańsko-kanadyjska Naomi Klein, o których wielokrotnie pisałem już parę dobrych lat temu. 

Gdyby jednak ktoś chciałby bardziej zróżnicowanych narodowo perspektyw widzenia problemów Zachodu, to polecam pracę dwóch Francuzów, Lorenzi'ego i Berrebi'ego, "Przyszłość naszej wolności", w której piszą o konieczności rozbicia gigantów cyfrowych takich jak Google, czy Facebook, stanowiących duże zagrożenia dla demokracji. Czyli chodzi po prostu o typową demonopolizację tej sfery. W tym momencie warto wrócić do Runcimana, który przy całej swojej liberalnej fiksacji na punkcie Trumpa, potrafi powiedzieć coś takiego: 

"Wszystko to (zauroczenie technologią - mój dopisek) sprawia, że większe zagrożenie dla demokracji amerykańskiej niż Donald Trump stanowi Mark Zuckerberg. Ten ostatni nie ma złych zamiarów względem instytucji demokratycznych; demokracja w ogóle niespecjalnie go obchodzi. Jego intencje są dobre. I dlatego jest niebezpieczny." 

Niebezpieczeństwo zaś polega na tym, że technologia stwarza złudzenie, że jest w stanie rozwiązać problemy społeczne, w tym problemy kryzysu demokracji.. 

Skoro jesteśmy przy korporacjach, to warto wziąć pod uwagę jeszcze jeden czynnik, własnie korporacyjny, przyczyniający się do niszczenia demokracji. Oto amerykańskie koncerny filmowe, takie jak Disney czy Netflix, a więc instytucje prywatne, wchodzą w prerogatywy instytucji państwowych i grożą władzom stanowym w USA wycofaniem się z działalności w tych stanach, jeśli te zaostrzą prawo antyaborcyjne. U nas w Polsce mieliśmy przykład innej korporacji, IKEA, także wykraczającej poza zakres prerogatyw prywatnej firmy gospodarczej, usiłującej promować ruch LGBT i wywierać nacisk na pracowników, by ten ruch wspierali. 

I  co to wszystko ma wspólnego z demokracją ?

Ocena wpisu: 
Twoja ocena: Brak Średnio: 5 (głosów:4)

Komentarze

"czy też preferowanej przeze mnie koncepcji natury ludzkiej wynikającej z teorii ewolucji,"

jak się buduje na kłamstwie to taki system musi sie zawalić.

 

Podoba mi się!
2
Nie podoba mi się!
-1

norwid

#1597996

Proszę uważać, bo ignorancja wpędzi Pan we własne sidła i uwierzy Pan np. w racjonalność LGBT.

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
0
#1598013

Z tą ignorancją coś jest na rzeczy. Nigdy nie pamiętam, czy przodek człowieka to Enter czy @. .....

Jednakże obstaję przy swoim że ignorancja nie zwalnia ignoranta z zapoznania się z teoriami przeciwnymi darwinizmowi.

Można przeczytać w obszernym opracowania u pana Marka z bogatą bibliografią.. http://dakowski.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=756&Itemid=...

..

Dopiero po solidnej lekturze, tudzież zapoznaniu się z moją perspektywą na sodomię zasadnym będzie przypisywanie mi wiary w racjonalność LGBT, inaczej - jak na wstępie.

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
0

norwid

#1598048

Cytuję: "Ludzi obwiniać nie należy, z wyjątkiem tego, że te przyczyny tolerowali, bo z założenia systemowego wynika, że to system decyduje o zachowaniach ludzkich, a nie że zachowania jednostek kształtują system". 

Czasem jest tak, a czasem jest odwrotnie. Czasem ludzie obserwują trendy i wykorzystują wyniki tego co zauważą, a czasem sami wywołują albo agresywnie wpływają na te trendy, tak aby sprzyjały ich interesom. Jest inna grupa teorii zwana ponerologią, opisującą działania złych ludzi, łajdaków, którzy zatrudniają swoje łajdactwo, by grasować w polityce, aby ich działania kształtowały system.
 

Podoba mi się!
2
Nie podoba mi się!
0

michael

#1598009

Jednych należy winić za to, że błędny system wprowadzają i eksploatują we własnym interesie, innych należy winić za to, że taki system tolerują bez aktywnego sprzeciwu.

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
0
#1598015

Tych należy winić za to, że ten obłędny system wprowadzają i eksploatują we własnym interesie, albo w interesie swoich bolszewickich sponsorów... Wiemy przecież, że to są ludzie, którzy pod fałszywą firmą zasłużonej polskiej opozycji wdarli się do światowego systemu lewicowych mediów oraz ich elit, by formować wrogi Polsce obraz naszej rzeczywistości w światowej opinii publicznej. Oni opowiadają światu o rzekomym polskim faszyzmie, o autorytarnej władzy, o polskim antysemityzmie i polskiej homofobii, oni urabiają antypolską opinię światową przekonując o brutalnym łamaniu praworządności. 

Są to typowe operacje wrogich Polsce służb specjalnych działających pod "fałszywą flagą", przy czym moja hipoteza polega na tym, że fałszywa flaga została przydzielona przez te służby antypolskiej agenturze na przełomie roku 1967 i 1968 w programie realizacji planu Andropowa-Gorbaczowa, który powstał po klęsce sowieckiej techniki wojskowej w wojnie sześciodniowej w roku 1967.

Plan Andropowa Gorbaczowa zakładał działanie sowieckich służb specjalnych w dwóch kierunkach:

  1. Kradzieży zachodnich technologii i rozwiązań technicznych na potrzeby Armii Czerwonej i przemysłu państw RWPG zaopatrujacych Wojska Układu Warszawskiego. Konkretnym przykładem takiego działania jest wykrycie słynnej misji gen. Mariana Zacharskiego.
  2. Masowej infiltracji elit intelektualnych Zachodu pod fałszywa flagą, przez masowy exodus sowieckiej agentury legendowanej jako uchodźców i ofiary komunistycznej opresji. Rzekomi uchodźcy mieli być ofiarami antysemityzmu komunistycznych reżimów państw Układu Warszawskiego, wmieszanymi w podobnie prześladowanych antykomunistycznych dysydentów i masy zupełnie przypadkowej emigracji zarobkowej. Fałszywa flaga antykomunistycznej opozycji znakomicie legendowała sowiecką agenturę w elitach akademickich oraz elitach władzy państw Zachodu. Istota tego programu była masowość tego exodusu, przypominająca późniejszą operację "Most". Konkretnym przykładem są kariery niektórych polskich marksistowskich intelektualistów znakomicie osadzonych w intelektualnych elitach Zachodu i do dzisiaj uczestniczących we wrogich Polsce operacjach dyfamacyjnych oraz antypolskiej dywersji politycznej skierowanej przeciwko fundamentalnym interesom naszej Ojczyzny.

Moim zdaniem Państwo Polskie powinno mocno zastanowić się nad wariantami polityki powstrzymującej ewidentnych wrogów polskiej państwowości, w złej wierze aktywnie uczestniczących w wojnie hybrydowej toczącej się przeciwko żywotnymi interesami polskiej racji stanu. Wykazanie działania w złej wierze nie powinno stanowić żadnego poważniejszego problemu. Taka jest moja hipoteza.

Podoba mi się!
3
Nie podoba mi się!
0

michael

#1598017

Proponuję wejście w funkcję "EDYTUJ" i następne korektę literówki zawartej w tytule powyższego artykułu. Powinno być "Hic sunt leones..." Konieczne jest więc usunięcie jednej literki "n", która wkradła się podstępnie i udaje że tam powinna być. Kukułcze jajo.

Pozdrawiam

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
0

michael

#1598027

Dzięki za zwrócenie uwagi.

Coś mi tam nie do końca  pasowało, ale tego nie sprawdziłem. Złączyłem części frazy "hic et nunc"

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
0
#1598030

... p. Runciman dostrzega dziś jakąkolwiek demokrację... Chyba, że "liberalną", ale to takie coś, jak krzesło elektryczne. albo "demokracja socjalistyczna", uzupełniona jeszcze "walką o pokój". Ach, kak swabodno dyszajet cziełowiek!

Co zresztą sam Autor tutaj mówi. W ogóle to dobry tekst, dzięki!

Podoba mi się!
2
Nie podoba mi się!
0

Pzdrwm

triarius

-----------------------------------------------------

http://bez-owijania.blogspot.com/ - mój prywatny blogasek

http://tygrys.niepoprawni.pl - Tygrysie Forum Młodych Spenglerystów

#1598068